maxijo
23.07.05, 22:19
urodzil sie 18 lipca o 18.59, ma na imie Adam i wazyl 3932 g.
O porodzie w szpitalu holenderskim moglabym chyba napisac ksiazke, pozytywna
zreszta. Zaliczylam tam wszytko co bylo mozliwe. zaczelo sie parodniowym
wywolywaniem i po tygodniu mozna bylo przebic wody i podlaczyc mnie pod
kroplowke wywolujaca skurcze. Zaraz potem zawiezli mnie do anestzjologa na
znieczulenie, po 2 godzinach zaczely sie skurcze, niestety czulam je, bo
znieczulono mi jedna strone wiec anestezjolog znowu poswicil mi swoj czas na
poprawki. Z usmiechem na twarzy po 3 godzinach bylam gotowa do parcia.
odlaczyli mi znieczulenie i tu nastapilio cos nieoczekiwanego. Oprocz Partych
dostalacm skurczow w kazdej czesci brzucha i parlam w okropnych bolach bez
zadnego rezulatu . Po godzinie zawolali ginekologa, ktory stwierdzil, ze jak
sie przyloze to potrwa to jeszcze ze dwie godziny, ale glowka nie schodzi i
gwarancji nie daje. No i skonczyly sie moje proby naturalnego porodu
blaganiem o cesarskie ciecie. Po chwili znalazlam sie na sali operacyjnej, i
w bolach musialam czekac na kolejne znieczulenie tym razem do cesarki.
Coz.. zmeczylam sie strasznie, trzy dni przelezalam bez ruchu w lozku, potem
pierwsze kroki, jestem bardzo slaba i mam rozne dolegliwosci "pocesarkowe".
Personel szpitalny rewelacyjny, pielegniarki do mojej dyspozycji 24 h na
dobe, doradca laktacyjny i duzo uwagi. Nie moge narzekac.
Na szczescie moj syn jest w idealnym stanie, to wrodzony talent do karmienia,
nie krzyczy poki co godzinami i na prawde jest slodki, ah i podobny do
mnie.