A ja mam dziś urodziny.
Urodziłam się w niedzielę ,w czepku ,
w domu ciepłym kochających się i szanujących (do dziś ) rodziców i dziadków i w tak piękne święto.
Dziecko szczęścia można by pomyśleć prawda?
Urodziny obchodzę jutro w domu moich rodziców.
U siebie przygotuje małe co nieco i zabieram się z przyjaciółmi do rodziców na wieś.
Grill na świeżym powietrzu.
Moja córeczka spędza u nich wakacje....czekają tam na mnie.
Dzwonili śpiewając STO LAT z radością w głosie,chyba cieszą się ,że jestem,kochają mnie

Tak się więc złożyło ,że dziś jeszcze siedzę sama w pustym mieszkaniu.
Tu na miejscu rodziny nie mam i raczej nikt niezapowiedziany nie wpadnie.
Przyjaciele,znajomi już podzwonili....uroczystość właściwa(maleńka w gronie najbliższych) jutro.
Przygnębiła mnie pogoda ,to że jestem w tym momencie sama i wspomnienia....
Od kiedy w moje 30 urodziny rodzice mieli wypadek(jechali do mnie z tortem urodzinowym na szczęście przeżyli ,ale z ukochaną mamą było źle),a zaledwie kilka dni później dowiedziałam się ,
że mąż ma kochankę i czeka nas rozwód .....urodziny przestały mnie cieszyć.
Kończe dziś 32 lata.
Sam wiek mnie nie przygnębia - śmieje się ,że jestem wciąż 16 nastka,
tyle że po 16 na jeden półdupek

)
Od rozwodu minęło zaledwie ,a może już 8 miesięcy...
przed chwilą dostałam smsa z życzeniami od byłego męża -
"Wszystkiego najlepszego.Zdrówka i zadowolenia z życia!Sto lat!"
Myślałam ,ze jednak nie będzie pamiętał ,a jeśli nawet to że nie napisze.....jednak napisał.
Ucieszyło mnie to i przygnębiło jednocześnie.
Przecież to on zabrał mi zadowolenie z mojego życia ,podciął skrzydełka i sprawił że każdy dzień jest jakby walką o kolejny...
Powiedźcie ,ze będzie dobrze ....tylko tyle.