phaala
17.10.06, 21:19
ja jestem DDA i mój mąż też. dzieci pijących ojcow (wersja: przyzwoity
czlowiek, ale lubi wypić). ja jestem w tej moze szczesliwszej sytuacji, ze
rodzice sie rozwiedli w przyjazni i ułożyli sobie życie. ojciec dalej pije,
ale nikt nie udaje, ze to jest okej. natomiast jego rodzina tkwi w fałszu po
uszy. ogólnie mili ludzie, ale w zyciu nie widzialam takiego wspoluzaleznienia
jak u nich.
ale teraz o nas. znalezlismy sie w punkcie w ktorym predzej czy pozniej
musielismy sie znalezc - nie potrafimy juz dalej ze soba byc. kochamy sie
strasznie, lubimy wzajemnie ludzi ktorymi jestesmy, ale o dziwo milosc juz nie
potrafi przezwycieżyć problemów, naszych drugich twarzy. zeby bylo trudniej,
kazde z nas ma inny temperament i inne cechy DDA.
czuje sie bezradna. z jednej strony wiem, ze oboje potrzebujemy
wyrozumialosci, ale tez ile mozna dawac sie ranic. mąż (to dla DDA nic nowego)
jest bardzo wrazliwy i empatyczny, zaradny, opiekunczy, pracowity, nieba by
nam przychlil, ostatnią koszulę oddał, żebym z corka byla szczesliwa.
jednoczesnie ma strasznie niskie poczucie wlasnej wartosci, przez co
maniakalnie dązy do wzbogacania sie (miec miec miec). ja jestem zupelnym
przeciwienstwem i boli mnie to, bo wole życ niż chomikować. zal mi go, ze tak
nisko siebie ocenia, ze glupi przedmiot go dowartosciowuje, a nie to, kim
jest. musi wszystko kontrolowac, lącznie z moim portfelem(!) (że niby mi
uzupełnia kase, ale i tak wiem ze czuje przymus sprawdzenia), robi wiecznie
jakies spisy, plany i jest bardzo zdenerwowany, gdy cos nie idzie tak jak
planowal. czesto do mnie dzwoni, ciagle chce, zebym byla przy nim w miare
mozliwosci. jest "zawodowym" oskarzycielem, wszedzie szuka winnego (z domu to
ma), wszyscy sa winni wokol, nawet przyroda nieozywiona, ze tak powiem.
sportowo uprawia krytykanctwo, pewnie po to, zeby sie lepiej poczuc.
najgorsze jest jednak to, ze ma częste wybuchy złości i agresji slownej.
niszczy przedmioty. krzyczy, wyżywa sie, rozladowuje negatywne emocje na kim
lub na czym popadnie. chodzacy wulkan negatywnych emocji.
ja tez jestem DDA, przyznaje, ale ja niszcze siebie, bo jestem introwertycznym
dzieckiem alkoholika. mozlwie, ze to dlatego jeszcze ciezej mi z tym życ, bo
dostaje z obu stron, od siebie i od niego.
nie pozwole by moje dziecko wychowywalo sie z kims, kto od malego bedzie je
krytykowal, krzyczal bez powodu (zdarza mu sie wrzasnac na male dziecko), zeby
widzialo te wybuchy złości. z autopsji wiem, ze najwazniejsze dla dziecka jest
wsparcie w samodzielnosci i akcepacja, to są moje priorytety. dlatego jestem
gotowa odejsc od meża. jednoczesnie szkoda mi ich wspanialych relacji, ich
miłości i czasu, ktory razem spedzaja. szkoda mi stracic przyjaciela, jakim
jest dla mnie mój mąż.
myslicie, ze jest jakas szansa? czy terapia coś pomoże? co zrobilibyscie na
moim miejscu? przyznam się, ze nie mam już ani nadziei ani sił.