Dodaj do ulubionych

ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...?

07.03.08, 08:48
Najpierw ojciec alkoholik, który lał moja Mame, potem ojczym
wojskowy, który najpierw lał mnie, a potem i moja Mamę. 3 tygodnie
temu mój mąż zakomunikoał mi koniec naszego małżeństwa (cios w samo
serce). Od kilku dni wyprowadza sie "na raty" - co jest dołujące i
bolesne. A przedwczoraj... jak juz myslałam, że chyba sięgnęłam dna
i juz nic więcej złego zdarzyć sie nie może... okazało sie, że
samoistnie poroniłam 8-tygodniowa ciążę pozamaciczną, o której nie
miała pojęcia (a staralismy sie z mężem o dziecko od póltora roku,
jeździlismy po klinikach, itp. A tu nagle, ni z tego, ni z
owego "udało się"...). Boże, co jeszcze mnie spotka...? ja naprawde
juz więcej nie dam rady znieść... Ja nie jestem złym człowiekiem,
więc dlaczego mnie to wszystko spotyka...? sad Jestem załama,
zrozpaczona, zdruzgtana, samotna, nieszczęśliwa i taka... pusta sad
Nie dam rady dłużej życ, po prostu nie dam rady... To wszystko jest
ponad moje siły...
Obserwuj wątek
    • a.niech.to Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 09:11
      bolutiebolutie napisała:

      > Boże, co jeszcze mnie spotka...? ja naprawde
      > juz więcej nie dam rady znieść... Ja nie jestem złym człowiekiem,
      > więc dlaczego mnie to wszystko spotyka...? sad
      Nie stawiaj takich pytań, bo życie w dużej mierze jest grą losową.
      Do znudzenia powtarzam przede wszystkim sobie: co się zdarza innym,
      może dotknąć i ciebie.
      > Jestem załama,
      > zrozpaczona, zdruzgtana, samotna, nieszczęśliwa i taka... pusta :-
      Uczucie pustki to zwiastun poprawy. Życie ją samo zacznie zapełniać,
      a przecież nie zawsze jest źle. Nie ma takiej gry, w której ktoś
      zawsze przegrywa.smile
      > Nie dam rady dłużej życ, po prostu nie dam rady... To wszystko
      jest
      > ponad moje siły...
      Zdaje się, że nie masz sensownego wyboru. W takich sytuacjach na
      usta cisną mi się na pozór okrutne słowa: przyjmij ból.sad((
    • sadaga Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 09:26
      bardzo mi przykro. bardzo. bardzo.
      przytulam mocno. jestem z Tobą
    • sadaga Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 09:27
      napisałam na priv
    • z_mazur Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 10:19
      Może to co napiszę teraz zabrzmi głupio, ale ciąża w momencie
      rozpadu małżeństwa dostarczyłaby Ci wielu, wielu problemów, zarówno
      emocjonalnych jak i ekonomicznych. Nie wiem czy byłby to najlepszy
      mometn na powiększanie "rodziny".

      Jeśli wyprowadzanie się męża na raty jest bolesne i dołujące
      (potrafię to sobie wyobrazić), to przecież możesz zrobić coś, żeby
      to wyprowadzanie się przestało być na raty. Ostre cięcie jest
      najczęściej lepsze od takiego krojenia na raty.
    • sylwiamich Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 10:22
      Żona mojego brata ciotecznego:
      -adoptowana, o czym dowiedziała się po weselu
      -bija przez przybranego ojca
      -smierć jedynej pozytywnej postaci-przybranej matki
      -śmierć męża miesiąc po ślubie.Zabił się w samochodzie kupionym za
      prezenty ślubne.
      -rodzina męża zrobiła z niej na mieście morderczynię łasą na kasę z
      ubezpiecznia.
      -ojciec wyrzuca ją z domu w który władowała tę kasę.
      Spoykałam ją ostatnio.Z dzidzią na ręku i brzuchaczem przed
      sobą.Szczęsliwą.
      Moja przyjaciółka:
      -matka zmarła po zabiegu gdy ta miała kilka miesięcy
      -ojciec alkoholik,chciał je oddać do ośrodka dla zdemoralizowanej
      młodzieży....pozbyć się
      -macocha miała dla niej osobną półkę w lodówce
      -mąż katował ją
      -poroniła dziecko faceta, ktorego bardzo kochała, a on zostawił ją
      bez kasy i z długami.
      Pojechała w ciemno do Irlandii.Ma dużo młodszego, cudownego
      partnera.Jest bardzo szczęśliwa.
      Mogę tak wymieniać i wymieniać.Nie skupiaj się na teraz.Będzie
      jutro.Bardzo Cię przytulam.
    • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 10:23
      Rozkladajace na lopatki...z tym niespelnionym maluszkiem...

      To bylo niedomowienie z mojej strony z "wyzywaniem" Twojego meza...

      nie sam fakt odkochania sie w Tobie byl powodem nazywania go kutasem przeze
      mnie...tylko fakt Waszego niespelnionego starania sie...i naglego pozostawienia
      Ciebie...

      strasznie, strasznie przykro po prostu z tego powodu

      ale, ale poki co dzien w kraju ladny....
      widze w Onecie...

      planuj swoj dzien....
      nie siedz w necie non-stop....po chwili i net sie zdewaluuje...
      tak mi sie wydaje....
      konsekwentne planowanie dnia...godzina po godzinie...
      najlepszy "psychiatrzyna" nie pomoze....
      ze swoimi radami...
      jesli Ty nie dasz odpoczac choc na chwile....swojemu umyslowi

      wracam do swojego "daily..."...

      popoludniu zerkne w forum ...co u Ciebie?

      i mam nadzieje....Ciebie nie zobacze.....przed wieczorem smile)))))
      • jakniejatokto Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 13:02
        Wiem ze to co teraz napisze, niektorym osobom moze wydac sie
        okrutne, a byc moze Ciebie zrani, ale... tak na zdrowy rozsadek.
        Napisalas, ze to byla ciaza pozamaciczna tak? Czyli sie NIE UDALO.
        Ciesz sie, ze jestes zdrowa i nie skonczylo sie to tragedia, bo z
        tego co wiem takie niewykryte ciaze pozamaciczne moga sie skonczyc
        duuzo duuzo gorzej.
        • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 13:15
          Uwierz mi, że ja bardzo, naprawdę bardzo żałuję, że tak właśnie się
          nie skończyło... sad
          • jakniejatokto Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 13:53
            Nie mialam zamiaru Cie dolowac i wiem ze przechodzisz ciezkie
            chwile. Bol minie. Wiem to ja i wszyscy, ktorzy przez bolesne
            rozstania przeszli. Przeszlosc jest przeszloscia i nalezy ja tam
            pozostawic - za soba. Maltretowanie czy to psychiczne czy fizyczne
            jest ogromna krzywda, ale... nie dosc sie juz wycierpialas? Moze
            czas powiedziec sobie stop? Za kazdym razem kiedy myslisz "dlaczego
            mnie to spotkalo" odbierasz sobie szanse na cos dobrego. Rzeczy
            zdarzaja sie i czasami nie mamy na to wplywu. Postaraj sie zmienic
            swoja przyszlosc. Daj sobie szanse na szczescie...
      • a.niech.to Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 14:00
        leptis napisał:

        > planuj swoj dzien....
        > nie siedz w necie non-stop....po chwili i net sie zdewaluuje...
        > tak mi sie wydaje....
        > konsekwentne planowanie dnia...godzina po godzinie...
        > najlepszy "psychiatrzyna" nie pomoze....
        > ze swoimi radami...
        > jesli Ty nie dasz odpoczac choc na chwile....swojemu umyslowi
        To się sprawdza. Warto na początek trochę się przełamać i na siłę
        zrobić pierwsze, drobne kroki.
    • plujeczka Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 13:58
      bólu i cierpienia możesz znieść bardzo wiele , nikt z nas nie zna
      takiej granicy własnej możliwości.I to co ci napisały dziewczyny
      jest szczerą prawdza,pomyśl o tym ,ze nic nie dzieje sie bez
      przyczyny, twoja utracona ciąża mogła się dla Ciebie skonczyć duzo
      gorzej a tak popatrz na to jak na sygnał z góry ,ze twój mąz nie
      jest właścicwym partnerem dla Ciebie a juz kompletnie nie jest
      odpowiednim ojcem dla dziecka.jestes bardzo młoda uwierz ,ze Twoje
      zycie się zmieni ale czasami na taka zmianę trzeba trochę poczekać
      Bardzo serdecznie Cie pozdrawiam.
      • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 16:30
        Ja chyba właśnie osiągnełam kres swoich mozliwości w zakresie
        cierpienia, bólu, żalu i rozpaczy sad Nic sie nie dzieje bez
        przyczyny...? A gdzie mam szukać przyczyny dla której mąż mnie
        zostawił? Gdzie mam szukać przyczyny dla której poroniłam ciążę,
        która i tak był bez szans...? Może w tym wszystkim chodzi o mnie,
        nie o niego? Może to ja nie nadaję sie do bycia żoną i matką...?
        Może to ja nie zasługuje na to, żeby mieć RODZINĘ, DOM jakiego
        zawsze pragnęłam...? Tylko dlaczego...?
        • movisz Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 16:44
          Moja jedyna rada to zacznij zycie bazujac na sobie samej.
          Skoro mezczyzni w twoim zyciu sie nie sprawdzaja to nie
          uszczesliwiaj sie ich towarzystwem. Sama duzo lepiej
          dasz sobie rade. Zobacz ze wszystkie nieszczescia i stresy
          w twoim zyciu byly zwiazane z nimi. Gwarantuje ci ze jak
          pobedziesz przez dluzszy czas bez nich to staniesz na nogi,
          odzyskasz pewnosc siebie i spokoj ducha. Naprawde oni nie
          sa potrzebni do zycia.
          Naszym bledem jest ze podchodzimy zbyt uczciwie i emocjonalnie
          do plci przeciwnej. Uczmy sie od nich. Wiecej wyrafinowania,
          egoizmu i mniej emocji a i korzysci sa obopulne.
          Nie zalamuj sie. Zobaczysz jeszcze jakie zycie moze byc piekne.
          Ale nie bazuj jego na byc albo nie byc z mezczyzna bo predzej
          czy pozniej i tak sie zawiedziesz.
          A to co teraz wydaje ci sie "koncem swiata" za jakis czas nazwiesz
          "opatrznoscia boza". Zapewniam cie.


          Może w tym wszystkim chodzi o mnie,
          > nie o niego? Może to ja nie nadaję sie do bycia żoną i matką...?
          > Może to ja nie zasługuje na to, żeby mieć RODZINĘ, DOM jakiego
          > zawsze pragnęłam...? Tylko dlaczego...?

          Wlasnie o to chodzi. Chodzi o ciebie i na sobie tylko sie skup.
          Nadajesz sie i na zone i na matke i zaslugujesz i na rodzine i na
          dom. Ale widocznie jeszcze nie teraz i nie z tym mezczyzna.
          Jestes mloda i czas jeszcze na to przyjdzie.
        • maza15 Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 16:46

          nic nie dzieje się bez przyczyny,ale wszystko dzieje sie po coś

          Zobaczysz upłynie troche czasu i wtedy zauważysz przyczynę.
          Znajdziesz odpowiedzi na dręczace pytaia,teraz jest najgorzej,ale z
          każdym dniem będzie lepiej.
          Musi być lepiej.
          Zasługujesz na wszystko co najlepsze.Uwierz.
        • a.niech.to Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 18:04
          bolutiebolutie napisała:

          > Może w tym wszystkim chodzi o mnie,
          > nie o niego? Może to ja nie nadaję sie do bycia żoną i matką...?
          > Może to ja nie zasługuje na to, żeby mieć RODZINĘ, DOM jakiego
          > zawsze pragnęłam...?
          Stawiasz pytania typowe dla kobiet współuzależnionych. Terapia
          zaczyna się od uświadomienia im, że nie są niczemu winne.
    • biedroneczka33 Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 17:23
      Jakis czas temu zastanawialam sie nad taka sama odpowiedzia na pytanie ILE JESZCZE ? I mimo uplywu czasu nie znalazlam na nie odpowiedzi.Co jeszcze bardziej mnie zdolowalo .Zbyt wiele spraw sie nawarstwilo zarowno ze strony pewnego mezczyzny ktory od kilku lat "pojawial sie" w moim zyciu, dzieci a konczywszy na samej siebie .Moze jak przeczytasz moje stare watki to zobaczysz ze byly dni kiedy zycie przestawalo miec sens..taka bezradnosc i calkowity brak we wlasne mozliwosci sprawial ze nie chcialo sie dalej zyc.Miesiac temu mialam wrazenie ze spadlam na samo dno glosno rozsypujac sie na najmniejsze kawalki..dzis jestem calkiem inna osoba .Dlaczego ? poniewaz przestalam myslec dlaczego to akurat ja ? dlaczego to akurat mi sie tak przytrafilo itp. itd.Zaczelam wszystko od podstaw, odnalazlam sama siebie taka jaka bylam kiedys (wesola usmiechnieta twardo stapajaca po ziemi )zaczelam dbac o siebie ( hi,hi i juz widac efekty ....-...kg ) zapisalam sie do szkoly , podjelam dorywcza prace i ciesze sie ze obok mnie sa ludzie ktorzy mnie wspieraja w tym co robie i wierza we mnie .Mozesz mi wierzyc lub nie ale rozumiem Cie doskonale , wprawdzie w moim zyciu nie pojawil sie zaden ksiaze na bialym koniu , nie wygralam 6 w toto-lotka , problemy z dziecmi sie nie skonczyly ale dostrzeglam cale mnostwo drobnych pozytywnych rzeczy obok mnie ktore dawaja mi sile , wiare i nadzieje ze bedzie duuuuuzo lepiej.Dlatego glowa do gory , sloneczko zawieci rowniez i dla Ciebie jezeli tylko pozwolisz odgonic od siebie te czarne chmury.
      • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 17:38
        Na razie te czarne chmury nadciągają z każdej strony i mnie
        osaczają... Jak mam znaleźć jakis promyk słońca, skoro serce cały
        czas tak krwawi...? Jak przejść do porządku dziennego, że mężczyzna,
        który przysięgał mi miłość, lojalność, wierność, na dobre i na złe -
        gdy pojawiło sie to złe - podwinął ogon i uciekł, bo znudziła mu sie
        zabawa w dom...? Jak przestać mysleć o tym, że maleńka istotka,
        która była częścia mnie i ukochanego człowieka, która mając 8
        tygodni mierzyła 3cm nagle stała sie odpadem medycznym...? Jak sobie
        z tym poradzić...? ja nawet nie mam żadnego punktu zaczepienia,
        który pomógłby mi znaleźć cos pozytywnego w całym tym koszmarze...
        • bozenadwa Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 18:03
          Kochana zrozpaczona dziewczyno przytulam cie bardzo bardzo
          mocno.Mysle tak samo jak plujeczka to moze jest jakis znak ze ta
          ciaza byla pozamaciczna >I to nie byla twoja wina .Takie rzczy sie
          zdarzaja i to nie rzadko.Takie poprostu jest zycie.MOze przypadek ze
          akurat w tym momecie kiedy twoj maz okazal brak
          odpowiedzialmnosci.Mysle ze nawet gdybybyla to zdrowa ciaza to i tak
          nieuratowaloby twojego malzenstwa Ale to jest takie gdybanie .Mysle
          o tobie cieplo juz ci kiedys pisalam dobrze byloby aby nie byla
          teraz sama .jak w miare bedzieszmogla to wybierz sie do tego
          polecanego psychologa.Co ci szkodzi ? pozdrawiam cie i wierze ze
          sobie poradzisz bo jestes wspanialym czlowiekiem tylko jeszcze nie
          trafilas na tego wlasciwego.postaraj sie zrobic tak jak radzil
          leptis z tym planem dnia .Na poczatku nawet na sile .Moze ktos
          pomoglby ci sie zmobilizowac w tym planie?
        • biedroneczka33 iskierka nadzieji 07.03.08, 18:30
          Jak sobie z tym poradzić...? ja nawet nie mam żadnego punktu zaczepienia, który pomógłby mi znaleźć cos pozytywnego w całym tym koszmarze...

          masz to forum i ludzi ktorzy nawet calkiem obcy sa obok Ciebie wspierajac Cie i dodajac otuchy ....czy to WLASNIE NIE JEST TA ISKIERKA NADZIEJI ? to jest poczatek ktorego szukasz i potrzebujesz..wiele ludzi nie ma nawet tego .
          • bolutiebolutie Re: iskierka nadzieji 08.03.08, 12:00
            Fakt, bardzo Wam wszystkim dziekuję...
    • drugiezycie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 07.03.08, 18:20
      Droga Bolutie.. Znajdź trochę siły i zajrzyj do książki Barbary De Angelis Na
      życiowym zakręcie.
      Co prawda, jestem dopiero w połowie, ale sądzę, że to książka dla Ciebie ( i
      łatwo się czyta).
      Może pomoże Ci uwierzyć, że to co się dzieje to nie Twoja wina!!
      PS- zwykle omijałam szerokim łukiem wszelkiego rodzaju poradniki.Jednak nic
      innego ostatnio nie byłam w stanie przyswoić i w końcu sięgnęłam po to. I nie
      żałuję.
      Ściskam Cie mocno, bądź dzielna!
    • sadaga Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 12:38
      bolutie dziewczyny mądrze piszą.
      będzie dobrze. skoncentruj się na sobie. jemu pozwól odejść. teraz
      ty jesteś najważniejsza. czas zagoi rany.
    • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 13:38
      Dzisiaj w końcu przespałam noc, pewnie dzięki ziołowym tabletkom...
      Wstałam, wykapałam sie, nałozyłam maske na włosy, potem pojechałam
      po zakupy. Tak jak poradził Leptis wczoraj sobie zaplanowałam, że
      dzisiaj spakuje reszte jego rzeczy, żeby nie wpadał tu co jakis czas
      po 1 koszule i burzył cały mój spokój i porządek, tylko niech od
      razu zabiera wszystko co zostało... Dopóki sie za to nie zabrałam -
      jakos sie trzymałam, ale... jak tylko wziełam jego koszulkę,
      poczułam jego zapach - to od razu sie rozkleiłam... Nie dam rady...
      A on jeszcze on przysłał mi smsa: "wszystkiego najlepszego w dniu
      kobiet"... Nie: jak sie czujesz po poronieniu naszego dziecka, czy
      przestałas krwawic, czy niczego ci nie potrzeba, tylko "wszystkiego
      najlepszego w dniu kobiet"... I ja głupia po tym wszystkim nadal go
      kocham... niestety...
      • bozenadwa Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 15:22
        mysle ze ja tez nadal kocham mojego meza i doskonale cie
        rozumiem.Tylko umni wyglada to tak ze nadal mieszka jako gosc w
        swoim pokoju.Przestal juz z nia ciciac przez telefon ,\puszcza mi
        dziwne teksty.typu wszystkiego dowiesz sie w swoim czasie.Nadal sie
        nademna zneca.\wczoraj mialam chyba jakis przelom i zobaczylam ze
        jest NAPRAWDE PRZEKRECONY.plakalam sama w lazience.ale to dobrze
        duzo napiecia mi zeszlo.Dotarlo do mni cos takiego.Mam swiadomosc ze
        go kocham ale oprocz tego jestem od niego uzalezniona .to
        uyaleznienie objawia sie tym ze obojetnie co on powie ja biore w
        jakis sposob to za prawde i wydaje mi sie ze nie potrafie bez niego
        zyc.A TO NIE JEST PRAWDA>poprostu dalam soba manipulowac.przez tyle
        lat.Wczoraj zobaczylam go takim jaki jest a nie jakim chce go
        widziec albo takim jakim on chcial zebym go widziala.Bolutie to ze
        go kochasz to nie jest hanba uczuciami nie da sie kierowac.Ale
        KONIECZNIE potrzebujesz terapii dla wspoluzaleznionych.Bo mozesz go
        kochac ale to nie znaczy ze jesli on cie krzywdzi to mimo to chcesz
        znim byc.Zdrowe osoby nie chca byc zpartnerami ktorzy ich
        krzywdza.JA postanowilam ze nie zgadzam sie aby moj m.mnie nadal
        krzywdzil i nie pozwole aby mial nade mna wladze psychiczna.NIKT NIA
        MA PRAWA NIKOGO NISZCZYC>tylko to MUSISZ MUSISZ sama w glowie sobie
        ulozyc.SA rozne ksiazki na temat wspoluzaleznienia .A oprocz tego
        terapia dla wspoluzaleznionych.Rozumiem co czujesz i czycze ci duzo
        sily i obys jak najpredzej zobaczyla ze swiat nadal jest piekny bez
        niego sciskam i pozdrawiam
      • bozenadwa Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 15:22
        mysle ze ja tez nadal kocham mojego meza i doskonale cie
        rozumiem.Tylko umni wyglada to tak ze nadal mieszka jako gosc w
        swoim pokoju.Przestal juz z nia ciciac przez telefon ,\puszcza mi
        dziwne teksty.typu wszystkiego dowiesz sie w swoim czasie.Nadal sie
        nademna zneca.\wczoraj mialam chyba jakis przelom i zobaczylam ze
        jest NAPRAWDE PRZEKRECONY.plakalam sama w lazience.ale to dobrze
        duzo napiecia mi zeszlo.Dotarlo do mni cos takiego.Mam swiadomosc ze
        go kocham ale oprocz tego jestem od niego uzalezniona .to
        uyaleznienie objawia sie tym ze obojetnie co on powie ja biore w
        jakis sposob to za prawde i wydaje mi sie ze nie potrafie bez niego
        zyc.A TO NIE JEST PRAWDA>poprostu dalam soba manipulowac.przez tyle
        lat.Wczoraj zobaczylam go takim jaki jest a nie jakim chce go
        widziec albo takim jakim on chcial zebym go widziala.Bolutie to ze
        go kochasz to nie jest hanba uczuciami nie da sie kierowac.Ale
        KONIECZNIE potrzebujesz terapii dla wspoluzaleznionych.Bo mozesz go
        kochac ale to nie znaczy ze jesli on cie krzywdzi to mimo to chcesz
        znim byc.Zdrowe osoby nie chca byc zpartnerami ktorzy ich
        krzywdza.JA postanowilam ze nie zgadzam sie aby moj m.mnie nadal
        krzywdzil i nie pozwole aby mial nade mna wladze psychiczna.NIKT NIA
        MA PRAWA NIKOGO NISZCZYC>tylko to MUSISZ MUSISZ sama w glowie sobie
        ulozyc.SA rozne ksiazki na temat wspoluzaleznienia .A oprocz tego
        terapia dla wspoluzaleznionych.Rozumiem co czujesz i czycze ci duzo
        sily i obys jak najpredzej zobaczyla ze swiat nadal jest piekny bez
        niego sciskam i pozdrawiam
        • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 15:53
          Bożenko, współuzalezniona...? Ja po prostu Go kocham...
          Zaakceptowałam Jego wady, na pierwszy plan wysunełam zalety i tak Go
          kochałam, kocham, niezaleznie od tego co robi i jaki jest... U nas
          nie było przemocy, alkoholu, patologii... Niewazne... Nie ma co
          płakac nad rozlanym mlekiem i musze pogodzić sie z tym, że to
          niodwołalny i nieodwracalny koniec... Pozew do sądu wysłany. Jest mi
          tylko strasznie smutno i przykro, że w takiej sytuacji jaka nas
          ostatnio spotkała - nie moge na Niego liczyc... Że zachował sie jak
          niedojrzały gówniarz, że nawet nie spytał wczoraj, dzisiaj jak sie
          czuję... Wiem, że nie ma powrotu do NAS i powoli sie zaczynam z tym
          oswajać... Ale to nie zmienia faktu, że nadal Go kocham...
          • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 16:21
            I oto chodzismile)....łagodne oswajanie....z nową sytuacjąsmile...w Twoim
            bardzo trudnym obecnie, Skarbie życiu smile...ale z czasem dojdziesz do
            tej pogody ducha, którą goszcząc u Arona opisałem smile)
            oczywiście nie dzisiaj...ale dojdziesz...ja już to widzę po Twoich
            wpisach....Tobie trzeba pogadać z ludźmi....Ty rwiesz się do
            rozmowy...I to rób...w swoim otoczeniu.....bo czuję że to Tobie
            pomaga...

            duzo spokoju smile))))))
            • sadaga Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 11:50
              leptis ma rację.zaczynasz zdrowieć. sama w to moze jeszcze nie
              wierzysz ale juz jest lepiej. i tak trzymać!!!!
          • bozenadwa Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 16:38
            Nawet nie wiesz jak ja cie rozumiem .To samo wczoraj krzyczalam
            wmyslac.I rozumiem cie ze nie zabardzo przyjmujesz o nas co piszemy
            o wspoluzaleznieniu.U mnie tez nie bylo alkoholu .patplogii itp.Maz
            jak zbankrutowal zaczal sie wyzywac fizycznie na synu.Chodzilam
            najpierw do kilku psychologow jak zaradzic tej sytuacji .Bo moj m
            najpierw zalowal .Oprocz tego moj syn plakal ale rozumial
            tatusia.Sytuacja sie zaostrzala .Od jednego z psychologow
            dowiedzialam sie za ja jestem uzalezniona psychiczmnie.NIe
            rozumialam .OD tego psychologa do wiedzialam sie ze jest cos takiego
            jak NIEBIESKA linia .po kolejnym uzyciu sily zawolalam policje .Nawt
            nie wiesz ile kosztowalo mnie zawolac policje do domu.na mojego
            ukochanego meza.Nasza rodzina nie uchodzila za patologie .Wrecz
            przeciwnie.LUdzie wokol zazdroscili mi kasy ,kochajacego meza
            itd.zdaje sobie sprawe ze dla ciebie terapia dkla wspoluzalezninych
            to terapia dla zon alkoholikow patologii.Itd.Ja tez tak
            myslalam.Chodzilam naspotkania indywidualne do P.psycholog a ona
            namawiala mnie na grupowa terapie przez pol roku.Pisalam ci juz kogo
            tam spotkalam .Mozna byc uzaleznionym nie tylkood
            alkoholika.Spotykalysmy sie razem bo schematy myslowe
            wspoluzaleznionych od roznych dysfuncji sa takie same.I nie dziwie
            ci sie ze nie rozumiesz o co w tym wszystkim chodzi. Ja dopiero
            zrozumialam i okazuje sie nie do konca PO dwoch latach terapii. wiem
            jedno na terapie ida osoby jak juz sa na dnie i bardzo chca nad soba
            pracowac.Proponuje ci moze najpierw ksiazki o wspoluzaleznieniu. BO
            tago nie da sie przekazac na forum.Wiem ze go kochasz .Ale to znaczy
            ze masz nadal dawac sie upokarzac? dlatego ze go kochasz masz sie
            czuc jak scierka ? tak o sobie napisalas .PIsze to bo podobnie czuje
            i odbieram jak ty.Daj sobie szanse.Przeciez jestes jego lustrem.Masz
            przeciez swoja tozsamosc .WIEM ZE NA TERAPII POWOLI SIE JA
            ODZYSKUJE. mOJ M NAJPIERW STOSOWAL PRZEMOC PSYCHICZNA.ale to dopiero
            wiem teraz .A przemoc fizyczna do syna zaczal stosowac po 20 latach
            malzenstwa.Ztego co pisalas o swoim mezu te kity o swojej pracy o
            otym ze musi sobie znalezc kobiete ktora bedzie miala do niego
            zaufanie .TO JEST !!! przemoc psychiczna wobec CIEBIE Bolutie mam
            nadzieje ze nie siegniesz dna aby dopiero zaczac nad soba
            pracowac.PIsze to bo jestes jescze taka mloda i masz do wygrania
            zycie.Powiedziala cos takiego psycholog do mojego syna .A ja zaczela
            majac juz 48 lat .Ale tak samo warto dla kazdego roku dla kazdej
            chwili walczyc o samego siebie
            • bozenadwa Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 16:42
              przepraszam za przeliterowanki
            • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 17:00
              Ja chce walczyć o siebie! Ale najpierw chciałabym zrozumieć
              dlaczego...? Dwoje ludzi, którzy byli w sobie tak szaleńczo
              zakochani, którzy przezyli ze soba tyle fantastycznych chwil -
              cudowne wzruszające oświadczyny, bajkowy slub, wygłupy, wypady na
              romantyczne weekendy, wyznania miłości w świetle księżyca, kapiele
              na golasa w jeziorku w środku nocy, wspólne zainteresowania,
              starania o dziecko, podróże, dom, ciepło, miłość... co sie stało, że
              nagle stalismy sie zupełnie obcymi ludźmi względem siebie...? co sie
              stało, że znaleźlismy sie na drodze, z której nie ma odwrotu...?
              Dlaczego mój mąż przestał mnie kochać...? Mogłabym zacząć nad soba
              pracowac, ale najpierw muszę zrozumieć - CO SIE STAŁO...? Dlaczego
              po ostatnich przezyciach człowiek, który przysięgał mi miłość do
              grobowej deski, zapewniał, że jestem jego druga połówką, że czekał
              na mnie tyle lat i teraz nie wypuści mnie ze swojego serca, ze
              swoich ramion - teraz jest jak głaz - twardy, zimny, wyzuty z
              wszelkich uczuć...? DLACZEGO...?
              • biedroneczka33 Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 17:17
                Wiele pytan zostaje w zyciu bez odpowiedzi a najczesciej to "DLACZEGO ? "...powiem Ci ze trudno bedzie Ci odnalezc to czego szukasz.Gdyz z wlasnego doswiadczenia wiem ze nawet odpowiedz pozostawia wiele watpliwosci.Najczesciej to jest to forma ataku bo to Ty ....to , Ty tam to ....czy wlasnie tego oczekujesz.Jezeli ktos chce zniknac to nie zastanawia sie nad tym dlaczego...moze poprostu jest mu tak wygodniej , moze pewne rzeczy go przerosly .Sila i uparciem nie rozwiazesz tego problemu , nie znajdziesz odpowiedzi na nurtujace pytania ...daj sobie troche czasu, zawalcz o siebie .Odzyskaj wiare w swoje mozliwosci ..czas w takich sytuacjach bez wyjscia jest czasami najlepszym lekarstwem .Sam fakt ze tu jestes swiadczy o tym ze sie zmieniasz , a ja zycze Ci moja droga spokoju i trzymam kciuki ze sie uda spojrzec na pewne sprawy z dystansem.
              • bozenadwa Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 17:23
                Odpowiesz sobie na to ptanie jak troche ochloniesz.To co wszyscy
                pisza czas czas,Brzmi troche nieublaganie.Ale powoli powoli...
                WAzne abys nie byla sama pozdrawiam i mocno przytulam
                • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 08.03.08, 17:41
                  Nie jestsm sama - mam Was, tu, na tym forum... I pomagacie mi jak
                  nikt inny...
                  • sadaga Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 12:11
                    dokładnie. nie jestes sama. to forum jest super. mnie tez
                    forumowicze pomogli stanąc na nogi.
                    fajnie ze w tak trudnych momentach obcy ludzie chca pomóc i do tego
                    robią to skutecznie.
                    będzie dobrze. uwierz w to.
              • sadaga Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 11:53
                nie znajdziesz na to pytanie odpowiedzi.... też sobie je
                zadawałam...
                skup się na sobie. jemu pozwól odejść. tak jak piszesz - walcz o
                siebie
                • a.niech.to Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 12:08
                  sadaga napisała:

                  > walcz o
                  > siebie
                  Słowa wyzwalają emocje. Żadne tam takie... Diagnoza i uporczywe
                  budowanie... Modyfikacje i lepienie. Zdrutowane amfory mają swoją
                  urodę i cenę.smile
    • pimpulec Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 13:12
      weź się w garść i rozejżyj się dokoła a może jest ktoś z otoczenia
      na kogo nie zwracasz uwagi a jest ci życzliwy.Tak jesteś skupiona na
      tym co cię spotkało że nie zauważasz ludzi dookoła.Ja ze swoją obeną
      żoną pracowałem 10-lat,wiedziałem że jest ktoś taki ale nie
      zwracałem na nią uwagi dlatego że moja ex powiedziała w wigilię że
      chce rozwodu.Zabrała dzieko i odeszła.Kochałem ją i wieżyłem
      bezgranicznie a ona przystawiła mi rogi.
      A swojemu ex oświadcz że albo jutro wszystko zabierasz na raz albo
      wszystko wywalasz przez okno i tak zrób bo jakim prawem tak cię
      dręczy.
      służę radą zawsze bo wiem co to znaczy kompletnie się załamać po
      stracie
    • burza4 Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 17:14
      czasem trzeba sięgnąć dna, by mieć się od czego odbić. Naprawdę.
      Boli, bardzo boli i długo jeszcze będzie boleć - tym bardziej, że po
      takim dzieciństwie masz zaburzone poczucie własnej wartości.

      pomóż sobie - idź z tym do psychologa, nie dasz rady uporać się z
      tym sama.

      z tej dramatycznej sytuacji wyszłaś jednak obronną ręką - straciłaś
      dziecko, ale nie szansę na kolejne. Los zdecydował że teraz to nie
      ten czas i nie ten facet, ale pokazuje, że kiedyś...
      Wiem że teraz jest ci tak źle, że wolałabyś ... ale pewnego dnia
      pomyślisz, że możesz żyć dalej. Że to co było - to przeszłość, a
      przed tobą jest jeszcze przyszłość. Trzymaj się cieplutko, trzeba
      wierzyć.
      • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 17:23
        Wiesz.. myslałam, że sięgnełam dna z chwila gdy mój mąż mi
        zakomunikował koniec naszego małżeństwa... Potem, gdy zaczął sie
        pakowac i wynosić na raty do wynajętego mieszkania - to dno usunęło
        mi sie spod nóg. Ale nastepne wydarzenie sprawiło, że nalazłam sie w
        piekle.

        >Wiem że teraz jest ci tak źle, że wolałabyś ...

        UMRZEĆ...? Tak, wolałabym umrzeć i mieć święty spokój i nie czuć
        tego co czuje teraz moje złamane serce i nie przejmować sie
        tysiącami czarnych mysli, które kłebia sie mojej głowie i nie szukac
        odpowiedzi na pytania: DLACZEGO...?
        • ta Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 17:44
          Nie dowiesz się "dlaczego". Ty nie wiesz, on ci nie powie, lub będzie ględził od
          rzeczy. Najprawdopodobniej jest inna kobieta, żałosny banał...więc o czym tu mówić?
          Nie zastanawiaj się. Masz szansę na udane życie. Choć teraz nie uwierzysz,
          ucieszysz się kiedyś, że nie zostawił cię np 20 lat starszą.
          Skup sie na sobie, rób SOBIE drobne przyjemności.
          Będzie słońce, będzie smile
          Ta_
        • samaosia Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 17:47
          boze, jak ja rozumiem, wiem co czujesz
          ja dzis oddałam mojemu mezowi obraczki (od dawna ich nie nosilismy, on zdjął a
          zaraz po nim ja)
          nie mialam pojecia, ze ten symboliczny gest tak mnie rozwali, wszystko wróciło,
          całe cierpienie ostatnich miesiecy, cały ból.
          dlaczego on mnie nie chce? dlaczego mi to robi? dlaczego.....
          dlaczego mu te obraczki oddałam, nie bylam na to jeszcze gotowa, moze liczyłam,
          ze on jakos na to zareaguje, nie zareagował, byl zaskoczony ale nie zrobił tego
          o czym marzyłam..........................
          boże jak mi źle
          przepraszam, ze wpinam sie w twoj wątek, nie ma sensu zakładac nowego
          cierpietniczego, dosc sie juz tu namarudziłam
          • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 18:05
            samaosia, mój wątek - to i Twój wątek. Mój mąż zdjął obrączke
            podczas walentynkowej kolacji, zaraz po tym jak mi zakomunikował
            koniec naszego małżeństwa. Więc ja - chcąc mu zrobić na złość
            (głupia byłam) - też zdjęłam. Ale po kilku dniach pomyslałam, że nie
            chce jej zdejmować, bo jest ona symbolem mojej miłości do męża,
            lojalności, wierności, oddania... On więc obrączki nie nosi i pewnie
            teraz gdzies hula, skacząc z kwiatka na kwiatek i ciesząc sie
            odzyskana wolnością, a ja wylewam w domu krokodyle łzy, z nikim nie
            chce gadać, z nikim się spotykać - chce być sama ze swoja
            rozpaczążalem, rozgoryczeniem i cierpieniem. I podobnie jak Ty
            szukam odpowiedzi na pytania zaczynające sie od DLACZEGO? Pewnie i
            tak ich nie znajdę...
          • sylwiamich Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 18:06
            Samosiu...ciągle go sprawdzasz.Dla Ciebie to sprawa życia i śmierci,
            być albo nie być.Dla niego tylko gest.On nawet nie musi rozumieć
            jego symboliki i doniosłości.
            Musisz przestać to robić.Bo ranisz samą siebie.
            • samaosia Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 18:27
              nie mogę, nie moge, nie moge!!!
              czekam i tesknię mimo, ze sama siebie oszukuję, ze powoli przestaje czekac, ze
              zaczynam przyzwyczajac sie do zycia bez niego, kłamię, oszukuję samą siebie
              • sylwiamich Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 21:20
                samaosia napisała:

                > nie mogę, nie moge, nie moge!!!
                > czekam i tesknię mimo, ze sama siebie oszukuję, ze powoli
                przestaje czekac, ze
                > zaczynam przyzwyczajac sie do zycia bez niego, kłamię, oszukuję
                samą siebie

                Pamietam Cię.Bardzo dobrze.Bałam się o Ciebie.Doskonale wiedziałam
                co czujesz...pamiętasz?Z natury cyniczna jestem do
                nieprzytomności.Ciebie...uważałam...trzeba chronić.Od tergo czasu
                preszłaś daleką drogę.Nawet sobie tego pewnie nie uświadamiasz.Nie
                jesteś już biedną samosią która tłucze rękoma w uszy i panicznie
                wrzeszczy : Nie mówcie mi tego!!!Nie chcę tego słuchać!!!
                Nie jesteś.Słyszysz.I wiesz....zobaczysz...to naprawdę mozna
                przeżyć.Jeszcze się oszukujesz...ale swiadomie.To jak środek
                znieczulający.Inaczej nie dałoby się przez to przejść.Pozdrawiam Cię
                dzielniakusmile))
                • samaosia Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 22:17
                  wiem, że przeszłam długa drogę, terapeuta mi to uswiadamia co tydzień. świetnie
                  to opisałaś, faktycznie zakrywałam uszy i nie chciałam słyszeć tego, co sama w
                  tej chwili już rozumiem.
                  Przeżyłam odejscie ukochanej osoby, przezyłam probe s., przezyłam 2 długie
                  miesiace w szpitalu, przezywam kazdy kolejny dzień, ale to nadal boli, nadal
                  takie sytuacje jak zwrot obrączek (po co ja to zrobiłam??) rozkładają mnie na
                  łopatki, nadal tekst "nie jestesmy juz razem" powtarzany po raz tysieczny boli
                  jak rozżarzone żelazo, wszystko boli, kazdy kolejny dzień. na szczescie leki,
                  ktore biore pozwalają wyłaczyc sie przynajmniej na czas snu (jak ich nie brałam
                  przezywałam wszystko ze zdwojoną siłą we śnie), na szczescie butelka wina
                  pozwala znieczulić sie w niedzielne popołudnie.
                  miło mi, ze mnie pamietasz, ja też Cię pamietam i jestem Ci bardzo wdzieczna za
                  troske i pomoc w tamtym najtrudniejszym dla mnie okresie
            • mini_me Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 18:28
              Popieram Sylwię dla nas pewne gesty są symboliczne i bardzo ważne a dla facetów
              nic nie znaczą i nie dotyczy to tylko sytuacji rozwodowych. Ja też tak
              próbowałam "zaklinać" ale nic to nie dawało (potem od niego się dowiedziałam że
              to nic nie znaczyło) poza moim bólem i jeszcze większą depresją!

              Bolutie proszę Cię nie odrzucaj rozmowy i dobrego słowa od przyjaciół! nie
              zostawaj z tym wszystkim sama bo będzie Ci jeszcze ciężej!
              Uprzedzam że jak nie to zacznę chodzić po pewnej ulicy w naszym wspólnym mieście
              i Cię wołać!
          • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 19:15
            wszystkiego dobrego Samaosiu smile...przepraszam za zeszły tydzień...smile
            • samaosia Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 19:22
              nie szkodzi, jakos to przezyje wink
              zamiast przepraszac, moze bys napisal, co w was, facetach jest takiego, ze tak
              łatwo sie poddajecie, ze tak bardzo staracie sie maskowac emocje, ze ....... no
              nie napisze, ze jestescie tacy okrutni, ale wiedz, ze chciałabym to napisac
              • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 19:55
                sorki....
                mogę tylko mówić za siebie....a emocji mie represjonuję...pod zły
                adres trafiłaś...

                i nie myśl tyle...na to wszystko nie ma jednej odpowiedzi...

                nic mi się sensownego nie nasuwa.. TRZEBA PO PROSTU ZYĆ!!!
                • samaosia Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 20:03
                  jakże często ostatnimi czasy nie chce mi sie żyć
                  • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 20:04
                    to jest nas dwie...
    • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 20:05
      Hej "Bolu..."

      Dzieki, ze mogę chwilę od Ciebie odpocząć smile...od rozrodczości
      człowieczej....i innych...w sumie nieestetycznych
      spraw...przepraszam za szczerość...

      A tak wogóle to śpij Skarbie tam dobrze dzisiaj smile....
      Nie nie jestem...Twoim M....



      Wogóle nic w sobie z "M" nie mam smile...
      No może poza tym miastem "cholerno-kochanym" z dalekiej...ale nie
      tak bardzo... przeszłości...Dobranoc
      • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 20:10
        oj wybacz, że naruszyłam Twoje poczucie estetyki swoimi barwnymi
        wyznaniami, nie sądziłam, że jestes aż tak wrazliwy... Dobrej nocy
      • samaosia Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 20:17
        leptis napisał:

        > Hej "Bolu..."
        >
        > Dzieki, ze mogę chwilę od Ciebie odpocząć smile...od rozrodczości
        > człowieczej....i innych...w sumie nieestetycznych
        > spraw...przepraszam za szczerość...
        >
        >
        znowu przesadzasz. przepraszam, ze sie wtrącam, ale co jest nieestetycznego w
        tym, co pisala bule
        • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 22:10
          Samausiu smile

          Z estetyką...prawie jak z gustami...o tym się nie dyskutuje...tak mi
          się wydaje...

          Kiedys obiecuję, że przeczytam Twoją historię...boję się tylko, że
          dużo tekstu..napisałaś smile...i troszkę więcej czasu trzeba będzie
          zarezerować smile....
          ale kiedyś zapewniam to zrobię...
          oczywiście nie żeby zaraz Ciebie atakować...czy nawet odzywać się
          dla samego odzywania..
          tylko troszkę więcej...z Ciebie..pojąć smile...
          Czemu tak czarno w niedzielę..po Dniu Kobiet..świat widzisz.
          na razie spostrzegłem...że Sylwiątko o coś Ciebie ...strofuje...

          ale kiedyś pewnie...to zrozumiem smile

          póki co dobrej nocy...zyczę Ci wink
          • samaosia Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 09.03.08, 22:23
            a jednak, mówi sie, ze o gustach sie nie dyskutuje, ja sądzę inaczej gust sie ma
            lub sie go nie ma. estetyka, szczegolnie jesli masz na mysli fizjologię, jesli
            nie jest podana w sposob powiedzmy naturalistyczny lub wulgarny, nie jest niczym
            złym
            zresztą niewazne, mam wyłączony dzis mózg.
            tak, masz rację, napisalam dużo tekstu, mozna mnie za to piętnować, stworzyłam
            długi watek, na stos z nią!
            nie rozumiesz, sylwia mnie nie strofowała, ona mnie chwaliła, chwaliła za droge,
            ktorą już przeszłam.
            nie wiem dlaczego, ale dzialasz mi na nerwy, no nie moge pojąc o co chodzi,
            prawdopodobnie o protekcjonalny ton twoich wypowiedzi.
            równiez dobrej nocy zycze
    • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 09:04
      No i idąc po nitce do kłębka, bazując na tym co mówił i pisał mi mój
      mąż - udało mi sie stworzyć liste powodów dla których przekreslił 5
      wspólnych lat:
      1. zawsze byłam zamknięta w sobie, nigdy nie dzieliłam się z nim
      swoimi problemami (bzdura! nieraz wypłakiwałam mu sie rekaw i
      prosiłam o pomoc. co prawda niezbyt często, bo on ze względu na
      swoja prace był niezbyt czestym gościem w domu...)
      2. niegdy nie zaufałam mu w 100% (cóz, w 100% moge dać głowe tylko
      za sama siebie... poza tym nieraz złapałam go na kłamstwach
      mniejszych i wiekszych, więc ja tu zaufać...?
      3. kontrolowałam go i sprawdzałam (fakt, po kłamstawach jakimi mnie
      raczył robiłam czasem przegrzebki w jego telefonie i to co
      znajdowałam - to materiał na oddzielny wątek...)
      4. nie mamy żadnych wspólnych zainteresować (ciekawostka - pływanie,
      rower, podróże, sport, książki... - to mało...?)
      5. zaczęłam zyć jego zyciem a nie swoim, a on potrzebuje przestrzeni
      (no tak, kolejny mój błąd - wszystko podstawione pod nos, ugotowane,
      uprasowane, posprzątane, zakupy zrobione, kolacyjka na stole,
      sexowna zadbana żona wymyslająca zabawy łóżkowe, itp. - straszne,
      nie do przeskoczenia dla faceta)
      6. zrobiła sie ze mnie "kura domowa"... no fakt - jak każda kura
      domowa, prowadząca samodzielnie 2 firmy...
      7. rozstańmy sie teraz póki jeszcze cos do siebie czujemy, niz za 10
      lat, gdy będziemy sie nienawidzić... a skąd on taki przewidujący
      nagle sie zrobił...? nie wiem skąd wytrzasnął ten harlekinowy
      banał...
      8. jesteśmy kompletnie różni... wg mnie przyciagają sie
      przeciwieństwai 2 rózne osoby mogą sie doskonale uzupełniać.
      Niestety mój mąż jest odmiennego zdania...

      Faktycznie - nieszczęsliwy był z niego facet...
      A, co ciekawe - dowiedziałam sie wczoraj, że moja ciąża nie ma i nie
      miała żadnego znaczenia... Wrazliwość godna "pozazdroszczenia"... Ja
      nie wiem, on chyba nie ma serca, jest wyzuty z wszelkich ludzkich
      uczuć i odruchów sad
      • tricolour A po co ta lista? 11.03.08, 09:09
        Facet Cię zwyczajnie nie chce i tyle.

        Zresztą kilka punktów z Twojej listy rzeczywiście nadaje się do rozejścia...
        • hela37 Re: Ado tricolour 12.03.08, 14:13
          Czytam to co piszesz i nasuwa mi sie taka myśl - Twoja blizna po zdradzie ciagle
          krwawi.I nie wyżywaj się na cierpiących!Buziaki
      • drugiezycie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 09:12
        Brawo Bolutie! Zdrowiejesz Dziewczyno smile
        • made83 Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 09:16
          Bolu! Jak pomogła lista to najważniejsze! wink
      • anbale Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 10:02
        Wg mnie zasadnicze znaczenie ma punkt 8.
        Jestem prawie że pewna, że ludzi przyciągają podobieństwa, a nie
        różnice. Różnice dzielą, a uzupełniać mozna się jedynie na zasadzie
        komplementarności. Oczywiście dopóki jest apogeum miłości i
        pożądania to człowiekowi nic nie przeszkadza, ale gdy to przygasnie-
        każda duperela, która jest obca czyimś "potrzebom" zaczyna drażnić.
        Myślę, że tu się własnie rozjechaliście. Ty potrzebowałaś pięknego
        domu, dzieci, szczęsliwej rodzinki i zakładasz, że każdego to
        uszczęśliwia- otóż, jak widzisz, nie. Twój mąż tego nie chce, nie
        potrzebuje, ma inne priorytety. Ma prawo...
        • sylwiamich Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 10:07
          A według mnie nic nie ma znaczenia.Bo z każdej wady można zrobić
          zaletę, gdy sie kocha.A z każdej zalety wadę, gdy miłości brak.
        • drugiezycie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 10:11
          Zatem Anbale, może mi wytłumaczysz, po kiego grzyba faceci zakładają rodziny,
          jeśli chcą nadal wieść kawalerski tryb życia? Rozumiem, że nie potrzebują
          rodziny do szczęścia, mają do tego prawo. Tylko czemu dochodząc do tego depczą
          innych?
          • mini_me Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 10:21
            Drugieżycie zgadzam się z Toba i dołozyłabym jeszcze dwa pytania:
            czemu dochodza do tego dopiero po paru latach?
            czemu chca mieć dzieci skoro nie chcą rodziny?
            od razu uprzedzę pytania mój jeszcze m bardzo chciał dziecka a po 4 latach
            okazało się że woli stan kawalerski!
          • anbale Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 10:26
            Zacytuję Ci bardzo cyniczną odpowiedz mojegi kolegi: "bo potrzebują
            ciepłego wkładu do łóżka"...Ci, którym chodzi o coś więcej, o
            jakiegoś życiowego bonusa dodatkowo do tego seksu - na ogół nie mają
            tej lekkości zdradzania, porzucania, odtrącania...
            • sylwiamich Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 10:30
              anbale napisała:

              > Zacytuję Ci bardzo cyniczną odpowiedz mojegi kolegi: "bo
              potrzebują
              > ciepłego wkładu do łóżka"...Ci, którym chodzi o coś więcej, o
              > jakiegoś życiowego bonusa dodatkowo do tego seksu - na ogół nie
              mają
              > tej lekkości zdradzania, porzucania, odtrącania...

              Jest jeszcze jedna grupa mężczyzn w związkach:
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15128
              • jakniejatokto Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 12:02
                Dlaczego? dlaczego? dlaczego?
                Bo tak. Bo ludzie sie zmieniaja. Bo przestaja kochac. Bo nagle
                okazuje sie, ze maja inne priorytety niz mysleli, ze maja. Bo chca
                innych rzeczy. To, ze wczesniej mowili inaczej nie znaczy, ze
                klamali - moze po prostu sie zmienili. Och, jakze oni moga nas
                porzucac? Moga. Tak samo jak my mozemy porzucac ich. Bo mamy jedno
                zycie i nikt go za nas nie przezyje. I kazdy ma prawo zyc tak, jak
                chce zyc.
                Poza tym chyba juz to ktos kiedys powiedzial, ze jesli kochasz, to
                pozwalasz odejsc. Wolisz zeby byl szczesliwy bez ciebie, czy
                unieszczesliwic was oboje? Czasami po prostu trzeba puscic te galaz,
                ktorej sie tak kurczowo trzyma. Nawet jesli upadek bedzie troche
                bolal smile
      • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 17:44
        Mi się wydaje "Bolu..." ze zanurzenie w pracy doraznie bardzo
        pomaga....dopóki pierwszy szok z nową sytuacją nie minie....

        pozdrawiam smile)
      • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 18:11
        przeczytałem liste uważnie...

        no rzeczywiscie jakis wyrwany...z kontekstu ....małżeńskiego....ten
        Twoj chłop...były/nie były...

        póki co "Bolu..." praca,praca...pomaga...
      • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 22:42
        tak jeszcze raz spokojnie...spojrzałem na Twoją listę....
        I ten 1 pkt. mnie zastanowił....cała reszta...nie wiem...nie
        weryfikowalna po prostu....

        sobie pomyslałem..ze z Ciebie taki "naturszczyk" w spódnicy...wiesz,
        trudno sobie wyobrazić, że Ty potrafisz coś chować w sobie...taka
        mysl mi pszyszla...patrzac na ta liste....I małżeństwo z Tobą to
        chyba życie na duzych amplitudach smile)...kochaja sie i
        kłoca...kochaja sie i kloca....kochaja sie i kloca....

        no chyba ze to ta "forumowosc"....tak ludzi otwiera....sam nie
        wiem...czy cos w tym moim mysleniu prawdy jest czy nic nie ma...

        ale 1 pkt...chyba nie gralaswink...to jestem w stanie sobie
        wyobrazic...to z ciepla mowie ...nie z ironii...zeby tu nie bylo
        watpliwosci....

        i taki troche optymizm...umyslowy zawijas w glowie pojawil sie
        mi...taki impuls wyobrazni....ze to jeszcze roznie z tym Twoim
        malzenstwem moze byc....nie dzisiaj...nie jutro...ale kiedys...
        • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 12.03.08, 08:59
          Ja nie wiem, czy to on jest wyrwany z kontekstu małżeńskiego, czy może to cos
          ze mna jest nie tak...? Ale im dłużej z nim przebywam - to utwierdzam sie w
          przekonaniu, że to on ma problem sam ze sobą. Wygląda więc na to, że
          pacjentkabędzie zyła. Tylko co to za zycie...?

          No własnie - ja nie potrafie w sobie nic chować, otworzyłam sie i odsłoniłam
          przed moim mężem całkowicie, ale... wydaje mi się, że jak chce odejść - to
          będzie szukał dziury w całym i podawał wyssane z palca, dziwne i irracjonalne
          powody. Wczoraj wieczorem znowu dał popis - krzyki, wrzaski, awantura o to, że
          nie uzgodniłam z nim treści pozwu i że on zaraz zadzwoni do mojego adwokata i
          powie mu, żeby się nie wpier.....ł w jego zycie, itd. Bo on go zna, to jest
          lepszy cwaniaczek i jest dobry w tymco robi (miło, że skomplementował mojego
          adwokata). Potem wyszedłan spotkanie z klientem - może do klubu go-go...? nie
          wiem. Przyjechał do domu przed 1-szą, bo do swojego mieszkania miał za daleko i
          musiłaby więcej zapłącić nocnym kierowcom... A co mnie to kuźwa obchodzi...?
          Spał w drugim pokoju, bez prześcieradła, bo pościel wywiózł do swojego
          wynajętego mieszkania, pod gołą kołdra, na jasku... Cóż, sam wybrał takie
          życie - a mógł spać wtulacjąc się w całkiem jeszcze nie ostygnięta żonę... wink
          Dzisiaj wieczorem w knajpie mamy poustalać kwesie majątkowe, mieszkaniowe, itp.
          Ciekawe co dzisiaj mi szykuje...

          A moje małżeństwo...? Było, nie ma i nie będzie. Koniec złudzeń.
          • leptis Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 12.03.08, 09:29
            Hej "Bo..." smile
            Teraz praca intensywna...nie ten wieczor....nie ten spokoj, co wieczorem.... na
            myslenie o powaznych sprawach...


            moj "wygibas" wyobrazni...z wieczora smile)..podtrzymuje...masz fajna
            mentalnosc...ona pozwoli "pacjentce" przetrwac...

            mimo tych okropienstw potrafisz wyjsc z Siebie...smile)))..za to Cie bardzo
            lubie....moglabys na moja zjebke zjebka...odpowiedziec...
            lub sie do,,,kacika schowac....nie robisz tego...
            odpowiadasz na wyzwania.... forumowe...zyciowe....

            prowadzisz ten "ping-pong"...co kazdy ZDROWY czlowiek...prowadzi nacodzien....to
            "szamanstwo" zyciowe smile))

            to jest cenne smile))))

            juz Ci nie bede kadzilwink)))..

            bo nasz...ulubiony...medyk....mniej zarobi wink)))


            milego dnia smile

            PS

            Trzeciej z serii osiemdziesiat.....rowniez smile))
    • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 18:16
      no i znowu od początku - to jak nie kończąca sie opowieść... Mąż
      dzisiaj przyszedł do domu i zaczeło się na spokojnie -rozmowa. Jak
      mu powiedziałam, że go wyręczyłam, bo taki jest zapracowany i
      wysłałam pozew do sądu - to tak sie wsciekł, żeaz mu piana na ustach
      wyszła! zaczął krzyczec, że jak ja mam adwokata i chce sobie takie
      wojny podjazdowe uskuteczniać to on to pociagnie razem ze swoim
      prawnikiem, itp. Zarzucił mi tez, że tak łatwo sie poddałam (!!!)
      nie walcząc o nasze małżeństwo (!!!), a 3 zdania póxniej usłyszałam,
      że nie jestesmy już rodziną... O co mu chodzi?! Co siedzi w tym jego
      pokrętnym umysle?
      • movisz Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 18:50
        Bo wszystko powinno byc tak jak on sobie zaplanowal, a ty
        mu mieszasz w jego planach. Widocznie szybkie zalatwienie sprawy
        nie podnieca go. Zabierasz mu mozliwosc walki i pokazania jakim
        jest "prawdziwym mezczyzna".
        Zaproponuj mu moze zeby zamiast na adwokata, wydal pieniadze
        na dobrego psychiatre?
        A mawia sie ze to kobiety nie wiedza co chca.
        • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 19:10
          Dokładnie tak!! Myslał, że to ON będzie panem sytuacji i nie
          spodziewał sie najwyraźniej, że jego zrozpaczona, zdołowana, samotna
          i zagubiona żonka zdecyduje sie na taki krok wink Nie wiedzieć czemu -
          jego wkurzenie i furia poprawiły mi humor i dodały energii wink
          • panda_zielona Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 19:20
            Najwyraźniej sam siebie przecenił.Uważaj jednak aby nie odwrócił
            całej tej farsy,że to Ty chcesz rozwodu.
            • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 19:25
              Ale niech on sobie mysli, że to ja chce rozwodu, naprawde w tej
              chwili wisi mi to jak kilo kitu na gwoździu wink Jutro w knajpie mamy
              omówić szczegóły podziału mieszkania, naszego PITa rocznego, itp. To
              może być ciekawe... wink
    • pszczolkalodz Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 11.03.08, 23:33
      wiele, kochana, same nie zdajemy sobie sprawy jak wiele.... jedyne
      co moge Ci napisac to ..przytulam Cie bardzo mocno. Trzymaj sie,
      prosze...
      • bozenadwa Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 12.03.08, 11:27
        wiem,ze nadal cierpisz ale jaka ty jestes dzielna !!! Nie daj sie
        zwariolac na tym spotkaniu.Ty jestes gora bo to on
        zeswirowal.OPANOWANIE i jeszcze raz OPANOWANIE.Wiem ze trudne bo
        mnie to nie zawsze wychodzi .Pozdrawiam cie serdecznie.
        • bolutiebolutie Re: ile bólu i cierpienia mam jeszcze znieść...? 12.03.08, 11:48
          Niestety, napisałam mu mail'a, że chcę przełożyć dzisiejsze spotkanie, nie dam
          rady. Mój Teść mnie dzisiaj rozwalił na łopatki. To jest facet, który jak kogoś
          nie lubi - to mu to okazuje, ale jak kogoś lubi - to okazuje to bardzo
          oszczędnie. Rzadko sie odzywa, jest pod pantoflem u Teściówki. Przesłał mi
          mail'em fakturke, więc odpisałam: dzieki Tato. I tak, jak do tej pory odpisywał
          w kilku słowach: nie ma sprawy, pozdrawiam! - tak dzisiaj napisał: TRZYMAJ SIE
          CÓRUNIU... I rozłożył mnie, zaczęłam ryczeć jak bóbr... Wiedziałam, że mnie
          bardzo lubi, ale nigdy przez tych 5 lat nie był taki... rodzinnie czuły. Jak
          znowu myslałam, że się pozbierałam w jedna całość - to ten mail rozwalił mnie
          na milion maleńkich kawałeczków sad
          A poza tym musze sie przygotować do spotkanie z moim jeszcze mężem, zorientować
          sie po ile są mieszkania na naszym osiedlu, podliczyć jaki zapłaciłby podatek
          za zeszły rok, gdyby nie to, że rozliczamy się razem, itp. Tu chodzi o moją
          przyszłość, o moje finanse i musze na spokojnie wyszstko policzyć, żeby mój mąż
          mnie nie wydoił, cwaniaczek jeden, handlowiec z krwi i kości... Cos mi mówi, że
          skończy się zaraz "rozwód z klasą i na poziomie", bo On będzie mi z gardał
          każdą złotówke wyrywał...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka