witajcie. "zapisałam się" już w wątku "Do nowych", ale jeszcze raz o sobie :
podglądałam Was już jakiś czas, a teraz mam pozamiatane : po 16 latach, 10
rocznica ślubu,usłyszałam w piątek "trzeba to wreszcie skończyć, wyprowadzam
się, od kilku miesięcy mam kogoś". Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie
zdobyć się na obiektywne przedstawienie sytuacji, więc oszczędzę Wam
szczegółów, bo póki co to jestem "biedna i porzucona"

a że na studiach
uczyli, że samemu sobie nie da się pomóc w kwestii naprawy głowy, to przyszłam
do Was. Pikanterii dodaje fakt,że faktycznie przeczytałam tony książek na ten
temat, pracowałam z dziećmi w sytuacjach okołorozwodowych, a własnym dzieciom
nie wiem co powiedzieć... zawsze tak jest. Opowiedzcie jak możecie jak sobie z
tym poradziliście, bo na książkach to ja nie mogę już polegać - zbyt wiele
teorii zdążyłam obalić przez lata pracy terapeutycznej z dziećmi... poza tym,
co praktyka to praktyka.
czy jest szansa, że facet naprawdę będzie umiał zachować na tyle
odpowiedzialności, żeby nie olać dzieci? przepraszam że generalizuję, wiem że
jest dużo takich facetów, ale wiecie - na razie nie bardzo mogę logicznie. u
nas pieprzyło się już jakiś czas oczywiście, nie tak że nagle, choć - przyznam
- nie sądziłam, że kogoś ma. MIeliśmy taki model dosyć dziwny,że przez 4 lata
on pracował w innym miescie, przyjeżdzał na 3 dni w tyg, od 2 lat już na
miejscu, ale często wyjeżdżał sam, na rejsy, rajdy i inne takie,,, no i ja
zawsze oczywiscie, żeby jechał, bo przecież tak lubi..moze i moja wina.
ja to ja- moge sobie ryczeć w lazience, ale jak to rozegrac z dziecmi? on mowi
zeby na razie nic nie mowic, bo i tak przez ostatnie miesiace dzieci go
widzialy dwa dni w tyg , jak ja szlam do pracy, a w inne wracal o 1 w nocy a
wychodzil o 7 rano. czasem po kilka dni z nim nie rozmawialam. no i moze sie
uda ze sie nie zorientują nawet... ale wiecie - nie wiem jak dlugo ja
wytrzymam... Chłopcy mają 8 i 3 lata. napiszcie coś, to może będzie mi łatwej
ogarnąć myśli.