klawiatura_zablokowana
13.07.13, 00:33
Temat znany i lubiany, ale skoro jest sezon ogórkowy...
Ilekroć natrafiam na odautorskie zapewnienia, jacy Borejkowie z przychówkiem są minimalistyczni, jak to Gabriela ma dwa ciuchy na krzyż, a Grzesiu przeprowadził się z jedną walizką, jak całe rodziny mieszkają w jednym pokoju, to mnie zdziwienie ogarnia.
Przecież człowiek obrasta w rzeczy. Będąc nastolatkiem już się zbiera pewne swoje przedmioty i nie mówię tylko o paru ciuchach i książkach. A co dopiero mówić, gdy człowiek jest starszy. Dwoje naukowców w jednym małym pokoju z dzieckiem? Same książki i papierzyska by się nie pomieściły, a co dopiero mówić o rzeczach Ignasia. Powinny być minimum dwa komputery i dwa biurka, a to już generuje ogromny bałagan. Nie wyobrażam sobie nawet Marka wprowadzającego się do pokoju Idy, która jako absolwentka medycyny i strojnisia musiała z deczka obrosnąć w ciuchy, kosmetyki oraz książki.
Pomieszkiwaliśmy kiedyś z mężem w moim oraz jego pokoju w domach rodzinnych, ale nie podejmowaliśmy nawet prób transportowania większych ilości rzeczy niż to, co potrzebne na bieżąco, bo docelowa była wyprowadzka. A i tak ledwo dało się pomieścić, no i o poważnej pracy umysłowej nie było mowy w dwie osoby w jednym pokoju. Nie mówiąc o urokach wspólnej łazienki na 5 pracujących osób rano...
Ale może to młodsze pokolenie takie rozpuszczone, a dawniej panował dzielny minimalizm? (Bo tera to, panie, komputry i własne biurka muszom mieć, a dawniej wszystko spało i jadło w jednej izbie i dobrze było).
Mieszkałyście tak kiedyś? Jakieś wrażenia?