kszaklaka
14.03.07, 21:38
Dziś weszłam na to forum po raz pierwszy. Czytam od godziny i jestem coraz
bardziej przerażona, mam coraz wikszy mętlik w głowie i czuję się coraz
bardziej bezradna. Mam ochotę opisać historię swojego życia ale postaram się
streszczać. W 2001 i 2004 urodziłam wpaniałe dziewczynki. Po drugim porodzie
byłam pewna, że mam regularną deprechę. Leczę tarczycę od stycznia 2006,
dlatego że szykuję się do operacji na serce. Rutyna - robimy badania.
I pierwszy szok: TSH 6,53 (0,4-4,0)- 01.2006. Trawfiam do endo: euthyrox 25
i kolejne badania. Nie mam mowy o T3, FT4. Lekarz twierdzi, że nia ma
potrzeby. Ja się nie znam.
Kwieciń 2006: TSH 4,03 (0,4-4,0), USG: pł pr:15x15x31 mm obrysy gładkie, pł
l: 13x15x32 mm obrysy gładkie. Cień gr do 4 mm. Miąższ jednorodny. Dość
liczne zmiany guzkowe niskoechogeniczne (4-6 mm). zwiększyli mi dawkę: 5x 25
+ 2x 50.
Czerwiec 2006: TSH 5,28 (0,4-4,0), ATG <20,0 (max 40), ATPO 691 (max 35).
Kolejny szok - dla mnie - jakieś 691 zamiast max 35!!!. Lekarz zachowuje
spokój. euthyrox do 5x50 + 2x25. Zleca tylko TSH. Wtedy jeszcze nie było ze
mną dobrze. Cały czas zastanawiałam się nad leczeniem psyche.
12.2006: TSH: 5 (0,4-4,0) euthyrox: 50.
Generalnie brak kontaktu z lekarzem. Badamy tsh, zwiększamy euthyrox, będzie
ok. W lutym poszłam do innej, poleconej endo (jest na liście forum i to ona
nazwała mój problem po imieniu: hashi ale poza tym jakoś mnie nie powaliła).
TSH: 5 (0,4-4,0), zwiększyła dawkę: 5x50 i 2x 75. Stwierdziła, że nie takie
wyniki widziała (pociszające, nieprawdaż?). Łaskawie zgodziła się dać
skierowanie na usg i ft4. Dziś zrobiłam USG bez specjalnych zmian. 11.04. mam
kolejną wizytę więc przed świętami zrobię tsh i ft4.
Gorsze jest to, że był taki moment kiedy przestały mnie gnębić huśtawki
nastroju, miałam ochotę bawić się z dziećmi, chciało mi się tak ogólnie.
Czułam się dobrze. Teraz znowu coś się dzieje złego. Znowu mam poczucie
deprechy, jakieś zawroty głowy (lekarz zwala to na niskie ciśnienie).Wkurzają
mnie lekarze, bo ich interesuje wynik i dawka. Pacjent i jego samopoczucie
jakoś mniej.
Poraziła mnie dzisiaj Wasza wiedza i jednocześnie moja nieświadomość. Chyba
trochę pod wpływem lekarzy chciałam zbagatelizować swoją chorobę. Rodzina też
jakoś nie bardzo się wczuwa. Moja choroba - mój problem.
Jestem tu bo chciałam się czegoś więcej dowiedzieć o tej egzotycznej (jak to
dziś stwierdził gość od USG) chorobie ale chyba to pisanie to rodzaj terapi.
Właściwie nie wiem czego oczekuję. Na pewno macie jakieś rady.
Ksza