Dodaj do ulubionych

Co za dzień:(

18.09.07, 16:04
Najchętniej poszłabym spać i obudziła się już jutro. Młoda choruje -
od razu wiem, że się szkoła zaczęła. Do tego akurat dziś postanowiła
dostać napadu wściekłości i żalu do całego świata. Na jej "cudny"
nastrój trafił ex, który wysłuchał zażaleń na niedobrą i wredną
matkę. Pewnie Młodej przyklasnąłwink
Poza tym wolałabym kamienie na budowie rąbać, niż jej matmę
tłumaczyć. Małpie się nawet pomyśleć nie chce, bo "zadanie jest
głupie".
W pracy totalnie dziś nawaliłam, wyłącznie przez własną głupotę i
roztrzepanie. Rozeszło się po kościach, ale współpracownicy nieźle
się teraz ze mnie nabijają. I słusznie. W dodatku kogoś moja
nieprzytomność kosztowała stratę czasu. Sama nie cierpię, jak mnie w
bambuko robiąsad No żesz! Co za dzień! A do wieczora daleko...
Obserwuj wątek
    • sylwiamich Re: Cudnie!!! 18.09.07, 16:05

      • sylwiamich Re: Cudnie!!! 18.09.07, 16:11
        Marudzenie!!!Ja też chcę!!!Rano pobranie krwi u dzici...obydwoje
        chorzy.Ja szczepienie na żółtaczkę..mogę wreszcie iść na zbieg.Potem
        szybkie zakupy, szybki obiad i padłam....
        I jeszcze dostałam opieprz że się nie odzywam do pewnego pana...sms
        było, oj było....
        • cathy_bum Re: Cudnie!!! 18.09.07, 16:23
          Do tego przed chwilą rozwaliłam malowniczo po całej kuchni
          rozgotowaną włoszczyznę i szczątki talerza. Pies ukradł kość z zupy
          i wyświnił nią pół mieszkania. Resztkami potłuczonego półmiska
          prawie obcięłam sobie palec.
          Dziś zamierzam być marudą i zrzędą.sad Chyba zadzwonię do przychodni,
          bo w tym stanie wyduszę wreszcie z nich termin wizyty dla Młodej.
          Chociaż nie, bo jeszcze się dowiem, że jej lekarz przeniósł się na
          antypody, a dokumentacja uległa spaleniu...
          • julka1800 Re: Cudnie!!! 18.09.07, 16:26
            Cathy, przyznaj sie lepiej brunet czy blondyn jest przyczyna TEGO
            WSZYSTKIEGO?
            tongue_out
            • jasminowo Re: Cudnie!!! 18.09.07, 16:41
              Nawet nie mów. Dziś się dowiedziałam jaki będę miała plan zajęć na
              uczelni. Masakra. Ale z tego nawet potrafię sie cieszyć (jakaś
              nienormalna jestem), ale potem eks zrobił mi taką jazdę przez
              telefon, że do tej pory nie mogę się uspokoić. Jestem kłebkiem
              nerwów, jak można się tak zachowywać? Jak nie reagować na to? Nie
              mam dziś sił. Jestem oczywiście najgorszą matką. A to, że studiuję i
              nie ma mnie raz na dwa tygodnie i do tego pracuję na zmianę to dowód
              na to, że... sama już nie wiem na co...
            • cathy_bum Re: Cudnie!!! 18.09.07, 17:05
              julka1800 napisała:

              > Cathy, przyznaj sie lepiej brunet czy blondyn jest przyczyna TEGO
              > WSZYSTKIEGO?
              > tongue_out
              Łysy z bujną siwą czuprynątongue_out
              A tak poważnie - moje szefostwo też zasugerowało mi taką przyczynę
              dzisiejszej wpadki. Mieli niezły ubaw snując wizję zakochanej do
              szaleństwa Cathy gubiącej z emocji terminarze, plany produkcyjne i
              parę innych drobiazgów. Zwłaszcza, że w zeszłym tygodniu udałam się
              do miejsca pracy bez Przepustki (wielka litera jest tu niezbędna) i
              krążyłam po budynku z karną plakietką (zastępcza przepustka w
              jadowicie czerwonym kolorze, którą mogę sobie co najwyżej kibel
              otworzyć, bo żadnych potrzebnych mi pomieszczeń już nie). Trafiłam
              przy okazji na czarną listę w dziale kadr...
              A teraz za oknem zaczął padać deszcz. A ja muszę dziecię na zajęcia
              odprowadzićsad
              • grzanka23 Re: Cudnie!!! 18.09.07, 17:20
                A ja dzis przezyłam pierwszy dzien w pracy.Ręce mnie bolą,krzyz
                odpada.Pogoda pod psem,a do tego męczy mnie nos zatkany.
                • sylwiamich Re: Cudnie!!! 18.09.07, 18:14
                  A ja napisałam plany!I posprzątaląm mieszkanie!I odpisalam na sms!I
                  zaraz ide do pracy...sad((
              • jasminowo Re: Cudnie!!! 18.09.07, 19:06
                przytulam Cię Ciepło. Już po odprowadzeniu małej na zajęcia? Takie
                dni są do kitu. Jutro MUSI być lepiej! Mnie jeszcze pieką oczy od
                placzu. Ale - jutro BĘDZIE lepiej - zobaczysz!
                • sylwiamich Re: Cudnie!!! 18.09.07, 19:19
                  Dziewczyny...nie płaczcie...dam wam śliczny przepisik na
                  ajerkoniaczek, naleweczke z malinek...boziu...jak to człowieka
                  wyluzowywujesmile))
                • cathy_bum Re: Cudnie!!! 18.09.07, 20:18
                  Już nawet po powrocie z Młodą z zajęć. Zmokłam jak pies i boli mnie
                  gardłosad Chyba się herbaty z prądem napiję.
                  Jasminowo, to ja Ciebie przytulam - mnie tylko los dziś podle
                  potraktował, a Ciebie bliski kiedyś człowiek...
                  Sylwia- czy ja mogę przepis na ajerkoniak? Zawsze się zastanawiałam
                  jak to się robi...
                  • jasminowo Re: Cudnie!!! 18.09.07, 20:39
                    Cathy. Nawet nie wiesz jak podle... dziś się czuję jak zbity pies.
                    Ja też poproszę o przepis na ajerkoniak. Koniecznie!
                    P.S.
                    Zaczynam zjazdy! Strasznie napięty plan ale na pewno znajdę czas dla
                    Ciebie.
                    • cathy_bum Re: Cudnie!!! 18.09.07, 21:16
                      jasminowo napisała:

                      > Zaczynam zjazdy! Strasznie napięty plan ale na pewno znajdę czas
                      dla
                      > Ciebie.
                      Nie masz wyjścia po prostusmile Mam nadzieję, że dziś Ci odpiszę,
                      chyba, że to gardło mnie do łóżka zaraz położy.
                      • jasminowo Re: Cudnie!!! 18.09.07, 21:28
                        Ty idź lepiej do tego łózka! Ja jestem cierpliwa, a z chorobą nie
                        warto zadzierać. Marsz do wyrka!!
    • ivone7 Re: Co za dzień:( 18.09.07, 16:20
      no coz...czasami takie dni bywaja..dobrze ze nie codzien...i na
      szczescie mozna zwalic na pogode..
      ale wspolczuje, pozdrawiam i lacze sie w bolu..
    • lilyrush Proponuje nowy wątek 18.09.07, 21:17
      MARUDZERNIA
      i podwieszony..
      każdy będzie sobie mógł pomarudzić do woli bez uzasadnienia nawet
      Bo ja jestem gruba, brzydka i nikt mnie nie kocha... nawet kota poszła na kanapę
      beze mnie wink
      • cathy_bum Re: Proponuje nowy wątek 18.09.07, 21:21
        lilyrush napisała:

        > MARUDZERNIA
        > i podwieszony..
        > każdy będzie sobie mógł pomarudzić do woli bez uzasadnienia nawet
        > Bo ja jestem gruba, brzydka i nikt mnie nie kocha... nawet kota
        poszła na kanap
        > ę
        > beze mnie wink
        W którym miejscu Ty jesteś gruba?big_grin No żeś mnie rozśmieszyła! Kota
        pewnie zaraz wrócismile
        • aron95 A Wam co się dziś stało ? 18.09.07, 23:09
          Żeby tak marudzić !!!
      • grzegorz6_4 Re: Proponuje nowy wątek 18.09.07, 23:37
        Panna - Twoja kotka zawsze chodzi na kanapę bez Ciebie
    • marieta_makieta Coś chyba wisi w powietrzu. 19.09.07, 11:15
      Ja mam dół od miesiąca. Odkąd wróciłam z urlopu, mam w pracy jeden
      wielki zapieprz. A jeszcze wczoraj ciężko podpadłam szefowi.
      Obraziłam go mianowicie. Co prawda nie publicznie, ale chyba
      przegięłam. Jestem jego asystentką i wczoraj w mojej obecności po
      chamsku zaczął opieprzać kobietę, która jest ode mnie starsza,
      bardziej doświadczona i samotnie wychowuje dwójkę dzieci, a szefowi
      oczywiście chodziło o pierdoły. Padały słówka typu k..., ch...,
      wypier... itd., naprawdę. Po prostu tamtej babce musiał pokazać, kto
      tu rządzi, a wie, że jej zależy na pracy, bo ma dzieci na
      utrzymaniu. Nienawidzę czegoś takiego. W trakcie tej jego tyrady
      wstałam i naprawdę grzecznie powiedziałam, że nie chcę im
      przeszkadzać. No i wyszłam. Jak wreszcie ten buc wypuścił
      nieszczęsną babkę, to zawołał mnie do siebie i zaczął mi robić
      awanturę, że jego gabinet to nie obora, gdzie każdy może sobie
      wchodzić i wychodzić, kiedy zechce. Poczułam, że coś we mnie
      twardnieje na kamień. Zimna furia. Zamknęłam drzwi od gabinetu,
      nachyliłam się nad szefem i mu powiedziałam, że ani przez moment nie
      pomyślałam, że jego gabinet to obora, bo świnki (nie świnie-zwracam
      uwagę), rezydują w chlewiku (nie w chlewie). To było wczoraj i od
      wczoraj zastanawiam się, czy i kiedy dostanę wypowiedzenie. Jak na
      razie ten buc zachwouje się nad wyraz poprawnie, ale może to tylko
      cisza przed burzą. Byle tylko nie zwolnil mnie dyscyplinarnie,
      zresztą nikt nie słyszał, co mu powiedziałam. Taka już jestem
      zmęczona tym wszystkim, że momentami zaczynam się cieszyć, że tak mu
      przygadałam.
      • lilyrush Re: Coś chyba wisi w powietrzu. 19.09.07, 11:22
        Kochanie..zwolnić pracownika dyscyplinarnie ejst bardzo cieżko. A
        zreszta i tak taki praocwnik natychmiast powinien udac sie do Sadu
        Pracy z wnioskim o iesłuszne zwlnienie i zazwyczaj wygrywa. Twój
        szef w żaden sposób ne jest w stanie tego podciagnac pod paragraf 52
        • marieta_makieta Re: Coś chyba wisi w powietrzu. 19.09.07, 13:38
          Dzięki Lily. Szykuje się u mnie w pracy grubsza rozróba, bo ta
          opieprzana babka właśnie do mnie dzwoniła i powiedziała, że zamierza
          iść ze skargą do prezesa zarządu. Pytała, czy w razie czego
          poświadczę, że buc tak ją zrugał za pierdołę. Oczywiście poświadczę.
          I pewnie z pracy wylecę. PO co komu asystentka, która murem za
          szefem nie stoi.
          • wojtekp67 Re: Coś chyba wisi w powietrzu. 19.09.07, 14:45
            Niesamowite. aż sie nie chce wierzyć, ze normalny czlowiek moze sie
            tak zachowac w stosunku do drugiej osoby. Mysle, ze mina by temu
            Panu sie zmieniła gdyby sprawa zainteresował sie prokurator bo jego
            zachowanie juz chyba kwalifikuje sie pod sciganie.
            • marieta_makieta Re: Coś chyba wisi w powietrzu. 19.09.07, 16:35
              Oj Wojtek, może się zachowywać niestety. Niejeden z moich znajomych
              ma szefa pojeb... . Szef mojej koleżanki na przykład, to alkoholik.
              Ona mówi, że pijany do pracy wprawdzie nie przychodzi, ale jak za
              długo nie pije, to po prostu szajba mu odbija. Strach do pracy
              przychodzić. Mój szef wobec mnie zachowuje się normalnie, bo
              ostatecznie lepiej z własną asystentką w zgodzie żyć. Pracowaliśmy
              już kiedyś razem w innej firmie i gdy w zeszłym roku rozpuściłam
              wśród znajomych informację, że szukam pracy, to sam do mnie
              zadzwonił i zaproponował współpracę. Nie mogę tylko patrzeć jak
              traktuje ludzi. Do prokuratora nikt nie pójdzie. Każdy się boi o
              pracę, a tak naprawdę nie wiadomo, jakie i gdzie facet ma chody.
              Naprawdę podziwiam tę babkę, którą wczoraj opieprzył, że ona
              zdecydowała się iść do prezesa. Oby się nie przeliczyła, bo prezes
              wcale nie musi być jej wdzięczny, że dodatkowy problem zwala mu na
              głowę. Bo w to, że jej uwierzy to nie wątpię. To, że mój bezpośredni
              szef to kawał chama, to w firmie tajemnica poliszynela.
              • julka1800 Re: Coś chyba wisi w powietrzu. 19.09.07, 22:42
                Opowiem Wam historyjke:

                Mloda dziewczyna rozpoczyna po studiach kariere zawodowa. Trudne
                poczatki. na poczatek trafia do firmy na stanowisko asystentki.
                Dosyc szybko okazuje sie, ze jej praca to w duzej mierze stanie przy
                ksero i odbieranie telefonow. W koncu rezygnuje.
                Niespodziewanie szybko znajduje prace na takim samym stanowisku w
                duzej rozwijajacej sie spolce Kowalski&Kowalewski Co. Achhh! jak ona
                sie cieszy, duza firma, duze perspektywy!
                Dostaje swoje biurko niedaleko biurka prezesow Kowalkowskiego i
                Kowalskiego, komputer, poznaje mnostwo nowych ludzi w open spejsie.
                wszyscy mlodzi i mili. Przez pierwsze dwa dni ogarnia powoli to, co
                pozostawila sie poprzedniczka, czyli tuziny nieodpowiedzanych maili
                i stosy papierkow.
                Przychodzi dzien trzeci. rano wzywaja ja w pilnej sprawie do dzialu
                ksiegowosci na drugim koncu dlugiego korytarza. Sprawe zalatwila na
                miejscu. Ksiegowa prosi ja tylko, by przy okazji przekazala Panu
                Kowal... duza koperte. Koperta jest otwarta, w srodku plik
                korespondencji. Dziewczyna wraca korytarzem i nagle.... cholercia,
                komu wlasciwie miala przekazac koperte: Kowalskiemu czy
                Kowalkowskiemu??? Hmmm. Ze tez musza miec tak podobne nazwiska! Nie
                wroci do ksiegowosci, bo pomysla ze przez minute nie moze zapamietac
                nazwiska. Chwila... wpada na "genialny' pomysl: poniewaz biurka obu
                Panow sa zlaczone, polozy koperte posrodku obu biureksmile Obaj Panowie
                sa w tej chwli poza biurem. Tak tez robi, po czym siada przy swoim.
                Po dwoch kwardansach przychodzi Pan Kowalski. Zerka na koperte,
                bierze ja do reki i bez slowa... rzuca koperta niczym talerzem
                prosto w biurko dziewczyny. Koperta z hukiem spada na biurko, tak ze
                spadaja jej wszuystkie papiery i rozsypuje sie cala zawartosc.
                Zapada cisza. Wszyscy nieruchomieja. Dziewczynie cos sciska za
                gardlo. Mijaja sekundy, minuta, moze druga. I dziewczyna wstaje
                bierze torebke i wychodzi z biura...
                • marieta_makieta O rany, Julka 20.09.07, 12:30
                  grozą powiało z Twojej historyjki. Czy to autentyk?
                  Bezczelnie podczepiłam się pod wątek Cathy, ale już pociągnę (Cathy,
                  sorki). Mój szef 20 min. temu został wezwany do prezesa. W samo
                  południe. Czuję, że ktoś kogoś odstrzeli.
                  • ivone7 Re: O rany, Julka 20.09.07, 12:47
                    no wlasnie...groza..wziela torebke i wyszla z biura...

                    a moze prezes delikatnie zwroci uwage..przeciez tak naprawde takie
                    chamstwo nie powinno byc bezkarne...
                    • julka1800 Re: Marieta... 20.09.07, 12:56
                      widze ze adrenalina idzie w goresmile napisz jaki bedzie final historii.

                      Co do mojej historii, rzeczywiscie kiedys pewna koperta wyladowala
                      na biurku pewnej dziewczyny, ale szczegoly wymyslilam z glowy. Byl
                      tez final tej historii oczyswiscie.
                  • cathy_bum Re: O rany, Julka 20.09.07, 17:41
                    marieta_makieta napisała:

                    > grozą powiało z Twojej historyjki. Czy to autentyk?
                    > Bezczelnie podczepiłam się pod wątek Cathy, ale już pociągnę
                    (Cathy,
                    > sorki). Mój szef 20 min. temu został wezwany do prezesa. W samo
                    > południe. Czuję, że ktoś kogoś odstrzeli.
                    Marieto, podczepiaj się ile wleziesmile
                    Dopiero dziś przeczytałam Twoją historię. I mój kiepski dzień moze
                    się schowaćsad Podziwiam za nieugiętą postawę. I też proszę - napisz,
                    jak to się skończyło.
                    • marieta_makieta A skończylo się tak: 24.09.07, 11:28
                      Szef wrocił od prezesa po jakiś 2 godz. i rzucił sie w wir pracy.
                      Już myślalam, że spotkanie u prezesa nie dotyczyło bluzgów na
                      pracownika, ale mój szef był tak grzeczny dla wszystkich, że aż
                      podejrzane to było. Jak tylko znalazlam wolną chwilę, poszłam do
                      sekretariatu prezesa pod byle pretekstem i rzuciłam sekretarce
                      uwagę, że prezes chyba wygłosił mojemu szefowi jakąś motywujacą
                      pogadankę, bo nagle się taki zapieprz zrobił, że coś strasznego.Ona
                      na to, że chyba nie, bo najpierw do prezesa weszła pani M(ta
                      opieprzona), a potem wściekły prezes kazał wezwać mojego buca. Gd
                      wyszli w końcu wzyscy, to buc wyglądał jak z wrzątku wyciągnięty(
                      he, he, musiał ochłonąć zanim dotarł do swojego gabinetu). O czym
                      dokładnie rozmawiali, sekretarka nie wiedziała. W piątek przez jakiś
                      czas trzymałam się dzielnie, bo "dyskrecja, będę ponad to, nie moja
                      sprawa" i takie tam brednie, ale w końcu zrzarła mnie ciekawość i
                      poszłam do źródła, tj. do Pani Opieprzonej. No i opowiedziala mi
                      wszystko. Tak z grubsza: poszła do prezesa i z detalami mu
                      opowiedziala, jak pan dyrektor odnosi się do pracowników,
                      zaznaczając, ze ma na to świadka. Prezes się wściekł i kazał wezwać
                      buca. A potem kazał tej babce przy bucu jeszcze raz wszystko
                      opowiedzieć. Buc zgłupiał, bo sam fakt, że ktoś poszedł na skargę
                      musiał go z równowagi wytrącić. Zaczął coś tam chrzanić, ze takie
                      oskarżenia to każdy może sobie rzucić (chyba ten drań myślał, że w
                      razie czego będę na jego korzyść kłamała). Prezes na niego huknął,
                      żeby mu głowy bzdurami nie zawracał, bo od dawna się w firmie mówi o
                      jego zachowaniu. I tak go w ten deseń opierdalał, rzucając słowa
                      typu mobbing, deptanie ludzkiej godności, pozew, odszkodowanie (ha,
                      ha), wizerunek firmy. Zrobił to co buc uwielbia robić: opieprzył go
                      przy innym pracowniku. Na końcu prezes odesłał mojego szefa jak
                      szczeniaka do gabinetu z poleceniem, by sobie "przemyślał swoje
                      zachowanie" i informacją, że dostanie upomnienie na piśmie, a jak
                      jeszcze raz się taka sytuacja powtórzy, to konsekwencje będą
                      znacznie gorsze.
                      A teraz refleksja optymistyczna: ach, są na tym świecie jeszcze
                      faceci z jajami (prezes), a pesymistyczna: skoro prezes wcześniej
                      już słyszał coś o bucu, to dlaczego nic nie zrobił? gdyby M nie
                      poszła na skargę, to szef-idiota męczyłby ludzi dalej.
                      Cathy, a z tą niezłomnością, to przyznam się szczerze, że
                      oczywiście, gdyby prezes kazal mi wszystko opowiedzieć, to
                      powiedziałabym prawdę oczywiście, ale w cichości serca cieszę się,
                      ze obyło się bez mojego udziału.
                      Życzę Tobie, Cathy i wszystkim (sobie też, sobie też), lepszego
                      nowego tygodnia.M
                      • julka1800 Re: A skończylo się tak: 24.09.07, 16:46
                        slowa uznania dla prezesa, a na pytanie dlaczego wczesniej nie
                        zrobil z tym porzadku, odpowiedz jest jedna: niektorzy szefowie tak
                        maja ze jak nie zakluje sie im prosto w oczy problemem to udaja ze
                        go nie ma.
          • luna67 Re: Coś chyba wisi w powietrzu. 19.09.07, 14:49
            marieta_makieta napisała:
            PO co komu asystentka, która murem za
            > szefem nie stoi.

            Madry Chef wie, ze jest zawsze sam (moze miec nawet 5 asystentek)smile
            (wiem o czym mowiewink)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka