anahella 27.02.05, 21:54 Skad sie biora, czemu sluza, i jak sie ich pozbyc? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
sc200 Re: Negatywne mysli 28.02.05, 09:11 Skąd się biorą: Chodzi Ci o etymologie? Nie wiem Ale pochodzą od oczekiwań i prób manipulacji sobą i innymi. Czyli przede wszystkim z otaczającej Cie rzeczywistości Czemu służą: Niczemu Pognębieniu, manipulacjom itp ale tak naprawdę tylko uwstecznieniu w rozwoju własnym Jak się ich pozbyć: Przeczytaj odpowiedni wątek: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=468&w=17317073 Oraz o afirmacjach tu, ale koniecznie zacznij od odpowiedniego wątku. Temat jest długi i szeroki Odpowiedz Link
lorddead Re: Negatywne mysli 06.03.05, 11:04 sc200 napisał: > Czemu służą: > Niczemu > Pognębieniu, manipulacjom itp ale tak naprawdę tylko uwstecznieniu w rozwoju własnym Nie zgadzam się! Wiem z doświadczenia, że gdyby nie okres długiej depresji i głowy pełnej czarnych myśli, nie nauczył bym się tego wszystkiego czego się nauczyłem o sobie i o życiu, trwał bym w stagnacji, stał bym w miejscu. Nie potrafił bym docenić i ujrzeć wielu ważnych rzeczy. Światło można odnaleźć tylko w ciemności. Odpowiedz Link
eevvaa Re: Negatywne mysli 06.03.05, 12:18 Witaj Ja jednak nie zgodzę się z Tobą. Rozwojem duchowym zaczęłam się interesować właśnie , gdy byłam w najbardziej szczęśliwym okresie swojego życia. Zawsze mnie pociągało nieznane, nie umiałam przyjść do porządku dziennego bez pytań. Ciekawość, głód wiedzy, jakiś niedosyt, wieczne pytania skierowały mnie na tą drogę. Okres kiedy w zyciu dopadły mnie koszmarne przeżycia to okres zastoju, który nic nie wniósł w moje życie. Nawet powiedziałabym , że cofnęłam się w "rozwoju duchowym". Teraz zaczynałam wszystko od początku - wcale nie wzmocniona. Serdecznie Ciebie pozdrawiam ewa Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć. Odpowiedz Link
sc200 Re: Negatywne mysli 06.03.05, 20:30 Witaj Nie zgodze się z TObą )) Co więcej śpiesze Ci wytłumaczyć, dlaczego błędnie to oceniłeś. Wytłuamczenie jest proste (banalne ) Otóż Twoja podświadomość ma takie... wzorce, które powodują u Ciebie reakcje, że trzeba czegoś doświadczyć (mam na myśli "negatywnego") aby ocenić to co dobre i do tego wrócić. Jest to pokłosie wychowania... w którym zasypywano Cie przysłowiami/powiedzeniami w stylu: - że najpierw trzeba dotrzeć do dna aby docenić jutro - że cierpienie nobilituje i uszlachetnia - że nic co dobre nie moze wiecznie trwać (żywcem słowa wzięte z piosenek Anny Jantar - nic dziwnego... heh pamiętając jak zakończyło się niestety Jej życie) - za wszystko kiedyś przyjdzie nam zapłacić patrz A.J. - że raz pod wozem a raz na wozie Wszystkie powyższe twierdzenia to bzdura x milion do kwadratu Tzn. jeśli ktoś to uważa za prawdę, to w myśl nauk Jezusa dostaje to w co wierzy. Ale trudno uznać to za regułę ządzącą rzeczywistością... Piszesz: "Wiem z doświadczenia, że gdyby nie okres długiej depresji i głowy pełnej czarnych myśli, nie nauczył bym się tego wszystkiego czego się nauczyłem o sobie i o życiu, trwał bym w stagnacji, stał bym w miejscu" Nie wiem gdzie jesteś dzisiaj, ale wątpię czy już osiągnąłeś wewnętrzny spokój - bo inaczej nie pisałbyś to co piszesz. Jeśli coś tak oceniasz, to niechybnie odzywają się stare niewyleczone wzorce, za które warto się zabrać. Oczywiście możesz pozostawić wszystko tokowi wydarzeń, i udająć że się steruje swoim życiem - "płynąć dalej z tłumem..." Ale warto zaryzykować, że mam racje. A nóż ją mam? Piszesz: "Światło można odnaleźć tylko w ciemności." Ale tylko z fizycznego punktu widzenia ) Pisał o tym Bohr w swojej rozprawie. Mniej więcej może z pamieci zacytuje (mogę troche nie dobrać te same słowa więc z góry przepraszam) "Gdy spoglądam na światło dzienne, dostrzegam miliardy promyków. Wydawało mi się że potrzebuję do tego kontros (przyp. tłumacza: W języku alahiszpańskim??? oznacza to przeciwieństwo). Ale nie muszę dostrzegać tych promieni, mając na ich tle czerń. Wiem, że one istnieją. I pozwala mi to doświadczać Ich" Ich mogło być Jego - czyli Boga. Ale tu nie jestem pewień. Sztuką jest dostrzegać światło bez ciemności. Bo naprawdę, ciemność nie jest potrzebna aby docenić i dostrzec światło. Odpowiedz Link