Radzicie zdołowanym (i ja też tak radzę) aby zajęli się sobą, nauczyli się
spędzać czas ze sobą i dziećmi. I to jest ok, bo wiadomo, że to podstawa
podźwignięcia się po rozwodzie. Nauczyłam się spędzac czas ze sobą i z
synkiem. Dziś mieliśmy fajny dzień, byliśmy na basenie, za chwile spacer i
jest ok

. Ale jest coś jeszcze..strach, że sama z synem zostanę do końca. On
podrośnie i bedzie miał swoje towarzystwo, nie bedę mu tak potrzebna. Zresztą
nie jestem zeschizowaną matką i wiem, że nie wychowuję go dla siebie ale dla
innych. Nie chcę aby był moją podporą, to ja powinnam być jego. Na razie nie
szukam związku na stałe, bo rozwód był pod koniec lutego i chyba jeszcze nie
do końca doszłam do siebie. Wiele pracy przede mną..wiem o tym. Ale robię
studia podyplomowe, chcę zmienić pracę. Robię wiele rzeczy dla siebie samej.
Wszystko fajnie, tylko wieczorami, szczególnie w weekendy brakuje męskiego
ramienia na którym mogłabym się oprzeć, z kim mogłabym porozmawiać, obejrzeć
film... I ten lęk, że tak będzie już do końca mojego życia. Wiem jestem młoda
mam zaledwie 32 lata może ułożę sobie życie, ale...jakos tak smutno mi....
P.S.
Musiałam sie wygadać po prostu...