Dodaj do ulubionych

Sint-Maarten

11.11.06, 16:55
Przychodza do Was dzieciaki z piosenkami i lampionami? A jesli tak, to o
ktorej? Ja jestem nowa w dzielnicy, nie wiem, jakie sa tutejsze zwyczaje. Na
wszelki wypadek zaopatrzylam sie w slodycze. Zaczynam sie bac, ze bede je
musiala sama zjesc ;-(
Obserwuj wątek
    • lenkaaa Re: Sint-Maarten 11.11.06, 17:22
      Raany a ja zupelnie zapomnialam, ze to dzis ! W ciagu tygodnia pamietalam a jak
      przyszlo co do czego, to mi wylecialo z glowy... Wlasnie meza wyslalam do
      sklepu na zakupy - mam nadzieje, ze zdazy zanim dzieciaki przyjda!
      • a.polonia Re: Sint-Maarten 11.11.06, 19:01
        wstyd sie przyznac, ale pierwsze slysze! Mozecie cos wiecej o tym powiedziec?
        • go.ga Re: Sint-Maarten 11.11.06, 19:45
          Wstyd sie przyznac, ale to mi sie nalezy dwoja z wykrzyknikiem z inburgering.
          Do tej pory bylam przekonana, ze to ogolnoholenderski zwyczaj. A poltorej
          godziny temu spytalam sie meza, z jaka piosenka jako dzieciak chodzil, nie
          potrafie opisac, jak na mnie spojrzal. W kazdym razie to zwyczaj praktykowany u
          mnie na zadupiu ;-) i moze tez w innych regionach Holandii, nie wiem.
          A polega to na tym, ze dzisiaj dzieci chodza po domach z lampionami, chyba
          wlasnorecznie zrobionymi w przedszkolach/szkolach. Nalezy im otworzyc drzwi,
          wysluchac pisoenki i podarowac jakis smakolyk. Poprzednio mieszkalam w
          mieszaniu, tam byl domofon i dzieci rzadko przychodzily. Teraz w nowej
          dzielnicu nie wiedzialam jak jest. A byl (bo chyba sie juz skonczylo, i
          grzeczne dzieci ida spac) niezly ruch i nawet zaczelam sie bac, czy mi slodyczy
          wystarczy. Slodkie byly maluchy, te najmlodsze przychodzily z rodzicami,
          rodzice stali gdzies z boku a szkraby naciskaly na dzwonek i spiewaly. Hehe, a
          jeden mnie nawet opieprzyl. Bo pierwszy zdzwonek mnie zaskoczyl i nie zdazylam
          sie przygotowac tj. nie zdazylam roznorakich slodyczy wymieszac. Wiec porwalam
          pierwsza z brzegu torebke i poczestowalam chlopca z niej i
          uslyszalam "Wszystkie cukierki sa takie same i nie mam z czego wybierac".
          Stojacy za nim rodzice parskneli smiechem, powiedzili mu, ze mowi
          sie "dziekuje", mnie tez bylo wesolo. Ale poprawilam sie, wrzucilam cukierki do
          miski i kolejne dzieci juz mialy wybor ;-))))
          • maxijo Re: Sint-Maarten 11.11.06, 20:29
            u mnie juz sie przewalilo; byly 4 grupy po 2-5 dzieciakow, ladnie spiewaly.
            Adam przygladal sie tylko.
            Ja zawsze staram sie kupic rozne slodkosci i wyskoczyc goscinnie (po polsku) z
            taca, zeby dzieci sobie wybraly ile i co chca. No i dzieciaki sa raczej
            zaklopotane asortymentem. A moj maz (Holender,) zgodnie z tradycja, podaje po
            jednym zelku i do widzenia.
            • tere_tere Re: Sint-Maarten 11.11.06, 20:58
              do nas nie przychodza.
              ale hubek z worem slodyczy przyszedl.
              beda lezaly do przyszlego roku, bo u nas takie rzeczy to leza miesiacami....
              (chyba ze tatus sie za nie zabierze...).
              wrzucilam gorace fotki na bloga - hubert z lampionem. albo raczej lampion z
              hubertem, bo tak to mniej wiece wygladalo...
              • asiekok Re: Sint-Maarten 11.11.06, 22:39
                U nas tez chodzili. Byly trzy grupy, a potem byla burza i lalo jak z cebra i juz
                wiecej nikt nie przyszedl :) Moj maz hojnie obdarowal najblizszych sasiadkow,
                wiec chyba za wiele nie zostalo :)
                • corneliss Re: Sint-Maarten 11.11.06, 22:47
                  w Hadze tez znane, ale to chyba zalezy od ulicy... na mojej nie chodzili,
                  natomiast tam gdzie sie kiedys opiekowalam dziecmi - tak, nawet uczestniczylam
                  dwa razy, ale piosenki sobie nie przypomne....
            • ada9611 Re: Sint-Maarten 12.11.06, 09:50
              ha ha,znam ten bol,u mnie tacka pelan slodyczy,a moj mowi a po co tyle?po
              jednym starczy.chodzi mi o sint martyn,a propos moj syn ma n imie martyn?czyzby
              to byl jego dzien imienin?bo ja nie wiem.
    • tijgertje Re: Sint-Maarten 11.11.06, 23:42
      Nie wiem dokladnie czyja to tradycja, bo myslalam, ze katolicka, a u mnie w
      katolickiej Brabancji w jednej parafii mamy 2 koscioly swietego Marcina, a
      dzieciaki u nas nie chodza:-( Chociaz w sasiednich wsiach tak, zalezy, jak kto
      cos zorganizuje, tyle, ze chodza calym pochodem i nie do wszystkich drzwi
      pukaja. A wiedzialyscie, ze zeby przyszli, trzeba w oknie zapalic swieczke? Jak
      nie ma swieczki, to znaczy, ze sie na nich nie czeka. W poprzednim miejscu
      zamieszkania chodzily grupki dzieciakow, mialam caly koszyk slodyczy i
      udzielalam po garsci. Ruch byl jak w ulu, w koncu jakis chlopak sie wygadal, ze
      dziewczyny, co u mnie byly wszystkim opowiadaly, ze " ta pani w przedostatnim
      domu tak strasznie duzo cukierkow daje":-))) NAjlepsze, ze zadne z dzieci nie
      wiedzialo, kim byl sw. Marcin. Nooo... Swiety chyba... :-))) No, a byl rycerzem
      i wslawil sie tym, ze ulitowal sie nad zebrakiem, mieczem odcial pol swego
      plaszcza i mu oddal.
      • nesla Re: Sint-Maarten 12.11.06, 09:58
        U nas nie chodza, cos w tv widzialam i sie zastanawialam zawsze GDZIE te
        dzieciaki chodza bo ja z lampionami to nigdy tutaj u nas nie widzialam. To w
        jakich prowincjach to jest praktykowane w koncu?
    • zuzka71 Re: Sint-Maarten 12.11.06, 11:55
      u nas jest taki marsz z orkiestra, z lampionami i na 'trasie pochodu' stoja
      ludzie z lakociami dla dzieci a dla rodzicow nawet goraca czekolada byla;) co
      prowincja to obyczaj;)pozdrowki
      • napolnoc Re: Sint-Maarten 12.11.06, 16:48
        W Haarlemie i okolicy chodza, teraz mieszkam na drugim pietrze z domofonem, wiec
        mialam spokoj, ale jak wczesniej wynajmowalam domy, to zawsze przychodzily
        dzieciaki.
        Raz kompletnie zapomnialam i nic w domu nie mialam. Strasznie mi sie glupio
        zrobilo, jak otorzylam odruchowo drzwi i zobaczylam te buzki i lampiony. Szybko
        swiatla pogasilam i sie w sypialni zaszylam.
        • schinella Re: Sint-Maarten 13.11.06, 11:08
          U nas tez byli! A ja w ogole nie bylam przygotowana, i wczesniej nigdy sie z
          tym nie spotkalam. Moze dlatego ze tam gdzie domofony to raczej nie chodza, a w
          dzielnicy z domkami to juz owszem.
          Nalot zaczal sie o 18.00 i tak przez godzine przewalilo sie chyba z 10 grup od
          3 do 8 dzieciaczkow, male, srednie i duze w lapkach lampiony, buzki
          rozspiewane, wiec wyciagnelam co mialam i rozdawalam.
          Na przyszly rok musze sie lepiej przygotowac, bo jak sie slodycze skonczyly to
          planowalismy z mezem zgasic swiatlo i sie ukrywac na gorze ;-) Na szczescie juz
          nikt wiecej nie przyszedl ;-))
          A zauwazylyscie, ze sa dwie strategie - jedne dzieci sumiennie zbieraly
          slodycze do woreczka a inne od razu pakowaly do buzi ;-) No chyba, ze te co
          pakowaly do woreczkow juz sie kompletnie zakleily... he he he
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka