Dodaj do ulubionych

początek, sam początek...

04.09.07, 10:17
Witajcie,
mam 25 lat, 3-letniego synka i stoję na poczatku tej syfnej drogi...
po krótce - małżeństwo nigdy nie było idelane, a moim sposobem po
wielu innych próbach okazało się rozstanie...bo mąż zrozumie,
zdystansuje się, zmieni i tym samym wywołą moją zmianę...zobaczy,
czego brakuje, za czym tęskni...A mąż? po 4 miesiącach dowiaduję się
od syna, że ma nowaą ciocię!!! jak to zabolało..Pierwsza była złość
sięgająca bram piekieł - no jak to?? obiecałeś - żadnych nowych
kobiet przy Oklu!! A tymczasem ona do niego dzwoni, chodzicie razem
na spacery?? (mąż miał u siebie syna 3 dni w tygodniu, resztę
ja)...Wściekłość, bezsilność, ale ten ból..nic go nie
zagłuszyło...Ja do końca wierzyłam, że wygrywa miłość (kiedy jest),
rodzina, przysięga...Takiego rozczarowania i przewartościowania
świata, w który wierzyłam nie chcę nigdy więcęj i nie życzę
nikomu...nawet jemu...Jutro idę już drugio raz do prawnika ze
wszystkimi dokumentami i niech się dzieje...
Czy jeśli mąż formalnie jest bezrobotny (choć pracuje, zarabia
sporo, to zdrowy, młody facet) to dostanę jakiekolwiek alimenty? czy
mogę jakoś ustalić i OGRANICZYĆ te spotkania z ojcem przy tamtej?
byłam u psychologa z małym , bo starsznie reaguje, zmienił się -
pani psycholog stwierdziła, że z punktu widzenia zdrowia
psychicznego dziecka mam 100% racji, ż eojciec postępuje
nieodpowiedzialnie i źle...I jak sobie w ogóle z tym radzić? Co Wam
pomogło, pomaga? ja widzę nadzieję tylko w upływającym czasie, w
tym, że wierzę, iż mąż szybko zrobi cioci dziecko i odsunie się od
nas...bo nie mogę na niego patrzę, słuchać, myśleć...
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: ciąg dalszy historii... 04.09.07, 10:33
      Pojadę po nim po całości.Będę go straszyć prawnikami.Postaram się
      żeby zobaczył jak bardzo skrzywdził mnie i dziecko.Mały NA PEWNO
      będzie miał coraz większe problemy...w końcu będzie widził co się
      dzieje ze mną.Mężowi będę mówić że jst łachem i świnią.Będę mu
      wykrzykiwać że mam go w dupie i niech zrobi dziecko tej żdziże.Potem
      mąz się wkurzy na mnie.Zacznie mi robić problemy z alimentami,
      odsunie się od małego lub będzie robił rózne głupoty.Opadną mi
      ręce.Jedyne co mnie będzie trzymac przy życiu i zabijac równocześnie
      to nienawiść i miłość do mężą (naprzemiennie).Ale będę mówić że żyję
      tylko dla małego.Męża być może zmęczona kochanka kopnie w dupę.Ja
      pozwolę mu wrócić tylko wtedy gdy mi udowodni po raz tysięczno-
      miliardowy -że żałuje, że się przyzna do tego że jest nikim, podłym
      zdrajcą.W międzyczasie on znajdzie sobie inną panią lub mnie
      znienawidzi...albo jedno i drugie.
      • z_mazur Sylwio... 04.09.07, 10:41
        Jakieś problemy emocjonalne dzisiaj???
        Lewą nogą wstałaś???

        Nawet jeśli w pewnych kwestiach masz rację, to forma trochę mało
        empatyczna.
      • olowa Re: ciąg dalszy historii... 04.09.07, 10:44
        ...to ma mi pomóc? ja takiego dalszego ciągu nie widzę, nawet bym
        tego nie stworzyła w głowie...Będzie inny cd...
        • sylwiamich Re: ciąg dalszy historii... 04.09.07, 11:10
          Bo tego się w głowie nie tworzy...to samo się dzieje.Czy Ci ma pomóc?
          Nikt nie wie co Ci może pomócsad( I daj panie Panioe Boże tej
          dziwczynie żeby cierpiała jak najmniej.Życzę innego cd.Pomyśl co
          jest naprawdę ważne i straj się iść w tym kierunku...nawet jeśli
          pobłądzisz...Pozdrawiam. Nie chciałam cię urazić..chciałam
          przestraszyć.smile))
          • menab Re: ciąg dalszy historii... 04.09.07, 11:15
            Intencje może i dobre, ale forma dość destrukcyjnie mogła
            podziałać.Czasem kubeł zimnej wody może pomóć, ale czasem może
            bardzo zaszkodzić, zwłaszcza jak się jest w dołku.
          • olowa Re: ciąg dalszy historii... 04.09.07, 11:15
            ona ma cierpiec przeze mnie? zlosc byla na poczatku...bo
            zabolalo...moje cialo, moja krew, moj najwiekszy skarb-syn, a jakas
            obca kobieta miesza mu w glowie mowiac do niego przez telefon, ze
            nie rozmawia z maam tylko z ciocia...???!!Dzisiaj juz sie nie
            zloszcze, chce miec jak najszybciej rozwod za soba, jak najmnijeszy
            kontakt z mezem i jego kobieta i pusta droge przed soba...
    • clio11 Re: początek, sam początek... 04.09.07, 11:55
      Olowa, żyjemy w Polsce, musiałbyś się sporo nagimnastykować, by
      dziecku ograniczyc kontakt, to po pierwsze.
      Odpowiedz sobe raczej na pytanie, czy ogranieczenie kontaktu z ojcem
      wpłynie pozytywnie na rozwój tak małego dziecka. Czy Ci się to
      podoba, czy nie-on po prostu potrzebuje poukładać sobie w głowie tę
      nową sytuację i kto wie, może świadomość, że tata tam, z nową
      ciocią, a Ty tu i tak ma zostać, jest dla niego najlepsza.
      Sama wiesz, czego potrzebuje Twoje dziecko, ale ze względu na jego
      wiek powinnaś ułożyć sobie co najmniej neutralne relacje z mężem.
      Będzie to pewne trudne, ale z reguły w takiej sytuacji co najmniej
      jedna strona (mam na mysli rodziców, ktorzy się rozstali) powinna
      mieć trochę rozumu.
      Skoro pojawiła się nagle ciocia... Nie spadła przecież z nieba, a
      mąż nie jest chyba malutkim, bezwolnym chłopczykiem, mógł już od
      jakiegoś czasu postawić kreskę na Waszym związku.
      Alimenty na syna sąd przysądzi, bez obaw. Fakt, że mąż jest
      bezrobotny ma wpływ na ich wysokość.
      Pozdrowienia
      -Clio
      P.S.
      Aaaaaa, zapomniałabym-nigdy nie mów nigdywink


      • i33 Re: początek, sam początek... 04.09.07, 12:28
        nie poddawaj sie dziewczyno...dla dobra dziecka masz prawo żądać co
        chcesz, podkreślić jednak warto na rozprawie że właśnie nie robisz
        niczego złośliwie pod siebie ale masz na uwadze dobro dziecka...
        jeśli chodzi o wysokość alimentów---sąd powinien brać pod uwagę nie
        tylko zaświadczenia ale i możliwości fizyczne i psychiczne faceta---
        doszła do mnie taka sprawa---facet podał że zarabia mało, w trakcie
        przesłuchania---wydało się że ma ukończone kursy różnego rodzaju,
        różne zawody,wynajmuje mieszkanie utrzymuje swoją nową pania i
        samochód za "aż 5oo" zł mies..-absurd wychodzi na jaw
        można prawnikowi napomknąć jakie ma możliwości on umiejętnie to
        wykorzysta na rozprawie---żeby się gagatek nie wywinął
        teraz w obecnej sytuacji na bezrobocie nie można już zwalać bo pracy
        jest full i w kraju i za granicą
        powodzenia
    • cicade Kochani, prośba 04.09.07, 12:21
      Przekierowałam wink Olową do Was z innego forum,
      bo wydaje mi się, że jesteście w stanie Jej pomóc
      jako osoby "biegłe" w temacie.
      Piszcie po kolei co i jak ma robić, aby jak najmniej
      ucierpieć w sytuacji, która ponoć i tak na Skali Stresu
      punktowana bardzo wysoko.

      Była u psycholog, tamta pokazuje, że w istocie
      jeszcze mąż zachowuje się wobec dziecka nieodpowie
      dzialnie, więc tym bardziej żal, wściekłość są
      całkiem zrozumiałe.

      Poradźcie jej (majkel?), jak uzyskać alimenty,
      w przypadku gdy ojciec dziecka pracuje w szarej
      strefie.

      Dzięki za wysłuchanie.



      P.S. Sylwia, napiszę do Ciebie zaraz na gg i nawrzucam
      za ten popis tongue_out
      • aron95 Re: Kochani, prośba 04.09.07, 12:45
        Na górze forum są potrzebne wnioski .
        Na prawnika szkoda kasy.
        Obowiązek alimentacyjny spoczywa również na teściach tak że tym iż bezrobotny
        się nie przejmuj .
        A aby się uspokoić czytaj tu ,jakie mają inni problemy a Twój okaże sie niczym w
        porównaniu z Twoim .

        • olowa Re: Kochani, prośba 04.09.07, 12:51
          dlaczego na prawnika szkoda pieniedzy? mnie wlasnie ta cala
          procedura sadowa przeraza...na niewiedzy mozna wpasc...cos
          przeoczyc..bede czula sie chyba pewniej majac jakiegos tam pana za,
          czy przed plecami na sali...strasznie nie lubie papierkow, sadow,
          pism...i nie chce byc sama...zludne poczucie bezpieczenstwa raczej i
          pomocy
        • sylwiamich Re: Kochani, prośba 04.09.07, 13:00
          > Obowiązek alimentacyjny spoczywa również na teściach tak że tym iż
          bezrobotny
          > się nie przejmuj .
          > A aby się uspokoić czytaj tu ,jakie mają inni problemy a Twój
          okaże sie niczym
          > w
          > porównaniu z Twoim .


          Mój były mąż nie płaci alimentów od 4 lat.Nie wiem jak jest teraz,
          ale wcześniej pracował jako dyr, prezes w firmach zachodnich, bardzo
          dobrych.Jego zarobki z tamtego okresu sięgaja kót kilkunastu,
          kilkudziesięciu tysięcy zł netto.Nie przedstawił żadnego
          zaświadczenia że jest chory, nie jest zarejestrowany jako
          bezrobotny.Corocznie dostaję od komornika pismo o bezskutecznej
          egzekucji.Po 3 latach złożyłam do prokuratury doniesienie o
          uchylaniu się od płacenia alimentów.Mój wniosek odrzucono...złożyłam
          odwołanie...odrzucono.Zapoznałam się dokumantacją sprawy.
          Teściowie?
          Hihi...jeśli dzieci są w niedostatku...czyli musisz nie
          pracować...masz szansę na alimenty.W innym wypadku prawie żadnej.No
          chyba że teściowie bogaci okrótnie i nie pracują "na czarno" jak mąż.
          Tak to wygląda w moim przypadku.
          • olowa Re: Kochani, prośba 04.09.07, 13:12
            ...a to Polska właśnie...
            • sylwiamich Re: Beatyfikujcie mnie!!! 04.09.07, 13:18
              No...a wczoraj usłyszałam...:
              -Słyszłem że miałaś dziecku kupić nowy monitor na urodziny...ale
              rozumiem że z jakiegoś powodu go nie dostał?
              Ja mu kupiłem...wielkie mi pieniądze...nie chcę żeby to były
              najgorsze urodziny w jego życiu.
              smile)))))Cudnie...nie?smile)))I nie zabiłam..nawet nie zasyczałamsmile)
            • aron95 Re: Kochani, prośba 04.09.07, 13:25
              Wypełnienie gotowych wniosków jest proste .
              A w sądzie, jeżeli mąż chce też rozwodu , po co prawnik ?
              Jego rola ograniczy się do tego że będzie i skasuje , może nawet nic nie powie .

              ot sylwi jest potrzebny dobry prawnik
    • lilyrush Re: początek, sam początek... 04.09.07, 12:29
      olowa napisała:

      > Witajcie,
      > mam 25 lat, 3-letniego synka i stoję na poczatku tej syfnej
      drogi...
      > po krótce - małżeństwo nigdy nie było idelane, a moim sposobem po
      > wielu innych próbach okazało się rozstanie...bo mąż zrozumie,
      > zdystansuje się, zmieni i tym samym wywołą moją zmianę...zobaczy,
      > czego brakuje, za czym tęskni...A mąż? po 4 miesiącach dowiaduję
      się
      > od syna, że ma nowaą ciocię!!! jak to zabolało..Pierwsza była
      złość
      > sięgająca bram piekieł - no jak to?? obiecałeś - żadnych nowych
      > kobiet przy Oklu!! A tymczasem ona do niego dzwoni, chodzicie
      razem
      > na spacery?? (mąż miał u siebie syna 3 dni w tygodniu, resztę
      > ja)...Wściekłość, bezsilność, ale ten ból..nic go nie
      > zagłuszyło...Ja do końca wierzyłam, że wygrywa miłość (kiedy
      jest),
      > rodzina, przysięga...Takiego rozczarowania i przewartościowania
      > świata, w który wierzyłam nie chcę nigdy więcęj i nie życzę
      > nikomu...nawet jemu...Jutro idę już drugio raz do prawnika ze
      > wszystkimi dokumentami i niech się dzieje...

      Masz co chciałaś. Wyprowadizłaś sie, odeszłaś. Zgodnei z Twoim
      tekstem- miłosc wygrała. Maż znalazl sobie kobiete która z nim jest
      i chce być. Pewnei sie właśnie zakochał. Sama napisałaś,z ezandych
      kobiet przy dizecku,a nie nie żadnych kobiet w ogóle. Meczyźni sa
      prosci i potrzebuja prostych komunikatów. Nie pwoeidizałas
      widocznie, ze wyprowadzasz ssie na okres ile tam, zeby naprawic wasz
      zwiazek i on poczul sie wolny.
      Relacje z dzieckeim naeży ustawic, bo to raczej oczywiste, ze tata
      nei będzie sam.
      Z czasem Ty pewnie tez ne bedizesz sama.
      Jka sie cos zaczyna to nie należy sie dziwic, ze to cos sie potem
      dzieje...
      • olowa Re: początek, sam początek... 04.09.07, 12:38
        ...to nie ja sie wyprowadzilam...to raz, MOWILAM, pisalam sms-y,
        dlugie maile tlumaczac po co rozstanie - mowilam, ze rozwalalo sie 3
        lata - niech sie poskalda i to tez wymaga czasu - to dwa...I mialam
        faktycznie ambiwalentne uczucia - ze albo wroci, bo zwyciezy
        rodzina, albo szybko znajdzie inna (przede mna prowadzil dosc
        hmmm...rozwiazle zycie, przypadkowe kontakty seksualne opiewajace na
        bagatela 40 kobiet...).Byl 5 lat z kobieta, na slub z ktora kupowal
        garnitur z ta, z ktora sie bzykal i chcial miec podobno
        dziecko...Ale ok, to juz bylo, zaufalam, zapomnialam i kompletnie o
        tym nie myslalam bedac jego zona..i nawet jesli domyslalam sie, ze
        moze kogos miec, to wlasnie kladlam nacisk na to, zeby 3-letni Olek
        nie poznawal nikogo 4 miesiace po wyprowadzce ojca...
      • cicade Re: początek, sam początek... 04.09.07, 12:39
        Separacja nie jest czasem dobrym czasem
        na przemyślenia? Per analogiam: "jak
        wyjeżdżam poza granice województwa to już
        jestem SAM" - taki tekst obił mi się kiedyś
        o uszy...

        Cholera, moim zdaniem facet funta kłaków wart,
        jeśli odpowiedzią na rozstanie była inna pani.
        Miała pozbawić go wolności, jaj i czego tam
        i przysłowiowo przylutować do kaloryfera?
        Albo kulka u nogi.

    • olowa ...dla uściślenia... 04.09.07, 12:49
      nie zamierzam oczerniać mojego męża, nie chcę go zniszczyć...wyszlam
      z nieciekawego domu, jestem DDA, nadwrażliwa, zbyt emocjonalna i
      impulsywana...chciałam mieć dom i rodzinę - mąż nie wytrzymał, nie
      umiał albo nie chciał zrozumieć i pomóc, być...nie wyszło - trudno -
      prosiłam o rady jak przez to przejśc, w czym znaleźć siłę, w
      kwestioi formalnej mam nadzieję, że adwokat sam się tym
      zajmie...Najbardziej cierpi dusza, boję się przyszłości, boje się,
      że będąc nieszczęśliwą unieszczęśliwię małego...Wiadomo, że
      zamieszczając post na forum należy się przygotować i na krytykę, ale
      chyba teraz nie mam na to siły...Przyjaźnie nastawionym bardzo
      dziękuję, reszcie również jeśli mają poczucie, że pomogli
      • lilyrush Re: ...dla uściślenia... 04.09.07, 13:39
        widzisz- forum uczy jednego- precyzyjnosci wypowiedzi.
        jak przeczytasz jeszcze raz na spokojnie Twoejgo poerwszego posta
        tak, jakby napisał go ktos zupełnie obcy to co zrozumiesz?
        • cicade ja odpowiem, dobra? 04.09.07, 14:52
          Że pisze ktoś roztrzęsiony, kto
          ma problem "na świeżo". I na pewno
          nie należy zgrywać przy nim wygi-
          -wyjadacza...
          • tricolour To ja dopowiem... 04.09.07, 14:55
            ... wiele osób niczego tu nie zgrywa - po prostu są starymi wyjadaczami i
            wygami. Nie zgrywają fałszywej empatii...
            • cicade Cynicznie, ale przynajmniej szczerze 04.09.07, 14:59
              A mi szkoda dziewczyny, tak po prostu.
              I uważam, że nie zasługuje na zimny
              prysznic. Nie teraz.

              Tri, może niektórzy są na tym f za długo, a?
              Znowu "naiwnie" myślę, że takie forum jest
              do rzeczowego uzyskiwania rady, pomocy i pójścia
              dalej? Rzecz jasna, tu dla radzenia zostawaliby
              najmądrzejsi i z dobrymi intencjami smile

              Uciekam, ja tu przelotem smile
              • tricolour No to zmykaj... 04.09.07, 15:01
                ... widać sama jesteś tu za długo - bo chyba nie myślałas o kims innym, prawda?
                Gdybyś myślała, to byś powiedziała, no chyba, że tchórz obeciał...

                Papa...
            • sylwiamich Re: To ja dopowiem... 04.09.07, 15:02
              dzisiaj mi się myśl nasunęła...chyba odejśc z tego forum przyszedł
              czas....coś się zbyt wkurzam jak czytam posty tych "na
              pocżatku"....empatii coraz mniej dla żon porzuconych, zdradzonych,
              biednych.No, poza przypadkami że dziewczyny mają problemy naprawdę
              duże i potrafią zdrowy rozsądek mieć.Jakoś przez zasiedzenie tu
              jestem.Tyle czasu po rozwodzie.....
              • tricolour A dlaczego sie wkurzasz? 04.09.07, 15:03
                Co masz jeszcze nie załatwione?
              • sylwiamich Re: ale się wstrzeliłam:)) 04.09.07, 15:03

            • olowa Re: To ja dopowiem... 04.09.07, 15:02
              ale po co od razu antypatia? nie oczekiwalam glaskania po glowie,
              smecenia, ze jaka to ja biedna, a jaki on cham..bo wina zawsze lezy
              po obu stronach. Prosilam o rzeczowe informacje na temat samej
              rozprawy i choc garsc rad jak radzic sobie z bolem...bo to naprawde
              swieze...a jak bede biadolic 2 lata i rozpamietywac - to wtedy
              zglosze sie po kubel wody smile
              • tricolour Bo oprócz oczywistych problemów... 04.09.07, 15:05
                ... z którymi ciężko sobie radzisz (albo wcale) jestes także osobą dorosłą i tak
                Cie traktują. Osoby dorosłe traktuje się dorośle. Jedni głaszczą drudzy
                wymagają, a trzeci olewają.
                • cicade Re: Bo oprócz oczywistych problemów... 04.09.07, 15:09
                  Trzykolorowy, zapytam jednak:
                  w jakim charakterze jesteś tak długo na tym forum?
                  Rezydent?
                  Pouczający?
                  Stary zgred? (jeśli masz poczucie humoru, to właśnie
                  się uśmiechnąłeś smile
                  Inne?
                  • tricolour Po co pytasz - odpowiedź jest oczywista: 04.09.07, 15:11
                    wszytskiego po trochę.

                    Ty jako kobieta jesteś mądra, seksowna, powabna, wredna, czuła, inne?
                    • cicade Re: Po co pytasz - odpowiedź jest oczywista: 04.09.07, 15:12
                      Wszystko razem smile)
                • olowa Re: Bo oprócz oczywistych problemów... 04.09.07, 15:11
                  zycie wystarczajaco wali po glowie, nie cacka sie, nie tego sie
                  szukam na forum - przynajmniej nie na tym, nie ja...
                  • cicade Re: Bo oprócz oczywistych problemów... 04.09.07, 15:12
                    Właściwa postawa smile
                    Trzymaj się, Olowa.
                  • tricolour No to napisz: Kurwa wasza mać! 04.09.07, 15:14
                    Proszę o pomoc, a nie szturchańce - kilka osób zrozumie...

                    smile))
                    • olowa Re: No to napisz: Kurwa wasza mać! 04.09.07, 15:18
                      ach tak..bo reszta mysli - rozwodzi sie glupia - DOWALIC!!! kto da
                      wiecej? kto dluzej po rozwodzie??!! ale ok...nie nakrecajmy sie
                      wzajemnie
                      kto chial - podskoczyl najwyzej
                      kto umial - pomogl
                      • tricolour Właśnie! 04.09.07, 15:21
                        Ludzie są różni!
                      • to.ja.kas Re: No to napisz: Kurwa wasza mać! 04.09.07, 15:25
                        Rany nie przesadzaj tu wiekszosc rozwodnicy...powiem Ci jasno o co
                        chodziło Sylwii...o fragmenty dotyczace ograniczenia kontaktów syna
                        z ojcem...jak przeczytasz co napisałas, tak na spokojnie i
                        zastanowisz sie jak to brzmi to zrozumiesz...bo nie tylko my mamy
                        czytac ze zrozumieniem, Ty tez sie postaraj , powaga, to pomaga w
                        dialogu na tym forum...Czasem lepsze rady uzyskasz od takiej
                        szorstkiej osoby niz od ubolewajacej nad Twoim "nieszczesciem"...bo
                        o rady Ci chodziło przecież a nie o pogłaskanie po głowie...
                    • to.ja.kas Re: No to napisz: Kurwa wasza mać! 04.09.07, 15:23
                      Nie wiem ja tam jestem perwersyjna i w pierwszym odruchu po
                      przeczytaniu postu autorki watku chciałam napisac dokładnie tak jak
                      Sylwia (no ale ona za mnie to zrobiła)....zostawmiam forme na boku
                      bo ja nieobiektywna jestem (ja lubie ciete wypowiedzi i błyskotliwe
                      uwagi) ale w tej wypowiedzi Sylwii jest wiele madrych spostrzerzen i
                      warto je przeanalizowac bo cos mi sie zdaje (ta moja kobieca
                      intuicja), ze jednak najbardziej chodzi o to by dokopac mezowi bo ma
                      nowa pania a jak smiał (mimo, ze odeszlismy od siebie - na chwile
                      czy na zawsze jeden pies, jak sie czlowiek rozstaje chyba bierze to
                      pod uwage, ze moze sie nam lub tej drugiej stronie przydarzyc
                      KTOŚ).......mam nadzieje, ze sie myle, ze to nie chodzi jednak o
                      pokazanie "a ja Wam pokaże", tylko o sensowne rozstanie które ma jak
                      najmniej przyniesc szkody synowi, a taką szkodą niewatpliwie byłoby
                      ograniczenie kontaktów syna z ojcem, zwłaszcza jesli dwie strony
                      ewidentnie chca te kontakty podtrzymywac i jest to z korzyscia
                      zarowno dla ojca jak i syna.
            • olowa Re: To ja dopowiem... 04.09.07, 15:09
              doswiadczenie, staz bycia rozwodnikiem, uzyskana wiedza
              usprawiedliwa zwykla znieczulice?? "bo ja to mam za soba, nie chce
              mi sie z Toba gadac, zielona jestes, radz sobie sama"? chyba nie
              taka rola forum...
              • tricolour Forum jest takie jak życie... 04.09.07, 15:12
                ... to nie jest kanapa psychologa, który ma pacjentkę, o którą musi dbac i chuchać.
        • aniulka_eb Re: ...dla uściślenia... 04.09.07, 14:54
          nie ograniczysz kontaktu ojca z dzieckiem...mozesz wniesc pozew do
          sadu zeby okreslili bylemu czas kiedy ma sie widywac z
          dzieckiem...jesli chodzi o maloletnie dzieci....sad moze mu
          powierzyc opieke nad dzieckiem do 3 razy w tygodniu( najczesciej
          jest dwa dni) ok 3 godzin...i dziecko nie moze spac u ojca...bo
          miejsce zamieszkania dziecka jest takie samo jak matki...wiec ojciec
          ma obowiazek oddac przed wieczorem dziecko matce....
          • olowa Re: ...dla uściślenia... 04.09.07, 14:57
            i o to mi chodzilo smile mam nadzieje, ze tak to sie wlasnie
            potoczy...dziekuje za rzeczowa informacje
            • aniulka_eb Re: ...dla uściślenia... 04.09.07, 15:03
              ja mialam problem tego typu...ze moj byly odbieral dzieci z
              przedszkola i nawet mnie o tym nie informowal....lecialam z
              wywieszonym jezorem zeby je odebrac...stawalam w drzwiach a Pani ze
              tatus odebral....a ja oczy wielkie....wiec dowiedzialam sie jak to
              wyglada...powiedzialam jemu ze jak nie bedzie mnie informowal to w
              ten sposob postapie ze bedzie mial wyznaczone dni i godziny...szybko
              zaczal mnie informowac kiedy bierze dzieci...tym bardziej pytac sie
              czy mi pasuje
    • ivone7 Re: początek, sam początek... 04.09.07, 15:31
      wspolczuje bardzo...bo daleka droga przed Toba...
      najpierw uporzdkuj swoja glowe i mysli..i powoli godz sie z
      sytuacja..
      potem zacznij zalawiac formalnosci..alimenty na dziecko dostaniesz,
      nawet jesli maz pracuje w szarej strefie, jesli w jakis sposob
      udowodnisz ze to robi..ze wydaje jakies pieniadze na siebie, na
      wynajem czy utrzymanie mieszkania czy samochodu...ze go widzialas,
      ze wieszgdzie pracuje itd..
      po drugie wnies o ustalenie kontaktow ojca z dzieckiem i zaproponuj
      dwa popoludnia bez mozliwosci noclgowych oraz weekend..
      zloz wniosek o badanie w rodzinnym osrodku RODK, zeby zbadac kontakt
      dziecka z wami i wplyw przebywania synka z nowa ciocia..
      taka opinia jest dla sadu wiazaca..zadne tam opinie z
      zewnatrz..tylka ta..
      jesli opinia psychologow z RODK potwierd Twoja opinie psychologiczna
      moze sad zasadzi kontakty tylko w dzien bez nocowania,..
      ale nie liczylabym na to
      teraz sady przyznaja co drugi weekend i popoludnie, oraz miesiac
      wakacji...
      teraz musisz sama..tak tak sama popracowac z synkiem..rozmawiac i
      tlumaczyc..pamietaj nie oklamuj go..ale tez nie szkaluj exa..on
      zawsze bedzie jego ojcem
      pozdrawiam i zycze powodzenia
    • quecha Re: początek, sam początek... 13.09.07, 00:27
      ...mój psycholog powiedział(przepraszam za wulgaryzm,ale to cytat)-
      "dziecko ma w dupie to czy się rozwodzicie czy nie, bo trzy latek
      nie ma świadomości małżeństwa.On chce być tam gdzie jest mu dobrze".
      Po 6-ciu miesiącach od rozwodu mogę śmiało powiedzieć, że to
      prorocze słowa były.Ja i ex-mąż dużo z synem
      rozmawialiśmy.Przyjeliśmy jedną wersję i to poskutkowało, bo była
      zgodność(co do syna-bo cała reszta to epitety pod moim adresem...)
      Dziecko interesowało, dlaczego tata i mama się nie lubią, dlaczego
      tatuś już z nami nie jest i gdzie on teraz będzie mieszkał. Naprawdę
      da się wyjaśnić, byle prosto.Nawet nie wiesz ile rozsądku ma w sobie
      taki maluch.Więc idąc za radą psychologa-nie dawaj odczuwać
      dziecku,że stała się tragedia,że to koniec świata. Popatrz na to w
      ten sposób- To zupełnie nowy początek i będzie lepjej, bo gorzej
      było tylko z tym podgatunkiem. Do przodu marsz! Koniec z toksycznymi
      związkami i wywal etykietkę-"byle jak ,byle by było"-. Ludzie to nie
      koty. Mamy tylko jedno życie.

      • wyrdlove1 Re: początek, sam początek... 13.09.07, 06:57
        Święte Słowa!smilePozdrawiam wszystkich Wolnychsmile
      • sylwiamich Re: początek, sam początek... 13.09.07, 08:57
        quecha napisała:

        > ...mój psycholog powiedział(przepraszam za wulgaryzm,ale to cytat)-
        > "dziecko ma w dupie to czy się rozwodzicie czy nie, bo trzy latek
        > nie ma świadomości małżeństwa.On chce być tam gdzie jest mu
        dobrze".


        Ciągle o tym mówię...dzieci widzą świat naszymi oczami.Jeśli widzą
        drącą na sobie szaty matkę, która płacze całymi dniami i wyklina na
        ojca to sytuacja rozwodowa bywa dla nich traumą.
        Ja wiem...mi było łatwo...to ja zostawiłam.
        Ale chodzi mi o to, że to nie jest żaden argument
        antyrozwodowy.Żaden!!!
      • olowa Re: początek, sam początek... 13.09.07, 11:11
        Ależ pieknie juz jest...Ja mam nature bardzo impulsywna, baaardzo
        mocno prezywam zarowno kryzys, porazke, zla wiadomosc, jak i mega
        radosc, szczescie...A moja zlosc ma to do siebie, ze przebiega
        wybitnie intensywnie, ale i krotko...I szok ciociowy mam za soba. A
        dzis jestem bardzo spokojna, usmiechnieta, zadowolona...Najgorszym
        czasem byl ok. tydzien...inna kobieta - jasny przekaz, ze koniec -
        klapki spadaja - zdrowe otzrzwienie i - o ironio - najpotzrebniejszy
        kop w zyciu...I maly ma sie dobrze (ja wiem, ze tylko szczesliwe
        mamy maja szczesliwe dzieci), i maz (oby nie byl chory...smile) napisal
        rano pierwszego informacyjnego (milego !!!) sms-a odprowadzajac
        Olusia do przedszkola (bo byl z nim 3 dni)...i slonce swieci, i
        madre decyzje ustabilizowane...
        ale wiecie co jest najwiekszym napedem...w moim przypadku - nowe
        uczucie...czy sie to Wam podoba, czy nie...to mnie ostatecznie
        wycisza, nastawia pozytywnie, pomaga rozwazniej myslec, chciec
        dobrze...i lepiej, i lepiej...
        • kohinoor30 Re: początek, sam początek... 15.09.07, 14:42
          czy przez stwierdzenie "nowe uczucie" masz na myśli nowego mężczyznę...?
          intryguje mnie to zagadnienie tylko z tego względu,że jakiś kolejny "chytry"
          papuga może dopatrzyć się jednak Twojej winy albo przynajmniej współwiny za
          rozpad pożycia( o ile pamiętam to Ty się wyprowadziłaś i zarządziłaś separację)
          więc może nie masz się czym chwalić i obnosić (może niech lepiej ON nie wie...)
          a skądinąd to genialnie że potrafiłaś się otrząsnąć i iść dalej naprzód,
          próbując ułożyć sobie "nowe" życie jak najszybciej( bo nie ma na co czekać moim
          zdaniem). nie ma co pławić się w jakiejś "chorej" nienawiści, zawiści, chęci
          zemsty bo to działa bardziej destrukcyjnie na osobę pogrążoną w tych uczuciach
          niż na ich obiekt ukierunkowania. i postarajcie się aby dzieciak czuł, że wy
          oboje go kochacie nawet jeśli nie kochacie się wzajemnie. i całkowicie się z
          tobą zgadzam, że szczęśliwa matka równa się szczęśliwe dziecko i dlatego też
          sądzę, że paradoksalnie powinnaś zadbać najpierw o własny "dobrostan" psychiczny
          a dobro dziecka będzie tylko jego konsekwencją...
          byle do przodu, myśl pozytywnie, powodzenia!!
          • olowa Re: początek, sam początek... 17.09.07, 08:59
            kohinor - nie ja sie wyprowadzilam, ale dazac do tego nie nazywalam
            tego separacja...nie sadzialm, ze az tak sie to pokula...
            I maz (ani w zasadzie nikt poza Wami smile) nie wie o czymkolwiek
            nowym...chcby nowym stanie emocjonalnym...Maz nie ma
            papugi..Zreszta - ustalilismy rozwod bez orzekania o winie i mysle,
            ze obejdzie sie bez przeciagania i szarpania, obojgu nam na tym
            zalezy...
            szczescia cd...smile)))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka