Dodaj do ulubionych

jutro moj mecz

21.02.08, 23:13
Dziekuje Wam za cieple przyjecie w poprzednim watku. Odzyskalam juz
nieco rownowage psychiczna po moich odkryciach.
Konkubent moj tchorz i kretacz nagle zmienil sie w rozszalalego z
rozpaczy buhaja, zrozumial ze jego wystepek konczy faktycznie to co
bylo miedzy nami. Zaczal walczyc z podziwu godna determinacja.
Obserwuje to z mile polechtanym ego, sek w tym, ze zlosc i korniki
wiedzy ktore mnie draza nie pozwalaja mi zyczliwie na te jego
starania patrzec.
Blagal moja mame o pomoc, mnie blaga o zwrot i szanse, jutro mamy
rozmawiac.
Chcialam Was prosic o sugestie, jak mam z nim rozmawiac. Caly czas
sie przygotowuje, chce byc spokojna i opanowana ( chyba
najtrudniejsza opcja), chce mu zimno wyartykulowac jak dalece
niewarte funta klakow bzykanko rozwalilo nasze zycie i zadac mu
sakramentalne pytanie "CZY BYLO WARTO?" .
Nie chce dawac mu szansy, poniewaz sama nie wiem co czuje.
Chcialabym go przeleciec i wyrzucic z lozka jak smiecia, ale nie
zrobie tego napewno. Nie dam sie tez za przeproszeniem puknac na
zgode, nie chce zeby temat skonczyl sie na jednej rozmowie i zeby
pozniej bylo juz swietnie.
Niestety nie ufam mu i zamierzam mu to powiedziec. Ze nic juz nie
bedzie takie samo, ze owszem mamy dziecko o ktore oczekuje dbalosci
z jego strony, ale dla dziecka nie zdecyduje sie na zycie z nim, bo
nie interesuja mnie trojkaty. Problem jest zreszta glebszy, bo musze
mu uswiadomic ze nawet jesli jest to pierwsza podrywka za naszych
czasow to niestety tak sie sklada ze znam opowiesci o jego dawnym
zyciu i wiem ze jest w tej sprawie recydywistasad i ze marne szanse
na to zeby sie zmienil. Wiec w zasadzie - przed nami w najlepszym
wypadku kolezenstwo. Przypuszczam ze moze dostac zawalu, bo nie
spodziewa sie takiej odpowiedzi. Zreszta moze za bardzo tu wywijam
szabelka, moze wcale tak nie bedzie, moj problem polega na tym, ze
sama do konca nie wiem co czuje. Chcialabym zeby go bolalo, zeby
czul to co ja.
Chce mu opowiedziec, poprosic zeby sobie wyobrazl dokladnie jak ktos
inny dotyka mnie, jak sie smieje z innym facetem, caaluje, a
nastepnie kocham. I chce go zapytac co czuje kiedy to widzi oczyma
wyobrazni. Chce mu USWIADOMIC ze ja czuje to zdecydowanie silniej,
poniewaz ja mam potwierdzenie ze on wlasnie to robil z kims innym. I
ze jestem tak samo piekielnie zazdrosna i zraniona.
To dobry tok? Nie chce konkretnych ustalen na przyszlosc, na razie
chce zeby po prost przyznal sie do winy, bo bez tego nie ruszymy
dalej. Decyzje to sprawa przyszlosci.
I jeszcze jedno - co mam zrobic z faktem, ze kocham go i nienawidze
jednoczesnie?
Straszne to wszystko....
Pozdrawiam Was i prosze o uwagi, krytyka mile widziana


Obserwuj wątek
    • tricolour Przede wszytskim nic nie musisz mówić... 21.02.08, 23:25
      ... możesz sobie siedzieć i machać nóżką. Skoro facet całą inicjatywę włożył w
      rozwalnie związku, to teraz równie wielką inicjatywą ma włożyć w budowę. Jak? A
      co Cię to obchodzi - to ona ma wiedzieć jak zdobyć zraniona kobietę - jeżeli to
      w ogóle możliwe.

      Każ mu zrobić badania na HIV i inne świństwa, wydaj ręczniki do osobistego
      używania i ręcznego prania z dala od Twoich rzeczy (to wcale nie przesada - może
      zaraził sie jakimś syfem). Żadnego wspólnego spania, całowania dopóki nie
      zobaczysz HIV(-).

      Nie zadawaj pytania, "czy było warto" bo to temat rzeka i facet utopi Cie w
      opowieści - a on nie ma gadać tylko działać. Masz byc twarda, bo każde inne
      zachowanie da mu sygnał, że za tydzień będziesz wierną żoneczką...
      • danagr Re: Przede wszytskim nic nie musisz mówić... 21.02.08, 23:37
        bardzo trafna i rzeczowa odpowiedz. Przychylam sie w 100%.
      • phokara Re: Przede wszytskim nic nie musisz mówić... 21.02.08, 23:41
        Zgadzam się.
        Utopisz się sama w tym gadaniu - to silniejsze od wszystkiego -
        kobiety jest łatwo nabrać na bełkot, a już kobiety w emocjach, to w
        ogóle pikuś.
        Ja to bym w ogóle oznajmiła krótko i w temacie, że potrzebuję czasu
        i JA się musze zastanowić, czy chcę dalej tego związku i w jakiej
        formie. A on ma się wykazać postawą - czy ta postawa mi bedzie
        pasowała do MOJEJ wizji, to się zobaczy. Mówiąc wprost: w tym
        momencie kazałabym mu spadać. Niech idzie w cholerę, żebyś mogła
        ochłonąć. I niech się troche pozastanawia, jak ma teraz wszystko
        poodkręcać. Serio to piszę, bo jakikolwiek objaw słabości z Twojej
        strony, to będzie porażka. Czasu przyszłego. A jesteś teraz słaba,
        jak cholera, nawet jeśli wydaje Ci się, że jest inaczej.
        • sadaga Re: Przede wszytskim nic nie musisz mówić... 21.02.08, 23:49
          zgadzam się.
          • sadaga Re: Przede wszytskim nic nie musisz mówić... 21.02.08, 23:51
            za szybko enter.... mialam na myśli ze zgadzam sie z przedmówcami.
            nie znaczy to ze masz go upokarzać. po prostu niech on przejmie
            inicjatywę, zawalczy o Ciebie. jeżeli naprawdę mu zależy będzie sie
            starał jak nigdy dotąd...
            • zupka.vifon a co z recydywa? 22.02.08, 00:23
              Bo w zasadzie zgoda na nawet PATRZENIE w POTENCJALNA wspolna przyszosc
              oznacza perspektywiczna zgode na recydywe...
              Tymbardziej ze nie minelo jeszcze 3 lata naszego zwiazku, ze jak mnie
              poznal to oszalal na moim punkcie, ze to bylo takie BIG LOVE ze
              wszyscy az sie odwracali. I teraz nagle taki numer, wiec zakladam ze
              skoro jestem jeszcze atrakcyjna a zwiazek mlody i on strzela cos
              takiego to co bedzie za ewentualne 10 lat? 70 powtorek z rozrywki?
              Jak o tym rozmawiac?
      • zupka.vifon Re: Przede wszytskim nic nie musisz mówić... 22.02.08, 00:24
        machac nozka bede z pewnosciawink
        Dziekuje, to synteza Tricolour. Dziekuje , dziekuje i bardzo sie
        postaram.
        Trzymajcie kciuki jak bede miala swobodny dostep do kompa - opowiem
        Wam jak mi poszlo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka