olowa
04.09.07, 10:17
Witajcie,
mam 25 lat, 3-letniego synka i stoję na poczatku tej syfnej drogi...
po krótce - małżeństwo nigdy nie było idelane, a moim sposobem po
wielu innych próbach okazało się rozstanie...bo mąż zrozumie,
zdystansuje się, zmieni i tym samym wywołą moją zmianę...zobaczy,
czego brakuje, za czym tęskni...A mąż? po 4 miesiącach dowiaduję się
od syna, że ma nowaą ciocię!!! jak to zabolało..Pierwsza była złość
sięgająca bram piekieł - no jak to?? obiecałeś - żadnych nowych
kobiet przy Oklu!! A tymczasem ona do niego dzwoni, chodzicie razem
na spacery?? (mąż miał u siebie syna 3 dni w tygodniu, resztę
ja)...Wściekłość, bezsilność, ale ten ból..nic go nie
zagłuszyło...Ja do końca wierzyłam, że wygrywa miłość (kiedy jest),
rodzina, przysięga...Takiego rozczarowania i przewartościowania
świata, w który wierzyłam nie chcę nigdy więcęj i nie życzę
nikomu...nawet jemu...Jutro idę już drugio raz do prawnika ze
wszystkimi dokumentami i niech się dzieje...
Czy jeśli mąż formalnie jest bezrobotny (choć pracuje, zarabia
sporo, to zdrowy, młody facet) to dostanę jakiekolwiek alimenty? czy
mogę jakoś ustalić i OGRANICZYĆ te spotkania z ojcem przy tamtej?
byłam u psychologa z małym , bo starsznie reaguje, zmienił się -
pani psycholog stwierdziła, że z punktu widzenia zdrowia
psychicznego dziecka mam 100% racji, ż eojciec postępuje
nieodpowiedzialnie i źle...I jak sobie w ogóle z tym radzić? Co Wam
pomogło, pomaga? ja widzę nadzieję tylko w upływającym czasie, w
tym, że wierzę, iż mąż szybko zrobi cioci dziecko i odsunie się od
nas...bo nie mogę na niego patrzę, słuchać, myśleć...