Witam,
Przez długi okres czasu robiłam bad.laboratoryjne, które w
ostateczności wykazały podwyższony DHEAS. I wstepna diagnoza, ze to
może być guzek: nadnerczy, przysadki bądź jajników.
Trafiłam do kliniki, w której po raz pierwszy od 2 lat poziom DHEAS
był w normie, ale w górnej granicy. Wyniku tego badania nie
weryfikowali, zrobione było raz.
Wypisali mnie, nic nie stwierdzając w sprawie DHEAS. Zrobili jedynie
usg nadnerczy i jajników (stwierdzone PCOS i insulinooporność).
Wróciłam do swojej lekarki i pierwsze co - na badania laboratoryjne.
I znów wynik podwyższony. A żeby wyeliminować możliwe błędy, w
trakcie tych paru lat badania robiłąm w róznych laboratoriach.
Poza tym strasznie utyłam <ok.20 kg; a zdarzyło mi się to już któryś
raz w życiu>, mikroskopijny <

)> histurycyzm <przesadzam ciutkę>,
problemy notoryczne z cerą <a okres dojrzewania dawno już minął>,
stany depresyjne, bóle stawow kolanowych ...
Moje ostatnie wyniki z laboratorium:
- TSH: 2,57 (norma: 0,35 - 5)
- FT3: 3,3 (norma: 2 - 4,25)
- FT4: 0,85 (norma: 0,7 - 2,2)
- DHEAS: 613,4 (norma: 130 - 410)
- androstendion: 1,52 (norma: 0,2 - 3,1)
- TPO: 7,58
- prolaktyna: 329,18 (norma: 86,4 - 683,1)
Dotychczas leczyłam się prywatnie <a moja lekarka nie jest
endokrynologiem>, a żeby dostać sie do kliniki to poszłam do
przychodni WOJEWÓDZKIEJ ENDOKRYNOLOGII i pokazałam swoje wyniki. Na
co lekarz pyta się mnie po co ja badam DHEAS ? Tam nawet w pkt'cie
poboru krwi nie znali słowa DHEAS, nie wiedzieli co to jest ... w
ogóle tego nie badali.
Stąd ja nie wiem co mi jest ...
Moze ktoś z Was miał podobnie

i mógłby mi udzielić informacji ?
Z góry dzięki za informacje.