meg83
09.04.06, 14:04
Hmm miałam zdać jak wygląda oparacja w Narutowiczu.
A więc tak...przyjeta do szpitala byłam 5 IV, oparację miałam dzień później,
akurat tak mi się udało, ze robiły mi miłe panie lekarki.
Przyjęcie w ambulatorium straszne...skończony cham przyjmuje, ze aż brak słów.
Na szczęście późnije nie ma się kontaku z nim (przyjeta została tylko połowa
osób, reszta miała złe wyniki badań ).
Warunki w szpitalu tragiczne (zastanawiałam się jak może do takiego brudu
dopuszczać sanepid!!!) szczególnie w sali przed oparacją. Chodzi głównie o
łazienkę!
Panie pielęgnierki w większości miłe.
Po oparacji kóra trwała około 2 h przewieziono mnie do sali pooperacyjnej.
Najgorsza była I doba, po 2 h zaczęłam wymiotować, a środki przeciwwymiotne
nie pomagały. Pani anestezjolog mówiła mi, ze tylko 5% ! nie wymiotuje, a
wymioty powoduje naciągniety przełyk.
Oczywiście gardło boli mnie bardzo, tak jak przy anginie, przełykanie to
niemal udręka, ale mam nadzieję, ze za kilka dni bedzie lepiej. Powoli wdomu
zaczynam jeść i czuje się mniej słabo.
Głos mam dobry, czasem tylko przytyka mnie flegma, której mam więcej przez to,
że tydzien przed oparcją miałam zapalenie kratnii.
Mysle, że operacje naprawde robią nieźle, spotkałam kilka pań i żadna!! nie
miała podrażnionych strun głosowych.
Teraz muszę "zaprzyjaźnić" się ze substytutem tyroksyny, bo po operacji
pozostał mi jednie kawałek lewego płata i prawdopodobnie do końca zycia bedę
musiała go zażywać.
Serdecznie pozdrawiam i zyczę odwagi! Żadna oparacja nie jest przyjemna, ale
jeżeli jest konieczna to nie można się jej bać! Bez niej mogłoby być jeszcze
gorzej.