Dodaj do ulubionych

po ślubie

01.06.08, 17:25
1. Był naprawdę piekny i wzruszajacy, mlodzi mocno zaangazowani w swoim - i
nie byle jakim - duszpasterstwie, dla ksiedza panna mloda jak corka - wszystko
było zindywidualizowane i pełne ciepła i radosci. Do tego schola też nie byle
jaka - tak pieknie wyspiewanego Kyrie.. w zyciu nie słyszałam.
2. Spóźnilam sie chwilke i siadlam na pierwszej z brzegu ławce, na ktorej
drugim końcu siedzial jakiś pan. Dopiero poxniej okazalo się, że to ex mojej
najlepszej przyjaciołki, który wzłozyl plecak i wyszedł z domu do swej
studentki, zostawiajac żonę i 3 dzieci, nie mówiąc, ze odchodzi.
Ich rozstanie obróciło zycie dzieci w perzynę i wpłynęło na moja decyzje
rozstanie z exem "poki jeszcze czujemy do siebie cos dobrego i da się zbudowac
sensowne porozwodowe stosunki".
Wtedy tego pana nienawidziłam moze niewiele mniej mocno niż przyjaciółka.
Teraz czulam obojetna zyczliwośc i czysto intelektualne zainteresowanie,
chetnie bym z nim pogadała, jak to bylo z jego punktu widzenia?
3. Zaskoczył mnie mój spokoj i pogodny nastrój, i wiara, ze moze sie udac,
pomyślalam, ze to dobrze że z małzeństwa odeszłam w samotnośc, to sie okazał
dobry czas zeby przemyślec, przerobic, poukładac w sobie.
4. KAzanie - zaluje, ze nie mogłam nagrac. Że małżeństwo to teatr samodzielnie
ograniczonej wolnosci. Że potrzebna wytrwalosc, pokora i miłosierdzie.
5. Na koniec chyba diabeł, co koło świetosci sie kręci, zamieszał w głowie
ksiedzu: kiedy pan mlody sie zajaknąl, ksiadz zażartowal: co masz tremę - ale
to tylko za pierwszym razem.
Obserwuj wątek
    • mayflower_1 Re: po ślubie 01.06.08, 18:17
      I żyli długo i szczęśliwie big_grin
      • mary171 Re: po ślubie 01.06.08, 21:23
        Fajnie było przeczytać twój wątek o ślubie na takim forum smile)) Ja mimo wszystko
        wierzę w szczęśliwe małżeństwa (nie mylić z - idealne). Może mi to nie jest już
        dane, ale to nie oznacza, że nie ma prawdziwej miłości. Życzę Młodym dużooo
        szczęścia, wzajemnej tolerancji, zaufania, szczerości i umiejętności zachowania
        równowagi życiowej smile)
        • manderla Re: po ślubie 01.06.08, 21:41
          Nanga, najlepsze w tym wszystkim oczywiscie było ostatnie zdanie (co
          to ksiądz a propos tremy pana mlodego wypowiedział: za pierwszym
          razem....) wink
          Ech, to życie. Mądry ten ksiądz, doświadczony i przewidujący.
          Niestety.
    • plujeczka Re: po ślubie 01.06.08, 22:02
      zdaje sie,ze księżulo niejedno widział, nie takie pary się
      rozpadały, nie takie cudowne sluby rozpadały sie z wielkim
      hukiem.Ale nie mozna mierzyć jednakowa miarką wszystkich ludzi.
      miejmy nadzieje ,ze im sie uda bo niby dlaczego nie...?
    • tricolour Moim zdaniem... 01.06.08, 22:06
      ... używanie określenia "udać się" w stosunku do małżeństwa jest niewłaściwe.
      Małżeństwo sie buduje lub rozwala uczynkiem lub zaniedbaniem.

      Małżeństwo to nie strzelanie z łuku do odległego celu kiedy strzał może się udać
      lub nie.
      • libra22 .......... 01.06.08, 22:10
        Ksiądz się po prostu przejęzyczył, a my mamy na to trochę skrzywione spojrzenia.
        Budowanie też się może udać lub nie.

        Ciepłe refleksje. Chciałabym z takim spokojem chodzić na śluby.
        Ostatnio byłam na ślubie, który sam w sobie był piekny, ale ogólnie to małżeństwo jest dziwne, więc nie natchnął mnie optymizmem.
      • misbaskerwill pewnie masz rację... 01.06.08, 22:12
        ...niektórzy nawet mawiają, że udać się może jedynie ciastowink.
        • libra22 Re: pewnie masz rację... 01.06.08, 23:11
          ..niektórzy nawet mawiają, że udać się może jedynie ciastowink.

          zabawy semantyczne Misiusmile
    • manderla Ech, Tri 01.06.08, 22:14
      Ty to zawsze ( w wypowiedziach przynajmniej) jestes taki
      zdecydowany i akuratny i prawidłowy i cały correct... (pomijając
      inne przypadki wink)

      Weź no się ożeń wreszcie, a z tej okazji to bym nawet kankana
      nauczyła się tańczyć i na weselu Twym pobawić gości big_grin
      • tricolour Ożenie się.. 01.06.08, 22:47
        ... jak mi sąd duchowny da zielone światło.

        Jeśli mi nie da, to też się ożenię, ale z obciążeniem, czego nie lubię. Lubię
        lekko i przyjemnie choćby "lekko i przyjemnie" miało przyjść z trudem i obciążeniem.

        smile)
        • manderla Re: Ożenie się.. 01.06.08, 22:58
          Kurcze, upiłam się troche, to fakt, w końcu dzien dziecka...
          Ale muszę Ci powiedziesz, jak juz cos powiesz, to powiesz smile
          I co. Zazdroszczę tej Twojej Pani.


          ps. ciekawam, czy znikniesz z forum, jak się ożenisz już... wink
          • tricolour Nie zazdrość tak szybko... 01.06.08, 23:06
            ... bo pierwsza pani uciekła smile)

            Czy zniknę po ślubie? Na pewno ograniczę pisanie, a może i nie... mogę pisać z
            lapka spod kołdry, z lasu, knajpy, kibelka...

            smile)
            • manderla Re: Nie zazdrość tak szybko... 01.06.08, 23:10
              Ty to zaraz głupio gadasz z kolei. Mówiłam o dobrej zazdrości.
              Życzliwej. W sensie, że fajnie jest, ze fajnie masz wink

              Ot, zaraz nadinterpretujesz wink
              • tricolour Miałem na myśli głównie to... 01.06.08, 23:12
                ... że noszę winę w sobie. Na codzień.

                • manderla Re: Miałem na myśli głównie to... 01.06.08, 23:14
                  Kazdy nosi.
                  Nie jestes wyjątkiem.
            • panda_zielona Re: Nie zazdrość tak szybko... 01.06.08, 23:13
              Ale teraz już wiesz jak budować żeby nie uciekła,a pisać będziesz bo
              lubisz nas wink
        • luka76 Re: Ożenie się.. 01.06.08, 23:27
          Jasne - sad duchowny da ci zielone swiatlo czyli jeden czlowiek zwany ksiedzem
          / po uprzednim "przeswietleniu twojego zycia malzenskiego i seksualnego/ powie
          ci: stwierdzam ze malzenstwo / pierwsze zostalo zawarte niewaznie - i to cie
          zrobi wolnym, lekkim i bez obciazen Zenada i Hipokryzja polska
          • luka76 Re: Ożenie się.. 01.06.08, 23:27
            To bylo do Tricoloura
            • luka76 Re: Ożenie się.. 01.06.08, 23:32
              Acha i jeszcze jedno : ten ksiadz to cham - mysle ze Pannie Mlodej zrobilo sie
              bardzo przykro
              • nangaparbat3 Re: Ożenie się.. 01.06.08, 23:54
                Też myyślę, że mogło jej byc przykro, zwlaszcza ze to wyjatkowo wrażliwa
                dziewczyna (ale w najlepszym znaczeniu słowa "wrażliwa").
                Co do ksiedza - sądzę, że wypadek przy pracy - czasem zdarza się palnac
                nieprawdopodobne glupstwo.
            • manderla Re: Ożenie się.. 01.06.08, 23:37
              Kurcze, Luka....

              ja jestem niewierząca, albo inaczej, wierząca w coś, COŚ, ale nie
              ceremoniały wszelkiej maści. Mnie też to mierzi.
              Ale dlaczego nie jestes w stanie zaakceptowac, że ktoś WIERZY.... bo
              przeciez nie czujesz mocy tej wiary, czyjejś wiary.
              Dlaczego od razu 'polska hipokryzja'??? Tak jednoznacznie? i
              Szlaban? sprawa jasna i zamknieta? No jak tak?
              • tricolour Właśnie, co Cię mierzi? 01.06.08, 23:41
                Przecież podczas procesu o nieważność małżeństwa nikt nie kwestionuje ceremonii
                ślubu ani nawet przepisowego prania się sztachetami podczas wesela - na znak, że
                ślub jest jak należy.

                Chodzi o warunki zaistnienia sakramentu, a sakrament istnieje (lub nie) poza
                ślubem jako ceremonią, poza weselem, poza oczami świadków, gości itp.
                • manderla Re: Właśnie, co Cię mierzi? 01.06.08, 23:55
                  Triii, ja zupełnie nie o tym mówię.
                  Księża to tez ludzie. A mierzi mnie, mówienie jednego w kościele i
                  udawania posłannika Boga,, a zupełnie inne zachowanie księzy na
                  codzień. Tylko to miałam na myśli. przykład.
                  Prosze bardzo.
                  Wynajmowałam w 1992 roku pokój u jednego księdza w łagiewnikach.
                  bylo nas tam kilka dziewczyn, Wszystkie spoza krakowa. Cały dół domu
                  był przenzaczony do wynajęcia.
                  umarł ksiądz, przyszedł jego syn (mieszkał w domu obok na
                  sąsiadującej działce). przyszedł i powiedzial: wszystkie laski
                  wyp...., bo dom musi sprzedać. Bo stary zszedł, a on to ma wszystko
                  gdzieś. Skąd wiem, ze syn? Bo kopia tatuś był, tyle tylko , ze nie
                  siwy i nie tak wychudzony jak ojciec.
                  Do samego księdza nic nie miałam jako do człowieka, bo tez na
                  początku mi wiele pomógł. jak nie miałam za zyc, to sam przyszedł i
                  powiedział, ze nie musze płacic za pokój, dopoki pracy jakiejsc nie
                  znajde. Był ok. Ale ten syn...Ojciec...ksiądz rzymsko-katolicki...
                  Ok, jego sprawa.
                  ja po prostu brzydzę się wszelkiego rodzaju instytucjami, i
                  niewazne, czy jest to Kościół, czy urząd miejski itp. Ktoś, coś, co
                  steruje (próbuje ssterowac)w sposób nieracjonalny, niekompetentny,
                  nieudolny moim zyciem. mam uraz. I kropka.
                  Do KGB również ;-/
                  • tricolour Kościół nie steruje moim życiem... 02.06.08, 00:00
                    ... to ja sam chcę zachowywać się zgodnie z jego regułami.
                    • manderla Re: Kościół nie steruje moim życiem... 02.06.08, 00:06
                      I to jest ok. i dlatego się nie zgadam z Luką ze nazywa to
                      hipokryzją. Bo nie wierzy , ze ktoś moze wierzyc. podwazając czyjąś
                      wiarę, nie akceptuje tego.... niewazne.
                      No własnie, najważniejsze jest to, co człowiek ma w sobie.
                      To co jest na pokaz, jest hipokryzją.
                      • luka76 Re: Kościół nie steruje moim życiem... 02.06.08, 00:48
                        Manderla - Wielu ludzi myli wiare w Boga z Klerem. Uwazaja ze jak ksiadz to Bog
                        , zreszta kiedys Glemp powiedzial " Kto sie osmiela mowic zle o ksiezach podnosi
                        reke na Boga" Ludzie w jakim my swiecie zyjemy. Nie jestesmy "Ludkiem Bozym "
                        okresu miedzywojjengo , kiedy na wsiach rodzilo sie po dziesiecioro dzieci a
                        ksiadz ostatnia krowe zywicielke zabral za pogrzeb dziadka /opowiadal mi to
                        ojciec/I teraz taki jeden z drugim idzie do Sadu Metropolitalnego / ostatnio
                        strasznie duzo spraw i ciagle przybywa - bo Exmezusiowie maja nowe laseczki i
                        stara zonka zawadza/ i daja tym panom wladze i oni maja stwierdzic zze zawarte
                        malzenstwo / pierwsze jest niewazne/.Powiem jedno: czlowiek naprawde wierzacy w
                        Boga / nie w kler-czyli ludzi takich jak my - tylko w Boga/ nie moglby prosic
                        zwyklych smiertelnikow / ksiezy/ o stwierdzenie niewaznosci malzenstwa -
                        zawartego w kosciele wlasnie przed Bogiem. Bo wiara ma to do siebie ze jest
                        jedyna i niepowtarzalna a czlowiek / ksiadz/ moze byc grzeszny / zreszta na
                        kazdym kroku dowiadujemy sie o tym/ i moim zdaniem grzesznik nie moze w imie
                        Boga rozwiazac malzenstwa ale kaska robi swoje. Noi taki jeden z drugim czuje
                        sie wtedy lekko, bez obciazen. A zreszta jak :nie dostanie zielonego swiatla od
                        sadu duchownego to i tak sie przeciez ozeni - hahahahah noi to jest wlasnie
                        hipokryzja hahahahah . Pozdrawiam.
                        • manderla Luk 02.06.08, 16:07
                          ja to wszystko rozumiem, i powiedziałam wczesniej, ze nie mam
                          zaufania
                          do ŻA(Ą)DNYCH instytucji. Nieważne czy to byłbny Kościół, czy urząd
                          miejski, czy bank nawijajacy o "korzystych" kredytach, czy tez
                          maklerzy giełdowi wydający pozytywna opinię dla jakiejś spółki.
                          W instytucje nie wierzę.
                          Nie bardzo rozumiem skąd ten Twój post. Bo Tri powiedział, że robi
                          to dlatego, że SAM CHCE podlegać pewnym regułom. I chcę je spełnić.
                          Gdezie tu więc jest hipokryzja? No gdzie? On chce. Tyle. Nie robi
                          tego dla Ciebie, dla mnie, dla nikogo. Robi to dla siebie. Bo
                          uwaza , ze w ten sposób będzie czysty wobec siebie i Boga. Jest to
                          takie trudne do pojęcia?

                          A tekst , ze i tak się ozeni, jesli rozwodu nie dostanie.... No
                          własnie, potwierdza to tylko Twoje słowa. Nie da sie iść przeciw
                          machinie jaką jest Kościół. Ale tez powiedział, że bedzie to w sobie
                          nosił... To jak? jak nie dostanie rozwodu koscielnego czy tez nie
                          uzyska niewaznosci malzenstwa (cholera, nie wiem jak to sie nazywa
                          poprawnie), to ma się załamać? i skończyć na tym swoj żywot?
                          Bede nadal twierdziła ze nie ma w tym przypadku zadnej hipokryzji.
                          Hipokryzja by była, jakbym poszła do kościoła.... bo tak wszyscy (99
                          proc) robią. To tak.
                          A tak chodzę, kiedy JA mam taką potrzebę. Wewnętrzną. I w tym nie ma
                          zadnej hipokryzji.
                          • nangaparbat3 Re: Luk 02.06.08, 16:40
                            Hipokryzja jest - niestety - w regułach. Koscioł za nic nie chce wprowadzenia
                            rozwodów, wiec w coraz dziwaczniejszy sposob uzasadnia uniewaznienie małżeństwa.
                            Słyszałam niedawno w tv jakiegos ksiedza, co to mowił, że z coraz większym
                            zrozumieniem sie do tego podchodzi (w znaczeniu - coraz łatwiej uniewaznic).
                            Własciwie kazde małzeństwo mozna teraz uniewaznic, bo kazdy - prawie każdy? -
                            ukrywa przed slubem - albo nie jest swiadomy - jakichs swych slabosci, co to do
                            rozpadu mogą doprowadzic. A unieważniac na podstawie, ze ktoś nie był dojrzały -
                            no wybacz, to juz zakrawa na kpinę, czym to sie od rozwodu różni?
                            • tricolour Jeżeli używasz słowa "unieważnić"... 02.06.08, 16:46
                              ... wobec tego, co z definicji ma być nierozerwalne pod żadnym względem, to z
                              automatu dostajesz hipokryzję. Nawet bez rzeczonego księdza.

                              Dlaczego tak trudno myśleć o nieważności małżeństwa? Dlaczego używasz
                              niewłaściwego sformułowania, które zmienia sens i na tej "podstawie" wyciągasz
                              wnioski?
                              • nangaparbat3 Re: Jeżeli używasz słowa "unieważnić"... 02.06.08, 17:39
                                tricolour napisał:

                                > ... wobec tego, co z definicji ma być nierozerwalne pod żadnym względem, to z
                                > automatu dostajesz hipokryzję. Nawet bez rzeczonego księdza.
                                >
                                > Dlaczego tak trudno myśleć o nieważności małżeństwa? Dlaczego używasz
                                > niewłaściwego sformułowania, które zmienia sens i na tej "podstawie" wyciągasz
                                > wnioski?

                                OK, "uniewaznic" mówi sie potocznie. Ale czy to cos zmienia? Stwierdzic
                                "niewaznosc", bo narzeczony niedojrzały emocjonalnie był?
                                • tricolour A może inaczej... 02.06.08, 18:06
                                  ... wyświetlić na czym polegała ta niedojrzałość.

                                  Na forum Panie wielokrotnie pisały, że mężowie w niczym nie pomagali i cały dom
                                  był na głowie zony. Że po urodzeniu dziecka facet nie zajmował się maluszkiem
                                  tylko znikał albo pracował, co powodowało oddalenie psychiczne, a także
                                  fizyczne. Pisały, że nie dostawały żadnego wsparcia, a wręcz przeciwnie - faceci
                                  znajdowali sobie inne kobiety, z którymi mieli mniej KŁOPOTU takiego jak:
                                  codzienna troska i pielęgnacja związku, wzajemna pomoc i oddanie, wspólne
                                  wychowywanie dzieci, podporządkowanie dobra własnego dobru rodziny itp.

                                  Jeżeli takie było małżeństwo, to jest ono sprzeczne z założeniem związku
                                  sakramentalnego (a także stosownymi kanonami w KPK) i na tym można oprzeć proces.
                                  • nangaparbat3 Re: A może inaczej... 02.06.08, 18:15
                                    To są kruczki prawne, a nie ma w tym prawdy.
                                    • tricolour Masz sporo racji... 02.06.08, 18:27
                                      ... bo małżeństwo to także instytucja i formalizm opisany paragrafami.
                                      • nangaparbat3 Re: Masz sporo racji... 02.06.08, 18:35
                                        A ja myślałam ze to sakrament.
                                        • tricolour Istnieją warunki by był sakrament. 02.06.08, 18:45
                                          Literalne warunki.
                                  • tricolour Dodam jeszcze... 02.06.08, 18:22
                                    ... że często trudno zauważyć, że strona jest niedojrzała z racji tego, że nie
                                    ma obowiązków (np. nie ma jeszcze dzieci) albo strony ze sobą nie mieszkają więc
                                    nie wiadomo jak ważną rolę w życiu zajmuje np. praca, koledzy, alkohol, inne
                                    kobiety.

                                    To nie ma nic wspólnego z celowym ukrywaniem swoich wad. Niedojrzałość objawia
                                    się gdy pojawiają sie wyzwania, a komuś brakuje zasobów do ich rozwiązania -
                                    nagle kobieta odkrywa, że mąż nie jest przyjacielem, ani kochankiem, ani ojcem,
                                    ani żywicielem - i na dobrą sprawę nigdy nie był, tylko nie było to tak
                                    jaskrawie widoczne. Mało tego: często okazuje się, że facet nawet sobie nie
                                    zdawał sprawy, że małżeństwo nakłada obowiązki...
                                    • nangaparbat3 Re: Dodam jeszcze... 02.06.08, 18:36
                                      To wszystko prawda czy jednak w tym kontekscie rożni sie stwierdzenie
                                      nieważnosci od rozwodu?
                                      Niczym.
                                      • tricolour Niczym - w efekcie końcowym... 02.06.08, 18:51
                                        ... bo efektem końcowym jest wolność obu stron.

                                        Różni sie istotą: w przypadku rozwodu małżeństwo było, ale się skończyło. W
                                        przypadku nieważności - nigdy małżeństwa nie było - był konkubinat.
                                        • manderla Was rozsądzę ;) 02.06.08, 19:00
                                          Mowicie o tym samym (ew.myslicie), a uzywacie innych słow.
                                          Walka na słowa w rzeczy samej.
                                          Pokój z Wami smile
                                          • tricolour A z Tobą kuchnia.... 02.06.08, 19:06
                                            ... smile)
                                            • manderla Re: A z Tobą kuchnia.... 02.06.08, 19:08
                                              Hehehe, baaaardzo smieszne smile)
                                              Juz mam to i owo nakarmione i wysprzatane. Kuchnia za plecami. Dzis
                                              wiecej juz tam nie wchodzęwink
                                              • tricolour Wracając do tematu... 02.06.08, 19:12
                                                ... masz rację, że używamy różnych słów do opisu tej samej rzeczy. Sam kiedyś
                                                myślałem, pisałem i kłóciłem używając argumentów podobnych do Luki.

                                                Moje widzenie rzeczy zmieniło się w chwili gdy dotarło do mnie, że nie muszę
                                                walczyć z sądem i nieważnością czyjegoś małżeństwa, tylko zwyczajnie mogę zająć
                                                się swoim.
                                          • nangaparbat3 Re: Was rozsądzę ;) 02.06.08, 20:34
                                            manderla napisała:

                                            > Mowicie o tym samym (ew.myslicie), a uzywacie innych słow.
                                            > Walka na słowa w rzeczy samej.
                                            > Pokój z Wami smile

                                            Nieprawda.
                                            Bo jak małzeństwa nie bylo, to dziecko ewentualnie splodzone jest z konkubinatu.
                                            teraz dzieci maja równe prawa, ale jeszcze kilkadziesiat lat temu tak nie było.
                                            • manderla Re: Was rozsądzę ;) 02.06.08, 20:40
                                              Nango, dlaczego z konkubinatu? Z konkubinatu z p widzenia Kosciola.
                                              jak sie mialo slub cywilny - mialo sie dziecko w zwiazku małzenskim.
                                              Nie sadze by Tri nalezal do pokolenia, kiedy wystarczyl tylko slub
                                              konkordatowy.

                                              Sursum corda , tak czy inaczej smile
                                              • nangaparbat3 Re: Was rozsądzę ;) 02.06.08, 20:52
                                                manderla napisała:

                                                > Nango, dlaczego z konkubinatu? Z konkubinatu z p widzenia Kosciola.
                                                > jak sie mialo slub cywilny - mialo sie dziecko w zwiazku małzenskim.
                                                > Nie sadze by Tri nalezal do pokolenia, kiedy wystarczyl tylko slub
                                                > konkordatowy.
                                                >
                                                > Sursum corda , tak czy inaczej smile

                                                Nie wiem co Tri, to jego prywatna sprawa, chodzi o system.
                                                Skoro uznaje się, że małzeństwa nie było, to dziecko chyba jest nieslubne, prawda?
                                                Tak jak ja mam nieslubne wink
                                                Oczywiscie w oczach Kościoła.
                                                I na przykład ksiadz, ktoremu zgłaszałam do chrztu nasze "nieslubne" był
                                                rewelacyjny, gdyby ex sie zgodzil, pewnie bym zawalczyla o ślub koscielny - ale
                                                znam przypadki, nie takie rzadkie, ze dzieciom "nieśliubnym" chrztu odmowiono.
                                                To oczywiscie była indywidualna inicjatywa konkretnych proboszczow, ale zawsze.

                                                Jak pisałam - teraz to betka, ale kiedyś to byly czasem sprawy wagi państwowej,
                                                jak sie chcialo zostawic koronę nie pierworodnemu na przykład. Taki "niewazny"
                                                potomek tracil prawa do dziedziczenia 0- nie wiem czy wszystkie, to pewnie
                                                zależalo od państwa, ale róznice miedzy "prawymi" a "nie" dziecmi były zasadnicze.
                                                • manderla Re: Was rozsądzę ;) 02.06.08, 21:05
                                                  Wiem to wiem.... mozna to blizej omowic przy jakimś spotkankusmile bo
                                                  nie chce tego roztrzasac na forum.
                                                  Dlatego mówiłam, nie cierpie zadnych instytusji i jakichs chorych
                                                  norm, wymyslonych przez ludzi wbrew i na przekor ludziom tak
                                                  naprawde.
                                                  Nie lubie byc ograniczana prze pierdolnięte zapisy. Sorki.
                                                  Ale mam tak potęzby uraz, ze ... jak widziałam, ze arabowie i
                                                  murzyni dostają za kasę obywatelstwo polskie od tak, od reki. I
                                                  kiedy, mimo deklaracji oficjalnych Panstwa Polskiego nie mogłam
                                                  dostac polskich papierów, mimo ze Polką jestem z krwi i kości do
                                                  n-tego pokolenia wstecz, i zeby dostac polskie papiery musiałam sie
                                                  na lewo chajtnąć.... Takie to zycie, proste łatwe i przyjemne. ;-/ A
                                                  tworza go ludzie. mało tego tworzą przepisy, ktore interpretują jak
                                                  jest im wygodniej. mnie to kosztowało co najmniej 10 lat zycia.
                                                  Ktorych nikt mi nie zwroci.
                                                  Ok, sorry, wsciekłam się. Bez sensu.
                                                  • aron95 Polska to taka dziwna kraja 02.06.08, 21:17
                                                    Ci murzyni i araby jeszcze nie wiedzą , że gdzie indziej by się lepiej mieli .
                                                    Akurat obserwuję jak Polacy zakładają firmy , pracują czy też osiedlają sie w
                                                    Czechach czy Słowacji bo prościej , łatwiej , taniej .
                                                  • manderla Re: Polska to taka dziwna kraja 02.06.08, 21:33
                                                    Ci murzyni i arabowie przyjechali do Polski mniej wiecej w tym samym
                                                    czasie co ja. I mieli obywatelstwo od reki. A teraz mają całą
                                                    Grodzką, Florianska Franciszkańską i inne głowne ulice opanowane
                                                    swoimi kebabami . I dobrze sobie radzą. Nie mam nic do nich jako
                                                    takich. Bo sa mi obojetni. Chodzi mi o interpretacje, naginanie,
                                                    wykorzystywanie prawa przez róznej masci urzędasów- półgłowków-
                                                    łapówkarzy, i chodzi mi o prawo które jest jak " закон что дышло,
                                                    куда повернул, туда и вышло... ", w wolnej interpretacji - prawo jak
                                                    dyszel, jak skręcisz - tak pojedziesz...
                                                  • aron95 Re: Polska to taka dziwna kraja 02.06.08, 21:40
                                                    Urzędasy to potrafią umilić życie .
                                                    Ostatnio to podają takie główne tłumaczenie - prawo Uni
                                                    Tylko w krajach Uni oczy ze zdumienia przecierają na to co polacy
                                                    wymyślają .

                                                    Ale na wschodzie jeszcze gorzej . Po Ukrainie trochu jeździłem
          • tricolour Żenująca to Ty jesteś... 01.06.08, 23:33
            ... ze swoją niewiedzą i uprzedzeniami. Nawiązanie do seksu oraz wcześniejsze
            posty jak to księża przy przesłuchaniu podniecają sie niektórymi pytaniami
            świadczą o płyciźnie myślenia i roli jaką cudzy seks pełni w Twoim życiu.
            Zalecam zajęcie się własnymi sprawami, a seksem w szczególności - dla zdrowia
            psychicznego.

            Ale oczywiście możesz uważać, że to Ty masz rację, a reszta się myli...

            tongue_outPP
            • nangaparbat3 Re: Żenująca to Ty jesteś... 02.06.08, 09:03
              tricolour napisał:

              > Ale oczywiście możesz uważać, że to Ty masz rację, a reszta się myli...
              >


              Jakos łatwo Ci twierdzic, że adwersarz ma inne zdanie niz RESZTA - a co to ta
              reszta? Jeszcze tak nie jest, zeby Tri był resztą świata. Oczywiscie zawsze
              mozna miec nadzieje.
              Co do ksiezy - watku nie pamietam, za to pamietam spowiedź w Kosciele Zbawiciela
              w Warszawie, miałam 18 lat, ksiedza interesowal wyłacznie seks, w długiej
              przemowie szczegołowo opowiedział mi, co robia - według niego - studenci. Ja
              bardzo późno zaczęlam (sex), wiec zdumiona wyszeptalam tylko: ja sie jeszcze
              nigdy nie calowałam - poszłam wtedy do spowiedzi, bo mialam watpliwosci,
              rozterki sciśle duchowej natury, chciałam rozmawiac z kimś madrym, zostało
              zdumienie i niesmak, tym bardziej ze po moim wyznaniu ksiadz calkowicie stracil
              zainteresowanie dla mojej osoby (w kosciele było pusto, nie musiał sie spieszyc).
              To była moja ostatnia spowiedź oprocz takiej pod przymusem, bo miałam byc chrzestną.
              • tricolour Reszta jest czytelna... 02.06.08, 15:45
                ... bo resztę stanowią ci, którzy dyskutują z Luką w różnych wątkach. Do reszty
                zalicza się Maria.Walewska, Mazur, Mona i inni, których można znaleźć przy
                pomocy wyszukiwarki. Nie chodziło mi o resztę świata, a nawet nie padło "reszta
                świata".

                Wyrażenie "dyskutują z Luką" jest nieprecyzyjne, bo dyskusją nie jest kopanie
                się z koniem. Luka nie zabiera głosu przy próbie merytorycznej wymianie opinii,
                jest pełna stereotypów (kasa, sex) i uprzedzeń.

                Spowiedź pod przymusem nie jest ważna.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka