Dodaj do ulubionych

a jak powiedzeiliście dzieciom?

16.02.09, 14:48
witajcie. "zapisałam się" już w wątku "Do nowych", ale jeszcze raz o sobie :
podglądałam Was już jakiś czas, a teraz mam pozamiatane : po 16 latach, 10
rocznica ślubu,usłyszałam w piątek "trzeba to wreszcie skończyć, wyprowadzam
się, od kilku miesięcy mam kogoś". Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie
zdobyć się na obiektywne przedstawienie sytuacji, więc oszczędzę Wam
szczegółów, bo póki co to jestem "biedna i porzucona"smilea że na studiach
uczyli, że samemu sobie nie da się pomóc w kwestii naprawy głowy, to przyszłam
do Was. Pikanterii dodaje fakt,że faktycznie przeczytałam tony książek na ten
temat, pracowałam z dziećmi w sytuacjach okołorozwodowych, a własnym dzieciom
nie wiem co powiedzieć... zawsze tak jest. Opowiedzcie jak możecie jak sobie z
tym poradziliście, bo na książkach to ja nie mogę już polegać - zbyt wiele
teorii zdążyłam obalić przez lata pracy terapeutycznej z dziećmi... poza tym,
co praktyka to praktyka.
czy jest szansa, że facet naprawdę będzie umiał zachować na tyle
odpowiedzialności, żeby nie olać dzieci? przepraszam że generalizuję, wiem że
jest dużo takich facetów, ale wiecie - na razie nie bardzo mogę logicznie. u
nas pieprzyło się już jakiś czas oczywiście, nie tak że nagle, choć - przyznam
- nie sądziłam, że kogoś ma. MIeliśmy taki model dosyć dziwny,że przez 4 lata
on pracował w innym miescie, przyjeżdzał na 3 dni w tyg, od 2 lat już na
miejscu, ale często wyjeżdżał sam, na rejsy, rajdy i inne takie,,, no i ja
zawsze oczywiscie, żeby jechał, bo przecież tak lubi..moze i moja wina.
ja to ja- moge sobie ryczeć w lazience, ale jak to rozegrac z dziecmi? on mowi
zeby na razie nic nie mowic, bo i tak przez ostatnie miesiace dzieci go
widzialy dwa dni w tyg , jak ja szlam do pracy, a w inne wracal o 1 w nocy a
wychodzil o 7 rano. czasem po kilka dni z nim nie rozmawialam. no i moze sie
uda ze sie nie zorientują nawet... ale wiecie - nie wiem jak dlugo ja
wytrzymam... Chłopcy mają 8 i 3 lata. napiszcie coś, to może będzie mi łatwej
ogarnąć myśli.
Obserwuj wątek
    • oliovka192 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 16.02.09, 14:56
      uważam że dziei napewno nie nalezy okłamywać,nie po to,żeby cierpiały jak
      Ty,choć napewno to odzcują,kwestia tego,żeby odczuły to jak najmniej.ja mam ten
      sam problem choc moja jest jeszcze b.malutka mimo to po długich przemysleniach
      stwierdziłam ze powiem jej jak było,normalnie bez obwiniania go,[pop prostu
      dzieciaki muszą teżwiedzieć,a potem gdy dorosna ojca rozlicza.
      a jesli chodzi o to jak on sie zachowa to nie masz na to wiekszego wpływu bo kto
      sk..(niedobrym facetem) sie urodził kanarkiem nie zdechniesmileto juz jego sumienie
      jak bedzie sie zajmował dalej dziećmi i olej jego wygodnictwo w sensie
      nicniemówienia dzieciom bo on chce w ten sposb dogodzic tylko sobie a nie
      dzieciakom.
      bądź dzielna,nie rycz tylko unieś głowe wysoko i dbaj o dzieciaki one sa
      najwazniejsze.i jesli masz możliwość rozmawiaj z bliską tobie osobą,wypłacz sie
      nawet,to pomaga.
      jestes silna i nie myśl inaczej,pozdrawiam cieplutko.
      • mariefurie Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 16.02.09, 15:18
        Myśle ze młodszemu nie ma co w głowie mieszac, a ze starszym mozna delikatnie
        porozmawiac. ...no, wprowadzic mu w uszy, ze klimat sie zrobił taki a nie inny.
        Najwazniejsze w tym wszystkim , to nie projektowac swoich uczuc do męza na dzieci.
        Tata był, taty - nie ma. Co z tym zrobi mąż, to juz kwestia jego poczucia
        odpowiedzialnosci za dzieci.
        Wiele zależy oczywiście od tego jaką miał relację z chłopakami do tej pory. Bo
        jesli nie miał zadnej, to bedziesz musiała byc i tatusiem i mamusią, a jak był
        ojcem do tej pory, to nim zostanie, niezaleznie od tego jakie dziewcze sobie wybrał.
        • joanwro Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 16.02.09, 15:30
          to,żeby nie projektować, to wiem. staram się oczywiście. Starszy dzwoni do
          niego, jak tylko chce itd. ale widze, ze m. powoli, po cichu jednak wynosi swoje
          rzeczy... wiec moze sie okazac ze któegos dnia po prostu zniknie? moze lepiej
          powiedziec zawczasu dzieciom...z drugiej strony rozmowa rozstaniowa spokojna,
          bez awantur przy stole i herbacie... mam wiec nadzieje ze nie zniknie.
          • mariefurie Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 16.02.09, 15:42
            Jak bedziesz miała kiedys "wypuscic" szpony przy jakiejś rozmowie, to weź
            głęboki wdech i po prostu wyjdź.
            Lepsza cisza, niz skoczenie sobie do gardeł. Później za to bedzie łatwiej.
            Uwierz, tak to działa.
            Trudne to jest jak cholera, ale najgorsze co moze byc, to nakręcenie spirali
            nienawiści. Wtedy strony przestają przebierac w srodkach. A dla własnego zdrowia
            psychicznego ( i dzieci), próbowac jednak rozłozyc to w czasie. Wiesz, lepsza
            taka mozliwie płaska sinusoida (z e względu na dzieci), niż .... no... wybuch
            Wezuwiusza.
    • ask77 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 17.02.09, 07:35
      Mojemu wtedy 8 latkowi przeczytałam jedną z bajek terapeutycznych o
      małżeństwie lata z jesienią.Ale to było tak bardziej dla ułagodzenia
      i wytłumaczenia przez porównanie dlaczego wylądowaliśmy u babci na
      kanapie.Przeglądaliśmy też wspólnie to :
      www.mediacja.org/upload/files/Moi_rodzice_sie_rozwodza.pdf
      U mnie głównym problemem było przekazanie ,że nigdy nie wrócimy
      razem do mieszkania taty,że tylko dziecko będzie tam spędzało trochę
      czasu beze mnie.
      • ask77 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 17.02.09, 07:35
        ask77 napisała:

        > o
        > małżeństwie lata z jesienią.

        lata z zimą miało byćsmile
      • swan_ganz Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 20.03.09, 23:01

        > U mnie głównym problemem było przekazanie ,że nigdy nie wrócimy
        > razem do mieszkania taty,że tylko dziecko będzie tam spędzało
        > trochę czasu beze mnie.

        fałszywie sobie zdefiniowałaś problem; dziecku nie powinno się
        mówić, że coś dla niego nigdy nie będzie osiągalne.... W przypadku
        Twojego dziecka sama nie jesteś w stanie powiedzieć co zrobisz jak
        Ci dzieciak np; powie, że wolałby mieszkać z tatą a tata też wyrazi
        taką chęć... I co wtedy? Zabronisz im tego bo masz w wyroku sądu
        stoi inaczej?
        • ask77 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 23.03.09, 09:21
          Nigdy nie wrócimy razem - tak napisałam i tak powiedziałam. Nie że
          ono nigdy nie wróci, tylko razem: ono i ja.
          Co zrobię jeśli ono będzie chciało zamieszkać z tatą?
          Zgodzę się.Bo dziecko to odrębny bytsmile
    • janeczka.pl Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 20.03.09, 14:22
      ja nie mówiłam dzieciom nic wprost, moje dzieci były małe (2 latka i 6 lat) i stwierdziłam, że nie mogę im tego zrobić, zresztą i tak widziały, że coś jest nie tak.
      Teraz minęło już 2 lata od rozstania, dzieci "przyzwyczaiły" się do sytuacji, że tatuś zabiera ich tylko raz w tygodniu. Zresztą podobnie jak twoje dzieci, nie miały częstego i dobrego kontaktu z ojcem, więc bardziej brakowało im kontaktu z resztą rodziny. Mimo, że tej rodziny nie lubię, to nie zabraniam dzieciom tych kontaktów oczywiście.
      Dzieci jeszcze czasem namawiają mnie do odwiedzin u tatusia, albo pytają kiedy pojadę do tamtej babci, i wtedy powoli im przekazuję prawdę, że tak już zostanie.
      Z ojcem dzieci staram się być w dobrych układach, choć to trudne, i staram się go bardziej angażować w opiekę nad dziećmi. I faktycznie, dzieci mają teraz więcej kontaktów z ojcem, niż jak mieszkaliśmy razem...
      • joanwro Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 20.03.09, 21:44
        straszy syn juz wie - powiedział mu. już kilka razy były płacze w nocy itp oraz
        trudne pytania. Mały czuje przez skóre, codziennie pyta o tatę. nie jest lekko.
        a ja sie zastanawiam, czy mowic mu ze ojciec mieszka z inna kobieta - w sensie
        ze do niej odszedł? czy to jednak nie za dużo jak na raz, tym bardziej ze
        starszy syn zaczął się bardzo przejmować mną - mówi, ze on rozumie ze dla nich
        sie nic nie zmienilo, bo tatus ich odwiedza, ale on sie martwi o mnie. no i nie
        wiem czy on sobie z tym poradzi jak zobaczy ojca z inna kobieta... trudne to jak
        cholera.
    • takajuzpo Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 20.03.09, 20:26
      To dziecko pierwsze zapytalo czy jeszcze kocham tatusia. Powiedzialam ze nawet kiedy rodzice sie nie kochają to bardzo kochaja dalej swoje dziecko. Byla to najciezsza rozmowa w moim zyciu jak dotychczas. Wiek - 8 lat. Trudny czas ale bylam szczera i nie dawalam nadzieji jej ze jeszcze bedzie dobrze (tzn razem), bez tlumaczenia nas, bez zbędnych szczegolow, sprawa postawiona jasno tak by wiedziala na czym stoi. Obie bardzo ciezko znioslyśmy te rozmowe ale mysle, ze mloda nie musiala sie wreszcei domyslac co sie dzieje. Dzieci o wiele więcej wiedzą i rozumieją niz nam doroslym się wydaje. Niestety.
    • janeczka.pl Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 21.03.09, 08:16
      no jasne że dzieci wiedzą i widzą więcej niż nam się wydaje, ale właśnie trzeba
      je chronić przed nadmiarem informacji, tak mi się wydaje, krótko i na temat i
      nie za dużo na raz, no i oczywiście nie wolno nic przykrego mówić na tatusia
      (choć aż język świerzbi...)
      u mnie nie było płaczów w poduszkę, ale koszmary senne, straszne, straszne,
      byłam u psychologa i nic niepokojącego nie stwierdził, poza ty, że dziecko jest
      bardzo wrażliwe.
      Trzeba dzieciom w tym czasie okazywać bardzo dużo miłości, i mimo, że samej się
      cierpi i przeżywa, nie pokazywać tego dzieciom, często się uśmiechać i
      organizować fajnie czas dzieciom, żeby nie odczuły, że spotkała je jakaś wielka
      tragedia, tylko tak po prostu się życie ułożyło...
      • takajuzpo Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 21.03.09, 08:53
        janeczka.pl napisała:

        > no jasne że dzieci wiedzą i widzą więcej niż nam się wydaje, ale właśnie trzeba
        > je chronić przed nadmiarem informacji, tak mi się wydaje, krótko i na temat i
        > nie za dużo na raz, no i oczywiście nie wolno nic przykrego mówić na tatusia
        > (choć aż język świerzbi...)
        > u mnie nie było płaczów w poduszkę, ale koszmary senne, straszne, straszne,
        > byłam u psychologa i nic niepokojącego nie stwierdził, poza ty, że dziecko jest
        > bardzo wrażliwe.
        > Trzeba dzieciom w tym czasie okazywać bardzo dużo miłości, i mimo, że samej się
        > cierpi i przeżywa, nie pokazywać tego dzieciom, często się uśmiechać i
        > organizować fajnie czas dzieciom, żeby nie odczuły, że spotkała je jakaś wielka
        > tragedia, tylko tak po prostu się życie ułożyło...
        dokładnie. Tylko, ze ja pisze z perspektywy 8 latka. Byc moze w tym wieku powinno sie rozmawiac inaczej? Dobrze jest wytlumaczyc jak zycie teraz bedzie wygladac. Ze tata bedzie dowiedzal, odbieral czasami ze szkoly, ze MOZNA a nawet dobrze jest czasem do niego zadzwonic, cos napisac, miec z nim kontakt jak wczesniej. Ze ta sprawa jest pomiedzy rodzicami ( latwo powiedziec wink )a dziecko dalej jest bardzo kochane. Poprosilam dziecko o pomoc bo kiedy jestesmy same musimy sobie razem pomagac (jedna osoba mniej w stadzie), staralam sie czesciej byc kolo niej, wymyslac zabawy i atrakcje tak by widziala mnie usmiechnieta, wesolą. Odpowiadalam zawsze na pytania typu: a moze jednak tata wroci? a moze juz sie pogodziliscie? Zawsze mowilam, ze ta decyzje bardzo mocno przemyslelismy i nie ma takiej mozliwosci zeby ja zmienic. Ze teraz kazde z nas sobie bedzie ukladac zycie osobno. Dziecko stwierdzilo "po swojemu" ze teraz moze sie okazac ze bedzie mialo jeszcze 2 siostry/braci bo przeciez ja i tata mozemy miec znowu swoje rodziny.. Warunek jest tylko taki ze ojciec chce widywac swoje dziecko a Ty nie jestes z nim na wojennej sciezce. Po za tym czas, czas robi swoje. Obie poukladalysmy sobie zycie we dwie. Dziecko musi wiedziec na czym stoi, musi bo inaczej wiecej mysli, domysla sie niz wie, niz jest pewne. A poczucie bezpieczenstwa to wlasnie ta wiedza jak bedzie i jak jest. To moje osobiste wnioski poparte do tego paroma przypadkami z mojego otoczenia.
        • teuta1 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 22.03.09, 15:19
          U mnie było to dość skomplikowane, bo mąż odchodząc
          psychicznie "trzymał nogę w drzwiach". Pierwsze tygodnie po odejściu
          były bardzo trudne. Twardo powtarzałam, że tatuś nie kocha już mamy,
          ale je będzie kochał nadal i będzie sie z nimi spotykał. Z
          perspektywy czasu widzę, że ważne jest: uczciwe odpowiadanie na
          pytania, łącznie z "nie wiem, musisz spytać tatusia", spedzanie z
          nimi jak najwięcej czasu i pomoc ex męża. Mój od roku codziennie
          przychodzi po dzieci i odprowadza je do szkoły i przedszkola. Dzięki
          temu czuja, że sa nadal ważne i kochane. Czasem sprzeczamy sie z
          exem przy nich, czasem traktujemy przyjaźnie - wtedy np ex je z nami
          obiad. I to działa. Na poczatku byłam bardzo wojownicza, próbowałam
          je chronić przed spotkaniami z kochanką, pilnowalam męża, żeby sie
          nie spóźniał na spotkania. Teraz, dla dobra dzieciaków, jestem w
          stanie przełknąć, że nie widzi sie z nimi w weekend. ważna jest
          autentyczność. Chcesz płakać, popłacz. Dojście do siebie trwa bardzo
          długo. Przejście z perspektywy "my" do perspektywy "ja i on" też
          długo. Dopiero niedawno (po roku od rozstania) dostrzegłam, że
          wypracowałam sobie z dziećmi pewne schematy zachowań, że mamy
          powolutku nowe życie. Trzymam za Ciebie kciuki - mi pomogła ksiązka
          J.Wallerstein "Rozwód, a co z dziećmi?". I świadomość, że dzieci nie
          potrzebują oceniania, walk miedzy rodzicami. One nie chcą być
          zakladnikami niczyjej miłości. Chcą móc nadal kochać zarówno ojca
          jak i matkę. Z perspektywy kosmicznej nic sie nie zmieniło - nadal
          jest oboje rodziców.
          • joanwro Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 22.03.09, 15:34
            no własnie - ja mam tak jak piszesz. chrnic przed spotkaniami z kochanka,
            pilnować, wymuszac zeby sie interesowal i pilnowac zeby sie nie spoznial...
            musze sie jakoś z tego wyzwolic, bo sie wykończe - biore odpowiedzialnosc za cos
            na co nie mam wpływu. czy dla nich to nie bedzie za duzy szok jak go zobacza z
            kochanką? a jak on nie bedzie szanowal ich uczuc? np bedzie sie obściskiwał z
            nia? jak oni sobie z tym poradza? no i co jak on sie jednak odsunie i ich oleje?
            na to chyba tez nie mam wpływu, prawda? strasznie trudno mi pogodzic sie z tym
            ze to on musi sam zadbac o kontakty z nimi, a nawet jak bedzie sie zachowywal
            beznadziejnie, to i tak nic z tym nie zrobie... teuta1 - moze jeszcze jakies
            wskazówkismile?
            • zo_e Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 22.03.09, 23:55
              u mnie sytuacja b. podobna. Minęło 9 miesięcy i już potrafię nie rozpaść się
              emocjonalnie po tym jak wystawi dzieciaki do wiatru i w swój weekend pojawia
              się... w niedzielę o 15.00.
              I tego wobec dzieci nie komentuję.
              Pozdrawiam i trzymam kciuki - mieszkamy chyba w tym samym mieście (wro?) i
              dzieciaki mamy w tożsamym wieku. Chętnie pogadamsmile mój e-mail: zoe10@wp.pl.
              pozdr. A.
              • teuta1 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 23.03.09, 09:40
                Początki są najtrudniejsze. Jeśli potrafisz, powiedz mu o swoich
                obawach. Zaznacz, że najpierw chcialabyś, żebyście wspólnie
                poinformowali dzieci o sytuacji i zmianie, a potem zapewnili je, że
                oboje bardzo je kochacie. Mi się nie udało zrobić tego wspólnie. Od
                początku nie byo też jasności, jak i kiedy zamierza je poznać, czy
                nie będą się obściskiwać itp. Na szczęście, a może też dzięki temu,
                że głośno formułowałam przy nim swoje obawy, wykazał się w tej
                kwestii taktem. Pierwsze spotkanie było wspolne z jej dziećmi, w
                kinie, co spowodowało, że dzieci nie bardzo odczuły dziwaczność tej
                sytuacji. W ogóle z perspektywy czasu widzę, że sobie tę kochankę
                mocno zdemonizowałam. Ex mąż nadal nie mieszka z nią, a dzieci
                widziały sie z nią może ze cztery, pięc razy w ciągu roku. Ani ona
                napalona na macochowanie, ani jemu nie w głowie występowanie przy
                niej w charakterze pełnowymiarowego tatusia. Tyle że w tym
                przerażającym schematyźmie każdy przypadek jest jednak indywidualny.
                A co do spóźnień - po tym jak czterolatek czekał godzinę na
                spóźniajacego sie tatę w bramie i nie chciał się niczym zająć,
                przestałam informować o porach przybycia taty, a kiedy zauwazają, że
                tata sie spóźnia, mówię, że przez lata mi to przeszkadzało i nie
                potrafię tego zmienić. W ogóle, poczucie, że to on jest
                odpowiedzialny za jakość relacji z dziećmi, a one w przyszłości
                każdemu z nas wystawią rachunki, jet trudne do przyjęciasmile.
                Podobnie jak uzależnianie tygodni od tatusiowych widzimisiów.
                Cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną. Ale to działa. Tylko
                jedno ostrzeżenie - próba rozstania bez nienawiści, z szacunkiem dla
                drugiej osoby, jest cholernie bolesna. A rozwód psychiczny trwa dużo
                dłużej. Z mojej perspektywy - opłacało sie, choć zdarzają sie
                kłótnie. Nie mam też poczucia bycia ofiarą ani wyjątkową samotną
                matką. Ale żal o niezrealizowany projekt pt. rodzina i ciężar z tym
                związany są olbrzymie. Najważniejsze to zrozumieć, że ta osoba nie
                robi czegoś przeciwko tobie. Robi coś, bo tego chce najbardziej.
                Doraźnie, bezmyślnie, dla siebie. Trzymam kciuki, kup tą książkę,
                jest naprawdę lepsza od tysięcy poradników każących usprawiedliwiać
                tatę i kłamać dla dobra dzieci.
                • takajuzpo Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 23.03.09, 22:31
                  To ja mam kogos. Dziecko poznalo go jakis czas temu jako mojego kolege. Pozniej bywal czesciej. Poniej powiedzialam ze mam "chlopaka". Pozniej kiedy byl powiedzialam ze to on. Zaskoczenie, skrępowanie po stronie dziecka, ze to ten fajny facet co sie tak sympatycznie gadalo i bawilo. Teraz jest gorzej bo juz ma świadomosc "konkurencji", chociaz staram sie bardzo by oboje mnie mieli bez skrępowania, ze drugie jest gdzies obok. Staram sie bardzo poswiecac czas jemu i jej tak czesto jak to mozliwe ale bez naruszania pewnych zasad. Mam prawo do "faceta" ale i mam dziecko i ono jest rownie wazne tylko "inaczej". Mam nadzieje, ze bedzie dobrze. Ze za jakis czas oboje poczują sie pewnie w tym stadzie i kazde bedzie wiedzialo ze jest dla mnie najwazniejsze w "swoim rodzaju". Co do ex, mala wie, ze tata tez moze sobie kogos znalezc i ze to dobrze, ze nie bedzie sam. Staram sie nie okazywac niecheci do niego przy niej bo jak przeczytalam to dziecko chce kochac oboje rodzicow i nie wypowiadac sie przeciwko ktoremus z nich. To sobie przyswoilam, dzieki temu forum. Staram sie powtarzac ze moje dziecko jest moim skarbem ktore bardzo kocham i zaden facet tego nie zmieni.
    • janeczka.pl Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 24.03.09, 09:37
      teuta, naprawdę trafnie wszystko opisujesz, mam takie same odczucia, że dzieci
      ponad wszystko nie powinny widzieć, że się nie znosi ich ojca. Choć tak naprawdę
      to nie żywię do niego jakiejś nienawiści, ewentualnie złość, że takie coś
      zgotował naszym dzieciom i politowanie, że co mu zostało. Na pewno będzie się
      "szarpał" na nowy związek, ale to znowu niesie ryzyko, skąd wiadomo, że teraz mu
      wyjdzie. Nie chciał walczyć o to co miał, wolał odpuścić.
      A ja zrobię wszystko dla dzieci (no, poza powrotem do niego), jestem w stanie
      być dla niego miła, grzeczna, namawiam dzieci na rozmowy telefoniczne z tatą,
      nie robię z siebie ofiary, jak jadą do niego na dłużej, tylko ciesze się razem z
      nimi na ten wyjazd. Nie wiem jak się zachowam, gdy znajdzie sobie kogoś, ale nie
      martwmy się na zapas...
      Nie chcę z nim zadrażniać, choć też jestem raczej niecierpliwa i kłótliwa, ale
      wolę zagryźć zęby, zmilczeć i często udaję "głupa", że nie wiem o co tak
      naprawdę chodzi, żeby tylko dzieciom to wyszło na dobre. No i to skutkuje. Choć
      moje otoczenie mnie krytykuje, że za bardzo mu ulegam, ale ja wiem dlaczego to
      robię, nie dla siebie, dla dzieci.
      Również mam to odczucie, że to co miało trwać do końca życia, rodzina, miłość,
      skończyło się nie tak, moje wizje były w moim przypadku na wyrost, niestety. Ale
      trudno, nie narzekam, bo naprawdę, bez męża mi lżej, nawet z tym nawałem
      obowiązków, polegam tylko na sobie, a na sobie mogę polegać wink w przeciwieństwie
      do byłego, na którym w ogóle nie mogłam polegać...
      pozdrawiam, trzymajcie się dziewczyny!
      • joanwro Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 25.03.09, 11:43
        dzięki tautasmile po tych kilku tygodniach już wykonałam cięzką pracę umysłową, i
        jakoś się staram kontrolowacsmile w sensie nie usprawiedliwiam go, powiedziałam
        starszemu synowi ze to tata przestał mnie kochac - bo on powiedzial ze to NAM
        nie wyszło... starszy juz rozmawia o tym bez płaczu,, mówi ze martwi sie o mnie
        bo u niego faktycznie nic sie nie zmienilo. męzowi powiedzialam pare rzeczy -
        gadalismy godzine przez telefon, choc oboje mielismy chec pare razy rzucic
        sluchawką, wiec biorę to za dobry znak, ze moze faktycznie uda sie jednak
        dogadac. u mnie sytuacja jest bardziej skomplkowana bo on sie wyprowadzil wprost
        do niej i z nia mieszka, wiec dzieci jakos tam beda musialy sie z tym zmierzyc,
        ale powiedzialam exowi ze to on ma im powiedziec, ew ja przedstawic, tyko ma mi
        powiedziec kiedy chce to zrobic.i zeby dszieci wiedzialy ze ja nie mam nic
        przeciwko jego spotkan z dziecmi i ze to akceptuje - troche go zatkalo, bo
        zmienilam mocno frontsmile ale moralnie jestem zwyciężona, choć tak jak pisze
        janeczka.pl też czuję presję społęczną ze powinnam się stawiac i ze jestem
        uległa... denerwuje mnie to - w koncu chodzi o to zeby z godnościa przyjąc to,
        na co się juz nie ma wpływu, i sprobowac ulozyc dlasze zycie jak najlepiej dla
        dzieci , nie>?dziekuje Wam dziewczyny za odpowiedzi. ja ze soba cxzuje sie na
        razie coraz gorzej ale fakt rozmowy z exem jakos mnie uspokil w sprawie
        okołodziecięcej, no i to, ze zrozumialam zeby go nie tlumacyzc i nie
        usprawiedliwiac przed dzieciakami. ulżyło mismile
        dzieki - a jak cos jesszcze sobie pomyslicie na ten temat, to piszcie, bo jednak
        caly cvzas niepewnie sie czuje w tej sytuacji. to dopiero 6 tygodni, choc pozew
        juz ex wysłał.
        • teuta1 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 25.03.09, 18:49
          Tylko powoli, kochana. Najpierw radziłabym, żeby dzieci przywykły,
          że tata mieszka gdzie indziej i żebyś Ty trochę się ogarnęła. Na
          początku jest się miotaną sprzecznymi uczuciami, od chęci zrobienia
          wszystkim dobrze, po chęć dowalenia. Minęło mało czasu, zanim
          zgodzisz się na wizytę, pomyśl- jak tato zamierza to zrobić i czy to
          na pewno ta pani. Powolutku. Jeśli z nim rozmawiasz, przedstaw swoje
          obawy - ale w miarę racjonalnie, bo często zarzuca nam się zbytnią
          uczuciowośćwink. Pamietaj, jeśli cos Ci nie pasuje i czujesz sie
          dyskomfortowo, mozesz zażądać, żeby wizyty odbywały sie u Ciebie
          albo na neutralnym gruncie, bez pani! Na dłuższa metę - moim
          zdaniem - stwarza to trudności. Ale na początek - jak chcesz. Mnie
          bardzo wkurzały na początku pytania pani psycholog, dlaczego
          właściwie nie chcę spotkań dzieci z kochanką. Bo ciężko było
          odpowiedzieć zgodnie z prawdą - że nadal kocham, że czuję sie
          zazdrosna, że nie chcę zaakceptować tej sytuacji... I wiesz co?
          Właśnie wyszli do taty. I choc minął ponad rok, nadal odczuwam
          absurdalność tej sytuacji. I nadal jest we mnie wewnętrzny sprzeciw.
          Tylko to nic nie zmienia, a one czują sie szczęśliwsze widząc, że
          mijamy się z tatą w miarę kulturalnie. Ale czasem dalej boli. Wiec
          powoli. Trzymaj sie.
          • janeczka.pl Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 26.03.09, 13:45
            wiecie co dziewczyny, ja koszmarnie czułam się przez parę miesięcy od rozstania,
            gdy rozmawiałam z kimś o swojej sytuacji, to zaraz czułam, że zbiera mi się na
            płacz i czułam się jak idiotka. A już koszmarne były rozmowy o pracę, głos mi
            drżał, łzy się kręciły. Załamka!
            Ale NAPRAWDĘ czas leczy rany, minęło kilka miesięcy i byłam inną osobą. Ale
            trzeba przez to przejść, nie dać się depresji, zająć się dziećmi, a o eks myśleć
            tylko jako o tatusiu dzieci. Ja już nie byłam zakochana w moim mężu, jak się
            rozstawaliśmy, to przynajmniej tej huśtawki uczuciowej nie odczułam (ale za to
            przeszłam to wcześniej).
            Zgadzam się z teuta1 że nie za szybko z tą nową panią tatusia. Dzieci powinny
            wpierw oswoić się z tą sytuacją. To na pewno będzie dla nich cios, więc muszą
            najpierw się wzmocnić psychicznie. I ty tez musisz być na to gotowa. Musisz się
            pogodzić z sytuacją, a chyba jeszcze tego nie zrobiłaś, prawda? Współczuję, ale
            chyba powinnaś się odciąć od tego co było i pogodzić się z losem...
            • joanwro Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 27.03.09, 18:01
              no własnie wczoraj wyszło na to, ze jeszcze nie do konca umiem sobie radzic z
              tym moim najwiekszm problemem - wyszlo na to, e on ciagle kontroluje moje zycie,
              bo to on mowi kiedy przyjdzie do dzieci, a ja grzecznie czekam, cholera. i nie
              umiem mu sie postawic, tzn powiedziec kiedy ma przyjezdzac, bo juz raz mi
              powiedzial ze nie moze ustalic regularnych i dokladnych wizyt, i bedzie to
              ustalal na biezaco! no i efekt jest taki, ze ja siedze i czekam az on po nich
              przyjedzie. a wiecie dlacego - wlasnie to do mnie dotarlo - boje sie ze on
              powie, ze jak ja sie stawiam, to on nie bedzie do nich przyjezdzal, bo mu nie
              pasuje... i boje sie ze popsuje to, co dzieki tej rozmowie wydawalo mi sie ze
              osiagnełam, i taka bylam z siebie dumna. a tyle mnie kosztowala ta rozmowa,
              wiecie, nie? a boje sie teraz tego popsuc, ale czuje ze wkurza mnie ze caly czas
              nie umiem sie odciac od niego tak zupelnie, wiecie o co chodzi? tak ze to juz
              moje zycie, on je olal, wiec teraz wara mu do tego i ja ustalam zasady swojego
              zycia. a nie ze podporzadkowuje sie jemu caly czas - jak przez lata całe... ech,
              gdyby nie psycholog, to bym na to nie wpadla , ze caly czas biore na siebie to
              wszystko, a to dla niego musi byc wazne zeby sie spotkac z dziecmi. tylko co
              zrobic, jak powie ze nie moze? nie jestem w stanie tego zrozumiec, jak mozna nie
              miec czasu dla wlasnych dzieci... no wiec nie jestem krok do przodu - no, moze
              milimetr, bo wiem o co chodzi, ale jak to sobie wytlumaczyc..
              • janeczka.pl Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 30.03.09, 10:46
                nie przeżyjesz życia za swojego męża, dla ciebie dzieci są najważniejsze, a czy
                dla niego też będą ważne, to się okaże.
                Wydaje mi się że nie możesz żyć pod harmonogram ustalony przez twojego byłego,
                to bez sensu, on nie może tobą sterować. Będzie tobą manipulował i wykorzystywał
                przewagę, a ty nie będziesz miała spokoju.
                Nic nie poradzisz, jeśli jemu na dzieciach nie zależy, wydaje mi się że nie
                jesteś w stanie uchronić przed tym dzieci, tylko będziesz ich trzymała w błogiej
                nieświadomości,a to prędzej czy później wypłynie
                Wiem co czujesz, ja też boję się cały czas, że mojemu coś odbije i wypnie się na
                dzieci, gdyby tak zrobił, starałabym się go jakoś przed dziećmi wytłumaczyć,
                zbagatelizować, żeby jak najmniej odczuły, że to ICH ojciec olał... Trudne to
                wszystko
    • jaguska75 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 23.04.09, 21:27
      Witam
      Po odwiedzinach ojca dziecko zapytało się mnie dlaczego nie kocham
      tatusia....i,że skoro ja go nie kocham to ona go kocha i zostanie z nim na
      zawsze... Tłumaczyłam, że mimo,że tatuś już z mamusią się nie kochają, to
      bardzo kochają ją. Powiedziałam, że lubię tatusia,ale niestety go już nie
      kocham...skończyło się na tym,że córka stwierdziła,że mam tatusia kochać i już,
      bo jak nie, to ona z nim zamieszka...i tak w kółko... Dziecko chce mieć przy
      sobie dwoje kochających się rodziców, ale co zrobić jak już nie ma tej miłości i
      jest wszystko inne co dzieli? Jak inaczej wytłumaczyć to 6-latkowi?
    • fightmore Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 23.04.09, 21:42
      wiele razy padło tu stweirdzenie, że dzieci widza wszystko. ja wychodze z
      założenia, że lepiej ich nie oszukiwac, bo w końcu bedą miały nam za to za złe.
      kłamstwo nie moze w takich wypadkach je dotykac. trzeba być szczerym z dziećmi
      na tyle na ile to mozliwe. mnie własnie czeka rozmowa z moją kochaniutką
      czterolatką i panicznie się jej boję. zrobię wszystko żeby jak najmniej plakała
      i nie bała się tego co bedzie dalej. jestem przygotowana na każdą ewentualność.
      będę starał się jej pomóc jak tylko będę mogła. ale najważniejsze to pokaząć
      dzieciom że się je będzie kochac tak samo jak wczesniej i ż ezawsz ebędą mogly
      liczyć na rodziców. tak mi się wydaje.

      najważniejsze by dorosli nie okłamywali i nie oszukiwali swoich dzieci
      • sauber1 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 24.04.09, 09:52
        fightmore napisała:

        > wiele razy padło tu stweirdzenie, że dzieci widza wszystko. ja wychodze z
        > założenia, że lepiej ich nie oszukiwac,



        O tak, z tym w pełni się zgadzam, ale też i dzieci nie są skore by dać się
        oszukać, to bardzo dobrzy obserwatorzy życia, a jak pięknie władają językiem
        potrafią zaskoczyć i to "mile" wink Przed chwila maiłem właśnie próbkę tego,
        listonosz przyniósł mi taki czerwony kwitek do podpisania, długo drobnych po
        kieszeniach szukał, syn bardzo ciekawski uparł się by wiedzieć skąd ciągle
        dostaje kasę, oczywiście już upatrzył sobie zestaw klocków "Lego", ale co
        miałem mu powiedzieć, że to od komornika od wielu miesięcy wyglądane zaległe
        alimenty, że to jakaś pierwsza cząsteczka ..., a jak go znam pytał by o więcej
        i co miałem mu powiedzieć prawdę by mnie wyśmiał za to 34zł i 62 grosze ???
        Współczuje komornikom, mają wyjątkowo nieprzyjemną prace, ale wiedzą za co
        robią wink
        A w kwestii rozwodu i towarzyszących spraw dzieci często same mówią to co widza
        i są przy tym bardzo szczere wink
    • stefanbatory45 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 10.05.09, 00:44
      Hej
      Pracowałaś tyle z dzieciakiami, to chyba Ty powinnaś dawać tutaj rady smile

      Dla mnie była to najbardziej stresująca rozmowa w życiu.
      Żona znalazła nowego, odeszła. Na szczęście obojgu nam zależało na tym żeby córki (6 lat) jak najmniej to dotknęło.
      Poszliśmy we dwoje do psychologa dziecięcego. Żona sądziła że dostaniemy receptę, broszurkę, książkę. To wszystko g... warte. O wiele bardziej przydatne jest to forum.

      Psycholog powiedziała oczywiście, że recepty nie ma i ona nie powie nam jak mamy powiedzieć to dziecku. Każde dziecko jest inne. I my znamy je najlepiej. Są rodziny w których dzieci uczestniczą od małego w większości dorosłych rozmów, a nawet współuczestniczą w podejmowaniu decyzji (dom, przeprowadzka itp). Są też oczywiście dzieci trzymane wyłącznie w świecie dziecka, nie wciągane w sprawy "dorosłe".
      Nasza córka jest wychowywana w drugim schemacie, jest poza tym bardzo wrażliwa emocjonalnie, więc zgryz miałem okropny i serce mi się kroiło.

      Siedliśmy pewnego dnia we trójkę i po prostu delikatnie prostymi słowami powiedzieliśmy że mamusia z tatusiem już się nie kochają, że pewnie zauważyła że od jakiegoś czasu nie rozmawiamy dużo i chodzimy smutni.
      Wiedziałem że będzie płacz i był. Mała nie wiedziała kogo z nas łapać, przytulała się to do jednego to do drugiego. Nie wiedziała jakiej reakcji oczekujemy.

      Psycholog potwierdziła. Jeśli decyzja została podjęta przez rodziców definitywnie - nie wolno absolutnie pozostawić sprawy zawieszonej w powietrzu i nic nie mówić dziecku, to wywoła jeszcze większy stres i poczucie winy (stłamszone w środku).

      Dziecko (kilkuletnie) w takiej chwili nie ogarnia jak dorosły wszystkich spraw z tym związanych. Nie trzeba mówić dokładnie o planach na przyszłość, co będzie za pół roku. Ja nastawiłem się na lawinę pytań. Nie było ich. Zaczęły się po kilku dniach. I były to na początku pytania "na miarę" sześciolatki smile Np co z jej rowerkiem (zona wyprowadziła się do gościa, zabrała córkę).
      Potem, po kilku miesiącach zaczęły się pytania głębsze. A dlaczego się nie kochacie, czy jeszcze kiedyś będziecie się kochać.
      niestety, na wszystkie pytania, choć kołek w gardle staje trzeba dokładnie, spokojnie i zgodnie z postrzeganiem świata przez dziecko odpowiadać.

      To rodzice zgotowali piekiełko swoim dzieciakom, powinni starac się wyjaśnić. Na pewno nie wolno chować głowy w piasek, nieważne z jakiej przyczyny. Dziecko musi wiedzieć co się dzieje z nim i najbliższymi.

      A i jeszcze jedno. Doskonałą pomocą jest tłumaczenie wielu rzeczy na przykładach. Dzieci wtedy są w stanie bardziej "ogarnąć" sytuację. Moja córka ma w grupie koleżankę której rodzice sa po rozwodzie, więc wspominałem o tym, jako przykład że tak czasami dorośli przestają się kochać, ale mimo to wszystko dobrze się układa i rodzice zawsze są z dzieckiem i je kochają.

      Ostatnio (rozwód w trakcie, ponad pół roku nie mieszkamy z żoną) przez przypadek usłyszałem jak moja córka tłumaczy swojemu koledze (rówieśnikowi) swoją/naszą sytuację. Że i dlaczego rodzice się nie kochają, dlaczego mieszka z mamą itp. Byłem pod wrażeniem smile

      Pierwsza rozmowa (niezbedna absolutnie) to naprawde tylko wstęp. Potem jest tysiąc pytań rzucanych z za krzaka - w windzie, w aucie, na spacerze, sporo w łóżku przed zaśnięciem. Cierpliwość, czujność i rozwaga w doborze słów jest potrzebna cały czas.

      Rozmawiajcie z dziećmi szczególnie o trudnych dla nich sprawach bo to naprawdę daje bardzo dobry efekt.
      Moja księżniczka mi ostatnio (też znienacka przy wysiadaniu z auta) powiedziała że woli być ze mną bo z nią rozmawiam, a mama i jej men rozmawiają tylko ze sobą smile

      Pozdr
      Stefan
      • joanwro Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 10.05.09, 01:03
        wiesz jak to jest o tym szewcu?smile w innych zawodach jest tak samosmile
        teraz - minęły prawie 3 miesiące - wiem już więcej i mogę powiedzieć w których
        książkach dobrze piszą. Mam chyba w miarę przyzwoite rozstanie - bo faktycznie
        zwracamy uwagę na dobro dzieci. Pisałam już gdzieś, że tatuś często zabiera i
        się świetnie zajmuje. dzieci poznały nową dziewczynę, na razie wszystko jest OK.
        sprawa 28 maja, wszystko dogadane. na maksa spokojnie - parę razy mi nerwy
        puściły ale tylko w mailach. z boku patrząc, dzieci bez szwanku póki co.
        oczywiście są pytania zza krzaka - ostatnio o drugi ślub np. który jest
        ważniejszy, i czy nie wyrzucę zdjęć ze ślubu z tatą. albo o nowe dzieci czy bede
        miała np. często mi zadaje takie konkretne pytania, jakby sobie badał i układał
        przyszłość, jaka może go spotkać... a mały - on bedzie chyba myslal ze tak było
        zawsze i bedzie to dla niego jakas norma...to mnie tez troche martwi. jak
        dorośnie to sam oceni - mam nadzieję... ale czasem jak pomyślę, jaki oni będą
        mieli wzór rodziny...
        • stefanbatory45 Re: a jak powiedzeiliście dzieciom? 10.05.09, 01:20
          no, wiem jak to jest z bosymi stopami smile

          To bardzo dobrze że obie strony o dzieciaki się martwią i wszystko
          przynajmniej w tej materii idzie spokojnie.

          Niektóre pytania z serii tych w windzie są boskie i naprawdę do
          niektórych podchodze z humorem i oboje się śmiejemy.
          O zdjęcia też miałem pytania. Podzielone, mamusia jest u mnie w
          albumach, ja jestem u niej.

          Zrobiłem głupią rzecz - bawiłem się kluczami od domu i auta,
          przyczepiłem obrączkę do pęku tych kluczy i zapomniałem. To było
          pytanie za 100 punktów. "tatuś, a czemu Ty tą obrączkę masz przy
          kluczach? (zona zdjęła i schowała obrączkę jak jeszcze u mnie
          mieszkała)
          Eeeeee, co tu mądrego wymyśleć - skaleczyłem się w palec i nie
          chciałem jej zgubić. Kłamstwo straszne, ale dla niej wiarygodne.
          Szybko schowałem do kuferka i tematu nie ma.

          Dzieciaki są mądrzejsze niż sobie wyobrażamy.
          A małego nie ruszaj 3 lata - nei ma sensu nic tłumaczyć. Kiedyś będą
          rozmowy i pytania. Wcale nie znaczy to że musi paść jakiś cień na
          jego życie. Spokojnie.

          Ogromnie ważne. Moi rodzice się rozwiedli jak miałem kilka lat. (tak,
          tak, fatum rozwodu przechodzące na nastene pokolenie - nieprawda)
          Matka poleciała strasznie bo po prostu z dnia na dzień nas zostawiła
          bez żadnej wiadomości. Ale nic złego od ojca nigdy na jej temat nei
          usłyszałem. Porozmawialiśmy dopiero poważnie jak miałem chyba z 20
          lat.

          Nigdy złego słowa o drugiej stronie. To podstawa. Wiem, ciężko
          czasami. Jak mała płacze i mówi ze chciałaby żebyśmy razem byli we
          trójkę aż mi się na usta ciśnie "mamie zachciało się troszkę zabawy".
          Mamusia jest najlepszą matką i tak ma być żeby nie wiem co się
          działo. To procentuje bardzo. Ale procentuje w Twoją stronę.

          Trzymaj się 28-go!

          Stefan
          • leptis Stefan i Joanna 10.05.09, 17:09
            Wszystkiego dobrego.Bardzo dobrze się Was czyta.

            Nie dalej niż dwa dni temu pomyslałem co u Ciebie, Stefan.
            Toż to rok jak się u Ciebie wszystko rozwaliło-pamiętam.

            Taki psychicznie wyprostowany się wydajesz, że ja...
            ratlerek...po schodach pewnie bym za Tobą uśmiechniętym nie nadążył,
            kiedy z wizytą w domu Lady smile) w końcu byśmy się pojawili.

            Nie wierz w to-ćwiczę nie mniej niż w zeszłym roku.

            jeszcze raz radość Ciebie uśmiechniętego usłyszeć.

            pozdrawiam serdecznie

            • sauber1 Re: Stefan i Joanna 10.05.09, 18:17
              co muwi żołnież do żołonieża? - w morde jeżasmile
            • joanwro Re: Stefan i Joanna 10.05.09, 21:17
              wielkie dzięki Stefan za dobre słowosmile właśnie ostatnio, jak po raz milion
              pięćdziesiąty odpowiadałam na pytanie "jak się trzymasz? - "coraz lepiej",
              uświadomiłam sobie, jak często w rozmowach z przyjaciółmi, używam słowa
              'godność". do tej pory wcale jakoś nie było tego słowa - teraz ... bardzo
              często. że trzeba z godnością znosić pewne sytuacje... no i może znowu pojadę w
              góry... i oddałam próbkę dawcy na szpik kostny - mój eks uważał że moje
              oddawanie krwi to fanaberia, a szpik to już w ogóle. no to teraz poleciałam i
              jestem już w banku dawców - z tego to się cieszęsmile
              pozdrawiam Was, i na pewno odezwę się po wsparcie przed 28 majasmile
              • teuta1 Re: Stefan i Joanna 10.05.09, 21:54
                smile.
              • tinyhappy Re: Stefan i Joanna 10.05.09, 22:57
                joanwro napisała:

                > wielkie dzięki Stefan za dobre słowosmile właśnie ostatnio, jak po raz milion
                > pięćdziesiąty odpowiadałam na pytanie "jak się trzymasz? - "coraz lepiej",
                > uświadomiłam sobie, jak często w rozmowach z przyjaciółmi, używam słowa
                > 'godność". do tej pory wcale jakoś nie było tego słowa - teraz ... bardzo
                > często. że trzeba z godnością znosić pewne sytuacje...

                Prawda! 100% prawdy!
              • stefanbatory45 Re: Stefan i Joanna 11.05.09, 00:09
                Joasiu w jakimkolwiek stanie z tego powyłazimy, na pewno zostanie wiele trudnych tematów i sytuacji. Bezwiednie drażniących uwag znajomych. A znaczenia wielu słów i sytuacji też będą inne smile

                Ja miałem problemy ze zdrowiem, ciężką operację, mało szans, ale się udało.
                I teraz rzucane często przy składaniu jakichkolwiek życzeń, oklepane "NA ZDROWIE", "DUŻO ZDROWIA", "ZDROWIE JEST NAJWAŻNEJSZE" dla mnie ma totalnie inny, głębszy wymiar.

                Rozwód to podobnie (w szczególności dla ludzi wrażliwych) totalna trauma. Ale jak z niej wychodzisz - widzisz wiele spraw inaczej.

                Kiedyś pisząc na tym forum, błagałem żeby doradzono mi co mam zrobić żeby moja żona nie odchodziła. Odeszła. Po kilku tygodniach mieszkania z nowym, wyśmienitym facetem - ropacz. To ona chciała zrobić wszystko żebym przyjął ją. Co obiecywała, aż przykro mówić.
                Miesiąc temu kolejne prośby. Ja już sobie w głowie poukładałem i nikt tutaj, ani na całym świecie nie przekona mnie że warto spróbować. Za dużo złego widziałem i słyszałem z jej ust. Ktoś inny pewnie by przebaczył...
                Rok temu jakby to powiedziała - poryczałbym się ze szczęścia i biegał z jej torbami...
                Dziwny jest ten świat i rozum ludzki.

                Jest mi dużo lżej bo po prostu postanowiłem, podjąłem decyzję której jestem pewny jak niczego innego w życiu. Straszna ulga. Dużo też smutku kiedy patrzę na nieszczęśliwą żonę. Zero satysfakcji z tego powodu, naprawdę.

                Pozostała córa która chce być ze mną i o która się staram (nie lubię słowa "walczę o dziecko").

                Ale też uzgodniłem sam ze sobą, że jeśli nie będzie mieszkać u mnie świat się nie zawali. Jest zdrowa, bystra, piękna, kocham ją i ona mnie. Żona mieszka niedaleko. Jakoś się poukłada.

                Napisz koniecznie jak będziesz PO. Ja też napiszę smile

                Ściskam
                Stefan
            • stefanbatory45 Re: Stefan i Joanna 10.05.09, 23:46
              Hej wszyscy. Nie sądziłem że ktoś pamięta tą wywłokę rozpieprzoną w
              drobny mak, czyli mnie sprzed roku smile

              Jestem po kilku (4 lub 5 nie liczę) sprawach, świadkowie, kurator,
              biegły psycholog dziecięcy. Wkrótce kolejna sprawa, mam nadzieję że
              ostatnia.
              Przebieram już nogami żeby napisać wszystko. Bo przykład mój (nasz)
              jest z jednej strony banalny jak większość, ale z drugiej na tyle
              dający do myślenia że może komuś się tu przyda.
              I oczywiście napiszę, ale obiecałem sobie że dopiero jak skończy się
              formalnie wszystko.

              Trochę się wyprostowałem bo ludzi dookoła dobrych dużo. A i sprawa w
              dużo lepszym kierunku dla mojej córki idzie więc optymizm sieję gdzie
              mogę smile
              Ale to potem. W czerwcu.

              Doskonali jesteście że tak przysłodzę smile

              Piątka!
              Stefan
              • mariefurie Re: Stefan i Joanna 10.05.09, 23:59
                stefanbatory45 napisał:

                Nie sądziłem że ktoś pamięta tą wywłokę rozpieprzoną w
                > drobny mak, czyli mnie sprzed roku smile
                >

                Hehehe, ale sie określasz smile) do mojego młodego ojciec zwraca sie nie inaczej
                jak per łachmyta lub łachudra smile) Z miłością, rzecz jasna smile)
                • joanwro dzięki :) 11.05.09, 09:17
                  dzięki teuta1smile Twoje posty jakiś czas temu bardzo mi pomogły. Dzięki za ten
                  uśmiech.
                  a wiecie, że moje "dzieci" w pracy (w sensie rozwydrzone nastolatkismile)mają teraz
                  - jak to w lato - coraz więcej problematycznych spraw. a ja się tak cieszę, że
                  mogę się zająć ich problemamismile wstrętna jestem, co?smile na szczęście rozwalenie
                  wewnętrzne nie przeszkadza mi w pracy zawodowej, choć jak tak się zastanowić, to
                  czy to nie jest jakiegoś rodzaju hipokryzja?...najważniejsze że ciągle jestem
                  skuteczna - w stosunku do innych oczywiście. a sobie potrafię znaleźć wsparcie
                  - jak mnie zaczyna nosić, to siedzę tutaj i piszę jakiegoś sms-a z kategorii
                  "zaczepno - pomocowych" do iluś tam ludzi.jak napisze, to mi odpiszą i nie będę
                  zamulać w samotności. bo to jest dla mnie najgorsze. no i działa - dobrze że mam
                  dużo darmowych minut w abonamenciesmile

                  Stefan - staraj się o córkę. masz dobry plan, a jak już "baby - fachowcy" są po
                  Twojej stronie, to pewnie jest szansa. Szacunek tez za to mocne postanowienie -
                  to jest cholernie trudne, wytłumaczyć sobie, że tak naprawdę będzie lepiej, nie?
                  ja tak mam z "nową dziewczyną tatusia". Wywaliła sie na rowerze na ostatniej
                  wycieczce - dacie wiarę?smileautentycznie ze zmartwieniem się zapytałam Kubusia,
                  czy jej się nic nie stało; na to on - to, co? już jej nie nienawidzisz?smile niezły
                  jest, nie? powiedziałam, że jej nie nienawidziłam, tylko po prostu nie chciałam
                  poznać, a to bardzo daleko do nienawiści - dyplomacja maksymalna. ale sama się z
                  tego śmiałam potem. może takie przytępienie emocjonalne dobrze robi na tym
                  etapie, na którym jestem. ciekawi mnie, kiedy będę miała jakiś regres - bo że
                  nastąpi, to pewne.
                  pozdrawiam Was wszystkich na nowy tydzień.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka