Miłość platoniczna...

08.01.06, 21:36
Aż mnie zaciekawiła ta kwestia na tyle, że postawnoiłam kolejny wątek
napocząć...

w tej naszej całej duchowości,kto jak kto, ale ja pragnę się nauczyć miłości
bezwarunkowej.. spodobało mi się to, ponieważ przez jej brak wiele moich
związków z mężczyznami sie rozpadało, gdyż okazywało sie, że były oparte na
uzależnieniu a nie na miłości...

ktoś niedawno postawił znak równości pomiędzy miłością bezwarunkowa i
platoniczną... ponieważ ja się z tym nie do końca zgadzam, proszę Was o
wypowiedź... mnie brakło argumentów...

chyba bliskie określenia, ale czy jednoznaczne...?

pozdrawiam serdecznie..
    • shamann Re: Miłość platoniczna... 08.01.06, 22:19
      a mi sie zdaje, jesli dobrze rozumiem o co Ci tutaj chodzi, ze milosc
      platoniczna, czyli idealistyczna, nie fizyczna, jest wlasciwie tylko jakas
      potencjalnoscia. Zawsze musi istniec jakies konkretne fizyczne spelnienie lub
      jakis fizyczny uzytek z milosci, w przeciwnym razie staje sie ona jedynie
      teoria, mozliwoscia, uniemozliwiajac glebszy rozwoj. 'Cialo jest czescia
      duszy', choc moze jedynie ulotna, ale jest. Nie nalezy mu sie czolobitnosc, ale
      szacunek, dlaczego nie?
      • czakra_serca Re: Miłość platoniczna... 08.01.06, 22:28
        czyli, jak rozumiem, nie stawiasz znaku równości pomiędzy miłością platoniczną
        a bezwarunkową..?
        • shamann Re: Miłość platoniczna... 10.01.06, 09:00
          czakra_serca napisała:

          > czyli, jak rozumiem, nie stawiasz znaku równości pomiędzy miłością
          platoniczną
          > a bezwarunkową..?

          (sorry,ze nie od razu odpowiadam, ale ostatnio mialem ograniczony dostep do
          netu)
          co do tych dwoch postaw to wlasciwie nie wiem, nawet jesli nie stawiam miedzy
          nimi znaku rownosci, to przeciez milosc platoniczna, z powodu braku sklonnosci
          ku spelnieniu fizycznemu, materialnemu, rowniez posiada zdolnosc do takiego
          zdystansowania, akceptacji swojego przedmiotu, takim jaki jest, bez ingerencji
          poprzez interakcje. I wcale nie musi ewoluowac w jakas infantylna stagnacje,
          lecz moze wlasnie wyrazac czastke owej milosci bezwarunkowej, np. w sytuacji
          kiedy kochamy kogos kto jest w zwiazku z kims innym, i przez wzglad na nie
          tworzenie wiekszych komplikacji, cierpien etc., utrzymujemy relacje
          zdystansowana, lub przyjacielska. Zalezy od konkretnego przypadku. Byc moze to
          co je rozni to fakt iz milosc platoniczna w znaczeniu obiegowym bardziej odnosi
          sie relacji do osob, niz milosci w ogole. Swedenborg wspomina iz sa takie
          zwiazki milosne ktore spelniaja sie dopiero w swiecie duchowym.
      • tom40gda Re: Miłość platoniczna... 08.01.06, 22:30
        Miłośc bezwarunkowa jest emocja czystej akceptacji, tak naprawde abstrakcją, bez
        konkretnego adresata. Mało tego. Miłośc bezwarunkowa, jest nacechowana
        obojetnością..... Kocham, i to mi wystarcza. Nie pragne niczego od tej drugiej
        osoby, czy osób, kocham ich takimi, jakimi sa.....

        Miłośc platoniczna, ma konkretnego adresata. Ja nie bede kochal platonicznie
        faceta, bo moge to robic tylko w stosunku do kobietsmile
        To, ze miłośc jest platoniczna, ze jest określona przymiotnikiem, kaze mi nie
        myslec o fizyczności, ale daje mi mozliwośc oddziaływania na druga osobe
        (zmieniania Jej wg mej woli....). Po pewnym czasie miłośc platoniczna staje sie
        masochizmem, bo emocje nie sa tak stonowane jak w miłości bezwarunkowej.....
        Jeśli nam na kimś zalezy, działamy na Niego swoją energią, swoja mysla itd....
        Takie jest moje zdanie, prosze o konstruktywna krytyke....smile
        Pozdrawiamsmile
        • czakra_serca Re: Miłość platoniczna... 08.01.06, 22:34
          no właśnie.. ja sądzę podobnie.. o takie definicje mi chodziło.. wielkie
          dzięki...

          zapraszam częściej wink
          • tom40gda Re: Miłość platoniczna... 08.01.06, 23:04
            Nie ma sprawy.... jak jest ciekawy tematsmile))))))

            Pozdrawiamsmile
    • barts77 Re: Miłość platoniczna... 10.01.06, 10:04
      to zupełnie co innego, i bez znaczenia.
      nie mozesz miec pewności ze to wlasnie brak milosci bezwarukowej powoduje twoje
      problemy w związkach. (nawet gdyby to powiedział sam Jezus czy Budda - bo nie
      wiemy czy dobrze ich rozumiemy)
      nie szukaj przyczyny, moim zdaniem to niewiele da.
      dobrym za to jest aby się nie uzależniać, najlepiej od niczego.
      Kochaj i aceptuj siebie a wszystko będzie dobrze.
      • czakra_serca Re: Miłość platoniczna... 10.01.06, 10:48
        własnie nad takiem nieuzaleznianiem się pracuję...
        a co do akceptacji siebie - czasami wydaje nam się, że akceptujemy siebie w
        pełni, ale dopiero,kiedy zaczynają pojawiać się jakieś kłopoty, czy z
        utrzymaniem związku, czy z innymi relacjami międzyludzkiwmi, pojawiają sie
        znaki zapytania... Myślę, że akceptacja siebie to mimo wszystko trudna praca smile

        pozdrawiam smile
        • tom40gda Re: Miłość platoniczna... 10.01.06, 20:23
          Zaraz, zaraz....smile
          Kochaj siebie i akceptuj taką, jaka jesteś.... No dobrze! Ale to jak potrawa bez
          solismile Moze zdrowa, ale mdłasmile))))))
          Jeśli bedziesz akceptowac i kochac siebie taka jaka jestes, byc moze bedziesz
          nie "strawna" dla partnerów....Sorry, ale to hasło nie sprawdza sie w relacjach
          miedzyludzkich. Związek to gra sił, czy nam sie to podoba, czy nie....
          Z praktyki wiem, ze najwazniejszą rzecza jest, by ZNAC siebie. ZNAC, bez zadnych
          rozowych okularów.... Np jestem bałaganiarzem. Kocham siebie, dobrze mi wsród
          pełzajacych po kuchni talerzy, akceptuje siebie wsród sterty brudnych
          ciuchów....(przesadzam, ale specjalnie), nie sądzę, by niezaburzona partnerka z
          miłościa to zaakceptowała! Pewnie da mi w łeb i bedzie kazała mi posprzatać.....
          A jak ZNAM siebie, wiem, ze jestem fleją, to bede pracowal nad soba, by to
          zmienić....
          Pozdrawiamsmile
          • nadia338 Re: Miłość platoniczna... 10.01.06, 22:32
            mysle, ze sa osoby, ktore zaakceptowalyby flejesmile moze takie, ktorym
            nieporzadek nie przeszkadza? ale z drugiej strony czytalam, ze osoba, ktora ma
            wielki nieporzadek w mieszkaniu, torebce itp itd, pewnie ma taki sam
            nieporzadek w zyciu, dlatego chyba dobrze jest starac sie byc osoba
            uporzadkowana. Na pewno nie do przesady, ale na pewno porzadek w mieszkaniu
            pomaga na lepsze samopoczucie, lepszy przeplyw energiii (feng shui).
            • shamann Re: Miłość platoniczna... 11.01.06, 01:33
              jako stary balaganiarz, smiem zaoponowac wink
              bywa i tak ze porzadek na wierzchu, a w srodku balagan. Porzadkami na wierzchu
              mozna bardzo porzadnie zaklepywac balaganiarstwo wewnetrzne. Przypowiesc o
              Marcie i Marii z Ewangelii. Jeszcze byla taka przypowiesc jak to posprzatano w
              izdebce, az diabel uciekl na pustynie.....ale wrocil.... z siedmioma
              innymi..... Samo posprzatanie, tak jak sam wegetarianizm, jeszcze o niczym nie
              swiadczy.
          • czakra_serca Re: Miłość platoniczna... 11.01.06, 06:48
            a ja uważam, że mimo wszystko i tak powinniśmy siebie zaakceptować... nawet
            jeśli jesteśmy bałaganiarzami, czy mamy jakieś inne cechy, które z początku
            mogą sie wydawać nie do zaakceptowania... świat widzimy poprzez nasze myśli.. i
            z tym się zgadzam, bo jak zaczęlam inaczej myśleć, to i świat przedstawia mi
            się inaczej...

            a jeśli coś nas w kimś wkurza, np. bałaganiarstwo, to chyba powinniśmy
            popatrzeć na siebie i poszukać u siebie takiej cechy smile

            pozdrowionka...
            • delan Re: Miłość platoniczna... 16.02.06, 20:06
              MIŁOŚĆ PLATONICZNA TO POPROST MIŁOŚĆ DO OSOBY,KTÓRA NIE MOŻE BYĆ SPEŁNIONA.NP.
              MIŁOŚĆ DO KSIĘDZA.
            • motyvvacja Re: Miłość platoniczna... 16.02.06, 20:40
              Nic dodac nic ujac w 100% zgadzam sie z wypowiedzia Toma_gda.

              a co do balaganiary to...co?Mam gosposie, 2 razy w tygodniu mi sprzata,staram
              sie utrzymac czystosc.Jestem myslacym czlowiekiem i nie mam czasu na takie
              blachostkismile)
              a tak na serio to wydaje mi sie ze jesli ktos uswiadomi sobie swoje
              balaganiarstwo ( a nie jest to przeciez dobra cecha) >To on sam bedzie staral
              sie to zmienic.Jesli jest to przeszkoda w zwiazku,a napewno jest.Moj ''ostatni
              men''Byl bardzo zly,i prubowal narzucac mi jak mam sprzatac u SIEBIE w domu smile
              Odpowiedzia na to bylo porzegnanie ,bo przeciez jak mu sie nie podobalo to -DO
              GAROW! ..smilea on mi tu bedzie wytykal..No cos podobnego..
              • i33 Re: Miłość platoniczna... 16.02.06, 23:00
                zauważyłam że facetom dość dobrze wychodzi sprzątanie, a gotowanie to już
                wiadomo więc nie powinno się marnować takich zdolności..koniec z męskim
                autokratyzmem w tej kwestii- stawiam na partnerstwo.platoniczna to bardziej
                oparta na przyjażni, czysta idealna, ale bez tego tam więcej ...tak ciężko
                wytrzymać...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja