kasper254
03.01.09, 22:23
Pisałem Wam kiedyś o pewnej kobiecie; poznała faceta, wzięli ślub,
zamieszkali razem; on - były kryminalista i ona - prosta kobieta,
całe życie pracująca jako sprzątaczka. Urodziła syna. A potem
zaczęło się piekło (chociaż trwało też wcześniej): pił, wyprowadzał
się i wracał od kobiet, sprzedawał Jej ciężko zapracowane rzeczy na
alkohol,awanturował się itd.
Minęły lata: Jej mąż pałętał się o świecie, bezdomny, aż
wreszcie oślepł po wypiciu podejrzanego alkoholu. Przyjęła go do
domu i opiekowała się nim. Teraz jest w przytułku.
Zapaliłem znicz na Jej grobie. Jakże byłem dumny, że przetrwała,
że przeniosła małżeństwo przez swoje piekło, że na czarodziejskim
dywanie swojej miłości dostała się do nieba - z całą pełną rodziną.
I chociaż nigdy już Jej nie spotkam na naszej ulicy pełnej kasztanów
i nigdy już w świetle ziemskiego słońca nie spyta mnie cicho,
miękko: "Jak, A...?", to jestem dumny, że zaszczyciła mnie swoja
uwagą.
Taki wielki człowiek bez hańby rozwodu, bez skazy braku serca do
ludzi! Leży sobie i patrzy prosto na szczyty gór, a pod Jej stopami -
tak blisko, że tylko sfrunąć - miasto ze swoimi namiętnościami,z
mężczyznami i kobietami goniącymi ciągle za nową przygodą, nową
miłością, ułudą, nie zważającymi na ludzi obok, a szczególnie na
nabliższych.
P.s. Phokaro, crazy - mam także przyjemność podziękować Wam za
życzenia (dopiero wróciłem - z egzotyki upałów w chłód Jej smierci).
Wszystkiego dobrego i pięknych dni w tym roku. Dziękuję Wam i wielu
za wiele mądrych słów.