Dodaj do ulubionych

jestem w klatce

15.05.09, 22:07
Witam!

Bardzo proszę kogoś o radę- moja sytuacja jest masakryczna.
Jestem 2 lata po ślubie, w ciąże zaszłam mając 18lat więc ślub był z
przymusu, chociaż wtedy chyba czułam coś do męza.
Teraz wszystko się zmieniło. Dokładnie od momentu urodzenia dziecka
jest tragicznie. Kłocimy się ciągle o wszystko, dochodzi między nami
do rękoczynu.. wtedy jestem duszona, trzęsę się i płaczę, nie mogę
spać przez cały tydzień. Relacje seksualne ostygły - z mojego
powodu - ponieważ nie akceptuje swojego ciała po porodzie (mąż
wyśmiewa moje marzenia o operacjach plastycznych), ale również przez
te wszystkie kłótnie. Po prostu nie chce go np. całować po tym jak
on mnie poniża i robi ze mnie "zero". Bardzo dużo kłocimy się o
nasze rodziny. Przepraszam za wyrażenie ale jego matka jest istną
szmatą, która wogóle ma w dupie wnuka i męża co irytuje mnie
ponieważ nie otrzymuję od niej żadnej pomocy przy dziecku a naprawde
przydałaby mi się ponieważ nie pamiętam kiedy ostatnio spedzilam bez
dziecka godzinę sama.
Nieważne jest już nawet to.
Ważne że nie wiem co teraz zrobić. Nie wiem czy kocham męża, za dużo
on i ja chyba próbujemy w sobie zmienić po swojemu co uważam, że
jest bez sensu. Mamy dziecko, jak weźmiemy rozwód to nie wiem jak
poradzę sobie finansowo - musiałabym wynająć mieszkanie i opłacić
opiekunkę ponieważ nie ma kto się zając dzieckiem. Logiczne jest to,
że nie będzie mnie stać nasamotne życie. Więc jestem zamknięta w
klatce. Jestem z mężem chyba dlatego, że mogę swobodnie żyć z
dzieckiem. Co ja mam zrobić?
Nigdzie razem nie wychodzimy- nawet na spacer z dzieckiem, on gra
godzinami w gry komputerowe i ma w dupie moje potrzeby, licza się
tylko jego. Przez to wszystko mam depresję, rzadko wychodzę przez co
cierpi tez dziecko. Czasami całymi dniami leżę i śpię, płaczę,
jestem smutna. Mąż widzi to ale ma mnie w dupie. Gra sobie tak
średnio po 10 godzinek dziennie i dzieckiem ani mną się nie
przejmuję. Nie ma między nami tzw. "chemii", nic nie ma, pustka.
Błagam o pomoc. czy mam się rozwieść? a jak tak, to przecież nie
poradze sobie- naprawdę opatrze realnie. ceny mieszkan są kolosalne,
do tego opiekunka, jedzenie. Musiałabym dużo zarabiać a w moim
mieście na początek mogę liczyć na 800zł, 1000zł gdzie samo
wynajęcie mieszkania tyle nawet czasem nie kosztuje. Co mam robić?
Błagam o pomoc!!! moze ktoś jest w podobnej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • plujeczka Re: jestem w klatce 02.06.09, 22:24
      przede wszystkim idź do psychiatry bo potrzebujesz wsparcia
      farmakolognicznegi, bez tego nie wyjdziesz z depresji.Po drugie nie
      pizesz nic o swojej rodzienie, moze ktoś z twojej rodziny mógłby Ci
      pomóc w opiece nad dzieckiem.Po trzecie twój maz jak widze tez jest
      osoba uzaleznioną od komputera i powienien również kosntaktowąc się
      z lekarzem. Nie pokazu wrogiego stosunku do jego matki, to nie
      ułatwi waszych rlacji-a czy ty wogóle z nią rozmawiałaś o waszych
      potrzebach, czy prosiłaś ja o pomoc. Mnie sie wydaje ,ze
      rodzicielstwo was oboje przerosło, spróbuj terapii małżenskiej. A
      przede wszystkim weź się w garść, pisze o swoim ciele ,ze go nie
      akceptujesz-wiele z nas ma te same problemy ale uwierz nie to w
      zyciu jest najwazniejsze, ciało mozna wycwiczyć, pojdziesz na
      siłownie, smukła sylwetka powroci choć to wymaga wyczeń i
      systematycznosci.
      Dalsze sprawy to -podjecie przez Ciebie pracy, może mozesz załatwic
      dziecku złobek czy tez przedszkole, masz koleżanki?,,sporóbuj
      umawiac się na wspólne spacery z dzieckiem. sama je zaniedbujesz a
      o wszystko obwiniasz męża.Wiem macierzyństwo jest bardzo trudne,
      nieprzespane noce, opieka nad dzieckiem nie sa łatwie ale nik nie
      mówił Ci ,ze to sielanka..pamietaj co siejesz to zbierzesz, jests
      matka i niestety musisz sobie radzic , nikt z Ciebie nie zdejmie
      tego "ciezaru".Dziecko moze stac się źródłem miłości i satysfakcji
      zyciowej ale trzeba troche wysiłu, dziecko ma to do siebie ,ze
      rosnie z dnia na dzien bedzie lepiej.A narazie zacznji od drobnych
      kroczków.....i marsz do lekarza, dostaniesz leki, poczujesz sie
      silna choćby do rozmów z meżem jesli i to sie nie powiedzie no to
      trudno..ale nie bedziesz miała di siebie pretensji ,że nie zrobiłaś
      nic dla ratowania małżenstwa irodziny.Odwagi i..pokonasz przeszkody,
      teraz je wyolbrzymiasz ale pożniej przekonasz sie ,że jakoś krok po
      kroku idziesz do przodu.Pomoc riodziny ci sie przyda, porozmawiaj z
      tesciowa, skad ona moze wiedzieć o waszych problemach skora nic jej
      nie muwisz?..nie traktuj jej jak wroga, to zła postawa , zdobądź się
      na odwage i na spokojnie powtarzam na spokojnie z nia na neutralnym
      gruncie poromawiaj, powiedz ,ze jesteś w tym wszystki zagubiona i
      bardzo ciciabyś ,żeby Ci w miarę mozliwosci pomogła.
    • kaskakaska8 Re: jestem w klatce 06.06.09, 03:01
      Super ekstra, tylko, że aby iść do psychiatry, na terapię rodzinną
      co jest potrzebne?pieniądze, których oczywiście nie posiadam. Gdybym
      miała dawno już do psychiatry bym poszła. Ciągle jesteśmy na minusie
      więc niestety nie stać mnie na wizyte u psychologa/psychiatry u
      którego w moim mieście wizyta kosztuje 100zł. Nie ma mowy o
      pożyczkach od rodziców poniewaz już jesteśmy zapożyczeni na głupie
      wyposażenie mieszkania wynajmowanego (to był mus-niestety).
      Gdyby moja rodzina mogła mi pomóc również dawno bym z tego
      skorzystała, niestety moi rodzice pracują od wczesnego ranka do
      późnego wieczora, nie posiadam babć, cioć - jedynie za granicą.
      Koleżanek również - ponieważ wszystkie poszły na studia i używają
      życia, dawno już o mnie zapomniały, zresztą nie potrzebuje
      dołujących znajomości - nie wiem o czym miałabym rozmiawiać z osobą,
      którą interesuje tylko duperele.
      Mąż uważa, że granie cały dzień jest super i za nic nie pojdzie na
      terapie bo on nie wiedzi żadnego problemu - po prostu chce żyć
      życiem kawalerskim i nie obchodzi go co o tym myślę- powiedział tak.
      Sytuacja bardzo nas przerosła i myślę, że po fakcie jednak nie
      pasuje nam to życie , i bycie razem i bycie rodzicem.
      Odniośnie pracy nad sylwetką to siłownia to naprawde niezly
      wydatek , nie ma mowy w moim przypadku o wydawaniu nawet 5 dych
      miesięcznie gdy mamy ciągle minusowe konto - na dodatek moi rodzice
      finansowo nam pomagają , za co jest mi po prostu wstyd, że mój facet
      nie potrafi nas utrzymać. Żal, naprawde żal co się dzieję na tym
      świecie, że z mężczyzn robią się delikatne baby, które najlepiej by
      tylko piłowały paznokcie, do pracy się nie garną.
      Dziecko jest za małe na pójście do przedszkola (brakuje rok) a
      żłobki w moim mieście polikwidowali. (dojazd odpada - nie mamy nawet
      samochodu)
      Co do teściowej to niestety mój stosunek napewno się nie zmieni,
      ponieważ źle mówi o mnie ta kobieta w rodzinie (wiem bo ciotka
      wygadała się przypadkiem), jak dziecko zaczyna płakać ona
      krzyczy:weź go! Nic nie pomaga, mówi, że nie chce mieć żadnych
      obowiązków. Pozatym odwiedza nas raz na pół roku, nie wiem jak można
      takiej osobie powierzyć jakieś tajemnice. Nawet nie ukrywa, że mnie
      nie znosi więc jak widac w tym przypadku nie ma mowy o jakimś
      kontakcie.
      Płynie z tego jeden wniosek - sytuacja bez wyjścia. A nie- jest
      wyjście - być do końca życia nieszczęśliwym, stresować się i żałować.
      Nigdy nie myśłałam, że moje życie tak będzie wyglądało.
      Wiem, że sama sobie los zgotowałam ale dziwie się, że tyle dziwek
      się puszcza a jakoś w ciąże nie zajdą a ja mimo dobrego
      zabezpieczenia zaszłam .
      Jest to sytuacja bez wyjścia, nikt nic nie wymyśli. Muszę się
      trzymać męża bo nawet jakbym odeszła to pracować muszę a dziecka nie
      mam z kim zostawić. I się koło zamyka. Fajna perspektywa życia z
      kimś kogo się nie chce i życia tak jakby się nie chciało życ nawet w
      najgorszych snach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka