katarzynka.30
06.04.08, 15:45
Witam wszystkich
Jak wielu z tu obecnych nigdy nie sądziłam że trafię na to przeklęte
forum. A jednak...
Otóż moja historia jest banalna jak cholerka. 10lat związku, 5 lat
mieszkania razem, dwa i 1/2 roku po ślubie, córeczka 1 1/2 roku.
Ciąża była przez nas (a może tylko przeze mnie?)oczekiwana. W ósmym
miesiącu dowiedziałam sie o niesamowitych relacjach przyjacielskich
mojego męża z kolezanką z pracy. O mało nie urodziłam z wrażenia.
Przyjęłam jego tłumaczenia a co najśmieszniejsze uwierzyłam w nie
(ale ze mnie kretynka).
Potem urodziła się córusia, było pięknie. Przez chwilę. Ale coś
jednak nie dawało mi spokoju. No i tzw kobieca intuicja mnie nie
zawiodła(choć wolałabym by było inaczej). Smsy, szkolenia, wyjazdy
integracyjne (nawet gdy potrzebowałam pomocy by zorganizować 1
urodziny córki dzień przed tym wydarzeniem on bawił się na imprezie
itegracyjnej z pracy).
Kiedy nasza córka miała 2 m-ce mąż powiedział że nic do mnie nie
czuje. Po prostu masakra. Jak gdyby ktoś strzelił mi w łeb. Nie dość
że nasza córka trafiła do szpitala , miałam cały dom na głowie,
prblemy z karmieniem córki, to jeszcze dobiły mnie słowa "nic już do
Ciebie nie czuję". A potem to już jakoś się potoczyło-a że to mam
depresję i powinnam się leczyć, że mam dać spokój, że mam dać czas,
aż w końcu że on nie chce ze mną mieć nic wspólnego.
Przyznaję że i mnie język świerzbił i powiedziłam też kilka słów
któych żałuję.
Ale jak można zrobić coś takiego w niecały rok po ślubie i w
oczekiwaniu na ukochane maleństwo?
Wiem wiem...znowu użalanie się nad sobą. Nie potrafię przestać
zadawać sobie tego pytania. Bez sensu.
Przez niego straciłam wiarę w siebie, przestałam przez chwilę być
kobietą, zapomniałam co to znaczy kobiecość a moje poczucie wartości
jako człowieka było zerowe.
Tak było...
Teraz-choć nadal jest ciężko poradzić sobie z emocjami- czuję sie
100% kobietką, baaardzo kobiecą, po macierzyńskim wróciłam do pracy
(z obawami czy nadal będzie dla mnie etat)- czuję się spełniona
zawodowo-awansowałam , mam fajną pensję (haha) a firma postanowiła
zainwestować w mój dalszy rozwój - mam szansę spełnić swoje marzenia.
Czasem ciężko pogodzić bycie wspaniałą mamą z pracą szczególnie
jeśli nie ma babci i dziadka na co dzień do pomocy, ale staram się
zrobić wszystko by spędzać z moją curunią jak najwięcej czasu.
Nie ukrywam że mój już prawie były mąż jest zaangazowany w
wychowanie naszej córki- co w tym całym zamieszaniu jest przecież
najważniejsze.
Emocje powoli opadają - przynajmniej moje- i zaczynamy się dogadywać
co do wychowania dziecka.
Tylko w moim życiu jest teraz jakaś pustka....
Mam nadzieję że jeszcze kiedyś......Życie bez miłości jest strasznie
jałowe.
Tylko jak znowu komuś zaufać.
Ehhh...
Przepraszam że przynudzałam tak długo, ale chciałam to wyrzucić z
siebie, po prawie roku....
pozdrawiam wszystkich
k.
katowice