nangaparbat3
02.03.08, 23:36
Bo:
odwoziłam przed chwilą autko na parking, a tam, jakieś 200 metrów od mego
domu, pod wiaduktem, pod którym przejeżdżam kilka razy dziennie, wypadek.
jakieś niskie instynkty wzieły górę, i podjechałam popatrzeć. Byłam
przygotowana na rozwalony samochód, ale to co zobaczyłam poraziło mnie - tym
razem to okropne słowo jest jak najbardziej na miejscu. Wbite w mur wiaduktu
jaskrawożołte szczątki czegoś, co jeszcze z lekka przypominało auto. I tylko
jedno auto - wygladało to tak, jakby samochód obijał sie o ściany wiaduktu raz
z jednej, raz z drugiej strony.
Nie wiem, co z kierowcą, cuda się zdarzają.
Pomyślałam, ze mogłam tamtędy przejeżdżać, gdybym na przykład nie pomylila
godziny dzisiejszego basenu byłoby to bardzo prawdopodobne. I że - jak zawsze
myślę w takich sytuacjach - nieustannie zajmujemy sie pierdołami, a to
przecież w jakiejś Ewangelii chyba było, ze nasze zycie zawieszone na włosku -
Wciąż sie martwimy, często nawet rozpaczamy, że to czy tamto - a tak naprawdę
to powinnismy co wieczór dziekować, ze przeżylismy dzień.