Dodaj do ulubionych

czy to musi być POZEW???

17.11.08, 08:02
Witajcie, mam może trochę głupie pytanie. Otóż chcemy się rozwieść z
mężem bez orzekania o winie. Pod tym względem jesteśmy zgodni, nikt
nikomu przeszkód robić nie będzie. I tu mnie dręczy myśl - czy
koniecznie jedno z nas musi POZWAĆ drugiego do rozwodu? To znaczy
chodzi mi o to, że ja składam wniosek do sądu o rozwiązanie mojego
małżeństwa z takim to a takim i tak dalej. Czy nie może to być
zgodny wniosek obu stron? Napiszemy, że my, Anna i Jan Nowakowie,
zwracamy się do sądu o rozwiązenie naszego małżeństwa rozwodem bez
orzekania o winie którejkolwiek ze stron. Jest możliwy taki wniosek,
czy musi to być pozwanie jednego małżonka przez drugiego?
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: czy to musi być POZEW??? 17.11.08, 08:33
      Niestety polskie prawo nie przewiduje takiej możliwości. Zgodny
      wniosek można złożyć jedynie o separację, a i to tylko w przypadku
      gdy nie ma małoletnich dzieci.
      • super.anczysko Re: czy to musi być POZEW??? 17.11.08, 09:59
        Dzięki za odpowiedź. Swoją drogą to bez sensu, dlaczego ja mam
        pozywac jego albo on mnie, jak zgodnie doszliśmy do tego, że nie
        chcemy być razem, dzieci nie mamy, dwa osobne mieszkania... No ale
        trudno, zrobimy jak polskie prawo przewidujesmile
        • tricolour Może jednak ma sens... 17.11.08, 10:07
          ... skoro zdecydowaliście się na małżeństwo, a nie na spółkę czy inną formę
          wspólnego życia.

          Małżeństwo pociąga za sobą określone skutki - w tym także formę jego rozwiązania
          (lub trwania do śmierci), na którą decydują się małżonkowie.
    • marcin_dziki Re: czy to musi być POZEW??? 18.11.08, 02:38
      j.w.
      • super.anczysko Re: czy to musi być POZEW??? 18.11.08, 08:16
        No ok, zdecydowaliśmy się razem na małżeństwo, nie musiałam męża
        pozywać ani on mnie do USCsmile A teraz zdecydowaliśmy sę na rozwód,
        niby dlaczego nie można napisać zgodnego wniosku, tylko trzeba
        pozwać jedno drugiego? to mnie intryguje, poprostu myślę, że mogłaby
        być taka możliwość dla par, które chcą zgodnie się rozejść, nie
        szarpiąc się nie awanturując, kulturalnie, bo tak też się zdarza
        czego jesteśmy najlepszym przykładem.
        • markac28 Re: czy to musi być POZEW??? 18.11.08, 11:48
          Bardzo się dziwię, że się rozwodzicie skoro taka zgodna z was para.
          A myślisz, że poza wami nie ma innych małżeństw, które potrafią się
          kulturalnie rozstać? Jeśli tak to współczuję.
          Chociaż twoje pytanie zawarte w temacie wywołało uśmiech na mej
          twarzy i za to dziękuję> Pozdrawiam
        • akacjax Re: czy to musi być POZEW??? 18.11.08, 13:23
          Macie dzieci małoletnie?
          • super.anczysko Re: czy to musi być POZEW??? 18.11.08, 14:35
            Bardzo zgodnie się rozchodzimy, teraz jak podjęliśmy o tym decyzję,
            to dogadujemy się najlepiej w życiu, a przeżyliśmy wspólnie 15 lat.
            Nie chcemy sobie stać na drodze, priorytety życiowe i to czego
            pragniemy od kilku lat zaczęło się różnić diametralnie, ani on, ani
            ja męczennikami nie jesteśmysmile
            Życzymy sobie szczęścia nawzajem, czego ludzie dookoła nie potrafią
            zrozumieć. Ich problem.
            Nie, nie mamy dzieci, to też wynikło z różnych spojrzeń na ten temat.
            Pozdrawiam wszystkich.
            • stokroteczka721 Re: czy to musi być POZEW??? 18.11.08, 15:45
              Gratuluje ogromnej dojrzałości, brawosmile
              Aż miło czyta się takie posty. Dziękuję, że zamieściłaś tu taki wpis, różni
              ludzie tu zaglądają, niech się uczą i naśladują innych a w tym wypadku WAS. Nie
              mówię tu o przesadnej, miłosnej atmosferze rozstawania się ale niech każdy z nas
              zachowa się przynajmniej w połowie dojrzale jak Wy to będzie ogromny sukces!! Z
              przykrością stwierdzam, że co najmniej 2/3 rozwodzących się par robi sobie na
              złość: zabiera ukradkiem rzeczy z mieszkania czyt. okrada go, manipulują dziećmi
              i inne .... I to jest żenującesad
              Jeszcze raz brawo, gratulujęsmile
              • tricolour Dojrzałość polega na tym... 18.11.08, 15:52
                ... by umieć zbudować stabilny związek oparty na miłości, co stanowi sens życia.

                Jest oczywiście formą dojrzałości umiejętność rozwodu bez walki na noże, ale
                jest to tylko umiejętność wyjścia z destrukcji, którą samemu się wypracowało. Do
                umiejętności budowy jeszcze daleko...

                • stokroteczka721 Re: Dojrzałość polega na tym... 18.11.08, 16:11
                  Tri ... masz rację, dojrzałość to umiejętność budowania związku w miłości ale i
                  umiejętność rozstawania się. Niestety, każdy z nas, przebywający tutaj wie, ze
                  nie zawsze to się udaje, nawet gdybyśmy tego bardzo chcieli. Po prostu nie
                  wychodzi i tyle!
                  • tricolour Hm... 18.11.08, 16:31
                    ... odnoszę czasem wrażenie, że walka na noże podczas rozstania może oczyszczać,
                    bo jest wyrazem, że ludzie żyją, mają emocjonalność, ale różną i stąd walka. Po
                    walce jest wyciszenie i spokój.

                    Miłe rozstanie, pełnie zrozumienia i troski o przyszłość byłego partnera wieje
                    dla mnie chłodem i kalkulacją. Wali się najważniejsza rzecz w życiu, a tu luzik
                    - gdzie jest życie?
                    • super.anczysko Re: Hm... 19.11.08, 08:22
                      Trochę masz rację, że wali się najważniejsza rzecz w życiu... Ale z
                      drugiej strony, dlaczego ma być źle? Dlaczego utrzymywać małżeństwo,
                      jeśli nie potrafimy się dogadać? Przeżyłam z nim 15 lat i bywało
                      róznie, cudownie, pięknie, czasem awanturnie, jak we wszystkich
                      małżeństwach. Jednak nieporozumienia okazały się silniejsze od nas,
                      poczuliśmy, że jakoś żadne z nas nie ma ochoty iśc na kompromisy,
                      nieraz naprawdę daleko idące. Usiedliśmy przy kolacji i
                      rozmawialiśmy o tym i stwierdziliśmy, że skoro tak, to rozstajemy
                      się. Powiem Wam, że to nie była łatwa decyzja. Ale kiedy to już
                      sobie powiedzieliśmy, to jakby nastąpiło jakieś oczyszczenie,
                      poczuliśmy się oboje lepiej. Ja teraz mieszkam osobno, on też, minął
                      już jakiś czas i podjęliśmy decyzję, że już formalnie sobie wszystko
                      załatwimy. Właśnie wczoraj napisałam pozew, on go zabrał do
                      konsultacji z prawnikiem i rozpoczniemy machinę sądową...
                      Wiem, że wiele osób się szarpie, toczy wręcz bitwy o majątek,
                      dzieci, itd. Bardzo im wszystkim współczuję i trzymam kciuki, żeby
                      wszystko potoczyło się po waszej myśli.
                      Pozdrawiam
                      • kingas38 Re: Hm... 19.11.08, 08:43
                        Jestem pełna podziwu dla ludzi którzy nawet w najtrudniejszych
                        momentach życia potrafią rozmawiać ze sobą i na spokojnie podejmować
                        trudne decyzje.Bez awantur, szarpania,ciągania po sądach itd. Moje
                        rozstanie z ex było koszmarne...
                    • ona_37 Re: Hm... 19.11.08, 08:30
                      tricolour napisał:

                      > ... odnoszę czasem wrażenie, że walka na noże podczas rozstania może oczyszczać
                      > ,
                      > bo jest wyrazem, że ludzie żyją, mają emocjonalność, ale różną i stąd walka. Po
                      > walce jest wyciszenie i spokój.
                      >
                      > Miłe rozstanie, pełnie zrozumienia i troski o przyszłość byłego partnera wieje
                      > dla mnie chłodem i kalkulacją. Wali się najważniejsza rzecz w życiu, a tu luzik
                      > - gdzie jest życie? Zgadzam się
                      z Tobą ,rozstanie bez emocji ,czy może udawanie że nie ma emocji?Nie zależnie od
                      tego jaka jest sytuacja , czy są dzieci czy nie,zawsze jesteśmy związani
                      emocjonalne,albo się oszukujemy....Rozwód to nie wszystko,to tylko formalność
                      która przywraca wolność,często pod wpływem "impulsu" po nim dopiero jeste
                      docierają do nas pewne przemyślenia......
                      • super.anczysko Re: Hm... 19.11.08, 09:11
                        w naszym przypadku był czas na przemyślenie. Od dłuższego czasu
                        mieszkamy osobno, jeśliby uczucie wygrało, chcielibyśmy być razem
                        nadal, to byśmy byli, ale nie. Mnie dobrze, jemu dobrze, spotykamy
                        się czasem bo mamy wspólne zwierzę do opieki, czasem zjemy obiad,
                        wypijemy kawę i rozmawia nam się tak dobrze jak nigdy. Chyba
                        dlatego, że nie ma między nami już żadnego napięcia? nie wiem. Ale
                        cieszę się, że to tak się rozegrało a nie inaczej
                        • j2j Re: Hm... 19.11.08, 16:07
                          Tak, to raczej rzadko spotykane by az tak "nudnie"smile opisywac temat
                          rozwodu. Musze przyznac ze az trudno mi uwiezyc ze tak mozna.
                          I nie chodzi mi o szarpaniny ale o taki brak emocji - tak to
                          odczytuje, moze blednie oczywiscie.
                          Wydaje mi sie tez ze sporo zmienia status materialny, majatek do
                          podzialu, ktory w sytuacjach rozejscia staje sie czesto trofeum
                          glownym. A do tego zazwyczaj dochodza dzieci - i czesto powolujac
                          sie na ich dobro tak na prawde walczymy o "swoja prawde" i "nasze na
                          wierzchu".
                          W Twoim przypadku mysle tych dodatkowych czynnikow zapalnych jest po
                          prostu mniej. Ale nie zmienia to faktu ze i odpowiednim poziomem
                          kultury trzeba sie wykazywac by rzeczowo i racjonalnie podchodzic
                          badz co badz do wcale nieprzyjemnej sprawy.
                          Pozostanie tylko niezbyt przyjemna formalnosc stawienia sie przed
                          obliczem i wykazania ze zwiazek nie ma racji bytu.
                          Pozazdroscic "takiego" problemu smile)
    • nangaparbat3 Re: czy to musi być POZEW??? 19.11.08, 20:18
      Mysmy usiedli razem i wspolnie napisalismy coś w rodzaju podania o rozwiazanie
      naszego malzeństwa. Wydawalo nam się, ze skoro oboje sie zgadzamy, jeśli
      ustalilismy w zgodzie sprawy opieki nad corką, alimentów, podzialu majątku (no
      dobra, nie bylo za bardzo co dzielic), to taki wspólny wniosek jest oczywistoscia.
      No i dzisiejszy ex zostal wysmiany i pogoniony.
      I trzeba bylo napisac pozew - spadło to na niego, bo ustalilismy - znowu zgodnie
      - ze on się zajmuje rozwodem. Musial więc wystąpic przeciwko mnie i dowiesc w
      pozwie, że złą żoną byłam - mimo ze wnosil o rozwod bez orzekania o winie.
      Pisal go kilkakrotnie i kilkakrotnie go z sądu wyrzucano, wreszcie zapłacil
      jakiejś pani prawniczce od rozwodow - przeczytałam temn pozew kiedy - zgodnie -
      czekalismy na rozprawę, i wtedy dopiero sie rozryczalam, z wsciekosci, bo
      pomijajac już rózne przerysowania i niescislosci, było tam jawne i zasadnicze
      klamstwo w naprawdę ważnej sprawie. Ex sie tlumaczyl, ze on tego wszystkiego nie
      myśli, że kobieta nie chciala poprawic (tłumacząc, ze po poprawieniu nie
      dostaniemy rozwodu), etc., etc. - w każdym razie na pewno mu było glupio.
      Na szczęscie pani sedzia byla sensowna i taktowna, i potem juz poszlo bezbolesnie.

      W kazdym razie wymuszanie pozwu przez prawo jest szkodliwe i bezzasadne i bardzo
      bym chciała, żeby przepisy w tej sprawie zmienic.
      • dede43 Re: czy to musi być POZEW??? 20.11.08, 10:34
        Ja się rozwodziłam juz 100 temu, tez bez orzekania o winie i za
        wspólna zgodą. Niestety musiałam napisac pozew i coś o niezgodności
        charakterów. Były wówczas zawsze dwie rozprawy: pojednawcza i
        rozwodowa. Na pytanie sedziego, dlaczego, my takie zgodne stadło
        chcemy sie rozwieść mieliśmy właściwie tylko jedna odpowiedź - bo
        niepotrzebnie sie pobieraliśmy. Rozwód uzyskalismy na 2-giej
        sprawie. Byliśmy młodzi (21 i 25 lat), bezdzietni i bez majatku.
        Staż małżeński 2 lata.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka