impas

11.08.07, 19:11
Witajcie....
Sama nie wiem od czego zaczac.... Potrzebuje pomocy, nie wiem,
wsparcia,
rady. Stad to,co przeczytacie ponizej.
na wstepie moze taka informacja, ze jestem z rozbitej rodziny.(i
moze stad moj paniczny strach przed powieleniem wzorca...)

Jestesmy 5 lat po slubie. Mamy bystra coreczke, 3-letnia.
Od samego poczatku, juz przed slubem widoczne byly ogromne roznice
miedzy
nami - swiatopogladowe, temperamentow(ja duzo wiekszy),
osobowosciowe... Ja po przejsciach
dobiegajaca trzydziestki, on - niedoswiadczony 35-latek, samotnik,
introwertyk, zyjacy w swoim swiecie, tylko dla siebie, egocentryk.
Pojawilam
sie ja -i (jak twierdzi i tak jest pewnie) zakochal sie po raz
pierwszy. To
byl jego pierwszy powazny zwiazek. W zasadzie uczylam go jak sie w
nim
poruszac...
Jego spokój, opanowanie, ....tego mi bylo wtedy trzeba, to mi dalo
ukojenie. Mialam dosc burzliwe zycie wczesniej, i on pojawil sie w
odpoweidnim momencie. Po poczatkowej fascynacji przyszedl czas na
spojrzenie
na to wszystko na spokojnie - i wtedy po raz pierwszy poczulam , ze
to nie
to. Jednak brnelam dalej. Z perspektywy juz wiem, co mna kierowalo ,
tak
najsilniej.... Tykal mi juz biologiczny zegar nad uchem -
trzydziestka na
karku, a dziecka pragnelam najbardziej na swiecie. I wlasnie ta chec
posiadania dziecka sprawila , ze brnelam dalej.
Jestesmy z roznych miast, po pewnym czasie zdecydowalam sie na
przeprowadzenie sie do niego. Pozniej slub, po roku dziecko. I wtedy
wlasnie, gdzy zaszlam w ciaze, zaczelo sie totalnie sypac miedzy
nami. On
odsunal sie ode mnie - i fizycznie i psychicznie. Wtedy , kiedy
najbardziej
go potrzebowalam, nie bylo go ... Wtedy to, po raz pierwszy,
powiedzial mi,
ze nie chce juz wspolzyc ze mna. Ze nawet zgadza sie na kochanka,
bo ...jego
po prostu nie interesuja juz "te sprawy" ze mna. Zwyczajnie wygaslo
w nim pozadanie. nadal potrafil(potrafi) przytulic, objac,
poglaskac, ale zadnej inicjatywy wzgledem seksu. Mozemy zyc ,
oczywiscie,
razem pod jednym dachem, ale to tylko fizycznie, bo wszytko
najlepiej
zebysmy mieli osobno. I finanse(zreszta od poczatku tak zarzadzil),
i seks,
i najlepiej jak sie skupie na sobie , a jemu dam spokoj, dam mu zyc
po swojemu.
Widzialam
jak coraz
bardziej "zaszywa sie w sobie", nie dawal sobie rady z tym, ze
niedlugo
pojawi sie jeszce ktos, dziecko...
ja bylam ta meczaca, upierdliwa, chcaca "Bog wie co" od niego.
W koncu, gdy mala miala pare miesiecy, wrocilam do swojego miasta.
Teraz mija 3 lata od kiedy zyjemy osobno. Przez te 3
lata....staralam sie
zmienic ta sytuacje, niczego bardziej nie pragnelam jak tego, zeby
zrozumial, zeby dorosl, zeby zechcial byc z nami, na normalnych
warunkach,
zebysmy byli po prostu rodzina.. Bardzo tego pragnelam dla coreczki.
Nigdy
nie chcialam miec dziecka bez partnera, wychowywac je bez jego
ojca.
Ogromnie zalezalo mi na pelnej rodzinie dla corki. Przez te trzy
lata
przyjezdzal do nas co drugi weekend, na swieta, i wakacje tez
razem... Teraz
dizecko ma isc do przedszkola. I to jest czas dla nas na decyzje -
co dalej.
Maz kocha bardzo dziecko, i chce sprobowac , ja tez. Chcemy
zamieszkac znow
razem, to wiaze sie z przeprowadzka moja i corci do niego.
Wiele miesicey rozmyslan nad tym, i w koncu decyzja. Jednak - czy
dobra....
Oboje chcemy sprobowac, dla dziecka, stworzyc rodzine. Jednak wiem,
robimy
to dla niej, gdyby nie corcia, na pewno nie zeszlibysmy sie.
Maz ....chyba niewiele sie zmienil, seksu wciaz nie ma miedzy nami,
i nadal
odmiennie widzimy wiele, wiele spraw.
Jestem w koszmarnej rozterce. Wiem, chyba trzeba sprobowac, ale czy
to ma
wiekszy sens. Czy bycie razem we trojke, pomoze znormalizowac te
nasze
"chore' uklady. Licze na to, ale i boje sie, ze zamieszam tym w
glowie
coreczce. Przyzwyczaila sie juz do zycia tam, bez niego na codzien,.
A jesli
nam sie nie uda, a ona juz przyzwyczai sie do codziennosci z
nim, ....nie
bede miala sumienia jej tego odbierac....Boze, mecze sie z tymi
myslami
tak dlugo...placze wciaz, czuje sie bezradna. Nie chce popelnic
kolejnego
bledu, skrzywdzic dziecko.... Z jednej strony chce sprobowac, pragne
odbudowac to co jest wlasciwie w gruzach, on tez tego chce, chcemy
tego dla
coreczki, zeby miala nas razem...
Teraz..... Dziecko zostawilam na pare dni u babci, a sama
przyjechalam do niego ...przygotowywac mieszknie na przyjazd
corci...jednak ja jestem w koszmarnej formie psychicznej, nic przez
te pare dni nie zrobilismy, ja chodze i placze , on patrzy na mnie
przerazony... Nie wiem co robic...
Caly czas bije sie z myslami, czy warto probowac..... On uwaza, ze
trzeba sie zdobyc na to poswiecenie(tak to nazywa) dla dobra
dziecka, zaczynam miec poczucie winy, ze mnie na takie poswiecenie
nie stac.... Poza tym, nie jestem pewna co dla niej lepsze, i czy
jesli nie oda nam sie ta proba, czy bardziej malej nioe skrzywdzimy
(gdy po nieudanej probie wroce z nia spowrotem).Z drugieuj strony
nie powinnam moze z gory tak bardzo liczyc sie z
porazka...Ech...matnia

Kaska

Dzieki za kazde zyczliwe slowo....




    • sibeliuss Re: impas 12.10.07, 17:21
      Niestety Ci współczuję, bo trafiłaś na dorosłe dziecko.
      Może jest to introwertyk, ale nade wszystko jest to chyba ogromny egoista.
      Powiedz mi, czy zamierzasz dla dobra dziecka żyć do końca życia przy mężu jak
      siostra przy bracie?
      • your_and Re: impas 19.10.07, 14:34
        Spokojnie, spokojnie.
        Z reguły nic nie da sie tak prosto opisać.
        Zakochał sie, bardzo wrażliwy facet z opisu. Meżczyźni do
        dojrzewania i przełamywania swoich tłumionych emocji potrzebują
        kobiety. Szczególnie tacy. Cóż jeśli piszesz ze dziecko to było coś
        czego pragnełaś najbardziej, pewno poczuł się bardzo zraniony gdy
        odstawiłaś go emocjonalnie jeszcze w okresie zakochania na boczny
        tor (rok). To typowy efekt. Szczegónie dla osób nie mających silnych
        wiezów z rodziecami, lub mało kochanych w dzieciństwie. Wreszcie
        trafiają na kogoś kto ich pokochał, zdążą ten stan polubic i
        przyzwyaczaić się i spadają u niego na drugie miejsce. Im wrażliwsza
        osoba tym wiekszy cios i gorycz zatruwająca ca wszystko choć
        nieuświadomiona.
        W zasadzie faceci zamknięci, mają wiekszy problem z seksem tym
        bardziej wobec osoby wobec której sie otroworzą i czują wtedy
        bezbronni. Zrannieni w swoim odczuciu blokują sie na długo.
        Seks jest miernikiem, a zarazem kluczem do rozwiazania sytuacji.
        Kobietom łatwo wyrażać bliskość na rózne sposoby, mężczyna wyraża ją
        głownie w seksie i dla niego seks to jezyk bliskości
        Zapraszam na inne forum o tym
        (Brak) Seks(u) w małżeństwie
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15128
Pełna wersja