anuszka_ha3.agh.edu.pl
08.03.14, 11:41
Pamiętacie, to pisałam kiedyś o wersjach chrześcijaństwa dla ludu i dla wykształciuchów.
Jeśli ktoś wyrasta z naiwnej wiary ludowej, to Kościół mówi mu wtedy: Ależ zapraszamy, masz tu listę lektur, dokształć się teraz w wierze intelektualnej. Problem w tym, że im bardziej się człowiek dokształca, im dalej w las, tym więcej drzew. Po pierwsze, każdą rzecz da się uzasadnić odpowiednio skomplikowanym intelektualnym wygibasem (teologom brzytwa Ockhama niestraszna, jak piszą pod linkiem, który podam poniżej). Po drugie, każdemu dokształcającemu się, pełnemu dobrych chęci chrześcijaninowi inni mogą powiedzieć: Nie krytykuj, bo nie przeczytałeś jeszcze tej i tej lektury, tego i tego słynnego teologa. Na każdy krytyczny argument można odpowiedzieć, że halo, przecież nie znasz dorobku jakiegoś luminarza myśli teologicznej, który tę kwestię już dawno załatwił odpowiednim wygibasem.
O tym jest ciekawy artykuł w Znaku:
www.miesiecznik.znak.com.pl/14476/calosc/wiemy-zbyt-wiele-czy-teolog-moze-nie-byc-ateista
„Aby wierzyć w chrześcijaństwo, wiemy o nim zbyt wiele, a żeby wiedzieć o nim tylko to, co wiedzieć winniśmy zgodnie z pojęciami Kościoła, musielibyśmy zbyt wiele oprzeć na wierze”