Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Brak akceptacji siebie

    02.05.11, 21:39
    No własnie, to jest całe sedno terapii - akceptacja siebie. Trudno mi to zrobić. Widze siebie, niedoskonałą, złą ... narcystyczną, manipulacyjną, agresywną i nie czułą.

    Hardcore!
    Obserwuj wątek
      • jarzab422 Re: Brak akceptacji siebie 03.05.11, 18:04
        Ja tez brne w perfekcjonizm
      • anus16 Re: Brak akceptacji siebie 05.05.11, 22:28
        A ja w sobie nie akceptuje zazdrosci ktorajest we mnie. Zazdroszcze wszystkiego i wowczas pojawiaja sie wyrzuty sumienia i ta meczarnia psychiczna. A jak juz jestem wyczerpana psychicznie to juz mam pokoj. Nachwile..ijeszcze nienawidzesieza przzymus byciadobrym czlowiekiem chce poprostu bycczlowiekiem ,ja mam chybatakie chore probley inienawidzxe swojejfigury i to sie przenosi na inne sfery zycia. Masakra ale tak jest.
      • keti3 Re: Brak akceptacji siebie 06.05.11, 13:53
        nie wiedziałam, ze brak akceptacji siebie to syndrom dda... Mój tato pił i pije. Nie było jakis strasznych awantur, tzn. jako dziecko był to dla mnie koniec swiata, chowanie sie pod biurko albo pod ppoduszke, zeby nie słyszeć krzyków. Matka sobie z nim radziła, raczej w tym swoim pijanstwie był na straconej pozycji, konczyło sie trzaskaniem drzwiami, wyprowadzkami z domu, znikaniem na kilka dni itp. Matka sprawiala wrazenie osoby, ktorej to specjalnie nie obchodzi. Ale pamietam jak błagałam ojca, zeby nie pił, jak wkraczałam w srodek awantury i go uspokajałam, jak przykrywałam go kocem, zeby juz w koncu zasnał, zeby troche wytrzezwiał a nie plątał sie zadżumiony po domu szukajac alkoholu. Miałysmy w domu kalendarz w ktorym zaznaczałałasmy na czerwono dni, kiedy pił. Pamietam, ze czerwonych kropek w danym miesiącu było czasem bardzo duzo. Pamietam tez, ze sie wstydziłam za tatę przed sasiadami, kolezankami. Ale byłam bardzo dzielna, gdy matka prosiła mnie o wyciagniecie ojca z knajpy...czułam sie jak mały bohater, ktory ma do spełnienia wazna misje-bede tym, kto spowoduje ze w domu bedzie wzgledny spokoj. Oczywiscie ojciec pokornie wychodzil z tej knajpy, bo po prostu nie chcial, zebym tam przebywala...Nie moglam nikogo zaprosic do siebie z obawy przed bełkoczacym ojcem-fakt nie meliniarzem tylko wyperfumowanym, odwalonym w garniturek tatuskiem, ktoremu srednio w zyciu wychodzila praca i kariera zawodowa...Tym tłumaczyła go matka: Ojciec pije, bo sobie kompletnie nie radzi, ale bardzo was kocha (mnie i mlodsza siostre) i wszedłby za wami w ogien. Wlasciwie kazde swieta, imprezy, urodziny to był stres bo bylo wiadomo na 100%, ze tato bedzie pijany. szybko przestalam wyjezdzac z rodzicami na wakacje, z wiadomego powodu...jednak nie widzialam w tym piciu ojca przyczyny moich obecnych problemow...Mam 31 lat, zerowe poczucie wartosci, nie moge w swoim zyciu podjac zadnej racjonalnej decyzji, ktora by je zmienila na lepsze. lecze sie na depreche, ale lecznie powoduje jedynie lepszy humor i umiejetnosc radzennia sobie w codziennych obowiazkach... mam jednak wrazenie, ze jestem totalnym zerem a czasami wrecz ponizej zera...ze sie do niczego nie nadaje, nie umie niczego zrobic do konca, slomiany zapal, ktory byle co jest w stanie ugasic. Mam wrazenie, ze najlepsza jestem w byciu wrazliwa, nadwrazlliwa na krzywde innych-staruszkow, dzieci, zwierzat. Jest to cos, co bardzo utrudnia mi zycie, bo nie umie pogodzic sie z tym, ze ktos cierpi, jest chory, umiera z glodu...to mnei bardzo przerasta. Nie moge zyc bez pasji, ktorych mam tysiace-kazda inna i kazda nie do konca rozwinieta, to daje mi poczucie bycia interesujaca osoba, wyjatkowa, bo w danym momencie zgłebiam jakis temat..niestety tylko na jakis czas. wiem, ze aby w zyciu osiagnac sukces trzeba byc osoba przebojowa, dazyc do raz obranego celu, wytyczac sciezki swojej kariery itd. ja nie umie tego robic, wole byc kierowana niz kierowac, wlasnie przez to, ze nie wierze,iż moglabym to zrobic dobrze. Nie akceptuje siebie-tego jak wygladam, jak postepuje w stosunku do innych ludzi, jakie mam odczucia, co mowie i robie. Nie mam czasu na terapie ze wzgledu na dosc skomplikowane zycie osobiste. Poza tym nie wiem czy jestem dda...Czy test na bycie dda jest wiarygodny? Bo wiekszosc odpowiedzi jest pozytywnych....moze to po prostu zwykla nieumiejetnosc zycia i tyle, strach i lek przed byciem dorosła. Trafiłam na to forum, bo szukam przyczyn zerowej samooceny i samokrytyki wobec siebie samej, ktora jest coraz silniejsza...Mam wrazenie, ze byłam bardziej "duza" w wieku kilkunastu lat niz obecnie. To potworne uczucie. W tym wszystkim najgorsze jest to, a moze wcale nie takie straszne, ze nienawidze go tylko wtedy gdy znow pije, gdy ma ciagi, gdy umila swieta itd. W dni normalne-bez alkoholu-jest super facetem i gdy kkiedys odejdzie, byc moze z powodu alkoholu to bede za nim tesknic, bo bardzo bedzie mi go brakowalo. Ale tego normalnego ojca.Trzezwego.
        • manka_85 Re: Brak akceptacji siebie 07.05.11, 07:02
          Keti, aż otworzyłam usta ze zdziwienia.
          Ze zdziwienia, że ktoś tak trafnie napisał to o czym sama myślę.

          Mój dom wyglądał inaczej, nie była to melina, ale do pierwszego często ledwo starczało. Mama też piła tylko rzadziej niż ojciec, ale atmosfera była podobna, ojciec znajdował coraz częstsze okazje do picia, a matka udawała że ma to gdzieś, pomijając kłótnie co jakiś czas.
          Zapomniałam nawet, że też czasem "szłam po ojca", chciałam zapomnieć.

          Bardzo bliskie są mi twoje doświadczenia w leczeniu depresji, gdzie naokoło mnie cieszą się, że częściej sprzątam, ugotuję obiad, zadzwonię, a ja się uśmiecham ale myślę, że i tak niedokładnie posprzątałam, obiad był bez smaku, zastanawiam się do czego ja się mogę w życiu nadawać.
          I te tysiące pasji, niepokończonych rzeczy, nadwrażliwość na krzywdę...

          Najgorsze jest to, że ja już jestem w terapii ponad rok, staram się jak najwięcej mówić, pracować na grupie, ale i tak nie mogę uwierzyć w to, że coś mi się uda.

          Nie wiem czy testy na bycie DDA są wiarygodne, ale sądzę że każdy kto miał pijących rodziców i odczuwa, że to jest źródłem jego problemów ma prawo czuć się DDA i szukać pomocy specjalistów.
          Sama piszesz, że wydaje Ci się, że kiedyś byłaś bardziej "duża". Ale to był czas kiedy mieliśmy być dziećmi, a nie dojrzałymi osobami, no i zawsze sądziłam, że z wiekiem dojrzałości raczej przybywa.

          Gdybyś miała ochotę pogadać: manka_85@gazeta.pl
          • sowanka Re: Brak akceptacji siebie 07.05.11, 11:06
            Moje drogie, bo to jest tak, czy my sie nie za bardzo skupiamy na tym co MAMY robić, a nie jakie jestesmy i juz. tworzymy wlasny wizerunek, ktorego tak naprawde trudno nam zburzyc. Ja 2 tyg rzuciłam terapię - rzuciłam- teoretycznie mam rpawo wrócić, pytanie tylko, czy jestem na tyle silna, czy chce itd. Moje "pseudo-rozstanie" było bardzo dramatyczne. wyrzucenie żalu, rozczarowania, gniewu, wqrffu, smutku, beznadziei i bezsilnosci. przy okazji pokąsałam wszystkich naokoło, terapeutki, grupe itd. Powiedziałam, ze ja tak naprawde nie chciałam tam byc i nie chce i naprawde ostre słowa padly. Na grupie byłam 1,5 roku. co ciekawe to nie jest moja 1 grupa, lecz druga. pomiedzy czasie byłam na indywidualnej.. w sumie ok 4 lat terapii, fajnie co?
            na indywidualnej doszłam do sedna problemu, poczułam zal za rodzicami, tesknote i zalobe, potem nastapiła zmiana terapii. a ja w tym zalu zostałam. Nie mogłam sie wogole otworzyc na grupe przez te 1,5 roku :/.
            Teraz przez ostatnie 2 tyg. przeryczałam, przepłakałam mase emocji, decyzji itd. Ja tak naprawde nie byłam gotowa na zmiany, na grupe, czy ja wogole chcialam cos zmienic? CZEGO JA TAK NAPRAWDE CHCIAŁAM? to jest sedno. Ja nie mialam motywacji, ze ok, popróbuje inaczej, nie. ja nawet z grupy nie potrafilam korzystac. mimo, ze ja "skumałam" o co chodzi na terapii juz ho ho ho dawno, to ja sie czułam jak w paralizu, jak dzikie zwierze. Mozna mówić i tak naprawde nic nie powiedziec. Niestety otartosc na grupe jest istotna, bo bez tego to jak na hamulcu i sie zatrzesz.
            Ja czuje obecnie ogromny, ogromny, wstyd, poczucie porażki, brak zmian, ale na moje wlasne zyczenie. Zobaczyłam swój egoizm, manipulacje, stare nawyki, ktorych nie akceptyuje i z ktorymi walczyłam, a to przeciez nie o walke chodzi.
            ech porypana sprawa.
            • manka_85 Re: Brak akceptacji siebie 07.05.11, 23:14
              Rzeczywiście skupiam się na tym co mam robić a nie na tym jaka jestem, bo nie wiem jaka jestem. Do tej pory wydawało mi się, że dobrze siebie znam, miałam obraz samej siebie, ale terapia mi go zburzyła, wytknęła to czego nie widziałam lub nie chciałam widzieć.

              Tylko ja nie umiem się na nowo pozbierać, czuję jakbym wpadła w szczelinę między starą mną a terapią i nie mogła się wydostać, mimo że nieustannie próbuję się czegoś chwycić i wyczołgać. Każdy punkt zaczepienia okazuje się wątłym korzonkiem za który nie warto łapać.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka