Dodaj do ulubionych

wniósł pozew - jestem na dnie

22.01.08, 12:33

I stało się, płakałam, wyłam, teraz nie mogę się skupić na pracy.
Chce go zatrzymać dla dziecka (11 lat).
Chociaż każdą komórką swojego ciala czuję że on nie jest mnie wart,
że na mnie nie zasługuje. Dałam mu tyle miłości - on chcę bym
schowała swoje potrzeby i pragnienia pod dywan.
Wyłam i powiedział bym nie traciła nadzieji.
Że dzisiaj porozmawiamy, że może da mi szanse.
Boże co ja mam robić.
Czy moge sie nie zgodzić na rozwód - ja go kocham>


Obserwuj wątek
    • skwr2 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 12:37
      Zastanów się nad modelem związku, który pragniesz restaurować.
      Myślę, że jest baaardzo chybiony. Jeśli rozwód nie ma zostać
      zaledwie odroczony w czasie. OBOJE musicie stworzyć nową jakość -
      partnerstwo.
      • smuteczek_na_zawsze Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 12:43
        jaki model?
        Ze chce jego-ze kocham gdy jest czuly, ze jest cierpliwy i czuly dla
        dziecka.
        Powiedzial, ze moze dzisiaj porozmawiamy.
        Czy wiecie jak to boli - podawac mu obiad nie wiedzac milosci w jego
        oczach. jestem zalamana - boje sie wracac do domu.
        • cathy_bum Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 12:46
          Uzależniasz swoje szczęście tylko od miłości w jego oczach... Sama
          skazujesz się na rolę podnóżka dla Księcia Pana. Stawiasz się tym
          samym w roli zabawki, którą można wyrzucić jeśli się znudzi.
          Kochamy kogoś, bo jest dla nas partnerem, uzupełnieniem, wyzwaniem.
          A nie za to, że jest naszym wiernym cieniem.
          To pewnie dla Ciebie przykre... Ale sama przeszłam przez rozwód i
          wiem do czego są ludzie zdolni, by ocalić umierajacy związek.
    • cathy_bum Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 12:41
      Na rozwód możesz się nie zgodzić... Ale to tylko przedłuży sprawę, a
      nie zablokuje ją na zawsze.
      Czytałam Twoje posty na "Samodzielnej mamie". Rozumiem, że Ci
      ciężko. Ale nie odbudujesz związku czołgając się przed partnerem i
      błagając go o litość. Wymuszasz deklaracje miłości, które mogą być
      wyrazem pragnienia "świętego spokoju".
      Terapia rodzinna, o której pisałaś, jest niezłym pomysłem. Choć nie
      należy zakładać, że to cudowny sposób naprawienia związku. Bywa
      przykra i bolesna dla obu stron. Czasem pokazuje, że po prostu tych
      ludzi nic już nie łączy i nawet nie ma co odbudowywać.
      Zastanów się spokojnie, czy Ty chcesz naprawy tego związku.
      Bo "zatrzymywanie dla dziecka" to zbyt mało.
    • a.niech.to Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 12:42
      Lepiej dać się wypchać niż żyć w małżeństwie, gdzie nie ma końca
      jednostronnym wymaganiom. Można się bezskutecznie zachapać.
      Co takiego złego zrobiłaś, że doszło do ewentualnego ułaskawienia
      poprzez "ostatnią szansę"?
      • smuteczek_na_zawsze Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 12:49
        Bardzo zle sie czuje.
        dzwonilam do niego i pytalam - kochasz mnie - a on na to, że TAK.
        zapytal o ktorej dzisiaj koncze a ja faktem jest nic jeszcze nie
        zrobiłam - od rana ...
        Powiedzialam, ze znalazłam terapeute, a on taki troche
        podenerwowanay powiedzial "najpierw porozmawiajmy" jak wrocisz a ja
        nie wiem, juz nic nie weim.
        • ivone7 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 12:57
          witaj...wspolczuje Ci bardzo...
          ale potrzebujesz kubla zimnej wody na glowe...
          ja juz prawie wiem o czym Twoj maz bedzie z Toba chcial
          rozmawiac...wiec przygotuj sie na to...to nie bedzie rozmowa
          ostatniej szansy..to bedzie koniec...bo on Cie przestal kobieto
          szanowac..mowi kocham na odczep sie...Ty tego jeszcze nie widzisz,
          bo oczu nie podnioslas z pozycji unizonego slugi..
          on nie widzi w Tobie partnera..wiec po co mu terapia...
          musisz nabrac w sobie dystansu do calej sytuacji...przemysl to co tu
          wszyscy pisza...
          zycze powodzenia i duzo sily...beda Ci potrzebne...
          i jesli moge cos radzic..odloz rozmowe jak nabierzesz troszke tego
          dystansu..ulozysz sobie pewne sprawy w glowie...
          • a.niech.to Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:04
            Głos wolającego na puszczy!
            Wypada nam przywitać kolejną w naszym klubie.sad
            • smuteczek_na_zawsze Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:29
              Nie rozumiem, dlaczego ani jedna osoba - przecież jestście osobami
              doświadczonymi przez życie i wiecie, że nie jest możliwe rzucenie
              tak wszystkiego.
              rezygnacja.
              Dlaczego nikt nie powie -walcz o małżeństwo - czy to takie czasy
              nastały, że jak coś jest nei tak jak trzeba to trzeba to wyrzucić,
              stłamsić.
              Po co naprawiać, skoro może sie podniose i "coś " sie tafi...
              • cathy_bum Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:35
                Smuteczku, jesteśmy doświadczone przezżycie i dlatego to piszemy...
                Ja wiem, że w Twojej sytuacji marzy się, żeby ktoś
                powiedział "Jeszcze będzie super. Mnie się udało, Tobie też się
                uda". Ale tak prosto nie jest i bywalcy tego forum kłamać nie
                zamierzają.
                Ja nie twierdzę, że nie warto walczyć o swój związek. Warto, a
                czasem nawet się udaje coś naprawić. Ale pozycja żebrzącej o ochłap
                uwagi i uczucia daje Ci marne szanse na sukces. Można coś odbudować,
                kiedy się ma siłę przyjać też klęskę takiej próby. Kiedy nie walczy
                się ze strachu przed samotnością. Trzeba się podnieść tak czy tak.
                Obojętnie, czy dla ratowania związku, czy dla wyjścia z niego.
                • a.b1 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:40
                  niestey dołanczam się do tych głosów
                  dwie strony muszą chcieć ratować związek, ja w Twoich postach
                  wyczytuje histerie, brak planu i przemyśleń.
                  nie można swojego szczęścia/życia uzależniać od 2 człowieka.
                  chciałabym Ci napisać, że zanm kogoś komu się udało, niestety nikogo
                  takiego nie znam.
                  ja widze, wypalenie u Twojego męża a u Ciebie panike, nie widze
                  miłości o której piszesz, ale panike i lęk przd tym co czeka samotną
                  kobiete z dzieckiem
                  • cathy_bum Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:53
                    Ja akurat znam ludzi, którym się udało. Choćby na tym forum bywa
                    marietasmile
                    Ale wiem, że tak naprawa związku ma szanse tylko wtedy, kiedy obie
                    strony liczą się, że jeżeli próba się nie powiedzie, to od siebie
                    odejdą. Są gotowe żyć samodzielnie i układać sobie życie po swojemu.
                    Stają do odbudowy związku jako partnerzy, a nie petent i monarcha.

                    Tutaj widzę tylko kobietę błagającą "Nie odchodź". Gotową prosić na
                    klęczkach o dobre słowo, czy wyduszone zapewnienie miłości. Która
                    nie wyobraża sobie życia w pojedynkę, porzucenia przez partnera. Ja
                    te uczucia nawet rozumiem, sama wiele przeszłam. Ale wiem, że na
                    takiej podstawie nikt nie zbuduje porządnego związku.
                    Tak, bywa, że udaje się łzami i szantażem emocjonalnym zatrzymać na
                    chwilę partnera. Tylko to nie jest rozwiązanie problemu. Miałam
                    znajomą, która przebłagiwała kolejne kochanki męża. Klękała przed
                    nim, groziła Sądem Bożym, szantażowała dziećmi. W ich konflikt
                    wciągała rodziców, teściów i księdza proboszcza. Ale to nie
                    naprawiało ich związku. Tyle, że agonia trwała dłużej i byla
                    bardziej widowiskowa.
                    Z opisu autorki na innym forum wnioskuję, że jej pierwszy związek
                    też się rozpadł. Nie chce stracić tego partnera, którego ma....
                  • a.niech.to Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:55
                    a.b1 napisała:

                    > ja widze, wypalenie u Twojego męża a u Ciebie panike, nie widze
                    > miłości o której piszesz, ale panike i lęk przd tym co czeka
                    samotną
                    > kobiete z dzieckiem
                    W przypadku jej męża dostrzegam klasyczną postawę roszczeniową. Jemu
                    się należy..., a ona może w tym przeszkadzać. Wtedy się ją usunie
                    lub - co gorsza - obejdzie. Po drodze ustawi się na tyle przykre
                    znaki zakazów i nakazów, że w końcu rozwód sama zainteresowana uzna
                    za wybawienie. Wszystko to stanie się lekiem na "ja go kocham".
                    • a.b1 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 15:18
                      a zakazów i nakazów, że w końcu rozwód sama zainteresowana uzna
                      > za wybawienie. Wszystko to stanie się lekiem na "ja go kocham".
                      >
                      kurcze, współczuje, bo ten scenariusz jest najbardziej prawdopodobny
              • ajflaa Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:43
                jak jest cos nie tak, jak trzeba, to się naprawia - ale małżenstwo
                to dwie osoby, które muszą tego chcieć
                jeśli chce tylko jedna, to za mało
                rób jak czujesz... Wasze wspólne życie i tak jakoś się potoczy, w tę
                lub w przeciwną stronę

                aha, miłość to czasem pozwolenie tej drugiej osobie na odejście,
                jeśli tylko i wyłącznie tego chce
                zobaczysz po rozmowie, czego chce on

              • a.niech.to Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:49
                smuteczek_na_zawsze napisała:

                > Dlaczego nikt nie powie -walcz o małżeństwo - czy to takie czasy
                > nastały, że jak coś jest nei tak jak trzeba to trzeba to wyrzucić,
                > stłamsić.
                Opracuj strategię naprawczą z mężem, bo małżeństwo składa się z
                dwóch osób. W pojedynkę możesz co najwyżej popracować nad sobą.sad
              • ivone7 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 21:09
                szansa by byla...jesli bylibyscie dla siebie partnerami...zwiazek
                oparty na pozycji wladca-sluga...czyli na zaburzonych relacjach
                miedzy wami to wg marne szanse....
                najpierw naprawilabym te relacje...wtedy on traktowalby Ciebie..tak
                samo jak siebie...i pamietaj naprawa malzenstwa-to sprawa dwojga..w
                pojedynke nic nie naprawisz, chocbys umiala tanczyc na rzesach...nie
                da rady...
    • a.b1 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 13:33
      pozwól odejść, jesli wróci, znaczy, że kochał i kochac będzie...
      nikogo nie zatrzymasz na siłe...
      nie winikam w powody jego decyzji, chyba ze sama napiszesz
      • smuteczek_na_zawsze Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 14:01
        wiecie co - wczoraj jak zanosiłam się płaczem to myślałam głównie o
        dziecku.
        Ona tak sie przywiązała do Pawła, czesto mówi, że go kocha, uwielbia
        z nim przebywać, odrabiać lekcje, czytać...
        A teraz on po krótkiej zabawie w tate zostawia ja - wczoraj tak mu
        powiedziałam a on na to - że to go boli.
        I że dziewczynki bardzo muszkoda, ale nie jest matką Teresa i co
        wiecej, kwestia mieszkania - jest nasze wspolne.
        kupione w duzej części za moja namowa - na kredyt - 30 lat - teraz
        on mówi, że podział majątku owszem, ale jeżeli sąd zadecyduje - to
        on chce połowy wartości.
        A skąd ja mu wezmę... to jakies 130 tys - wiec - sąd bedzie kazal
        sprzedać czy co ?
        Od poprzedniego męża ja uciekłam bo mnie bil.
        A ten chce sie mnie pozbyć, jak psa.
        W głowie układam sobie scenariusze dzisiajszej rozmowy.
        • a.niech.to Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 14:10
          smuteczek_na_zawsze napisała:

          > Ona tak sie przywiązała do Pawła, czesto mówi, że go kocha,
          uwielbia
          > z nim przebywać, odrabiać lekcje, czytać...
          > A teraz on po krótkiej zabawie w tate zostawia ja - wczoraj tak mu
          > powiedziałam a on na to - że to go boli.
          Bycie rozwodnikiem nie wyklucza dobrego ojcostwa. Czy po rozwodach
          przestajemy być rodzicami? Niektórzy stają się nawet jakby bardziej
          w zapędach kompensacyjnych.
        • cathy_bum Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 14:13
          Brutalnie to zabrzmi... Ale on nie jest ojcem Twojej córki i nie
          musi jej brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. On chce się
          rozstać z Tobą. Bo to Wy tworzycie związek.
          Rozumiem, że Twoje dziecko cierpi. Już raz rozpadła mu się rodzina.
          I wiem, że Ciebie jako matkę to boli. Ale Twój partner ma prawo do
          swoich decyzji.
          Podział majątku - rzeczywiście ma prawo domagać się połowy wartości
          mieszkania. Rozumiem Twój lęk przed utratą dachu nad głową,
          kłopotami finansowymi. Wiele rozwódek/rozwodników przez to
          przechodzi.
          Pomyśl o terapii... dla siebie. Żebyś przestała przyjmowac
          postawę "tej gorszej" w związku. Masz na koncie złe doświadczenia z
          pierwszym mężem. Wobec drugiego też ustawiłaś się chyba w pozycji
          służebnej. To kiepskie rokowania na przyszłość - dla tego i dla
          każdego potencjalnego następnego związku.
    • a.b1 ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 15:32
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=74709332
      DZIEWCZYNO CO TY CHCESZ NAJLEPSZEGO ZROBIĆ!!!
      WARTO?!
      • panda_zielona Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 15:53
        Mnie też.Jestem w szoku.
        Smuteczku uwierz w siebie.Nie można tak się uzależniać od
        faceta.Żebranie o miłośc przynosi odwrotny skutek.
        • smuteczek_na_zawsze Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 16:07
          dzieki za slowa otuchy.
          umowilismy sie na spotkanie u terapeuty.
          Dzisiaj po mnie przyjedzie i wszystko bedzie ok.
      • cathy_bum Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 16:06
        Autodestrukcja to krzyk rozpaczy... Ale prowadzi donikąd. W
        desperacji człowiekowi różne myśli chodzą po głowie. Jednak
        samobójstwo przekreśla wszystko. Nic nie pozwoli już naprawić. A co
        Cię jeszcze w życiu czeka, tego nie wiesz. Rozejrzyj się choćby po
        tym forum. Mnóstwo ludzi po strasznych przejściach odnalazło spokój
        i szczęście dla siebie i dzieci. Nie koniecznie w nowym związku,
        choć i tak bywa.
        Decydowanie zaś o życiu dziecka to przejaw skrajnego egoizmu. Nie
        masz do tego prawa.
        • cathy_bum Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 16:08
          Jeżeli nie masz przy sobie kogoś bliskiego, kto Cię może teraz
          wesprzeć, to skorzystaj choćby z oferty telefonu zaufania. Ludzie,
          którzy tam pracują, pomogą Ci oswoić emocje i zapewne wskażą, gdzie
          szukać bardziej długofalowej pomocy.
          • smuteczek_na_zawsze Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 16:27
            napisalam do Ciebie na priv.
        • smuteczek_na_zawsze Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 16:09
          to krzyk rozpaczy - jestem za mądra na to by dla faceta sie zabijac,
          rano bylam po ciezkiej nocy. Pisalam by odreagowac.
          Dostalam kubel zimnej wody...
          Moze to i dobrze.
          • anbale Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 16:35
            Mam wrażenie, że z jednej strony jesteś ogromnie nieszczęśliwa, a z
            drugiej niesamowicie rozczulasz się nad sobą...sorry. Jesteś tak
            ogromnie "niedopieszczona", niedowartościowana, gotowa na wszystko,
            żeby utrzymać koło siebie kogoś, kto by Ci chociażby blady cień
            uczucia imitował, bo to jedynie zapewnia Ci jako/taką równowagę
            psychiczną...
            A to jest tak, że jedyna osoba, która Cię nie opuści aż do śmierci,
            to Ty sama- i tylko Ty możesz dać sobie szczęście, albo je sobie
            odebrać.
          • sbelatka Re: ZMROZIŁO MNIE 22.01.08, 16:38
            Smuteczku, nie wiem co sie stanie z twoim małzeństwem. Ja próbowalam
            naprawiac moje - ale poległam. Ale czasem sie to komus udaje. Nie
            bede Cie zniehcęcała do walki o swoje - bo sama musisz poczuc, ze to
            juz nie ma sensu albo dziekować Bogu, ze nie odpuscilas.
            W jednym z Twoich postow przeczytalam o pudeleczku na "smuteczki".
            Ładnie o tym piszesz - i o tym, ze smuteczki po jakims czasie
            mijają. I choc to co teraz przezywasz to raczej rozpacz niż
            smuteczek - minie tak samo.. I całe szczęscie.
            A dziecko? Nawet własne dzieci nie zatrzymuja ludzi przed
            odejściem...
            Powodzenia.
    • salemka1 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 20:10
      w sumie chciałabym napisać coś pocieszającego i podnoszącego na duchu...
      przyszło mi na myśl, że taka postawą, jaką prezentujesz, tym zatrzymywaniem na
      siłę, płaczem i błaganiem, żeby został, odstraszasz go od siebie. Jeśli on widzi
      coś takiego, to tym bardziej ucieka. Jeśli chciałabyś go odzyskać, to raczej
      najpierw odzyskaj samą siebie, stań na nogi i radź sobie bez niego. Zachowaj
      spokój i pozwól mu odejść. Ja nie mówię, że to jest recepta na to, że on
      zostanie. Ale może zadziałać. Na razie on ma pozycję Twojego "władcy", ty go
      błagasz, żeby został, ty go kochasz... a on chce odejść. Wie, że ma nad Tobą
      przewagę. Więc spróbuj wyrównac szale. Niech ten mąż zobaczy, że właśnie, że
      radzisz sobie bez niego. Co chcesz osiągnąć? Żeby został z litości? Żeby
      kochance powiedział ,że nie może cię zostawić, bo sobie nie poradzisz? Tego
      chcesz? Chcesz być dla niego służącą podającą obiad, piorącą skarpetki i
      czekającą na ochłap czułego gestu? Tak chcesz żyć za wszelką cenę?
      A zatrzymać go "dla dziecka"? Nie wymagaj od faceta, żeby został dla dziecka,
      tym bardziej, jeśli dziecko nie jest jego. Mężczyźni nie zostają nawet dla
      własnych. I z resztą bardzo dobrze. Czy chcesz, żeby ona taką Ciebie widziała?
      Usłuzną, potulną żonę, której mąż nie kocha?
      A na dodatek, jeśli masz taką postawę wobec niego, to jeszcze moze być
      scenariusz szantażu z jego strony... rób jak ja chcę, bo odejdę.
      A tamten wątek na forum psychologii... aż szkoda gadac. Bo jeśli jestes aż tak
      uzależniona od niego ,że mogłabyś zabić własne dziecko, to ja juz w ogóle pytań
      nie mam.
      • zielona_ropucha Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 20:27
        Hej Smuteczkusmile
        Piszesz bzdurysad
        Nigdy,przenigdy nie masz prawa do takiego myslenia ,szczególnie
        jeśli chodzi o Twoje dziecko. Ty też masz żyć,chocbyś musiała przez
        najbliższy czas czołgać sie z bólu...masz prawo do cierpienia i
        musisz dac sobie prawo do nadzieji na lepszy dzień,ja mam najgorsze
        za sobą,chociaz czasami na wspomnienie tego jak zostałam
        potraktowana rozlewam herbatkę ze szklankisad((Totalny dół
        minie,pózniej będzie dół,a później bedzie tylko depresja...dasz
        radę,jestem pewna.A na końcu zwyczajny,szary dzień. Tego Ci
        życzę,zwyczajności,na szaleństwa trzeba mieć siły.
        • zielona_ropucha Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 20:45
          nadziei,czy jakos tak...przepraszam za błedy.
      • a.niech.to Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 20:35
        salemka1 napisała:

        > jeśli jestes aż tak
        > uzależniona od niego ,że mogłabyś zabić własne dziecko, to ja juz
        w ogóle pytań
        > nie mam.
        Nosi ją, wiec wygaduje co ślina na język przyniesie. Nie
        traktowałabym jej wynurzeń w tej mierze powżnie.
        • salemka1 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 20:44
          a.niech.to napisała:

          > Nosi ją, wiec wygaduje co ślina na język przyniesie. Nie
          > traktowałabym jej wynurzeń w tej mierze powżnie.
          >
          Wiesz, nie wiem. Możliwe, że nie należy tego traktować poważnie. Wiem, że nie
          każda kobieta jest silna. Ale w najgorszej chwili nie wyobrażam sobie, żeby taka
          mysl przyszła mi do głowy. A skoro smuteczek ją napisała- tą myśl, znaczy
          przyszła jej do głowy...
        • cathy_bum Spokojnie:-) 22.01.08, 20:46
          Zgodzę się z a.niech.to, zwłaszcza, że smuteczek skontaktowała się
          ze mną na priva. Dziewczyna w emocjach chlapnęła wstrząsające
          rzeczy, ale tak naprawdę życie jej (a tym bardziej dziecka) miłe.smile

          Co nie zmienia sytuacji, że przed Nią trudny okres, bez względu na
          podjęte decyzje. Pozostaje trzymać kciuki...
          • salemka1 Re: Spokojnie:-) 22.01.08, 21:26
            ależ ja trzymam za Nią kciuki i życzę Jej jak najlepiej. Niemniej jednak
            podtrzymuję swoje zdanie ,że taką postawą faceta odstrasza jeszcze bardziej i
            absolutnie go nie odzyska.
            • cathy_bum Re: Spokojnie:-) 22.01.08, 22:58
              Napisałam swojego posta, żeby uspokoić osoby, które zaniepokoiły
              rozważania smuteczka o samobójstwie.
              Co do jej postawy i wpływu na dalszy rozwój sytuacji - zgadzam się z
              Tobą. Czemu zresztą dałam wyraz we wcześniejszych postach. Przy czym
              pamiętam jednak, że z naszej perspektywy (ludzi już po przejściach)
              ocenia się to wszystko bardziej trzeźwo. W rozpaczy człowiek chwyta
              się dziwacznych sposobów ratunku.
    • nangaparbat3 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 22.01.08, 21:33
      Smuteczku drogi, przede wszystkim chcę Cie mocno, mocno przytulić. Mogę?
      Ja tez wyłam z rozpaczy, kiedy maż powiedzial mi, ze chce odejść - i też z
      rozpaczy o dziecko. Wydawało mi się, ze dla dziecka bedzie to jakis koniec
      swiata, tragedia. Ona miała wtedy 7 lat.
      Przez połtora roku usiłowałam ratowac nasz zwiazek, potem sama poprosiłam, zeby
      sie wyprowadził. Po roku odważyłam się spyta corkę, czy sie na nas o to
      rozstanie nie gniewa.
      - Nie, gniewalam się, gdy sie klociliście, chcialam uciec z domu. Teraz jest o
      wiele lepiej - miala wtedy 9 lat.
      Nie mam pojecia, czy uda Ci sie uratować małżeństwo - gorąco Ci tego życzę.
      Ale gdyby sie nie udało - warto uratować resztki dobrych uczuć, ktore sa w Was
      obojgu - szacunku, zyczliwości, sympatii, wdzieczności za to, co było dobre.
      W rodzinie mego byłego meza jest pan, którego zona miała corkę z pierwszym
      mężem. Ten pan rozwiódł się z żoną, poslubił inną panią, ale z tamtą
      dziewczynką, mimo ze nie jest jego biologiczna corką, wciąż się spotyka, wciąz
      ma kontakt (ona jest juz dorosła i ma własne dzieci). Tak tez moze byc.
      • smuteczek_na_zawsze witam, dzień po... 23.01.08, 12:00
        Dzien dobry
        Ponieważ wiele osób poświęciło troche swojego czasu i napisalo do
        mnie pare słów czuję sie w obowiązku i może poprostu chce napisać
        Wam jak byłowczoraj.
        Usiedlismy jak wróciłam z pracy, nie mogłam udawać, nie chciąłam
        udawać twardej -miałam twarz zmęczoną nieprzespana nocą, i cięzkim
        dniem. Płakałam cicho, chcieliśmy rozmawiac - ja zaproponowałam by
        tylko o przyszłości, w sumie wypomniał mi sporo rzeczy, że czasmi
        miałam niewyparzony język, że to, czy tamto...
        w miedzyczasie pokazał mi swoje wezwanie do sądu wyslane 09.01.2008 -
        na przesłuchanie w charakterze strony w sprawie o rozwód. Mojego
        awizo mu na poczcie nie dali. I tu mam pytanko - On twierdzi, że
        zlożył pozew na początku stycznia - to takie szybkie terminy???
        A i drugie - "dlacxzego przesłuchanie???" Dlaczego nie sprawa
        odrazu, tylko przesłuchanie?
        Po co ? Zamiast sprawy tzw. pojednawczej ????
        I czy mam odebrać to wezwanie?
        Bo bylam smutna ale on w koncu po mojej prośbie by dał nam szanse -
        zgodził sie niby wycofać albo zawiesić pozew.
        Co jeszcze powiedział, że jego uczycie się wypaliło.
        Co jeszcze - pirwszy raz zobaczyłam w jego oczach lzy - znam, go od
        6 lat - nigdy nie plakal. a wczoraj tak.
        Powiedzial, że najchetniej poszedł by sobie przed siebie, że czuje
        sie źle. że tez go bolały moje niektóre mocne slowa. A mam dosc
        cięty jezyk.
        To tak w skrócie.
        Jeszcze raz dziekuje wszystkim.
        Ja chyba silna jednak jestem... czy nie?




        • ivone7 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 12:36
          hmm wiesz co mnie najbardziej dziwi? ze ten ciety jezyk dotad mu nie
          przeszkadzal....przeciez mogl powiedziec wczesniej, porozmawiac z
          toba..a tu od razu zakladac sprawe rozwodowa...mysle ze to tylko
          przykrywka...
          aaa i kiedy zlozyl ten pozew, ze 9,01 sad wyslal mu pismo z terminem
          pierwszej rozprawy...
          a ty zacznij byc silna...bo na razie chcesz sie sama oszukiwac i
          zeby ciebie oszukiwali....
        • panda_zielona Re: witam, dzień po... 23.01.08, 12:40
          Mam nadzieję,że siły Ci wystarczy,a dzisiejszy post jest jakiś
          optymistyczniejszy.
          Jednak Twój mąż chyba coś ściemnia.Niemożliwym jest,aby pozew
          złożony na początku stycznia tegoż roku miał już odzew na 9.01,
          Jakie przesłuchanie? Teraz rozwód można uzyskać na 1 sprawie,bez
          pojednawczej.Pozdrawiam i życzę Ci duuużo siły będzie potrzebna.
          • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 12:56
            Ivone, skąd wiesz, że do tej pory mu ten cięty język nie
            przeszkadzał? Może przeszkadzał tak bardzo, że miłość prysła?
            Nie wiem jak było tu, w tym przypadku, ale zdarza się dość często
            sytuacja gdy jeden z partnerów prosi, błaga, rozmawia, krzyczy o
            zmianę jakiegoś zachowania i dopiero rzucenie papierami rozwodowymi
            powoduje, że u drugiej osoby powstaje refleksja "a może to moja
            wina?"
            Smuteczku robisz sobie krzywdę. Przeczytałem ten wątek, watek na
            Psychologii czy gdzie tam i jestem przerażony. Przerażony bo w Tobie
            nie ma szacunku do siebie, tego co dajesz, do zycia, nie ma niczego
            co możesz dać bo albo oddałaś już wszystko mężowi albo nigdy nie
            miałaś tego co on chce.
            Twoja depresja tak wielka iż piszesz, że przyszło Ci do głowy
            zabicie dziecka to sygnał, że powinnaś udać się do terapeuty
            natychmiast, bez względu na to jak potoczą się losy Twojego
            małżeństwa.
            Jak się potoczą? Pewnie tak jak toczą sie losy wszystkich małżeństw
            gdzie nie ma równowagi, miłości a bycie razem oparte jest na litości
            i emocjonalnym szantażu i tylko na odpowiedzialności.
            Rozwód można przeżyć nawet jak w pierwszym momencie wydaje się, że
            jest to niemożliwe. I sam jestem tego przykładem. Bardzo skupiłaś
            się na bólu i na sobie, a jest ktoś kto cierpi bardziej niż Ty. I to
            nie z powodu utraty krótkoterminowego ojczyma, ale z powodu Twojego
            bólu. Wierz mi.
            • ivone7 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:11
              masz racje.....moglo mu to przeszkadzac....ale ona byla pisala o
              zaskoczeniu, jakie wywarla na niej inf.o rozwodzie...dlatego
              pomyslalam, ze to bylo tzw.idealne malzenstwo....
              i masz racje ze czasami rzucenie komus pozwem rozwodowym daje
              efekty...marieta trzymam kciuki...
              tylko cos mi sie w tym wszystkim nie podoba...bo jesli to byl jego
              ostatni krzyk rozpaczy, to chcialby pojsc na terapie, uzdrowic ten
              zwiazek...dlatego to wszystko brzmi w moim odczuciu falszywie...ale
              moge sie myslic...
              • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:29
                Mąż ma przed sobą zapłakaną kobietę, dziecko, pewnie krzyki i
                błagania, słowa o braku chęci do życia, jestem pewny, że o
                tabletkach informację dostał także.
                Co ma powiedzieć?
                Jeśli ma trochę serca, litości to reaguje własnie tak. Też odwleka,
                z nadzieją, że Smuteczkowi przejdzie.
                Ile kobiet daje szansę facetowi jak błaga, prosi, klęka, kupuje
                kwiaty, bo są dzieci, bo co powiedzą inni, bo rozwód to grzech?
                Dlatego zapytałem Smuteczka co chce osiągnąć nie odbieraniem awizo?
                Bo związku i małżeństwa nie tworzy się tak jak Ona to robi w tej
                chwili.
                • salemka1 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:45
                  dzimi_dzimi napisał:

                  > Mąż ma przed sobą zapłakaną kobietę, dziecko, pewnie krzyki i
                  > błagania, słowa o braku chęci do życia, jestem pewny, że o
                  > tabletkach informację dostał także.
                  > Co ma powiedzieć?

                  sama gdybym była w takiej sytuacji, czyli gdybym miała przed sobą
                  faceta takiego żałosnego i zapłakanego, to bym spierniczała jako
                  żywo....

                  > Jeśli ma trochę serca, litości to reaguje własnie tak. Też
                  odwleka,
                  > z nadzieją, że Smuteczkowi przejdzie.
                  > Ile kobiet daje szansę facetowi jak błaga, prosi, klęka, kupuje
                  > kwiaty, bo są dzieci, bo co powiedzą inni, bo rozwód to grzech?
                  > Dlatego zapytałem Smuteczka co chce osiągnąć nie odbieraniem
                  awizo?
                  > Bo związku i małżeństwa nie tworzy się tak jak Ona to robi w tej
                  > chwili.
                  Odwleka, tylko odwleka. Moe przeczekać, ale na pewno nie będzie z
                  tego małżeństwa.
                • ivone7 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 14:09
                  i dlatego traci mi to falszem....co staram sie uswiadomic
                  smuteczkowi...
                  ona musi nabrac dystansu do tego..popatrzec z boku na swoje
                  malzenstwo i na relacje z mezem..bo gdzies jest ta prawdziwa
                  przyczyna...
          • smuteczek_na_zawsze Re: witam, dzień po... 23.01.08, 12:59
            czytałam to - jest wyrażnie napisane "wezwanie na przesłuchanie w
            charakterze strony w sprawie o rozwod, Powod tongue_outan, Powódka: Ja.
            z orzeczeniem o winie.
            A może on chce mnie jeszcze wrobić w to że brzydko na niego
            mówiłam????
            No już nic nie rozumiem, zazdzwonilam byb gdzies do jakiegos sądu
            żeby się dowiedzieć o co chodzi.
            I czy mam odbierać to wezwanie???
            • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:00
              smuteczek_na_zawsze napisała:

              > I czy mam odbierać to wezwanie???

              A co chcesz osiagnąć tym jak nie odbierzesz?

              • salemka1 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:07
                dzimi_dzimi napisał:
                > A co chcesz osiagnąć tym jak nie odbierzesz?
                >

                A właśnie zapomniałam niżej dodać, nic nie osiągniesz, jak nie
                odbierzesz. Zdaje się, że sąd traktuje coś takiego jak urzędy. Czyli
                jeśli przeleży 14 dni na poczcie, to uważa się przesyłkę jako
                skutecznie doręczoną.
            • salemka1 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:06
              z tego wynika, że mąż wniósł o rozwód z orzekaniem o winie, takiego
              rozwodu nie dostaje się po 1 rozprawie, z tego, co mi wiadomo.
              Wątpię, żeby jako winę Twój mąż podniósł niewłaściwe odzywanie się
              do niego, musi mieć na myśli coś innego.
              Smuteczku ja Ci szczerze radzę- daj mu odejść, małżeństwo trwające z
              litości nie jest dobre. Zacznij siebie szanować.
              I jakoś czegoś mi w Twoich postach brakuje. Jakbyś nie wszystko
              pisała. Bo najpierw przedstawiłaś się jako bardzo mocno kochającą i
              oddaną i w ogóle, teraz już piszesz, że faktycznie masz niewyparzony
              język i bywało, że źle sie do niego odnosiłaś... może jeszcze były
              jakieś oznaki rozpadu małżeństwa?
              Nie bardzo też rozumiem... wcześniej nie wiedziałaś, że mąż ma
              zamiar wnieść pozew o rozwód? Nie powiedział? A nie było oznak tego?
              Tak z dnia na dzień poleciał do sądu i chce się rozwieść? Jakoś mi
              to nie pasuje.
              • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:19
                Musiały być symptomy tego, ze związek nie funkcjonuje jak należy,
                tylko albo Smuteczek ich nie zauważył, albo zlekceważył, albo nam o
                nich nie pisze.
                Zwłaszcza, że facet chce prania brudów a nie zniknąć po angielsku i
                świętego spokoju.
                Ale teraz nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem. Pogrążasz się w
                oczach męża i jakbym nie chciał napisać Ci iż tym coś osiągniesz to
                wiem, że jedynym efektem będzie pogarda. Sam w pierwszym szoku by
                zatrzymać swoją Żonę tak się zachowałem i widziałem, że tylko
                umacniło ją w niechęci do tego co jako soba reprezentowałem.
                Odpuściłem. Straciłem ją ale nie żywimy do siebie złych uczuć.
                Smuteczku ciagle pytasz co powinnaś zrobić.
                Po pierwsze opanuj się. Bardzo się opanuj jeśli nie ze względu na
                siebie to miej litość dla dziecka. Nie jesteś sama. Masz kim się
                zajać. Kimś słabszym kto potrzebuje Twojej opieki i kto cierpi
                patrząc na ten dramat. Opamiętaj się i wierz mi, ze naprawdę na
                świecie zdarzają się dużo gorsze nieszczęścia niż rozwód.
                I idź jak najszybciej do lekarza bo zbyt mocno pozwoliłaś sobie na
                rozchwianie emocji, zbyt wiele szkody robią i Tobie i dziecku.
                • salemka1 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:25
                  o bardzo Ci dziękuję, że uzupełniłeś moją wypowiedź wink
                  A tak serio, to zgadzam się z Dzimi w zupełności.
                • smuteczek_na_zawsze Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:33

                  jeżeli chodiz o mój niewyparzony język przytocze pare przykladów:
                  On-"ale dużo tluszczu w tym sosie, nie chce jeśc"
                  Ja: "to idz do mamusi"
                  To jest przyklad kłoótni.
                  Lub - po wyborach - fakt może przesadzilam, ale on to ciagle
                  wypomina - powuiedzialm, że jest nieodpowiedzialny bo glosowal na
                  tych czy tamtych - mamy zupelnie odmienne poglady - powiedzialm, ze
                  skoro popiera sie klamców i zdrajców sam sie jest takim.
                  To teraz główny powód jaki podaje to fakt, że nie pozwalma mu być
                  soba - że nawet zagłosowac nie może sam.
                  • salemka1 Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:40
                    słuchaj Smuteczku, jako nie wydaje mi się, żeby normalny, dorosły i
                    dojrzały facet rozwodził się z powodów takich, jak napisałaś. Musi
                    być coś innego. No, chyba, że nie jest normalny, ani dojrzały... ale
                    to wtedy go sobie odpuść.
                    Powiem Ci, że jeśliby mój mąż mi powiedział, że rozwiedzie się ze
                    mną, bo mu powiedzialam, że jak mu nie smakuje, to ma iść do baru,
                    to po prostu nieźle by mnie tym ubawił. I jeśli to ma być ten
                    niewyparzony język, to jakoś w to nie wierzę. Dalej czegoś mi tu
                    brakuje.
                    • smuteczek_na_zawsze Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:54
                      tak , to jest jego zdaniem moj ciety jezyk, że czasmi powiem " co
                      tak mamusia kazala"
                      bo w moim odczuciu jest mamisynkiem - wybaczcie ze zapytam, czy
                      zdrowy dorosly mezczyzna, zonaty dzowoni 2 -3 razy dziennie do mamy
                      na plotki ??? I tak sobie gadaja jakii to swiat jest okropny, jakie
                      meble, jaki rzad - koszmar.
                      I brat - tkory rowniez dzwoni ok 3 razy dziennie i za kazdym razem
                      rozmawija jakby sie miesiac nie slyszeli - poza tym - czy dwwaj
                      dorosli mezczyzni, nawet bracia musza za kazda rozowa telefioniczna
                      mowic "kocham Cie" ja tego nie rozumiem.
                      A i jetem zla, bo z mama jegio nie jestesmy przyjaciolkami, a ona by
                      tak chciala.
                      • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 14:07
                        I to jest problem prawdziwy, nie wiem czy jedyny. Twoja zazdrość o
                        rodzinę, chęć zaakceptowania jej i niechęć do asymilacji.
                        Tak, dorosły facet czasem plotkuje z mamą, a brat plotkuje z bratem,
                        dokładnie tak samo jak dwie kochające się siostry. I czasem mówią do
                        siebie nawet "kocham cię". Mój brat pomógł mi stanąć na nogi po
                        odejściu Żony. Nie zaakceptowałaś jego rodziny, jego poglądów
                        politycznych, byc może on odwdzięczył Ci się tym samym? Nie wiem.
                        Czujesz niechęć, uważasz, że jest maminsynkiem. Facet postanowił
                        odejść i nagle odkryłaś, że go kochasz i chcesz się zmienić. Na jak
                        długo? Na ile to szczere? Czy przestanie Ci przeszkadzać "kocham
                        Cię" do brata i plotki z mamą? A swoją drogą może plotkuje z mamą o
                        rządzie bo Ty na jego wybory patrzysz krzywo i nazywasz go zdrajcą?
                        Nie tak wyglądaja dyskusję , nawet jeśli ma się odmienne zdanie.
                        Myślę, że problemem jest ogólny brak szacunku i akceptacji. Na to mi
                        wygląda.
                        • panda_zielona Re: witam, dzień po... 23.01.08, 14:28
                          > Tak, dorosły facet czasem plotkuje z mamą, a brat plotkuje z
                          bratem,
                          > dokładnie tak samo jak dwie kochające się siostry. I czasem mówią
                          do
                          > siebie nawet "kocham cię".

                          3 razy dziennie?

                          Mam siostrę,kocham ją bardzo,ale dzwonię do niej najwyżej co dwa dni.
                          • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 14:36
                            No i to jest wyznacznik? A jakbym powiedział, że ja dzwonię po 5
                            razy dziennie to byłby wyznacznik? A jak zaraz ktoś napisze, że
                            dzwoni 4 razy? Można walczyć z miłością męża do rodziny. Efekt jest
                            niezadowalający dla Smuteczka. Zachowanie mężą też jest dla
                            Smuteczka niezadowalające.
                            Czyli pat.
                            Problemem moim zdaniem jest niechęć do rodziny i brak akceptacji,
                            brak szacunku i silna potrzeba zmiany partnera na swoją modłę. Nie
                            oszukujmy się jak się wiążemy z dorosłą osobą to wiążemy się też z
                            jej przyzwyczajeniami. Jeśli nam sie nie podobają a mimo to, się z
                            taką osoba wiążemy to bierzemy na klatę swoje frustracje z tego
                            powodu.
                            • panda_zielona Re: witam, dzień po... 23.01.08, 15:38
                              Masz rację ilość tel.nie jest wyznacznikiem,chociaż może być
                              wkurzająca.
                              • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 15:49
                                Może być wkurzająca. Ale stawiam 100:1, ze Smuteczek wiedział jak
                                bardzo mąż jest związany z rodzeństwem i mamą.
                                Poza tym, póki Smuteczek nie traci nie jest to nic złego.
                                Jak traci, wiedziała co bierze.
                                A słowa, że wkurzają, ją wyznania miłości do brata i że nie chce się
                                zaprzyjażnić z męża matką o czymś mogą świadczyć.
                                To, że nie umieja rozmawiac spokojnie i z szacunkiem chocby o
                                poglądach politycznych bo budzi to takie emocje iz Ona wyzywa męża
                                od zdrajców i kłamców, czy alergicznie reaguje na uwagi męża
                                pokazuje, że nie było dobrze.
                                Ale jak było naprawdę wie Smuteczek. Jak ochłonie to pewnie wiele
                                rzeczy stanie się dla niej jasne. Ale teraz priorytetem jest
                                poukładać swój świat i zadbać o siebie i dziecko a bicie w piersi
                                zostawić na potem. Zwłaszcza ze teraz taką skruchę mąż może odczytać
                                jako manipulację.

                                A i żeby nie było, mąż pewnie też miał coś za uszami.
                                smile
                  • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 13:51
                    Wiesz powiedzieć o kimś, że jest zdrajcą i kłamcą nie jest zbyt
                    madre jeśli od kogoś oczekuje się uczucia miłości .
                    Myślę, że masz problem z samodzielnością. I to jest rzecz nad którą
                    powinnaś się skupić. Nie nad bólem i tym czy powiedziałaś "idź do
                    mamy" czy tez nie. Masz dziecko. Masz więc obowiązek zapewnić mu jak
                    najlepsze warunki do życia i pod względem materialnym i
                    emocjonalnym. Skup się na tym, to da ci duzo więcej pożytku, a przy
                    okazji dziecku i być może Waszemu związkowi.
            • panda_zielona Re: witam, dzień po... 23.01.08, 14:37
              Wezwanie powinnaś odebrać,mało tego powinnaś dostać kopię pozwu,aby
              móc się do niego ustosunkować.Przecież nawet nie wiesz dlaczego mąż
              chce orzeczenia Twojej winy.
              • a.b1 nie moja sprawa, ale... 23.01.08, 15:09
                1) statystycznie w Polsce tylko w 20% pozwy wnoszą mężczyźni i to
                zazwyczaj dlatego, że juz dłuzej nie mogli wytrzymać w chorym
                układzie, albo kochanka jest w ciąży.
                2) Jeśli kochanka w ciąży, to raczej orzekanie winy żony nie jest
                brane pod uwagę, a zainteresowany daje na msze jak, ta jego wina nie
                wyjdzie na jaw!!!
                3) jeśli facet wnosi o rozwód z orzeczeniem winy żony, to musi mieć
                dość mocne argumenty w ręce.
                I teraz uwaga:
                ciągłe utyskiwanie na rodzine, brak akceptacji tej rodziny, jest
                jednym z takich argumentów.
                Jak juz napisałam, nie moja sprawa, ale zawyczaj ludzie chcą się
                rozwodzić bez orzekania winy. Jesli jednak jeden z małżonków
                wnioskuje o to orzeczenie, to ktoś tu komuś musiał mocno zaleźć za
                skóre...
              • lilyrush Re: witam, dzień po... 23.01.08, 15:14
                zaraz zaraz...na moim wezwaniu był mniej wiecej taki sam teks poza
                tym, że w sprawie o separację. Wnioske skłądałam ja na zgodny
                wnioske stron. Weic skąd od razu wiecie czy to jest pozew z
                orzekaniem o winie?
                Co do zaskoczenia decyzja-smuteczek zachowuje sie podobnie jak moj
                eks przez pierwszy tydzein, po tym, jak powieidzałam ze to juz
                koniec. Nagle oświecony, chciał stawać an uszach i wszytko naprawic
                i ciągle łaził załosnie powtarzajac jak mnie kocha. Tylko co ciekawe
                niektórych rzeczy nie słyszał przez 4 lata. Nawet poweidzenie mu, że
                ywjzedzam na tydzien bo musze ochłanac i nie moge z nim rozmawiac
                nie dało mu do myslenia- wyjechałam, wróciłam a on uznał ze jest
                ok...
                Smuteczek przede wszytkim musi sie uspokoic i isc po pomoc do
                specjalisty
                • dzimi_dzimi Re: witam, dzień po... 23.01.08, 15:42
                  Autor: smuteczek_na_zawsze 23.01.08, 12:59
                  czytałam to - jest wyrażnie napisane "wezwanie na przesłuchanie w
                  charakterze strony w sprawie o rozwod, Powod tongue_outan, Powódka: Ja.
                  z orzeczeniem o winie."

                  A stąd wiem, że z orzeczeniem o winie.
                  smile
                  • smuteczek_na_zawsze DZIEŃ NASTEPNY... 24.01.08, 13:34
                    Pomieszania rozumy dostanę, jeżeli juz nie mam. Przedwczoraj
                    powiedział, bo to mu na nim wymusiłam, że spróbujemy, gdy zapytałam
                    czy wycofa pozew, poweidzial że tak.
                    Ale to dopiero jak na niego nalegałam. Nie potrafie wziąść sie w
                    garść, bo patrząc na niego czuję jakąś złość, że tak zrobił za moimi
                    plecami.
                    Wczoraj leżeliśmy i pzrytoczę fragment rozmowy:
                    Ja: wiec prosze powiedz, co zdecydowałeś, czy dasz nam szanse?
                    ON: No przestań już, przecież powiedziałem, że tak.
                    Ja: ale powiedziales tak, zebym sie odczepila czy dlatego, że tak
                    czujesz.
                    ON: przestań
                    Ja: wiec - pójdziesz na ta sprawę?
                    ON: No tak - przecież trzeba.
                    Ja: No nie trzeba bo jakbys wycofał to nie musisz pójść.
                    ON : No ale ja nei widze sensu, chce rozwodu
                    Ja : (placz) ale przeciez wczoraj obeicałes..... że dasz nam szanse.
                    On: no to jak pwoiedziałem to chyba tak nie ? (juz ze zloscia)
                    Ja: Ale sam jak czujesz - chcesz rozwodu ....

                    I TAK W KÓŁKO
                    teraz jak na to patrze to jestem kompletna idiotka, Boże,ale taka
                    też cxhce być kochana ...
                    i co ja robie...
                    A jeszcze wczoraj poszlismy na spacer i on mowi, wez dowod -
                    odbierzesz wezwanie.
                    Wiec ja na to, ze nie chce widziec tegio, bo to dla mnie przykre.
                    Wieczorem - w pewnym momencie powiedzialam - daj mi to awizo - a on
                    na to -"to jednak juz nie chcesz walczyc o mnie - "JESTES GLUPIA"

                    • green_land Re: DZIEŃ NASTEPNY... 25.01.08, 16:35
                      Typowe dla wielu facetówuncertain
                      Napiszę, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji - przestałabym żebrać.
                      Powiedziałabym twardo - albo dochodzimy do porozumienia i próbujemy
                      dać sobie szansę, albo pakujesz się i wyprowadzasz, w tej chwili.
                      Wiesz, może on jest rozdrażniony Twoim wiecznym dopytywaniem, typowo
                      kobiecym roztrząsaniem? Może sam w gruncie rzeczy nie wie, czego
                      chce? Może chciałby zostać, ale Twoje zadręczanie go /bo tak to może
                      z jego punktu widzenia wyglądać/ pytaniami sprawia, że wciąż się
                      waha?
                      Mimo wszystko czuje, że ma nad Tobą władzę - to on jest tym, od
                      którego wszystko zalezy, który ma w swoich rękach Waszą wspólną
                      przyszłość. I tak trochę sobie z Tobą pogrywa...

                      Mimo wszystko wydaje mi się, że on jednak nie bardzo ma ochotę na
                      rozwód.
                      Musicie poważnie porozmawiać. Umówcie się że będą to
                      rzeczowe "zarzuty", szczera rozmowa, bez wyzwisk i oskarżeń. Że
                      będziecie się starali wspólnie znaleźc rozwiązanie. Niech powie, co
                      mu w Tobie nie pasuje, co go denerwuje, czego nie nawidzi. A Ty,
                      słysząc te "zarzuty" nie mów od razu: Nie prawda!, tylko w spokoju
                      wysłuchaj. Spróbuj poczuć się jak adwokat swojego klienta, a nie jak
                      sam klient.
                      A potem z drugiej strony - powiedz, co Ciebie w nim denerwuje, czego
                      w nim nienawidzisz i nie potrafisz zaakceptować.
                    • salemka1 Re: DZIEŃ NASTEPNY... 25.01.08, 17:50
                      ja już właściwie nie wiem, co Ci napisać. Kilka osób tu, w tym ja, pisało Ci,
                      żebyś wzięła sie w garść i opanowała. Chcesz go zatrzymać, czy odstraszyć? Jeśli
                      odstraszyć, to właśnie rób tak, jak do tej pory... Czy Ty nic nie rozumiesz? Nie
                      dociera do Ciebie, że jak w ten sposób bedziesz żebrać, jęczeć i płakać, to on
                      po prostu od Ciebie ucieknie??? Nie wypytuj, idź odbierz to wezwanie i każ mu
                      się porządnie zdecydować. Jeśli chce być razem, to niech wycofa pozew, jak nie
                      chce, to wyjazd z mieszkania i to w trybie natychmiastowym. I już. Bez jęków i
                      ryków, bo ja też na jego miejscu bym nie zdzierżyła.
                      • a.niech.to Re: DZIEŃ NASTEPNY... 25.01.08, 19:29
                        Odkad błąkam się po necie niezmiennie fascynują mnie nicki. Autorce
                        wątku radziłabym się zastanowić nad własnym. Jak dla mnie niesie o
                        niej istotną informację. To tylko intuicja, a więc nie drążę tematu.
                    • cathy_bum Re: DZIEŃ NASTEPNY... 28.01.08, 19:56
                      Smuteczku, dopiero dziś na forum przysiadam.
                      Ze smutkiem stwierdzam, że chyba sobie pętlę na własną szyję
                      kręcisz. Prosisz go, błagasz. Uzyskujesz, mniej lub bardziej
                      wymuszone, zapewnienia, że mąż z Tobą zostanie. Dalej drążysz, aż do
                      obrzydzenia. Jak Ty byś się poczuła na jego miejscu? Bo we mnie
                      niechybnie narosłaby chęć ucieczkisad
                      Być może Twój mąż jest maminsynkiem. Być może. Ale dokuczanie mu
                      zbyt silnymi związkami z rodziną przy każdej okazji wcale tej
                      relacji nie osłabi. Raczej wręcz przeciwnie. Będzie jeszcze silniej
                      ciążył ku tym, którzy akceptują go bezwarunkowo - rodzinie.
                      Nie chce jeść sosu? Niech nie je. Albo sam ugotuje. Ale po co od
                      razu wytykanie przywiązania do maminej kuchni? W ten sposób tylko
                      pogłębiasz rozdźwięk między Wami.
                      Nie widzę nic złego w częstych kontaktach partnera z rodziną. Bo to
                      rodzina właśnie. Mama, kuzyn, brat czy siostra nie stanowią dla mnie
                      konkurencji. Mają swoje miejsce w jego życiu. Tak jak ja mam swoje.
                      Oczywiście bywają, dość często nawet, patologie. Ale tu też docinki
                      nie są dobrą drogą.
                      Dokuczanie wywołuje w ludziach chęć przekory. Im bardziej Ty
                      wytykasz mu pogaduszki z bratem czy nieodciętą pępowinę, tym
                      bardziej on odsuwa się od Ciebie, a zwraca ku nim. To dotyczy
                      zresztą każdej sfery - wyborów politycznych, gustów literackich.
                      Gdyby ktoś zarzucił mi autorytatywnie, że gustuję w szmirze i
                      głosuję na zdrajców narodu... Na tym pewnie zakończyłaby się wszelka
                      dyskusja. A przecież bardzo lubię spierać się, dyskutować. Ale nie
                      na poziomie kategorycznych stwierdzeń przeciwnika.
    • marcin-z-lasu Re: wniósł pozew - jestem na dnie 24.01.08, 13:36
      smuteczek_na_zawsze napisała:
      > I stało się, płakałam, wyłam, teraz nie mogę się skupić na pracy.
      Nie warto było.

      smuteczek_na_zawsze napisała:
      > Chce go zatrzymać dla dziecka (11 lat).
      Po co, szkoda i Ciebie i dziecka?

      smuteczek_na_zawsze napisała:
      > Chociaż każdą komórką swojego ciala czuję że on nie jest mnie wart,
      > że na mnie nie zasługuje. Dałam mu tyle miłości - on chcę bym
      > schowała swoje potrzeby i pragnienia pod dywan.
      Tej myśli się trzymaj, Twoje szczęście ma być na pierwszym miejscu. Dałaś, a co dostałaś w zamian? Bilans musi być.

      smuteczek_na_zawsze napisała:
      > Wyłam i powiedział bym nie traciła nadzieji.
      > Że dzisiaj porozmawiamy, że może da mi szanse.
      Czyli zabawa trwa, orkiestra gra. Ile jeszcze tej agonii?

      smuteczek_na_zawsze napisała:
      > Boże co ja mam robić.
      Zrobić coś dla siebie, uwolnić się, a do tego konieczne jest przeprowadzenie rozwodu. Im szybciej, tym lepiej dla Ciebie.
    • otara Re: wniósł pozew - jestem na dnie 26.01.08, 21:51
      hmm.. dziewczyno ty najpierw troche ochłoń. skoro facet chce
      rozwodu , złożył pozew to znaczy że nie chce być z toba. nie
      zasłaniaj się dzieckiem-piszesz że chcesz go na zatrzymać dla
      dziecka- przecież to jakaś bzdura. on rozwodzi się z tobą , nie z
      dzieckiem.zmieni się tylko to że z jego matką nie będzie mieszkał
      pod jednym dachem. poza tym to że ty sięnie zgodzisz na rozwód-
      nioczego nie zmieni. tylko przedłuży proces.i co ? chcesz na siłę
      zatrzymywać faceta który cię nie kocha ??? coś u was musiało być nie
      tak , i to od dłuzszego czasu skoro on zdecydował się na rozwód.
      wiem że ci ciężko , większośc z nas to rozumie bo sami przez to
      przechodziliśmy. ale zacznij logicznie mysleć. bo skomlając i
      błagając o pozostanie z tobą tylko jeszcze bardziej cię pogrąża.
    • scriptus Re: wniósł pozew - jestem na dnie 27.01.08, 18:10
      Smuteczku, trzymaj się... przytulam wirtualnie.
      Ja też chciałem utrzymać małżeństwo za wszelką cenę, dla dzieci. Nie udało się.
      Mam pozew rozwodowy.
      Już podchodziłem do sprawy na chłodno, czytałem to forum właściwie szukając
      kogoś podobnego do siebie. Dziś znowu wszedłem na to forum, czytam przez łzy i
      szukam kogoś, kto zna się trochę na prawie. Dera już tu od kilku dni nie ma, a
      tak by mi się przydała teraz jego mądra rada.
      Czy warto było próbować?? cały czas jestem przekonany, że tak, chociaż
      przegrałem. Kto nie gra, nie wygra, choć potwierdziło sie zdanie Tri, że to
      tylko strata czasu.
      Nie wiem jeszcze, co robić dalej. Nie boję sie przyszłości, ja sobie rady dam,
      ale znowu tak boli i jest tak smutno.
      • ivone7 Re: wniósł pozew - jestem na dnie 27.01.08, 18:28
        scriptusku...tak mi przykro...wspolczuje....
      • to.ja.kas Scriptus 27.01.08, 23:42
        Dera znajdziesz na forum "Po przejsciach".
        Przepraszam za reklame, ale czytam juz w drugim poście, ze go
        szukasz.
        Scri tak mi przykro. Odkad Cie pierwszy raz przeczytałam, jestes dla
        mnie synonimem cudownego ojca i odpowiedzialnego meza. Pozdrawiam
        Cie serdecznie. Odzywaj sie, chocby na maila. I jesli moge w
        czymkolwiek pomoc , chocby wysłuchac wirtualnie odezwij sie na maila.
        • scriptus Re: Scriptus 28.01.08, 10:31
          Dzięki
          • sylwiamich Re: Scriptus 28.01.08, 11:00
            Ja czasami nie rozumiem nic z tego co tu jest pisane.
            Bo to co mi się wydaje jest tak głupie że aż wstyd pisać.
            A wydaje mi się że smuteczku nie bardzo kochasz swojego
            męża.Prowadzisz chyba jakąś grę...teraz razem prowadzicie.Wasze
            relacje pełne są złości.Nie odpowiada Ci jego rodzina i układy tam
            panujące.Nie szanujesz jego wyborów.Chcesz zostać z nim dla nie jego
            dziecka.To kim on dla Ciebie jest?I po co Ci on?
            On nie bardzo wie jak Cię ukarać za to jeżdżenie po sobie.Przypomina
            mi się wątek " jak uspokoić rozszalałą kobietę".Karze pozwem.I
            patrzy jak się miotasz...pewnie z satysfakcją.Tracąc szacunek do
            niedawnego agresora.Po co wy ze sobą jesteście?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka