Dodaj do ulubionych

"Czarna polewka" - kto już czytał?

    • limotini Mydlana Polewka 25.09.06, 09:49
      A ja Wam powiem: mnie strasznie kusiło, żeby wziąć dwie-trzy ostatnie książki MM
      i pociąć je na kawałki składając:
      1) "Żabę": historię losów Żaby i Żeromskich
      2) "Laurę i Filona": super romans
      3) "Pyzę na parze": rozważania związku dwóch zagubionych naukowców
      4) "Braci Borejakazow": opowieść o perypetiach Ignacego G. Józinka, Trolli,
      Czekoladki itp.
      No i oczywiście trzeba by też pociąć "Sprężynę" - w końcu te historie powinny
      mieć jakieś pointy.
      Ale książki po przeczytaniu pożyczyłam Mamie, więc nożyczki leżą na dnie
      szuflady i czekają na swoją wielką chwilę...
      • troppo_bella Re: Mydlana Polewka 25.09.06, 10:26
        Myśl kusząca.
        I z mydlanej by nam powstały pełnokrwiste całości.

        -----
    • agnieszkagosia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 10:35
      Przeczytałam
      czyta się ciężej niż inne no ale...
      Co mi się nie podoba;
      -Ignacy Borejko zgroza zgroza zgroza
      cham, stary stetryczały i chyba mocno sklerotyczny
      jego zachowanie jest jednak tylko winą Gabrysi, Grzegorza, którzy widzieli, że
      rządzi niepodzielnie, że jest tyranem a jednak pozwalali się wtrącać, pozwolili
      na jego duży i całkowicie negatywny udział w wychowaniu Ignasia. nie mogą być
      zdziwieni, że teraz uznał siebie za władcę domu i to do tego stopnia, że to
      jemu a nie Gabrysi czy Grześkowi mają oświadczać się narzeczeni
      - brak kultury, pełna wyższości postawa i pogarda dla innych ze strony Laury
      - Gabrysia praktycznie nie interesuje się dziećmi
      - rozmemłanie i rozlazłość Róży
      - ojciec Żeromski
      Podoba mi się:
      - powrót Pyziaka
      - Żaba i bracia Żeromscy
      - Wolfi i jego postawa
      - Józinek i Łusia. Myślę, że będą to dzieci o wiele normalniejsze od dzieci
      Gabrysi. Być może dlatego, że jednak wychowywane w normalniejszych warunkach. I
      bez dominującego wpływu starego Ignacego B. Zresztą az miło zwrócić uwagę jak
      niesprawiedliwie traktuje wnuki. Józinka, Łusię lekceważy. Laurą zainteresował
      się dopiero kiedy chciała wyjść za mąż. Dzieci Natalii i Patrycji nic go nie
      obchodzą. Interesuje go jedynie Ignaś ze względów prostych - stary ma
      dominujacy wpływ, już obmyślił dla niego kierunk studiów. SMutne, że Gaba nie
      potrafiła zawalczyć o swoje dziecko. o żadne ze swoich dzieci
      Agnieszka
      • sara_florencja Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 10:41
        Po przeczytaniu książki i waszych komentarzach miałabym tylko jedna sugestię.
        Cofnąć czas i zatrzymać sie na Kalamburce. I niechby zostało tak jak było.
        Żadnych części więcej, przynajmniej wtedy Jeżycjada pozostałaby tym czym była
        wcześniej i do której każdego tomu wracałoby sie tak samo chętnie. Przy
        ostatnich pozycjach cała seria straciła to co tak bardzo w niej lubiłam.
        Niestety. Wolałabym żeby nie było już żadnej części niż żeby były takie jak
        ostatnie "Zaba", "czarna polewka", "Język trolli". Przynajmniej zostałyby fajne
        przyjemne wpsomnienia a nie rozgoryczenie i w zasadzie coraz wieksza niechęć do
        Jezycjady. Na takiej samej zasadzie nie chciałabymn czytac już o Cesi i Hajduku
        za bardzo ich lubię z Szóstej klepki żeby sobie psuc ich obraz poprzez
        oglądanie ich dorosłości. Miałoby sens przywrócenie ich wcześniej ale nie
        teraz. Wszystko już soatło w zasadzie powiedziane. Jestem rozczarowana.
    • agnieszkagosia o samotności w sieci 25.09.06, 10:38
      A ja jeszcze odnośnie S@motności w sieci
      no cóż, musze sie przyznac, ze niezaleznie o swich madrych studiow,
      wyksztalcenia i calej reszty bardzo lubie te powiesc
      czytalam wiele razy, podoba mi sie narracja i sposob kreacji bohaterow
      bardzo lubie te powiesc.
      coz, powiesc te wiele razy czytalam, historia poruszyla mnie i wydaje mi sie
      bardzo prawdziwa
      wiec bede bronic ksiazki :)
      Agnieszka
      • the_dzidka Re: o samotności w sieci 25.09.06, 10:50
        > coz, powiesc te wiele razy czytalam, historia poruszyla mnie i wydaje mi sie
        > bardzo prawdziwa

        Nagłe morderstwa głuchoniemych za pomocą ZNIENACKA spadających koparek -
        też? ;)))
        A to, że się facet nie zorientował, że za przeproszeniem, kobieta go dosiadła?
        O innych równie pięknych kwiatkach już przez litość nie wspomnę. Niech juz
        lepiej ten grafoman zostanie przy chemii...
        • ready4freddy Re: o samotności w sieci 25.09.06, 11:32
          czy gdyby spadaly Z NACKA, byloby bardziej prawdopodobnie? ;) ale zarty na bok,
          czyli jaja na boczku. S@motnosc.. to knot, ale... otoz jest ale. jakos tak jest,
          ze czasem fajnie jest przeczytac/obejrzec jakiegos strasznego knota, bo akurat
          taka jest potrzeba. ja przeczytalem produkt pana chemika-grafomana akurat w
          momencie, kiedy... mniejsza z tym, powiedzmy, ze uczucia w sieci nie sa
          wylacznie wymyslem pana Wisniewskiego :) wyczuwalem straszna szmire, ale
          przeczytalem. nie zrozumialem, ale przeczytalem. i wlasciwie fajnie mi sie
          czytalo, ale wylacznie ze wzgledu na okolicznosci okolo-czytelnicze. w innych
          okolicznosciach nie uzylbym tego dziela do ubicia natretnej muchy, z szacunku
          dla przeciwnika ;) podobny przypadek mialem z "Alchemikiem". akurat oczekiwalem
          na rezultat dosc ambitnej rozmowy kwalifikacyjnej, i przeslanie pochlonietej
          jednym klapnieciem ksiazki utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze sny sie spelniaja,
          wszystko sie moze zdarzyc i musze wierzyc w siebie i przeznaczenie. uff.
          nastepnie ksiazke wzial do reki moj przyjaciel, z ktorym wspolnie spedzalismy
          tzw. wymiane miedzyuczelniana, a wlasciwie oplacane przez uczelnie opieprzanie
          sie na Wegrzech ;) zaczal czytac i po chwili mowi "co to k**wa jest? jakis
          amerykanski podrecznik "psychologia dla opornych" czy jakas sekta? tu nawet
          Najwazniejsze Prawdy wyroznione sa duzymi literami!". musialem mu przyznac racje
          :) podobnie jest z filmami.. czasem okolicznosci towarzyszace przyslaniaja
          knotowatosc tworu, z ktorym sie zapoznajemy. taka mam koncepcje :)
        • senseeko Re: o samotności w sieci - zaskoczonam 04.11.06, 23:22
          he_dzidka napisała:

          > > coz, powiesc te wiele razy czytalam, historia poruszyla mnie i wydaje mi
          > sie
          > > bardzo prawdziwa
          >
          > Nagłe morderstwa głuchoniemych za pomocą ZNIENACKA spadających koparek -
          > też? ;)))
          > A to, że się facet nie zorientował, że za przeproszeniem, kobieta go dosiadła?
          > O innych równie pięknych kwiatkach już przez litość nie wspomnę. Niech juz
          > lepiej ten grafoman zostanie przy chemii...

          Kurczę S@wS czytałam parę lat temu, zaraz jak tylko się ukazała i jeszcze nie
          była okrzyczana bestsellerem, więc moze coś zapomniałam. Ale słyszałam tez ze
          JLW zmienił zakonczenie i w ogole pozniejsze wydanei było inne.
          Więc pytam: Jakie głuczehonieme? O co chodzi? Ktos przypomni kontekst?
          Bo moze powinnam przeczytac jeszcze raz, nowszą wersję?
    • limotini WątekTygryska i Wolfiego 25.09.06, 11:00
      Jak czytałam o Laurze i Wolfim, ich rozmowy w pierwszej części książki, to po
      prostu się bałam. Wiem, że nie ma reguły, ale takie egzaltowane, pełne wielkich
      SŁÓW zakochanie, bardzo szybko przeradza się w ogromne, gorzkie rozczarowanie. I
      to rozczarowanie wynikające nie stąd, że partner jest podły, nieuczciwy itp,
      tylko stąd, że nie jest tak idelany, jak tego oczekiwaliśmy. I bardzo mnie
      ucieszyło, że na końcu jednak do ślubu nie doszło - może ten czas "docierania" i
      poznawania się nawzajem pozwoli im na stworzenie dobrego związku.

      A sam ślub... Już pomińmy kwestie formalne, nauki przedślubne, to że w USC czeka
      się z założenia miesiąc na termin (żeby właśnie uniknąć takich pochopnych
      decyzji), to że ciężko jest w letnich miesiącach o termin w swojej parafii, a co
      dopiero w obcej...

      No, ale żeby Laura tak po prostu zgodziła się na ślub bez przygotowania? Bez
      sukni, jaką sobie wymarzyła? Bez uroczystej muzyki na ślubie? Bez obecności
      drogich jej osób (rozumiem, można zlekceważyć dziadka, który ją nieciekawie
      potraktował, ale matka, ciotki, kuzyni, znajomi, choćby i z chóru kościelnego?)
      I co noc poślubna w schronisku młodzieżowym? Wiem, wiem, w Zakopanem nie ma
      zwykle problemu z noclegiem, ale chyba warto już na taką okazję mieć
      zarezerwowaną jakąś miłą kwaterę, a nie coś w stylu pokoiku w Śmiełowie...

      Kolejna rzecz, nie mogę się nadziwić naiwności Wolfiego. Z własnego
      doświadczenia wiem, że dobranie odpowiedniej sukni ślubnej jest trudne. Rozmiar
      niby dobry, ale tu odstaje, tu uciska, źle się układa na biodrach. Z butami to
      samo. A reszta dodatków? Wyobrażacie sobie Laurę, jak bierze ślub w sukni
      wybranej przez Żabę, spod której prześwituje sportowa bielizna w kolorze
      niebieskim w żółte kwiatki (idealna na wakacje)? Do tego bosa (bez rajstop)? Z
      nieumytymi zębami :) ?

      A wszystkie kwestie "co dalej po ślubie"? Dziecko od razu? Jeśli tak, to co ze
      studiami, jeśli nie, to co robimy (jakaś wizyta u lekarza)? Mieszkanie?
      Samodzielność finansowa (choćby i ograniczona ze względu na studia)? Kto będzie
      się zajmował domem, prał skarpetki, gotował? Czyli wszystkie te pytania, na
      które zwykle młodzi odpowiadają sobie w czasie "chodzenia" i narzeczeństwa.

      Tyle się nanarzekałam, ale w sumie wniosek jest jeden: ślub Laury i Wolfiego od
      początku był nierealny. I na dodatek nie miał szans być realny. Zamiar wynikał
      pewnie (to moje domysły) z niedojrzałego, harelquinowego podejścia Laury do
      małżeństwa, a ze strony Wolfiego z zauroczenia połączonego z chęcią bycia
      lepszym niż idealizowany przez rodzinę brat. Tak więc ogólne przesłanie jest
      słuszne: zakochanie zakochaniem, ale co nagle to po diable.
      • dakota77 Re: WątekTygryska i Wolfiego 25.09.06, 11:05
        Od poczatku wiadomo bylo, ze tenw atek w te strone zmierza- ze Laura na koncu
        zmadrzeje i dojdzie do wniosku, ze sa w tej chwili rzeczy wazniejsze od slubu,
        a oni sami musza sie dotrzec, lepiej poznac. Ale ten sam moral mozna byloby
        wyciagnac z sensowniejszego watku, z lepszymi przygotowaniami do slubu itd.:)
    • xerovy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 11:05
      Nie jest dobrze.
      Zawsze (na tym forum też) stawałem zaciekle w obronie Ignaca B., ale po CP
      zdecydowanie mam dość. Moja pani profesor od teorii osobowości mawiała, że
      człowiek na starość może się dalej rozwijać i nie musi głupieć ani dziecinnieć,
      pod warunkiem, że przeczyta 1 dobrą książkę i obejrzy 1 dobry film w tygodniu.
      Ignacy zdaje się przeczyć tej tezie, niestety.
      Młodzi Żeromscy uganiający się za Żabą nudzą mnie śmiertelnie. Ja wiem, może
      już za wiele lat mam, żeby mi się to spodobało? Ale chyba jednak nie, bo z
      całkiem sporym zainteresowaniem śledziłem sympatyczne perypetie Ignacego G.S. i
      Diany, sporo przecież młodszych.
      Sam I.G.S., podobnie jak jego dziadek, traci moją sympatię z tomu na tom; niby
      zmienił się w JT, ale w Żabie i CP znów jest miągwą i donosicielem. Niby pod
      koniec znowu szansa na zmianę, ale podejrzewam, że miągwa w następnym odcinku
      dalej będzie miągwą, przy tym miągwą bardziej świadomą; gdyż w JT jeszcze
      momentami jego miągwowatość była do wytłumaczenia jako próba obrony przed
      lekceważącym stosunkiem Józinka.
      Nie ma się co naigrywać z Diany, że nie rozumie gadki I.G.S. To wcale nie
      świadczy o jakimś ograniczeniu.
      Pyziak okazał się postacią bladą; to ostatnie, o co go podejrzewałem.
      Józinek i Trolla przemknęli prawie niezauważeni.
      Jedyną ciekawszą i zabawniejszą postacią jest wbrew pozorom koszmarny Bodzio.
      Jego "przyjaźń" z Wolfim jest śmieszna i przykra zarazem. Niestety wątek
      bodziowo-laurowo-wolfgangowy jakby się urywa, tak jak i wiele innych.
      Niestety jedna z gorszych części Jeżycjady, gdzież jej do zniewalającego
      uroku "Noelki" czy splotu radości z melancholią, jakim było "Opium"...
      • dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 11:15
        Bodzio jest przez autorkę kreowany na potwornego chama i prostaka, Laura patrzy
        na niego z ogromną pogardą. Ale pokusiłabym się o stwierdzenie, źe ejst to dość
        norlamy czlowiek w wieku lat dwudziestu, owszem, bez ambicji intelektualnych,
        ale teź nie jakiś ograniczony:). Ech, ta borejkowska wyższość...
        • limotini Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 11:43
          Bodzio musi być kreowany na prostaka i chama: w końcu jest przedstawiany z
          punktu widzenia Laury, dla której jest przykrym i zupełnie niepotrzebnym
          dysonansem w romantycznej podróży. Myślę, że gdyby prześledzić jeszcze raz
          poczynania Bodzia obiektywnie (czego nie mogę teraz uczynić, bo CP pożyczyłam),
          to wyszedłby obraz całkiem fajnego, otwartego na ludzi człowieka, który ma w
          sobie chęć przygody i odwagę podróżowania po świecie (Śmiełów, Zakopane - gdzie
          oczy poniosą) - choć pewnie nie jest erudytą. Mnie na przykład podobało się to,
          że jadł marchewkę - sama uwielbiam surową marchew i nieraz ludzie dziwnie się na
          mnie patrzą jak jem na przykład na spacerze (choć mam nadzieję, że nie pluję
          dookoła :) )

          Swoją drogą: ostatnio wraz z innymi "napływowymi warszawiakami" próbowaliśmy
          uświadomić "rdzennym warszawiakom", że ogólnie o mieszkańcach stolicy panuje
          bardzo negatywna opinia w reszcie Polski. Trochę ciężko nam szło, jako że ci
          "uświadamiani" są akurat ludźmi bardzo kulturalnymi i życzliwymi śwaiatu, a my
          sami z racji naszeg osiedlenia się nad Wisłą nie byliśmy obiektywni. A tutaj mam
          bądź co bądź potwierdzenie tezy.
          • ready4freddy zupelnie off-topic 25.09.06, 12:25
            a propos Warszawy (ktora lubie jako taka, ale jakos nie wiem, czy chcialbym tam
            mieszkac) - gazetowe forum "Warszawa" uswiadomi cie postami najgorliwszych
            mudzahedinow rdzennie-warszawskiej sprawy, ze "to naplywowi kreuja ten obraz w
            innych czesciach Polski", a kawalek dalej natkniesz sie na przeczacy tej tezie
            poglad, ze "naplywowi nie przerejestrowuja samochodow, zeby placic nizsze stawki
            ubezpieczenia" - w jakim tedy razie mozna ich poznac jako "warszawiakow" poza
            Warszawa? bardzo mnie bawia te dyskusje :)
      • verdana Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:20
        Z racji posiadania 11 latka chciałabym jeszcze coś dodać. Autorka nie ukrywa
        tym razem zniesmaczenia postacią IG- i dobrze. Ale jedną rzecz podkreśla - IG
        funkcjonuje nadal jako jednostka inteligentna.
        Otóż on już nie jest inteligentny. Jest żenująco cofnięty w rozwoju - sprawia
        wrażenie dziecka napchanego po dziurki w nosie erudycją i pozbawionego
        umiejętności rozumowania. Jego rozwazania na temat przyszłego zawodu to poziom
        6-7 latka. Góra. Dziecko, a własciwie młody człowiek tuż przed okresem
        dojrzewania, zaczyna myśleć w sposób nieporównanie bardziej ralistyczny.
        Marzenia o strażakach i policjantach mogą pozostać, ale 11-latek zazwyczaj
        traktuje je własnie jako marzenia. Tymczasem IG sprawia wrażenie, że wierzy w
        swoją karierę w CIA. Hmmm... Wsiadanie z obcymi ludźmi do samochodu, powrót do
        domu bez zawiadomienia rodziców, to z kolei zachowanie dziecka zaniedbanego.
        Za to Józinek, postać z tomu na tom coraz bardziej pozytywna, dla mnie ciągle
        jest niestrawny. No, owszem, opiekuje się siostrą, ale jego ciągłe wypowiedzi
        o "daniu w kubełek" (kubełek chyba?) dla mnie są niestrawne i wymagają
        rodzicielskiej interwencji. Jedenastolatek, który uważa, ze danie w mordę to
        świetny sposób załatwienia spraw, budzi moje opory.
        • dakota77 Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:25
          Problem z Józinkiem polega na tym, że jak tu kilkakrotnie zauważono, rodzice
          kompletnie się nim nie zajmują. Więc najważniejszymi osobanmi dla Józinka,
          najbardziej znaczącymi- no, oprócz babci, co do której też nie zauważyłam, by
          się nim szczególnie zajmowała- są koledzy z osiedla. Ja odbieram to w ten
          sposób, źe Józinek stara się im imponować, zwłaszcza że jest kapitanem drużyny.
          Stara się być twardzielem, bo tego od niego oczekują. Wciąż mam nadzieję, że to
          nie jest tak, że przemoc jest dla niego prawdziwym rozwiązaniem.

          pełna racja co do poziomu IG, pozorna erudycja, "niedorozwój" pod spodem,
          emocjonalny na pewno.
          • verdana Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:28
            Eh, przypominam sobie, ze w poprzednich tomach, gdy obaj panowie byli mali,
            Józinek, pod pełną kontrolą rodziny, lał IG. Tylko wtedy to IG był dobry, a on
            zły.
            Więc rodzina wie, ze on z tych "bijących" - ale nie zamierza interweniować.
            Nawet babcia.
        • limotini Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:32
          Co do Ignacego Grzegorza. Ja się ostatnio zaczytuję powieściami kryminalnymi
          Aleksandry Marininy i Henninga Mankela i rozważania wewnętrzne I.G. jako żywo
          przypominały mi biografie psychopatów występujące w książkach w.w. autorów... To
          dążenie do kontroli nad innymi, to przekonanie, że jest się wyjątkowym. Trochę
          przerażające.
          • verdana Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:36
            Bo to jest psychopata. Zwróć uwagę na to, jak wątłe są związki rodzinne
            pomiedzy nim, a rodzicami. Siostry w ogóle nie są traktowane jak rodzina.
            Siostrzenicy nie dostrzega, a jeżeli - to tylko jako przeszkodę. Babcia jest
            obiektem do robienia kanapek.
            Sprawia wrażenie dziecka, które nikogo nie kocha.
            • iwoniaw Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 20:03
              z "domu zbrodni" A. Christie...
              • verdana Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 22:15
                O ile pamiętam Josephine była dosyć miła...
                • iwoniaw Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 22:32
                  No, grzeczne dziecko wśród dorosłych mających konserwatywne, angielskie
                  wymagania w tym względzie. Tak właśnie mógłby się zachowywać Miągwa bez sióstr i
                  kuzynów. I pisała pamiętnik-planer z metodycznymi notatkami ;-))).
                  • verdana Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 22:48
                    Z prawdziwą niecierpliwoscia czekam zatem na Sprężynę. Może to będzie narzędzie
                    mordu?
                    • ready4freddy Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 23:11
                      albo zrodlo napedu. miagwa zostanie przerobiony na hybryde czlowieka i maszyny,
                      cyborga znaczy, o napedzie sprezynowym. na zasadzie szwungszajby :) zaczynam sie
                      zastanawiac, czemu tak nie znosze obu Ignacow. moze przez to, ze swymi
                      niegodnymi postepkami plugawia to wielce eleganckie imie? moj pradziad posiadal
                      takowe. znac go nie znalem, ale imie zawsze robilo na mnie wrazenie.
        • allegra_walker W obronie Józinka 26.09.06, 09:45
          verdana napisała:

          > Za to Józinek, postać z tomu na tom coraz bardziej pozytywna, dla mnie ciągle
          > jest niestrawny. No, owszem, opiekuje się siostrą, ale jego ciągłe wypowiedzi
          > o "daniu w kubek" (kubełek chyba?) dla mnie są niestrawne i wymagają
          > rodzicielskiej interwencji. Jedenastolatek, który uważa, ze danie w mordę to
          > świetny sposób załatwienia spraw, budzi moje opory.

          Tu muszę zaprotestować. Józinek widzi kuzyna pędzącego gdzieś z komórką w ręce,
          więc w ten sposób ostrzega, że ktoś może mu przylać i tę komórkę zabrać, ale
          sam nie ma takich intencji - wręcz przeciwnie, czuje się zobowiązany do opieki
          nad nim.
    • limotini Wątek Róży i Frycka 25.09.06, 11:22
      Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Czemu oni tak strasznie dążą do kupna
      mieszkania? Wraca Frycek z zagranicy, wydaje się, że jakąś samodzielność życiową
      powinien był osiągnąć, a tu masz ci los. Nie pomyślą nawet o wynajęciu
      kawalerki? Oszczędności mają, na czas do rozpoczęcia pracy przecież powinno
      spokojnie wystarczyć. Róża niby tuż po porodzie i cała zajęta dzieckiem, ale
      przecież i dziecku byłoby lepiej na jakimś spokojnym osiedlu. Ja rozumiem, że
      można chcieć oszczędzać, jeśli rodzina przyjmuje młode małżeństwo pod swoje
      skrzydła, ale przecież w tym przypadku para rodziców była rozdzielona. Ok,
      miesięczne dziecko może nie odczuwać braku ojca, ale chyba matka tuż po porodzie
      potrzebuje wsparcia ukochanego mężczyzny.

      A poza tym co, Ignacy Borejko wyobraża sobie, że wnuczka w połogu, ledwo
      dochodząca do siebie po trudach porodu, popędzi do ołtarza? A może Róża chce
      mieć wesele, na którym będzie mogła tańczyć bez bólu, bez karmienia dziecka co
      pół godziny, bez strachu, że zaplami się sukienka na gorsecie? A może chce mieć
      pewność, że Frycek chce z nią być na resztę życia dla niej samej, a nie dlatego,
      że są wspólnie rodzicami dziecka?

      P.S. A co do tekstu, że dziecko "Będzie Melanią, jak zostanie ochrzczone",
      myślę, że miał on na celu tylko to, żeby uzasadnić późniejszą zmianę imienia na
      cześć innej prababci. I nic więcej nie należy się w nim doszukiwać, znaczy się,
      Autorka nie chciała, żeby się nic więcej doszukiwać
      • verdana Babcia? 25.09.06, 11:30
        Wobec tego, ze siedzę w pracy i mi się nudzi, wpadło mi na myśl jeszcze jedno
        znaczące przeoczenie.
        Gabrysia przecież została babcią! O tym jakoś nie ma ani słowa. Róża jest
        matką, a babcia - babci nie ma. Dziadek z drugiej strony się wzrusza, babcia z
        drugiej strony takoż a Gabrysia - nic. Ani pomocy, ani dobrego słowa, tylko
        dżem porzeczkowy...
        Dziwne to jakoś.
        • troppo_bella Re: Babcia? 25.09.06, 11:48
          Nie ma akcji Gaba-mała Mila, prawda? Gaby malec nie rusza? Zero pomocy, zero
          ciu ciu ciu, zero: pospij córeczko, ja przez dwie godziny pobujam małą?

          A wszak Róża włóczy się nieprzytomna w szlafroku po mieszkaniu, bo nie spała w
          nocy, a nikt, nawet babcia dziecka, nie zabierze jej małej na dwie godzinki,
          żeby Róża mogła odespać choc trochę. Zamiast tego dyskutują pod jej drzwiami.

          No ale sama chciała.

          -------------------------
      • dakota77 Re: Wątek Róży i Frycka 25.09.06, 11:43
        Masz rację, dziwne to wszytsko. Wiadomo, źe na dłuższa metę nie opłaca się
        wynajmować mieszkania, bo czynsz może być większy niź rata kredytu za właśne,
        ale jakiś czas mogliby pomieszkać przecież w wynajętym, przynajmniej byliby
        razem. nauczyliby się żyć ze sobą, bo zauważcie- przecież oni byli wczęsniej
        taką parą z doskoku, "kawiarnianą", jak to nazywam. Nie mieszkali razem, Róźa
        nawet nie bywała u Frycka w domu, jego rodzice mieli ją za jego koleźankę ze
        studiów. Potem nagle seks, dziecko- i znów są osobno, każde u swoich rodziców.
        On musi się do niej zakradać potajemnie, bo dziadek sobie nie życzy go oglądać.
        Współczuję im przejść, które będą na nich czekały kiedy już razem zamieszkają-
        jeszcze nie nauczyli się być ze sobą jako aprtnerzy, juź muszą być rodzicami.
        Oj, nielekko im będzie.
      • a_weasley Re: Wątek Róży i Frycka 27.09.06, 12:26
        limotini napisała:

        > Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Czemu oni tak strasznie dążą do kupna
        > mieszkania? Wraca Frycek z zagranicy, wydaje się, że jakąś samodzielność życiow
        > ą
        > powinien był osiągnąć, a tu masz ci los. Nie pomyślą nawet o wynajęciu
        > kawalerki? Oszczędności mają, na czas do rozpoczęcia pracy przecież powinno
        > spokojnie wystarczyć.

        Bo wynajmowanie mieszkania przez lata, kiedy się chce docelowo takowe mieć na
        stałe - jeszcze w wielkim mieście, gdzie mieszkania coraz droższe - ma istotne
        cechy wbijania gwoździ aparatem fotograficznym?
      • mika_p Re: Wątek Róży i Frycka 03.10.06, 04:09
        limotini napisała:
        > P.S. A co do tekstu, że dziecko "Będzie Melanią, jak zostanie ochrzczone",
        > myślę, że miał on na celu tylko to, żeby uzasadnić późniejszą zmianę imienia
        > na cześć innej prababci. I nic więcej nie należy się w nim doszukiwać,
        > znaczy się, Autorka nie chciała, żeby się nic więcej doszukiwać

        Tylko czemu tak żałośnie rozmija sie z realiami? Dziecko rejestruje się w USC w
        ciągu 2 tygodni od narodzin, Mała Mila ma ponad 3 tygodnie - po co taki tekst?
        Tym bardziej, ze imię wybrane wiele miesięcy temu.
        • donkej Co robił Mickiewicz w Śmiełowie 03.10.06, 11:34
          Nigdy przenigdy bym tego nie powiedziała wcześniej, ale przecież pani M. musi
          wiedzieć, że nie tylko nastolatki czytają książki. Hipokryzja? Krótkowzroczność?
          A więc:
          Nie jestem erudytką, ale przecież niemal każdy człowiek, który coś o Mickiewiczu
          czytał wie, co ten robił w Śmiełowie. I niektórzy mówią, że on z własnej woli
          tam siedział nie jadąc dalej do powstania.
          Jakoś tak to wszystko wyidealizowane...
    • troppo_bella Wersja depresyjna 25.09.06, 11:23
      Poczytawszy Wasze interpretacje CP (że pastisz, zamierzona - lub nie
      autoparodia, nawiązanie do estetyki i konstrukcji oper mydlanych, produkt
      zmęczenia i pospiechu, produkt inteligenckiego poczucia wyższości), z którymi
      sie w dużej mierze zgadzam, wyskakuję z koncepcją psychiatryczną.

      Otóż moim zdaniem CP opisuje gromadę nieszczęsnych depresantów uwikłanych w
      dramatyczne wydarzenia życia codziennego.

      I zauważcie tytuł. Czarna polewka. Czarna, jak czarne myśli w depresji :-)
      Polewka, jak bagno, w którym wydaje się wg własnego mniemania grzęznąc chory na
      depresję.

      PO pierwsze:

      Pani Schoppe, juz ktos tu słusznie zauważył - przypadek kliniczny depresji.

      Ale i jej mąż, dla którego wszystko jest szare i przygnębiające, nie widzi
      przysżłości dla nikogo, kto się zakocha, a Borejkowie kojarzą mu się z
      wyłążących z kątów pająkami. Oboje Schoppowie do leczenia!

      Paweł, o dziwnych porach w wannie, gdzie bawi się dziecięcymi zabawkami, milczy
      ponuro, tłamszony przez nadelokwentnych ojca i brata i dokonuje ryzykownych
      akcji (pocałunek pod plakatem), jakby w nadziei, że wybije się z depresyjnego
      rytmu.

      Marek Pałys, który cały dzień ucieka w sen, nie wychodzi z łóżka, a jeśli, to
      tylko po to, by zasnąć przy posiłku. Śpi, nie zwracając uwagi na dzieci, które
      obsługują się same, obcując w wieku lat sześciu i dziesięciu z ostrymi nożami i
      kuchenką oraz jeżdżąc same do zoo (ja bym ich nie puściła).

      Róża, to nie ulega wątpliwości, cierpi na depresję poporodową. Cały dzień w
      rozmemłanym szlafroku, rzadko wychodzi ze swego pokoju, dziadka nie ukróci,
      rzadko z kim gada, bezradna i bezwolna, rzadko z łóżka wstaje, gdzie leży z
      małą Milą. Wybija ją z tego, na chwilę, wiadomość o perspektywie kawalerki.

      Gaba, faza początkowa, ucieka od problemów, boi się konfrontacji. Unika, omija,
      ucieka. To się może źle skończyć. Szlafrokiem.

      Nieszczęsny Pyziak z worami pod oczami, który w ostatnim odruchu walki z
      depresją przywlókł się do Borejków, ale nie wykrztusił słowa, siedząc i w
      milczeniu sącząc herbatkę.


      ------------
      • dakota77 Re: Wersja depresyjna 25.09.06, 11:30
        Zgadzam się z tym w zupełności:)
      • inkarri Re: Wersja depresyjna 26.09.06, 14:15
        ... z jeżyc do starego zoo są dosłownie dwa kroki ! :-)
      • yowah76 Re: Wersja depresyjna 26.09.06, 14:31
        Ksiazki jeszcze nie czytalam i niepredko to bedzie, zwlaszcza po opiniach na
        tym forum nie musze sie spieszyc z zakupem, poczekam az znajde w
        antykwariacie... ale ja w wieku lat 6 umialam sie nozem poslugiwac w zakresie
        podstawowym (bulka z maslem, ziemniaki) a jako 10latka ugotowac obiad i
        doprawdy niczego niezwyklego w tym fakcie nie widze...
        • troppo_bella Re: Wersja depresyjna 26.09.06, 18:41
          Gratuluję.


          Ale jednak nie o to mi chodziło. Problem w tym, że te dzieci, gdyby sobie
          czegoś nie zrobiły same do jedzenia, a jeszcze przedtem nie nabyły same, z
          własnej inicjatywy, produktów spożywczych, to by nic nie jadły, albo były
          skazane na kolację złożoną z lodów.

          Nie budzi mojej zgrozy fakt samodzielnego wykonania kanapki, czy też otwarcia
          kubka z jogurtem, ale 10 i 6 lat to jednak za wczesnie, by dbać o aprowizację
          całej rodziny (nie mówiąc już o dźwiganiu siat z zakupami - a gdzie troska o
          rosnące kręgosłupy). Jesli się troskę o jedzenie całkowicie powierza bardzo
          nieletniemu potomstwu, może to świadczyć o nasilonym przygnębieniu połączonym z
          brakiem zainteresowania otoczeniem, czyli z depresją.

          Co było do udowodnienia.



          --------------
    • wanilia1 Nigdy więcej 25.09.06, 11:52
      Z przykrością żegnam się z Panią Musierowicz i jej nowymi/następnymi książkami.
      Jestem rozczarowana i jest mi straszliwie przykro, że ze świetnej serii
      wypełnionej barwnymi postaciami powstaje groteskowa telenowela. Cóż, wszystko w
      życiu się kończy. Na szczęście pierwszych, świetnych książek nikt mi nie
      odbierze.
      • dakota77 Re: Nigdy więcej 25.09.06, 11:54
        Smutne, prawda? Z jednej strony przywiązanie do tego świata i postaci robi
        swoje, wciąż chce się wiedzieć, co dalej, z drugiej jednak czytanie kolejnych
        tomów jest coraz bolesniejsze. Ja też po CP mocno zaczęłam się zastanawiać, czy
        sięgnę po kolejny tom.
        • troppo_bella Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:07
          A ja wiem, że przeczytam i że będę czekać tak, jak na CP.

          Tylko chciałabym tu wtedy pisać weselsze posty.

          Mam jeszcze jedną myśl: Małomównego i rodzinę pani MM po latach od wydania
          przeredagowała.

          To może jest nadzieja??
          ---------
          • the_dzidka Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:10
            NIE!!! Przeredagować?! Nigdy!! Lepsze jest wrogiem dobrego. A Małomówny na
            przeredagowaniu dla mnie stracił!!
            • dakota77 Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:13
              Jestem wielką przeciwniczką przerabiania dzieł już istniejących, nawet jeżeli
              autor uważa, że może napisać je lepiej.Poza tym Jeżycjada w obecnej formie
              wymagałaby nie przeredagowania,ale napisania od nowa, i to przez innego autora:)
            • annafryczkowska Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:49
              Dla mnie też stracił, wypadło wiele moich ukochanych dowcipów i bon motów.

              Ale generalnie precedens był
              • ratyzbona Łotr kto skrył się w Śmiełowie 25.09.06, 13:16
                Skończyłam. Wczoraj jeszcze byłam zła ale dziś to tylko jeden wielki zawód. Co
                mną najbardziej wstrząsnęło to egzaltacja tej książki - wydawać by się mogło że
                trzeźwy świat z Szóstej Klepki czy Kwiatu Kalafiora zaczął MM odrzucać.
                Wspomnienia Laury z wycieczki po Śmiełowie oraz jej rozwarzania nad tym jaka
                była głupia bo nie chciała zwiedzać muzeum Mickiewicza wydają mi się nie dość
                że sztuczne to jeszcze nie uzasadnione. Otóż Laura mając lat osiem nie
                zainteresowała się wycieczką która polegała na lataniu w kółko i cytowaniu
                Mickiewicza - nic dziwnetgo ja też bym nie była szczęśliwa. Jednak znakiem
                dorosłości jest zwiedzanie nudnej ekspozycji ( bo meble matki Słowackiego nie
                są najciekawsze na świecie z resztą aluzja że każdy powinien rozpoznawać
                Salomeę Becu jako matke drugiego z wieszczów wydała mi się jakoś dziecinna
                dodana na zasadzie ,, ja wiem a ty nie") i zachwycaniem się Mickiewiczem. W
                ogóle refleksje Laury na temat Gabrysi są sztuczne- ponieważ Gabryisa jest
                postacią świętą to wina zawsze musi stać po stronie córki. Z resztą tekst Mili
                że Laura chce żeby jej matka się nią martwiła świadczy nie o radosnej mądrości
                starszej pani ( o której wspomina się na każdym kroku aż do znudzenia) ale o
                głupocie i kompletnym braku zrozumienia.
                • limotini Re: Łotr kto skrył się w Śmiełowie 25.09.06, 13:30
                  A ja się zastanawiałam, skąd u mnie takie natychmiastowe skojarzenie Śmiełów -
                  Mickiewicz, a tu przedmówczyni mnie oświeciła :). Już zaczęłam wierzyć, że ja
                  taka oczytana, choć ów wieszcz nie jest moim ulubionym poetą. Dziękuję za
                  przypomnienie i wszystkim polecam:
                  www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/c/czaty_smielowskie.php
                  (to tylko tekst, w wersji śpiewanej mam jedynie na kasecie)
                • mankencja Re: Łotr kto skrył się w Śmiełowie 25.09.06, 15:35
                  kurcze, to sie chyba jednak tą salomeą zkompromitowałam
    • weronika753 Ignacy B. - czyli "pierdoła-symulant" 25.09.06, 15:35
      czytam ten wątek i wiele razy zwracałyście uwagę, że senior Ignacy to tyran,
      despota tknięty starczą paranoją i skleroza. Ja dodam jeszcze jedno - on tylko
      udaje, że z niego taki dziadzia-piernik! Żeby wbić kilka wielkich gwoździ w ramę
      okna balkonowego, nie wybijając przy tym wszystkich szyb - to trzeba mieć rękę
      pewną jak chirurg!
    • troppo_bella Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:39
      No, powyzszy post w formie mi zupełnie nie odpowiada i - mam wrażenie, drogie
      Adminki, że odbija on niekorzystnie od innych wypowiedzi na forum. Co Wy na to?
      • lambaluna Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:42
        nie wolno się wypowiadać krytycznie? jestem wściekła bo własnie przeczytałam i
        mnie zemdliło jak mi przejdzie może opiszę swoje uczucia bardziej łagodnie ale
        stracą na spontaniczności.
        • troppo_bella Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:47
          Spontaniczność - tak, krytyka - jak najbardziej, wściekłość - czemu nie.
          Pisałam o formie. Po pierwsze g... - na szczęście wykropkowane, po drugie
          wyjątkowo nieeleganckie argumenty ad personam czyli wycieczka osobista w stronę
          MM.

          ----------------
          • lambaluna Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:56
            pani mm i tak nie zagląda do internetu, więc tego nie przeczyta :-), próbuję
            zrozumieć tę dziwną zmianę dobrego kiedyś stylu jeżycjady szukając przyczyny w
            osobistych doswiadczeniach autorki :-)
            • the_dzidka Lambaluna 25.09.06, 19:37
              Twój post został usunięty. Proponuję przejrzeć inne wątki, zorientować się, na
              czym w rozumieniu innych forumowiczów polega kultura dyskusji i spróbować
              wypowiedzieć się jeszcze raz, ale w sposób ogólnie akceptowalny.
        • szprota wolno, wolno 25.09.06, 18:53
          jeśli zadałaś sobie trud przejrzenia forum zanim sama napisałaś, na pewno
          zauważyłaś, że nie brak tu krytyki.
          ale zwróć też uwagę, że to forum jest w kategorii kultura, dobrze?
    • agnieszkagosia o samotnosci w sieci jeszcze raz 25.09.06, 19:41
      A ja SwS bede bronic:
      a) historia z gluchoniema ginaca w wypadku jest prawdopodobna. z wiadomych
      wzgledow takie osoby nie slysza sygnalow ostrzegawczych
      b) historia poznania kogos i zakochania sie przez siec calkiem prawdopodobna
      c) tacy faceci jak Jakub istnieja, nie tak idealni ale calkiem podobni...
      d) sprawna narracja, dobrze napisana ksiazka
      e) duzo ciekawych informacji
      Agnieszka
      • ready4freddy Re: o samotnosci w sieci jeszcze raz 25.09.06, 20:04
        i ja sie tu z toba czesciowo zgodze, gdyz a i b jak najbardziej, moim skromnym
        zdaniem, co do c to nie wiem, ale wydaje mi sie to wielce prawdopodobne,
        natomiast d zdecydowanie nie, a co do e, to nie pamietam :) jakich informacji?
        wiem tyle, ze zaliczylbym te ksiazke do kategorii, ktora w dziedzinie filmu moj
        przyjaciel nazywa "switch-off movies", takie jednorazowego uzytku. drugi raz
        chyba bym nie przebrnal :)
    • agnieszkagosia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 19:50
      Co do Ignacego G. Stryby
      dziecko rzeczywiscie jest zaniedbywane emocjonalnie i w kazdy inny sposob ale...
      na to mialo wplyw kilka czynnikow. przede wszystkim silny i demoralizujacy wplyw
      dziadka. Dziadek faworyzowal go wsrod innych wnukow przez co wyrobil przekonanie
      o wlasnej wyzszosci polaczone z brakiem umiejetnosci nawiazywania kontaktu z
      rowiesnikami. Oprocz tego wpajanie wiedzy antycznej jako jedynej dziedziny
      nauki, rozwiniecie wylacznie z jednym kierunku. Drugim czynnikiem jest tu ojciec
      - praktycznie nieudolny, slabo odnajdywal sie przeciez w kontakcie z Ela, tu
      stlamszony przez rodzine zony. Wszelkie proby przejecia wladzy nad dzieckiem
      przez ojca sa torpedowane przez Ignacego - chociazby ta kwestie o czytaniu
      kryminalow ojciec wypowiada lekliwie patrzac czy dziadek Ignacy nie patzry
      Niepodzielne rzady Ignacego i despotyzm Mili nie pozwolily sie Gabie rozwinac
      jako matce. To juz Ida wychowuje dzieci troszke normalniej mimo, ze jest zabiegana.
      Ignas robi wrazenie dziecka psychopatycznego a z pewnoscia o mocno zaburzonym,
      nieharmonijnym rozwoju. Spokojnie sledzi siostry, z radoscia dzieli sie
      wyszpiegowanymi informacjami, donosi. Nie jest solidarny z rodzenstwem ani tez
      nie czuje zadnej wiezi z rodzina. Scena samodzielnego powrotu do domu pokazala w
      zasadzie wszystko.
      Zreszta cala rodzina B jakas taka nieciekawa. Nikt Rozy nie chce pomoc, dziadek
      zasluguje na radykalne uciszenie. DO czego to podobne aby sie awanturowac,
      zakazywac wnuczce malzenstwa skoro nigdy nic nie pomogl nawet kubka po sobie nie
      umyl. Taki tyran z fotela
      Natomiast bardzo pozytywna i ciekawa robi sie Zaba. Mysle, ze Wolfi tez moze byc
      niezly jesli przestanie traktowac Laure na kolanach i ustawi ja nieco.
      Agnieszka
    • ryza_malpa1 A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:20
      Pewnie dlatego, że nie traktuję tej ksiązki całkiem poważnie.
      Nie śledze nieścisłości z rzeczywistością ( ślub kościelny ).
      Dla mnie to galeria barwnych postaci, wydarzeń - owszem, trzymających w
      napięciu ale co w tym złego?
      Tyrady "bogo-rodzinno-ojczyźniane" traktuję bez emocji jako wyraz osobowości i
      poglądów autorki, z którymi niemusze się zgadzać, zeby ksiązka mi sie podobała.
      Ostatnie ksiązki Musierowicz widze jako apetyczną przykrywkę dla morlaanej
      propagandy autorki ( fakt, ze z tomu na tom coraz mniej subtelnej).
      A to, ze autorka piętnuje niejako nieuctwo, bezmrefleksyjność i odchodzenie od
      wartości intelektualnych to chyba nic złego.
      Odrzuciałabym ksiązki Musierowicz wtedy, gdyby były relacją z życia blokersów,
      malinowych Barbie - Księzniczek czy tez "zwykłych ludzi".
      • the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:26
        > Odrzuciałabym ksiązki Musierowicz wtedy, gdyby były relacją z życia
        blokersów,
        > malinowych Barbie - Księzniczek czy tez "zwykłych ludzi".


        Ryża małpo, sęk w tym, że książki MM są relacją z życia Borejków - a cała
        reszta poza Borejkami (i ich satelitami oczywiście) to blokersi, malinowe
        Barbie-Księżniczki i "zwykli ludzie".
        ?!
        Co jest złego w byciu "zwykłym człowiekiem"?...
        • ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:30
          Nadmiar :) ( A tak poważnie to nic )
          Szczerze mówiąc wolę towarzystwo ludzi jakoś niezwykłych i bardziej erudycyjnie
          rozwiniętych - są po prostu ciekawsi. I czy to oznacza, ze to źle i że się albo
          kogoś wywyższam?
          Nie wymagajmy od ludzi ( w tym od MM) żeby równali do niższej średniej :)
          • dakota77 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:38
            ryza_malpa1 napisała:

            >
            > Szczerze mówiąc wolę towarzystwo ludzi jakoś niezwykłych i bardziej erudycyjnie
            >
            > rozwiniętych - są po prostu ciekawsi. I czy to oznacza, ze to źle i że się albo
            >
            > kogoś wywyższam?


            tak, siebie.
            Problem w tym, ze Borejkowie, kierownai przez autorke, gardza kazda innoscia. jezeli ktos nie jest
            odpowiednio oczytany, nie uwielbia Mickiewicza- jest gburem i tepym prostaakiem. A moze ten ktos
            ma niezwykle hobby, dziedzine wiedzy, w ktorej jest swietny? Niewazne, Borejkowie nawet nie sprobuja
            sie tgo dowiedziec, taki czlowiek zostanie potepiony i od razu odsuniety, jako niegodny kontaktu z
            nimi.
            Nasi szlachetni Borejowie cos podejrzanie latwo szufladkuja ludzi, i to na podstawie slabych
            przeslanek.
            malo w zachowaniu bohateroww i w tym, jak wiat postrzega autorka chrzescijanksiej milosci blizniego.
            • ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:39
              W Żadnym słowie nie napisałam, że JA jestem jakaś niezwykła więc nie wywyższam
              SIEBIE.
              I sorry, ze mi sie podobało.
            • croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 18:15
              To ja jeszcze dodam, ze ta borejkowska pogarda strasznie jest jakas infantylna.
              Inteligentny czlowiek widzi naokolo siebie autorytety, ludzi, ktorzy mu
              imponuja, i sam cche byc taki. W pewnym momencie staje sie nawet snobistyczny,
              ale ma to swoja funkcje, mianowicie motywacyjna (i bardzo dobrze). To okres,
              kiedy ambitne nastolatki sie wlasnie wywyzszaja, snobuja na rozne lektury,
              awangardowe teatry etc. i bardzo dobrze, lepsze to niz picie w bramie - ale!
              Ale, z tego sie po prostu WYRASTA.
              I tak, jak mlody licealista (nawet student) moze faktycznie uwazac, ze
              inteligencja i wyksztalcenie jest jedynym kryterium wartosci, tak czlowiek
              nieco starszy wie juz z doswiadczenia, ze w zyciu panie tego licza sie i inne
              rzeczy, a w ogole, nie jest to wszystko takie proste.
              Ja sie ciesze, jesli mlodemu czlowiekowi imponuje wyksztalcenie (zabrzmialam
              jak stara ciotka, a lat mam 29), bo jest to motorem do wiedzy. Jesli podziwia
              ludzi sprawujacych wladze (powiedzmy, ze mowie o biznesie, nie polityce) -
              swietnie, bedzie dazyl do tego, by samemu byc jak najwyzej na spolecznej
              drabinie, status nie bedzie mu obojetny. A lepiej byc bogatym i zdrowym, niz
              biednym i chorym. Tak czy siak, wszystko to bardzo pieknie, ma to swoja
              funkcje, jak juz pisalam, ale ale ale - do czasu.
              I harmonijnie rozwiniety i zrownowazony czlowiek dorosly (jak ja, dajmy na to)
              zdaje sobie sprawe ze zlozonosci swiata i nie ocenia ludzi tak sterotypowo jak
              czlowiek o 10 lat mlodszy. Ja rozumiem, ze pewna schematycznosc jest
              nieunikniona, uzywa sie heurystyk, ale w pewnym momencie jednak trzeba
              skapowac, ze rzeczywistosc jest troche bardziej skomplikowana.
              Dam Wam przyklad:
              Wsiadam sobie dzisiaj do metra, i widze dwie panienki: mundurki (notabene,
              dlaczego oni ubieraja dorastajace dziewczyny lat 13-14 w takie kuse spodniczki?
              Wot, dziwny kraj), tornistry, w wieku moze 13-14 (ale nie wykluczam i 12) lat,
              wlosy wyblondzone, pelen makijaz, nadwaga. Rysy chlopskie, ciezko ciosane -
              mysle sobie - o, typowe Angielki. No i walnelam jak Ignac w okno, bo panny
              zaczynaja rozmowe: K***, k***, po kiego h*****, spier*** etc. Glupi moj
              stereotyp sie rozszedl w szwach, patrze sobie dalej. I slysze, jak mowia do
              siebie: A jutro, to k*** idziemy na pier*** wagary, k***** no. A druga
              odpowiada: No idziemy, i w h****.
              MM by sie przekrecila, pomyslalam, no, towarzystwo to NIE dla Borejkow.
              Ale ... (i tu chyba verdana sie ze mna glownie zgodzi) - jakos mi sie zrobilo
              tych dziewczynek tak strasznie, strasznie zal.
              Sama wiem, jak ciezko jest odnalezc sie w obcym kraju, a ja mam wsparcie,
              native speakera w domu, fajne towarzystwo w pracy, znam swietnie jezyk i jestem
              wyksztalcona (i zadna w tym moja zasluga, moi drodzy, wiec nie skaczcie tu na
              mnie, chce po prostu powiedziec, ze pomimo tych narzedzi, ktore dostalam od
              losu, i tak czasami mi ciezko) - co dopiero zas takie dzieci ... ktorych
              rodzice ciezko zarabiaja pieniadze, moze nie znaja jezyka, a one, wrzucone na
              gleboka wode angielskiej szkoly, radzic sobie musza praktycznie same.
              Tez bym poszla na wagary, bo to chyba jedyna droga na ocalenie poczucia wlasnej
              wartosci miazdzonego w takim ukladzie. Widzialam kilka razy takie rodziny -
              zahukane kobieciny pracujace jako kelnerki lub sprzataczki, ojcowie na budowie,
              dzieci buch! do szkoly. A tam dzieci Borejkow, gadajace do nich po lacinie i
              wywyzszajace sie, bo ktos nie zna tego czy tamtego.
              Wstyd i zenada, drogie panie i panowie, a przeciez wszyscy, do diaska, jedziemy
              na tym samym wozie przeznaczenia ...

              P.S. A jeszcze dodam, ze znalam kiedys kregi tzw. inteligencji-katolickiej i
              bardzo przydalaby im sie integracja z reszta spoleczenstwa - takiej pogardy jak
              tam, nie widzialam nigdzie i nigdy.
              Cos w rodzaju: wszyscy jestesmy rowni wobec Boga i nalezy pomagac biednym, ALE
              ma to sie dziac w warstwie "duchowej", bo moje dzieci z tamtymi dziecmi do
              szkoly chodzic nie beda ... plus snobizm "duchowy" (kto jest na wyzszym stopniu
              rozwoju duchowego - no przeciez nie baba ze wsi, ktora nie czyta Tischnera etc.)
              • croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 20:52
                A jeszcze sie przypne do czegos;
                snobizm Borejkow jest strasznie ... prowincjonalny.
                Takie waskie horyzonty.
                Jak by MM wyladowala gdzies zagranica i obserwowala niesamowita roznorodnosc na
                co dzien, przeszlaby jej tendecja do szufladkowania ludzi z powodu np. wygladu,
                bo by sie szybko przekonala, ze zadne to kryterium i nie sposob tego dokonac.
                A glowe daje, ze wiekszosc swiatowych intelektualistow i naukowcow o
                Mickiewiczu w zyciu nie slyszala. Moze wiec czas skonczyc ze snobizmem
                zasciankowym i przerzucic sie - jak juz musza - na jakis bardziej uniwersalny?
              • mmoni Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:02
                croyance napisał:

                >
                > Wot, dziwny kraj), tornistry, w wieku moze 13-14 (ale nie wykluczam i 12) lat,
                > wlosy wyblondzone, pelen makijaz, nadwaga. Rysy chlopskie, ciezko ciosane -
                > mysle sobie - o, typowe Angielki. No i walnelam jak Ignac w okno, bo panny
                > zaczynaja rozmowe: K***, k***, po kiego h*****, spier*** etc. Glupi moj
                > stereotyp sie rozszedl w szwach, patrze sobie dalej. I slysze, jak mowia do
                > siebie: A jutro, to k*** idziemy na pier*** wagary, k***** no. A druga
                > odpowiada: No idziemy, i w h****.

                To ja w takim razie nie omieszkam wykazać swojej wyższości nad Croyance,
                spoglądając przy tym pogardliwie :-) po kiego ch.... i w ch....
                • croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:20
                  He he :-D
                  A wykazuj :-)
                  Przeciez mowie, ze glupio pomyslalam na ich widok (wiem, wiem, chodzi Ci o "h" -
                  wiem, ze powinno byc bez "ch" ale mnie sie przez "h" lepiej graficznie podoba).
                  Emigracja uczy pokory :-DDDD
          • the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:39
            > Szczerze mówiąc wolę towarzystwo ludzi jakoś niezwykłych i bardziej
            erudycyjnie
            > rozwiniętych - są po prostu ciekawsi.

            OK, rozumiem, mam zresztą podobne opinie. Tylko że:
            a) tacy ludzie w pewnym momencie stają się męczący, o ile są ZBYT rozwinięci
            erudycyjnie :D Przykład w tym kontekscie "pozytywny" - Ignac Borejko ;)
            b) mam kilku znajomych po zawodówce. Inaczej - znam wielu ludzi tylko po
            zawodówce, wszystkich szanuję, bo są porządni, ale tych kilku traktuję z wielką
            estymą, bo są bardzo mądrzy życiowo - wszak brak wykształcenia nie oznacza
            braku inteligencji. Bardzo lubię spędzać z nimi czas i w życiu nie przyszłoby
            mi do głowy traktować ich z pogardą i protekcjonalnie tylko dlatego, że nie
            wiedzą, kto to był Seneka (akurat wiedzą, choć bez szczegółow), że pracują
            jako "panna sklepowa" lub "zwykły budowlaniec", i że nie mylą sangwinika z
            pyknikiem (to akurat przykład z życia wzięty ;) I broń Boze nie sugeruję, że Ty
            byś ich traktowała z pogardą i protekcjonalnie, ale tak to wyłazi z kart
            książek Jezycjadowych :)
            • ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:42
              the_dzidka napisała:
              I broń Boze nie sugeruję, że Ty
              >
              > byś ich traktowała z pogardą i protekcjonalnie,

              Dziękuję bardzo bo i ja mam róznych znajomych :)
              • the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 22:12
                > Dziękuję bardzo bo i ja mam róznych znajomych :)

                Ja nie dlatego, żebyś dziękowała, po prostu nie lubię niejasnych sytuacji :)
          • biljana Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:43
            ryza_malpa1 napisała:

            > Nie wymagajmy od ludzi ( w tym od MM) żeby równali do niższej średniej :)
            >

            Moim zdaniem, to nie kwestia rownania do sredniej, tylko pogardy - ktorej we
            wczesniejszych ksiazkach MM nie bylo. Owszem Borejkowie byli inteligencka
            rodzina, w ktorej istniał kult wyzszego wykształcenia a przy obiedzie sypało
            sie cytatami łacińskimi - i to było fajne. Ale jednoczesnie było w nich CIEPŁO,
            ktore wiele z nas tak bardzo przyciagalo do tych ksiazek. A teraz - zamiast
            delikatnego podsmiewania z Kopiec Arlety, morze pogardy dla wszystkich nie
            czytajacych Mickiewicza. Mi taki klimat nie odpowiada i nie lubie sie pławic w
            samozachwycie nad wlasnym intelektem, myslac jednoczesnie ach jak to swietnie,
            ze jestem taka mądra...
            • ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:45
              Ale pełno jest też "wyształciuchów", którym MM sympatia nie darzy - np. rodzice
              Frycka, mama Aurelii.
              I sa też "prości"ludzie życzliwie potraktowani - choćby mama Jacka Lelujki czy
              Sławek Lewandowski...
              • dakota77 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:55
                Byli, a to roznica. Nie krytykujemy tu calosci Jezycjady, ale kierunke, jaki obrala ostanio. Kiedys bywali
                tm jeszcze ludzie prosci, a chwaleni przez autorke. Teraz za duzo tam pogardy do innosci.
                I OK, moze troche zle odebralam twojeego wczesniejszego posta. kazdy z nas pewnie woli towarzystwo
                ludzi oczytanych i o sporej erudycji. Sama czasem nie moge pojac, ze ktos nie lubi czytac ksiazek:). Ale
                nie podoba mi sie to zalozenie autorki, ze ktos, kto nie lubi Mickiewicza czy nie cytuje na kazdym
                kroku Seneki nie moze byc wartosciowym czlowiekiem.
                • the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 23:06
                  > Kiedys bywali
                  > tm jeszcze ludzie prosci, a chwaleni przez autorke.

                  Chociażby Pan Jankowiak i Pani Marta Jedwabińska.. Jak ja ich lubiłam...
                  • dakota77 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 23:07
                    O, ja tez, i to bardzo. Do tego zawsze mnie wzruszali. Dlatego tez tak bardzo sie cieszylam, ze udalo
                    im sie ulozyc sobie zycie:)
                  • minerwamcg Re: A mi sie podoba :) 27.09.06, 13:20
                    No właśnie. Ludzie prości a mądrzy, wszystkie te panie Lelujkowe, Lewandowskie,
                    wszystkie te Gizele i mądre babcie Marty, które objawiają się w porę, żeby
                    poukładać wnuczce-prymusce i synowi-docentowi zaburzoną hierarchię wartości.
                    Gdzie oni, do ciężkiej grypy, są?! Borejkowie wyrodzili się kompletnie, z tym
                    się zgadzam, ale dlaczego nie ma kogoś dla równowagi? Choćby nie mającego
                    doktoratu, a trzeźwego i rozsądnego do bólu Roberta Rojka? już go widzę, jak
                    siedzi za stołem od Gizeli, i klaruje Gabrysi, żeby wreszcie zajęła się
                    córkami. Obiema!
                    A gdzie ciotka Felicja? Zbluzgany Ignacy może nie przejrzałby na oczy, bo na to
                    trochę za późno, ale przynajmniej przestał demoralizować smarkacza...
            • croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:00
              W poprzednim poscie wyslalam na emigracje pania MM, teraz spakuje Borejkow ;-)
              Chcialabym ich zobaczyc np. w Oxfordzie - och, jak szybko by sie okazalo, jak
              malo w gruncie rzeczy wiedza! MM wysyla ich na te stypendia (Fryc w NASA hihi),
              ale jakos to na nich nie wplywa w zaden sposob.
              Laura na Cambridge! Szybko by ja ustawili do pionu z tym jej Mickiewiczem :-D
              • the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:10
                > Laura na Cambridge! Szybko by ja ustawili do pionu z tym jej Mickiewiczem :-D

                Znając Laurę, to raczej byłoby tak, jak w starym dowcipie:

                Diabeł zadzwonił do Boga i poprosił go, żeby Bóg wziął do siebie jednego
                członka PZPR, zagorzałego komunistę. W sumie nie był to zły człowiek, ale jako
                komunista, niewierzący, wylądował w piekle - no i teraz się stawia, wiece
                organizuje, partię chce zakładać - no więc czy może Bóg nie wziąłby go jednak
                do nieba?...
                Bóg, jak to Bóg, zgodził się, i partyjniak pofrunął do nieba.
                Parę tygodni później myśli sobie diabeł, zadzwonię do Boga i spytam się, czy
                ten nasz eks podopieczny nie sprawia kłopotów. Wykręcił numer i pyta:
                - Halo? Pan Bóg?
                Głos z drugiej strony odpowiada:
                - Tak, to ja - ale właściwie nie Pan Bóg, tylko towarzysz Bóg - a w ogóle to
                Boga nie ma...
                • croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:22
                  Moze i tak :-D
        • ryza_malpa1 A poz tym... 25.09.06, 21:34
          Ja tych Borejków, mimo wszytko, jakoś lubię :)
          Ostrzegam, ze z tomu na tom będzie pewnie coraz gorzej bowiem wady z wiekiem
          sie pogłebiaja ( mam tu na myśli zarówno Ignacyh B. jak i MM )
          • monikate Re: A poz tym... 25.09.06, 22:36
            No, to po pastiszu (łagodnym!), czy tam autoparodii MM powinna nam w kolejnym
            tomie zaserwować Matrix. Z Borejkami w rolach głownych, ale Matrix :))
            • blesia Re: A poz tym... 26.09.06, 09:33
              hmmm a nie widzicie, że sami tak krytykując biedną Różę krytykujecie inność? Bo
              teraz nie jest modne siedzenie w domu z dzieckiem prawda?
              Nula pisałaś, że Twoje koleżanki miesiąc po porodzie były w pełni sprawne hmmm
              może się bały Twoich uwag i udawały? Nie znam nikogo w pełni wracającego do
              zycia sprzed porodu po miesiącu - no chyba, że postanowił olać potrzeby
              dziecka. Jakoś nie tryskałam enerfia kiedy 10 razy m,usiałam w nocy wstać bo
              Zuza wyła...i nie miałam sił na czytanie dzieł literatury pięknej... więc
              dajcie spokój Róży nie każdy musi i chce być przebojowy i tyle. Natomiast błody
              Ignacy doprowadza mnie właśnie do furii swoim mazgajstwem i bardzo podobało mi
              się, że wreszcie na coś mu zaczeli nie pozwalać i z nim się nie zgadzać.
              Czytałam szybko, podobała mi się średnio, jakoś mniej w niej ciepełka albo może
              ja mam za dużo na głowie i już go nie czuję...
              • dakota77 Re: A poz tym... 26.09.06, 10:02
                Alez nikt nie krytykuje Rozy za to, ze nie idzie do pracy miesiac po porodzie.
                Jezeli potem Frycek bezie w stanie ja utrzymac i nie bedzie musiala pracowac,
                prosze bardzo, moze siedziec w domu z dzieckiem do jego doroslosci. Krytykujemy
                jej postawe, ktora kaze jej bez cienia refleksji przyjmowac pomoc w postaci
                zapewne ladnych kilkudziesieciu zlotych na budowe domku. Rozyczka ani przez
                moment nie zastanawia sie, czy rodzina naprawde moze sobie na to pozwolic, ani
                jak ona i Frycej zwroca taki dlug.
                • the_dzidka Re: A poz tym... 26.09.06, 10:06
                  > jej postawe, ktora kaze jej bez cienia refleksji przyjmowac pomoc w postaci
                  > zapewne ladnych kilkudziesieciu zlotych na budowe domku.

                  Kilkadziesiąt złotych to ja chętnie przyjmę, ale na zakupy ;))
                  • dakota77 Re: A poz tym... 26.09.06, 10:13
                    Zgubilam oczywiscie slowo tysiecy:). Kilkadziesiat zlotych na zakupy to troche
                    malo:)
              • the_dzidka Re: A poz tym... 26.09.06, 10:04
                Nie znam nikogo w pełni wracającego do
                > zycia sprzed porodu po miesiącu - no chyba, że postanowił olać potrzeby
                > dziecka. Jakoś nie tryskałam enerfia kiedy 10 razy m,usiałam w nocy wstać bo
                > Zuza wyła...i nie miałam sił na czytanie dzieł literatury pięknej... więc
                > dajcie spokój Róży nie każdy musi i chce być przebojowy i tyle.

                No to ja powtórze już chyba po raz setny: Róża nie nabyła stuporu umysłowego PO
                porodzie, tylko grubo PRZED ciążą. A mimo to od kilku lat nam się wmawia do
                obrzydzenia, że jest dzielna i energiczna!!!
                Owszem, nie kazdy musi i chce być przebojowy: jak dla mnie Róża może pozostać
                memeją aż do końca życia, ale niech do cholery skończą się zachwyty narratora
                nad jej silnym, dzielnym charakterem!!
              • nula8 Re: A poz tym... 26.09.06, 10:29
                >Nula pisałaś, że Twoje koleżanki miesiąc po porodzie były w pełni sprawne hmmm

                Miałam na myśli, że były sprawne UMYSŁOWO. Czyli że krótko mówiąc - podczas
                porodu nie wyssało im mózgu :) Tylko tyle miałam na myśli.
                Nie przekreśliły też całego swojego życia do porodu. I nie zdegradowały się do
                roli "chodzącej macicy" (uprzedzając zarzuty) - mimo że kilka z nich pozostało
                w domu z dziećmi.
                • the_dzidka Re: A poz tym... 26.09.06, 10:39
                  > (Nie) przekreśliły też całego swojego życia do porodu. (I nie) zdegradowały
                  się do
                  > roli "chodzącej macicy" (uprzedzając zarzuty) - mimo że kilka z nich
                  pozostało
                  > w domu z dziećmi.

                  Fachowo to się nazywa "poporodowe zharibienie mózgu" :)
    • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 09:57
      PO przerwie weekendowej przeczytałam całość wątku i jestem podniesiona na
      duchu, że to nie tylko ja się tak przejęłam :), bo już mi się wydawało, że
      zareagowałam na lekturę Czarnej Polewki jak wariatka jaka. Zepsuł mi się humor.
      Ale tak czytam i czytam i przyszły mi do głowy takie rzeczy:
      - książka to "produkcyjniak" i bardzo mi przykro, ale odnoszę wrażenie, że MM
      zwiększyły się po prostu potrzeby, więc musi więcej pisać, coby więcej
      zarabiać. Zgadzam się też co do tego, że redaktorki powinny bardziej przyłożyć
      się do swojej pracy (a w przypadku Chmielewskiej jeszcze pilniej). No i nie
      godzę się na tłumaczenia, że MM tak się ugięła pod presją wydawnictwa i
      czytelników. DObry pisarz, a za takiego MM wciąż uważam, nie poddaje się takiej
      presji! Jeśli zmęczyli ją bohaterowie Jeżycjady - niech pisze co innego, fani
      łykną przecież wszystko!
      - co do tyrad Ignaca i tego, jak źle traktuje Frycka - moim zdaniem zabieg
      zamierzony. Stworzyła nam MM obraz stetryczałego złośliwego dziada napadającego
      na młodzieńca pełnego dobrych chęci po to, żebyśmy polubili Frycka. I trochę
      się udało, prawda? :) Podoba mi się wątek pogodzenia się Róży i Frycka,
      załatwienia sprawy, strachu, wybaczenia itp. (nie podoba mi się końcówka i
      okoliczności zw. z mieszkaniem itp.)
      - nie dziwi mnie, że rodzina składa się na mieszkanie dla młodej studenckiej
      pary. Sama mam dużą rodzinę i jestem przekonana, że tak samo by postąpili,
      gdyby było ich na to stać. TO dość normalne postępowanie w zżytej rodzinie.
      Wkurza mnie to, jak Róża dar ten przyjęła (nawet bez szczególnej euforii,
      kurka!). No i śmieszy mnie, że tak szlachetnych i niebogatych Borejków stać na
      taką zrzutkę, ale uzgodniliśmy już, że wbrew deklaracjom autorki, BOrejkowie
      finansowo są dobrze ustawieni finansowo,
      - swoją drogą zastanawiam się, czy to "jak" wydają pieniądze (komórki,
      cyfrówki, zmywarki zamiast mieszkań, dobrych wakacji itp.) to zamierzony zabieg
      autorki - tj. żeby pokazać, że komercjalizacja życia i wszechobecność sttylu
      życia promowanego w reklamach dotknęły i naszą rodzinę wspaniałych B. Czy może
      komercjalizacja ta dotknęła MM i nie zauważa Ona co mówi w ten sposób o swoich
      bohaterach? :)
      - i jeszcze - mam wrażenie, że MM, wraz z poprawą statusu materialnego,
      straciła trochę kontakt z realiami. Z realną siłą nabywczą pieniądza i z tym,
      jak się żyje ze średniej pensji w naszym pięknym kraju.
      - Co do Laury - podoba mi się proces jej dorastania. Przemyślałam sobie ten
      wątek. To, że pozwala się tak Wolfiemu obsługiwać, że chce zapewnić sobie
      rozwiązanie wszelkich problemów przez małżeństwo (czyli zrzucenie ich na
      męża:), że pozwala chłopakowi, którego ponoć kocha, spać razem z dość brudnym,
      świeżo poznanym facetem (tak jakby nie mogli razem spać, nie uprawiając
      seksu!!!), i to, w jaki sposób ocenia ten Wolfiego i Bodzia (przez pryzmat dość
      oczytania - nieważnego, w zestawieniu z człowieczeństwem jako takim) pokazuje,
      jaką jest egoistką. No i rezygnację jej ze ślubu tłumaczę sobie a)
      uświadomieniem sobie, że nie zna Wolfiego tak naprawd b) tym, że nie dostając
      się na studia zrozumiała na czym jej bardziej zależało :)
      - to że autorka pominęła ślubne formalności mi nie orzeszkadza, bo Wolfi i
      Laura w zapale miłosnym a buntowniczym mogli po prostu o tym nie myśleć. Swoją
      drogą źle to świadczy o ich inteligencji :)
      - niewątpliwie cudowna matka Gabriela maksymalnie zaniedbuje swoje dzieci. Róża
      cierpiąca w połogu - sama sobie. Laura na etapie błędu życiowego - sama sobie.
      A już najbardziej mnie zaszokowało, że nikt nie pobiegł za nieszczęsnym Miągwą
      gonionym przez szerszenie! Zostawić jedenastolatka samego w takich
      okolicznościach to naprawdę poważne zaniedbanie i oznaka kompletnej znieczulicy!

      Na razie tyle!
      • dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 10:06
        nula8 napisała:

        > to że autorka pominęła ślubne formalności mi nie orzeszkadza, bo Wolfi i
        > Laura w zapale miłosnym a buntowniczym mogli po prostu o tym nie myśleć.
        Swoją
        > drogą źle to świadczy o ich inteligencji :)

        A mnie dalej przeszkadza:). BO z rozmowy Laury i Wolfiego wynika, ze mial sie
        on udac na nastepny dzien po rozmowie do parafii i wszytskiego sie dowiedziec.
        Powinien wiec stamrtad wrocic poinformowany. na pewno mieli metryki chrztu, no
        ale jest mozliwosc, ze mieli je wczesniej w domu.
    • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 10:21
      I jeszcze dwa wątki poboczne:
      1. Nie pamiętam już kto się wypowiedział, że pogardza ludźmi nie czytającymi i
      tzw. dysgrafikami. Ta sama osoba też z wielką znajomością tematu wypowiedziała
      się, że zna kilka bezdzietnych starych panien i one wszystkie są złośliwymi
      babskami, jak w powieściach MM. Autorka żyje w konkubinacie i chwali się, że
      nie ma za złe MM, że ta nie pisze o konkubinacie. Zastrzegam się, że
      streszczam, nie cytuję.
      Tej pani chciałam powiedzieć, że:
      - osoby, które tak beztrosko szafują pogardą oburzają mnie mocno. Jeżeli ludzie
      wykształceni i uważający się za dobrych bez oporów się przyznają, że oceniają
      innych po pozorach (bo elokwencja to tylko pozór, a oczytanie nie świadczy o
      tym czy ktoś jest dobrym człowiekiem, czy też nie), to mnie to boli bardziej,
      niż kiedy słyszę rozmowę młodzieży w tramwaju posługującej się pięcioma słowami
      i sześcioma przekleństwami na krzyż... To dopiero upadek!
      - człowiek wykształcony nie posługuje się w dyskusji argumentem "znam parę
      osób, które...", ma bowiem świadomość, że zna bardzo ograniczoną ilość osób
      prawdopodobnie z tego samego getta informacyjnego, a Jej ocena jest subiektywna,
      - skoro jednak Człowiek Wykształcony posłużył się takim argumentem, to ja też
      sobie na to pozwolę: znam mnóstwo kobiet żyjących w związkach, zwłaszcza w tak
      zwanych wolnych związkach, które są sfrustrowane i chętnie poprawiają sobie zły
      nastrój i niedostatek uczucia (a generalnie świadomość niechęci partnera do
      deklaracji zaangażowania się na wieki) wyszukując, które kobiety są w
      sytuacji "gorszej" niż one (bo nikt ich nie chciał) i napawając się tym, jak
      źle mają one w życiu. Czy w związku z tym powinnam przyjąć to za regułę w
      odniesieniu do kobiet "związanych"?
      - "nie pisać" nie jest równoznaczne ze "źle pisać".
      Przepraszam za jad, ale naprawdę mnie ruszyło. Dobre chociaż to, że pozwoliła
      mui autorka tamtego postu złapać trochę dystansu do "Czarnej polewki". W
      zestawieniu z Jej poglądami trudno zaiste uznać, że MM wyraża pogardę dla ludzi
      prostych...

      2. Znów nie pamiętam kto jest autorem zdania: "Gaba zbudyniała", ale klaszczę z
      uznaniemi zapożyczam :)

      • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 21:18
        Mnie zastanawia pojecie "konkubinatu"; toz to jakis anachronizm!
        Ja tez mieszkam z moim partnerem bez slubu (na razie przynajmniej) i w zyciu by
        mi do glowy nie przyszlo nazwac tego konkubinatem.
        Tutaj sie zasnobuje, bo skoro MM moze, to i ja :-P
        ze slowo "konkubinat"kojarzy sie jednak z dolami spolecznymi i wyciagiem z akt
        sadowych; "pozwana mieszkala ze swoim konkubentem" etc. :-D
        Nie slyszalam jeszcze, zeby mloda osoba tak mowila, to rownie anachroniczne
        co "uszanowanie cnoty" w ustach Laury (nie mowie o zjawisku, tylko terminie)
        • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 21:34
          rzeczywiscie, "konkubinat" brzmi okropnie. i tez kojarzy mi sie z kronika
          kryminalna.
          • the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 23:01
            "Związek partnerski" brzmi znacznie lepiej, prawda?
        • a_weasley Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 12:06
          croyance napisał:

          > Ja tez mieszkam z moim partnerem bez slubu (na razie przynajmniej) i w
          > zyciu by mi do glowy nie przyszlo nazwac tego konkubinatem.

          A ja mam w szafie takie ustrojstwo złożone z drewnianego trzonka i obrobionej
          bryły metalu, służy do wbijania gwoździ, i w życiu by mi nie przyszło do głowy
          nazwać tego młodkiem.

          > ze slowo "konkubinat"kojarzy sie jednak z dolami spolecznymi i wyciagiem z akt
          > sadowych; "pozwana mieszkala ze swoim konkubentem" etc. :-D

          Co wynika z faktu, że najpierw ten sposób układania swoich spraw życiowych
          wszedł w modę wśród wspomnianych dołów, a dopiero potem upowszechnił się w
          innych sferach. Dlatego w towarzystwie ciąganym po sądach jest nadreprezentacja
          konkubentów i niedoreprezentacja mężów.
          • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 12:16
            No dobrze, ale biorac pod uwage roznice kulturowe, czy jesli w kulturze, z
            ktorej wywodzi sie moj partner, nie ma pojecia "konkubinatu", to znaczy, ze w
            nim zyjemy, czy nie?
            Nadal sie upieram, ze to anachronizm jezykowy, cos jak mowienie o matce "moja
            macierz"
          • k_linka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 14:15
            >
            > A ja mam w szafie takie ustrojstwo złożone z drewnianego trzonka i obrobionej
            > bryły metalu, służy do wbijania gwoździ, i w życiu by mi nie przyszło do głowy
            > nazwać tego młodkiem.
            >

            I dobrze, bo to urzadzenie zowie sie młoTkiem :)
            Jezyk jest tworem zywym, konkubinat jeszcze funkcjonuje joko okreslenie zwiazku
            nieformalnego, ja sie jednak posluguje nim na zasadzie dowcipu:) Natomiast
            młoTek wciaz mocno sie trzyma...
    • yomajka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 10:39
      chciałabym usłyszeć" rozmowe Gabrieli i Pyziaczka. Wiem,że Gaba ma Grzesia, ale
      tyle razy karmiono nas jej spojrzeniami , bólem , gdy Januszek wracał w
      rozmowie,ze jest niemozliwoscią ,zeby ta rozmowa się nie odbyła. Wiem, że po
      tylu latach, takim czekaniu to już czasem sie nie chce mówić, ale jest
      oczywiste,ze to musiało się styać kiedyś- Pyziak musiał jakos wrócić- no
      iwrócił tak jakoś byle jako...Poza tym mam wrazenie ,ze tacy prawdziwi to sa
      Żaba i Piotrek i bezkkonkurencyjna łusia - i ogólnie Ida ma fajna rosdzinę no i
      ona sama jest ciagle " idusiowata" w przeciwieństwie do siostr swych, które
      no, kurczę - ja przestaję lubić. Patrycja- jest o niej ociupnkę- i nie pasuje
      mi opis, mój ulubiony baltona- pojawia się, bo MM wie,że czekamy na takie
      postaci, Nutria- nagle taka kasiasta( tylko sms-y przypominaja,ze miaal więź z
      Pyzą- i to tez chyba na siłę te sms)ej... nie lubię już Jeżycjady( kupie
      oczywisxie nastepną ...) , albo sie starzeję...
      • sacacorchos ?? 26.09.06, 12:49
        Jakim sposobem Laura, tak oczytana, bystra i genetycznie uwarunkowana jeśli
        idzie o intelekt, nie zdołała dostać się studia?? Rozumiem, że dla fabuły ma to
        niebagatelne znaczenie, ale... hm

        Poza tym bardzo a bardzo mam ochotę poznać wyniki tego konkursu, na którym
        miała zaśpeiwać, o ile pamięć mnie nie zawodzi, "Les feuilles mortes".
        • nikadaw1 Re: ?? 26.09.06, 15:04
          z matury tez nie miała samych piątek, czyli przygotowanie miała srednie, zdawała
          na bardzo oblegane kierunki, gdzie pewnie na egzaminach były testy wielokrotnego
          wyboru. łatwo się wyłozyć. Laura bystra i oczytana, ale niesystematyczna. to i
          pewnie znalazlo sie wielu lepszych od niej :)
          • verdana Matura Laury 26.09.06, 15:31
            A nie!
            Laura zdawała juz Nową Maturę. Mogła zdawać egzaminy dodatkowe wyłącznie z
            przedmiotów pozaszkolnych (ze spiewu np.), ale o testach wielokrotnego wyboru
            mowy nie było. O piatkach na maturze zresztą tez nie, bo na tej maturze stopni
            nie ma.
            • alitzja Re: Matura Laury 26.09.06, 16:10
              W 2004 roku chyba jeszcze nie było Nowej Matury?
            • nikadaw1 Re: Matura Laury 26.09.06, 18:54
              Laura była ostatnim rocznikiem zdającym starą maturę. podobnie zresztą jak
              Wolfi. byli zarazem ostatnim rocznikiem zdającym tradycyjne egzaminy wstępne.
              • klymenystra Re: Matura Laury 05.10.06, 21:38
                potwierdzam. Laura co prawda jest strasza ode mnie, ale mature zdawalysmy
                razem. to jeszcze stara matura.
                i wcale nie jest niemozliwe, ze laura sie nie dostala na studia. bo poza
                wiedza, trzeba miec kupe szczescia. inne czynniki tez wchodza w gre.
        • laura-gomez Re: ?? 26.09.06, 19:22
          sacacorchos napisała:

          > Jakim sposobem Laura, tak oczytana, bystra i genetycznie uwarunkowana jeśli
          > idzie o intelekt, nie zdołała dostać się studia?? Rozumiem, że dla fabuły ma
          to
          >
          > niebagatelne znaczenie, ale... hm
          >
          > Poza tym bardzo a bardzo mam ochotę poznać wyniki tego konkursu, na którym
          > miała zaśpeiwać, o ile pamięć mnie nie zawodzi, "Les feuilles mortes".

          samo zycie: jest zbyt wileu chętnych na studia, więc bywa, że nawet ci zdolni
          się nie dostają
      • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 14:44
        oj, powiedzcie co jest o Pulpie, pieknie prosze :) czy Miagwa wyraza sie
        niepochlebnie? jak smie! czy MM dokonala jakichs drastycznych zmian w mej
        ulubionej postaci? wrr, grr..!
        • magda_b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 14:48
          w wypowiedziach Miągwy rzuca się w oczy cielesność Pulpy, która wszak nei była
          nigdy Twiggy :)
          • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:09
            cos mi sie zdaje, ze mialem racje:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=40025446&a=43806035 - im sie to
            naprawde nalezy :) swoja droga cielesnosc Pulpy to fascynujacy temat - juz
            dyskutowalismy tutaj o robieniu z niej na sile "grubej baby", ktora moim (i
            chyba nie tylko) zdaniem nie jest, po prostu (korzystnie!!!) odcina sie na tle
            siostr. kobiece ksztalty ma i tyle, o ;) a Miagwa w moich kolejnych "wariacjach
            na temat", czyli historiach alternatywnych bedzie regularnie obrywac. w kubelek
            i kubelkiem ;)))
        • the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:07
          Pulpa hojnie rozdaje ziemie rodowe :)
          • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:11
            i slusznie. Pulpecja ma wielkie serce w niewatpliwie ksztaltnej piersi (wiem,
            mialo nie byc aluzji politycznych, ale trawestacja tego cytatu bardzo mi tu
            pasowala), wiec niech rozdaje! a co :) a Miagwa - geba w kubelek, ot co.
            • the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:22
              W kubek, nie w kubełek :))
              A co do Pulpecji - pasowałoby mi mieć takie kształtne kształty :) Pulpa kojarzy
              mi się z lodami waniliowo-brzoskwiniowymi :))
              • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:53
                waniliowo-brzoskwiniowymi..? a wiesz, bardzo mi sie podoba to skojarzenie. nawet
                bardzo-bardzo ;)
    • kartoflana Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 13:51
      Nie przebrnęłam przez wszystkie wasze wypowiedzi, ale widzę, że w większości są
      krytyczne.
      Przeczytałam CP z przyjemnością, może nie z zachwytem, ale nie jestem
      rozczarowana...
      Tata Borejko (właściwie dziadek) - moim zdaniem człowiek na tyle odizolowany od
      problemów życia codziennego i żyjący li i jedynie w dużym stopniu wielką
      literaturą ma prawo do takich zachowań. Lub inaczej - zachowania przedstawione
      w CP są całkowicie uzasadnione. Już przecież w KK ujawniła się bezradność
      Ignaca Borejki w starciu z chorobą żony. Opieka nad domem i chorymi siostrami
      spadła na karb Gabrysi. Albo inny przykład - Ignacy Borejko leżacy w zwoju
      brudnych firan i czytający książkę. Tego typu zachowania na,co tu dużo mówic,
      starość przybierają na sile, czy nikt was nie ma dziadków zachowujących się
      absolutnie nieracjonalnie? Ja mam takiego dziadka i w zachowaniu Ignaca
      odnajduję dużo z niego.
      Z kolei pęd Laury i Wolfiego do ślubu i ten nagły zwrot akcji. Uważam, że wątek
      przeprowadzony rewelacyjnie, oprócz tego rozminięcia się z rzeczywistością w
      kwestii formalności przedślubnych. Choć i to jest sprawą sporną, bo będąc w
      takiej sytuacji (ekhem, ekhem) wiem, że w wyjątkowyh przypadkach udziela się
      ślubu bez zapowiedzi i po szybkim spisaniu protokołu. Te wyjątkowe przypadki
      nie są dookreślone i zależą głównie od dobrej woli księdza, ale miały miejsce
      na przykład podczas Powstania Warszawskiego (broń Boże nie porównuję tych
      sytuacji). W każdym bądż razie ich młodzieńćzy pęd do slubu na przekór
      wszystkim i wszystkiemu jest jak najbardziej psychologicznie uzasadniony,
      szczególnie, że znajomość trwa 2 miesiące i jest pod obstrzałem całej rodziny.
      Pobierzemy się i już nikt nam nie zabroni być razem! Tymczasem okazuje się, że
      to wcale nie jest wyjście, bo tak byle jak, aby było... a studia, praca...
      Rozsądek bierze górę, albo raczej instynkt samozachowawczy jak w przypadku
      Laury.
      Miągwa jest opisany na tyle realistycznie, że aż przechodził mię dreszcz
      obrzydzenia;).
      Diana - takoż.
      Ich zauroczenie - no jakbym obserwowała dzieci w parku.
      Policjantka feministka - to już było (bodajże w Nutrii i Nerwusie). No ale może
      się nie podobać, kwestia poglądów, ryzyko M.M.
      Macierzyństwo Pyzy... Rozumiem jej stan ducha, będąc świeżo upieczoną matką...
      (BTW Żabę czytałam dzień przed rozwiązaniem;). Słynne już zdanie o pustym
      miejscu w ramionach, rzeczywiście można odebrać jako niefortunne, ale poza tym
      moim zdaniem jest jak najbardziej realistycznie. Trzy tygodnie po porodzie
      myśli się tylko o dziecku i całym światem jest dziecko, a Pyza też daje do
      zrozumienia, że sama się cuje nie najlepiej. O resztę niech martwią się inni ;).
      Kobietama wtedy inne zadanie do wypełnienia - być matką.
      Uważam poza tym , że M.M. nie powinna spełniać życzeń czytelników. Wygląda to
      potem jak w CP - nagłe pojawienie się Pyziaka, z którym nie wiadomo co zrobić i
      Trolla, dla mnie od początku postać nieautentyczna.
      To tyle.

      • lisavieta Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 14:24
        Moje pierwsze słowa po przeczytaniu: nie podoba mi się. za dużo wątków naraz, a żaden - naprawdę żaden - nie doprowadzony do końca. miałam wrażenie, że zabrakło w książce kilkunastu ostatnich stron. brakowało dialogów!! rażąco długie monologi, nic nie wnoszące do treści, a rzeczywiście ważne rozmowy (Gabrysi z Januszem, Laury z Wolfim) pozostawione wyobraźni czytelnika. A akcja? miałam wrażenie, że nic się naprawdę nie dzieje. może dlatego, że sami bohaterowie się nie przejmowali zbytnio akcją? ich świat uczuć wewnętrznych uległ spłaszczeniu. jednie Piotrek Żeromski zdawał się coś na serio przeżywać, i był konsekwentnie opisany. Hildegarda podobnie, choć wiele trzeba sobie dopowiedzieć (znowu!). Ich wątek zaciekawił mnie najbardziej. MM szukała przeszkód w związkach Pyziakówien z braciami Schoppe - ale przeszkoda w postaci I.Borejko, który musiał zostać starym wariatem na potrzeby wątku - to okrutne.
        • the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:19
          > I.Borejko, który musiał zostać starym wariatem na potrzeby wątku

          Poplułam LCD okruchami ciastka :D
          • milenium5 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 16:16
            Ja też świeżo po lekturze. Moim zdaniem nie jest tak źle z CP. Przypomniało mi
            się: kiedyś sto lat temu czytałam w Filipince jeszcze, recenzję świeżo wydanej
            Noelki. Utkwiło mi jakoś takie zdaniem: "Czyta się przyjemnie, ale daleko do
            klimatu starej Jeżycjady. Zdacydowanie wolę Kwiat, czy Idę, Noelkę zostawiam
            młodszym koleżnakom". Może coś w tym jest? Jakoś każda kolejna mniej się podoba
            niż poprzednie, może dlatego, że na starsze części patrzymy bardziej
            sentymentalnie?
            Ja zwróciłam uwagę na pewną powatrzalność, tak, jakby autorce brakowało pomysłu
            na nowe wątki i postacie:
            1. Laura i Wolfi w samochodzie z Bodziem, bardzo podobnie jak Gabi i Grześ z
            Bernardem.
            2. Laura i Wolfi miłość w podróży z przyrodą i poezją w tle zupełnie jak przed
            laty Natalia i Filip.
            3. Zjazd rodzinny w Pałacu - coś jak Róża i Fryderyk w Imieninach.
            Jeszcze kilka by się pewnie znalazło.
            Co do zaniedbań rodzicielskich ze strony Borejko, i nie tylko, to przewijają
            się one od początku książki
            1. Biedna Ida zwiewa z wakacji i za bardzo nikogo to nie obchodzi - rodzinka
            wypoczywa dalej.
            2. Biedna Gabrysia zajmuję się całym domem i gotuje obiadki gdy mama w
            szpitalu, i nikt, nwet stryjenka nie zaglada do Borejków.
            3. Beatę i Konrada matka zostawia pod opieką szurniętej Anieli i baluje za
            granicą.
            4. Aniela w swoim czasie tez zwiewa z domu i ojciec nie do końca wie, co
            porabia.
            5. Kilkunastoletnia Laura wyrusza do Torunia w poszukiwaniu tatusia i tak
            właściwie to nikt się za bardzo tym nie przejmuje.
            6. Natalia włóczy się gdzieś z chorymi dziećmi i w końcu trafia do babci
            Aureli, zamiast do domu.
            7. Historia Aurelii to w ogóle zaniedbanie wręcz patologiczne.
            8. Elką znikającą w Wigilię też za bardzo jakoś rodzinka się nie martwi.
            9. Cesia nastolatka charuje jak wół, gotuje, niemowlę nianińczy a cała rodzinka
            ją wykorzystuje.
            • verdana Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 16:30
              Powtarzajace się watki - fakt!
              Ale jednak co do zaniedbywania dzieci sytuacja nie przedstawia się tak prosto.
              Rzeczywiscie, w poprzednich tomach zdarzały sie i takie przypadki, jak to w
              życiu, ale były oceniane przez samą autorkę zupełnie inaczej.
              Ignacy Borejko w KK nie był ukazywany jako wzrowy ojciec, przeciwnie, ciotka
              ochrzania go aż miło, Gabrysia tez nie jest zachwycona - czytelnik widzi, ze
              jako ojciec, to Ignacy wzorem nie jest. O Cesi dowiadujemy się bez przerwy, że
              jest wykorzystywana. Pani Bitner ukazywana jest jako wredna, zaniedbujaca
              dzieci, oschła uczuciowo matka, (ten podrecznik w roli prezentu!), pani
              Jedwabińska jak wyżej+ kompletnie nieudolna wychowawczo. Obie postacie sa
              postaciami negatywnymi - Bitner na 100%, Jedwabińska az do końcowej sceny. Ich
              zachowanie jest krytycznie oceniane i przez bohaterów książki i przez narratora.
              Ida zwiała z wakacji w ramach mlodzieńczego buntu, rodzice się denerwowali, ale
              dosyć słusznie nie sprowadzili jej siłą, ani też nie marnowali sobie przez
              krnąbrne dziecie wakacji. Elka uprzedza, ze zniknie, robi piekło, jest niemal
              dorosła - tak się czasem zachowuja nastolatki i przeczekanie to niezły sposób.
              Tak wiec , choć w poprzednich tomach nie ma sielanki, tylko tzw. samo zycie -
              czytelnik otrzymuje w miarę obiektywną ocenę bohaterów.
              Tymczasem w ostatnich tomach mamy do czynienia z karygodnymi zaniedbaniami,
              graniczacymi z patologią (11-latek znika, niemal sie topi, córce w połogu nie
              pomaga nikt z rodziny) z jednoczesnymi zapewnieniami, ze matka tych dzieci to
              ideał, ktory całe życie poświęca tylko im, zapominając o sobie i swych
              potrzebach.
              I to nas denerwuje, a nie fakt, ze Borejkowie nie są idealni.
            • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 17:44
              > Może coś w tym jest? Jakoś każda kolejna mniej się podoba
              > niż poprzednie, może dlatego, że na starsze części patrzymy bardziej
              > sentymentalnie?

              bardzo mozliwe. ale ja na ten przyklad sie wylamuje - czytalem "Ide..",
              "Pulpecje", JT i Zabe w odstepie kilku dni, po raz pierwszy w zyciu. i w tej
              kolejnosci oceniam je pod wzgledem jakosci (z wyjatkiem dwoch ostatnich - Zaba
              jest deczko lepsza od JT, nawet dwa deczka - po prostu JT jest bardzo, bardzo
              slabe).
    • justyna302 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 16:21
      Coś mi sie nagle przypomnialo a propos pogardy Borejków wobec pospólstwa.

      Pamiętacie jak to było w Opium w Rosole? Przychodzi sobie ni stąd ni zowąd
      Genowefa na obiadek i nikt sie temu nie dziwi, bo wczoraj na obiadku u Borejków
      było pół podwórka, osiem gąb, osiem żywych reklam jadłodajni pani Borejko.
      Potem znowu w Dziecku Piątku Kozio przyszedł na Roosevelta z Genowefą i było mu
      głupio, że zawraca głowę nieproszony obcym ludziom i jeszcze obżera ich z
      obiadu. Potem kiedy widzi ze jest traktowany w sposób naturalny, trema mu
      przechodzi i jest zachwycony ciepłem tego domu, do którego każdy mógł przyjść,
      ot, tak z ulicy i poczuć się jak wśród starych przyjaciół.
      I nagle w kolejnych tomach gdzieś zanikła ta otwartość i gościnność.. nie umiem
      sobie teraz wyobrazić sytuacji, w której ktoś nieznajomy wpada do Borejków i
      wprasza się na obiadek. Teraz stary Borejko by zemdlał chyba na taką prośbę,
      Mila spojrzałaby surowo na intruza, mały donosiciel wzorem dziadka dostał
      histerii, a Laura prychnęła pogardliwie. Czyżby ciepło i gościnność znów była
      tylko dogmatem, który przyjęliśmy a teraz musimy w niego wierzyć, bo tak nam
      się wmawia?
      Dom na Roosevelta 5 nie jest już tą dawną oazą, w której schronienie znajdowali
      wszyscy biedni, spragnieni, głodni i niekochani.
      Może w Opium sprawa była bardziej naturalna, no bo stan wojenny, ciężko,
      wszyscy sobie pomagali, jednoczyli się, mieszkanie opozycjonisty Ignacego było
      centrum, do którego lgnęli przerażeni ludzie, a potem w kraju polepszyło się i
      już więzi sąsiedzkie się poluzowały...
      Ale z drugiej strony co to ma do rzeczy - czasy. Skoro Borejkowie mieli być
      ludźmi o wielkim sercu dla każdego, to powinni być nimi do końca i basta.
    • deina_kmf Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 17:21
      wracając z podróży myślałam sobie z niejakim niepokojem, że przyjdzie mi wydać
      pieniądze na Czarną Polewkę, bo przecież już będzie na rynku. Niepokój
      uzasadniony, gdyż portfel chudy. Przeczytałam cały wątek, plus streszczenia, i
      teraz jestem w rozterce. Wszystko to brzmi zdecydowanie mało zachęcająco! Chyba
      muszę poczekać, aż mi się ustali nowy plan korepetycji i jakieś finansowe
      profity spłyną. Intuicja mi mówi, że nie będzie zachwycająco i mogłabym
      pożałować pośpiesznego wydatku. Niemniej intryguje mnie, czy faktycznie AŻ tak
      źle jest. Postuluje, aby Jaśnie Wielmożny Ignacy Borejko z okazji następnego
      tomu udał się na jedną z tych snobistycznych wycieczek zagranicznych i tym samym
      zniknął z horyzontu. I on wypocznie i reumatyzm wygrzeje, i my odetchniemy
      nieco...nadmiar ignacyzmu bowiem zaczyna przyjmować formę makabryczną!
      • amelia007 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 18:55
        Wlasnie skonczylam CP. Caly ranek czytalam dyskusje na Forum, tak wiec do
        czytania podchodzilam z odrobina rezerwy. Rzeczywiscie, Ignacy irytujacy, wiele
        uwag poczynionych przez szanownych przedmówców znajduje potwierdzenie w tekscie.
        Musze sie jednak przyznac, ze zakonczenie podobalo mi sie bardzo, a dokladnie
        pomysl Rózy i Fryderyka :). Oczywiscie, bylo to absolutnie przewidywalne,
        zwazywszy na rozwój akcji (wyglada na to, ze Laura wraca do bycia rogata
        dusza :)). Uwazam tez, ze buractwo i ograniczenie Bodzia jest zachwycajace.
        Dawno nie bylo u MM postaci tak jawnie humorystycznej (twardo nie trawie
        Bernarda i Piotrusia).
        Poza tym, to mój pierwszy wpis tutaj, zatem wszystkich czytelników MM
        pozdrawiam!
      • limotini Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 20:06
        Ja na Twoim miejscu bym się jednak powstrzymała od kupna. Nawet nie dlatego, że
        książka zła - niektórym się podoba, może i Tobie się spodoba. Zresztą jest w
        niej parę miłych scen, kilka sympatycznych fragmentów. Ale nie o to chodzi -
        problem w tym, że zostawia po sobie poczucie nienasycenie, niedokończenia,
        niespełnienia. Czuję się po niej jakby ktoś wydarł parę ostatnich kartek... Po
        Żabie oczekiwałam na jakieś takie domknięcie, a to tylko przedłużenie. Więc
        przeczytasz i dalej będziesz czekać na jeszcze...
    • yennefer_z_v Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 12:55
      Mnie się „CP”, może poza kilkoma przyciężkawymi fragmentami, dobrze czytało.
      Wprawdzie z wieloma powyższymi opiniami się zgodzę (za dużo wątków, za mało
      ważnych rozmów, za bardzo rozmyta końcówka), ale nie jestem rozczarowana
      lekturą. Już jakiś czas temu zauważyłam, że się starzeję i nie mam szans na tak
      emocjonalne pochłanianie miłosnych historii 15-latków, jak robiłam to w wieku
      lat 15.
      Wymieszane zalety i wady książki (bo do każdej wady się znajdzie jakaś zaleta):
      - Pojawiał się Janusz, czas najwyższy. Reakcja Laury i „Juliusz” w wykonaniu
      Ignaca bardzo mi się podobały. Łusia z temperówką pokazała klasę. Za to reakcja
      Pyzy zbyt wyprana z emocji, a ukrycie przed czytelnikami rozmowy Gaby i Pyziaka
      to skandal. Przywiezienie Pyziaka na ślub komicznie kiczowate (ktoś tu
      wspomniał o „uroczym trójkąciku” - trafnie)
      - Gaba - moja ulubiona postać przez większą część cyklu. A teraz co?
      Narzekaliśmy, że za święta, to teraz mamy. Gaba nieobecna w życiu dzieci i
      wnuczki, Gaba zapłakana w ramionach Grzesia, Gaba mówiąca tylko parę zdań na
      całą książkę, Gaba pozbawiona tego swojego rozsądnego podejścia podszytego
      życzliwą kpiną.
      - Ignacy Borejko - nigdy nie był moją ulubioną postacią. Wychodzę z założenia,
      że trzeba czegoś więcej niż erudycji, żeby prawdziwy mężczyzna coś sobą
      reprezentował. Ale kiedyś uważałam go za nieszkodliwego myśliciela, a w „CP”
      jest szkodliwym i upartym paranoikiem. Jego próby dbania o cnotę wnuczek wydają
      mi się wręcz żałosne. Jedno, co Ignacym doceniam nadal, to słowne potyczki z
      absztyfikantami przedstawicielek rodu.
      - Ignacy G. Stryba - jak to jest, że poprzednie pokolenia Borejków miały
      wpojony system wartości, a przy tym dziecku wyszła taka pedagogiczna porażka?
      - Józienk i Łusia - dobrze, że jeszcze kogoś w tej rodzinie da się lubić.
      - Wolfi - tu zdecydowanie plus. Od czasów Nerwusa żaden męski bohater Jeżycjady
      nie zrobił na mnie takiego wrażenia.
      - Laura - chyba ją wreszcie polubię, jakoś łatwiej się z nią teraz utożsamiać.
      - Bodzio - prawdziwy, ale jego wplecenie w fabułę trochę zbyt blisko się
      kojarzy z Bernardem.
      - Żeromscy - Piotruś to w miarę udana kopia Bernarda, a z Pawła chyba będzie
      naprawdę interesujący bohater w kolejnych tomach. Bernard jak zwykle, Anieli
      troszkę mało.
      - Rodzice Schoppe - najbardziej realistycznie napisane fragmenty książki to dla
      mnie właśnie te o szarym życiu.
      - Żaba - bardzo dobrze wymyślona postać, zapada w pamięć i ma charakter.
      - Fryderyk - jak ja go mogłam lubić w „Imieninach”?
      - Pyza - troszkę mnie mdliło przy egzaltowanych opisach jej wewnętrznych
      przeżyć. Ciekawe, że przy podobnej okazji przemyślenia Gaby w „NiN” mnie
      wzruszały.
      Dobrze, że poza bohaterami, których spora część mnie w „CP” denerwowała, są
      jeszcze teksty, które mi poprawiły nastrój. Bardzo dużo jeżycjadowego humoru,
      który mi gdzieś umknął w poprzednich dwóch tomach. Parę razy śmiałam się
      głośno. Pamiętam, że na pewno przy Żaby: „Wsadź sobie w usta kalarepę!”
      To tyle. Na pewno do książki wrócę, chociaż kilka fragmentów może pominę.
      • tennesee nader przystojny fryderyk 27.09.06, 21:20
        na obrazku z Igancem na poczatku książki.
        Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja- może to poczatki
        Alzheimera? Bo zmiany osobowości potworrrne.
        i tak bardziej erotycznie jak dotad- czyli około strony 100
        • minerwamcg Re: nader przystojny fryderyk 28.09.06, 23:38
          > Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja

          W jakim "tym wieku", na Merlina! Ignacy Borejko ma ledwie siedemdziesiątkę. Mam dookoła siebie mnóstwo ludzi po siedemdziesiątce - mama, teściowie, wujowie, ciotki - a tak porąbany nie jest nikt.
          • a_weasley Re: nader przystojny fryderyk 29.09.06, 10:32
            minerwamcg napisała:

            > > Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja

            > W jakim "tym wieku", na Merlina! Ignacy Borejko ma ledwie siedemdziesiątkę.
            > Mam dookoła siebie mnóstwo ludzi po siedemdziesiątce - mama, teściowie,
            > wujowie, ciotki - a tak porąbany nie jest nikt.

            Z drugiej zaś strony jak się rozejrzeć, to pewnie każdy zna też osoby, którym do
            siedemdziesiątki jeszcze parę lat brakuje, porąbane dużo bardziej niż pomieniony
            Ignacy.
        • a_weasley E tam zaraz Alzheimera 29.09.06, 10:35
          tennesee napisała:

          > Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja- może to
          poczatk i Alzheimera?

          Odwala mu jak nieraz ojcu dorastającej córki. Tyle, że on tego nie odpracował
          przy córkach, to ze zdwojoną siłą świruje przy wnuczce.
    • cysia.b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 28.09.06, 15:58
      Witam na forum.
      Niestety przychylam się do opinii krytycznych. Czyta się szybko, ale bez
      zbytniego zaangażowania. Wątki Igancych - dziadka i wnuka dla mnie niestrawne.
      Postać dziadka Borejki - wręcz groteskowa. Wątek ślubny zupełnie
      nieprawdopodobny. Wątek Pyziaka wciśnięty jakby na siłę. Styl jakiś taki
      chropowaty. Nie wiem, czy to miał być pastisz, ale miejscami sprawia takie
      wrażenie.
    • iwles Komórka Laury 29.09.06, 12:31
      Jak to się stało, że Wolfi przed wyjazdem do Zakopanego rozmawiał z Laurą przez
      telefon, skoro Tygrys komórkę zostawił w domu ? (wtedy, gdy W.A. wpadł do domu
      po mokre ręczniki, przy okazji zjadł obiad przygotowany przez Żabę, a rozmowę
      podsłyszał Piotr Żeromski) ??
      • asiek1177 Re: Komórka Laury 29.09.06, 16:41
        z komórką Laury to mnie zastanawia jeszcze jedno- czy po tym, jak Miągwa zgubił
        komórkę (została skradziona z zapomnianej marynareczki), ktoś z rodziny pomyslał
        o zastrzeżeniu/zablokowaniu numeru? obawiam się że wątpię ;)
        • iwoniaw E nie, to chyba była komórka na kartę 29.09.06, 21:54
          Laura mówi w pewnym momencie, że kończą jej się impulsy.
          • szprota Re: E nie, to chyba była komórka na kartę 12.03.07, 23:02
            taką też można zablokować i wykupić duplikat karty z tym samym numerem :)
    • klymenystra Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 30.09.06, 00:10
      troszkie za duzo watkow, brakuje klimatu starej jezycjady, ale jest milo,
      sympatycznie, a momentami bardzo smiesznie (np scena oswiadczyn Wolfiego ^_^).
      i jeszcze szkoda, ze ta ksiazka tez nie tworzy calosci. ale pewnie teraz to juz
      niemozliwe.
      jestem coraz wieksza fanka lusi :)
      • visael Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 30.09.06, 01:49
        Łusia rzeczywiście jest cudowna, ja lubię też bardzo Pawła, choć w CP był
        raczej postacią pejoratywną.
        ogólnie interesująca książka, wolałabym mniej wątków miłosnych, ale...
        nie zawiódł mnie humor MM-CP obfituje w aluzje i żarty.
        mimo wszystko CP podobała mi się bardziej niż JT- a bardzo lubię Józinka
        • jasmina_a Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 30.09.06, 15:47
          jak juz pare osob mowilo, za duzo wątkow. Na początku bylo troche obco, troche inaczej niz zwykle, ale, kiedy wrocila Mila bylo naprawde super. Na Ignacym B. sie zawiodlam mimo ze wczesniej go jakos strasznie nie lubilam, ciesze sie ze pod koniec ksiązki bylo ok i ogulnie bardzo fajna ksiazka, tylko ten bodziu mnie strasznie denerwuje.
          • olgusia15 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 01.10.06, 17:22
            A mnie musze przyznac troszeczke "Czarna.." raozczarowala. Co prawda
            przeczytalam za jednym zamachem cala ale brakuje juz w niej takiego
            specyficznego stylu Musierowicz. Nie wiem jak to okreslic ale ta ksiazka byla
            dla mnie po prostu ciut nudna. Chociaz moze przeczytam jeszcze raz ale przeciez
            zawsze liczy sie pierwsze wrazenie prawda? :) Czekam na nastepny tom ::)
            • prezerwator2 Ani plus ani minus 01.10.06, 20:22
              Wreszcie (przed chwilą) skończyłam czytać CzP i już melduję: nie rozczarowałam
              się, ale też nie oczekiwałam po tej książce żadnych cudów. Nastawiłam się (a
              wpłynęły na to zarówno tempo powstawania książki, jak i streszczenie jej treści
              w którymś wywiadzie z MM) na średniej jakości dziełko- takie jak Żaba- i takie
              też właśnie dostałam.
              Kilka fragmentów świetnych (Piotrek pozujący ojcu jako handlarka warzyw!:),
              sporo na siłę, ale- jak to już gdzieś kiedyś napisała moja kuzynka- mamy co
              chciałyśmy. Gdyby Jeżycjada zamknęła się, tak jak autorka planowała, na
              Kalamburce, nie byłoby coraz słabszych ciągów dalszych....
    • emi1777 "lód" 02.10.06, 01:04
      Nie przeczytałam całego wątku i nie wiem, czy ktoś już o tym nie wspomniał, al
      edo jedzenia są "lody". Prosi się nie o loda, ale o "porcję lodów". No, a w "CP"
      kilkakrotnie ten "lód" występujue. Jak to możliwe?
      Razi mnie też beztroskie podejście do szerszeni, które są bardzo niebezpieczne.
      To, że mała Ania rozkwasza szerszenia własnym sandałkiem... Takich rzeczy nie
      powinno być, przeczyta to jakaś dziewczynka, która niewiele wie i co? Szerszenie
      to nie komary> Odgonisz go, a taki szajbus się wścieknie i zaatakuje.
      • olahabe CZAS KOŃCZYĆ? 02.10.06, 16:13
        Jestem wstrząśnięta ale nie zmieszana, jak powiedziała tegoroczna laureatka
        Nike. Poziom "CP" jest tak zły, że gdyby autorka tą książką chciała
        zadebiutować, nie zaistniałaby wcale. Wyobraźcie sobie tylko, co powiedziałyby
        edytorki Naszej Księgarni, gdyby w 75 roku przyniesiono im do publikacji
        takiego gniota! Wątki się rwą, tło obyczajowe i bohaterowie drugoplanowi
        stanowią tylko fasadę dla głównych- smarkatych, którzy wbrew logice i
        jakimkolwiek zasadom opieki nad nieletnimi tułają się po mieście, odwiedzają
        komisariaty, wpadają do jeziora,nachodzą siebie bez składu i ładu w domach. A
        wszystko to okraszone ideologią, która zamiast krzewić pozytywne wzorce,
        cuchnie snobizmem intelektualnym autorki.
        Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Małgorzata Musierowicz przegapiła ten
        moment.
      • the_dzidka Re: "lód" 03.10.06, 13:17
        > Nie przeczytałam całego wątku i nie wiem, czy ktoś już o tym nie wspomniał, al
        > edo jedzenia są "lody". Prosi się nie o loda, ale o "porcję lodów". No, a
        w "CP
        > "kilkakrotnie ten "lód" występujue. Jak to możliwe?

        Zwyczajnie. Nigdy w zyciu nie słyszałaś, że ktos je loda, kupił loda albo chce
        loda? Tak się przyjęło i tak się mówi.
        Jestes drugą osobą, jaką "znam", a ktora uważa to za nieprawidłowe. Pierwszą
        była Magdalena Samozwaniec, która zawsze tego "loda" brała w cudzysłów, jako
        niby coś dziwacznego i nieprawidłowego.
        • iwoniaw To ja jestem trzecia 03.10.06, 15:27
          też mnie to razi. Zwłaszcza w książce mającej ambicje krytykowac czyjeś wpadki
          językowe (NIESAMOWITE, jak ludzie widzą belkę w cudzym oku... ) ;-)
          • limotini Re: To ja jestem trzecia 03.10.06, 16:59
            Ja sprawdziłam w słowniku języka polskiego
            (sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2479330) i wszystko wskazuje na to, że w języku
            potocznym lód = porcja lodów. Ale w potocznym. Ale jednak.
            • iwoniaw W końcu język żyje :-))) 03.10.06, 17:36
              Całkiem możiwe, że już weszło do słownika jako poprawne, w końcu tak się dzieje
              z używanymi przez ogół sformułowaniami w żywych ;-) językach i to jest ok. Mnie
              razi wyłącznie dlatego, że jeszcze w czasach mej podstawówki poprawne nie było i
              wpojono mi, że to błąd. Ale i czepiam się też z powodu owego niesłusznie
              wyszydzanego "niesamowicie" (patrz wątek na ten temat) - no chyba, że MM chciała
              pokazać też niedouczenie Laury połączone z nieuzasadnioną pewnością siebie...
    • itajustyna Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 02.10.06, 21:25
      Cześć,

      Nie zaglądałam na forum od 22 września, bo nie chciałam zobaczyć ani kawałka,
      ani malutkiego kawałeczka opinii przed przeczytaniem Polewki.
      A miałam perypetie z tą ksiązką oj miałam...

      Zaczęło się od tego że 22 miałam w portfelu 15 zł, i ani grosza na koncie...
      więc księgarnie omijałam szerokim łukiem... Gryzłam paluchy, i w końcu w piątek
      wieczorem zaglądam na konto - i jest!! Wypłata. Oczywiście w sobotę rano
      pognałam na zakupy, z listą wręczoną przez mamę o długości 2 m, ide przez
      hipermarket - a tu na półce - Czarna Polewka. Pierwsza znalazła się w koszyku!!
      Potem reszta zakupów, a przy kasie dramat!!

      Po podliczeniu zabrakło mi 20 zł gotówki, a karty jak na złość zapomniałam!!
      Ciężki wybór, albo zostawię 5 kg wór z proszkiem do prania, który potem moja
      biedna niemłoda już mama będzie dzwigać na plecach, albo Polewkę... Oczywiście
      została Polewka...
      Ale miałam gula w gardle odchodząc od kasy :) Za to kochana mama przyniosła mi
      książkę w niedzielę :) No i już jestem po lekturze...

      I cóż... Kocham Jeżycjadę, ale to mi się nie podobało :( Pani MM faktycznie
      chyba nie do końca przemyślała treść. A może za bardzo chciała się z nami
      zabawić, albo zaspokoić nasze ciekawości? Za dużo wątków, za bardzo "po
      łebkach". Brakuje mi wyciętych rozmów (Gaba i Janusz, Laura i Wolfi).
      Szczególnie powrót Janusza mnie rozłozył - co? Wchodzi sobie taki, mówi
      przyszedłem po przebaczenie, a Gaba na to - o to super, i fajnie że jesteś
      autem to podwieziesz nas na ślub naszej córki bo brakuje nam miejsc w
      samochodach??? Laura w miarę ok, ale powinno być więcej szczegółów. Sam wątek z
      dojrzewaniem do pewnych decyzji, szaleńczym zrywem do Zakopanego a potem
      zrozumieniem że jednak nie ma się co śpieszyć (że może trzeba było zapytać
      najwpierw mamę, a potem dziadka, itp) jest fajny, ale to powinien być główny
      temat ksiązki bez przydatków :) Jeśli pani MM chciała napisać coś pouczającego
      to właśnie tę kwestię powinna lepiej pokazać.
      A najbardziej mi się podobał, i najbardziej mi przypomina starą dobra Jeżycjadę
      wątek braci Żeromskich. Dwóch braci, każdy coś czuje do jednej Zaby, a ona sama
      nie do końca wie co czuje... Tajemnica, intryga i rozwijanie uczucia w
      niespodziewany sposób :) To mi się podoba, i mam nadzieję że jeszcze się coś
      ciekawego wykręci :)
      Za to dość mam wątków kochliwych dzieciaków. Jak się ma 11 lat to się drażni
      kolegę z ławki pisząc na ścianie "Wojtek koha Zośkę" (to "h" jest w pełni
      świadome) a nie przeżywa rozterki i żąda wytrwałości w uczuciach od
      Czekoladki... ble...
      I jeszcze w jednej kwestii zgadzam się z panią MM - Bodzio! Bardzo fajny
      przykład pożałowania godnej części dzisiejszej młodziezy. Sam o sobie mówi że
      skończył renomowane liceum, a nie zna Pana Tadeusza, nie wie jak wyglądał
      Mickiewicz i to jego uau :] Ogólnie poniżej jakiegokolwiek poziomu, i tak tak,
      tak własnie niestety wygląda obecnie spora część młodzieży!
      Dodam że mam lat 25, nie uważam się za wapniaka, nie kończyłam renomowanego
      liceum ale mnie jednak pewnych podstaw nauczyli, a jak słucham teraz czasem
      rozmów w tramwajcha to mi włosy na karku dęba stają!

      Ot co. Opinia generalna: inminus. Wolałabym poczytać dobrej Jeżycjady,
      poruszającej sprawy ważne i aktualne, ale nie wszystkie naraz!

      Pozdrawiam forumowiczów
      Justyna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka