Dodaj do ulubionych

Wygrana i..problem

08.09.07, 09:08
Jestem mama dziewczynki (1,5 roku). Maz ma dwie corki z pierwszego malzenstwa
(8 i 10 lat). Zanim miedzy mna a moim mezem narodzilo sie cos powaznego, dalam
mu do zrozumienia, ze nigdy nie bylam zwiazana z mezczyzna z przeszloscia, ze
nie bardzo mam ochote sie pakowac w taki zwiazek. Trudno byloby mi
zaakceptowac fakt, ze mial zone i ze ma dieci. Bylam z nim szczera do bolu.
Powiedzialam, ze raczej jego corek nie pokocham i ze absolutnie niech nie
liczy, ze bede matkowac jego dzieciom. On mimo to nalegal, byl bardzo we mnie
zakochany, powiedzial, ze jego przeszlosc to bedzie wylacznie jego sprawa, ze
mnie to nie bedzie dotyczylo, ze chce stworzyc ze mna nowa rodzine. Z biegiem
czasu wiec zaczelam coraz bardziej ulegac, spotykalismy sie coraz czesciej i
narodzilo sie rowniez we mnie uczucie do tego mezczyzny. Powstala na tyle
silna wiez miedzy nami, ze dzis jestesmy malzenstwem i mamy coreczke.

Tak jak bylo ustalone na poczatku, ja nie bardzo wnikam w relacje meza z jego
corkami. Tzn toleruje je, czasem zjawiaja sie u nas na weekend, czasem zdarza
mi sie wyjsc gdzies wspolnie z mezem i jego corkami, jednak bez entuzjazmu z
mojej strony. Ale generalnie toleruje to wszystko. Rowniez alimenty. Kochamy
sie z mezem, mamy cudowne dziecko i tylko to sie liczy.

A teraz moj maly problem, o ktorym chcialam napisac. Kilka dni temu wygralam
spora sume pieniedzy. Mamy z mezem zasade, ze wszystkie dobra, jakie posiadamy
sa wspolne. Ja obecnie nie pracuje, postanowilam zajmowac sie dzieckiem i
domem jeszcze przez jakis czas. Maz zarabia dobrze. Nie przelewa sie nam, ale
tez nie brakuje pieniedzy na godne zycie. Moj maz jednak jest osoba nieco
skapa. Tzn jezeli cos jest niezbedne, to kupujemy to bez wahania. Natomiast
juz jakies ekstrasy, jakis drozszy ciuch, kosmetyk dla mnie, to kreci nosem –
“A czy to jest Ci naprawde niezbedne?”. Gdy pracowalam moglam sobie pozwolic
na takie drobne luksusy, odkad jestem na utrzymaniu meza, nie jest juz tak
ciekawie.

No i ta wygrana , o ktorej wspomnialam. Bardzo mnie uradowala. Wreszcie bede
mogla zaszalec, duza czesc przeznacze na zachcianki, na ktore nie moglam sobie
wczesniej pozwolic, bo maz krecil nosem. Oczywiscie na ekstrasy dla meza i
coreczki rowniez pieniedze przeznacze. Reszte chce trzymac na koncie.
Postanowilam, ze ani grosz z tych wygranych pieniedzy nie pojdzie na corki
meza. Nie powiedzialam mu tego wprost, ale mam nadzieje, ze znajac moj
stosunek do jego przeszlosci, nie przyjdzie mu do glowy, abysmy cos za te
pieniadze im kupili. Czy Waszym zdaniem maz ma prawo ode mnie oczekiwac, ze
przeznacze jakas sume na jego corki? Jezeli odmowie, to czy ma prawo sie
obrazac? A jezeli juz sie obrazi, top o czyjej stranie bedzie racja? W koncu
to ja wygralam te pieniadze.
Obserwuj wątek
    • bet66 Re: Wygrana i..problem 08.09.07, 13:24
      ty wygrałaś te pieniądze i one są tylko twoje, facetowi wara od nich
      a tym bardziej jego dzieciom...
      Uzywaj ich, nie załuj sobie niczego, bo tego co sobie sama dasz nie
      da ci nikt inny.
    • chalsia Re: Wygrana i..problem 08.09.07, 14:47
      > pieniadze im kupili. Czy Waszym zdaniem maz ma prawo ode mnie
      oczekiwac, ze
      > przeznacze jakas sume na jego corki? Jezeli odmowie, to czy ma
      prawo sie
      > obrazac? A jezeli juz sie obrazi, top o czyjej stranie bedzie
      racja? W koncu
      > to ja wygralam te pieniadze.

      oczekiwać może (bo nadzieję każdy może mieć), choć de facto nie
      powinien, obrazić się nie ma prawa bo od poczatku jasno ustaliłaś
      zasady a ponadto to są Twoje osobiste pieniadze (zgodnie z prawem
      nie wchodzą one do majątku wspólnego małżęnskiego tak samo jak
      wypłata ubezpieczenia dla Ciebie, darowizna czy spadek na Ciebie)
    • pelagaa Re: Wygrana i..problem 08.09.07, 16:22
      > Czy Waszym zdaniem maz ma prawo ode mnie oczekiwac, ze
      > przeznacze jakas sume na jego corki?

      Moim zdaniem nie ma prawa OCZEKIWAC. Jesli Ty nie masz ochoty
      przeznaczac, nie musisz tego robic. To Twoja kasa.
    • m-jak-magi Re: Wygrana i..problem 08.09.07, 22:08
      to absolutnie twoje pieniadze i tylko ty nimi rozporzadzasz.
      nawet jesli twoj maz ma jakies oczekiwania wzgledem nich to ty
      decydujesz.
    • kicia031 Re: Wygrana i..problem 08.09.07, 22:38
      No to ja sie wylamie. Rzeczywiscie, formalnie rzecz biorac wygrana jest twoja.
      Mozesz z nia zrobic co ci sie podoba, i nie musisz jej nikomuoddawac - jak
      piszesz, ani grosza. Choc ja na p[rzyklad mialabym frajde z obdarowania
      dzieciakow w rodzinie chopcby jakimis drobiazgami.

      Tak sie tylko zastanawiam - jestes na utrzymaniu meza, bez skrupulow korzystasz
      z jego zasobow finasowych i jeszcze masz zastrzezenia, ze daje ci za malo. W tym
      kontekscie twoje podejscie jest dla mnie wyjatnowo niesmaczne i malostkowe.
      Ciekawe, co sobie o tym pomysli twoj maz...
      • agamagda Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 08:45
        Zgodzę się z Kicią, skoro macie ustalenie, że pieniące i dobra są
        wspólne to trochę nielogiczene jest zachowanie kasy dla siebie i
        rozporządzanie jej wg Twojego jedynie uznania. I podobnie jak Kicia
        uważam, że takie podejście w kontekscie, kiedy sama nie zarabiasz, a
        utrzymuje Cię mąż, który poniekąd z tego powodu też może i musi
        mniej łożyć na SWOJE córki jest nie do końca w porządku.
        Chyba, że to dzielenie i wspólnota są na zasadzie wspólnoty Kalego...
        • aga-t-ka Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 19:46
          agamagda napisała:

          > uważam, że takie podejście w kontekscie, kiedy sama nie zarabiasz, a
          > utrzymuje Cię mąż, który poniekąd z tego powodu też może i musi
          > mniej łożyć na SWOJE córki jest nie do końca w porządku.

          Agamagda, czy Ty uwaznie przeczytalas, co ja napisalam wczesniej? Przeoczylas
          istotny fakt. Wiec przypominam tylko: jestem jego ZONA i matka JEGO dziecka.
          Skad Wam takie odpowiedzi w ogole do glowy przychodza??
          • agamagda Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 16:04
            > agamagda napisała:
            >
            > > uważam, że takie podejście w kontekscie, kiedy sama nie
            zarabiasz, a
            > > utrzymuje Cię mąż, który poniekąd z tego powodu też może i musi
            > > mniej łożyć na SWOJE córki jest nie do końca w porządku.
            >
            > Agamagda, czy Ty uwaznie przeczytalas, co ja napisalam wczesniej?
            Przeoczylas istotny fakt. Wiec przypominam tylko: jestem jego ZONA i
            matka JEGO dziecka. Skad Wam takie odpowiedzi w ogole do glowy
            przychodza??

            A co zmnienia toże jesteś JEGO żoną i matka jego dziecka w tej
            kwestii??? Piszemy o zarobkach i podziale wspólnych jak piszesz
            pieniedzy? To znaczy wspólnych, o ile to są jego dochody i Twoich o
            ile jest to Twoja wygrana.
            Zresztą wydaje mi sie, ze podejście takie, ze nic nie dam jego
            dzieciom, a za to dam swojemu i bratankowi jest bardzo brzydkie.
        • rose25 Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 21:29
          agamagda napisała:

          > utrzymuje Cię mąż, który poniekąd z tego powodu też może i musi
          > mniej łożyć na SWOJE córki jest nie do końca w porządku.

          Rownie dobrze mozna powiedziec - maz aga-t-ki placi na corki, musi tym samym
          lozyc mniej na dziecko SWOJE z aga-t-ka i na sama aga-t-ke smile

          • agamagda Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 15:59
            rose25 napisała:

            > agamagda napisała:
            >
            > > utrzymuje Cię mąż, który poniekąd z tego powodu też może i musi
            > > mniej łożyć na SWOJE córki jest nie do końca w porządku.
            >
            > Rownie dobrze mozna powiedziec - maz aga-t-ki placi na corki, musi
            tym samym lozyc mniej na dziecko SWOJE z aga-t-ka i na sama aga-t-
            ke smile

            Nie Rosa, nie mozna, bo Agatka weszła w układ który znała i
            zdecydowała sie na dziecko w pewnym układzie. Innymi słowy
            zobowiazanie było, przed przyjściem na świat dziecka Agatki.

            Pozdrawiamsmile
        • zielnaa Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 10:10
          agamagda napisała:
          > utrzymuje Cię mąż, który poniekąd z tego powodu też może i musi
          > mniej łożyć na SWOJE córki jest nie do końca w porządku.

          zastanawia mnie tylko GDZIE Ty to wyczytałaś?! Zwłaszcza to "musi".
          Nie spotkałaś się nigdy z sytuacją, gdy narodziny przyrodniego
          rodzeńtwa i fakt, że macocha nie pracuje nie powodują zmniejszenia
          alimentów? Czy tak się przyczepiasz dla zasady?

          do autorki: wygrana jest oczywiście Twoja. Co z nią zrobisz jest
          tylko Twoją decyzją. To czy teraz pracujesz czy nie nie ma
          najmniejszego znaczenia. Czy zdaniem kici i agimagdy wygrana powinna
          być włożona do wspólnego budżetu na "przejedzenie", żeby choć trochę
          zrekompensować koszty utrzymania darmozjada? wink Czy spadek
          otrzymany w tym czasie też powinien iść do wspólnego wora?
          a.
          • kicia031 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 11:53
            Czy zdaniem kici i agimagdy wygrana powinna
            > być włożona do wspólnego budżetu na "przejedzenie", żeby choć
            trochę
            > zrekompensować koszty utrzymania darmozjada? wink

            Kicia napisala juz, jakie jest jej zdanie, ale powtorzy jeszcze raz:
            mezowi na pewno byloby milo, gdyby jego zona wykonala jakis mily
            gest wobec jego corek.
            ja nie kwestionuje, ze wygrana jest jej, i nie zalecam wkladania jej
            do wspolnego wora.
            Ale fraza: "ani grosza" dla corek meza - napawa mnie niesmakiem i
            tyle.
            • zielnaa Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 12:09
              Kiciu, ale to Ty piszesz o tym, że założycielka wątku działa bez
              skrupułów i jest małostkowa. Ostro sobie poczynasz, to i reakcja na
              Twoje słowa nie jest entuzjastyczna. Może mężowi byłoby miło, a może
              uważałby za naturalne to, że obdarowane zostaną osoby bliskie
              autorce: mąż, dziecko, może bratanek... Od początku sprawy były
              postawione jasno, reguły ustalone. Wnoszenie pretensji "po czasie"
              jest trochę niepoważne, zwłaszcza w takiej sytuacji.
              a.
              • kicia031 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 12:32
                No coz, bo gdybym ja byla na miejscu meza, to tak wlasnie ocenilabym
                te sytuacje. Bardzo by mnie zranilo, gdyby bliska mi osoba nie
                potrafila wykonac przyjaznego gestu wobec mojego dziecka, za to ten
                gest wykonalaby w strone innego dziecka w rodzinie.

                Oprocz takich rzeczy jak prawa i obowiazki, ktore maja zastosowanie
                w relacjach z obcymi ludzmi istnieje jeszcze szeroki zakres zachowan
                regulowanych przez zyczliwosc, wrazliwosc, zrozumienie dla uczuc
                drugiego czlowieka. Stosuje sie go w szczegolnych okolicznosciach:
                wobec rodziny, ukochanego czlowieka... Fraza "ani grosza" mi do tego
                swiata nie pasuje. I tyle.
          • agamagda Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 16:10
            Zielna - nie czepiam się dla zasady, nie podoba mi się postawa
            Agatki, jej podejście do córek jej męża, i tak zasadnicze
            stwierdzenie, ze nic im nie da dla zasady.
            Wygrana jest jej ok. Może zrobić z nią co zechce, ale w sytuacji,
            gdzie jednak nie starcza na wszystkie zachcianki, takie podejście
            nie jest do końca ładne. Zadanie takiego pytania na forum chyba też
            świadczy o tym, ze Agatka podejrzewa, że mężowi nie będzie się to
            podobać.
      • aga-t-ka Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 11:30
        Obecnie nie pracuje, bo zajmuje sie dzieckiem. Obowiazkiem meza jest wiec nas
        utrzymywac.
        Gdyby nie dziecko, nigdy nie zgodzilabym sie nie pracowac i byc na utrzymaniu meza.
        A tak jak wspomnialam, niczego wprawdzie mi nie brakuje (z rzeczy niezbendych do
        zycia), ale jak chodzi o jakis ekstras dla mnie, to maz kreci nosem.
        Jeszcze bedac studentka wolalam np jesc rzeczy bardzo proste, np chleb z serkiem
        topionym i kupic sobie cos luksosowego. Pozniej, bedac jeszcze pracujacym
        singlem, czynilam podobnie.

        A obecnie np moj maz lubi dobrze zjesc, nierzadko jakies rarytasy, restauracje,
        co niestety kosztuje. Na to mu nie szkoda. Ja wolalabym nadal wydawac np
        skromniej na jedzenia, a za to pozwolic sobie na jakies inne drobne luksusy.
        Pisze to tylko, by przedstawic sytuacje, jak wyglada. Teraz wreszcie mam
        poczucie, ze nie jestem zalezna od meza. Nawet jezeli nie potrwa to wiecznie, bo
        pieniadze sie skoncza. Ale moge sobie pozwolic nawet na jakis szalony kaprys za
        te pieniadze wreszcie.

        Piszesz kicia, ze Ty mialabys frajde z obdarowania. Ja rowniez bede miala frajde
        z obdarowania - mam przecudownego malego bratanka. Na tym polega piekno
        obdarowywania, ze jest to akt dobrowolny, plynacy z serca, dla osob, ktore sie
        kocha czy lubi.
        • babe007 Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 16:50
          Ja tylko ustosunkuję się do ostatniego postu. Napisałaś, że chętnie
          obdarujesz bratanka. Wcześniej dosyć kategorycznie wyraziłaś swoją
          niechęć do "dzielenia się" (w tym jak rozumiem po Twoim ostatnim
          poście nawet poprzez symboliczny prezent) z dziećmi Twojego męża
          (rzeczywiście, nie masz takiego obowiązku). Czy ta niechęć do nich
          jest podyktowana czymś racjonalnym (są opryskliwe, niegrzeczne wobec
          Ciebie, niesympatyczne). Czy wystarczy sam fakt, że istnieją...?
          • e_r_i_n Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 09:00
            babe007 napisała:

            > Czy ta niechęć do nich jest podyktowana czymś racjonalnym (są
            > opryskliwe, niegrzeczne wobec Ciebie, niesympatyczne). Czy
            > wystarczy sam fakt, że istnieją...?

            Moze po prostu nie są tak jej bliskie, jak bratanek? Ba, moze są dla
            niej obcymi dziećmi?
            Jak rozumiem, dziewczyna CHCE się podzielic kasą z mezem, ktory ja
            utrzymuje (upada wiec argument o niewdziecznosci). Niekoniecznie
            chce dzielic się z dziecmi meza. Nie rozumiem, co w tym takiego
            strasznego.
            • aga-t-ka Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 12:35
              Dokladnie tak. Akceptuje to, ze corki meza istnieja, nie mam nic przeciwko nim,
              nalezy im sie utrzymanie ze strony ojca jak i jego milosc. Ale bliskie mi nie
              sa. W zyciu mamy wystarczajaca liczbe bliskich osob, ktorych wolelibysmy
              obdarowac. W koncu moge sprawic jakas frajde rodzicom. Mam dwoch braci z
              rodzinami. Bedzie z kim podzielic sie szczesciem smile
              • babe007 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 13:43
                Z tonu wszystkich postów wydaje mi się, że ty ich poprostu nie
                lubisz (dobre chociaz i to, że - jak piszesz - nie utrudniasz
                kontaktów dziewczynek z ich ojcem). Czy jest tego jakiś konkretny
                powód?
                • pelagaa Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 14:17
                  > Czy jest tego jakiś konkretny powód?

                  A musi byc??? wink))) A jesli nawet nie ma, to co to zmienia w calej
                  sytuacji?
                  Z perspektywy czasu i wlasnych doswiadczen, nie wszystkich milych,
                  uwazam, ze najlepiej dla wszystkich jest, jak kazdy zajmuje sie i
                  skupia sie jedynie na WLASNYCH dzieciach, cudze pozostawmy ich
                  rodzicom. Obojgu rodzicom, dla scislosci wink
                  • babe007 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 15:03
                    pelagaa napisała:

                    > > Czy jest tego jakiś konkretny powód?
                    >
                    > A musi byc??? wink))) A jesli nawet nie ma, to co to zmienia w
                    calej
                    > sytuacji?

                    W sytuacji nie zmienia nic, ale jako pasierbica nielubiana za samo
                    istnienie mam na takie sytuacje alergie. I badzo się dziwię facetom
                    wiążącym się z kobietami, które od samego początku deklarują swoją
                    niechęć do ich dzieci z poprzedniego związku (i to nie za to, że są
                    rozwydrzone i niesympatyczne, tylko za to, że poprostu są). Ale z
                    tego co pamiętam, sama się kiedyś takiej postawie ojców dziwiłaś...
                    • pelagaa Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 17:26
                      > Ale z
                      > tego co pamiętam, sama się kiedyś takiej postawie ojców dziwiłaś...

                      Dziwilam sie, to prawda. Nadal sie dziwie, jako matka, ktora nie
                      zwiazalaby sie z facetem okazujacym jawna wrogosc mojemu dziecku.
                      JEDNAK nie dziwie sie JUZ, ze mozna nie chciec miec za wiele
                      wspolnego z dziecmi partnera. Jak wielokrotnie pisala jedna z moich
                      ulubionych macoch, inwestycja w dzieci partnera (nie tylko
                      finansowa, ale i emocjonalna) to inwestycja bez gwarancji zwrotu
                      poniesionych kosztow, nie pisze nawet o zyskach wink Niewiele
                      znam "Matek Teres" chcacych byc meczennicami wink
                      Poglady mi sie zmienily wink)) Zycie ksztaltuje charakter wink
                      Mysle, ze nie jestem osoba, ktora moze nie lubic dziecka z samego
                      powodu jego istnienia, to nie wyklucza jednak, ze w chwili obecnej
                      nie chcialabym miec do czynienia z zadnymi dziecmi, zadnego
                      potencjalnego partnera, po prostu nie jestem tym zainteresowana, bo
                      nie umiem zachowac... jak to szlo... zyczliwej obojetnosci??? wink))
                      I nie przemawiaja do mnie argumenty, ze to dziecko kogos, kogo byc
                      moze bym kochala itd.

                      A skoro kobieta nie ma ochoty na jedna wielka szczesliwa rodzinke, a
                      facet o tym wiedzial i akceptowal, nie rozumiem dlaczego teraz
                      mialby miec oczekiwania.

                      Hehe na mangolde "wyroslam" wink
        • kicia031 Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 18:40
          Ja rowniez bede miala frajd
          > e
          > z obdarowania - mam przecudownego malego bratanka. Na tym polega piekno
          > obdarowywania, ze jest to akt dobrowolny, plynacy z serca, dla osob, ktore sie
          > kocha czy lubi.

          Oczywiscie. Ja bym z przyjemnoscia obdarowala corke czlowieka, ktorego kocham.
          Niezaleznie od stosunku do tej corki. Bo jako matka wiem, jak bardzo rodzicow
          ciesza cieple, bezinteresowne gesty wobec ich dzieci, nawet pochwala urody
          malucha uslyszana w parku...
          Ale to ja. Oczywiscie nie masz OBOWIAZKU nic robic dla corek meza. Za to maz ma
          Obowiazek cie utrzymywac.
          Podtrzymuje okreslenie: niemaczne.
          • pelagaa Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 19:25
            > Oczywiscie nie masz OBOWIAZKU nic robic dla corek meza.
            > Za to maz ma
            > Obowiazek cie utrzymywac.
            > Podtrzymuje okreslenie: niemaczne.

            A dla mnie to nie jest niesmaczne. Maz ma obowiazek ja utrzymywac,
            bo maja WSPOLNE dziecko i pewnie dlatego, ze ustalili, ze tak to ma
            wygladac. A ona nie ma obowiazku dzielic sie z dziecmi meza WYGRANA,
            tak jak on nie musialby dzielic sie spadkiem. Majatek odrebny to
            majatek odrebny.
          • aga-t-ka Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 19:41
            To jest twoja opinia. A ja nie sadze, ze jest to niesmaczne. Byloby niesmaczne,
            gdybym cokolwiek "musiala" wzgledem corek meza.
            • mamaika Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 14:30
              I nic nie musisz . A szczytem idiotyzmu jest dla mnie i obłudy
              robienie coś przeciwko sobie , żeby "ładnie"wyglądało . Zaszalej smile
          • mamaika do Kici 10.09.07, 14:35
            Mam małe pytanko Kicia a jak "smaczne" jest niedołożenie się ojca do
            komunii córki ?
            • kicia031 Re: do Kici 10.09.07, 15:59
              Gleboko niesmaczne wink)
              • mamaika Re: do Kici 10.09.07, 22:29
                Ale to z Twojej strony czysta hipokryzja . Ja pamiętam jak z dumą to
                obwieszczałaś, z drugiej strony głosisz teorię wszystkim dzieciom po
                równo
                • kicia031 Re: do Kici 11.09.07, 06:16
                  mamaika napisała:

                  > Ale to z Twojej strony czysta hipokryzja . Ja pamiętam jak z dumą to
                  > obwieszczałaś, z drugiej strony głosisz teorię wszystkim dzieciom po
                  > równo

                  Szczerze moiwac, nie pamietam. Moglabys przypomniec, co dokladnie pisalam? Czy
                  odnosilo sie to do sytuacji mojego partnera, czy ogolnie? Bo skladalismy sie z
                  moim Exem na komunie i ogolnie zawsze mi sie wydawalo, ze to jest dobre rozwiazanie?

                  Pamietaj, ze ja ostatnio w wielu sprawach drastycznie zmienilam swoje poglady.
                  Pisalam o tym duzo na macochach - o punkcie widzenia misia...

                  Napisz, do czego sie odnosisz, please.
                  • pelagaa Re: do Kici 11.09.07, 07:14
                    Kiciu byl watek o komunii, chyba na macochach, gdzie pisalas, ze
                    Twoj facet nie dolozyl sie do komunii wlasnego dziecka. Z tego, co
                    mi sie kojarzy.
                    • kicia031 Re: do Kici 11.09.07, 09:38
                      Rzeczywiscie moj partner sie nie dolozyl, choc nie wiem, czy
                      odpowiedzialnosc za to mnie akurat obciaza. Jak wiadomo, nie mamy
                      specjalnego wplywu na dzialania innych osob, tylko na wlasne. Z jego
                      relacji (nie mieszkalismy wtedy jeszcze razem) wiem, ze Exia
                      zarzadala dolozenie 1000pln za udzial ojca i i dziadkow (razem 3
                      osoby) w obiedzie po komunii i nie chciala negocjowac warunkow -
                      dajesz tysia labo wypierdalaj (podobno tak to brzmialo). I chlop
                      zdecydowal, ze przyjdzie tylko do kosciola z rodzicami, oczywiscie
                      kupili prezenty.
                      Przyznaje, ze dla mnie ta suma byla horendalna, bo my po komuniii
                      Babelka bylismy w Kuchni Artystycznej w 9 osob i za obiad (bez
                      alkoholu, bo komunia) zaplacilismy troche ponad 600zl, co
                      podzielilismy z Exem na pol.

                      Tak jak te sytuacje widze w tej chwili - to tragiczne ze 2 rodzicow
                      nie jest w stanie sie dogadac w zadnej waznej dla dziecka sprawie.
                      Ale ja niestety nic na to nie moge poradzic, moge tylko wyrazic
                      swoje zdanie w tej sprawie.
                  • mamaika Re: do Kici 11.09.07, 09:47
                    Chyba na starej NR , użyłaś zresztą liczby mnogiej - my, chodziło o
                    komunię pasierbicy . Utknął mi głeboko w pamięci właśnie dlatego ,
                    że totalnie mi to nie pasowało do poglądów które głosisz. Nie
                    twierdzę, że w życiu trzeba być zawsze totalnie konsekwentnym czy
                    nie zmienić czasem zdania ale mnie zaskoczył wtedy nieziemsko pod
                    względem nawet nie decyzji a sposobu w jaki to napisałaś . A
                    wyciągnęłam to w brzydki sposób tylko dlatego , że często w bardzo
                    radykalny i potępiający sposób oceniasz postawy innych dziewczyn . W
                    życiu zaś nie jest czarno-biało tylko raczej jest cała masa szarości
                    a sytuacje i emocje w rodzinach rekonstruowanych rozmaite i nie
                    tylko dlatego , że macocha jest wredna . Oczywiście wszystkim życzę
                    żeby w ich rodzinach rekonstruowanych czy nie działo się jak
                    najlepiej.
      • iziula1 Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 22:12
        kicia031 napisała:
        >
        > Tak sie tylko zastanawiam - jestes na utrzymaniu meza, bez
        skrupulow korzystasz
        > z jego zasobow finasowych i jeszcze masz zastrzezenia, ze daje ci
        za malo.

        Kicia, autorka postu wychowuje dziecko, tak ustaliła z mężem i to
        jest ich wspólna decyzja. Z twego postu wynika,że uważasz ją za
        pasożyta siedzącego w domu.
        Zasoby finansowe członka rodziny stety lub niestety smile)) należą do
        rodziny, na potrzeby tejże rodziny. Zestawienie słów KORZYSTANIE BEZ
        SKRUPUŁÓW w kontekście kiedy kobieta decyduje się na sprawowanie
        bezpośredniej opieki nad dzieckiem i rezygnacje z pracy może
        sprawiac wrażenie,że jesteś uprzedzona w stosunku do osób
        podejmujacych taka decyzje.
        Poza tym na czym polega TO KORZYSTANIE? Na codziennych zakupach
        zapełniających lodówke czy też korzystaniem z zasobów męża nazwiesz
        zakup pończoch lub kremu do twarzy przeznaczonego tylko dla autorki
        postu?
        Myśle Kiciu że się zapędziłaś w swojej wypowiedzi. To,że Ty zyjesz
        inaczej nie oznacza,że wybory dokonywane przez innych sa niewłaściwe.

        A do pytania autorki wątku: uznałabym wygrana jako wkład do
        wspólnego budżetu,z zastrzeżeniem że decyzje o wydatkach podejmujemy
        wspólnie. Co do zakupów dla jego dzieci-nie miałabym obiekcji, dla
        mnie nie ma znaczenia czyje to dziecko jest i z jakiego związku
        pochodzi ale rozumiem,że autorka ma prawo tego nie chciec.
      • burza4 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 11:29
        kicia031 napisała:


        > Tak sie tylko zastanawiam - jestes na utrzymaniu meza, bez
        skrupulow korzystasz> z jego zasobow finasowych i jeszcze masz
        zastrzezenia, ze daje ci za malo.

        sorry, ale trochę mnie to zapieniło. Co to znaczy "bez skrupułów
        korzystasz z jego zasobów"? korzysta po pierwsze z ICH zasobów, po
        drugie - facet jej żadnej łaski nie robi. To jego zasrany obowiązek
        i nie ma tu czego gloryfikować, ani za co być wdzięczną!

        dodatkowo jest jeszcze jeden aspekt sytuacji - nie widać aby facet
        dzielił się decydowaniem na co wydać WSPÓLNE zasoby. Jednak to on
        nadaje tu ton. Co szczerze mówiąc - już średnio mi się podoba. Bo co
        to znaczy, że "kręci nosem" na niektóre zakupy? zdaje się, że stać
        go na wiele, bo obiad w knajpie to około 100 zł, tyle samo kosztuje
        dobry krem dla żony. A ona ma jakiś problem żeby go kupić. Czyli -
        zapewniamy potrzeby rodziny, ale tylko takie, które on uznaje za
        stosowne. Między wierszami można wyczuć, że facet nie uznaje za
        zasadne, żeby brać pod uwagę zdanie żony przy ustalaniu wydatków,
        ale ona ma czuć się w obowiązku robić prezenty pod dyktando, wg jego
        rozdzielnika?

        Pieniądze z wygranej - jej odrębny majątek - zapewnią jej jakąś dozę
        niezależności, nie będzie się prosić o tusz do rzęs. Dziewczyna przy
        tym ma ochotę sprawić prezenty - obdarować tych, którzy są jej
        bliscy, nie ma ochoty żeby ktoś wymuszał prezenty dla tych,
        których "wypada" obdarować. Nie każdy ma frajdę z obdarowywania
        obcych osób, a już na pewno nie ma frajdy pod przymusem.
        • agamagda Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 16:23
          Burza, niestety nie jest to do końca tak jak piszesz. Moze i jest
          zasranym obowiazkiem faceta łożyć na swoją żonę, ale siłę nabywczą
          to on posiada, a nie ona - i tak jest w ich zwiazku.
          Ona podjęła decyzję, że chce siedzieć w domu z dzieckiem, wiec siłą
          rzeczy w wyniku również jej decyzji stałą sie uzależniona finansowo
          od faceta. Nie krytykuję jej decyzji, pewnie jest słuszna, co nie
          zmienia stanu rzeczy i faktu, ze dziś jest dodatkowym obciążeniem
          budzetu małżeńskiego.
          Agatka nie ma oporów do korzystania z dochodów męża, nie zadaje
          sobie pytania czy on nie chciałaby ich wydać w większej części na
          coś innego. Nie. Ale wspólnota dochodó zmienia się diametralnie
          kiedy to ona dostała jakąś wygraną.
          Wtedy ona nie widzi sensu w konsultacjach jak i na co wydać
          pieniadze. Nie chce sie nią podzielić z rodziną - dla jej meża jego
          córki są bliską rodziną - tylko wydać na własne zachcianki.

          No i to jest niesmaczne.
          • burza4 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 18:00
            agamagda napisała:

            > Burza, niestety nie jest to do końca tak jak piszesz. Moze i jest
            > zasranym obowiazkiem faceta łożyć na swoją żonę, ale siłę nabywczą
            > to on posiada, a nie ona - i tak jest w ich zwiazku.

            i zdaje się że z tego korzysta - nie do końca licząc się ze zdaniem
            czy potrzebami partnerki. Ona nie domaga się futra z norek, po
            prostu zwraca uwagę na fakt, że zamiast np. drogich obiadów w
            knajpie wolałaby móc bez zgrzytów kupić coś fajniejszego sobie,
            dziecku czy do domu. On ma inne priorytety, ona się dostosowuje, bo
            on jest silniejszą stroną

            > Ona podjęła decyzję, że chce siedzieć w domu z dzieckiem, wiec
            siłą > rzeczy w wyniku również jej decyzji stałą sie uzależniona
            finansowo > od faceta.

            ONI podjęli tę decyzję, bo takie sprawy się w związku ustala. Z tego
            ustalenia wynikają konkretne konsekwencje. W partnerskim związku
            ustala się również to na co są wydawane pieniądze - niezależnie od
            tego, kto je zarobił - i nikt nikomu nie wydziela.

            Nie krytykuję jej decyzji, pewnie jest słuszna, co nie
            > zmienia stanu rzeczy i faktu, ze dziś jest dodatkowym obciążeniem
            > budzetu małżeńskiego.
            > Agatka nie ma oporów do korzystania z dochodów męża, nie zadaje
            > sobie pytania czy on nie chciałaby ich wydać w większej części na
            > coś innego. Nie. Ale wspólnota dochodó zmienia się diametralnie
            > kiedy to ona dostała jakąś wygraną.

            zapominasz, że te dochody są WSPÓLNE. NIE JEGO a wspólne - i w
            świetle prawa i moralnie, bowiem jej praca w domu jest określonym
            choć niepieniężnym wkładem, i wkurza mnie podejście że "jest
            obciążeniem". Ona nie zadaje sobie pytania, czy nie chciałby wydać
            ich na coś innego - bo on i tak wydaje na to co SAM uznaje za
            stosowne.

            jej wygrana - jest jej majątkiem odrębnym, niespodziewanym
            ekstrasem - i mając wreszcie do dyspozycji swój dochód - ona również
            chce go wydać po swojemu, tak jak on robi to na co dzień.
            Ona ten majątek przeznacza również na cele, które też dotyczą ICH
            rodziny, a na które on jako decydent "się krzywi".

            > Wtedy ona nie widzi sensu w konsultacjach jak i na co wydać
            > pieniadze. Nie chce sie nią podzielić z rodziną - dla jej meża
            jego > córki są bliską rodziną - tylko wydać na własne zachcianki.

            nie tylko własne, ale SWOICH bliskich. Nikt nie ma obowiązku dzielić
            się z resztą świata. Macocha jest dla jego córek obcą osobą. Nic ich
            nie łączy, to dwa odrębne światy. Pomińmy tu dywagacje jak i
            dlaczego - tak po prostu jest.

            a nawiasem mówiąc - czemu mam nieodparte wrażenie, że gdyby chodziło
            o prezent dla teściowej a nie córek - odbiór sytuacji byłby zupełnie
            inny?
            • kicia031 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 06:24
              a nawiasem mówiąc - czemu mam nieodparte wrażenie, że gdyby chodziło
              > o prezent dla teściowej a nie córek - odbiór sytuacji byłby zupełnie
              > inny?

              Z mojej strony na pewno tak. Zupelnie innaczej widze swoje zobowiazania wobec
              dzieci niz wobec doroslych ludzi.

              A co moich tesciow, to mam wobec nich niemile plany - mimo ze to rodzice mojego
              partnera.... ukochanego czlowieka wink)
          • iziula1 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 11:19
            Agamagda, mylisz się sądząc,że kobieta opiekująca się dzieckiem w
            domu jest OBCIĄŻENIEM. Samo słowo budzi we mnie sprzeciw, bo jakim
            obciązeniem jest matka zajmująca suię ICH WSPÓLNYM dzieckiem?
            Owszem dochód tej rodziny zmniejszył sie ale w jasno określonej
            sytuacji.
            Zgadzam się z opinia Biurzy o obowiazkach wobec rodziny. Dodam
            jeszcze od siebie,że potrzeby rodziny to także potrzeby naszego
            partnera życiowego, bez względu czy przynosi on dochód czy nie.
            W zyciu różnie bywa,ktoś traci pracę, czy współmałżonek takiej osoby
            ma prawo odmówić zaspokajanie potrzeb drugiego bo jest OBCIĄZENIEM z
            tytułu utraty pracy?

            Postępowanie autorki wątku w stosunku do wygranej i swego męża może
            być niesmaczne, i trudne do zrozumienia dla mnie ale ja mam inną
            sytuacje,kocham mego męża i jesteśmy partnerami w naszym związku a
            nie rywalami.
            • kicia031 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 11:26
              > Postępowanie autorki wątku w stosunku do wygranej i swego męża
              może
              > być niesmaczne, i trudne do zrozumienia dla mnie ale ja mam inną
              > sytuacje,kocham mego męża i jesteśmy partnerami w naszym związku a
              > nie rywalami.


              No wlasnie o tym pisze.
              • iziula1 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 11:36
                kicia031 napisała:

                > > Postępowanie autorki wątku w stosunku do wygranej i swego męża
                > może
                > > być niesmaczne, i trudne do zrozumienia dla mnie ale ja mam inną
                > > sytuacje,kocham mego męża i jesteśmy partnerami w naszym związku
                a
                > > nie rywalami.
                >
                >
                > No wlasnie o tym pisze.


                Kicia Ty naprawde idealistak jesteś smile)) jak ja.
                Pozdrawiam
                Iza
            • agamagda Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 15:31
              Izulka,
              Popatrz od strony czysto finansowej, bo chyba w tym wątku mówimy
              przede wszystkim o podziale finansów. Kobieta w domu jest wtedy
              obiciązeniem - nawet jeśli, jest to inwestycja w przyszłosć dziecka.
              Co nie zmienia innego faktu, ze dziecko lepiej sie rozwija, kiedy
              opiekuje sie nim zadowolona matka niz np. żłobek czy zwariowana
              nianiasmile Ale to już trochę inna dyskusja.


      • mikawi Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 09:47
        kicia031 napisała:
        > Tak sie tylko zastanawiam - jestes na utrzymaniu meza, bez
        skrupulow korzystasz z jego zasobow finasowych i jeszcze masz
        zastrzezenia, ze daje ci za malo. W tym kontekscie twoje podejscie
        jest dla mnie wyjatnowo niesmaczne i malostkowe. Ciekawe, co sobie o
        tym pomysli twoj maz...


        odpadłam po prostu... Kiciu - a gdzie były Twoje skrupuły, gdy byłaś
        na utrzymaniu męża, a potem jako już eks żona nadal korzystałaś z
        jego zasobów finansowych w postaci alimentów na siebie? Drugie
        pytanie: jaką częśc pensji/premii/nagrody uznaniowej/bonusa rocznego
        powinna przeznaczać next na dziecko męża? Skoro z wygranej, którą
        nawet prawo zwalnia ze wspólnoty majątkowej, powinna to czynić, to z
        premii należącej do majątku wspólnego tym bardziej powinna odpalić
        jakąś dziesięcinę. I jeszcze trzy słowa (ulubione niektórych pań)
        dotyczące tego, co o tym pomyśli jej mąż: WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY.
        Agatka dość jasno przedstawiła mężowi swoje stanowisko w tej
        sprawie, gdy mąż jeszcze mężem nie był. Przyjął takie warunki więc o
        co pretensje?
        • kicia031 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 10:01
          mikawi napisała:

          >
          > odpadłam po prostu... Kiciu - a gdzie były Twoje skrupuły, gdy
          byłaś
          > na utrzymaniu męża, a potem jako już eks żona nadal korzystałaś z
          > jego zasobów finansowych w postaci alimentów na siebie?

          Nie mialam zadnych skrupulow, poniewaz dochody mojego meza stanowily
          nikly wklad w moje utrzymanie - utrzymywalam sie ze stypendiow
          studenckich i kieszonkowego od rodzicow zanim skonczylam studia i
          poszlam do pracy. A co do alimentow, to sad uznal, ze zgodnie z
          prawem mi sie naleza, wiec nie rozumiem twoich problemow?
          Kwestionujesz orzeczenie niezawislego sadu?
          • mikawi Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 10:04
            ależ skąd smile to raczej Ty kwestionujesz zasady prawa (KRiO), skoro
            kwestię utrzymywania agatki przez jej męża ubierasz w takie a nie
            inne słowa; mnie dziwi jedynie moralność kalego w Twoim wydaniu smile
    • rose25 Re: Wygrana i..problem 09.09.07, 21:37
      Sadze, jak wiekszosc tu osob, ze nie masz obowiazku wydawac tych pieniedzy na
      corki meza. A maz nie powinien miec zadnych co do tego oczekiwac, biorac pod
      uwage fakt, ze ustaliliscie reguly na samym poczatku, jak piszesz. Bylas z nim
      szczera, ze zdystansujesz sie do jego przeszlosci. A poza tym z tego, co piszesz
      wynika, ze i on nie jest zbyt hojny w stosunku do Ciebie. Sprawa jest wiec prosta.
      I nikomu nie musisz sie tlumaczyc z tego, ze maz Cie utrzymuje. To normalne.
      Bardzo wiele zon nie pracuje, zajmuje sie domem, dziecmi i nikt im nie robi z
      tego powodu wyrzutow. Jestes wszak zona a nie jakas przypadkowa utrzymanka,
      ktora odbiera przez to dodatkowe pieniadze corkom meza.
    • joanna9969 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 16:34
      pieniadze sa twoje i to ty bedziesz decydowac o tym na co je przeznaczyc , twoj
      maz od poczatku zna twoje stanowisko w stosunku do jego przeszlosci zaakceptowal
      to i musi respektowac.
    • kicia031 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 16:36
      Tak sobie mysle: zalozmy, ze moj partner wygral jakies pieniadze. I
      zanim jeszcze ja cokolwiek takiego zaproponowalam, czy w ogole
      przyszlo mi to do glowy, zaznacza: NA TWOJE DZIECKO NIE DAM Z TEGO
      ANI GROSZA.

      Nie zebym tego oczekiwala, ale tu takie stanowcze zastrzezenie
      pojawilo sie zanim zostaly zformulowane jakies oczekiwania.

      I usiluje sobie wyobrazic, co sie dziej dalej, jak siadam z tym
      czlowiekiem razem do stolu, wieczorem klade sie z nim do lozka, moze
      sie kocham... Z czlowiekiem ktory poswiecil mnostwo energii na
      dumanie o tym, zeby tylko bron Boze najdrozszej mi ososbie nie dac
      ze swojej wygranej ANI GROSZA.

      I jakos sobie tego nie wyobrazam. Moze mam nadmierne wymagania, ale
      ja bym z takim czlowiekiem zyc nie mogla.
      • babe007 Re: Wygrana i..problem 10.09.07, 16:45
        kicia031 napisała:

        > ja bym z takim czlowiekiem zyc nie mogla.
        >

        Oooo, to, to! Powtórzę się. Nie mogę zrozumiec jak można związać się
        z osobą (kobietą czy mężczyzną), która na wstępie deklaruje niechęć
        do twoich dzieci. Dla mnie jest to niewyobrażalne...
        • kicia031 Babe 10.09.07, 16:47
          Podobno mezczyzni maja w tym wzgledzie inaczej... Nie wiem, moj nie
          ma, ale o innych trudno sie wypowiadac.
          • babe007 Re: Babe 10.09.07, 16:56
            Zapewne mają, ale w moim przekonaniu (oczywiście każdy może się ze
            mna nie zgodzić wink )świadczy to o ich miernej jakości jako rodzicu.

            Żeby było jasne, rozumiem sytuację, kiedy można kogoś "znielubić" na
            skutek jego karygodnych zachowań, czy poprostu wrednego charakteru
            i.t.p. Ale nie rozumiem sytuacji kiedy jesteśmy wrogo nastawieni do
            kogoś (szczególnie dziecka)a priori. A jeszcze bardziej nie
            rozumiem, że coś takiego można (wobec własnego dziecka) zaakceptować.
            • agamagda Re: Babe 10.09.07, 17:26
              Ale nie rozumiem sytuacji kiedy jesteśmy wrogo nastawieni do
              > kogoś (szczególnie dziecka)a priori. A jeszcze bardziej nie
              > rozumiem, że coś takiego można (wobec własnego dziecka)
              zaakceptować.


              No i chyba w tym sęk, ze ja też czegos takiego zrozumieć nie mogę.
              Jak można żyć z takim człowiekiem i akceptować jego podejście też
              zrozumieć nie mogę
          • aga-t-ka Re: Babe 10.09.07, 17:56
            kicia031 napisała:

            > Podobno mezczyzni maja w tym wzgledzie inaczej... Nie wiem, moj nie
            > ma, ale o innych trudno sie wypowiadac.

            Moze Twoj jest wyjatkiem. Mysle,ze kobiety maja zazwyczaj wieksze oczekiwania
            niz mezczyzni. Kazda kobieta zapewne chcialaby, aby jej nowy partner kochal jej
            dziecko z poprzedniego zwiazku. Dziecko jest przewaznie pod opieka matki, zyja
            wszyscy razem z soba. Natomiast mezczyzna majacy dziecko nie ma tak wygorowanych
            oczekiwan od nowej partnerki, zeby pokochala jego dzieci jak wlasne. Zazwyczaj
            kontakty macochy z pasierbami sa co jakis czas tylko. Nie ma zadnych wiezi.
            Meczyznie wystarczy chyba po prostu, zeby nowa partnerka tolerowala fakt
            istnienia dzieci partnera z poprzedniego zwiazku.

            Ale sa tez takie wyjatki, jak Twoj maz.

            Gdybym ja miala dziecko z poprzedniego zwiazku, nie oczekiwalabym od nowego
            partnera zbyt wiele. Nie oczekiwalabym, zeby na nie placil, czy robil mu
            prezenty. Bo to nie jego dziecko i nie ma on zadnego obowiazku. W
            przeciwienstwie do ojca biologicznego dziecka.

            Ja nie obdarowuje dzieci exi, tak samo jak exia nigdy nie obdaruje mojego
            dziecka. Bo niby z jakiej racji?
            • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 06:21
              > Ja nie obdarowuje dzieci exi, tak samo jak exia nigdy nie obdaruje mojego
              > dziecka. Bo niby z jakiej racji?

              No widzisz, a ja kupuje przy roznych okazjach drobiazgi dla dzieci nmojego Exa.
              Dlaczego? Dlatego, bo to rodzenstwo mojego syna i zalezy mi na tym, by mial z
              nimi dobry, cieply kontakt.

              Ale my chyba jestesmy ewenementem, o moj Ex po 12 latach od rozstania kupuje mi
              prezenty gwiazdkowe, by okazac szacunek matce swojego syna.
              • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 09:32
                kicia031 napisała:

                > No widzisz, a ja kupuje przy roznych okazjach drobiazgi dla dzieci
                > nmojego Exa.
                > Dlaczego? Dlatego, bo to rodzenstwo mojego syna i zalezy mi na
                > tym, by mial z nimi dobry, cieply kontakt.


                A córce swojego męża?
                • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 09:42
                  > A córce swojego męża?
                  >
                  Tak. Zawsze klupuje prezenty gwiazdkowe, urodzinowe, dziendzieckowe
                  a od czasu do czasu rowniez prezenty bezokazyjne, kiedy jestesmy
                  razem na zakupach i Malej sie cos spodoba.
                  • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 09:44
                    A jak dostajesz premie/nagrode/trzynastke i w zwiazku z tym kupujesz
                    jakis ekstras swoim dzieciom, kupujesz go tez corce meza? W koncu
                    to, w odroznieniu do wygranej, wchodzi w majatek wspolny.
                    • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 09:52
                      e_r_i_n napisała:

                      > A jak dostajesz premie/nagrode/trzynastke i w zwiazku z tym
                      kupujesz
                      > jakis ekstras swoim dzieciom, kupujesz go tez corce meza? W koncu
                      > to, w odroznieniu do wygranej, wchodzi w majatek wspolny.

                      Alez Erin, ja nie mam meza. W związku z tym wszystko, co zarabiam,
                      to majatek mój wlasny.
                      Nagrode roczna zazwyczaj przeznaczam na wakacje dla calej rodziny,
                      lacznie z Mala.
                      • mikawi Re: Babe 11.09.07, 09:54
                        a ja myślałam, że tu chodzi o zasadę i morale a nie papier w postaci
                        aktu ślubu wink
                        • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 10:03
                          Tak chodzi o zasade. Gdybym wziela slub, to zdecyddowalabym sie na
                          rozdzielnosc majatkowa.
                          • mikawi Re: Babe 11.09.07, 10:07
                            wytłumacz mi proszę w takim razie DLACZEGO Agatka ma przeznaczyć
                            częśc wygranej na dzieci męża? przyjmij proszę informacje, jakie
                            przekazała nam w pierwszym poście oraz mężowi na początku związku -
                            że dzieci męża nie są dla niej osobami bliskimi?
                            • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 11:25
                              mikawi napisała:

                              > wytłumacz mi proszę w takim razie DLACZEGO Agatka ma przeznaczyć
                              > częśc wygranej na dzieci męża? przyjmij proszę informacje, jakie
                              > przekazała nam w pierwszym poście oraz mężowi na początku związku -

                              > że dzieci męża nie są dla niej osobami bliskimi?

                              Musze sie niestety powtorzyc - oto moj poglad na sprawe:

                              Tak sobie mysle: zalozmy, ze moj partner wygral jakies pieniadze. I
                              zanim jeszcze ja cokolwiek takiego zaproponowalam, czy w ogole
                              przyszlo mi to do glowy, zaznacza: NA TWOJE DZIECKO NIE DAM Z TEGO
                              ANI GROSZA.

                              Nie zebym tego oczekiwala, ale tu takie stanowcze zastrzezenie
                              pojawilo sie zanim zostaly zformulowane jakies oczekiwania.

                              I usiluje sobie wyobrazic, co sie dziej dalej, jak siadam z tym
                              czlowiekiem razem do stolu, wieczorem klade sie z nim do lozka, moze
                              sie kocham... Z czlowiekiem ktory poswiecil mnostwo energii na
                              dumanie o tym, zeby tylko bron Boze najdrozszej mi ososbie nie dac
                              ze swojej wygranej ANI GROSZA.

                              I jakos sobie tego nie wyobrazam. Moze mam nadmierne wymagania, ale
                              ja bym z takim czlowiekiem zyc nie mogla.
                              • mikawi Re: Babe 11.09.07, 11:33
                                ja również powtórzę - mąż agatki miał te informację nie po jej
                                wygranej ale na początku ich związku i - powtórzę - zaakceptował
                                stanowisko agatki związane z jego dziećmi.
                                Ja rozumiem, że Ty masz inny pogląd na podział swojej ewentualnej
                                wygranej, ale nie rozumiem tak ostrych słów jakie napisałaś agatce,
                                zwłaszcza w świetle zdania o Twojej rozdzielności majątkowej w razie
                                małżeństwa. Nie rozumiem potępiania, że ktoś nie chce przeznaczać
                                swoich (a nie wspólnych) pieniędzy na dzieci faceta.
                                • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 11:37
                                  ostrych?
                                  • mikawi Re: Babe 11.09.07, 11:41
                                    kicia031 napisała:
                                    > ostrych?

                                    może być "niesmacznych"
                                • agamagda Re: Babe 11.09.07, 12:25
                                  mikawi napisała:

                                  > ja również powtórzę - mąż agatki miał te informację nie po jej
                                  > wygranej ale na początku ich związku i - powtórzę - zaakceptował
                                  > stanowisko agatki związane z jego dziećmi.
                                  > Ja rozumiem, że Ty masz inny pogląd na podział swojej ewentualnej
                                  > wygranej, ale nie rozumiem tak ostrych słów jakie napisałaś
                                  agatce, zwłaszcza w świetle zdania o Twojej rozdzielności majątkowej
                                  w razie małżeństwa. Nie rozumiem potępiania, że ktoś nie chce
                                  przeznaczać swoich (a nie wspólnych) pieniędzy na dzieci faceta.


                                  Nie rozumiem dlaczego w tym wątku, nagle Kicia została głównym
                                  oskarzonym? To dość ciekawa metoda, odwracania kota ogonem od
                                  głównego problemu.

                                  A problemem wg mnie jest nie to kto zapłacił za komunię czy chrzest
                                  dzieci Kici, ale podejście Agatki, która uważa za słuszne celowe
                                  negowanie istnienia dzieci - najblizszej rodziny swojego męża pod
                                  pretekstem, że ona uprzedzała, ze ich nie bedzie tolerować. Swoja
                                  dobrą wolę Agatka wykazuje poprzez akceptację dzieci meża od czasu
                                  do czasu w domu i poprzez tolerowanie jak sama pisze alimentów
                                  płaconych przez męża.
                                  I wydaje mi się, ze sednem problemu, który porusza i Kicię i mnie,
                                  nie jest to ile i czy w ogóle Agatka wyda pieniądze wygrane (czyli
                                  nie zapracowane jakby nie było) na dzieci tylko jej podejście do
                                  problemu dzieci z poprzedniego zwiazku.

                                  Poinformowanie męża, przed ślubem o braku akceptacji jego potomstwa
                                  z poprzedniego małżeństwa jest dziecinadą, to mniej więcej tak jakby
                                  poinformować kalekę, że sie nie akceptuje jego braku nogi.

                                  To kurczę, to nie właź w taki zwiazek, a nie karaj pośrednio swoim
                                  niezadowoleniem innych - dzieci Partnera w tym przypadku.

                                  Z góry wiadomo, ze jeśli się nie akceptuje dziecka nie powinno się
                                  wchodzić w zwiazek z osobą po przejsciach. Rodzina rekonstytuaowana
                                  z góry zakłada odbudowę czegos co zostało zniszczone. Co innego,
                                  kiedy dziecko jest nieznośne czy jego zachowanie budzi niechęć
                                  nowego partnera - mozna zrozumieć reakcję, a co innego jak ktoś chce
                                  budować własne małżeństwo tak jakby dzieci czy przeszłosci nie było.
                                  Przeszłość jest i będzie miała wpływ na teraźniejszość i przyszłosć.

                                  I trzeba się zdecydować - albo ma sie dobra i pieniądze wspólne - co
                                  oznacza wspólne decydowanie o wydatkach, albo każdy ma rozdzielnosć
                                  majątkową i sam zarządza swoimi dochodami - ale wtedy odpada
                                  niestety urlop wychowawczy.

                                  A Agatka chciałaby zyć w świecie wg jej zapatrywań idealnym, nie
                                  pracować, wychowywać dziecko, mieć wspólne dochody męża wydawane tak
                                  jak jej sie podoba, i własną kasę, o której tylko ona decyduje, a
                                  mąż broń boże, niech nie ma prawa do niezadowolenia, jeśli mu sie
                                  nie podob,a że jego zona olewa jego dzieci.

                                  • chalsia Re: Babe 11.09.07, 12:32
                                    > I trzeba się zdecydować - albo ma sie dobra i pieniądze wspólne -
                                    co
                                    > oznacza wspólne decydowanie o wydatkach, albo każdy ma
                                    rozdzielnosć
                                    > majątkową i sam zarządza swoimi dochodami - ale wtedy odpada
                                    > niestety urlop wychowawczy.

                                    nie, rodzielność majątkowa nie wyklucza urlopu wychowawczego, tak
                                    jak i nie oznacza, że każde całkowicie samodzielnie wydaje swoją
                                    kasę.
                                    Równie dobrz może być tak, że mają rozdzielność, ale uzgodnioną
                                    kwotę każde z nich wpłaca co miesiąc na wspólne konto na wydatki
                                    rodzinne, a pozostała kasa jest sprawą prywatną każdego z nich. A to
                                    czy kobieta zostanie na wychowawczym jest ustaleniem obydwojga i nie
                                    jest uzaleznione od rozdzielności czy wspólnoty majatkowej. Po
                                    prostu na ten KONKRETNY czas zmieniają się ustalenia co do
                                    redystrybucji kasy.
                                    • agamagda Re: Babe 11.09.07, 12:50
                                      Chalsiu, z całym szacunkiem, zwykle jest tak, ze nawet jeśli są
                                      wspólne ustalenia co do urlopu wychowawczego i poświęceń finansowych
                                      z obu stron - to jednak poświęcenia są zwykle robione kosztem
                                      fryzjera, luksusowego kremu czy nowego ciucha kobiety, a
                                      nie "zarabiającego" mężczyzny.

                                      Żeby było jasne, uważam, ze nie ma nic lepszego dla rozwojuu dziecka
                                      niż zadowolona mama w domu - co nie przeszkadza mi zauwazać, że
                                      urlop wychowawczy jest zwykle powaznym wydatkiem dla budzetu
                                      domowego.
                                      • chalsia Re: Babe 11.09.07, 13:29

                                        > Chalsiu, z całym szacunkiem, zwykle jest tak, ze nawet jeśli są
                                        > wspólne ustalenia co do urlopu wychowawczego i poświęceń
                                        finansowych
                                        > z obu stron - to jednak poświęcenia są zwykle robione kosztem
                                        > fryzjera, luksusowego kremu czy nowego ciucha kobiety, a
                                        > nie "zarabiającego" mężczyzny.

                                        no sorry batory, ale poleciałaś po bandzie - na tej samej zasadzie
                                        mój eks czynił oszczędnosci na naszym dziecku płacąc 1/5 alimentów i
                                        w tym samym czasie kupując sobie telefon komórkowy czy sprzet
                                        komputerowy.
                                        Autorka watku jasno napisała, ze właśnie u niej jest tak jak to
                                        podałaś w cytowanym fragmencie - na jej krem nie ma, ale na jego
                                        wyjście do knajpy jest.
                                        A tak być nie powinno - jeśli obydwoje podejmują decyzję o jej
                                        wychowawczym, to jesli szczupłość kasy wymaga oszczędności, to po
                                        OBU stronach, a nie jedynie kosztem matki. W końcu zajmuje się nie
                                        pieskiem, którego sobie zafundowała na własną odpowiedzialność,
                                        tylko WSPÓLNYM ich dzieckiem.
                                        • agamagda Re: Babe 11.09.07, 15:27
                                          > A tak być nie powinno - jeśli obydwoje podejmują decyzję o jej
                                          > wychowawczym, to jesli szczupłość kasy wymaga oszczędności, to po
                                          > OBU stronach, a nie jedynie kosztem matki. W końcu zajmuje się nie
                                          > pieskiem, którego sobie zafundowała na własną odpowiedzialność,
                                          > tylko WSPÓLNYM ich dzieckiem.

                                          Chyba się nie zrozumiałyśmy, ja się z tym zgadzam co napisałaś.
                                          Tyle, że w problemie Agatki widzę problem za krótkiej kołdry i
                                          ponoszenia konsekwencji pewnych decyzji.
                                          I dziwi mnie, ze frustracja spowodowana podziałem "wspólnej" kasy
                                          zwiazku, jest leczona poprzez niezakupienie prezentów pasierbicom i
                                          w ten sposób za przeproszeniem "dopieprzenie" facetowi, który być
                                          może chciałby też im coś kupić. Bo chyba problemem Agatki od
                                          początku jest jaka bedzie reakcja jej męża na jej decyzje
                                          prezentowe, prawda?

                                    • mikawi Re: Babe 11.09.07, 13:13
                                      dokładnie tak jak pisze chalsia - rozdzielność majątkowa nie zwalnia
                                      małżonków z OBOWIĄZKU zaspokajania potrzeb rodziny a urlop
                                      wychowaczy jest jedną z form zaspokajania tych potrzeb, jesli tak
                                      małżonkowie podzielili obowiązki.
                                  • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 12:42
                                    agamagda napisała:

                                    > To kurczę, to nie właź w taki zwiazek, a nie karaj pośrednio
                                    > swoim niezadowoleniem innych - dzieci Partnera w tym przypadku.

                                    O jakim karaniu tutaj mowa? Jesli niechec Agatki nie powoduje braku
                                    spotkan ojca z dziecmie oraz braku kasy na nie, to (nie)akceptowanie
                                    przez macoche jest sprawa marginalna. Skoro wszyscy sie zgadzaja, ze
                                    macocha jest elementem dodatkowym, nie niezbednym, ukladu, to jej
                                    brak krzywdy nie robi. Ot, po prostu nie ma jednej wielkiej,
                                    kochajacej sie rodzinki a'la Kicia.

                                    > I trzeba się zdecydować - albo ma sie dobra i pieniądze wspólne -
                                    > co oznacza wspólne decydowanie o wydatkach, albo każdy ma
                                    > rozdzielnosć majątkową i sam zarządza swoimi dochodami - ale wtedy
                                    > odpada niestety urlop wychowawczy.

                                    Ale w koncu samo KRiO uznaje wygrana za majatek odrebny, w czym wiec
                                    problem?
                                  • natasza39 Coś się Wam chyba nomen omen pokićkało w dyskusji 11.09.07, 13:12
                                    Autorka wątku zadała proste pytanie:
                                    Czy ma prawo wydać wygraną na co tylko chce?
                                    Otóż ma prawo, jak najbardziej. To są tylko i wyłącznie jej
                                    pieniądze.
                                    Można pod dyskusję wziąść ewentualny temat odpalenia czegoś dla
                                    dzieci jej męża, ale nie uzywając argumentów w stylu:
                                    1. jesteś pasozytem, bo nie pracujesz,
                                    2. powinnaś tym dzieciom coś odpalić, bo są częścią męża aktualnego.
                                    3. ja bym tak nie potrafiła.

                                    Otóż....
                                    Ona była od początku szczera w planowaniu przyszłości.
                                    Powiedziała:"nie akceptuję Twoich dzieci". To misio zdecydował się
                                    na związek z kobietą nie akceptująca jego dzieci.
                                    Ja nie winiłabym agatki za to.
                                    Czy wiążąc się z facetem, który nie akceptowałby waszych dzieci
                                    liczyłybyście po cichu, że będzie na jednak nie łożył, obsypywał je
                                    prezentami? A jakby jednak tego nie robił, to co?
                                    Do kogo mieć pretensje? Tylko do siebie!

                                    Sprawa jej niepracowania...
                                    Absolutnie nie zgodzę się z tezą, że jeśli ona nie pracuje, ale
                                    wychowuje tak małe dziecko, zapewne prowadzi dom, to jest pasożytem
                                    i powinna tym co jej spadło niejako z nieba, podzielić się z mężem.
                                    Po piewrsze, jak w takiej sytuacji zakwalifikowac ex zonę, która
                                    siedzi w domu, nic nie robi, ma dzieci w wieku szkolnym lub
                                    nastoletnie i zyje tylko z tego co wyszarpie od ex mąża?
                                    No to dopiero jest pasożyt i to do n-tej potęgi!
                                    Po drugie. Agatka nie napisała, że przeznaczy w całości te pieniądze
                                    na siebie, na kremy, sremy i inne dżemy.
                                    Ona chce obdarowac swoich bliskich i kochanych.
                                    Pasierby nie zaliczają się do tej grupy. Nie ma obowiązków kochać
                                    pasierbów ani uważać ich za bliskich.
                                    Jej rodzina, to mąż, dziecko, bracia, rodzice, ewentualnie inne
                                    posiotki.
                                    Ani w kategoriacj prawnych, ani moralnych pasierbowie rodzina nie są.
                                    Mogą być natomiast osobami lubianymi, a nawet kochanymi, ale w
                                    innych przypadkach uważam, że właśnie cynizmem byłoby na siłę
                                    kupowanie prezentów, tylko dlatego, że mężowi byłoby przyjemnie,
                                    albo tylko dlatego, że tak wypada.
                                    Przezent powinno się dawać od serca i już. Inaczej to zapchaj dziura
                                    a nie prezent. Wcale nie cieszy obdarowanego.

                                    A teraz konkretnie do piszacych krytykujących"
                                    Babe nie rozumiesz jak mozna kogos nie lubić na wejściu, za to
                                    tylko, że jest. Ja tez nie rozumię takiego podejścia. Lubie, badź
                                    nie lubię ludzi za "coś". Za ich postawy i charakter.
                                    Ale jak się kogoś nie lubi, to tym bardziej bez sensu jest nagłe
                                    obdarowywanie kogoś
                                    Agamagda - nie masz racji pisząc o tym, że jak agatka nie pracuje,
                                    to nie powinna decyzdować również o tych pieniądzach, zresztą
                                    chalsia wyjaśniła to szczegółowo i mi nie pozostaje nic innego jak
                                    tylko się pod tym podpisac.
                                    Ponadto kupowanie przez Ciebie prezentów dla dziecka exa-rodzeństwa
                                    Twojego syna, jak zrozumiałam ma raczej cele edukacyjne. Uczysz go
                                    tym, że tak wypada. Gdyby jednak Twój syn nie chciał tych prezentów
                                    dawać, bo powiedziałby, ze nie akceptuje swojego rodzeństwa, nie
                                    chce tam chodzić i ma to gdzieś, to nie zmusiłabyś go do tego i
                                    raczej watpię, abyś miała o to do niego pretensje. W przeciwnym
                                    razie uczyłabyś go fałszu.
                                    Kicia- z całym szacunkiem, ale przeszłaś samą siebie w tym wątku.
                                    Raczej z zainteresowaniem i szacunkiem czytam Twoje posty, ale w tym
                                    wątku, to zaprezentrowałaś typowego Kalego.
                                    A już oniemiałam, jak zarzucasz agatce, że będąc na utrzymaniu męża
                                    chce decyzdować o "wygranej" sama pisząc, że w przypadku małżeństwa
                                    podpisałabyś intercyzę.
                                    Jak rozumiem, w takim przypadku, na drugi dzień po porodzie waszego
                                    następnego wspólnego dziecka poszłabyś do pracy, zeby na tym mężu
                                    nie pasozytować?
                                    ---------------------------------------------------------------------
                                    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                                    jest z głupcami.
                                    • zielnaa brawo natasza!!!! 11.09.07, 13:52
                                      logicznie, konkretnie i na temat!
                                      bardzo Ci dziękuję za ten głos, bo od wczoraj przymierzałam się do
                                      takiego podsumowania, teraz zaś czuję się z tego zwolniona smile
                                    • agamagda Re: Coś się Wam chyba nomen omen pokićkało w dysk 11.09.07, 16:13
                                      Agamagda - nie masz racji pisząc o tym, że jak agatka nie pracuje,
                                      to nie powinna decyzdować również o tych pieniądzach, zresztą
                                      chalsia wyjaśniła to szczegółowo i mi nie pozostaje nic innego jak
                                      tylko się pod tym podpisac.
                                      Ponadto kupowanie przez Ciebie prezentów dla dziecka exa-rodzeństwa
                                      Twojego syna, jak zrozumiałam ma raczej cele edukacyjne. Uczysz go
                                      tym, że tak wypada. Gdyby jednak Twój syn nie chciał tych prezentów
                                      dawać, bo powiedziałby, ze nie akceptuje swojego rodzeństwa, nie
                                      chce tam chodzić i ma to gdzieś, to nie zmusiłabyś go do tego i
                                      raczej watpię, abyś miała o to do niego pretensje. W przeciwnym
                                      razie uczyłabyś go fałszu

                                      Niegłupio piszesz Nataszasmile.
                                      Powiem tak uważam, że Agatka weszłą ze złymi założeniami w układ i
                                      tyle.

                                      Co do prezentów dla przyrodniego rodzeństwa, to prawda, ze robie to
                                      ze względów edukacyjnych i dlatego, ze synowi sprawia radochę
                                      dawanie prezentów. I prawdą jest, że gdybym nie lubiła jakiegoś
                                      dzieciaka nie dawałabym prezentów dlatego, ze wypada. Tyle, że
                                      uwazam, za skrajną głupotę nielubienie dzieciaków, tylko dlatego, ze
                                      są i prowokacyjne podkreślanie tekiej niecheci.
                                      • pelagaa Re: Coś się Wam chyba nomen omen pokićkało w dysk 11.09.07, 20:18
                                        > dzieciaka nie dawałabym prezentów dlatego, ze wypada. Tyle, że
                                        > uwazam, za skrajną głupotę nielubienie dzieciaków, tylko dlatego,
                                        > ze są i prowokacyjne podkreślanie tekiej niecheci.

                                        A ja tylko powtorze, ze nie trzeba palac nienawiscia do dzieci
                                        faceta, aby nie chciec miec nic wspolnego z owymi dziecmi, calym
                                        ukladem macochowym, spotkaniami, prezentami i tym podobnymi
                                        duperszancami. I uwazam, ze da sie tak zyc NORMALNIE, jesli ktos nie
                                        ma we lbie wielkiej szczesliwej rodziny rekonstruowanej wink A owo
                                        normalnie rozumiem tak, ze kazdy dba o WLASNE dzieci smile
                                        Napisze tez cos niepoprawnego politycznie wink Nigdy macocha nie
                                        zrozumie samodzielnej, jesli nia nie byla i na odwrot nigdy
                                        samodzielna nie zrozumie macochy, jesli nia nie byla.
                                  • burza4 Re: Babe 11.09.07, 21:30
                                    agamagda napisała:
                                    > To kurczę, to nie właź w taki zwiazek, a nie karaj pośrednio swoim
                                    > niezadowoleniem innych - dzieci Partnera w tym przypadku.

                                    ależ autorka nic nie pisze o tym, żeby miała specjalnie negatywne
                                    odczucia w stosunku do pasierbic. Prezentuje postawę pt "życzliwa
                                    obojętność" - nie przeszkadza, ani nie nadskakuje. Jest dla nich
                                    obcą osobą i niekoniecznie dzieciom to przeszkadza. One są
                                    zainteresowane ojcem, nie macochą.

                                    >
                                    > Z góry wiadomo, ze jeśli się nie akceptuje dziecka nie powinno się
                                    > wchodzić w zwiazek z osobą po przejsciach.

                                    ja ru braku akceptacji nie widzę, jak chcesz sprawdzić co to znaczy
                                    nieakceptowanie dzieci męża to poczytaj Managoldę. Mąż ma wolną
                                    rękę, dziewczyny u nich bywają, nie wyraża się o nich negatywnie,
                                    ot, po prostu - nie łączą ją z nimi żadne bliższe więzi.
                                    Fakt, że autorka nie pieje z zachwytu z powodu tego, że jej mąż ma
                                    przeszłość - jak dla mnie jest zrozumiały. Ona jest neutralna w tym
                                    układzie.

                                    Rodzina rekonstytuaowana
                                    > z góry zakłada odbudowę czegos co zostało zniszczone.

                                    raczysz żartować? odbudowywać rodzinę to facet mógł - wracając do
                                    byłej żony. Wychodząc za mąż ponownie chciałam stworzyć NOWĄ
                                    rodzinę, a nie coś odbudowywać. To są - i będą dwie całkowicie
                                    odrębne rodziny, których częścią wspólną jest facet. I tylko facet.

                                    Rekonstruowana rodzina to takie modne określenie za którym kryją się
                                    najróżniejsze układy - w skrajnie optymistycznej wersji strony się
                                    lubią i czują ze sobą więź. W innych - niekoniecznie. Nawiasem
                                    mówiąc - autorka wykazała daleko idący rozsądek w przewidywaniach od
                                    początku stawiając sprawę jasno. Nie będzie matkować jego dzieciom -
                                    i tak to funkcjonuje. Nawiasem mówiąc - problemy większości machoch
                                    z forum wzięły się stąd, że były pełne dobrej woli i właśnie dały
                                    się w opiekę i troskę wkręcić, a po latach hodowania wrzodów
                                    zaczynają widzieć, że to był błąd.

                                    • mikawi Re: Babe 12.09.07, 10:11
                                      podpisuję się pod burzą i pelagą (ale się porobiło, hehe) -
                                      najzdrowiej dla macochy jest własnie stanie z boku z "życzliwą
                                      obojętnością" - agatka wyraźnie napisała, że nie neguje kontaktów
                                      ojca z dziećmi, alimentów itp spraw związanych z byciem z facetem po
                                      rozwodzie. Ale nie pała hurrraaaoptymizmem, na którym przejechało
                                      się wiele macoch, w tym i ja. I to jest najdrowsze i najlepsze co
                                      macocha może zrobić - głównie dla siebie, bo jak napisała lilith -
                                      macocha w tym całym układzie powinna pomyśleć też o swoich
                                      potrzebach i komforcie a nie być Matką Teresą. Jesli ktoś ma
                                      potrzebę robienia prezentów dzieciom faceta - proszę bardzo - niech
                                      to robi. Ale niech nie potępia tych, które ani takiej potrzeby, ani
                                      ochoty nie mają.
                                      • pelagaa Sie porobilo ;-) (n/txt) 12.09.07, 12:12

                                        • agamagda Re: Sie porobilo ;-) (n/txt) 12.09.07, 12:48
                                          Pelaga, z całym szacunkiem, mówisz od rzeczy, i nie ma to nic
                                          wspólnego z poprawnością. Kobieto, jeśli wiążesz się z Partnerem to
                                          siłą rzeczy jego dzieci (nie mówię o dorosłych samodzielnych
                                          koniach, ale o dzieciach w wieku przedszkolno szkolnym) stanowią
                                          całość z osobą którą się wiążą i bajerowanie samej siebie o
                                          niezrozumieniu macochowo- samodzielnomamowym jest chowaniem głowy w
                                          piasek i próba nie widzenia tego co stanowi prawdziwe źródło
                                          problemów.
                                          Wyobraź sobie, ze, choć sama nigdy nie była macocha, od 6 lat,
                                          jestem w układzie napotykającym podobne problemy. Mój mąż jest
                                          ojczymem - macochem całodobowym, jeśli wolisz,- dla mojego syna.
                                          Doskonale wiem, jaki mniód można zebrać z takich układów. Pieprzenie
                                          o "emigracji wewnętrznej" i "Życzliwej obojętności" to umywanie rąk,
                                          a nie podchodzenie do sprawy w sposób dorosły i odpowiedzialny. Jak
                                          chciałabyś osiągnąć jakiś pozytywny rezultat w rekonstrukcji rodziny
                                          nie wymagając od wszystkich wokół współpracy? Myślisz, ze jak nie
                                          będziesz widzieć, czy interesować się problemem to on zniknie??? Daj
                                          spokój, nie jesteś na tyle naiwna. Problem jest jak supeł albo się
                                          go przecina, albo się go rozplątuje, a na pewno nic nie da jak się
                                          na niego tylko patrzy albo chowa pod poduszkę.
                                          I jeszcze a propos, jak sobie wyobrażasz wyjście macochy czy ojczyma
                                          do zoo i zakup lodów. Tylko jednemu "SWOJEMU" dzieciakowi? Bo jest
                                          mi obojętne, jak drugie dziecko się poczuje??? Sorry, ale to jakieś
                                          kompletnie wypaczone.
                                          • pelagaa Re: Sie porobilo ;-) 12.09.07, 13:29
                                            > Pelaga, z całym szacunkiem, mówisz od rzeczy

                                            Pozwole sie nie zgodzic z Toba Aga wink
                                            Takie jest po prostu moje zdanie, tak mnie uksztaltowaly moje
                                            doswiadczenia. I zarliwi moga sobie poszperac w wyszukiwarce, a
                                            wiekszosc pewnie pamieta, ze pelna bylam gornolotnych frazesow o
                                            rodzinach rekonstruowanych. Baaaaa ja nawet zylam wedlug swoich
                                            zasad!!! I co? I nic. Wierna bylam do konca zasadom. Spokojnie
                                            patrze w lustro. ALE w ewentualnej przyszlosci (bo jednak zakladam,
                                            ze moze mi sie kiedys jeszcze macochowanie przytrafic), INACZEJ to
                                            sobie poukladam.

                                            > bajerowanie samej siebie o
                                            > niezrozumieniu macochowo- samodzielnomamowym jest chowaniem głowy
                                            > w piasek i próba nie widzenia tego co stanowi prawdziwe źródło
                                            > problemów.

                                            Ale jakich problemow? Ja nie mam w tej chwili zadnych problemow. Ja
                                            wlasnie dopiero teraz nie mam ZADNYCH problemow smile))
                                            Pewnie jestem niedorosla i nieodpowiedzialna smile

                                            > Jak
                                            > chciałabyś osiągnąć jakiś pozytywny rezultat w rekonstrukcji
                                            > rodziny
                                            > nie wymagając od wszystkich wokół współpracy? Myślisz, ze jak nie
                                            > będziesz widzieć, czy interesować się problemem to on zniknie???

                                            Ale jaki Aga problem???????? Ja mam swoje dziecko i o nie dbam, jest
                                            TYLKO moje. Ewentualny on bedzie mial swoje dziecko/dzieci i o nie
                                            dba razem z matka dzieci/dziecka, bo jest/sa TYLKO ich. Mnie nie
                                            interesuje szkola, alimenty, angielskie, poziom nauki, zachowanie
                                            (jesli nie mierzy we mnie, jesli mierzy gadam z misiem i prostuje
                                            relacje, braku szacunku nie zniose). Po prostu cos, co mi sie
                                            wydawalo LEPSZA wersja, czyli RODZINA REKONSTRUOWANA, zle na mnie
                                            osobiscie wplywa. Nie marze wiec o powtorce, proste. Nie wymagam
                                            jednoczesnie od nikogo angazowanie sie w moje dziecko, wyleczylam
                                            sie z tego skutecznie. A skoro ja nie wymagam, sama sie nie angazuje.
                                            Sadze, ze "my samodzielne" (bo nadal sie nia czuje bardziej niz
                                            czulam sie macocha wink nie wyobrazamy sobie, ze dziecku moze byc
                                            dobrze u ojca, jesli nowa partnerka nie skacze wokol dziecka. A
                                            prawda jest taka, ze ta nowa partnerka to dla tego dziecka ZBEDNY
                                            zazwyczaj dodatek do ojca i czy bedzie ta, czy inna, dziecku to
                                            LATA, byleby tylko nie bylo jawnej wrogosci. Wystarczy uklad oparty
                                            na wzajemnym szacunku. Pewnie, ze LEPIEJ jest kiedy ta macocha
                                            jednak skacze wokol tego dziecka, dogadza itp., ale to nie jest
                                            warunek konieczny do prawidlowych relacji MOIM ZDANIEM.

                                            > I jeszcze a propos, jak sobie wyobrażasz wyjście macochy czy
                                            > ojczyma
                                            > do zoo i zakup lodów. Tylko jednemu "SWOJEMU" dzieciakowi? Bo jest
                                            > mi obojętne, jak drugie dziecko się poczuje??? Sorry, ale to
                                            > jakieś kompletnie wypaczone.

                                            Uwierz mi, ze czasem rownosc wcale nie jest rownoscia. A wyobrazam
                                            sobie tak, ze jesli jestesmy wszyscy razem kupujemy wszystkim lody,
                                            ale do zoo to ja chyba ze swoim dzieckiem sama sie wybiore wink

                                            Wiesz Aga ja tez kiedys mialam takie wyobrazenia o takich
                                            sytuacjach, ze SIE NIE DA INACZEJ, tylko sie angazujac. Sama nie
                                            wiem, czy bym potrafila sie nie angazowac, ale uwazam, ze
                                            angazowanie nie prowadzi do niczego dobrego dla macochy. I mam w
                                            dupie, ze to egoizm, ale chcialabym wreszcie zaczac myslec o sobie,
                                            a nie o wszystkich innych dookola. Mam jedno dziecko i za nie jestem
                                            odpowiedzialna. Jednoscia jest rodzic mieszkajacy z dzieckiem, ten
                                            dochodzacy dla mnie jednoscia nie jest. A piszemy, jak sadze teraz o
                                            ukladach niecalodobowych. Uklady weekendowe MOGA byc realizowane bez
                                            udzialu macochy, albo z jej OBOJETNYM udzialem. Sytuacja ma sie
                                            troche gorzej przy calodobowaniu, ale to tak sporadyczne przypadki,
                                            ze szkoda chyba czasu na teoretyzowanie.

                                            Nie wiem, czy umiem w zyciu zastosowac swoje przemyslenia, ale na
                                            dzien dzisiejszy wydaja mi sie sluszne wink

                                            A tylko krowa ponoc nie zmienia pogladow wink
                                            • babe007 Re: Sie porobilo ;-) 12.09.07, 14:03
                                              nie wyobrazamy sobie, ze dziecku moze byc
                                              > dobrze u ojca, jesli nowa partnerka nie skacze wokol dziecka. A
                                              > prawda jest taka, ze ta nowa partnerka to dla tego dziecka ZBEDNY
                                              > zazwyczaj dodatek do ojca i czy bedzie ta, czy inna, dziecku to
                                              > LATA, byleby tylko nie bylo jawnej wrogosci. Wystarczy uklad
                                              oparty
                                              > na wzajemnym szacunku. Pewnie, ze LEPIEJ jest kiedy ta macocha
                                              > jednak skacze wokol tego dziecka, dogadza itp., ale to nie jest
                                              > warunek konieczny do prawidlowych relacji MOIM ZDANIEM.


                                              Ja tylko do tego fragmentu się odniosę. Pomiędzy "skakaniem macochy
                                              wokół dziecka" a traktowaniem go jak powietrze (no, przepraszam,
                                              tolerowaniem jego obecności, czy istnienia co praktykuje - i czemu
                                              przyklaskujecie - założycielka wątku), jest całe spektrum zachowań
                                              NORMALNYCH, bo powiem szczerze, ani pierwsze, ani drugie ze
                                              skrajnych, normalnym dla mnie nie jest.
                                              • pelagaa Re: Sie porobilo ;-) 12.09.07, 14:20
                                                > Ja tylko do tego fragmentu się odniosę. Pomiędzy "skakaniem
                                                > macochy
                                                > wokół dziecka" a traktowaniem go jak powietrze (no, przepraszam,
                                                > tolerowaniem jego obecności, czy istnienia co praktykuje - i czemu
                                                > przyklaskujecie - założycielka wątku), jest całe spektrum zachowań
                                                > NORMALNYCH, bo powiem szczerze, ani pierwsze, ani drugie ze
                                                > skrajnych, normalnym dla mnie nie jest.

                                                Sama piszesz, ze Twoja macocha nie pozwalala na kontakty z ojcem,
                                                jawnie okazywala wrogosc, dla mnie to jest wlasnie nienormnalne.
                                                Gdyby byla obojetna wobec Ciebie, Ty bys mogla widywac sie z ojcem,
                                                a ona by Ci wisiala. I o to moim zdaniem chodzi. Nie przeszkadzac
                                                ojcu w byciu ojcem. I nie pomagac. Czy nazwiemy to sobie zyczliwa
                                                obojetnoscia, czy tolerowaniem dzieci, mnie jest wszystko jedno.
                                                Jesli dzieci bywaja czasem w domu ojca, jak pisze autorka, ona tez
                                                tam przebywa nie sadze, aby sytuacja byla jakas patologiczna. Nie
                                                dostrzegam tej nienormalnosci zwyczajnie.
                                          • burza4 Re: Sie porobilo ;-) (n/txt) 13.09.07, 16:58
                                            wypisałam dłuugiego maila, i mi wcięłosad chyba się streszczę...

                                            agamagda napisała:

                                            > Kobieto, jeśli wiążesz się z Partnerem to
                                            > siłą rzeczy jego dzieci

                                            ???? jaką całość????? szczególnie w przypadku weekendowego ojca?
                                            teściowa też tworzy "całość" z naszym mężem...?

                                            Pieprzenie > o "emigracji wewnętrznej" i "Życzliwej obojętności" to
                                            umywanie rąk, > a nie podchodzenie do sprawy w sposób dorosły i
                                            odpowiedzialny. Jak > chciałabyś osiągnąć jakiś pozytywny rezultat w
                                            rekonstrukcji rodziny > nie wymagając od wszystkich wokół współpracy?

                                            Pierwszy błąd - skąd założenie, że chciałaby osiągnąć pozytywny
                                            rezultat w rekonstrukcji?

                                            Mówię za siebie - mi NIE ZALEŻY na jakiejkolwiek "rekonstrukcji", a
                                            tym bardziej jej efektach. Moje małżeństwo i jego rodzina to dwa
                                            odrębne podzbiory - z częścią wspólną w postaci osoby męza. I zdaje
                                            się że autorka zamieszania ma podobnie. Natomiast zakładanie, że dla
                                            osób w taki układ zaangażowanych jest to w ogóle jakiś PROBLEM -
                                            jest nieporozumieniem. A tym bardziej - że jest to problem
                                            wymagający współpracy i rozwiązania.

                                            Autorka już się z tym problemem uporała - stoi sobie spokojnie z
                                            boku, nikomu nie wadząc. A przynajmniej - nie wadząc pasierbicom.
                                            I skoro taki układ pasuje zainteresowanym, to czemu tobie miałby
                                            przeszkadzać?


                                            Co cię tak bulwersuje w tej postawie? klasyką jest to, że od
                                            pasierbów nikt nie wymaga czegokolwiek poza "życzliwą obojętnością"
                                            w stosunku do macochy.... I to jest jak najbardziej w porządku i
                                            zrozumiałe. Czemu w drugą stronę miałoby to wyglądać inaczej? bo
                                            jest dorosła, i powinna ciepłe uczucia na siłę "wypracować"?

                                            "Życzliwa obojętność" - to nazwanie rzeczy po imieniu. Mogę być
                                            miła, uprzejma - tak samo jak jestem w stosunku do każdego gościa,
                                            nawet jeśli to będzie teściowa, za którą generalnie większość nie
                                            przepada. Natomiast - powiedzmy sobie szczerze - sprawy i teściowej
                                            i pasierbów są mi najdoskonalej obojętne, przynajmniej tak długo jak
                                            nie dotykają mnie.

                                            co dziwniejsze - nie mam idealistycznych złudzeń, że
                                            przyszłość/plany/sprawy mojej córki - spędzają mojemu mężowi sen z
                                            powiek. Owszem, przy całej sympatii, którą najczęściej ją darzy,
                                            interesuje się, doradza, uczestniczy, ale interesuje się też np.
                                            polityką...

                                            związałam się z mężem, pośrednio - również z jego rodziną. Ale moja
                                            osoba jest w tych relacjach tłem, sam odpowiada za relacje. Szczerze
                                            mówiąc - jego układy z dzieckiem, teściową i wujem Stefanem - ani
                                            mnie ziębią ani grzeją.
                                            • joanna9969 Re: Sie porobilo ;-) (n/txt) 13.09.07, 19:30
                                              Kilka razy na macochac w watkach dotyczacych roli macoch wypowiadaly sie
                                              pasierbice i wiele z nich mowilo ze macocha powinna przede wszystkim nie
                                              szkodzic , ja tu nie widze w tym co pisze autorka watku aby szkodzila ona jakos
                                              w kontaktach ojciec corki ,pisze ze rozumie jego wobec corek obowiazki i nie
                                              przeszkadza mu w wypelnianiu ich i tyle i wystarczy i super. Macocha nie powinna
                                              szkodzic ale nie ma obowiazku kochac dzieci partnera ba ona nie musi ich nawet
                                              lubic i nie musi miec tez ku temu jakas szczegolna przyczyne tak dlugo
                                              jak nie przeszkadza . Ja jestem wobec swojej pasiebicy pozytwnie obojetna czy
                                              jak to tam wczesniej nazwaliscie to znaczy mam do niej taka same nastawinie jak
                                              do innych czlonkow rodziny mojego meza
                                              , cioci Kasi i wojka Jozia , nie zycze im zle ale ich los nie spedza mi snu z
                                              powiek.
                                    • agamagda Re: Babe 12.09.07, 12:50
                                      Piszesz, że autorka jest neutralna i przyjęła obojętną postawę wobec
                                      dzieci i przeszłości męża.. I to, co dla Ciebie jest daleko idącym
                                      zdrowym rozsądkiem dla mnie jest postawą nie do zaakceptowania i w
                                      rodzinie i u partnera.
                                      Kiedyś już gdzieś była taka dyskusja dotycząca życzliwej
                                      obojętności. Nadal nie rozumiem pojęcia „życzliwej obojętności” w
                                      stosunkach rodzinnych. Życzliwie obojętna to można być wobec prób
                                      walki z inflacją rządu argentyńskiego czy zakupu świnki morskiej
                                      przez sąsiada. W rodzinie obojętność to zaprzeczenie prawidłowych
                                      relacji międzyludzkich, to przeciwieństwo miłości rozumianej w
                                      sensie silnej więzi, jaka powinna łączyć ludzi sobie bliskich, i
                                      zainteresowania sprawami najbliższej osoby - męża czy partnera. To,
                                      co Ty nazywasz zdrowym podejście, dla mnie jest z jednej stroch
                                      oznaką chorego ukłądu, a z drugiej brakiem akceptacji sytuacji, w
                                      jakiej autorka wątku się znalazła i szukaniem winnego w dzieciach -
                                      pasierbach.
                                      Niestety, i tu się zgodzę, macochy piszące tu zwykle nie chcą
                                      widzieć, ze ich problemy wywodzą się z zwykle z ich własnej
                                      nieumiejętności wymagania wypełniania podstawowych obowiązków od ich
                                      M. Szukaniem kozłów w postaci EX czy pasierbów, jest nic nie
                                      rozwiązującym pójściem na życiową łatwiznę.

                                      Aaa i jeszcze jedno - rekonstukcja rodziny to nie oznacza budowy
                                      NOWEJ i ODBUDOWA STAREJ rodziny. Rekonstrukcja to odtworzenie czegoś
                                      na podstawie zachowanych fragmentów, innymi słowy odbudowa i poprawa
                                      relacji rodzinnych między członkami rozwalonej i nowej rodziny
                                      • e_r_i_n Re: Babe 12.09.07, 19:08
                                        agamagda napisała:

                                        > W rodzinie obojętność to zaprzeczenie prawidłowych relacji
                                        > międzyludzkich, to przeciwieństwo miłości rozumianej w
                                        > sensie silnej więzi, jaka powinna łączyć ludzi sobie bliskich, i
                                        > zainteresowania sprawami najbliższej osoby - męża czy partnera.

                                        1. Zapominasz chyba cały czas o jednej podstawowej rzeczy - dla macochy
                                        weekendowej dzieci jej meża NIE MUSZĄ być RODZINĄ. Jak są dla niej częścią
                                        rodziny, to nie ma problemu z traktowaniem.
                                        2. Jakiż w końcu powinien byc stopien zainteresowania macochy sprawami meza w
                                        kwestii dziecka? Kiedys sie bardzo kategorycznie wypowiadalas w postach do mnie
                                        chociazby, ze sprawy eks malzonkowie/dochodzacy tata - dziecko to nie sprawa
                                        macochy.
                                        Dla mnie zaangazowanie w sprawy wspolmalzonka to chociazby prawo
                                        wspoldecydowania. Czy dajesz takie prawo macochom weekendowym?
                                        3. Nie pojmujesz najwyrazniej prostej, zdawałoby sie, rzeczy. Zyczliwa
                                        obojetnosc, slynna juz, nie oznacza traktowania dziecka jak powietrza i
                                        kupowania lodow tylko wlasnemu dziecku. Na poziomie kontaktow dziecko partnera
                                        wcale nie musi odczuc tej obojetnosci - stad ten przymiotnik 'zyczliwa'. Bo jest
                                        traktowane jak kazdy inny dzieciecy gosc w domu. Ta obojetnosc w sprawach
                                        dziecka meza to najzwyczajniej w swiecie pozostawienie zainteresowania sprawami
                                        tegoż wylacznie w gestii zainteresowanego. A w koncu o niewtracanie sie macoch
                                        tak czesto wołałaś wink.
                          • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 10:11
                            kicia031 napisała:

                            > Tak chodzi o zasade. Gdybym wziela slub, to zdecyddowalabym sie na
                            > rozdzielnosc majatkowa.

                            Czyli robiłabys dokladnie to, co Agatka, tylko bylabys
                            usprawiedliwiona, bo mialabys papier o rozdzielnosci, a ona 'tylko'
                            poinformowala meza. Mhm. Zasady zobowiązują wink.
                            • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 11:49
                              Czyli robiłabys dokladnie to, co Agatka, tylko bylabys
                              > usprawiedliwiona, bo mialabys papier o rozdzielnosci, a
                              ona 'tylko'
                              > poinformowala meza. Mhm. Zasady zobowiązują wink.

                              No popatrz, a ja sobie poczytywalam za zasluge, ze kupuje prezenty
                              Malej i zabieram na wakacje za swoich pieniedze, nie za wspolne. Ale
                              okazuje sie, ze to jeszcze gorzej wink).
                              • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 12:45
                                Alez skad, rewelacyjnie smile. Czym jednak roznic sie dzielenie kasy
                                na 'moja' i 'nasza' w wydaniu Agatki od Twojej rozdzielnosci?
                      • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 09:57
                        kicia031 napisała:

                        > Alez Erin, ja nie mam meza. W związku z tym wszystko, co zarabiam,
                        > to majatek mój wlasny.

                        Ok, to szczegół. Prowadzicie wspolne gospodarstwo domowe, wiec
                        pewnie i wydatki macie wspolne.

                        > Nagrode roczna zazwyczaj przeznaczam na wakacje dla calej rodziny,
                        > lacznie z Mala.

                        Ale rozumiem, ze zawsze kupujac jakis ekstras swoim dzieciom (w
                        koncu kazdy rodzic czasami cos bez okazji dziecku kupuje) kupujesz
                        go tez pasierbicy. W koncu dzieci trzeba traktowac po rowno smile.
                        • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 10:02
                          Ale rozumiem, ze zawsze kupujac jakis ekstras swoim dzieciom (w
                          > koncu kazdy rodzic czasami cos bez okazji dziecku kupuje) kupujesz
                          > go tez pasierbicy. W koncu dzieci trzeba traktowac po rowno smile.

                          Odpisalam juz na to gdzie indziej.
                        • pelagaa Re: Babe 11.09.07, 10:35
                          > Ale rozumiem, ze zawsze kupujac jakis ekstras swoim dzieciom (w
                          > koncu kazdy rodzic czasami cos bez okazji dziecku kupuje) kupujesz
                          > go tez pasierbicy. W koncu dzieci trzeba traktowac po rowno smile.

                          Moze Cie zdziwie Erin, ale sa osoby, ktore tak postepuja bedac
                          w "rodzinach rekonstruowanych".

                          Uwazam tez, ze zupelnie niepotrzebnie AZ TAK wsiadlyscie na Kicie,
                          bo zaczyna to wygladac jak nagonka.
                          • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 10:38
                            pelagaa napisała:

                            > Moze Cie zdziwie Erin, ale sa osoby, ktore tak postepuja bedac
                            > w "rodzinach rekonstruowanych".

                            Alez ja w to wierze i nie widze w tym niczego dziwnego - jesli tak
                            chca robic i uwazaja to za sluszne.

                            > Uwazam tez, ze zupelnie niepotrzebnie AZ TAK wsiadlyscie na Kicie,
                            > bo zaczyna to wygladac jak nagonka.

                            Coz, jako osoba tak bardzo tropiaca niekonsekwencje powinnaś
                            zrozumieć moje posty do Kici smile.
                          • kicia031 Re: Babe 11.09.07, 11:29
                            > Uwazam tez, ze zupelnie niepotrzebnie AZ TAK wsiadlyscie na Kicie,
                            > bo zaczyna to wygladac jak nagonka.

                            Dzieki. To jest ryzykowyrazania pogladaow odmiennych od wiekszosci.

                            Wlasciwie jest tylko jedna osoba, ktorej mam za zle, bo juz nie
                            pierwszy raz cokolwiek napisze to rusza do ataku nie przebierajac w
                            slowach.
                            • agamagda Re: Babe 11.09.07, 12:30
                              Erin,
                              Ja kupuję siostrze przyrodniej mojego syna prezenty z różnych
                              okazji. Co więcej kiedy syn jeździł na Gwiazdke, lub w okolicach
                              urodzin Next lub jej córki też dostawały prezenty od mojego syna (za
                              które JA płacę). I pomijając potrzeby uczyciowe, uważam, że to są
                              cywilizowane zwyczaje i kwestia kultury. Przy okazji syn też się
                              nauczy, tego co robi człowiek dobrze wychowany w danych sytuacjach.
                              • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 12:44
                                No i swietnie - chwali Ci się to. Nie rozumiem tylko, dlaczego mi o
                                tym piszesz? Przeciez wyraznie napisalam, ze nie widze niczego zlego
                                w takim postepowaniu - kazdy robi, jak uwaza za sluszne.
                                Ja po prostu zadałam Kici pytanie, czy swoje zasady opisywane w tym
                                watku stosuje w realnym zyciu co do joty.
                                • agamagda Re: Babe 11.09.07, 12:53
                                  Są osoby - pewnie Kicia tez - które je stosują. Co do joty?smile
                                  mówmy o prezentachsmile
                                  • e_r_i_n Re: Babe 11.09.07, 12:56
                                    Stad moje proste, wydawałoby się, pytanie, czy ZAWSZE kupuje
                                    ekstrasy zarowno swoim dzieciom, jak i pasierbicy. Odpowiedzi wprost
                                    nie dostałam smile.
                                    • iziula1 Re: Erin 11.09.07, 13:02
                                      co to znaczy ZAWSZE!
                                      czy zawsze jak kupuje się coś własnemu dziecku?
                                      Czy przy wyjątkowych okazja typu: urodziny, dzień dziecka,świeta lub
                                      początek roku szkolnego?
                                      I jakie ma to znaczenie czy ktoś jak Kicia robi prezenty raz w
                                      miesiącu,raz w kwartale czy raz w roku?
                                      Ma to aż takie znaczenie by pytać o to?
                                      Czy jeśli Kicia kupuje prezenty 3 raz w roku to żle czy dobrze?
                                      Nie rozumiem Erin twojej dociekliwości w tym temacie.
                                      • e_r_i_n Re: Erin 11.09.07, 13:07
                                        Dociekliwosc wynika z tego, ze Kicia postuluje sprawianie
                                        przyjemnosci wszystkim dzieciom. Pytam wiec, czy corce swojego meza
                                        sprawia przyjemnosc z taka sama czestotliwoscia, jak swoim dzieciom.
                                        A pytanie tak dokładnie było reakcją na zdanie: "No widzisz, a ja
                                        kupuje przy roznych okazjach drobiazgi dla dzieci nmojego Exa."
                                        Tutaj ani słowa o pasierbicy.
                                        • iziula1 Re: Erin 11.09.07, 13:11
                                          Kicia zdaje mi się już Ci na to pytanie odpowiedziała.
                                          A ja nadal nie rozumiem Twojej dociekliwości.
                                          Może dlatego,że sama nie próbuje ROZLICZAĆ innych ze swoich
                                          poczynań, bo jak się chce komuś coś wytknąc to "kij" zawsze się
                                          znajdzie smile
                                          • e_r_i_n Re: Erin 11.09.07, 13:13
                                            Moze odpowiedziala, wg mnie jednak nie wystarczajaco wprost.
                                            No i coz, z niczego nikogo nie rozliczam, natomiast nauczylam sie
                                            juz, ze lepiej nie byc tak zasadniczym w swoich pogladach i ocenach.
                                            A jak ktos jest, to ciekawa jestem, na ile sa stosowane w praktyce.
                                            • agamagda Re: Erin 11.09.07, 15:35
                                              Erin, prezentów nie kupuje się w aptece, zeby je tak wyważać.

                                              Kiedy kupię nową komórkę 13-stoletniemu synowi, nie kupię takiej
                                              samej 3letniej córcesmile. Chyba podobnie jest z tymi prezentami dla
                                              pasierbówsmile
                            • mamaika Re: Babe 11.09.07, 12:44
                              Pewnie to ja jestem tą osobą . Dziwne bardzo subtelnie usiłuję Ci
                              coś przekazać. I Kicia to nie jest kwestia głoszonych poglądów ,i
                              bynajmniej strasznie sobie kadzisz pod tym względem . Natomiast
                              oświecenie wszystkich macoch , kiedy samemu ma się nader nikły
                              kontakt z własną pasierbicą wydaje mi się co najmniej dużym
                              nietaktem . A jakoś naprawdę nie mogę specjalnie nic o tej Twojej
                              pasierbicy znależć a jak nigdy próbowałam . Nie raz też czynisz
                              macochy odpowiedzialne za działania mężów/partnerów a tu
                              nagle...umywasz ręce . Tak jest to dla mnie hipokryzja . Osądzasz z
                              reguły wszystkich w sposób bardzo radykalny - tych rzecz jasna mniej
                              świętych . Zarzucanie żonie ,że mąż utrzymuje ją jak ma malenkie
                              dziecko to szczyt ale jak rozumiem macochy to taki podgatunek chyba
                              dla Ciebie .Nie każda macocha widocznie jest taką ciężką frajerką
                              jak ja , która zasuwała z przerwą na poród, a której eksia żyła z
                              alimentów dzieci bo trutniem była. Z frajerstwa się wyleczyłam i
                              moim pasierbicom wara od moich pieniędzy a premiować prezentami za
                              chamstwo też jakoś nie zamierzam nawet jakbym ciężkie milony wygrała.
    • megaa Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 11:46
      Zacytuję autorkę "Mamy z mezem zasade, ze wszystkie dobra, jakie
      posiadamy sa wspolne".
      I dla mnie to by było na tyle. Abstrahuje od faktu na co by byly
      wydane pieniadze, jezeli przyjeli zasade wspolnoty, powinni i tym
      razem wspolnie zadecydowac.
      W czasach gdy mialam meza, moje wszelkie dodatkowe pieniadze
      wchodzily do domowego budzetu i tego rowniez oczekiwalam od niego.
      A ze maz autorki pieniadzki wydziela to juz jest inny problem.
      • kicia031 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 11:54
        > A ze maz autorki pieniadzki wydziela to juz jest inny problem.

        No wlasnie. To jest prawdziwy problem i moze jego rozwiazanie
        pomogloby zobaczyc kwestie ewntualnego prezentu dla pasierbic we
        wlasciwych proporcjach.
        • lilith76 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 13:53
          > > A ze maz autorki pieniadzki wydziela to juz jest inny problem.
          >
          > No wlasnie. To jest prawdziwy problem i moze jego rozwiazanie
          > pomogloby zobaczyc kwestie ewntualnego prezentu dla pasierbic we
          > wlasciwych proporcjach.
          >

          No właśnie!!!
          Mąż jest kutwa i wykorzystuje przewagę finansową. Co się dziwić, że jak przychodzą własne pieniądze to dziewczyna chce dopieścić najpierw SIEBIE, bo w układzie M-next-pasierbowie dotąd to ONA była NIEDOFINANSOWANA.
          Lubię pasierny i robię im drobne uciechy, ale w takiej sytuacji zrobiłabym to samo. Jak kobieta się nie rozpieści to nikt tego nie zrobi.
          • delika1 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 14:16
            osobiście popieram lilith, kicię..taka egoistyczna (wredna???)
            postawa wobec córeczek mężczyzny ktorego się KOCHA napawa mnie
            niesmakiem, budzi odrazęsad.Mój meżczyzna ma dziecko z 1-go
            małzęństwa, ja mam dziecko z pierwszego małżeństwa i nie wyobrażam
            sobie takich wrednych klimatów-sobie i swojemu dziecku to i owszem,
            a Jego dziecko niech spada na bambussad(, bo mam je gdzieś i nie
            obchodzi mnie.OBYM JA MIAŁA, JA, MOJE , TYLKO MOJE, blesad.Ale
            oczywiście każdy postepuje zgodnie ze swoim sumieniem, ja po prostu
            nie potrafiłabym się delektować w taki sposób wygraną, czułabym sie
            paskudnie.
            • lilith76 Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 15:53
              delika1, mnie nie popierasz uncertain
              I więcej już pisać nie będę, bo żyjemy w kulturze w której kobieta ma myśleć najpierw o swoich dzieciach, potem o misiu, potem o dzieciach misia, potem o rodzinie, potem o pociotkach, a gdzieś na końcu o sobie.
              • pelagaa Re: Wygrana i..problem 11.09.07, 20:08
                Za to ja Cie Lilith w pelni popieram smile
                • delika1 Re: Wygrana i..problem 12.09.07, 11:10
                  związek z drugiem człowiekeim to wyzbycie się egoizmu.jak chce
                  mysleć o TYLKO sobie to niech się nie wiąże Z DRUGIM CZŁOWIEKIEM.I
                  to z dziećmi.Jakoś wydaje mi się to naturalne-mam nagrodę,
                  oczywiście zaszaleję, wykorzystam część dla siebie, ale niech bliscy
                  też się pocieszą..
                  • natasza39 Re: Wygrana i..problem 12.09.07, 11:37
                    delika1 napisała:
                    Jakoś wydaje mi się to naturalne-mam nagrodę,
                    > oczywiście zaszaleję, wykorzystam część dla siebie, ale niech
                    bliscy
                    > też się pocieszą..

                    Ależ agatka, właśnie chce się z tymi bliskimi podzielić.
                    Dla niej bliscy to: dziecko rodzone, mąż, bratanek.
                    Pasierbice nie są dla niej bliskie i wcale nie świadczy to o niej
                    źle.
                    Teściowa, która jako matka męża ma nawet bliższe więzi z mężem
                    przeważnie też nie jest bliską osobą dla synowej (wyjatki w tej
                    kwestii są nader rzadkie), a nikt nie oburzałby się, że synowa nie
                    robi teściowej extra prezentów z powodu wygranej.
                    To o czym piszesz to nie jest egoizm, ale raczej aserwatyzm.
                    ---------------------------------------------------------------------
                    Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                    jest z głupcami.
                    • natasza39 Sorry za bład:) 12.09.07, 11:39

                      Oczywiście asertyzm miało być, a nie aserwatyzmsmile
                      ---------------------------------------------------------------------
                      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                      jest z głupcami.
                  • burza4 Re: Wygrana i..problem 14.09.07, 12:23
                    delika1 napisała:

                    > związek z drugiem człowiekeim to wyzbycie się egoizmu.jak chce
                    > mysleć o TYLKO sobie to niech się nie wiąże Z DRUGIM CZŁOWIEKIEM.

                    związek z drugim człowiekiem nie polega również na tym, żeby
                    wszystko robić pod jego kątem, z pominięciem swoich odczuć/potrzeb.

                    I > to z dziećmi.

                    dzieci nie są integralną częścią nikogo. To niezależne osoby, na
                    które nie rozciąga się to samo uczucie, którym darzy się partnera.

                    Jakoś wydaje mi się to naturalne-mam nagrodę,
                    > oczywiście zaszaleję, wykorzystam część dla siebie, ale niech
                    bliscy > też się pocieszą..

                    absolutnie się zgadzam - kluczowe jest tu słowo "bliscy". Dla
                    autorki bliskimi są trochę inni ludzie niż dla jej męża.
    • kasia_kasia13 Re: Wygrana i..problem 13.09.07, 13:53
      Mysle, ze nie musisz niczego kupowac za wygrane pieniadze corkom
      meza. Natomiast powinnas cos zrobic z tym "kreceniem nosem" meza na
      rozne wydatki, wyglada na to, ze on decyduje o wszystkim w mysl
      zasady, ze skoro on zarabia to on rzadzi kasa. Nic podobnego, kasa
      jest wspolna, rozumiem, ze jestes w domu poniewaz tak ustaliliscie
      wspolnie, zajmujesz sie dzieckiem i nie daj sobie wmowic, ze
      pasozytujesz.
      • mangolda Re: Wygrana i..problem 14.09.07, 14:38
        Masz rację, kasa jest wspólna, a byłym dzieciom od niej wara.
    • yaris Re: Wygrana i..problem 19.09.07, 19:19
      No to powiem jak jest u mnie. Jestem macochą całodobową. Dzieci
      sztuk 3 na stanie - pasierb, syn własny i wspólne dziecko z NM. Też
      siedzę w tej chwili w domu na macierzyńskim. Na wychowawczy nie
      pójde bo nie chcę być zależna finansowo od kogokolwiek. Nawet NM. Z
      zasady. My mamy rozdzielną kasę. Zrzucamy się co miesiąc na wspólne
      wydatki - mniej więcej połowę tego co zarabiamy, resztę wydajemy
      według swojego uznania. Czasem wydatki na dzieci finansujemy z tych
      pieniedzy, czasem z tych odrębnych. Dzieci traktujemy jak wspólne.
      Jeśli kupuję coś swojemu synowi - kupuję też pasierbowi. Między
      chłopakami jest 3 lata róznicy więc słodycze, zabawki to ciągle
      jedna kategoria wiekowa. Na poczatku naszego wspólnego życia kupiłam
      zabawkę swojemu synowi, z bezmyślności i przyzwyczajenia pewnie i do
      końca życia będę pamiętać spojrzenie pasierba. Więcej tego nie
      zrobiłam. Oczywiście pasierb dostaje jakieś drobiazgi od matki i
      dalszej rodziny ale drobiazgi. Rodzina mojego NM obdarowuje chłopców
      tak samo, podobnie jak moja. Mój ex kupuje prezenty dla obu
      chłopców, albo takie którymi obaj mogą się bawić i pamięta też o
      naszej córce. Więc pewnie można. Ponieważ nie mamy wspólnej kasy -
      pewnie nagrodę przeznaczyłabym na jakąś wspólną przyjemność.
      Wakacje, coś do domu. Nie wyobrażam sobie sytuacji gdybym była
      zależna od swojego NM i musiała go prosić o kasę na kosmetyki,
      ciuchy. Dlatego to co nie idzie na dom i uda mi się zaoszczędzić
      trzymam na swoim koncie. Gdy nie będzie potrzeby - przeznaczę ją na
      jakąś wspólną inwestycję. Ale gdyby coś się stało - cokolwiek, czuję
      się z tym bezpiecznie. Więc rozumiem e agatka chce mieć swoją kasę.
      Ale sorry- nie rozumiem takiego stanowiska - nie dam ani grosza na
      pasierbice. Ja myślę że powinna porozmawiać z NM i powiedziec mu o
      swoich planach. Jeśli on bedzie chciał przeznaczyć jakąś kwotę na
      pasierbice - po prostu to przegadać. Jeśli miałyby to być jakieś
      drobiazgi - dlaczego nie? Jeśli poważna inwestycja - postawa Agatki
      byłaby zrozumiała. Cóż - ja jestem macochą całodobową, mój pasierb
      jest dla mnie integralną częścią rodziny. Ale gdyby nie był - tak
      jak dziecko mojego ex- to tez był kupiła dla niego jakiś prezent.
      Jesli nie ze względu na dzieci to na M.
      -
      Urodziłam się by umrzeć, żyję by zwycieżyć
      • pelagaa Re: Wygrana i..problem 19.09.07, 22:31
        > Oczywiście pasierb dostaje jakieś drobiazgi od matki i
        > dalszej rodziny ale drobiazgi. Rodzina mojego NM obdarowuje
        > chłopców tak samo, podobnie jak moja. Mój ex kupuje prezenty dla
        > obu chłopców,

        Podziwiam Cie, bo dla mnie ten uklad jest malo sprawiedliwy dla
        Twojego dziecka.
        • yaris Re: Wygrana i..problem 20.09.07, 09:21
          Dlaczego? Mój NM kupuje dokładnie tak samo dla obu chłopców. A gdy
          piszę o drobiazgach dla pasierba to sa to naprawdę drobiazgi - typu
          jakieś znaczki do kluczy, gazetki, plakaty. Zresztą chłopcy bawią
          się razem zabawkami, bez względu skąd są i od kogo. Traktują je jak
          dobro wspólne smile
        • natasza39 Re: Wygrana i..problem 20.09.07, 09:36
          pelagaa napisała:
          > Podziwiam Cie, bo dla mnie ten uklad jest malo sprawiedliwy dla
          > Twojego dziecka.

          Zasadniczo yaris Ci pelaga odpowiedziała, ale a propos
          tej "sprawiedliwości".
          Jak byłam dzieckiem, to pamiętam, że strasznie zazdrosciłam mojemu
          bratu, bo on miał chrzestną, która była strasznie nadziana.
          W dodatku nie miała swoich dzieci bardzo długo i mój brat był
          jedynym jej chrzesniakiem.
          Mąż tej ciotki był marynarzem i mój braciak dostawał resorówy
          originalne matchbox (ciekawe czy ktoś pamięta jeszcze jaki to był
          rarytas?).
          Moja chrzestna miaszkała natomiast na Śląsku i jak przyjeżdżała od
          czasu do czasu to zawszy przywoziła nam obojgu prezenty i zawsze
          były to ksiązki, albo inne szkolne gadźety, bo ciotka była
          nauczycielką.
          I zazdrosciłam czasem temu bratu, ale tylko przez moment, bo potem
          zawsze razem bawilismy sie tymi resorówkami i ta wspólna zabawa była
          najlepsza.
          Pamiętając o tej "niesprawiedliwości" z dzieciństwa, jak szłam do
          mojego chrzesniaka, który miał starszą siostrę zawsze kupowałam
          zabawki, czy książki jednemu i drugiemu.
          W dorosłum życiu owa "niesprawiedliwośc" zaprocentowała
          moją "sprawiedliwością"smile


          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
          jest z głupcami.
          • yaris Re: Wygrana i..problem 20.09.07, 10:07
            Nie wydaje mi się aby moje dziecko traktowało to jako
            niesprawiedliwość smile Wynika ona z faktu że pasierb bywa u mamy i
            jej rodziny w tygodniu, natomiast mój ex jest za granicą a moja
            rodzina 450 km od miejsca naszego zamieszkania. Oczywiście gdy mały
            jest z ojcem albo u rodziny mojej lub exa - dostaje jakieś extrasy
            ale po powrocie chłopcy bawią się tymi łupami razem smile. Zresztą nie
            sa to jakieś codzienne sytuacje. I nie przywiązywałabym do tego
            takiej wagi. W końcu skleiliśmy rodzinę w takiej sytuacji gdy oboje
            z NM wychowywaliśmy jedynaki, potem pojawiła się siostra chłopców.
            To że obyło się na razie to bez większych problemów i tak uważam za
            cud a dzieciaki wypracowały sobie relacje i taki układ że jest dla
            nich najbardziej opłacalny. Potrafią się zrzucić na coś wspólnego,
            połaczyć zabawki. Myślę że dobrze się w tym wszystkim czują.
            Korzyści przewyższają drobne niedogodności. W końcu teraz dostają
            dwa razy więcej prezentów - od rodzin obu smileŻartuję oczywiscie ale
            naprawdę nie doszukiwałabym się problemów tam gdzie ich nie ma. Wiem
            że w relacjach macocha-pasierb-własne dziecko-NM nie zawsze jest
            latwo, ale u nas ułożyło się naturalnie. Może dlatego że nie
            próbowaliśmy nic narzucać na siłe a może dlatego że od razu byliśmy
            całodobowo razem? Wszystko ułożyło się w praniu. Na szczęście bez
            większych dramatów. Burz to ja się spodziewam w okresie
            dojrzewania smile
            • rose25 Re: Wygrana i..problem 20.09.07, 14:03
              A ja nie rozmumien, dlaczego czasem na tym forum propaguje sie, aby cudze
              dziecko traktowac na rowni z wlasnym. To jest awykonalne. Cudze dziecko nie moze
              byc na rowni z wlasnym. To nie fair w stosunku do wlasnego dziecka. Jak mozna w
              ogole byc matka i zrownywac cudze dziecko z wlasnym?? Dla mnie to jest niepojete.
              • pelagaa Re: Wygrana i..problem 20.09.07, 19:30
                Mysle, ze jesli mieszka sie razem dobrze jest traktowac dzieci
                sprawiedliwie, to na pewno ulatwia relacje. Czasem jednak
                sprawiedlwie w miejscu zamieszkanianie nie oznacza sprawiedliwie dla
                wszystkich dzieci w ogole. Mysle, ze to trudny temat. Jesli chce sie
                miec rodzine rekonstruowana w tej, jak ja to mowie "lepszej postaci"
                (tak tak uwazam, ze to lepsza postac, tylko nie kazdy jest do niej
                zdolny), to faworyzowanie wlasnego dziecka nie pomoze w ulozeniu
                relacji. Sadze, ze traktowanie na rowni nie oznacza takich samych
                uczuc. Tego, co czuje sie do wlasnego dziecka nie da sie poczuc do
                nikogo innego na swiecie, moim zdaniem. Rowne traktowanie odnosi sie
                chyba bardziej do spraw materialnych, do obowiazkow, sposobu
                odnoszenia sie do dzieci. Sadze, ze da sie rowno traktowac na tych
                plaszczyznach. Zyczliwa obojetnosc mozna stosowac chyba raczej tylko
                weekendowo, jesli ma sie pod jednym dachem rodzine mieszna z dziecmi
                z roznych zwiazkow.
                • yaris Re: Wygrana i..problem 22.09.07, 11:59
                  Dokładnie tak jest. Mieszkając razem i razem wychowując dzieci nie
                  ma innego wyjścia jak traktować je tak samo, uznać że są to NASZE
                  dzieci. A kwestia uczuć - pewnie to jest indywidualna sprawa każdego
                  z nas. Natomiast ja dziękuję Bogu że nie jestem macochą weekendową.
                  To na pewno rodziłoby wiele, wiele problemów i było trudniejsze dla
                  każdego z nas. Mnie, NM i dzieciaków.
    • luna67 Re: Wygrana i..problem 26.09.07, 15:43
      Agatko, czytajac twoj post nasunelo mi sie pewne powiedzonko; "co je twoje, to
      je moje, a co moje, to nie dotykac"smile Ale w twojej sytuacji maz swoim
      "kreceniem nosem" sobie na to zasluzyl,, moze postapilabys inaczej widzac jego
      "hojnosc".

      A teraz na powaznie, postaw sobie pytanie; dlaczego czlowiek chetnie robi komus
      prezenty............, BINGO! dlatego, ze czlowiek widzac radoche obdarowanego
      dostaje sam zastrzyk adrenaliny (to taka nagroga dla organizmusmile))

      A jak prezent dostaje osoba ukochana, to ta uciecha jest jeszcze wieksza.
      Zapytaj sie meza co by mu zrobilo wieksza przyjemnosc, prezent dla niego samego
      w postaci jakiegos np. najnowszego aparatu do golenia? czy prezent dla jego
      dzieci? Jezeli jest dobrym ojcem to napewno odpowie, ze dla dzieci, a wiec zrob
      jemu ten prezent w postaci malych prezencikow dla jego dzieci, a nie zapomni
      twojego dobrego gestu do konca zyciasmile))

      Wiesz, milosc jest piekna ale nie pielegnowana kiedys blednie, potraktuj ten
      twoj dobry gest (prezencik dla pasierbow) jako cegielka pielegnujaca wasza
      milosc i prezent dla twojego Msmile

      Wiem, ze sa inne przyjemniejsze (dla ciebie) mozliwosci pielegnowania waszej
      milosci, ale wlasnie ten prezencik dla pasierbow bedzie 100 x dla niego milszy
      (od innychsmile))


    • agas81 Re: Wygrana i..problem 10.03.08, 13:27
      Nie wiem, czy udalo Ci sie rozwiazac problem po Twojej mysli, ale ja w takiej
      sytuacji bym byla sprytniejsza. Ustalilabym z moimi rodzicami, ze to oni wygrali
      te pieniadze. Wygrana poszlaby na ich konto i "obdarowywaliby" corke i wnuczke,
      gdy mieliby na to ochotesmile
      A pasierbicom takiego wala, precz od moich pieniedzy!
      • yuka66 Re: Wygrana i..problem 15.03.08, 15:03
        Ja bym spojrzala na kwestie tego ewntualnego prezentu dla dzieci M
        troche inaczej, bo wydaje mi sie, ze nie chodzi tu tylko o wydanie
        100 czy ilus tam zloty. Agata ma z mezem uklad, ktory jej
        odpowiada,na ktory on sie zgodzil. Obawiam sie, ze wykonujac taki
        przyjazny gest w strone jego dzieci, da mu przyslowiowy palec, po
        ktorym on siegnie po cala reke. Ona ten prezent moze potraktowac
        jako jednorazowy gest, on jako zapowiedz ocieplenia stosunkow. A
        potem trudno sie z takiej sytuacji wycofac, bo zaraz jest sie
        posadzonym o "nienawisc" jego dzieci. A pisze to z wlasnego,
        niestety, doswiadczenia, kiedy to jakis moj jednorazowy, cieply gest
        byl tak potraktowany. Nadal jednak mi sie to zdarza, a potem pluje
        sobie w brode i mysle "po co mi to bylo". A co najsmutniejsze, maz
        nie jest mi wdzieczny za te gesty, ktore zrobilam, tylko
        rozczarowany tym, ze moglam zrobic WIECEJ, a nie zrobilam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka