Dodaj do ulubionych

Wiemy zbyt wiele

08.03.14, 11:41
Pamiętacie, to pisałam kiedyś o wersjach chrześcijaństwa dla ludu i dla wykształciuchów.

Jeśli ktoś wyrasta z naiwnej wiary ludowej, to Kościół mówi mu wtedy: Ależ zapraszamy, masz tu listę lektur, dokształć się teraz w wierze intelektualnej. Problem w tym, że im bardziej się człowiek dokształca, im dalej w las, tym więcej drzew. Po pierwsze, każdą rzecz da się uzasadnić odpowiednio skomplikowanym intelektualnym wygibasem (teologom brzytwa Ockhama niestraszna, jak piszą pod linkiem, który podam poniżej). Po drugie, każdemu dokształcającemu się, pełnemu dobrych chęci chrześcijaninowi inni mogą powiedzieć: Nie krytykuj, bo nie przeczytałeś jeszcze tej i tej lektury, tego i tego słynnego teologa. Na każdy krytyczny argument można odpowiedzieć, że halo, przecież nie znasz dorobku jakiegoś luminarza myśli teologicznej, który tę kwestię już dawno załatwił odpowiednim wygibasem.

O tym jest ciekawy artykuł w Znaku:
www.miesiecznik.znak.com.pl/14476/calosc/wiemy-zbyt-wiele-czy-teolog-moze-nie-byc-ateista
„Aby wierzyć w chrześcijaństwo, wiemy o nim zbyt wiele, a żeby wiedzieć o nim tylko to, co wiedzieć winniśmy zgodnie z pojęciami Kościoła, musielibyśmy zbyt wiele oprzeć na wierze”
Obserwuj wątek
    • mary_ann Re: Wiemy zbyt wiele 08.03.14, 12:56
      Dzięki za wrzucenie tematu i linku do ciekawej publikacji. Muszę zebrać siły na lekturę, ale już cytat trafia przerażająco celnie w moje intuicje:-(
      • mary_ann Re: Wiemy zbyt wiele 08.03.14, 14:13
        Uff. Gęsty tekst:-)

        Na pewno bliska jest mi refleksja Overbecka, zwłaszcza zdanie, które wytłuściłam:

        Teologia jest zdaniem Overbecka tworem hybrydycznym: łączy w sobie elementy wiary i wiedzy – niedające się ze sobą pogodzić. Żywiołem teologii, jak każdej nauki, jest bowiem, dyskurs, obcy z gruntu religii, która broni się przed nim, jak długo może. Teologia, innymi słowy, stara się wydobywać na światło dzienne to, co religia wolałaby pozostawić w półmroku, próbuje w kategoriach racjonalnych opisać coś, co z samej swej istoty takiego opisu pragnie uniknąć: „generalnie każda religia żywi lęk przed dyskursem, nie podejmuje dyskursu, jeśli nie musi”[53]. Dopóki teologia pozostaje pod kontrolą Kościoła, ta jej skłonność do rozumowej analizy zjawisk nie stanowi poważnego zagrożenia, jest dyscypliną, która nie tyle docieka prawdy, ile raczej – jak wyraził to Hans Blumenberg – ogranicza „licencję na zadawanie pytań”[54]. Zwierzchnicy Kościołów żywią przy tym niezłomne przekonanie, że „granice [wiedzy] pokrywają się (…) z potrzebami wiary, a myślenie z własnej swej natury ma się zatrzymać dokładnie na linii warunkującej jego z nią zgodność”[55]. To jednak naiwne złudzenie: gdy teologia raz się już spod tej kurateli wymknie, staje się nieuchronnie narzędziem samozniszczenia religii. „Twierdzę – napisze Overbeck w 1896 r. – że wobec religii teologia może przyjąć postawę jedynie krytyczną. Nie istnieje teologia apologetyczna”[56].

        To swoisty paradoks. Teologia bowiem powołana została do życia, by być właśnie orężem apologetyki, bronić chrześcijaństwa przed atakami nauki starożytnej, stosując środki i metody tejże, mimo to pozostaje w religii ciałem obcym i w gruncie rzeczy wrogim jej z samej natury. „W pewnych okolicznościach jest jedynie sztuką pozbywania się religii, a generalnie i ostatecznie musi nią być”[57].


        No właśnie. Musi? Czy rzecz w definicji "religii"?
    • mary_ann Re: Wiemy zbyt wiele 09.03.14, 19:48
      Jeśli ktoś wyrasta z naiwnej wiary ludowej, to Kościół mówi mu wtedy: Ależ zapr
      > aszamy, masz tu listę lektur, dokształć się teraz w wierze intelektualnej. Prob
      > lem w tym, że im bardziej się człowiek dokształca, im dalej w las, tym więcej d
      > rzew. Po pierwsze, każdą rzecz da się uzasadnić odpowiednio skomplikowanym inte
      > lektualnym wygibasem (teologom brzytwa Ockhama niestraszna, jak piszą pod linki
      > em, który podam poniżej).

      Wiesz, nie do końca. Tzn. czasem widać, ze król jest nagi, czyli argumentacja nie opiera się krytyce. Widać różnice między teologami, którzy sa poznawczo uczciwi, tzn. przeprowadzają analizę bez z góry założonego punktu dojścia (no cóż, tak się skłąda, ze z powodów organizacyjno-dyscyplibarnych na ogól sa to teologowie protestanccy) i teologowie nakłądający sobie ograniczenia we wnioskowaniu (co np.ładnie widać u Rahnera, który nota bene wydaje się być tego samoświadom:-)


      Po drugie, każdemu dokształcającemu się, pełnemu dobr
      > ych chęci chrześcijaninowi inni mogą powiedzieć: Nie krytykuj, bo nie przeczyta
      > łeś jeszcze tej i tej lektury, tego i tego słynnego teologa. Na każdy krytyczny
      > argument można odpowiedzieć, że halo, przecież nie znasz dorobku jakiegoś lumi
      > narza myśli teologicznej, który tę kwestię już dawno załatwił odpowiednim wygib
      > asem.

      Na to rady nie ma, poza sprawdzaniem, czy to pszenica czy plewy (tj. wygibasy).
      Ale oczywiście to męczące, czasochłonne i nic dziwnego, ze bawi garstkę hobbystów.

      A nie masz przy tym przemożnego wrażenia, ze dyskutujemy o problemach pierwszego świata, będąc w tej materii w Polsce na poziomie trzeciego? (mam na myśli katechezę (szkolną i tę dla dorosłych) od strony przygotowania merytorycznego przeciętnych katechetów i kapłanów do debat teologicznych ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka