to narobiłam....

08.01.09, 14:13
Witam Wszystkich ...
Dawno mnie nie było ... jakoś składał się dzień do dnia ... coraz odważniej
udawało się żyć ... i nagle po moim projekcie pozwu/po ponad 1,5 roku maż się
odezwał - zapewnił, ze popełnił błąd, zrozumiał, wie, ze chce i może być ze
mną szczęśliwy do końca życia i takie inne ...
cóż ... stało się i po wielu dyskusjach uwierzyłam ... pozwoliłam wrócić ...
co więcej ... chyba zaufałam ... zamieszkał ze mną i synem wszystko zdawało
się pięknie układać aż do momentu gdy przyszedł grudzień ... kiedy schemat
sprzed dwóch lat powtórzył się dokładnie (a podobno człowiek się uczy na
błędach - widać nie ja, albo ja nie człowiek) - przyparty do muru stwierdził,z
e nie może być ze mną szczęśliwy, nie wie gdzie wróci ale nie chce być ze mną
bo wszystko jest takie jak było ...
poprosiłam by się wyprowadził ...
następnego dnia przypadkiem dowiedziałam się,ze wrócił do kochanki ...
pominę moje osobiste emocje ... jakoś sobie radzę (jedno dobre - wiem, ze już
go nie kocham - jakoś w końcu przejrzałam na oczy ...)

bardziej martwi mnie fakt, że on - po 2 tygodniach od wyprowadzki - żąda bym
puściła malucha "do niego" na weekend - oczywiście obecność kochanki jest
obowiązkowa!! Proponowałam by spotykali się póki co bez niej niech mały
przywyknie do nowej sytuacji, niech nie ogląda ojca miotającego się miedzy
dwiema kobietami, niech sprawa przycichnie ... niech mały przywyknie najpierw
Oczywiście zostałam oskarżona o utrudnianie kontaktu z dzieckiem...
Proponowałam psychologa by pomógł nam dojść do porozumienia - nie da rady bo
szanowny jeszcze maż " ma wszystko z umysłem w porządku" jak twierdzi ...
opadły mi ręce ... nie mam ochoty walczyć i zaczynam mieć wątpliwości, czy ja
w ogóle umiem ocenić co dla dziecka jest dobre a co złe ...
podobno myślę jak 50 letnia babcia ... cóż może po prostu mam zasady ... a
może już nic nie wiem ... może ktoś z Was mi rozjaśni sytuację ... podpowie coś??
cholera!! nie mam ochoty się mścić na tym gościu ... chcę chronić dziecko
przed jego niestałością ...


pozdrawiam
eM
    • vadera12345 Re: to narobiłam.... 08.01.09, 14:40
      O ile nie ma orzeczenia Sądu zawartego czy w wyroku rozwodowym, czy w
      postanowieniu wydanym na czas procesu - możesz, ale nie musisz "udostępniać"
      dziecka mężowi i jego kochance.
      • zuza145 Re: to narobiłam.... 08.01.09, 21:13
        dziecka się nie udostępnia.
        Po drugie- masz prawo oponować przeciwko spotkaniom ojca z
        dzieckiem w obecności kochanki.
        Jest to mało morlane a jak dziecko małe to- mogę książkę napisać.
        Poza tym- facet mieszka poza stałym miejscem zamieszkania dziecka-
        więc jak już się cholera decyduje na odwiedziny to ten czas powinien
        przeznaczyć dla dziecka.
        Albo może się zamknę- temat spotkań ojca z dziećmi w obecności
        kochanki powoduje u mnie............ ( se każdy wstawia co che).
        Reasumując- ja stoję na stanowisku- kochance wara!!!!!!
        To nie jest kobieta którą poznał po rozwodzie- tylko kochanka- i
        sobie nie winszuję niemrlanej dodatkowej osoby w otoczeniu
        małoletnich.
        Jak dorosną sami ocenią- zaŚ MĘŻA/OJCA OCZERNIAĆ W ICH TOWARZYSTWIE
        NIE POZWALAM TEŻ.
        DLA NICH TO ROBIĘ- NIE DLA NIEGO.

        ALE KOCHANCE WARA BYŁO, JEST ORAZ BĘDZIE.
        w NAJBLIŻSZYCH LATACH.
        oJCU NIE BRONIĘ- BRONIĘ BABIE OBCEJ.

        OOOOOOOOOOOOOOO- sorki - znowu czcionkę pogibałam.
        Należy więc nie dać sobą manipulować- ograniczas kontakt obcej
        kobiety a nie ojca.
        I finito- facet niech gada co chce.
        Jemu wolno- jej nie.
        • em120777 Re: to narobiłam.... 08.01.09, 21:55
          Wiesz.. niby to da mnie jasne.. niemniej on nie chce pojąć ... twierdzi, ze mam
          poglądy 50 letniej babci i takietami ...
          jakby nie rozumiał, że ja nie chcę by wracał ... chce chronić dziecko przed
          konsekwencjami decyzji jego rozchwianego emocjonalnie ojca ...
          czuję się jakby postawił mnie pod ścianą i kazał wybierać z jakiej broni mnie
          rozstrzelać, niby wybór jest ale efekt taki sam ... chyba korzysta z tego, ze
          nie mam siły sie mu sprzeciwić ... i jeszcze mówi że niby poniża się prosząc o
          kontakt z synem ...
          coraz bardziej stwierdzam, ze nie mam wyjścia ... bo nie odwlekę tego w
          nieskończoność .. co więcej pewnie nie uda mi się to nawet przez miesiąc ... a
          czy miesiąc coś zmieni ... dla małego pewnie niewiele ... i tak tata będzie
          robił co chciał .. jak zabronię będzie kłamał i dalej robił jak chce ...

          beznadzieja ...

          eM




          • maza15 Re: to narobiłam.... 08.01.09, 23:04

            Em,jak piszesz,to dopiero dwa dygodnie od jego odejscia.
            Nic dziwnego,że nie masz siły,że jesteś rozchwiana emocjonalnie.
            Dasz radę.Nie musisz godzić się na wizyty dziecka w obecnosci
            kochanki.Postaw warunek i się go trzymaj jeśli ta sytuacja ci nie
            odpowiada.Ja taki warunek postawiłam.Teraz wiem,że zrobiłam
            dobrze:panienki się zmieniały,nie miały prawa ingerować w wychowanie
            moich dzieci.To nie jest nowa rodzina exa.
          • chalsia Re: to narobiłam.... 08.01.09, 23:52
            Wiesz.. niby to da mnie jasne.. niemniej on nie chce pojąć ...
            twierdzi, ze mam
            > poglądy 50 letniej babci i takietami ...

            Olej to. Co Cię obchodzi, jaką on ma o Tobie opinię. A także jego
            opinie, ze utrudniasz kontakty.

            Każdy psycholog dziecięcy Ci powie, że dziecku emocjonalnie
            zaszkodzi sytuacja, gdy w bardzo krótkim czasie po wyprowadzce ojca
            z domu dziecko poznaje "nową rodzinę" tatusia. Za duzo "nowości" na
            raz.
            Tak więc - kontakty z ojcem owszem, ale przez jakis czas (co
            najmniej pół roku o ile nie dłużej) nie w domu ojca i jego kochanki.
    • ewiku dziecięce emocje... 09.01.09, 10:35
      Ty się nie bój o emocje swojego dziecka bo przy założeniu, że Twój mąż będzie
      miał przez najbliższe lata multum kochanek to i tak nie powinnaś brać tego jako
      warunek do ograniczania kontaktów z dzieckiem ale najważniejsze! jest Twoje
      nastawienie do spotkań ojciec - dziecko i Twój spokój wewnętrzny spokój i
      opanowanie(a dziecko czuje każde zachwianie emocjonalne rodzica).

      Więc, obojętnie jaki Ty masz stosunek do sposobu życia Twojego męża to bądź ta
      "mądrzejsza" i pilnuj tylko tego, czy dziecko chce się z ojcem spotykać bo tu
      tylko o ten kontakt przecież chodzi.

      A Ty bądź dla dziecka dzisiaj i na zawsze rodzicem wyciszonym, tzn. kimś na
      którym zawsze (nawet za wiele lat) będzie mogło się oprzeć i wtedy najbardziej
      zwariowany ojciec ani inne problemy mu emocjonalnie nie "zaszkodzą" .


      ----------------------------------------------
      Sztuką jest minąć koniec i iść dalej...
      • nuela Re: dziecięce emocje... 09.01.09, 16:04
        Zgadzam się z ewiku. Staraj się jednak przeforsować fakt, by na
        razie ojciec spotykał się z dzieckiem w znanym i bezpiecznym dla
        niego mijecu, na poznawanie nowych przyjaciół rodziców przyjdzie
        czas.
        • zuza145 Re: dziecięce emocje... 09.01.09, 20:51
          generalnie to widać ja zareagowałam tak szybko że męża zatkało- i
          powiem tak- ten temat nie podlega dyskusji do chwili obecnej.
          A właśnie zbliżam się do końca 3 roku tej sytuacji.
          Jemu wolno- jej nie.
          Ja olewam jego gadanie- a jak wypisuje brednie to mi rośnie stos
          dowodów sprzeciwiających się poglądowi opracowanemu na potrzeby sądu-
          że niezgodnośc charakterologiczna wystapiła w przypadkuy
          naszej "rodziny".
          Olewam i już.
          Ty się nie martw- a raczej inaczej- stoicyzm i zdecydowaie wyrażone
          raz ale spokojnie i co jakiś czas przypomniane w formie- krótkie nie
          i brak reakcji na potok słów- być może starczy.
          Nie masz nic do stracenia- tylko zyskać możesz.
          Więc sprawdż.
          Po jednorazowym , stanowczym wyrażeniu swojego zdania- nie pozwaLAJ
          WCIĄGAĆ SIĘ W DYSKUSJĘ.
          eW. POWIEDZ- TEMAT UWAŻAM ZA ZAKOŃCZONY I SWOJE RACJE JUŻ
          PRZEDSTAWIŁAM.
          i KONIEC TEMATU- CZYLI ROZMOWY W TYM TEMACIE.

          oooooooooooo- znowu gibnęłam wielkością czcionki- sorki.


          ps dziecko ma prawo dorastać w warunkach które uważasz za normalne-
          o ile się da tak uważać w takiej sytuacji.
          I morlane też- to twoje prawo- a ataki że bronisz- olewaj- bo jemu
          nie bronisz- tylko panience.
Pełna wersja