Dodaj do ulubionych

no wlasnie,co dalej?

12.09.08, 14:52
Jestem ciekawa,ile z was ulozylo sobie zycie po raz drugi...No i gdzie
poznalyscie tego kogos?Ja mam malutka coreczke,jestem dopiero na poczatku
rozwodu i martwie sie,ze juz nie spotkam nikogo watosciowego,kto bylby dobrym
ojcem dla mojego malenstwa i kogo naprawde pokocham...Dodam,ze mam 32 lata.
No i jak zaufac facetowi,skoro moj ukochany maz mnie zdradzal!
Obserwuj wątek
    • a.b1 Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 15:05
      przedewszystkim przestać myślec o byłym i przestać myśłeć, ze jak
      facet to napewno zdradzi
      każdy ma czystą karte.....ale obserwować nie zawadzi wink)
      31 na karku nowe życie od mniejwięcej roku, znaleźliśmy się w necie,
      ponoć fajna z nas para wink))))
      oboje wyciągneliśmy wnioski z poprzednich małżeństw, dla wielu osób
      z boku jesteśmy mocno trzepnięci z naszymi "dziwnymi" zasadami, ale
      to nas nie interesuje my jesteśmy najważniejsi i to co chcemy
      stworzyć
      Fakt, nie jest łatwo, jednak warto wink
      • mary171 Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:06
        Ja ułożyłam sobie życie...Rozwód był w lutym. Ułożyłam sobie, ale jestem sama smile))
        Poznaję nowych ludzi, spotykam się, ale na związek póki co nie jestem gotowa.
        Głównie z powodu synka. Nie wyobrażam sobie teraz normalnego, stałego związku.
        Może kiedyś jak synek będzie straszy.
        • pc_maniac Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:29
          Mnie ułożyło się drugie małżeństwo wprost idealnie.
          Jesteśmy już po ślubie 13 lat, więc z takiego okresu czasu można już jakieś
          wnioski wyciągać.

          Poprzednie małżeństwo trwało 12 lat i niestety od początku było nieco fikcją.
          Ale starałem się tą fikcję podtrzymywać dla dobra dziecka. Niestety gdy była
          żona uciekła z kochankiem, powiedziałem dość (choć nie od razu).
          Gdy wystąpiła o rozwód z początku nie chciałem się zgodzić, ciągnąłem to z
          półtora roku. Potem machnąłem ręką i powiedziałem "a idź sobie w cholerę".
          Hehe i stałem się w tym momencie wrogiem numer jeden, bo okazało się, że właśnie
          te półtora roku było czasem, po którym minęła fascynacja kochankiem pijaczkiem i
          kobieciarzem.

          Uff, z perspektywy czasu, cieszę się, że nie czekałem z tą decyzją choćby o
          miesiąc dłużej.
          Potem 3 lata bycia "kawalerem z odzysku". Różne były, czasem samotność mnie
          wykańczała psychicznie i zżerała jak rak. Czasem były durne szaleństwa z
          przyjaciółmi po knajpach. Spłacanie długów, jakie narobiła ex.

          Po 2 latach od rozstania poznałem pewną kobietę (z dzieckiem, ale to mi nie
          przeszkadzało, szczerze mówiąc to miałem nawet lepszy kontakt z małym niż jego
          rodzona matka).
          Niestety dama mego serca okazała się osobą nieco niezrównoważoną. Owszem kochała
          na zabój, ale miłością tak zaborczą, że nawet pójście do pracy wiązało się z
          przesłuchaniami co robiłem, czemu spotkałem się z kolegą itp. Innymi słowy
          chorobliwie zazdrosna i to wcale nie o kobiety, lecz o czas spędzany nie przy niej.

          Problem w tym, że ja miałem spore mieszkanie, a ona mieszkała z dzieckiem kątem
          u swoich rodziców. Zaproponowałem by się przenieśli do mnie (ślub również
          oczywiście zaproponowałem, ale o tym nie chciała słyszeć w ogóle), na co
          otrzymałem odpowiedź, że nie chce zmieniać miejsca zamieszkania, bo zmiana
          szkoły dla dziecka, zmiana otoczenia itd. itp.
          Czyli mieliśmy się spotykać przez kolejne lata jedynie w weekendy i święta. Co
          dla mnie po 2 latach takiego jeżdżenia było bez sensu.
          Więc po jakimśtam kolejnym jej wybuchu emocji, powiedziałem dość.

          Przeżyłem rozstanie z nią bardzo. Ale z perspektywy czasu cieszę się ze swojej
          decyzji.

          A jak poznałem swoją obecną żonę?
          Miałem ją poznać już na pewnym sylwestrze, gdzie zostałem zaproszony przez naszą
          wspólna koleżankę. Niestety bylem właśnie po rozstaniu z z osóbką opisaną
          powyżej i prawdę mówiąc miałem "babowstręt i towarzyskowstręt".
          Więc na sylwestra nie poszedłem. Jednak nasza wspólna koleżanka była sprytna.
          Kilka miesięcy później przyjechała z moją obecną żoną do mnie, pod pretekstem
          pomocy w sprawach komputerowych.
          No i się okazało, że moja obecna żona ma takiego samego hopla na punkcie
          komputerów jak ja. Kumpela siedziała sobie przy herbatce ze 2 godziny sama, a my
          przed kompem zapominając o Bożym świecie.

          Puentą był ślub po 3 miesiącach znajomości - hehe, jak widać z mojego przykładu
          (z poprzednią żoną przed ślubem znałem się ze 3 lata), czas w tych sprawach nie
          ma żadnego znaczenia. Trzeba mieć po prostu szczęście.
          • pc_maniac Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:34
            P.S.
            Po 8 latach urodziła nam się córeczka.
            Niestety ze starszą córką utraciłem kontakt. Wiele lat moja była ukrywała się
            przed komornikiem za nie popłacone długi z czasów naszego małżeństwa, potem
            przed policją za posługiwanie się fałszywym dowodem osobistym na moje nazwisko
            (lewe umowy kupna sprzedaży, czy pożyczki, sygnowane moim nazwiskiem).

            I tak, gdy po wielu latach dowiedziałem się przypadkiem gdzie przebywają, było
            już po herbacie - córka przez ten okres miała wystarczające "pranie mózgu" by
            nie chcieć się kontaktować ze mną, czy nawet dociekać, jak to faktycznie się
            stało z tym rozpadnięciem się małżeństwa.
          • fituq Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:34
            no piękna opowieść.

            znajomi tydzień temu się zaręczyli.
            on rozwodnik od 10 lat, z dorosłym synem
            ona rozwódka od 3 lat, z nastoletnią córką
            i wygląda na to że trafili wreszcie na siebie.
      • crazyrabbit Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:32
        Podpiszę się pod a.b1.
        Zmienić myslenie na mocno pozytywne. Faceci to świnie , ale nie
        wszyscy - porządne jednostki też się zdarzają!

        Ja swojego Niedźwiedzia Grizzli poznałam na portalu randkowym , po
        wielu rozczarowaniach , pomyłkach i różnych takich...
        Jestem od roku z inteligentnym przystojniakiem , dojrzałym
        mężczyzną , który ma dobrze poukładane w głowie , dołeczki w
        policzkach i cudny radiowy głos.

        Powtórzę po a.b1 - nie jest łatwo , ale warto smile))

        P.S. Znam kilka takich "netowych" par po przejściach. Aż miło na
        nich popatrzeć smile
        • pc_maniac Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:38
          > P.S. Znam kilka takich "netowych" par po przejściach. Aż miło na
          > nich popatrzeć smile

          Wiesz może coś w tym jest?
          Może po prostu łatwiej zbajerować drugą osobę w realu, mimika, wyglądem, gadką.
          A rozmawiając przez net wiele drobiazgów można wychwycić, które uciekają nam w
          realu. Ludzie się tak nie kamuflują ze swoim zachowaniem.
          Też znam kilka par, które poznały się w necie i też są szczęśliwi.
          Może to sposób na udane małżeństwa XXI wieku ?! Kto wie, kto wie...
          • crazyrabbit Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:50
            Wydaje mi się , że jest raczej odwrotnie.
            W internecie łatwiej można stworzyć sobie "innego siebie". Wykreować
            jakiś idealny byt i czarować , czarować... Z czymś takim też się
            spotkałam - wtedy prawda wychodzi dopiero w realu.

            Myślę , że nie ma to znaczenia , gdzie się spotka "drugą połówkę" ,
            bo każde miejsce jest dobre. Ważne jest , czy wyciągnęliśmy wnioski
            z przeszłości , czy umiemy zaufać , pokochać , dać siebie , a nie
            tylko brać.
            Samo życie... wink
            • pc_maniac Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:55
              Oczywiście, ze w necie można czarować. Problem tylko w tym, że prędzej czy
              później taki czaruś i tak się walnie na całego.
              Ktoś pitoli, że jest po studiach ekonomicznych, a tabliczki mnożenia nie zna.
              Ktoś chwali się jaki to oczytany, a zadaj pytanie co ostatnio czytał, to okazuje
              się, że gazetę sportową ;o)

              Mnie bardziej chodziło nie gdzie łatwiej ukryć kłamstewka czy w realu czy w
              necie, lecz gdzie łatwiej można je zauważyć.
              Bo kłamca i tu i tam popełnia błędy, tylko my ich w realu tak łatwo nie widzimy.
              • fituq Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 20:01
                > Ktoś pitoli, że jest po studiach ekonomicznych, a tabliczki mnożenia nie zna.
                > Ktoś chwali się jaki to oczytany, a zadaj pytanie co ostatnio czytał, to okazuj
                > e
                > się, że gazetę sportową ;o)

                w necie można pitolić byle co i bardzo długo nie być przyłapanym na kłamstwie.
                wystarczy mieć otwarte google w drugim oknie i dyskutowac możemy komputerowo o
                wszystkim smile))

                w realu korygujesz kłamstwa od razu. bo nie ma czasu na zastanowienie jak w mailu.
              • nangaparbat3 Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 22:12
                Ciekawe - mnie się zdaje, ze w necie mozna wszystko - a w realu raczej sie wyda
                - zdradzi mimika, gest, ton głosu - i juz.
                • tricolour Mnie intrygue jedna rzecz... 13.09.08, 15:38
                  ... dlaczego uwaga skupiona jest na możliwości okłamywania w necie i gdzie jest
                  łatwiej: w realu, w necie, mimika, gesty, ton, maile, gdzie sie łatwiej wyda itp.

                  Przecież można nie okłamywać, można być niezdarnym i nieumiejętnym w jednych
                  sprawach, a specem w drugim.
                  • nangaparbat3 Re: Mnie intrygue jedna rzecz... 13.09.08, 17:03
                    > ... dlaczego uwaga skupiona jest na możliwości okłamywania w necie i gdzie jest
                    > łatwiej: w realu, w necie, mimika, gesty, ton, maile, gdzie sie łatwiej wyda it
                    > p.


                    O kłamaniu - bo Autorka watku boi się, ze znowu ktos ja oszuka, tak bardzo sie
                    boi, że odbiera sobie szanse na zwiazek, ktorego pragnie.
                    Nic intrygujacego w tym nie ma.


                    > Przecież można nie okłamywać, można być niezdarnym i nieumiejętnym w jednych
                    > sprawach, a specem w drugim.

                    No i pewniesmile
            • fituq Re: no wlasnie,co dalej? 12.09.08, 19:57
              W internecie jest się najłatwiej "spotkać" dwojgu nieznającym się zapracowanym
              osobom. i to jest plus internetu i powód że pojawiają się "pary z internetu".
              a okłamać można w nim duzo łatwiej niż poznajac się od początku w realu, nie
              widzi się języka ciała.
            • pewna_taka off topic - znajomości internetowe 13.09.08, 20:57
              powiedzcie proszę jak Wasze środowisko postrzega znajomości /
              związki internetowe? całkiem niedawno poznałam kogoś i znajmość ta
              rozkręca się powoli, jednak jeśli tylko podzielę się tym newsem ze
              znajmomymi, rodziną, itp, to słyszę, że to bez sensu, że taka
              relacja nie ma racji bytu, że jest tyle innych miejsc, gdzie można
              poznać ludzi, itp, itd... czasami głupio się czuję, gdy muszę
              odpowiedzieć na pytanie skąd się znamy. rozmawiałam z nim na ten
              temat i wyobraźcie sobie, że spotykają go podobne komentarze i on
              też czuje się z tym nieswojo (chodzi tylko o sam fakt, że poznaliśmy
              się w necie, reszta jest bardzo ok wink) droga redakcjo, czy da się
              z tym żyć?
              • jasminowo Re: off topic - znajomości internetowe 14.09.08, 10:05
                a da sie smile już dawno machnęłam ręką na tych, co mają ograniczone umysły. Jak
                przeczuwasz, że ktoś nie ma otwartej głowy odpowiadaj pytaniem - czy to ważne?
                Znam naprawdę sporo tak poznanych par. Dobrych i udanych. Ograniczeni zawsze
                znajdą powód do czepiania sie...
                • mariaeva Re: off topic - znajomości internetowe 16.09.08, 19:17
                  ja kiedys poznalam faceta
                  zylismy juz z soba jakis czas ale okazal sie naciagaczem i kims kto
                  lubil przygody w necie
    • mania5000 Re: no wlasnie,co dalej? 13.09.08, 15:21
      mam takie same doswiadczenia i obawy jak Ty, a nawet ten sam wiek i
      kilkuletnie dziecko, wszedzie spotykam tylko pary, wszyscy są
      zajeci, nie wiem gdzie mozna spotkac kogos wartosciowego, w dodatku
      nie wiem czy mozna sobie tak na nowo prawdziwie ulozyc zycie gdy eks
      nie znika z naszego zycia chocby z powodu czestych kontaktow z
      dzieckiem, bo trudno odciąć sie wtedy od przeszlosci, jest tak jak
      ktos napisal, zamienia sie jedne problemy na drugie;
      • amellka32 Re: no wlasnie,co dalej? 13.09.08, 20:56
        w dzisiejszych czasach,chyba glownie w necie mozna spotkac kogos.w pracy jakos
        nie znam nikogo ciekawego,wszyscy znajomi maja swoje zycie,a przeciez po
        knajpach wloczyc sie nie bedewink
        na pewno trudno zaczac od nowa,zwlaszcza,gdy sie kochalo mezasadmi sie zdaje,ze
        dopiero poznanie kogos umozliwi odciecie sie od przeszlosci.
        • mania5000 Re: no wlasnie,co dalej? 14.09.08, 09:24
          ciężko wyrzucić z serca ojca swojego dziecka, ale poznanie kogoś dla
          kogo byłoby się najważniejszą osobą na świecie, na pewno ułatwiłoby
          sprawę, ale to tak mało realne, ja mimo że czasem wychodzę w różne
          miejsca rzadko kogoś poznaję a jak poznaję to nie jest to facet
          który szuka kobiety na stałe,szukanie internetowe przypomina
          casting, w szukaniu przez internet nie ma tej spontaniczności,
          poznanie w realu jest fajniejsze;
          • jasminowo Re: no wlasnie,co dalej? 14.09.08, 10:08
            Jak rózne są osobowości, tak rózne są potrzeby również co do miejsc szukania...
            Cholera co z tym szukaniem wszyscy...
            A swoją drogą - klin klinem? Wywalcie najpierw eksa raz na zawsze. Posprzątajcie
            w serduchach i dopiero przyjmujcie następnego. Sama nie miałabym ochoty wypychać
            poprzedniczki z serca partnera...
            • cathy_bum Re: no wlasnie,co dalej? 14.09.08, 12:10
              Jasminowo, no żeszz.... Jak zawsze się z Tobą zgadzam. To już nudne
              się robitongue_outP
              Najpierw trzeba się w exie/exi odkochać, żeby zacząć myśleć o nowym
              związku. Oczywiście blizny po starym związku tak łatwo nie schodzą i
              często nowy związek bardzo utrudniają. Na to nie ma rady - trzeba
              swoje lęki oswoić, przegadać z partnerem. Ale to ma jakiekolwiek
              szanse tylko wtedy, jak po byłym już posprzątane.
              Dla mnie internet jest takim samym miejscem jak świat realny na
              zawiązywanie znajomości. Zawiodłam się na paru osobach poznanych w
              necie, zawodzą mnie czasem ludzie poznani w realu. Ot, takie życie.
              A w necie można kogoś poznać wcale nie szukającsmile))
              • maryalex crazyrabbit 16.09.08, 14:21
                Mam dokładnie to samo zdanie co Tysmile
                co do reala,szybciej możemy zweryfikowć,ocenić i wyłapać,
                w necie jest trudniej,nie można np. ocenić poziomu testosteronusmile
                Jednakże jest nadzieja, posiadając kamerę i słuchawki nie jesteśmy
                już tacy anonimowismile
                Poza tym na wszystko przyjdzie czas, ja nawet o ślubie nie chciałam
                słyszeć,nigdy w życiu! a teraz...ta myśl gdzieś przemyka i
                dziecko...ehhh
                • crazyrabbit Maryalex! 16.09.08, 18:25
                  > w necie jest trudniej,nie można np. ocenić poziomu testosteronusmile

                  Uśmiałam się strasznie z tego co napisałaś! Sama prawda , kobieto ,
                  sama prawda.
                  No cóż , życie uczy wink

                  > Poza tym na wszystko przyjdzie czas, ja nawet o ślubie nie
                  chciałam
                  > słyszeć,nigdy w życiu! a teraz...ta myśl gdzieś przemyka i
                  > dziecko...ehhh

                  Ja ślubu nie chcę - po co mi papier?
                  Dziecko też odpada - wspólnie mamy trójkę big_grin i starczy big_grinDDD
                  --
                  Nie pytaj "co Prezydent może zrobić dla kraju?" - zapytaj: "co TY
                  możesz zrobić aby ON tego nie zrobił!"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka