Proces w kościele C.D.

10.12.07, 20:32
Dla wtajemniczonych:

Moi kochani, wątek się nie kończy. Sad bardzo się spręza i po
tygodniu od naszych przesluchan swiadkowie dostali wezwania na
przesluchanie a ja dekret w sprawie sporu...
Proponowany spór formułuje się następującym pytaniem:
"Czy zachodzi nieważność małżeństwa stron z tytułu braku rozeznania
po stronie powodowej co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich
lub niezdolności strony powodowej oraz/lub strony pozwanej do
podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich?"

On jest stroną powodową ja pozwaną. Mam wobec tego pytanie: nie
zgadzam się oczywiście ze stwierdzeniem iż byłam niezdolna do
podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich czy mam pisać odpowiedź na
to pismo czy może lepiej poczekać na rozmowę z biegłym sądowym,
która mam nadzieje, oczywiście pokaże że ze mną wszystko ok bo tak
jest.

Jeśli moglibyście bliżej wytłumaczyć również punkt z niezdolnością
do podjęcia obowiązków...co pod niego podchodzi itp to będę bardzo
wdzięczna..

Dziękuję za wszystko
Wiktoria
    • tricolour Jakoś dziwnie... 10.12.07, 20:51
      ... byłaś przesłuchiwana nie znając sprawy?
      • victoria_84 Re: Jakoś dziwnie... 10.12.07, 21:03
        najpierw otrzymałam pismo informujące o przyjęciu sprawy i o tym ze
        spor zostanie okreslony przed przesluchaniem stron...nastepnie
        dostalam pismo wzywajace na przesluchanie w ktorym napisano iz
        przedmiot sporu zostanie ustalony po przesluchaniu stron. Strony
        zostaly przesluchane i dostalismy sfromulowany spor.

        Byc moze dlatego iz w skardze powodowej tak naprawde nieokreslono o
        co powodowi chodzi dopiero moja wzajemna skarga postawila swiatlo na
        sprawe i sad mog okreslic co i jak..w jakiej sprawie bedzie sie
        toczyl spor
        • tricolour Pomijając sprawy formalne... 10.12.07, 21:08
          ... to ogólnie bedzie chodziło w takim procesie o zakres obowiązków
          przekazywanych i przyjmowanych. Czy się z tego wywiązywaliście, a jeżeli nie, to
          dlaczego i czy ta przyczyna była uprzednia (przed ślubem).
          • jestem-silna Re: Pomijając sprawy formalne... 10.12.07, 22:39
            tri.. gdzie Ty o tym wszystkim czytasz? przyznam, że nie rozumiem o
            czym piszesz??? ten język "kościelny" jakoś do mnie nie dociera...

            jesli mogłabym swoje pytanko wtrącić, to zastanawiam się, czy w moim
            przypadku, gdzie zamieszkałam ze swoim przyszłym mężem po miesiącu
            od poznania się a ślub był po roku, w między czasie ciąża, ale nie
            była ona powodem ślubu, czy to mieszkanie przed ślubem może być
            powodem do uznania nas wspólnie za winnych, niedojrzałych itp. ale
            unieważni ślub?

            dodam, że mój brat dostał unieważnienie 2 lata temu i żył w błogim
            przeświadczeniu, że może zawrzeć związek małżeński ponownie, ale
            nikt mu nie wyjaśnił, że skoro uznano ich oboje za winnych, to na tą
            chwilę nie mogą brać ślubu, dopiero po uzyskaniu pozwolenia...-po
            tym co napisał tri wyjaśniłam bratu sedno wyroku, możecie sobie
            wyobrazić zdziwienie...
            • tricolour Problem pierwszy... 10.12.07, 22:51
              ... to nie ma żadnego unieważniania. Dopóki w umyśle siedzi to
              mylące słowo, to niczego się nie rozumie i nie zrozumie - to
              najczęstszy błąd.

              Jest stwierdzemie nieważnosci. Wynika z tego, że nie jest istotne co
              było przed slubem, po ślubie itp (w pewnym sensie) - istotne jest
              czy w momencie ślubu zostały spełnione wymogi formalne.
    • der1974 Re: Proces w kościele C.D. 10.12.07, 23:25
      Nie bardzo rozumiem, jak można było nie być gotowym do podjęcia
      obowiązków małżeńskich kiedyś, a teraz już można być gotowym? Jaka
      to rewolucja się miała zdarzyć?
      Dla mnie unieważnianie małżeństwa to takie przekreślenie swoich
      decyzji, wyborów, emocji. Po porstu ucieczka od odpowiedzialności za
      to co się oświadczyło i czego nie umiałem wykonać.
      Kochałem żonę, zdecydowałem się na małżeństwo i muszę przyjąć
      odpowiedzialność za sprzeniewierzenie się swojemu przyrzeczeniu bez
      względu na przyczyny. Nie jest to miłe oczywiście. Ale nie bardzo
      wierzę, że wyrok sądu kościelnego ma tu coś zmienić. Ślubowałem że
      nie opuszczę, że będę wierny, że będę ją wspierał do śmierci. Nie
      dotrzymałem tej obietnicy. I nie zamierzam, bo się rozwiodłem i nie
      będę się interesował swoją żoną, której to gwarantowałem. I muszę z
      tym żyć, ze sobą i swoim sumieniem. Próba ucieczki od tych słów nic
      nie zmieni. Słowa nie dotrzymałem i nie dotrzymam.
      • victoria_84 Re: Proces w kościele C.D. 12.12.07, 22:25
        Owszem..zgadzam się z Tobą ale tylko w części. Gdybym ja była winna,
        gdybym to ja nie ślubowała szczerze itd to wzięłabym to wszystko na
        barki i żyłabym dalej bez żadnych procesów itp. Ale co jeśli ktoś
        Cię oszukał, ślubował okłamując by mieć jakieś korzyści, a w
        zasadzie nie byl gotowy do tego..nie podjął się roli męża a jesteś
        osobą silnie wierzącą pragnącą mieć pełną katolicką rodzinę,
        przyjmować sakramenty??
        • mindsailor Re: Proces w kościele C.D. 13.12.07, 07:20
          opisałaś dokładnie stanowisko mojego męża. i dlatego, chociaz dla
          mnie to farsa, zgodziłam się na proces
    • awahandziuk Re: Proces w kościele C.D. 17.12.07, 21:49
      A mnie się wydaje, że Kościół już powiedział "A", ale brak mu odwagi na
      powiedzenie "B". Po prostu w Kościele Katolickim na jego najwyższych szczeblach
      hierarchii toczy się spór o dopuszczenie instytucji rozwodu kościelnego. Stąd te
      dziwne pytania i ta cała filozofia mało zrozumiała dla przeciętnego wierzącego.A
      przecież Chrystus powiedział, niech wasze tak znaczy tak, a wasze nie znaczy nie
      (cytat z pamięci, a nie dosłow-
      ny.Jestem najgłębiej przekonana. że człowiek NIE MOŻE cierpieć w złym
      małżeństwie tylko dlatego,że jako bardzo młody człowiek ŻLE WYBRAł. To by
      oznaczało, że Bóg nie jest miłosierny.Człowiek ma prawo do błędu, bo nieomylny
      jest tylko Bóg. W religii prawosławnej są rozwody kościelne, a to jest religia,
      która w ciągu wieków nie zmieniała tak często dogmatów jak katolicyzm.
      • tricolour Masz rację... 17.12.07, 21:55
        ... i jak ktoś cierpi w małżeństwie, to może odejść i żyć sam.

        A to co innego od zmiany partnera. Jak nie ten, to tamten albo trzeci a
        wszystkim przysięgać, że do śmierci...
        • yoginka_pl Re: Masz rację... 18.12.07, 13:35
          ...coz za salomonowe rozwiązanie. Odejsc i cierpiec z powodu
          samotnosci.
          • tricolour Kto tak powiedział? 18.12.07, 18:02
            Można powtórnie sie ożenić i żyć długo i szczęśliwie, ale z piętnem grzechu.

            No - jaka decyzja, taka konsekwencja. Czasam się zwyczajnie nie da mieć
            wszystkiego...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja