03.01.09, 22:23
Pisałem Wam kiedyś o pewnej kobiecie; poznała faceta, wzięli ślub,
zamieszkali razem; on - były kryminalista i ona - prosta kobieta,
całe życie pracująca jako sprzątaczka. Urodziła syna. A potem
zaczęło się piekło (chociaż trwało też wcześniej): pił, wyprowadzał
się i wracał od kobiet, sprzedawał Jej ciężko zapracowane rzeczy na
alkohol,awanturował się itd.
Minęły lata: Jej mąż pałętał się o świecie, bezdomny, aż
wreszcie oślepł po wypiciu podejrzanego alkoholu. Przyjęła go do
domu i opiekowała się nim. Teraz jest w przytułku.
Zapaliłem znicz na Jej grobie. Jakże byłem dumny, że przetrwała,
że przeniosła małżeństwo przez swoje piekło, że na czarodziejskim
dywanie swojej miłości dostała się do nieba - z całą pełną rodziną.
I chociaż nigdy już Jej nie spotkam na naszej ulicy pełnej kasztanów
i nigdy już w świetle ziemskiego słońca nie spyta mnie cicho,
miękko: "Jak, A...?", to jestem dumny, że zaszczyciła mnie swoja
uwagą.
Taki wielki człowiek bez hańby rozwodu, bez skazy braku serca do
ludzi! Leży sobie i patrzy prosto na szczyty gór, a pod Jej stopami -
tak blisko, że tylko sfrunąć - miasto ze swoimi namiętnościami,z
mężczyznami i kobietami goniącymi ciągle za nową przygodą, nową
miłością, ułudą, nie zważającymi na ludzi obok, a szczególnie na
nabliższych.
P.s. Phokaro, crazy - mam także przyjemność podziękować Wam za
życzenia (dopiero wróciłem - z egzotyki upałów w chłód Jej smierci).
Wszystkiego dobrego i pięknych dni w tym roku. Dziękuję Wam i wielu
za wiele mądrych słów.


Obserwuj wątek
    • amydaria Re: epitafium 03.01.09, 22:39
      tiaa.... co za "piękna" historia. nie "shańbiona" rozwodem...

      bardziej prawdziwe, były by słowa jej syna o to jak musiał żyć jako dziecko i co
      się dzieje z jego emocjami nadal, co dzień.
      • mariefurie Re: epitafium 03.01.09, 22:50
        amydaria napisała:

        > tiaa.... co za "piękna" historia. nie "shańbiona" rozwodem...


        Boże, cóż za cynizm!
        • amydaria Re: epitafium 03.01.09, 22:58
          boga w to nie mieszaj.
          idealizujmy wszystkie historie w których mąż tłucze żonę i dzieci, hleje, dzieci
          MUSZĄ na to patrzeć i to znosić bo są MAŁE, a matka bezwolnie się tyranowi
          poddaje ... żeby się rozwodem NIE ZHAŃBIĆ!
          -gloryfikacja tego = to dopiero cynizm.
    • dsz27 Re: epitafium 04.01.09, 09:14
      Hmmm....
      Nie zhańbiona rozwodem ale chyba umęczona życiem z kimś takim, jak jej mąż.
      Warto było zadręczać siebie trwając w tym "własnym" piekle??? No cóż, można
      spojrzeć na to w dwojaki sposób.
      Idealnie pasuje tu powiedzonko, które jedna z nas ma w stopce: "z prawda jest
      jak z dupą, każdy siedzi na swojej".

      Miłego dnia.

      Dziś mam taką małą rocznicę, 30-stą. Nie pisze tego, żeby domagać się życzeń.
      Ale piszę Wam o tym bo ciesze się, że mam pewien etap życia za sobą. 30-stka na
      karu, dwójka dzieci i praktycznie rozwód, z kimś kto tak na prawdę nigdy nie był
      dla mnie.
      Dzięki za siłę, która mi dawaliście i dajecie cały czas.
      I oby mniej takich historii jak ta, z głównego wątku.

      Miłej niedzieli
      Dominika
      • nangaparbat3 trzydziestka na karku 04.01.09, 10:29
        Czyli całe zycie przed Tobą smile)))
        Wszystkiego, co najlepszesmile
      • zmienilamnicka Re: epitafium 04.01.09, 22:26
        Domi, wszystkiego najlepszego! piękny wiek smile I wiele wspaniałych dni przed Tobą
        smile Pomyślności życzę.
      • aron95 dsz27 05.01.09, 10:49
        Wszystkiego naj , siły i wytrwałości !
        Ja na spotkania nie jeżdżę ale przez Bielsko często w góry przejeżdżam
        i jeśli byś zechciała zaszczycić takiego brzydala jak ja , to zapraszam na
        "koleżeńską" kawkę

        • dsz27 Aron 05.01.09, 11:26
          Koleżeńska kawka dobrze mi zrobi, czuję się zaproszonasmile Daj tylko znać kiedy
          będziesz "w okolicy"winkto się umówimysmile
          A czemu to na spotkania nie jeździsz?
          • jarkoni Re: Dominiko 05.01.09, 16:04
            Wszelakiego naj i oby ten rok nie był gorszy od poprzednich.
            Czego i wrednie sobie też życzę...
      • danagr domi 05.01.09, 21:36
        dolaczam sie z zyczeniami do innych, a od siebie dodam iz zycze ci aby nastepny
        meski egzemplarz byl udany i zeby dzieci chowaly sie zdrowo.
        • dsz27 Re: domi 05.01.09, 21:43
          Danagr faktycznie ten stary egzemplarz był delikatnie mówiąc zepsuty od
          nowości.Następny męski egzemplarz MUSI być lepszy bo wyjścia nie mawink Dzięki
          Dzisiaj usłyszałam od pana męża, że zauważył, że rozkwitam i rozwijam się
          zawodowo, że fiu fiu itd. Zasugerował, że zaczyna go "ruszać" cokolwiek w jego
          mniemaniu to znaczywink
          Dlatego utwierdzam się w przekonaniu, że nasza siła jest w nas. A jak mojego
          męża rusza ta pozytywna zmiana to każdego innego ruszywink Pamiętajcie nasze
          sukcesy i szczęście najbardziej ubodą tych co nami pogardzili. To kwestia czasu.

          Jeszcze raz dzięki za życzonka. Stara dupa ze mniewink
          • danagr Re: domi 05.01.09, 22:58
            dsz27 napisała:

            > Danagr faktycznie ten stary egzemplarz był delikatnie mówiąc zepsuty od
            > nowości.Następny męski egzemplarz MUSI być lepszy bo wyjścia nie mawink Dzięki

            wierze, ze trafi Ci sie pełnosprawny modelsmile....takie cieplo i dobroc przebija
            przez twoje posty, musi byc to wynagrodzone.

            > Pamiętajcie nasze
            > sukcesy i szczęście najbardziej ubodą tych co nami pogardzili. To kwestia czasu

            I tak jest, wiec do przodu, nie ogladajac sie za siebie.

            > Stara dupa ze mniewink

            Jaka stara, mlodasmile, jeszcze wiele przed toba.
    • nangaparbat3 Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 10:28
      Historia tej Pani budzi we mnie tkliwośc - dla Niej, zadumę nad ludzkim losem,
      tesknote za miłoscią, ktora jest miłościa do końca, nie ustaje, gdy "zawiazek
      wydaje sie nie dosc satysfakcjonujacy".

      Ale jaki to dla Ciebie powod do dumy? Jakie Ty masz prawo pisac o hańbie rozwodu
      (juz pomijam absurdalnosc tych słów)?
      Co TY zrobileś, kiedy zona Cie odrzuciła? Czekałes latami, z nadzieją na
      odmiane? Dochowaleś wierności (nie myśle o tej seksualnej, ale o wiernosci
      czlowiekowi) z nadzieją, że do Ciebie wroci, moze po to, bys sie nia juz tylko
      opiekował?
      Czy Ty naprawde nie dostrzegasz, jak rozne stawiasz cele - sobie i innym?
      • kasper254 Re: Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 21:22
        "Gloryfikacja", "kod", "leczenie określonych postaw" - to nowo-mowa;
        tak może napisac niedojrzały człowiek, który postrzega świat w
        kolorach bieli i czerni. I ciągle obwinia rodziców o wszystko, gdyż
        nie umie wziąć odpowiedzialności za swoje życie. Dla niego miłość w
        czasach zarazy jest gloryfikacją zarazy.
        Nie odpowiadam na Twoje zaczepki, nango, bo tak one wyglądają,
        jakbyś pisała ten tekst pod wpływem alkoholu. I tak można. A
        zbitka "hańba rozwodu" ma swój głęboki, archetypiczny sens.
        Proponuję trochę poczytać. Odpowiem jednak na personalia. Czekałem
        dwa lata na moją byłą żonę; żebrałem, błagałem, prosiłem,
        odwoływałem się róznych racji. Zabrała mi nadzieję i inne ważne
        rzeczy, a jak to robiła, nie będę opowiadał, bo to zbyt osobiste
        rzeczy - zbyt straszen także. Przed sierowaniem do szpitala
        psychiatrycznego postanowiełem wziąć sprawy w swoje ręce. I tyle -
        "związku niesatysfakcjonującego".
        • nangaparbat3 Re: Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 21:49
          To nie sa zaczepki, tylko wnioski z tego, co piszesz. Zaczepki to Twoje - na
          temat alkoholu, przykro mi, bo mi nie sluzy i cos jednak przez to w zyciu trace.
          Ty najpierw stawiasz nam za przykład kobietę, ktora cale swoje zycie poświeciła
          w imie małzeństwa czy miłosci do meża - a Tobie samemu dwa lata wystarczyły, by
          spasowac.
          Ja Ci nie mam za zle, że po dwoch latach odpusciles, rozumiem to i nie potepiam.
          Ale dlaczego innym stawiasz za wzor kogoś, kto byl od Ciebie nieskończenie
          lepszy? Gdybyś zaczął snuc refleksje, dlaczego Tobie tez sie nie udalo (zamiast
          zwalac cala wine na zone i robic z niej potwora, dlaczego sam nie dorosleś do
          poziomu Tej, która tak podziwiasz, byc moze niejeden z nas też sprobowalby
          przymierzyc sie do wzorca Tej, o ktorej piszesz, zrozumiał dzięki temu cos
          więcej z zycia, z samego siebie, ze swego losu - a tak? Jaki to ma sens?
          • crazyrabbit Re: Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 23:07
            Nango, Kasper pisze dużo i krzykliwie.
            Wierzy w swoją jedyną "prawdę objawioną", ale nie wyciąga wniosków,
            ani nie argumentuje, bo i po co? On i tak w swoim mniemaniu ma rację
            i nie przekonasz go, że 2+2=4, jeśli on uzna, że 5.

            Bardzo mi przykro, że Cię obraził. To świadczy tylko o nim.
            • nangaparbat3 Re: Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 23:11
              Ja się nie przejmuje, bo to kulą w płot było, niestety wink
              Ale mimp to wszystko co Kasper wypisuje, w jakis sposob lubie go i szanuje,
              dlatego sie klocę smile
              A dla Ciebie, Króliczku Kochany - usciski - n.
              • crazyrabbit Re: Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 23:19
                Nanguś, jesteś typem osoby, która chyba każdego chociaż trochę
                szanuje i stara się lubić. Taki trochę unikat.
                Za co Cię od zawsze ceniłam.

                Noworoczne buziaki dla Ciebie smile
                Królik
                • nangaparbat3 Re: Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 23:21
                  Oj, nie kazdego.
                  Mam nadzieje, ze jednak tak całkiem to juz mnie nie przestaniesz cenic?
                  • crazyrabbit Re: Oj, Kasper, Kasper 04.01.09, 23:33
                    Lubić nie przestanę, bo Cię znam już trochę.

                    A faktem jest, że niektórzy sami się aż proszą o brak szacunku i
                    niechęć. Znamy takich, znamy...
    • young-and-bored Re: epitafium 04.01.09, 12:19
      Ładne, ale trochę naciągane - jak to epitafium.
      Również wszystkiego dobrego.
    • triss_merigold6 Re: epitafium 04.01.09, 12:35
      Byc dumnym, że pani zmarnowała życie sobie i dziecku?! Obłęd.
      To nie miłość tylko bieda, kod kulturowy i uzależnienie. Nie ma
      czego gloryfikować.
    • akacjax Kasper napisz nam 04.01.09, 15:31
      o synu tej pary. Jakie wiedzie życie?


      • triss_merigold6 Re: Kasper napisz nam 04.01.09, 16:53
        Na pewno fantastyczne.
        Jak czytam Kaspra to serdecznie gratuluję jego żonie, że go rzuciła.
    • kami_hope Re: epitafium 04.01.09, 21:08
      Gloryfikacja "Syndromu ofiary" - w polskim wydaniu (lub jakimkolwiek
      innym, jednak w Polsce "ofiarność" ma szczególnie osobliwe
      znaczenie) - jest chora!
      To, co tutaj napisałeś trzeba leczyć, a nie promować.
      Szczęśliwie są ludzie wolni od tego kodu mentalnego, szczęśliwie
      jest ich co raz więcej.

      Nakłaniam Cię do głębokich przemyśleń...
      • young-and-bored Re: epitafium 04.01.09, 23:35
        Zabawne, ja zarejestrowałem w tym tekście raczej niezdarną kasprową
        próbę wyrażenia prostolinijnej dobroci zmarłej znajomej
        niż "gloryfikację syndromu ofiary", i szczerze zachęcam panie do
        sięgnięcia od czasu do czasu po coś więcej niż kolejny
        numer "Twojego Stylu" w celu dalszego pogłębiania własnej
        wrażliwości literackiej tongue_out
        • nangaparbat3 Re: epitafium 04.01.09, 23:40
          Zgodzilabym sie, gdyby nie "duma" z jej postawy i ten komentarz:

          Taki wielki człowiek bez hańby rozwodu, bez skazy braku serca do
          ludzi! Leży sobie i patrzy prosto na szczyty gór, a pod Jej stopami -
          tak blisko, że tylko sfrunąć - miasto ze swoimi namiętnościami,z
          mężczyznami i kobietami goniącymi ciągle za nową przygodą, nową
          miłością, ułudą, nie zważającymi na ludzi obok, a szczególnie na
          nabliższych.
          • kasper254 Re: epitafium 05.01.09, 07:30
            Nanga - czy byś się zgodziła, czy nie, na jakość przekazywnych
            sensów, to nie ma znaczenia. Nie używaj jednak prywatnych odniesień
            do adwersarza, do jego życia, psychiki itd. Ja swoje przebolałem i
            gdyby był chociaż jeden procent szans, czekałbym na swoja byłą żonę
            długie lata. Ale go nie było. To opinia fachowców. I koniec - to
            moje życie. Sam wychowałem się bez ojca (odszedł drań) i wiem, co to
            rozwód. Sam też prawie dopracowałem się tego, co traciliśmy w wyniku
            rozwodu: miliony złotych, tylko po to, aby moja była żona
            była "wolna, szczęśliwa i zamożna". Ale to, że jej dzieci i wnukowie
            traciły więcej - to jej nie interesowało.
            Ukazałem też inne życie, z którego jestem dumny. W morzu
            powszechnego egoizmu i konsumpcjonizmu życie mojej bliskiej, cichej,
            dobrej kobiety, która była zawsze dumna z tego, co robi, jawiło mi
            się jak diament w morzu szarości. Tak, jestem dumny z Jej postawy.
            Marguez mógł być dumny, przedstawiając coś tuzinkowego, to ja nie
            mogę, ukazując coś wyjątkowego?
            Przedstawiłem serce. Na dzisiejszym psychologicznym targowisku
            prózności królują inne pojęcia, niż tradycyjne, stąd mój "jazgot".
            Ale on jest mój i mam do tego prawo
        • zmienilamnicka Re: epitafium 05.01.09, 00:03
          a może panowie zainteresowali by się akcją "Stop przemocy w rodzinie?"
          "Przeciwdziałanie alkoholizmowi"? zamiast wczytywac się w kolejny "Twój Weekend"?

          przygarnięcie męża w chorobie, który był wcześniej podły wobec żony, ok, piękne,
          fanfary. Chcrześcijańskie milosierdzie.
          a cała reszta?
          to wymowa - kobiety psi obowiązek jest znosić wszystko, przemoc, alkoholizm
          męża, gwałty po alkoholu(nie oszukujmy się, że ich nie było..) , piekło w domu
          dla dzieci - w imię "niezhańbienia" siebie i rodziny rozwodem....
          (jakoś o mężczyźnie tu mowy nie ma.... i Kacper sam się szybko po rozwodzie
          pocieszył nową żoną i dzieckiem, zamiast w imię tej idei którą się zachwyca
          trwać samemu i wiernie czekać, że kiedyś jednak żona się nawróci i mając 80 lat
          znowu będą razem a on wtedy jej pomoże w potrzebie...)

          więc odstawmy na bok "romantykę" i zobaczmy prawdę realną.
          ciekawe gdzie jest syn tej pary. pije? siedzi w więzieniu? czy ma rodzinę i mówi
          : jestem szczęśliwy i chcę się zająć moimi starymi kochanymi rodzicami..
    • kawka74 Re: epitafium 05.01.09, 09:44
      A nie można tego jakoś po ludzku napisać, bez przybyszewszczyzny?
      Jak ja się cieszę, że moja matka zhańbiła się rozwodem, to pojęcia nie macie.
      • phokara Re: epitafium 05.01.09, 13:32
        To w istocie piękna historia, choć nie wiadomo ile goryczy się za
        nią kryje, i ile zgliszcz zostało po tej 'pięknej życia drodze'. W
        końcu w życiu jest zawsze coś za coś, a na końcu życia nie zawsze
        czeka nagroda, w każdym razie nie ma na to gwarancji. I dobrze, bo w
        końcu piękne autobiografie powinno się pisać zupełnie
        bezinteresownie. Ja tego nie potrafię, dlatego staram się żyć bez
        takich poświęceń, które u mnie powodują frustrację i żal, a u innych
        wzbudzają garb poczucia winy i coraz większe zadłużenie w kosmosie.
        Tak w ogóle to mi się wydaje, że takie historie są najpiękniejsze
        dla pobocznych interpretatorów. Wzruszają, dają siłę, przywracają na
        chwilę wiarę w ideały, a potem każdy wraca do wlasnego życia i
        przypalony czajnik staje się ważniejszy niż epitafium ku czci Matki
        Teresy. Tak to się wszystko toczy. A ludzie się hańbią na tysiące
        rozmaitych sposobów. Niekoniecznie rozwodem. Rozwód jest wyborem, a
        nie hańbą.


        • jarkoni Re: epitafium 05.01.09, 16:17
          I racja Lady Pho..
          Takie epitafium jakoś mniej działa na tych co podobne rzeczy przeżyli, oni nie
          analizują przekazu jako poetycka apoteoza jednej osoby - raczej porównują ze
          swoim, czasem zbyt podobnym do tego epitafium - życiem..
          I wtedy już koniec poezji, znają i takie role kata/ofiary i wszelkie możliwe
          wybory z codziennego życia.
          Dla nich takie epitafium czyta się inaczej: przez słomkę. w ciemniejszych
          okularach..
        • kasper254 Re: epitafium 05.01.09, 21:41
          Wstrząsnęła mną Jej śmierć. A powtórnie - gdy stanąłem nad Jej
          grobem, a obok okolice - jakby przejęte z napiękniejszych miejsc
          Szwajcarii. Stąd to moje zauroczenie wynikające ze zderzenia dwóch
          światów; oboje wychowaliśmy się w slamsach. Wszechobecne piękno
          zewnętrzne i zwyczajna śmierć niezwyczajnego człowieka.
          Dzięki Jej miłości i ofiarności Jej mąż stał się dobrym
          człowiekiem (być może dlatego, że był na Jej łasce..., nie wiem), a
          syn - przyjął wszystko, co dobre; trwałość rodziny, poświęcenie. To
          wszystko otrzymali od Niej.
          Czymże zasłużyła się Matka Boska? Urodziła dziecko, po prostu -
          urodziła dziecko, jak wszystkie kobiety. Co zrobiła Matka Teresa?
          Była sprawnym menadżerem i na pewno dobrym człowiekiem. Moja znajoma
          przerosła te dwie kobiety; uratowała dwie znane mi osoby, dała im
          życie, siłę.
          Zaprosiłem Was na stypę. Nie spodziewałem się, że zamiast żalu
          Wasze zdumienie obudzi mój strój, płacz, gramatyka czy syntaktyka
          słów. Ale pocieszę Was; to normalne dla ludzi Zachodu. Tutaj gdy
          ktoś płacze na pogrzebie, to wzywa się go do opamiętania, ordynuje
          leki uspokajające, wysyła na bok, żeby nie psuł uroczystości. Stąd w
          słownictwie niektórych takie oto terminy, jak: "kod
          kulturowy", "uzależnienie", "syndrom ofiary" itd. Najlepszy jest
          ten "kod mentalny". Cyborgizacja człowieczeństwa! Inaczej jest na
          Wschodzie. To jestem człowiekiem Wschodu. Ale i to nie upoważnia do
          radości z mojego rozwodu; towqarzyszył mu mój ból, ból rodziny i
          choroba młodszego dziecka.
          Mylisz się, pho: wybór może być tez hańbą. Gdyby moja znajoma
          porzuciła ślepego męża, nie pisałbym o Niej. Ale masz rację, że
          ludzie się hańbią na miliony, a nie - tysiące sposobów.

          • tricolour W sumie taka Matka Boska... 05.01.09, 21:54
            ... to Boga urodziła. Kto by pamiętał o tym szczególe wobec Twojej Kobiety....
            • zmienilamnicka Re: W sumie taka Matka Boska... 06.01.09, 09:37
              Matka Boska była panną, gdyby za mąż wyszła i w złej rodzinie trwała to by na
              jakiś szacunek zasłużyła, gdyby to przed pijanym Józefem-mężem uciekała z
              dzieckiem w zimie po szopach się od jego awantur chowając-to może by na szacunek
              zasłużyła. A tak? shańbiła się brakiem ślubu(to juz rozwodem hańbic nie musiała)
              , miała tylko niewielkie problemy mieszkaniowe, więc cóż niby takiego zrobiła?
              no nic.. Nie broniła swoją postawą ŚWIĘTEJ INSTYTUCJI małżeństwa, więc po co o
              niej wspominać jak są lepsze od niej? w końcu to kobiety są od tkwienia w
              małżeństwie na wieki, a wyznacznikiem cnoty jest wysoki stopień
              współuzaleznienia w rodzinie alkoholowej.
          • phokara Re: epitafium 05.01.09, 22:06
            Całkiem szczerze napiszę, że przerastają mnie takie meandry
            komunikacyjne. Ale to w sumie banalne dość stwierdzenie, ludzie się
            na tym wywalają najczęściej.
            Tak nieśmiało chciałabym tylko zauważyć, że łatwiej się trafia do
            ludzi, szanując odrębność ich doświadczeń - które mogą być inne niż
            Twoje, co nie znaczy, że gorsze i etycznie podejrzane. Ja się czasem
            czuję, jakbym wirtualnie gadała z prorokiem, co jest tym
            trudniejsze, że nie bardzo z natury wierzę w jedynie słuszne prawdy
            objawione.
            Człowiekiem zachodu nie bardzo się czuję, ewentualnie wartym
            zachodu, ale to jednak nie to samo. Zasług Matce Boskiej nie czuję
            się na siłach wyliczać, a nawet innym matkom, z Teresą włącznie też
            nie. Za cienka jestem na to, i absolutnie bez powołania.

            I w ogóle nie zamierzam polemizować z odczuciami, którymi chciałeś
            się z nami podzielić. Większość z nas ma pewnie podobnie silne
            wspomnienia. Ja mam. Tylko one najbardziej krzyczą w ciszy. I bez
            dodatkowej filozofii. Jedno prawdziwe westchnienie pojedynczego
            człowieka kasuje wielką improwizację romantyczną wieszcza.
            Dajmy sobie prawo do wyboru swojej drogi i nie ustawiajmy
            kierunkowskazów na drogach innych. Z tego są potem same tragiczne
            wypadki.

            I jakoś nie czuję, żebym się myliła. Owszem - skutki jakiegoś wyboru
            mogą być haniebne czy zgubne. Ale wcale nie muszą.
            • kasper254 Re: epitafium 06.01.09, 08:53
              Phokaro, przyjmij, że i inni mają określone, jak to nazywasz,
              meandry komunikacyjne, a właściwości tego typu forum wcale nie
              umożliwiają prostosowania krętych dróg.
              Mam pracę dość samotną, specyficzną,pewien stały krąg znajomych
              o różnych możliwościach spotkania. Forum, które odkryłem po okropnym
              dla mnie doświadczeniu rozwodu, stało się - na dotknięcie ręki -
              dostępne o każdej porze dnia i nocy. Zżyłem się z nim w jakiejś
              mierze. Po drugie - zdobyłem tutaj ogromną wiedzę - także o
              niemożliwościach komunikacyjnych i o niewiedzy.
              I m.in. dlatego napisałem, podzieliłem się, jakby z bliskimi,
              czy też podobnie doświadczonymi przez los, historią, którą opisałem.
              Czy miałem za każdym razem pisać: "to i tamto - moim zdaniem" itd.?
              Przecież wiadomo, że przedstawiam prawdziwą historię, jak ją czuję i
              widzę, jak przeżywam, odbieram itd. Więc nie wiem, skąd bierzesz
              argumenty, że narzucam swoje zdanie, że lekceważę zdanie innych?
              Niedopuszczalne są jednak wstawki ad personam, jak pisze nanga.
              Zgodnie z jej rozumowaniem przestępca nie powinien czytac biblii.
              Nie wiem, skąd bierzesz miarę krzyku lub milczenia. Także nieśmiało
              ci zasugeruję, że to pewna odmiana totalizmu, a przynajmniej
              przymusu. Nie wiem, ską wskazówki do wieszczenia, czy prorokowania.
              Nie wiem, co to jest "prawdziwe westchnienie" i jak je odróżnić od
              mniej prawdziwego, a juz nie wiem, czy akurat wieszcz w improwizacji
              nie miał sumy prawdziwych westchnień. I nie ustawiam nikomu
              kierunkowskazów. Daję moje prywatne epitafium ludziom na forum, z
              których myślami zżyłem się przez kilka lat. I nic więcej. A co kto
              myśli o tej kobiecie i o mnie - to mnie w ogóle nie obchodzi.
              Z dawnych czasów bierze się zasada domniemania dobrych a nie
              złych uczynków. Jeśli więc nie czujesz, że się m o ż e s z
              mylić, jesteś na nejlepszej drodze do smozadowolenia. Ja jestem od
              niej daleko. Ale i tak ciebie czy nangę bardzo lubię. I nie dbam o
              skutki tego.
          • akacjax Re: epitafium 06.01.09, 12:48
            > Dzięki Jej miłości i ofiarności Jej mąż stał się dobrym
            > człowiekiem (być może dlatego, że był na Jej łasce..., nie wiem), a


            Mąż złagodniał a Ty nazywasz to staniem się dobrym człowiekiem w chorobie, bólu,
            na starość? Nie wiadomo, czy choroba bardziej nie zadziałała niż żona.

            > syn - przyjął wszystko, co dobre; trwałość rodziny, poświęcenie. To
            > wszystko otrzymali od Niej.

            Dla mnie to brzmi jakby syn z poświęcenia utrzymywał trwałość rodziny.

            Kasper, piszesz o sobie?

            Stypa jest dla bliskich. Mamy taka zdolność jako ludzie, że bliskie relacje
            działają na nas. Śmierć obcych już nie tak bardzo. Gdyby nie to, świadomość ilu
            ludzi umiera w każdej sekundzie uniemożliwiłaby nam życie.
            Gdy byłam przed decyzja o rozstaniu, gdy tak bardzo wierzyłam, że muszę,
            powinnam, dam radę itp. też widziałam tylko znaki potwierdzające moje ówczesne
            myślenie.
            Dzisiaj z perspektywy czasu i innych wydarzeń wiem, że za długo w tym tkwiłam.
            Ból rozstania, swoista żałoba jest niezbędna i naturalna. Nie należy jednak
            podsycać tego staniu emocji. Bo to już nie jest ani wg filozofii Zachodu, ani
            Wschodu słuszne.

            • phokara Re: epitafium 06.01.09, 17:06
              Bardzo mądry post, Akacjo.

              ps.
              Kasper,
              >Jeśli więc nie czujesz, że się m o ż e s z
              >mylić, jesteś na nejlepszej drodze do smozadowolenia

              Zawsze zakładam, że się mogę mylić. Niezależnie od tego staram się
              żyć tak, żeby być z siebie zadowoloną. Różnie bywa, ale takie
              podejście wydaje mi się zdrowe.
            • kasper254 Re: epitafium 07.01.09, 10:32
              Posłuchaj, akacjax, nazywam tak, jak postrzegam i rozumiem świat.
              Nie wiem, dlaczego on "złagodniał", ale Ty wiesz na pewno,że on stał
              się lub nie - dobrym człowiekiem. Skąd to wiesz? Kara łączy wiele
              funkcji - w tym - wybaczenie. Może utrata wzroku wywołała w nim falę
              emocji i zrozumiał ogrom krzywd, które wyrządził... Nie wiem.
              Jak dla ciebie brzmi fragment z mojej wypowiedzi, dot. ich syna -
              to Twoja ocena. I tylko Twoja i - myslę - że nie aspiruje do ocen
              uniwersalnych.
              Nie piszę o sobie, ale o człowieku, który umiał kochać i
              wybaczać. I tylko tyle. I o mojej niewiedzy, że wówczas, gdy byłem
              młody, tak mało wiedziałem i widziałem.
              I nie pisz też o filizofii w ogóle, bo w niej, jak w muzyce -
              jest wiele nurtów, prądów, dróg, kolein. Można wyodrębnić co
              najwyżej człowieka zachodu lub wschodu, północy lub południa i to w
              odniesieniu do miejsca, zależnego od wielu innych kryteriów. Ja
              formuły: "człowiek zachodu" użyłem żartobliwie", ale też z jakimś
              dystansem. I nie ma sensu o tym pisać. Sensem jest ta kobieta,
              prosta, niewykształcona, bezgranicznie dobra, która, jak sądzę, nie
              znała filozofii.
              • akacjax Re: epitafium 07.01.09, 11:23
                Mnie nie pozwalasz pisać o tym, co czuję, widzę, odbieram z Twojego pisania, a
                Tobie wolno. Ot życie!

                Sensem jest ta kobieta,
                > prosta, niewykształcona, bezgranicznie dobra, która, jak sądzę, nie
                > znała filozofii.

                To, że była dobra wcale nie wyklucza tego, że część jej zachowań wynikała ze
                zmian, które powstają w ludziach żyjących na co dzień z przemocowcem,
                alkoholikiem itp.
                Tylko, że wcale nie widać było, że piszesz o byciu dobrym, ale raczej o
                niezhańbieniu się rozwodem. A tu na tym forum taka postawa to kij w mrowisko,
                więcej, to obrażanie innych. Ucz się dobroci i pokory od tej kobiety, ona nie
                odrzucała, Ty też nie odrzucaj.
    • ewiku Przegrane życie... 07.01.09, 17:56
      niestety z przykrością czytam, że pośmiertnie wychwalasz kobietę, która
      zmarnowała swoje życie dla męża.
      Zapomniałeś tu chyba o jednym, że bez względu na wiarę i swoją postawę moralną,
      żaden człowiek nigdy! nie powinien zapominać o miłości własnej bo wtedy nie jest
      zdolny do żadnej miłości i nawet największe poświęcenie nie przyniesie nikomu
      żadnego pożytku.


      ----------------------------------------------
      Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka