jarty
05.12.08, 14:52
Dziś miałem możliwość posłuchania sobie ks. Drzewieckiego, który o
ateistach powiedział coś, co oddaje moje na ten temat przemyślenia,
zainspirował mnie tym samym do napisania o tym.
Przytoczę mniej więcej to co powiedział, a co właśnie oddaje ducha
moich przemyśleń, że ateiści muszą wykazywać się większą
determinacją wiary, by wierzyć w to co uznają za prawdę.
Użył argumentu, że chrześciajnie mają wszystko poukładane - ludzie
są piękni i mają w sobie miłość. W takim razie Stworzyciel, na
którego podobieństwo zostaliśmy stworzeni, jest doskonały i w nim te
walory są niewyczerpane.
Właśnie tak sobie myślę o ateiźmie - ateiści muszą odrzucić taki
porządek rzeczy jaki funkcjonuje. Wymyśleć jakąś prawidłowość,
wszystko ułożyć na nowo, nadać temu sens i bardzo, ale to bardzo
potrafić siebie do tego co wykreowali, przekonać.
Chcę tu stanowczo podkreślić, że nie mam tu na myśli ludzi, którzy
swoje lenistwo, strach przed majestatem życia, czy zwykłą niechęć do
własnych potrzeb wiary i kreowania własnego światopoglądu, określają
ateizmem.
Zdecydowanie mam tu na myśli ludzi świadomych, którzy wiedzą
dlaczego (niekoniecznie jednak po co) odrzucają religię, pragną
inaczej zaspokajać swoje potrzeby, w dużej mierze, natury duchowej -
religijności i wiary.
Rzeczywisty ateista, którego mam tutaj na myśli, nie odrzuca
potrzeby poszukiwania odpowiedzi na podstawowe pytania
egzystencjalne. Ateista, o którym myślę, ma zamiar jedynie robić to
poza powszechnie panującym światopoglądem i nie pozostaje zamkniętym
na dyskusję o charakterze światopoglądowym.
Tak naprawdę to dzięki ateistom zorientowałem się, czym Bóg nie jest.