19.07.09, 15:55
Ostatnio dorwałam wreszcie Czarną Polewkę. Książkę męczę już któryś dzień bo nudne to jakieś, znowu Trolla, znowu Żaba, zimny Frycek i idiotyczny pęd do ślubu Tygrysa i Wolfiego. Anyway, jeden cytat mnie po prostu rozbroił.. w negatywnym sensie..

Mowa o Róży:
"Ciepło małego ciałka ogarniało ją całą, poczynając od serca. Nareszcie, po tylu bezsensownych latach, to puste miejsce w jej ramionach się wypełniło"

Dziewczyna lat 22.. zero zainteresowań, pasji, studiuje tam gdzie jej chłopak, ogólnie całe jej życie jest bezsensowne ale ma jeden cel: wypełniać pustkę w ramionach! I rodzina twierdzi, że ona ma charakter?


Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 15:58
      Ten fragment wzbudzal tu juz wielkie emocje. On jest nie tylko glupi, ale i
      przerazajacy. Rozumialabym moze takie odczucia u kobiety duzo starszej, od wielu
      lat starajacej sie o dziecko, ale u takiej mlodej dziewczyny? Nie poznala zycia,
      niczego nie osiagnela, ale teraz jej zycie dotralo do punktu idealnego, bo ma
      dziecko. Zgroza!
    • lezbobimbo Re: Pyzunia 19.07.09, 16:49
      Auuughhhh tez mie skreca.
      MM oto doslownie napisala - zycie bez dziecka w ramionach jest bezsensowne.
      Nawet zycie mlodej laski, dorastajacej wszak w dobrej rodzinie dobrych Borejkow
      (ale jej dziecka nie dali, wiec bezsensowni, latami calymi!).
      Puste miejsce to maja, jak to pisze Dakota, osoby od wielu lat starajac sie o
      dziecko, albo po wielu samoistnych poronieniach.. a tu zdrowa 22-letnia
      studentka, co pierwszy raz na teleskop spojrzala i od razu wpadla!

      Charakter to ma oczywiscie Pyza - dobry, borejkowski i niezlomnie promujacy
      Gabunie, w odroznieniu od wcale niecharakterystycznej (he he) Laury..
      Charakter chwalony przez MM to wiec lagodnosc i nieklotliwosc, a takze
      bezwolnosc zakrawajaca wrecz o niejaki kretynizm.
      • aganoreg Re: Pyzunia 19.07.09, 17:04
        El bimbo, wiem, ze Sprężyny nie posiadasz, wiec zacytuje. Sprawa dotyczy pierwszej sytuacji Laura - Ziutek (str. 24 i dalej):

        (...) dobiegł ja (Lusie p. ten i dalsze moje) głos Laury - tak łagodny i miły, ze prawie go nie poznała:
        - No, już, malutki, już. Umyjemy buźkę, nie boj się.
        Dyskretna (sic!) Lusia wyjrzała przez szparę.
        Groźna kuzynka, odmieniona nie do poznania, z uśmiechem, troskliwie, wycierała wilgotna chusteczka twarz Ziutka.

        i dalej

        A takiej Laury, jaka zobaczyła właśnie Lusia, chyba nikt i nigdy dotychczas nie widział. Uśmiech, jakim darzyła Ziutka, zapalał w jej stalowych oczach cieple ogienki, łagodził linie brwi i ust. Milo wyglądała (...)

        Potem ilekroć Ziutek się pojawia, Laura zaczyna głupieć, ale to już nie na moje siły :) I tak uważam, ze niedługo znajda się tu cale przepisane książki :D
        • lezbobimbo Re: Pyzunia 19.07.09, 17:27
          Wniosek o bezsensie i o pustych ramionkach Pyza wysnuwa zas kiedy? Czy nie przed
          Sprezyna?

          Glupienie Laury w ostatniej ksiazce oraz narastajaca slodycz jej sopranu dowodzi
          tez tego, co twierdzilam przedtem - w Sprezynie Laura wreszcie staje sie ta
          bezwolna wycieraczka (i dzieciofilna, a jakze) o ktora chodzilo Gabie i Mili
          tzn. samej MM - Laura w Sprezynie zatem wreszcie zdobywa to, co MM nazywa
          charakterem w opisach Pyzy :D
          • anutek115 Re: Pyzunia 19.07.09, 18:22
            lezbobimbo napisała:

            > Wniosek o bezsensie i o pustych ramionkach Pyza wysnuwa zas kiedy? Czy nie prze
            > d
            > Sprezyna?
            >
            Przed. A jeszcze przed, w ciąży, Pyzunia bierze udział w dialogu, który sprawia,
            że mi przed oczami czerwone płateczki zaczynaja latać:

            "-Ciekawe, jaka ona (mała Mila) będzie.
            -Ona już JEST."

            No psiakrew, cholera jasna i szlag, co to ma być?!!! Jakas dziwaczna retoryka
            antyaborcyjna, ni z grucy ni z pietruchy? Ja mam, jak wiadomo, małe dzieci, do
            teraz zdarza mi się zamyślać "Ciekawe, jkie one bedą", przez co przecież nie mam
            na mysli, że ich nie ma!!! Są nawet jakos trochę bardziej niż mała Mila w
            "Żabie", po domu mi latają, hałasują, budują z klocków (teraz właśnie), gadają
            jak opętani, rzucając co i rusz mądrościami, a ja się nadal zastanawiam, jakimi
            BĘDĄ ludźmi, co bedą kochać, co ich będzie doprowadzać do szału... To gaba mogła
            sie zastanawiać, jaki będzie Motyl jak miał 5 miesięcy, a Pyza czuje się w
            obowiązku podkreślać, że dziecię w jej brzuchu juz jest?

            Wspomnicie moje słowa, jak nam Pyza zacznie gabieć w przyśpieszeniu, ostatniego
            tomu Jeżycjady po prostu nie da się czytać...
            • the_dzidka Re: Pyzunia 19.07.09, 18:44
              - Ciekawe, jaka ona (mała Mila) będzie.
              - Ona już JEST.

              A potem:
              - Masz na imię Melania. To znaczy będziesz miała na imię Melania,
              kiedy cię ochrzcimy.
              (sorry za nieścisłość cytatu, ale Neojeżycjada wpadła mi w
              przeprowadzkową czarną dziurę - co ciekawsze, tomy do Noelki zostały
              pieczołowicie ustawione na półce pierwszego dnia! Dopiero teraz to
              odkryłam.)
              • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 18:46
                Przy tym fragmencie to juz mnie calkiem mnie krew zalala. Jakby dziecko
                zaczynalo istniec dopiero w momencie chrztu.
                • the_dzidka Re: Pyzunia 19.07.09, 18:50
                  No mnie też. Mimo iż naprawdę rozumiem, jak ważny jest chrzest dla
                  osób wierzących, a MM jest osobą głęboko wierzącą. Naprawdę
                  rozumiem, szanuję, ale tego już mi było za wiele.
                  • jottka Re: Pyzunia 19.07.09, 18:56
                    zaraz, ale niezależnie od nakazów religijnych istnieje nakaz administracyjny, że
                    do 2 tygodni bodaj trzeba zarejestrować bezimiennego. a chrzest zwykle się robi
                    dla co najmniej paromiesięcznych niemowląt, znaczy że co? zarejestrować ją
                    musieli, bo inaczej pyza by na dziekance czy czym tam nie siedziała, więc
                    dziecko legalne imię ma. ignorują je, póki jej nie ochrzczą? to bardzo
                    skomplikowana ewolucja myślowa:)
                    • kai_30 Re: Pyzunia 19.07.09, 19:06
                      Niekoniecznie paromiesiecznych. Jak jeszcze byłam w ciąży (termin na 8 maja)
                      moja tesciowa wyrazila przekonanie, ze "maj to dobry miesiac na chrzciny". I
                      zdziwilo ja moje zdziwienie - i do tej pory w nim trwa, bo mlody nadal
                      nieochrzczony.

                      Wiec moglo tak byc, ze Pyzunia nie zwlekala z chrztem - a moglo tez byc tak, ze
                      pani MM zwyczajnie nie wie o obowiazku rejestracji dziecka w ciagu dwoch tygodni.
                      • jottka Re: Pyzunia 19.07.09, 19:10
                        a nienie, mnie nie chodzi o to, że chrzci się np. dopiero pięciomiesięczne
                        dziatki, tylko o to, że ta mała w książce ma już te parę tygodni czy miesięcy, a
                        oni nadal nad imieniem debatują? przecież pyza mówi o przyszłych chrzcinach, nie?

                        a co do niewiedzy mm w tej sprawie, to nie wierzę - ma czwórkę dzieci urodzonych
                        w latach 70. i 80., obowiązek rejestracji w usc sie nie zmienił. mąż po kryjomu
                        te dzieci rejestrował czy jak?:)
                        • soova Re: Pyzunia 19.07.09, 19:38
                          jottka napisała:

                          > a nienie, mnie nie chodzi o to, że chrzci się np. dopiero pięciomiesięczne
                          > dziatki, tylko o to, że ta mała w książce ma już te parę tygodni czy miesięcy,
                          > a
                          > oni nadal nad imieniem debatują? przecież pyza mówi o przyszłych chrzcinach, ni
                          > e?

                          Są sytuacje, gdy kwestia imienia jest nierozstrzygnięta nawet i w chwili, gdy dziecko jest już noworodkiem. Na przykład gdy rodzina spodziewa się chłopca, a przychodzi na świat dziewczynka. Tak było w mojej rodzinie ;) - pamiętam, że gdy urodziła się moja siostra, przez pierwszych kilka dni (tygodni?) po urodzeniu rodzina nie mogła dojść do porozumienia, jakie by tu jej imię nadać, bo krzyżowały sie przeciwstawne koncepcje. :)

                          > a co do niewiedzy mm w tej sprawie, to nie wierzę - ma czwórkę dzieci urodzonyc
                          > h
                          > w latach 70. i 80., obowiązek rejestracji w usc sie nie zmienił. mąż po kryjomu
                          > te dzieci rejestrował czy jak?:)

                          Może nie tyle "po kryjomu", ile właśnie dlatego, że za każdym razem robił to mąż, pani MM pozostaje w nieświadomości? ;)
                          • aganoreg Re: Pyzunia 19.07.09, 19:46
                            soova napisała:

                            >
                            > Są sytuacje, gdy kwestia imienia jest nierozstrzygnięta nawet i w chwili, gdy d
                            > ziecko jest już noworodkiem.

                            Nie mam Zaby, ale chyba juz tam pada zdanie, ze mala bedzie miala na imie Mila?
                            A na pewno od poczatku Czarnej Polewki pada zdanie, ze Pyza przed niespełna
                            miesiącem urodziła małą Milę.
                        • kai_30 Re: Pyzunia 19.07.09, 19:45
                          No może nie tyle po kryjomu, co nie afiszując się z tym przesadnie, bo żona
                          wszak zajęta była wypełnionymi ramionami, więc gdzież jej tam było do
                          administracyjnych formalności. Pyza za to musiała, jako nie-mężatka, do USC
                          pomykać samodzielnie i w towarzystwie Fryca, jeśli miał uznać dziecko.

                          A co do chrztu - fakt, myślałam, że hasło padło tuż po narodzinach.
            • ding_yun Re: Pyzunia 19.07.09, 20:27
              anutek115 napisała:


              > Wspomnicie moje słowa, jak nam Pyza zacznie gabieć w przyśpieszeniu, ostatniego
              > tomu Jeżycjady po prostu nie da się czytać...
              >
              Jak Pyza to pół biedy, zresztą ona od dawna jest powtórnym wcieleniem Gabrieli.
              Jeśli natomiast dokona się szumnie zapowiadana metamorfoza Tygrysa, to ja się
              wypisuję.

              Swoją drogą przyszła mi na myśl nowa wersja SK, taka w klimacie współczesnej
              Jeżycjady. Juleczka, widząc jak Cesia kąpie małą Irenkę, zostaje zalana falą
              czułości macierzyńskiej, zachodzi z Tolem w ciążę. Tolo przerażony
              odpowiedzialnością ucieka za granicę. Niezrażona tym Juleczka rodzi dziecko i
              deklaruje całkowite poświęcenie swojej osoby, żeby zapewnić szczęście porzuconej
              półsierotce, rezygnuje ze studiów, wyrzuca wszystkie swoje farby i przybory
              plastyczne bo chemikalia wszak szkodzą dziecku. Jednak nie może pozostać biedną
              samotna matką bo każda kobieta o złotym sercu musi w Jeżycjadzie znaleźć swojego
              mężczyznę, który otoczy ją czułą opieką. Niespodziewanie tym księciem okazuje
              się Brodacz, któremu Cesia ze wzruszeniem opowiada o swojej bohaterskiej
              siostrze, a ten postanawia się z nią ożenić. Jak pięknie.
              • tygrys2112 Re: Pyzunia 20.07.09, 00:23
                Ale to Ceśka kąpie jej maleństwo i daje jej zupkę z koperku :P
                • mama_kotula Re: Pyzunia 20.07.09, 00:47
                  tygrys2112 napisała:

                  > Ale to Ceśka kąpie jej maleństwo i daje jej zupkę z koperku :P

                  Jaką zupkę, jaką zupkę *kręci głową z ubolewaniem* - napar z koperku. Napar. Nie macie koleżanko pojęcia o hodowli kolkujących niemowląt ach i och! i pustkę w ramionach, nieprawda, macie. O!
                  • andrzej585858 Re: Pyzunia 20.07.09, 00:52
                    Kolki - to są niezapomniane przezycia nocy nieprzespanych i te koperki właśnie -
                    tego to nawet ojcowie nie zapominaja :-)))
                    • mama_kotula Re: Pyzunia 20.07.09, 00:55
                      andrzej585858 napisał:

                      > Kolki - to są niezapomniane przezycia nocy nieprzespanych i te koperki właśnie - tego to nawet ojcowie nie zapominaja :-)))

                      Mówisz?
                      Mnie ominęło. Znaczy, przy starszym myślałam, że kolkuje, ale okazało się, że był po prostu głodny. W sumie to tak samo jak Irenka, jakby nie było - darła się, bo karmiona... a raczej: nie karmiona ;) - wg książki.
                      Młoda nie darła się w ogóle. Wrzaski nNadrabia po 5 latach i teraz już cholerny koperek nie pomoże :D
                      • andrzej585858 Re: Pyzunia 20.07.09, 01:08
                        Oj nie ominęło - syn byl taki paskudny - co za słowo no ale napisałem dał sie we
                        znaki i jako niemowlę i jako starsze dziecko - pamietam żeby wmusic w niego te
                        wszystkie przeciery to jedyna możliwoscia byl dżwig budowlany - akurat
                        niedaleko nas budowano blok mieszkalny - sadzalo sie wtedy jego na parapecie
                        zagapiał sie na podnoszące sie ramię dzwigu i usta otwierał z wrazenia no i
                        mkozna bylo mu ta łyzle wetknąć - ten dzwig to blogosławie do dzisiaj -
                        zwłaszcza że zona wtedy pożno wracała z pracy i na mnie spoczywal obowiązek
                        karmienia :-))) z córką nie było zadnych problemów wtedy cieszyłem się a
                        dzisiaj wolalbym zeby plakala nie dawala spac byle by zdrowa byla - życie
                        niestety - choroba nie wybiera
                        • the_dzidka Re: Pyzunia 20.07.09, 09:19
                          > pamietam żeby wmusic w niego te
                          > wszystkie przeciery to jedyna możliwoscia byl dżwig budowlany

                          Zanim doczytałam dalej, wzięłam to za elegancką przenośnię :)
                      • lezbobimbo Re: Pyzunia 20.07.09, 04:21
                        mama_kotula napisała:
                        > Młoda nie darła się w ogóle. Wrzaski nNadrabia po 5 latach i teraz już
                        cholerny> koperek nie pomoże :D

                        Bo uzywasz za malej naci, im wieksze mlode tym wiekszego wiechcia wymaga ;)))))
          • jadwiga1350 Re: Pyzunia 19.07.09, 18:33
            Czytam Wasze posty o biednej Pyzuni i tak sobie myślę że może nie
            jest to takie głupie.

            Instynkt macierzyński może pojawić się u kobiety w róznym wieku.
            Czasem dwudziestolatka może czuć się gotowa do bycia matką, a
            czterdziestolatka uważać że nie podoła obowiązkom macierzyńskim.

            Jeśli te wszystkie lata były tak bezsensowne dla Pyzy to znaczy że
            nie była szcześliwa, mogła czuć brak miłości, akceptacji. A dziecko
            zapełniało tę pustkę emocjonalną.Róża czuła się ważna i potrzebna.

            Jeśli poszła na studia tylko dla Frycka,a astronomia jej nie
            interesowała, to mogła szukać świadomie czy też podświadomie powodów
            żeby zrezygnować ze studiowania. A ciąża jest bardzo dobrym powodem.
            Jestem matką, muszę myśleć o dziecku, nie mam czasu na naukę itp.

            Róża, choć bardzo młoda, mogła już być pogodzona z losem,zdawała
            sobie sprawę że niczego już w życiu wiecej nie osiągnie(może w
            związku ze złym wyborem kierunku studiów?)A dziecko, tworzenie
            rodziny, to zawsze jakiś cel w życiu.
            • mama_kotula Re: Pyzunia 19.07.09, 18:40
              CytatJeśli te wszystkie lata były tak bezsensowne dla Pyzy to znaczy że nie była szcześliwa, mogła czuć brak miłości, akceptacji. A dziecko
              zapełniało tę pustkę emocjonalną.Róża czuła się ważna i potrzebna.


              Myślę, że to może być dobry trop :)

              Może chodzi o to, że Róża nareszcie czuje, iż ma kogoś, kto - teoretycznie - będzie ją kochać bezwarunkowo, na kogo uczucia nie będzie musiała zapracowywać (myciem garów, sprzątaniem, byciem zawsze milutką, pomocną i dzielną).
            • verdana Re: Pyzunia 19.07.09, 18:41
              Jeśli w wieku 22 lat dziewczyna czuje , ze dopiero dziecko wypelnia
              pustke w jej zyciu - to rodzina , z ktorej się wywodzi musi byc
              okropna rodziną. Bo oznacza to, ze nikogo przed dzieckiem nie
              kochala, do nikogo nie byla przywiązana. Że jej zycie dotychczas
              bylo jalowe, puste, bez celu i bez milosci. Fakt.
              21-latka (tyle miala, gdy zaszła w ciążę), ktora uznaje, że nic jej
              już w zyciu nie czeka, ze zmarnowala zycie przez niewlasciwy wybor
              studiow jest okazem niezwykle rzadkim. No chyba, ze rezygnacja ze
              studiow łaczy sie z wyrzuceniem z domu. Bo w dzisiejszych czasach
              zmiana kierunku studiow jest niemal normą.
              Tak więc zdanie to nieco się kłóci z opisem borejkowskiej rodziny
              jako osob kochajacych się i wspierających. I Gaby, jako wspaniałej
              matki. taka opinie może mieć dziewczyna z patologicznej rodziny czy
              z DD. To zdanie może być prawidziwe tylko pod warunkiem, ze
              nieprawdziwa jest cała Jezycjada.
            • ding_yun Re: Pyzunia 19.07.09, 20:14
              jadwiga1350 napisała:
              >
              > Jeśli te wszystkie lata były tak bezsensowne dla Pyzy to znaczy że
              > nie była szcześliwa, mogła czuć brak miłości, akceptacji. A dziecko
              > zapełniało tę pustkę emocjonalną.Róża czuła się ważna i potrzebna.
              >
              > Jeśli poszła na studia tylko dla Frycka,a astronomia jej nie
              > interesowała, to mogła szukać świadomie czy też podświadomie powodów
              > żeby zrezygnować ze studiowania. A ciąża jest bardzo dobrym powodem.
              > Jestem matką, muszę myśleć o dziecku, nie mam czasu na naukę itp.
              >
              > Róża, choć bardzo młoda, mogła już być pogodzona z losem,zdawała
              > sobie sprawę że niczego już w życiu wiecej nie osiągnie(może w
              > związku ze złym wyborem kierunku studiów?)A dziecko, tworzenie
              > rodziny, to zawsze jakiś cel w życiu.

              Ależ na pewno tak było, masz rację. Tylko tym, co mnie osobiście wkurza jest
              promowanie takiej postawy w książkach dla młodych dziewcząt (to wszak główny
              target). MM, zwłaszcza ostatnimi czasy, postawiła sobie za cel wychowanie
              młodych pokoleń w duchu wartości bliskich jej sercu, czyli prorodzinnych i
              katolickich. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie robiła tego w sposób tak
              płytki i karykaturalny. Cała Żaba i CP są hymnem na cześć Pyzy, jej postawy i
              podejścia. Pyza ani przez chwilę nie przejawia cienia wątpliwości co do tego czy
              powinna urodzić i wychować sama dziecko, nie pojawia się w jej głowie nawet
              sekunda refleksji jak też będzie wyglądało jej dalsze życie samotnej matki na
              garnuszku rodziny i bez żadnego wykształcenia. Nie martwi jej, że nie ma żadnych
              zainteresowań i nigdy nie miała żadnych planów i ambicji. Nawet jej w głowie nie
              powstaje, że Frycek, jej rówieśnik, tyle już w życiu osiągnął, a ona, jakby na
              to nie patrzeć, absolutnie nic! I że teraz, kiedy ma dziecko, wypadałoby zrobić
              coś ze swoim życiem. Przecież każda kobieta w jej sytuacji musiałaby przeżywać
              chociaż ułamek z tych rozterek. MM opisuje zatem sytuację w zasadzie mało
              realistyczną i w dodatku promuje postawę, która na promowanie w żaden sposób nie
              zasługuje. Gdyby Pyza przetrawiła wszystkie swoje lęki, a następnie potraktowała
              dziecko jako bodziec do zmian i wystąpiła z jakimkolwiek planem na życie swoje i
              córeczki to wtedy taka postawa nadawałaby się do opisywania jako przykład
              wzorowego poradzenia sobie z trudną sytuacją. Na marginesie, posiadanie dziecka
              mogłoby być dla takiej mimozy jak Pyza jedynym ratunkiem, kopem na rozpęd.
              Niestety wygodniej jest uznać dziecko za jedyne usprawiedliwienie swojej
              egzystencji i trwać w takim bezruchu psychicznym. Co za komfort. Reasumując: MM
              mogłaby albo poruszać trudne tematy w książkach dydaktycznych dla młodych osób w
              sposób rozsądny, albo pominąć go zupełnie. A nie najpierw walić kazania, a potem
              opowiadać potem w wywiadach, że pisze się książki z założenie lekkie i dla
              dzieci, i dlatego "dorosłe" tematy nie będą tam poruszane
              • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 20:32
                Gdyż Pyza osiąga najważniejsze z kobiecych planów, ambicji i marzeń: staje się
                matką. Reszta jest nieistotna. Nastolatki czytające M.M. są edukowane, że furda
                wykształcenie, praca, zainteresowania, to zakładanie rodziny się liczy.
                Zgodzę się, że to drażniące i po mojemu również szkodliwe, bo promuje postawę
                bierną i de facto mocno roszczeniową wobec rodziców: wprawdzie pada słynna
                deklaracja o budce z kurczakami, ale wszak Pyza nie robi nic, by zyskać
                jakąkolwiek finansową niezależność od rodziny.

                Poza tym: dwudziestodwulatka z przekonaniem, że nic już w życiu nie osiągnie?
                Litości...
                • jadwiga1350 Re: Pyzunia 19.07.09, 21:04
                  > Poza tym: dwudziestodwulatka z przekonaniem, że nic już w życiu
                  nie osiągnie?
                  > Litości...

                  A czemu nie? Przecież coś takiego jak wiara w siebie nie zależy od
                  wieku!
                  Jeśli ktoś od kołyski słyszał że jest do niczego to i wieku 18 lat
                  może uważać że nic dobrego go nie spotka i nic nie osiągnie.

                  Pyza była uważana przez rodzinę za głupszą od młodszej siostry. Z
                  dowcipów Laury wszyscy się śmiali a na dowcip Róży nikt nie reagował.
                  Róża pomagała w domu, Laura nie.Róża brała odpowiedzialnoóśc za
                  wybryki młodszej siostry.
                  No więc mogła dziewczyna uznać, że skoro intelektem i dowcipem nie
                  dorówna Laurze to chociaż sprawdzi się jako dobra matka i żona.
                  • ding_yun Re: Pyzunia 19.07.09, 21:09
                    Wielokrotnie jest w Jeżycjadzie podkreślane, że Pyza ma intelekt wyższy od
                    przeciętnego, nawet sam prymus Schoppe stwierdza to zanim jeszcze rozpoczęli
                    swój piorunujacy romans, chociaż nie ma pojęcia na jakiej podstawie. A mam
                    wrażenie, że zasadniczo łatwiej jest nie starać się, nie próbować nie wysilać i
                    nie ryzykować, a od razu zamknąć w bezpiecznej roli matki i żony z przekonaniem,
                    że to rola najważniejsza i jedynie słuszna.
                    • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 21:16
                      Pewnie, po co sie ksztalcic, rozwijac umiejetnosci, po co miec hobby. Przeciez
                      mozna siedziec na garnuszku rodziny, pozwalac calej rodzinie skakaac wokol
                      siebie i dziecka i uwazac, ze juz sie wypelnilo zyciowa misje, powolujac na
                      swiat dziecko. Ktoremu swoja droga mozna bedzie w przyszlosci tylko wspolczuc
                      takiej biernej matki, ktorej ciezko bedzie kiedys sprawic, ze dziecko bedzie z
                      niej dumne.
                      • tygrys2112 Re: Pyzunia 20.07.09, 00:38
                        Wydaje mi się, że historia Róży miała nieść przekaz - jeśli
                        uwierzysz, to w co wierzysz się stanie (w tym wypadku powrót
                        Fryderyka). Czasami tak bywa. Ale przecież można by pokazać to w
                        inny sposób. Np. Fryderyk wraca, po jakimś czasie, ale Róża myśli w
                        międzyczasie: "Mieszkam z liczną rodziną. Nie mam miejsca.
                        Przytłacza mnie to. Jestem dla nich ciężarem finansowym. Muszę wziąć
                        się za jakąć pracę." Po czym opis, jak Róża szuka jakiejś pracy - w
                        gazetach, Internecie, czegokolwiek. I znajduje pracę w call center,
                        albo zdalną i coś tam ciuła. Po czym zjawia się Fryderyk i Róża z
                        ulgą dowiaduje się od niego, że coś tam uzbierał. On zatrudnia się
                        na uniwerku, albo w czymś innym i jakoś sobie razem radzą... Chyba,
                        że miała to być też postawa Penelopy - wierność ponad wszystko: mój
                        Odyseusz daleko, a ja czekam na niego wiernie.
                        • memphis90 Re: Pyzunia 23.07.09, 22:41
                          Jakiś wyjątkowo durny Odyseusz, skoro przez pół roku nie dzwoni, nie odpowiada
                          na maile, nie zastanawia go kompletny brak łączności z rodziną... Ten wątek
                          niewątpliwie się MM nie udał. Ale- w sumie dla mnie Jeżycjada kończy się na
                          Kalamburce, wszelkie nowości z przedszkolakami w roli głównej nie wzbudzają
                          mojego entuzjazmu...:/
                          • skrzydlate.bobry Re: Pyzunia 23.07.09, 23:33
                            memphis90 napisała:

                            > Jakiś wyjątkowo durny Odyseusz, skoro przez pół roku nie dzwoni, nie odpowiada
                            > na maile, nie zastanawia go kompletny brak łączności z rodziną... Ten wątek
                            > niewątpliwie się MM nie udał.

                            Tak, z tym się trzeba w pełni zgodzić. Próbuję sobie wyobrazić taką sytuację i
                            nijak mi nie wychodzi. Po tym pół roku to powinien się spodziewać co najmniej
                            karczemnej awantury, jeśli nie matki swojego dziecka w roli żony kogoś, kto
                            okazałby więcej zainteresowania :)
                  • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 21:14
                    Kto w rodzinie uwazal Pyze za glupia i do niczego? Oprocz Laury, ktora patrzyla
                    na nia z gory?
                    • aganoreg Re: Pyzunia 19.07.09, 21:18
                      dakota77 napisała:

                      > Kto w rodzinie uwazal Pyze za glupia i do niczego? Oprocz Laury, ktora patrzyla
                      > na nia z gory?

                      O nie! Nawet Tygrys mial moment slabosci:

                      Pozytywna bohaterka, jak zwykle, pupilka mamy, babci, dziadka, Grzegorza,
                      ciotek, wujów i pociotków pogodna i zadowolona z siebie w stu procentach, ta
                      zaręczona szczęściara, która zawsze wiedziała, jak postąpić, co powiedzieć i
                      czym się komu przypodobać.

                      (pomijam moje ulubione okreslenia typu cholerny promyczek :D)

                      Ale fakt, ze szczegolny podziw w Tygrysie wzbudza stosujac pluralis majestatis...
                    • andrzej585858 Re: Pyzunia 19.07.09, 21:27
                      Gdyby umieścić rodzinę Borejkow nie w Poznaniu ale własnie gdzieś na Podlasiu
                      czy też Mazurach i to nawet w mieście powiatowym , nawet gdyby rodzice posiadali
                      wykształcenie ale ojciec pracował własnie w bibliotece albo domu kultury i
                      umieścić tak w latach 70-tych to wcale to o czym mowi Pyza nie byłoby takie
                      nierealne i nierzeczywiste - chyba mam pecha że spędziłem młodość w takich
                      realiach no i nadal w nich mieszkam - ale to wcale nie były odosobnione
                      przypadki ze dziewczyny nawet szły na studia ale jakoś dziwnie szybko
                      wychodziły za mąż, rodziły dzieci i traciły kompletnie zainteresowanie jeżeli
                      chodzi o samorealizację - na pewno nie była to wiekszość ale dość duża grupa
                      zwłaszcza jeżeli rodzice musieli liczyć sie z kazdym groszem - takie były
                      realia no ale chyba nie w Poznaniu.
                      • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 21:34
                        Ale rozpatrujemy Pyze w takich a nie innych realiach, i w dodatku w rodzinie,
                        ktora bardzo ceni wyklsztalcenie o rozwoj osobisty. Przynajmniej w deklaracjach.
                    • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 21:27
                      Ale jak się tak zastanowić, to w wizerunku Róży pojawia się jakieś takie
                      lekceważenie wobec niej, ot, taka "poczciwa Różyczka", której można wejść na
                      głowę. Nie jest to ściśle związane z wykształceniem przecież, ale mamy moim
                      zdaniem skłonność do postrzegania osób nieasertywnych jako niespecjalnie
                      wyposażonych w intelekt.
                      Lojalnie jednak uprzedzam, że to dość nieuchwytne wrażenie, chwilowo nie podeprę
                      tego cytatami, więc pewnie przegram w tej dyskusji :P
                      • lezbobimbo Re: Pyzunia 20.07.09, 04:35
                        szprota napisała:
                        > Ale jak się tak zastanowić, to w wizerunku Róży pojawia się jakieś takie>
                        lekceważenie wobec niej, ot, taka "poczciwa Różyczka", której można wejść na> głowę

                        I przez to ona sie czuje bezsensownie przez tyle lat?

                        Ale kto ja wlasciwie tak lekcewazy wyraznie? Wg komentów odautorskich i pelnych
                        uznania mysli Gabomilowego Kombajnu od Pyzuni bije dobra moc, dzielna grzywka
                        itd. Ale to moze wlasnie tylko nieme mysli, wiec uczucia wlasciwie nie sa Pyzie
                        okazywane ani nawet omawiane? Tak jak i tez innym dzieciom gabowym.

                        No Laura jedna lekcewazy slownie, ale kogoz ona nie lekcewazy (poza tym jakaz
                        moc ma sprawcza jedna, a nielubiana nawet dziewczynka w calej starszej od niej
                        rodzinie:)
                        • szprota Re: Pyzunia 20.07.09, 19:21
                          lezbobimbo napisała:

                          I przez to ona sie czuje bezsensownie przez tyle lat?
                          [ciacham resztę, bo się w całości do tego staram odnieść, chcę tylko zaznaczyć,
                          do którego posta odpisuję]

                          Na pewno mogło to zaważyć na jej samoocenie.
                          Ja się głównie posiłkuję NiN, bo w tej części chyba najwięcej wiemy, co Pyzunia
                          myśli: widzimy ją płaczącą, gdy Laura wrednie podbiera jej pointę i ten płacz,
                          tak sobie myślę, był wynikiem narastającego przeczucia, że przy brylującej,
                          dowcipnej i do tego ślicznej młodszej siostrze jest do niczego.

                          Oczywiście: Róża wtedy wkracza dopiero w wiek dorastania, ma prawo do
                          rozchwiania emocjonalnego i pewnego przewrażliwienia (pamiętam siebie z tego
                          okresu, cóż za zwątpienie w siebie i oczy stale na mokrym miejscu), ale sam
                          układ sił pomiędzy siostrami nie zmienia się latami. Pyzunia jest poczciwa i
                          przykładna, a Tygrys błyskotliwy i kapryśny.

                          Nie wykluczam, że poddaję się urokowi tego kontrastu (zawsze uwielbiałam
                          opowieści o dwóch siostrach, w których jedna jest ta zła, a druga ta dobra, przy
                          czym najlepsze były te historie, w których role się z różnych przyczyn
                          odwracały; m.in. dlatego tak mnie drażni metamorfoza Laury w słodkie borejczątko
                          bez analogicznej transformacji Róży w gorzkie pyziaczątko) i jadę stereotypem.

                          Ale wszak mogę od Was oczekiwać, że podzielę się subiektywnym, nieuchwytnym
                          odczuciem wymykającym się racjonalnym argumentom, a Wy to solidnie
                          skontrargumentujecie posługując się wyłącznie rozumem i faktami, na co ja
                          pokiwam głową nad kulturą dyskusji, jak zawsze wysoką, na rozum przyznam Wam
                          rację, ale swoje odczucie zachowam?


                          PS obiecuję, że nie będę odnosiła się z litosierdziem wobec tych, które/ którzy
                          nie zakrzykną "Ach tak, miałam tak samo!" :P
                  • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 21:21
                    Chodzi mi nie o niewiarę w siebie, bo to istotnie jest niezależne od wieku, a
                    bardziej tę postawę "już nigdy", jakby jej życie było u schyłku, a nie, bądź co
                    bądź, u zarania.

                    Poza tym bardzo mnie przekonuje Twoja teoria. Pyza może była tą lepszą, ale
                    jednocześnie brzydszą (do "Imienin", zauważmy jednak, że w wiek pokwitania
                    wkraczała w mniej lub bardziej wyimaginowaną nadwagą, co u M.M. ex definitione
                    jest oznaką braku atrakcyjności, w Imieninach Różyczka nam wyrasta i chudnie, co
                    zauważa Natalia powrócona z Cypru) i głupszą (przytoczone przez Ciebie palenie
                    dowcipów). Pamiętam, że już gdzieś był wątek, na którym nasze zjeliciałe
                    forumowe harpie stwierdziły, że Pyzunia również zachowuje się jak niekochane
                    dziecko, żeby nie powiedzieć, że tworzy jeden z wzorców DDA. Gdyż swoją
                    dobrocią, uległością, uczynnością stara się zasłużyć na miłość, tak jakby nie
                    miała pewności, że jest kochana bezwarunkowo. Co w pewnym sensie tłumaczy jej
                    poczucie zapełnienia ramion przez małą Milę i odzyskania sensu w życiu: wreszcie
                    tę miłość bezwarunkową otrzyma.
                    • mama_kotula Re: Pyzunia 19.07.09, 21:26
                      Cytatw Imieninach Różyczka nam wyrasta i chudnie, co
                      zauważa Natalia powrócona z Cypru


                      Za pozwoleniem, to nie tak. Natalia po prostu stwierdziła, że taki komplement sprawi Pyzuni największą przyjemność, więc go nim obdarza, a faktycznie niewiadomo, czy Pyzunia schudła, czy nie.

                      Niemniej jednak Szprotko dobrze prawisz, przełom nastąpił w Imieninach - bo to w Imieninach wyznacznikiem nagłej atrakcyjności Róży jest to, że to ona nagle zyskuje stado adoratorów, a nie ta jaszczurka jej podła siostra :P
                      • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 21:43
                        Ale jest też mowa o diecie jakieś tam drakońskiej ilości kalorii z
                        przezroczystymi płatami twarogu i jakoś zawsze odnosiłam wrażenie, że Róża
                        stosuje ją już od dłuższego czasu.
                        Wcześniej jest konsekwentnie opisywana jako osoba krągła i po temu
                        nieaktrakcyjna (w NiN, jak właśnie policzyłam, słowo "pulchna" w odniesieniu do
                        różnych fragmentów Pyzuni pada sześciokrotnie).

                        I skądinąd, nawet jeśli nie schudnięcie się przyczyniło, w Imieninach oto mamy
                        do czynienia z tezą, że miarą atrakcyjności kobiety jest wyłącznie tabun
                        adoratorów. Co znów jest dydaktycznie szkodliwe (ach, gdzież ten postulat z IS o
                        polubieniu siebie w pierwszej kolejności!), gdyż uzależnia postrzeganie siebie i
                        swojej atrakcyjności od innych.
                        • aganoreg Re: Pyzunia 19.07.09, 21:45
                          szprota napisała:

                          > Ale jest też mowa o diecie jakieś tam drakońskiej ilości kalorii z
                          > przezroczystymi płatami twarogu i jakoś zawsze odnosiłam wrażenie, że Róża
                          > stosuje ją już od dłuższego czasu.

                          Ale jednoczesnie pada zdanie: zawsze mozesz zaczac diete od jutra, jak zwykle :D
                          • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 22:09
                            aganoreg napisała: Ale jednoczesnie pada zdanie: zawsze mozesz zaczac
                            diete od jutra, jak zwykle : D


                            Ale pada ono z jaszczurczych ust pokrzywowego Tygryska.
                            W Imieninach Laura przeżywa chyba największe oddalenie od siostry. Są
                            przedstawione w stałej opozycji, ale jakoś jednak związane, tymczasem w
                            Imieninach Róża, w intencji autorki, dorasta, czyli znajduje adoratorów, podczas
                            gdy Laura nie budzi ich zainteresowania, Róża jej się wymyka, nie ma na nią już,
                            w swoim mniemaniu, tak przemożnego wpływu (czy miała wcześniej, trudno
                            stwierdzić, bo mamy raczej tygrysią mowę pozornie zależną o płynięciu zgodnie z
                            falą, którą wzburza ona, Laura). Co uzasadnia taki komentarz, skądinąd szalenie
                            złośliwy. Niemniej moim zdaniem - wcale nie musi on być zgodny z tym, jak
                            istotnie Róża tę dietę stosowała.
                        • rozdzial43 Re: Pyzunia 19.07.09, 22:08
                          szprota napisała:

                          > Co znów jest dydaktycznie szkodliwe (ach, gdzież ten postulat z IS
                          > o
                          > polubieniu siebie w pierwszej kolejności!), gdyż uzależnia postrzeganie siebie
                          > i
                          > swojej atrakcyjności od innych.

                          Szprotko miła, ale przecież atrakcyjność z definicji odwołuje się do tego, jak
                          postrzegają nas inni, to są cechy pociągające innych, pozytywna postawa innych w
                          stosunku do nas. Nie ma zatem możliwości oceny swojej atrakcyjności bez tych innych.
                          Podoba mi się natomiast Twoja myśl, że można siebie postrzegać dobrze, tj. nie
                          zwątpić w swoją wartość, nawet, gdy dla otaczających nas innych nie jesteśmy
                          atrakcyjni. Wątpię jednak, czy należałoby czynić wzorzec dydaktyczny z
                          którejkolwiek z postaw: czy to ubiegania się o uznania nas za atrakcyjnych, czy
                          to "mania w nosie" jak nas postrzegają inni.

                          Swoją drogą bardzo lubie Gabusię z KK za "manie w nosie", żółtą firankę i
                          bezpretensjonalne dżinsy Odra.
                          • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 22:21
                            Rozdzialiku, myślę, że nie dodefiniowałam słowa atrakcyjność. Pamiętam, że na wątku postponującym Robrojka jako ojca udało mi się to jakoś sformułować. W dużym skrócie, dla mnie nie jest ona ściśle i wyłącznie związana z przymiotami cielesnymi, lecz raczej ogólną aurą zadowolenia z siebie, zdrowej zmysłowości i pewności siebie. Zatem należy sobie zadać pytanie, co wpływa na co: reakcja otoczenia na naszą atrakcyjność, czy też nasze wewnętrzne przekonanie o własnej wartości pojmowanej całościowo wpływa na reakcję otoczenia.
                            Oczywiście, że łatwiej mi się wierzy w siebie, gdy kolega z pracy mówi, że ładnie wyglądam, a przyjaciółka chwali udany makijaż.
                            Jednakowoż też wiem, że gdy ludziom mówię, że jestem fajna babka, to oni to kupują - o ile mówię przekonująco.
                            M.M. moim zdaniem powinna promować postawę (jak nie przepadam za Krysią Aguillerą, tak ta piosenka jej wyszła) You are beautiful no matter what they say/ Words can't bring you down . Nie tylko w warstwie deklaratywnej, ale również poprzez prowadzenie postaci i rozwój wydarzeń, a to jej się niestety nie udaje.
                            • rozdzial43 Re: Pyzunia 19.07.09, 22:38
                              szprota napisała:

                              > M.M. moim zdaniem powinna promować postawę (jak nie przepadam za Krysią Aguille
                              > rą, tak ta piosenka jej wyszła) You are beautiful no matter what they say/ W
                              > ords can't bring you down
                              .
                              > .

                              Ha! Kochana Szprotko toż znamy takich, co się przejęli takim hasłem i co by im
                              nie powiedzieć, jakich słów nie uzyć, to i tak będą się uważali za pięknych,
                              chociaż brzydota ich w oczy kole. Cała historia zapchana jest takimi jednostkami.

                              Dla mnie atrakcyjność w ogóle nie jest związana z zaletami ciała. To znaczy są
                              dla mnie atrakcyjne pewne cechy fizyczne u facetów, ale to się ma nijak do
                              obecnych tabloidowych kanonów. No i chodzi tu o jeden z wielu rodzajów
                              atrakcyjności.

                              Nie czytałam chyba wątku z Robrojkiem i nie wiem o co w nim chodziło, ale dla
                              mnie osobiście Bella jest bardzo atrakcyjna.

                              • anutek115 Re: Pyzunia 19.07.09, 22:40
                                rozdzial43 napisała:

                                > Nie czytałam chyba wątku z Robrojkiem i nie wiem o co w nim chodziło, ale dla
                                > mnie osobiście Bella jest bardzo atrakcyjna.
                                >
                                Mniej więcej o to, że dla nas wszystkich też... :-)
                              • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 23:13
                                Cytat rozdzial43 napisała:

                                Ha! Kochana Szprotko toż znamy takich, co się przejęli takim hasłem i co by im nie powiedzieć, jakich słów nie uzyć, to i tak będą się uważali za pięknych, chociaż brzydota ich w oczy kole. Cała historia zapchana jest takimi jednostkami.

                                Dla mnie atrakcyjność w ogóle nie jest związana z zaletami ciała. To znaczy są dla mnie atrakcyjne pewne cechy fizyczne u facetów, ale to się ma nijak do obecnych tabloidowych kanonów. No i chodzi tu o jeden z wielu rodzajów atrakcyjności.


                                Czekaj, kochana, bo ja tu widzę pewną sprzeczność: najpierw piszesz o ludziach, którzy wierzą w swoją atrakcyjność, a jednak są brzydcy, a zaraz potem, że atrakcyjność nie jest związana z wyglądem fizycznym. Zatem jak rozumiem, masz jakiś wzorzec atrakcyjności, który pozwala Ci ocenić, że ktoś jest brzydki. Czy mamy przez to rozumieć, że brzydotę wyabstrahowujesz jakoś z wyglądu? Czy też może, że tąże brzydotę widzisz w inny sposób, niż chciałyby tabloidy? (w tym drugim przypadku możemy sobie podać ręce). Aczkolwiek nadal postuluję, że jeśli ktoś wierzy, że jest atrakcyjny, to po prostu jest. Emanuje sobie tym i otoczenie daje się nabrać ;)

                                CytatNie czytałam chyba wątku z Robrojkiem i nie wiem o co w nim chodziło, ale dla mnie osobiście Bella jest bardzo atrakcyjna.
                                Dla mnie też. Ale jest opisywana jako pulchna, niewysoka (będę się czepiać tego, że dla M.M. ładne to, co wysokie i smukłe) i raczej komiczna niż ładna, pomijając zachwyconego Przeszczepa.
                                Zaś Robrojka rozsmarowała po ścianie Lezbobimbo, a kilka innych osób (nie pomnę teraz, kto dokładnie) przyklepało resztki za jego refleksję, że skoro jest nieatrakcyjna (kochający ojciec tak myśli o córce!), to czeka ją w życiu dyskwalifikacja (aaargh!).
                            • tygrys2112 Re: Pyzunia 20.07.09, 01:02
                              Można czuć się atrakcyjnie, ale atrakcyjność jako taka jest
                              przyciąganiem kogoś innego. jeśli mówisz przykładowo, że jakaś
                              oferta jest atrakcyjna, oznacza to, że trafi(a) w gusta klientów.
                              To o czym mówisz, to świadomość własnej atrakcyjności lub wiara w
                              nią. Już to chyba kiedyś pisałam, ale z własnych obserwacji
                              wnioskuję, że podnosi atrakcyjność w oczach innych.

                              Jeszcze co do atrakcyjności w sensie stricte,
                              wydaje mi się, że nie istnieje coś takiego jak bezwzględna
                              atrakcyjność. Bardzo mi się podobały słowa Katarzyny Herman w
                              którymś z wywiadów, że w pewnym momencie zrozumiała, że nie może się
                              podobać wszystkim. Myślę, że coś w tym jest.

                              Co do Róży, pulchność wcale nie musi oznaczać braku atrakcyjności.
                              Jedni lubią pulchne, drudzy szczupłe, a jeszcze trzeci jedne i
                              drugie. Tak jak mojej koleżance podobają się typy w stylu Leo di
                              Caprio, a ja uważam ten typ mężczyzn za kompletnie aseksualny.
                              • szprota Re: Pyzunia 20.07.09, 19:31
                                tygrys2112 napisała:

                                Można czuć się atrakcyjnie, ale atrakcyjność jako taka jest przyciąganiem kogoś
                                innego. jeśli mówisz przykładowo, że jakaś oferta jest atrakcyjna, oznacza to,
                                że trafi(a) w gusta klientów.
                                To o czym mówisz, to świadomość własnej atrakcyjności lub wiara w nią. Już to
                                chyba kiedyś pisałam, ale z własnych obserwacji wnioskuję, że podnosi
                                atrakcyjność w oczach innych.

                                Jeszcze co do atrakcyjności w sensie stricte, wydaje mi się, że nie istnieje coś
                                takiego jak bezwzględna atrakcyjność. Bardzo mi się podobały słowa Katarzyny
                                Herman w którymś z wywiadów, że w pewnym momencie zrozumiała, że nie może się
                                podobać wszystkim. Myślę, że coś w tym jest.


                                O widzisz, drogi Tygrysie, udało Ci się ująć to, co chciałam przekazać.
                                Dokładnie tak myślę.

                                tygrys2112 napisała: Co do Róży, pulchność wcale nie musi oznaczać braku
                                atrakcyjności. Jedni lubią pulchne, drudzy szczupłe, a jeszcze trzeci jedne i
                                drugie. Tak jak mojej koleżance podobają się typy w stylu Leo di Caprio, a ja
                                uważam ten typ mężczyzn za kompletnie aseksualny.

                                Zatem, aby była ścisłość: w żadnym, absolutnie żadnym przypadku nie sugeruję, że
                                atrakcyjność idzie w parze z krągłością czy smukłością. Raczej zżymam się na
                                M.M., która najładniejsze bohaterki (ze szlachetnym wyjątkiem Pulpecji, której
                                tusza jest jednak co krok podkreślana jako wykraczająca poza jakieś normy)
                                tworzy smukłe i co najmniej średniego wzrostu.
                                Natomiast ze swoich upodobań mogę rzec, że śliczni panowie w stylu Leo Di Caprio
                                odpadają absolutnie, albowiem są dla mnie sterylni. Podobnie względem kobiet
                                zdecydowanie większe wrażenie robią na mnie krągłe brunetki (Mama Żakowa) niż
                                długonogie blondynki (Bebe - byrzydal!).
                                • miau78 Re: Pyzunia 20.07.09, 19:34
                                  Jak dobrze, że jestem krągłą... szatynką.
                                  • szprota Re: Pyzunia 20.07.09, 20:06
                                    miau78 napisała:

                                    > Jak dobrze, że jestem krągłą... szatynką.

                                    No widzisz, jednak Ci trochę brakuje do ideału :P
                                    • miau78 Re: Pyzunia 20.07.09, 20:17
                                      szprota napisała:

                                      > No widzisz, jednak Ci trochę brakuje do ideału :P

                                      To niemożliwe. Jestem najlepszym przykładem idealnej Miau, w rozmiarze większym
                                      niż ogólnie przyjęty i generalnie zadowolonej z siebie. Poza tymi momentami,
                                      kiedy nie jestem zadowolona, ale to tak rzadko:D
                                      No ale nie miejsce tutaj na to.
                      • aganoreg Re: Pyzunia 19.07.09, 21:44
                        mama_kotula napisała:

                        > Niemniej jednak Szprotko dobrze prawisz, przełom nastąpił w Imieninach - bo to
                        > w Imieninach wyznacznikiem nagłej atrakcyjności Róży jest to, że to ona nagle z
                        > yskuje stado adoratorów, a nie ta jaszczurka jej podła siostra :P
                        >

                        Zgadza sie. Ale to chyba rzeczywiscie glownie dlatego, ze jaszczurka liczy sobie
                        wowczas lat trzynascie :D
                        • ginestra Re: Pyzunia 19.07.09, 22:46
                          Hej,
                          ja to już kiedyś pisałam na forum, ale powtórzę, że dla mnie to zdanie o pustych
                          ramionach jest TYLKO I WYŁĄCZNIE próbą przełożenia na ludzki język pewnego
                          uczucia, które jest na ten ludzki język nieprzekładalne!

                          Takiego uczucia, które nie tylko jest falą ogromnej miłości i czułości, która
                          matkę wypełnia po brzegi, ale jest też jak gdyby jednocześnie mieszanką i
                          OLŚNIENIA (a więc czegoś nowego), jak i odczucia OCZYWISTOŚCI (czyli czegoś
                          znajomego) - czyli tego, że oto to dziecko jest teraz w moich ramionach. Takie
                          coś na kształt: "trudno uwierzyć, że Cię nie było, a teraz jesteś!" albo "no
                          tak!, no pewnie!, to Ty jesteś moim dzieckiem, Ty pasujesz do moich ramion, Ty i
                          nikt inny na świecie! To na Ciebie czekałam 9 miesięcy!". Można to porównać do
                          nagłego odczucia, że się otrzymało rozwiązanie jakiejś niesamowicie ważnej
                          zagadki, która okazała się prosta, a w tym, że prosta, jest po prostu
                          oszałamiająco piękna!

                          No, nie wiem, nie wiem kompletnie jak to przełożyć na ludzki język, choć to
                          uczucie żywo pamiętam. (Może też dlatego, że je sobie przypominam dość często). :)

                          Jak dla mnie w tych słowach z książki nie ma w ogóle pragmatycznej oceny
                          przez Różę jej poprzedniego życia, a tylko jest zapis tego metafizycznego
                          uczucia, tego jakby rozwiązania zagadki, nagłego dopełnienia wiedzy o sobie,
                          tego instynktownego poczucia jedności z dzieckiem trzymanym w ramionach, tego
                          właśnie specyficznego MOMENTU. I niczym więcej!

                          Ja w każdym razie tego typu uczucie pamiętam. Mam taką nadzieję, że i inne matki
                          tego doświadczyły, i że na przykład nasza forumowa koleżanka, która niedługo
                          urodzi dziecko :), też się tu dopisze i potwierdzi to wrażenie, jak już będzie
                          miała za sobą ten moment, że swoje nowo narodzone dziecko będzie trzymała w
                          ramionach. Myślę, że będzie to uczucie miała "na świeżo" w pamięci i, być może,
                          znajdzie właściwe słowa i potwierdzenie, że Musierowicz chciała właśnie ten
                          moment, a nie cokolwiek innego, oddać w inkryminowanej scenie. :)

                          Pozdrawiam!
                          • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 22:49
                            Gdyby Pyza po prostu wyrazila radosc, ze teraz moze juz przytulic dziecko, na
                            ktore czekala 9 miesiecy, nie byloby problemu. Ale mowa o tych wszystkich
                            bezsensownych latach.
                          • verdana Re: Pyzunia 19.07.09, 22:53
                            Hm, ja akurat takiego uczucia nigdy nie miałam. Tzn. radość, ze
                            dziecko jest - tak. Uczucia, ze przed nim "ramiona byly puste' i ze
                            żylam dla tej chwili - nic z tego. Gorzej - nawet przy noworodku nie
                            mialam uczucia, ze dziecko jest dla mnie najwyzszym celem, tym co
                            jedynie się w zyciu liczy. Niestety, jako osoba przyziemna nie
                            odczuwałam nic z metafizyki...
                            Trzeba tez zwrocić uwage, DLA KOGO sa książki MM. Na pewno nie dla
                            matek, tylko dla mlodych , bezdzietnych dziewczyn. Dla nich to
                            zdanie będzie oczywiste - zycie bez dziecka to zycie puste, w
                            porownaniu z posiadaniem dziecka nic w zyciu nie jest i nie bylo
                            wazne.
                            To niedobry przekaz, niestety.
                            • ginestra Re: Pyzunia 19.07.09, 23:35
                              Rozumiem Was, nie przekonuję, tylko ja po prostu to zdanie odbieram tak, że pani
                              MM pisząc te słowa nie myślała w ogóle o targecie, ani o tym, jak można by te
                              słowa interpretować, tylko akurat przypadkiem taką się posłużyła metaforą.

                              Moim zdaniem nie da się tego uczucia, które próbowałam wyżej opisać, wyrazić
                              tak, że to była tylko radość z dziecka, albo, że dziecko jest najwyższym celem,
                              a wszystko inne jest nie ważne, bo jak kulą w płot.

                              To jest zupełnie inna emocja - moment takiego połączenia nowej wiedzy o sobie
                              samej (bo wcześniej się tej wiedzy siłą rzeczy nie miało, bo skąd, a teraz nagle
                              się ją sobie uświadamia) z odczuciem takiej niezwykłej realności, że naprawdę to
                              jestem konkretnie ja (sama we wszechświecie, konkretnie ja, z moją historią) i
                              trzymam moje dziecko, które właśnie się pojawiło, jak cudowny prezent,
                              specjalnie dla mnie, nie wiadomo skąd, też chyba z wszechświata. I że teraz,
                              trzymając je w ramionach czuję, że uchyliła się jakaś wielka tajemnica dotycząca
                              mojego losu. Że czas sobie płynął, urodziłam się kiedyś tam, moje życie biegło,
                              a nie wiedziałam, że ten czas spokojnie płynął i szykował mi taki wielki,
                              wzruszający moment jak dziś: moment udziału w jakiejś niesamowitej tajemnicy.
                              W takiej chwili, jak gdyby, to wcześniejsze życie nie istnieje, a istnieje tylko
                              ta chwila.

                              No to tak w przybliżeniu, nieudolnie próbuję to wyrazić. :)

                              Szkoda, ja myślałam, że każda matka takiego uczucia doświadcza, a nie tylko ja.
                              Nie wiem co o tym myśleć, ale wygląda mi na to, że albo się doświadcza albo nie,
                              ale szkoda bardzo, jeśli się nie doświadcza, bo to jest piękne uczucie i
                              przywoływanie go sobie pomaga potem w życiu w kontakcie z dziećmi, jak one
                              rosną, jak wchodzą w wiek dojrzewania i w ogóle. Przynajmniej tak to odczuwam.

                              A więc, ja myślę, że w ogóle nieistotne są słowa użyte w tym zdaniu, bo nie są
                              one przecież zapisem racjonalnego myślenia Róży, która na chłodno robi bilans
                              swojego życia, tylko zapisem takiej krótkiej chwili, ewidentnie zapisem emocji.
                              Pozdrawiam!
                              • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 23:39
                                Jak to nie wiadomo skad dziecko sie wzielo?:). Myslalam, ze to tylko PYza nie
                                wie, skad sie biora dzieci;-)
                                • lezbobimbo Re: Pyzunia 20.07.09, 04:24
                                  dakota77 napisała:
                                  > Myslalam, ze to tylko PYza nie> wie, skad sie biora dzieci;-)

                                  Pyza chyba nadal byla nabuzowana tym winem, za pomoca ktorego uwiodla Frycka i
                                  nie czula, gdy rodzila :)
                              • mama_kotula Re: Pyzunia 19.07.09, 23:43
                                Cytat
                                Szkoda, ja myślałam, że każda matka takiego uczucia doświadcza, a nie tylko ja. Nie wiem co o tym myśleć, ale wygląda mi na to, że albo się doświadcza albo nie, ale szkoda bardzo, jeśli się nie doświadcza, bo to jest piękne uczucie i przywoływanie go sobie pomaga potem w życiu w kontakcie z dziećmi, jak one rosną, jak wchodzą w wiek dojrzewania i w ogóle.


                                No przepraszam najmocniej, ale teraz mnie zatrzęsło.
                                Ten fragment zieje mi argumentacją podobną do argumentacji wykazującej wyższość metafizyczną porodu naturalnego nad zabiegowym.

                                W skrócie "SZKODA = jesteś biedna, bo czegoś tam nie odczułaś, nie będziesz sobie mogła pomóc w kontakcie z dziećmi, przywołując to piękne metafizyczne uczucie" i inne sra ta ta ta ubrane w piękne słówka.
                                Nie odczułam tej metafizyki, dziecko przyjęłam jako coś naturalnego, a nie jako prezent od ojojoj wszechświata, jako tajemnicę, jako cokolwiek takiego. Możecie się za mnie pomodlić, realnie trzeźwą do bólu i mało metafizyczną.

                                --
                                I'm weird, but I'm not strange!
                                • dakota77 Re: Pyzunia 19.07.09, 23:48
                                  Nie martw sie, niektorzy jeszcze cenia trzezwe myslenie:)
                                  Moim zdaniem dziecko mozna kochac po prostu, bez metafizyki i taniego
                                  sentymentalizmu rodem z Harlekina.
                                  • mama_kotula Re: Pyzunia 19.07.09, 23:57
                                    Dakotko, kiedy mi nawet nie chodzi o "trzeźwe myślenie" i "sentymentalizm rodem z harlekina" (nota bene nie uważam tego za harlekinowe).
                                    Mną tylko telepie, jak ktoś wyraża ŻAL, ubolewanie ("szkoda, że..."), że ktoś inny czegoś nie ODCZUŁ. No kurza jego twarz, komuś ma być mnie SZKODA, bo nie odczułam metafizycznego zespolenia z dzieckiem-tajemnicą z wszechświata? Niedoczekanie :P
                                    • dakota77 Re: Pyzunia 20.07.09, 00:01
                                      Alez ja rozumiem twoje odczucia, bo ktos kto odczul, stawia sie w pozycji
                                      lepszego, skoro wlasnie odczul:P
                                      Tylko ze twierdze, ze ubolewanie nie ma miejscu, bo nie wszystko musi byc
                                      metafizycznie, tajemnicze i nie wiadomo skad sie biorace. Znaczy, z wszechswiata.
                                    • mika_p Re: Pyzunia 28.07.09, 23:25
                                      mama_kotula napisała:
                                      > Mną tylko telepie, jak ktoś wyraża ŻAL, ubolewanie ("szkoda, że..."), że
                                      > ktoś i inny czegoś nie ODCZUŁ. No kurza jego twarz, komuś ma być mnie
                                      > SZKODA, bo nie odczułam metafizycznego zespolenia z dzieckiem-tajemnicą z
                                      > wszechświata? Niedoczekanie :P

                                      Czepiasz się, Kotula. To chyba naturalne odczucie: czujesz coś wspaniałego, inna
                                      osoba ma techniczne przesłanki, żeby też to odczuć (widzi ten sam piękny widok
                                      co ty, je tę samą zachwycającą potrawę) i jej to nie rusza. Można jej
                                      powspółczuć, że ma inną wrażliwość i jej nie zachwyca coś, co to tobie daje
                                      takie ekstatyczne/metafizyczne odczucia.

                                      A co do pustych ramion... to mnie się wydawało, że chodzi o inny moment. Miałam
                                      taki moment pod koniec pierwszej ciąży, kiedy już tylko czekałam i czekałam, i
                                      bezsensem było dla mnie to czekanie z pustymi ramionami, skoro mogłabym już
                                      przytulać dziecko.
                                      Myślałam, że każda to przeżywa ;) i że pani MM próbowała to opisać, tylko z
                                      uwagi na odległość od własnych ciąż pomyliła momenty ;)
                                      • dakota77 Re: Pyzunia 29.07.09, 07:46
                                        A widzisz, uderzasz w ten sam ton, co post, ktory wywolal tu taka dyskusje.
                                        Piszesz, ze mozna "powspolczuc ze ktos ma inna wrazliwosc". Skoro wspolczuc, to
                                        znaczy, ze ta inna rowna sie gorsza. Ale to Kotula sie czepia. Interesujaca teoria.
                                      • kaliope3 Re: Pyzunia 29.07.09, 08:08
                                        Wiesz, Miko,tego typu "współczucie" to jednak uczucie pewnej
                                        wyższości jest. Współczuć to ja mogę komuś w jego nieszczęściu.
                                        Skoro współczuję dlatego że ktoś nie odczuwa tego co ja, to z góry
                                        zakładam że to moje odczuwanie to uczucie wyższego rzędu i
                                        najwyraźniej dla innych niedostępne. Tym samym ja jestem jakoś
                                        lepiej ukształtowana wewnętrznie bo zdolna do tak wzniosłych emocji.
                                        Ja tam szczęśliwie nie odczułam uczucia wielkiej przykrości po
                                        poście Ginestry, a to dlatego że już tyle teorii na temat
                                        macierzyństwa słyszałam,że gdybym miała się tym przejmować uznałabym
                                        siebie za matkę wyrodną i dysfunkcyjną już dawno temu.
                                      • mama_kotula Re: Pyzunia 29.07.09, 10:02
                                        CytatMożna jej powspółczuć, że ma inną wrażliwość i jej nie zachwyca coś, co to tobie daje takie ekstatyczne/metafizyczne odczucia.

                                        Współczucie z powodu innej wrażliwości nasuwa sugestię, że ta wrażliwość jest gorsza i uboższa niż moja. Bo jakby była równa, to by nie trzeba było z jej powodu współczuć.

                                        Poza tym jaki to powód do współczucia - "inna wrażliwość"? Równie dobrze mogłabym komuś współczuć, że nie lubi jeść kapusty. Albo, że nie squirtuje podczas orgazmu, szkoda, że tego nie robi, bo samo przywołanie tego ekstatycznego odczucia naprawdę pomaga podniecić partnera kiedy pojawią się problemy łóżkowe (jednym słowem, mam bogatszy repertuar łóżkowy niż ty, czyli jestem w tym łóżku lepsza i nawet mi to poprawiło humor przy poniedziałku... eee, znaczy środzie).

                                        Radość, że ja mam, a ty nie masz jest jak najbardziej naturalna i pierwotna. Natomiast, jeśli się deklaruje wrażliwośc i empatię, to warto myśleć, zanim się chlapnie.
                                        • mmaupa Re: Pyzunia 29.07.09, 11:26
                                          > Poza tym jaki to powód do współczucia - "inna wrażliwość"? Równie dobrze mogłab
                                          > ym komuś współczuć, że nie lubi jeść kapusty.

                                          No właśnie o to chodzi, że masz święte prawo (według mnie) powspółczuć komuś
                                          dlatego, że nie lubi kapusty - bo twoim zdaniem bigos to najlepsza potrawa na
                                          świecie i doznajesz niewysłowionej rozkoszy zajadając się tą potrawą, a żyłaś w
                                          przekonaniu, że wszyscy za kapustą przepadają tak jak ty. Z kolei osoba, której
                                          współczujesz, może zamiast kapusty lubić pomidory i współczuć tobie braku
                                          orgazmicznego uczucia przy konsumpcji pomidorówki. I co w tym złego? Jedna
                                          odczuwa macierzyństwo tak, druga inaczej, obie wyrażają ubolewanie, że się
                                          wzajemnie nie zrozumieją.
                                          • kaliope3 Re: Pyzunia 29.07.09, 12:06
                                            Tylko że, Mmaupo kochana, kwestia macierzyństwa jest jednak
                                            delikatniejszej próby i wyzwala,o czym powszechnie wiadomo, dużo
                                            skrajnych czasem emocji. Jakkolwiek mnie to nie ruszyło, rozumiem
                                            osoby które poczuły się trochę nieprzyjemnie.Inna rzecz,że nie ma
                                            sensu tego rozdmuchiwać i wracać bez końca do tego tematu.
                                            • mmaupa Re: Pyzunia 29.07.09, 12:14
                                              Tyż racja. Mnie - antymusierowiczowsko, feministycznie i podle bezdzietnej -
                                              sprawa zwisa i powiewa, ale pewnie odbiór miałabym inny po zapełnieniu ramion.
                                              • verdana Re: Pyzunia 29.07.09, 12:27
                                                Współczuc to sobie mozna. Ale juz wysnuwac wniosków typu "bardzo Ci
                                                współczuje, ze nie jesz kapusty, bo nie tylko tracisz wspaniale
                                                odczucia, ale tracisz szanse, aby naprawde dobrze gotowac, bo
                                                umiejetność spożywania ze smakiem kapusty jest do tego niezwykle
                                                przydatna - wiem to z doswiadczenia" - raczej się nie powinno.
                                                • mmaupa Re: Pyzunia 29.07.09, 12:35
                                                  verdana napisała:

                                                  > Współczuc to sobie mozna. Ale juz wysnuwac wniosków typu "bardzo Ci
                                                  > współczuje, ze nie jesz kapusty, bo nie tylko tracisz wspaniale
                                                  > odczucia, ale tracisz szanse, aby naprawde dobrze gotowac, bo
                                                  > umiejetność spożywania ze smakiem kapusty jest do tego niezwykle
                                                  > przydatna - wiem to z doswiadczenia" - raczej się nie powinno.

                                                  Wznosząc się na coraz wyższe poziomy abstrakcji, argumentuję:

                                                  Nie powinno się wnioskować jak powyżej, ale można stwierdzić: lubienie kapusty
                                                  przydaje się przy przygotowywaniu wigilijnej wieczerzy. A że u kogoś na Wigilię
                                                  zamiast kapusty z grzybami jest ryba po grecku w pomidorach, to przecież jego
                                                  sprawa.
                                                  • verdana Re: Pyzunia 29.07.09, 12:38
                                                    Obawiam sie, ze Twoj przyklad nie jest dobry:) Albowiem wieczerze
                                                    się spozywa ze smakiem lub bez i tyle. A w tym wypadku nielubienie
                                                    kapusty odbija się na całym życiu - raczej nikt w Twoim domu dobrze
                                                    nie zje, bo kapusty nie lubisz.
                                                  • mmaupa Re: Pyzunia 29.07.09, 13:23
                                                    No nic, zostawmy w takim razie kapustę i wróćmy do meritum, czyli apatycznej (i
                                                    rzekomo apetycznej również) Pyzuni.
                                          • mama_kotula Re: Pyzunia 29.07.09, 13:26

                                            > No właśnie o to chodzi, że masz święte prawo (według mnie) powspółczuć komuś
                                            > dlatego, że nie lubi kapusty - bo twoim zdaniem bigos to najlepsza potrawa na
                                            > świecie i doznajesz niewysłowionej rozkoszy zajadając się tą potrawą, a żyłaś w
                                            > przekonaniu, że wszyscy za kapustą przepadają tak jak ty.



                                            No właśnie oczywiście, że mam święte prawo współczuć, napisałam to u siebie, że powspółczuć sobie można i nawet mozna pozacieszać, że ja lubię, a ty nie doznasz tego.

                                            Natomiast mi cały czas chodzi o to, że trzeba MYŚLEĆ, po czym się chlasta. Jak ktoś ci mówi "sprawiłeś mi przykrość", to - jeśli deklarujesz się jako osoba wrażliwa i empatyczna - nie dodajesz do tego "no to jak ci sprawiłem, to przepraszam, ale wiesz, nawet się cieszę, że tak jest" (=cieszę się z rzeczy,która sprawiła ci przykrość).

                                            Brutalnie - powiedziałabyś do kogoś "ach jakże ci współczuję, że ci matka umarła, bo wiesz, moja żyje i mogę się do niej przytulić. w sumie to nawet się cieszę, że moja rodzina ma w genach długowieczność".
                                            • mama_kotula Ech kurcze, zamotałam się 29.07.09, 13:37
                                              Chodziło mi o to, że można sobie powspółczuć wszystkiego, mimo, że jest to
                                              czasem bez sensu. Tylko że wtedy trzeba mieć świadomość, że to współczucie jest
                                              wartościujące. O.
                                • anutek115 Re: Pyzunia 20.07.09, 09:20
                                  mama_kotula napisała:

                                  > W skrócie "SZKODA = jesteś biedna, bo czegoś tam nie odczułaś, nie będziesz sob
                                  > ie mogła pomóc w kontakcie z dziećmi, przywołując to piękne metafizyczne uczuci
                                  > e" i inne sra ta ta ta ubrane w piękne słówka.

                                  Mamo_KOtula DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, że to napisałaś! Ja bym się nie
                                  odważyła, bo (co zauwazyłam ostatnio) po tych wszystkich zarzutach o naszej
                                  emocjonalności, co nie szanuje uczuć innych zaczynam się cenzurować, i tylko
                                  mnie wewnątrz trzęsie, ja sobie chyba naprawdę przerwe w pisaniu zrobię... Ale
                                  tu mnie tapnęło zdrowo!

                                  Co to znaczy "szkoda"? Zapewne to, że nie kocham moich dzieci tak jak te matki,
                                  którym metafizyka rozjasniła ich dotąd puste zycie i zapełniła ramiona? Cóż,
                                  mnie nie rozjaśniła. Ja zawsze, jak byłam w ciąży, zaraz po porodzie i teraz też
                                  dostaje piany na uściech, jak mi ktoś mówi czy tylko sugeruje, że TERAZ to juz
                                  wiem, po co żyłam, bo mam dziecko. TERAZ to już osiągnęłam to, co naprawdę
                                  istotne. Bo poprzednie parę lat to się w ogóle nie liczyło. Przezyłam je jakoś,
                                  ale w poczuciu dominującej pustki... Nie? Znaczy, złą matką jestem!!!

                                  Pierwsza myśl, jak zobaczyłam mojego starszego brzmiała "Rany kota, to ja!!!",
                                  bo jego podobieństwo do mnie było wstrząsające, nie wierzyłam w takie u
                                  noworodków. Pierwsza myśl, jak zobaczyłam młodszego to było "Jakie on ma piękne
                                  usta!!!". Pamiętam ciekawość, jak tez one wyglądają. Ale żadnego "To ty!!!
                                  Nareszcie!!!" nie pamiętam. A pzreciez uwielbiam wspominac mój poród, dał mi
                                  ogromnego, pozytywnego kopa i jest z jednym z najlepszych moich wspomnień. Tyle,
                                  że nie uznaję go za koronę mojego istnienia.

                                  > Nie odczułam tej metafizyki, dziecko przyjęłam jako coś naturalnego, a nie jako
                                  > prezent od ojojoj wszechświata, jako tajemnicę, jako cokolwiek takiego. Możeci
                                  > e się za mnie pomodlić, realnie trzeźwą do bólu i mało metafizyczną.
                                  >
                                  To jest nas trzy (z Verdaną). Tych złych matek bez wyższych uczuć ;-D.

                                  > --
                                  > I'm weird, but I'm not strange!
                                  • mama_kotula Re: Pyzunia 20.07.09, 09:36
                                    CytatJa bym się nie odważyła, bo (co zauwazyłam ostatnio) po tych wszystkich zarzutach o naszej emocjonalności, co nie szanuje uczuć innych zaczynam się cenzurować, i tylko mnie wewnątrz trzęsie

                                    No, ja przeważnie nie przyglądam się po czym chlastam ;). Zresztą na chlastanie bez krzty szacunku oraz na brak uczuć wyższych mam papier od lekarza od głowy (bezczelna wymówka, wiem :P).

                                    Gdzie te zarzuty były, czy ja czegoś nie doczytałam? Aaaaa - chodzi o zarzuty, że lelije odstraszamy? Nasza miła Ginestra nie lelija, czuję się rozgrzeszona :P
                                  • andrzej585858 Re: Pyzunia 20.07.09, 09:40
                                    anutek115 napisała:

                                    > To jest nas trzy (z Verdaną). Tych złych matek bez wyższych uczuć ;-D.

                                    Trochę więcej moja żona twierdzi że też miała podobne odczucia.- tylko kto
                                    powiedział że brak takowych jest tożsamy z byciem złą matką ?



                                    • verdana Re: Pyzunia 20.07.09, 11:28
                                      Ze złą nie, ale z gorsza. Bo tylko metafizyczne odczucia zapewniaja
                                      dobry kontakt z dzieckiem - takze kilkanascie lat póxniej. "bo to
                                      jest piękne uczucie i przywoływanie go sobie pomaga potem w życiu w
                                      kontakcie z dziećmi, jak one rosną, jak wchodzą w wiek dojrzewania i
                                      w ogóle." Rozumiem, ze jak się tego uczucia nie przywola, to z
                                      nastolatkiem nie da się wytrzymać - tylko wspominanie, jak bylo
                                      pięknie przy narodzinach pozwala prawdziwie kochać
                                      dziecko "doczesne" czyli kłopotliwe z natury rzeczy.
                                      Dzięki, ja tam nie musze sobie niczego przywoływać patrzac na mojego
                                      14,5 letniego syna. Nie czuję, aby moje uczucie do niego bylo
                                      zalezne od tego, co czułam, gdy "wypełniał moje puste ramiona".
                                      Kocham go niemetafizycznie i dokladnie takiego, jakim jest teraz - a
                                      nie jako wspomnienia po niemowlęciu.
                                    • ginestra Re: Pyzunia 20.07.09, 11:45
                                      Zgadzam się z Andrzejem - nie miałam na myśli, że brak tego odczucia jest
                                      tożsamy z byciem złą matką.

                                      W ogóle to moje słowo "szkoda" oznaczało: "szkoda, że nie możemy tu się odwołać
                                      do tych samych przeżyć, żeby zrozumieć opis u pani MM"; "szkoda, że nadal, to co
                                      chcę przełożyć na ludzki język pozostaje nieprzekładalne i nikt mi nie pomoże
                                      tego przybliżyć na przykład osobom, które nie mają dzieci, aby mogły sobie to
                                      lepiej wyobrazić".

                                      TYLKO o to.

                                      Nie napisałam nigdzie i nie pomyślałam "szkoda mi Cię".
                                      Absolutnie!

                                      Ja od zawsze mówię, że każdy jest inny i szanuję to, że ktoś odczuwa coś inaczej
                                      niż ja. A więc, jeśli nie przeżyłyście, to pewnie przeżyłyście coś innego, na
                                      swój sposób i też dobrze.

                                      A więc nie miałam nic złego na myśli, naprawdę.
                                      Chodziło mi tylko o to, że "szkoda, że nie mamy wspólnoty doświadczeń, bo byśmy
                                      się lepiej zrozumiały i lepiej byśmy rozumiały Pyzę i ten jej moment."

                                      Ja NAPRAWDĘ, szczerze myślałam, że każda matka tak ma.

                                      Pozdrawiam Was serdecznie!
                                      • andrzej585858 Re: Pyzunia 20.07.09, 11:56
                                        ginestra napisała:

                                        > Nie napisałam nigdzie i nie pomyślałam "szkoda mi Cię".
                                        > Absolutnie!

                                        Czemu ja własnie czytając Twój post też mam takie same odczucia - że to
                                        sformułowanie - szkoda - nie jest tożsame z - szkoda mi ciebie? -
                                        • jottka Re: Pyzunia 20.07.09, 12:11
                                          bo nie czytasz dokładnie:) a ginestra napisała:

                                          Szkoda, ja myślałam, że każda matka takiego uczucia doświadcza, a nie tylko ja.
                                          Nie wiem co o tym myśleć, ale wygląda mi na to, że albo się doświadcza albo nie,
                                          ale szkoda bardzo, jeśli się nie doświadcza, bo to jest piękne uczucie i
                                          przywoływanie go sobie pomaga potem w życiu w kontakcie z dziećmi, jak one
                                          rosną, jak wchodzą w wiek dojrzewania i w ogóle.


                                          kluczowy dla interpretacji koleżanek jest zapewne zwrot "szkoda bardzo, jeśli
                                          się go nie doświadcza, bo to ... pomaga potem" - trudno go rozumieć inaczej niż
                                          współczucie dla tych, które nie zaznają, m.in. dlatego, że nie mogą skorzystać z
                                          tego uczucia w przyszłości jako pomocy wychowawczej. o czym pisała verdana.
                                          • andrzej585858 Re: Pyzunia 20.07.09, 12:19
                                            jottka napisała


                                            > kluczowy dla interpretacji koleżanek jest zapewne zwrot "szkoda bardzo, jeśli
                                            > się go nie doświadcza, bo to ... pomaga potem" - trudno go rozumieć inaczej niż
                                            > współczucie dla tych, które nie zaznają, m.in. dlatego, że nie mogą skorzystać
                                            > z
                                            > tego uczucia w przyszłości jako pomocy wychowawczej. o czym pisała verdana.

                                            Przyznaję rację - mozna tak odebrać - dla mnie w całości był to opis własnych
                                            doznań i myślę że takie intencje przyświecały - sformułowanie jest niezręczne.
                                            • ginestra Re: Pyzunia 20.07.09, 12:40
                                              Tak, zgadzam się ponownie z Andrzejem.

                                              Ja zwykle piszę bardzo opisowo i właśnie cały post to jest opis tego, co
                                              doświadczam, a ten fragment (przytoczony przez Jottkę) jest w zamyśle o tym, że
                                              szkoda, że nie mamy wspólnoty doświadczeń, a dodatkowo szkoda, bo to jest tak
                                              cudowna chwila i tak pomocna potem w życiu, że chciałoby się życzyć wszystkim
                                              matkom, żeby mogły jej doświadczyć.

                                              A więc to miałam na myśli i nic innego!
                                              Natomiast, widzę teraz, że sformułowanie prawdopodobnie było niezręczne za co
                                              przepraszam, jeśli kogoś uraziło.

                                              Szkoda, że jak podzieliłam się swoim osobistym odbiorem tej sceny Jeżycjadowej i
                                              osobistym wyznaniem, bardzo intymnym i bez złych intencji, spotkała mnie później
                                              przykrość i wyśmiewanie. Ale trudno, chciałam podzielić się, to się podzieliłam,
                                              a okazuje się (o czym pisze Algod poniżej), że po prostu prawda jest taka, że
                                              jedne kobiety tego uczucia doświadczają, a inne nie.

                                              Dla mnie jest to, przyznam, ciekawa, nowa wiedza i mimo wszystko jest to dla
                                              mnie jakimś plusem tej przykrej wymiany zdań.

                                              Rozmyślam sobie o tym dlaczego jedne kobiety tego doświadczają, a inne nie i co
                                              sprawiło, że taki piękny moment (a nawet niejeden) był akurat moim udziałem.
                                              Jest on dla mnie teraz szczególnie cenny, bo dowiedziałam się od Was, że nie
                                              musiał być moim udziałem a był. Może mam jakieś predyspozycje ku doświadczaniu
                                              tego typu spraw, a nie wiedziałam o tym, bo myślałam, że każdy tak ma.
                                              Powiem Wam, że nawet to mi poprawiło humor przy poniedziałku. :)

                                              Pozdrawiam!
                                              • dakota77 Re: Pyzunia 20.07.09, 13:06
                                                "Szkoda, że jak podzieliłam się swoim osobistym odbiorem tej sceny Jeżycjadowej
                                                i osobistym wyznaniem, bardzo intymnym i bez złych intencji, spotkała mnie
                                                później przykrość i wyśmiewanie"

                                                Ginestro, wiecznie nam zarzucasz, ze zniechecamy potencjalne nowe forumowiczki,
                                                bo nie jestesmy dosc mile i cieple. Bo piszemy nie biorac pod uwage potencjalnie
                                                zranionych uczuc wciaz potencjalnych czytelniczek, zupelnie nam nie znanych.
                                                Moze jednak czasem warto staranniej dobierac slowa, by nie urazic nimi uczuc juz
                                                tu piszacych osob? Zamiast pisac bezmyslnie, a potem zarzucac tym, ktorzy nie
                                                uznali twoich slow za najwlasciwsze wysmiewanie cie.
                                                • mama_kotula Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:12
                                                  Do diabła, znowu uciśniona mniejszość aby?

                                                  Ginestra podzieliła się swoim intymnym odczuciem, a ja się podzieliłam moim intymnym odczuciem co sądzę w temacie dzielenia się w taki sposób. Ginestra pisała metafizycznie i obrazowo, ja pisałam prosto i konkretnie, wiadomo - kwestia stylu.

                                                  Rozumiem, że w przypadku Ginestry pisanie o odczuciach jest cacy, a w moim jest be. Tak?
                                                  • anutek115 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:19
                                                    mama_kotula napisała:
                                                    >
                                                    > Rozumiem, że w przypadku Ginestry pisanie o odczuciach jest cacy, a w moim jest
                                                    > be. Tak?
                                                    >
                                                    Patrz, pani, zrozumiałaś dokładnie to samo, co ja zrozumiałam w wątku o Gabie i
                                                    cioci Wiesi...
                                                  • mama_kotula Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:23
                                                    Mówisz? Będę musiała poczytać, bo nie zaglądałam do niego jeszcze. Liczę na
                                                    niezapomniane wrażenia.

                                                    --
                                                    I'm weird, but I'm not strange!
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:20
                                                    Mamo_kotula. Ginestra jest taka wrazliwa przeciez, to forumowa mantra, Tylko ze
                                                    na swoim punkcie. Wiec tak, ona o odczuciach moze. Ty nie. Bo jak sie wyrazi
                                                    zdanie odmienne od niej, to jest to wysmiewanie i nie wiadomo co jeszcze. Ty
                                                    twarda baba jestes, to sie mozna z toba nie zgadzac, przezyjesz;-)
                                                  • mama_kotula Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:33
                                                    Nie, no ja rozumiem. Nie można się nie zgadzać z dobrym duszkiem forum, ponieważ duszki mają wrażliwą powłokę i jednostronny przepływ wrażliwości. Bo jak duszek komuś przywali, to znaczy żli i jedynie że duszek się źle wyraził, a ktoś źle odkodował. A jak ktoś nie zgodzi się z duszkiem, to znaczy, że godzi w odczucia duszka, sprawia przykrość i powinien czuć się winny.

                                                    Ech, że ja stara baba z długoletnim stażem forumowym zawsze o tym zapominam.
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:38
                                                    No widzisz, swietnie rozumiesz mechanizm. Teraz trzeba tylko te zasade zapisac w
                                                    regulaminie forum i bronic jak niepodleglosci.
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:44
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > No widzisz, swietnie rozumiesz mechanizm. Teraz trzeba tylko te zasade zapisac
                                                    > w
                                                    > regulaminie forum i bronic jak niepodleglosci.

                                                    Wraz z dopiskiem że osoba która poczuła sie dotknięta ma prawo też poczuć sie
                                                    dotknięta itd. w postępie geometrycznym - a wydaje mi się ze było juz użyte
                                                    słowo przepraszam i może warto na tym skończyć- a nie oceniać czyja wrażliwość
                                                    jest bardziej wrażliwa?
                                                  • anutek115 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 13:53
                                                    Andrzeju. To nie do końca było przepraszam. To było:

                                                    Natomiast, widzę teraz, że sformułowanie prawdopodobnie było niezręczne za co
                                                    przepraszam, jeśli kogoś uraziło.

                                                    Szkoda, że jak podzieliłam się swoim osobistym odbiorem tej sceny
                                                    Jeżycjadowej
                                                    i
                                                    osobistym wyznaniem, bardzo intymnym i bez złych intencji, spotkała mnie później
                                                    przykrość i wyśmiewanie.


                                                    Sformułowanie nie było PRAWDOPODOBNIE niezręczne, tylko na pewno niezręczne,
                                                    skoro zareagowało na nie przykrością az tyle osób.

                                                    A "przepraszam" nie oznacza "przepraszam, źle się wyraziłam", ale "przepraszam
                                                    co prawda, ale to mnie tu spotkała przykrość".

                                                    Wyśmiewania nie dostrzegłam, ale pewnie zaraz się dowiem, że skoro Ginestra
                                                    odbiera nasze wypowiedzi jak wysmiewanie, to to jest wysmiewanie. Ale skoro my
                                                    odebrałysmy jej wypowiedź z urazą, to ją po prostu źle zrozumiałysmy.

                                                    Wpis Mamy_kotuli o duszkach jest głęboko słuszny, niestety, choć oczywiscie
                                                    niepoprawny politycznie.

                                                    A mój urlop od forum zdaje się rzecza postanowioną, nerwy mi dłużej nie
                                                    wytrzymają jednak.
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:01
                                                    anutek115 napisała:
                                                    >
                                                    > A mój urlop od forum zdaje się rzecza postanowioną, nerwy mi dłużej nie
                                                    > wytrzymają jednak.

                                                    No cóż napiszę tylko że szkoda - bo jest to przykra decyzja - tak przy
                                                    okazji czasem zastanawiałem sie czy też reagować na niektóre sformułowania które
                                                    dla mnie jako osoby wierzącej ocieraja się o blużnierstwo - już nie chcę podawać
                                                    przykładów bo też rozpęta sie dyskusja - ale w końcu to nie moja wrażliwość -
                                                    ktoś tego nie widzi że nawet kompletnie mając inne poglady i przekonania
                                                    winien mieć choć minimum wyczucia istotowo ważne dla rozmowcy - to jego problem.
                                                    Wydaje mi się że czasem lepiej uśmiechnąć się mimo wszystko.
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:04
                                                    A ja bym o bluznierstwie chetnie poczytala. Tylko nie mogles reagowac na cos
                                                    takiego we wlasciwej dyskusji, z miejsca, a nie teraz, jak doszedles do wniosku,
                                                    ze ty tez wlasciwie jestes pokrzywdzony?
                                                  • klymenystra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:28
                                                    Pewnie to o moje blasfemy chodzi (czy ateista moze bluznic? Taki paradoks). Z
                                                    checia bym poczytala, co Andrzej ma do powiedzenia, ale, jak widac, dyskusja
                                                    zostala przerwana, a ja bym sobie dalej pobluznila na temat swiadomosci
                                                    jezykowej na ten przyklad.
                                                  • anutek115 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:29
                                                    Może spróbuj w wątku "Proponuję", Klymenystro?
                                                    :-)
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:54
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > A ja bym o bluznierstwie chetnie poczytala. Tylko nie mogles reagowac na cos
                                                    > takiego we wlasciwej dyskusji, z miejsca, a nie teraz, jak doszedles do wniosku
                                                    > ,
                                                    > ze ty tez wlasciwie jestes pokrzywdzony?

                                                    Ja wcale nie czuję sie pokrzywdzony i prawdę mowiąc nawet nie za bardzo chciałem
                                                    podawać tego typu przykład - po prostu mialem nadzieję że każdy ma jakiś czuły
                                                    punkt dotkniecie ktorego jest dla niego obrazliwe ponieważ narusza najbardziej
                                                    istotne miejsca - czy osoba dla której użycie takich a nie innych sformułowań
                                                    jest tylko sposobem wypowiedzi zrozumie że dla drugiej te słowa to nie tylko
                                                    puste nazwy ale maja jeszcze znaczenie bardzo emocjonalne - nie zrozumie więc
                                                    nie ma powodu do obrażania się - mówiąc jezykiem biblijnym - nie wie co czyni.
                                                    Tak więc i ja nie czuję się ani dotkniety ani pokrzywdzony - ot najwyżej moge
                                                    mieć jakąś tam opinię na temat tej osoby i tyle.
                                                    Po prostu przyjmuję dana osobę wraz z całym bogactwem inwentarza a poza tym
                                                    wolę przeprosić niż wdawać się w dywagacje - a nawet napiszę inaczej poczekać
                                                    aż uzyska świadomość znaczenia swojej wypowiedzi bo zawsze jest na to szansa
                                                    czyż nie tak?
                                                  • klymenystra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:01
                                                    A skad rozmowca ma wiedziec, gdzie jest Twoj czuly punkt? Swoja droga - mowi sie
                                                    tez na to slaby punkt - czyli taki, ktory sie chwiejeeee... Jesli juz sobie
                                                    wyrobiles o mnie opinie, to fajnie :) Gratuluje, bo ja sama siebie nie znam i
                                                    ciezko by mi bylo sie oceniac po dwudziestu paru latach zycia z sama soba, a tu
                                                    bach! kilka postow i juz opinia :)

                                                    I blagam, nie traktuj mnie z gory (przez monokl) - ja doskonale wiem, co
                                                    chcialam powiedziec i jakie moje wypowiedzi maja znaczenie. Nie musze nic
                                                    uzyskiwac.
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:04
                                                    Ja tez czekam na te czule punkty Andrzeja, zwlaszcza ze ja pewnie tez bluznilam.
                                                    W kazdym bad zrazie teraz, jak Andrzej o tym napomknal, mam takie odczucie, no:)
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:23
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Ja tez czekam na te czule punkty Andrzeja, zwlaszcza ze ja pewnie tez bluznilam
                                                    > .
                                                    > W kazdym bad zrazie teraz, jak Andrzej o tym napomknal, mam takie odczucie, no:

                                                    Czułe punkty mam takie same jak u kazdego faceta ale myśle że żadna to
                                                    tajemnica :-)) no chyba że czułym punktem jest to że sie nie obrażam - najwyżej
                                                    dziwie się i tyle. powtórzę tylko za ks. Twardowskim:
                                                    "Nie przyszedłem pana nawracać, zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre
                                                    kazania, jestem od dawna odarty z błyszczenia," -
                                                    Nie będę cytował całego wiersza lubię ludzi takimi jakimi są -
                                                    aha mam czuły punkt - tak a propos dowodzenia - tworzenie faktów historycznych
                                                    których na podstawie znanych żródeł nie byłó - przykład? - o ile pamiętam zdanie
                                                    że zaden z ewangelistów nie był bezpośrednim swiadkiem wydarzeń które opisywał -
                                                    skąd taki wniosek? do dzisiaj nie wiem - Konstantyn najwyższy kaplan
                                                    chrześcijanski itp. - to jest mój słaby punkt
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:29
                                                    Kocham ten wiersz ks. Twardowskiego, tak swoja droga.
                                                    Andzeju, niepodawanie zrodel historycznych to jeszcze nie bluznierstwo, o ktore
                                                    to oskarzenie rzuciles tu wczesniej w powietrze. Przynajmniej wiem, ze nie mnie
                                                    zarzut dotyczyl, ja sie az tak w dyskusje historyczna nie wdawalam.
                                                    Co do ewangelistow to tez zrodla nie podam, ale skad pomysl, ze bylo inaczej? Bo
                                                    mi sie wydawalo, ze tak nas zawsze uczono?
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 16:01
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Kocham ten wiersz ks. Twardowskiego, tak swoja droga.
                                                    > Andzeju, niepodawanie zrodel historycznych to jeszcze nie bluznierstwo, o ktore
                                                    > to oskarzenie rzuciles tu wczesniej w powietrze. Przynajmniej wiem, ze nie mnie
                                                    > zarzut dotyczyl, ja sie az tak w dyskusje historyczna nie wdawalam.
                                                    > Co do ewangelistow to tez zrodla nie podam, ale skad pomysl, ze bylo inaczej? B
                                                    > o
                                                    > mi sie wydawalo, ze tak nas zawsze uczono?

                                                    No cóż takie zdanie napisała Lezbobimbo no i nie wiem czy to było w ferworze
                                                    dyskusji czy z czegoś to wynikało - w kazdym bądż razie byłem i jestem bardzo
                                                    zdziwiony że mozna stwierdzic iz Jan Ewangelista nie był swiadkiem tego co opisuje.
                                                    Oczywiście jeżeli chodzi o fakty historyczne nikt nie dopuszcza sie zadnych
                                                    blużnierstw - powiem szczerze że żałuje podania tego przykładu - i naprawdę nie
                                                    chcę w to sie wgłębiać - trudno przyjmuje winę na siebie za nadto pośpieszne
                                                    sformułowania.
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:14
                                                    No masz babo placek - znowu o jedno zdanie za dużo napisałem - na razie jeszcze
                                                    nie mam zadnego zdania - po kilku latach nawet takich kontaktów to może jakieś
                                                    będę i mam nadzieję że jak najbardziej pozytywne :-))
                                                    Patrzenie zaś z góry możliwe jest tylko w wypadku jeżeli niższa jestes ode mnie
                                                    a ten temat jeszcze nie był poruszany o ile pamietam.
                                                  • klymenystra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:18
                                                    168 :) Ale w Piracie Rabarbarze (ktos to czytal?) byl baron, ktory, aby spojrzec
                                                    na kogos z gory, wskakiwal na taboret ;)))
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 16:03
                                                    klymenystra napisała:

                                                    > 168 :) Ale w Piracie Rabarbarze (ktos to czytal?) byl baron, ktory, aby spojrze
                                                    > c
                                                    > na kogos z gory, wskakiwal na taboret ;)))

                                                    No to będę patrzył na Ciebie z góry -184 albowiem i jeszcze do tego słuszna waga
                                                    :-))) tak pomnóż swoja razy dwa i wynik bedzie na pewno prawdziwy .
                                                  • klymenystra Re: Wyśmiewanie? o_0 21.07.09, 11:52
                                                    Nie bede nic mnozyla, bo Cie nieswiadomie wpedze w otylosc :)
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:03
                                                    Andrzeju, jak dorosla osoba, od dawna uzytkownik interenetu moze nie wiedziec,
                                                    ze slowa w internecie latwo zle odebrac? Trzeba myslec, co che sie wyrazic,
                                                    zwlaszcza ze zawsze mozna znalezc mniej drazliwy sposob na wyrazenie swoich
                                                    mysli. I tak jak sam napisales, czasem trzeba pomyslec, ze dla kogos to nie
                                                    puste slowa. Jak sie pomysli, to sie nie ubolewa nad jego brakiem metafizycznych
                                                    odczuc i grozacym potem z tego powodu brakiem kontaktu z dzieckiem.

                                                    I nie, nie zawsze jest szansa na to, ze ktos zrozumie swoj blad. Niektorzy
                                                    zawsze beda uwazac, ze wina lezy tylko po stronie innych, niestety.
                                                  • mama_kotula Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 15:15
                                                    CytatTrzeba myslec, co che sie wyrazic, zwlaszcza ze zawsze mozna znalezc mniej drazliwy sposob na wyrazenie swoich mysli. I tak jak sam napisales, czasem trzeba pomyslec, ze dla kogos to nie puste slowa.

                                                    I to jest normalne, że nie zawsze - nawet jak się myśli - przekaże się to, co się chciało. Brak warstwy niewerbalnej komunikatu bardzo utrudnia komunikację.

                                                    I czasem wystarczy powiedzieć "nie to miałem na myśli, źle mnie zrozumiałeś, chodziło mi o to, że..." i jest dobrze, obie strony usatysfakcjonowane, dochodzą do jakiegoś porozumienia.
                                                    I jakby na tym się skończyło, to bym słowem nie pisnęła. Natomiast dodatek do "ok, no to przepraszam że wyraziłem się niezręcznie" - dodatek: "i jest mi przykro, że za moje niezręczne wyrażenie zostałem opluty i wyśmiany" w ogóle zaciera znaczenie słowa "przepraszam" i sprawia, że jest ono odbierane jako pusty frazes, co by się towarzystwo odwaliło i aby sobie oczyscić sumienie, że komuś się bezmyślnie przysrało, bo generalnie to się wcale nie żałuje, że się komuś przysrało.
                                                  • anutek115 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 16:01
                                                    mama_kotula napisała:
                                                    Natomiast dodatek do "
                                                    > ok, no to przepraszam że wyraziłem się niezręcznie" - dodatek: "i jest mi przyk
                                                    > ro, że za moje niezręczne wyrażenie zostałem opluty i wyśmiany" w ogóle zaciera
                                                    > znaczenie słowa "przepraszam" i sprawia, że jest ono odbierane jako pusty fraz
                                                    > es, co by się towarzystwo odwaliło i aby sobie oczyscić sumienie, że komuś się
                                                    > bezmyślnie przysrało, bo generalnie to się wcale nie żałuje, że się komuś przys
                                                    > rało.
                                                    >

                                                    Własnie.

                                                    A jak sie jeszcze doda na końcu tych, hm, przeprosin, "Jest on dla mnie teraz
                                                    szczególnie cenny, bo dowiedziałam się od Was, że nie
                                                    musiał być moim udziałem a był. Może mam jakieś predyspozycje ku doświadczaniu
                                                    tego typu spraw, a nie wiedziałam o tym, bo myślałam, że każdy tak ma.
                                                    Powiem Wam, że nawet to mi poprawiło humor przy poniedziałku. :)", to,
                                                    rzeczywiście, szczerość wyznania "nie chciałam nikogo urazić, nie wartościuje
                                                    niczyjego macierzyństwa" po prostu po oczach bije :-/.
                                                  • tygrys2112 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 22:58
                                                    Myślę, że znów wracamy do punktu, o który była burzliwa dyskusja na
                                                    temat tego co to jest talent. Ginestra i ja odbierałyśmy to na
                                                    poziomie czegoś nieuchwytnego, a niektóre z Was czegoś
                                                    definiowalnego. I o to kłóciłyśmy się cały czas.
                                                    Chciałam powiedzieć, że według mnie to nie jest tak, że metafizyka i
                                                    materia są sobie przeciwstawne, ale mogą się dopełniać.
                                                    Talent jest czymś metafizycznym, ale ujawnia się silniej z czasem,
                                                    przy szlifowaniu go.
                                                    Tam podawałam też przykład, ale nie wyjaśniłam go do końca. Materia -
                                                    ktoś daje różę, ale to nie musi nic oznaczać. Może być to
                                                    wyrachowanie, chęć przypodobania się w jakimś celu. Ktoś może żywić
                                                    skryte uczucie - pięknie, tylko co jeśli tego nie wyraził? Jeśli
                                                    ktoś natomiast daje różę i wyraża w ten sposób uczucie, jest to coś
                                                    wartościowego.
                                                    Jak czytam Wasze posty, widać, że każda z Was poczuła w jakiś sposób
                                                    odnmianę po narodzinach dziecka - bo to, że dziecko ma ładne usta
                                                    lub jest zupełnie jak Ty, to też radość - czyli emocja, coś
                                                    metafizycznego. To czy ktoś przeżywa rzeczy bardziej metafizycznie,
                                                    czy bardziej pragmatycznie to już inna sprawa, ale każdy człowiek ma
                                                    w sobie trochę tego i tego i to jest zdrowe.
                                                  • jottka Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:18
                                                    um, andrzej, jest takie powiedzenie, że melodia powstaje w uchu słuchającego:)
                                                    tyle tylko, że ok, ogólnie zakładamy, że nikt tu nie pisze z celowym i świadomym
                                                    zamiarem dokopania w słabiznę temu czy tamtemu, natomiast poglądy ścierają się
                                                    jak najbardziej, co zapewne w rozmaitych momentach dla rozmaitych osób może być
                                                    trudne.

                                                    natomiast brutalnie opisany przez kotulę modus operandi już przerabialiśmy co
                                                    najmniej raz na forum, stąd jakże słuszne samobiczowanie kotuli, że głupia
                                                    zapomniała o nim. a on, wbrew pozorom, jest przykry dla zainteresowanych - to,
                                                    że koleżanka sto razy powtórzy, że nie miała zamiaru, nie zmienia faktu, że
                                                    wyraża sądy tak samo arbitralne i bezpardonowe jak jej polemistki, używa tylko
                                                    nieco innych zabiegów (bądź wybiegów:) retorycznych.

                                                    poza tym, tak jest, ogólnie kochajmysie, a poszczególnie - anutek, żebyś sie nie
                                                    ważyła znikać!!!
                                                  • anutek115 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:22
                                                    jottka napisała:
                                                    >
                                                    > poza tym, tak jest, ogólnie kochajmysie, a poszczególnie - anutek, żebyś sie ni
                                                    > e
                                                    > ważyła znikać!!!

                                                    Nie zniknę, nie zniknę. Urlopik sobie zrobię, co najwyżej, dla ukojenia
                                                    nadwyrężonych nerwów, wody mineralne saczyć bedę, kwiecie wąchać, relaksować się
                                                    na łonie cywilizacji, poczem powrócę, pełna energii dla nowych bojów :-))).
                                                  • jottka Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:23
                                                    no na jaką godzinę to możesz pójść sie napić mineralnej, bo ja zaraz wychodze:)
                                                  • lacitadelle Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:11
                                                    > Wraz z dopiskiem że osoba która poczuła sie dotknięta ma prawo też poczuć sie
                                                    > dotknięta itd. w postępie geometrycznym - a wydaje mi się ze było juz użyte
                                                    > słowo przepraszam i może warto na tym skończyć- a nie oceniać czyja wrażliwość
                                                    > jest bardziej wrażliwa?

                                                    Wybaczcie, Ginestro w pierwszej kolejności, Andrzeju w zdecydowanie drugiej, ale
                                                    akurat pod Tobą wypadło mi się podpisać:

                                                    akurat w tej wymianie zdań to naprawdę nie Ginestra, którą bardzo lubię i
                                                    szanuję, ma prawo czuć się urażona.

                                                    Chciałabym bardzo odnieść się do argumentu "może źle dobrałam słowa, ale nie
                                                    miałam nic złego/miałam coś zupełnie innego na myśli" (którego Ginestra używa
                                                    także wobec MM): otóż, jeżeli porozumiewamy się z innymi wyłącznie na
                                                    płaszczyźnie werbalnej, w dodatku w formie pisanej (a tak jest zarówno na forum,
                                                    jak i w książkach) to użyte SŁOWA są JEDYNYM, co się liczy, bo do naszych
                                                    słuchaczy nic innego nie dociera! I dlatego jak się nie chce kogoś urazić, a
                                                    szczególnie gdy porusza się drażliwe tematy, to na te słowa trzeba zwracać
                                                    szczególną uwagę, bo raz napisanych żadne tłumaczenia już potem nie cofną.

                                                    Jako nieco-ponad-roczna matka, która podobnych metafizycznych uczuć nie
                                                    doświadczyła, a u której przez długi czas dominującymi uczuciami po porodzie
                                                    były strach oraz żal za utratą pełnej kontroli nad własnym życiem, poczułam się
                                                    słowami Ginestry bardzo urażona. Każdy ma prawo do własnych uczuć i do
                                                    przeżywania macierzyństwa na swój sposób i żaden z tych sposobów (nie mówię
                                                    oczywiście o patologiach) nie może być uznany za lepszy. Ja akurat nie żałuję,
                                                    że - użyjmy tu hasła - nie miałam nigdy poczucia zapełnienia pustki w ramionach,
                                                    ale nawet gdybym żałowała i bardzo go pragnęła, to i tak Ginestra, która takie
                                                    uczucie przeżyła, nie ma prawa mówić, że jej jest szkoda czy mnie, czy tego, że
                                                    ja tego uczucia nie przeżyłam.

                                                    Albowiem równie dobrze ja mogłabym napisać, że jest mi szkoda wszystkich osób
                                                    samotnych, które nie znalazły w życiu tego jedynego partnera, którym nie dane
                                                    jest przeżyć prawdziwego zakochania, takiego trwającego przez lata, bo przecież
                                                    to jest takie piękne uczucie i dzięki niemu głębiej można przeżywać swoje życie
                                                    itd. (zdanie oczywiście całkowicie nieprawdziwe) Oczywiście, w dobrej woli bym
                                                    napisała. Czujesz to Ginestro, miałabym prawo tak napisać?
                                                  • ding_yun Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 14:53
                                                    Dzięki za całą dyskusję, która stanowi ilustrację mojego twierdzenia z wątku
                                                    noidy - nie zawsze da się zdystansować od dyskusji, czyjeś słowa, nawet zupełnie
                                                    bezosobowe, można łatwo potraktować osobiście. Granica jest cienka i chyba
                                                    zależy od tego, jak drażliwy jest dla kogoś poruszany temat.

                                                    Mniej bombków, więcej gołąbkow.
                                                  • ginestra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 18:37
                                                    Witajcie,

                                                    Przeprosiłam i ponownie przepraszam osoby, które uraziło sformułowane przeze
                                                    mnie zdanie.

                                                    Muszę jednak powiedzieć, że nie mogę przeprosić za to, że komuś chciałam
                                                    sprawić przykrość, okazać wyższość, współczucie, lekceważenie czy cokolwiek
                                                    takiego, bo NIE CHCIAŁAM.

                                                    Próbowałam wyjaśnić, że nie miałam takiego zamiaru, i że moje słowo "szkoda"
                                                    zostało zrozumiane, jakoby było mi kogokolwiek żal albo jakobym się wynosiła nad
                                                    innych, a tymczasem tak nie było i nie jest.

                                                    A więc przepraszam za to, że źle ubrałam swoją pierwszą myśl w słowa i została
                                                    zrozumiana nie tak jak chciałam. Przepraszam za ten skutek, a nie za chęć,
                                                    której NIE BYŁO.

                                                    Jeśli chodzi o wyśmianie, to naprawdę tak to odebrałam, że naprawdę zostałam
                                                    wyśmiana (vide odnośne wpisy). Ja napisałam na poważnie o swoich bardzo
                                                    intymnych przeżyciach, a pojawiły się po tym uwagi, na przykład takie, że jestem
                                                    podobnie jak Róża osobą, która nie wie skąd się biorą dzieci. Również moje słowa
                                                    zostały użyte w kontekście "wszechświat, metafizyka srata tata".
                                                    Jak dla mnie to jest to wyśmianiem, a były też inne przykre słowa.

                                                    Jeśli chodzi o to, co podniosła Lacittadelle czyli o to, że nie powinnam
                                                    rozpisywać się o doznaniach metafizycznych po urodzeniu dziecka, to na swoją
                                                    obronę powiem tak:
                                                    Nie założyłam specjalnie wątku "Słuchajcie, jak fajnie jest mieć dziecko i jakie
                                                    to są metafizyczne przeżycia", tylko wątek na temat doznań młodej matki
                                                    założyła inna osoba i w założycielskim wpisie poprosiła o nasze refleksje o
                                                    zacytowanym konkretnym zdaniu z Jeżycjady. Wypowiedziało się wiele osób, które
                                                    to zdanie rozumiały jako refleksję Róży o tym, że jej życie było bezsensowne
                                                    przed urodzeniem dziecka i tak dalej. I te osoby podzieliły się swoim oglądem i
                                                    bardzo dobrze. Ja też odezwałam się i podzieliłam swoim oglądem, że mianowicie
                                                    dla mnie, jako czytelnika, to zdanie jest zapisem tylko i wyłącznie konkretnej
                                                    emocji i tę emocję przywołałam z własnego doświadczenia. TYLKO!

                                                    A więc myślę, że w tym kontekście mogłam spróbować przybliżyć to, co moim
                                                    zdaniem czuła Róża poprzez osobiste doświadczenie.

                                                    Nie spodziewałam się, że na to podzielenie się pojawi się szereg oburzonych
                                                    wpisów, że oto inne kobiety nie odczuwają tego samego, co ja opisałam, że
                                                    odczuwała (jak rozumiem z książki) Róża oraz ja.

                                                    To mnie skłoniło do dalszego tłumaczenia co miałam na myśli oraz, że nie
                                                    chciałam nikogo urazić. Nie chodziło o to, że chciałam się czymkolwiek chełpić,
                                                    tylko chciałam przybliżyć to konkretne zdanie z wpisu założycielskiego tego wątku.

                                                    Ja przecież rozumiem, że mamy inne doświadczenia i nie jest mi przykro
                                                    absolutnie, jeśli ktoś (a jest takich osób na forum bardzo dużo) opowiada, na
                                                    przykład, o swoim szczęśliwym związku na przykład, a ja, chociaż takiego związku
                                                    nie mam, to nie mam tej osobie nic za złe, bo przecież każdy ma inny los i
                                                    dzielimy się właśnie tym, co kto przeżywa.

                                                    Bardzo jest mi przykro z powodu tych różnych Waszych słów, jakie padły pod moim
                                                    adresem w tym wątku i słowo daję, nie rozumiem skąd się one biorą. To
                                                    ironizowanie, te wszystkie reakcje typu "zatrzęsło mną". :( Jest to dla mnie
                                                    kompletnie niezrozumiałe i naprawdę, w moim odczuciu, nie zrobiłam Wam nic złego!

                                                    Zdanie o poprawieniu humoru napisałam po tym jak już przeczytałam te
                                                    wyśmiewające słowa. Było ono taką pewną formą obrony, że przynajmniej wartością
                                                    dodaną do dyskusji, w której zostałam wyśmiana i zaatakowana, jest jakaś nowa
                                                    wiedza. A więc trudno: odezwałam się w dyskusji o konkretnym fragmencie
                                                    Jeżycjady, żeby dorzucić swoją interpretację, a zostałam źle potraktowana, ale
                                                    przynajmniej otrzymałam też ciekawą informację o życiu, która jest dla mnie
                                                    jakimś pocieszeniem.

                                                    Jednakże, jeśli cokolwiek złego Wam zrobiłam (czego nikt właściwie nie
                                                    powiedział wprost, co konkretnie złego Wam zrobiłam), to raz jeszcze
                                                    przepraszam. Za nieświadome wyrządzenie czegoś złego.

                                                    Wracam do pracy i nauki, a tymczasem żegnam się i pozdrawiam!
                                                  • mama_kotula Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 19:28
                                                    CytatTo ironizowanie, te wszystkie reakcje typu "zatrzęsło mną". :( Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe

                                                    Aha. Czyli ja mam zrozumieć panią Ginestrę i jej intymne odczucia, intencje (dobre, rzecz jasna, a że forma nie do końca przemyślana, kto by się tam przejmował! w imię idei wyższej można). A pani Ginestra nie musi wcale rozumieć, dlaczego mną zatelepało (dosłownie, fizycznie), kiedy przeczytałam w jaki sposób je - te odczucia - przekazuje.

                                                    Bo przecież w ogóle nic złego nie zrobiła, nieprawda.

                                                    Na tym kończę dyskusję, bo nie widzę żadnej możliwości porozumienia.

                                                    Dalej mamy folwark zwierzęcy i wszyscy jesteśmy równi, panie dzieju, tak jest, i dalej cytat państwo znają, nieprawda.

                                                    Jedna pani na ematce wyznawała zasadę "jeśli ja powiem, że coś jest dziwne, to to jest dziwne, jeśli Kotula powie, że coś jest dziwne, to Kotula jest dziwna". Widzę tu pewne podobieństwo, zamiast Kotula wstaw: reszta świata.


                                                    Miłego roztrząsania dalej, ja już #off. Idę na urlop z Anutkiem.
                                                  • verdana Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 19:42
                                                    Łopatologicznie.
                                                    Jesli ktoś pisze o sobie, ze miał przepiękne, mistyczne przezycia,
                                                    ktore bardzo pomagają w radzeniu sobie z dziećmi i żal mu, ze inne
                                                    kobiety takich przezyc nie miały - to daje do zrozumienia, ze jego
                                                    przezycia były bardziej wzniosłe, lepsze i w dodatku pomagają mu być
                                                    dobra matką. Inne kobiety, ktore tego nie przezyły nie będa mogly
                                                    odwoływać się do czegos tak niezwykle wartosciowego i pięknego w
                                                    okresie dorastania dzieci, z czego łatwo wywnioskować, ze będą
                                                    matkami jesli nie gorszymi, to znacznie mniej usatysfakcjonowanymi,
                                                    bo zabraklo im najwspanialszych przezyć. I nawet im trochę
                                                    współczujesz z tego powodu (a współczucie rezerwujemy dla osob,
                                                    ktorym czegos waznego brakuje -prawda?)
                                                    I powiedzenie, ze podzielilaś się z nami czymś niezwykle intymnym i
                                                    osobistym kloci się całkowicie z twierdzeniem, ze sądzilaś, iż
                                                    wszystkie kobiety przezywaja po porodzie to samo - bo wowczas
                                                    pisałabys o sprawach oczywistych i banalnych, a nie intymnych.
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 19:54
                                                    Tylko wroc, bardzo prosze, jak juz odpoczniesz!

                                                    Co do cytowanego fragmentu, on jakos najbardziej mnie poruszyl w poscie
                                                    Ginestry. No tak, bo przeciez to jej stala sie krzywda, skoro na skutek jej slow
                                                    nia zatrzeslo. Ona tu jest ofiara. Kompletnie bez winy. Nic nierozumiejaca. A tu
                                                    jeszcze wszyscy sie czepiaja. Ech, slow brakuje.
                                                  • ginestra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 19:46
                                                    Słuchajcie, z ulgą zawiadamiam, że znalazłam chyba sposób na to jak Wam
                                                    przedstawić co zaszło w związku ze słowem "szkoda". Mam nadzieję, że to pozwoli
                                                    nam się lepiej zrozumieć.

                                                    Otóż użyłam tego słowa w podobnym kontekście jak ten, który chciałabym poniżej
                                                    przedstawić. Oto, na przykład, co mogłoby zaistnieć, gdyby tematem nie było
                                                    macierzyństwo, tylko na przykład podróże.

                                                    A więc, przypuśćmy, że rozmawiamy o podróżach i ja bym powiedziała (w nawiązaniu
                                                    do konkretnej wcześniejszej wypowiedzi): "Nie zapomnę jak cudowna była moja
                                                    podróż przed laty do Paryża, jak tam było pięknie".
                                                    Na co ktoś mnie gasi i mówi, że on sam nie był nigdy w Paryżu.
                                                    Na co ja mówię: "Szkoda, bo tam jest bardzo pięknie i do dziś często wracam do
                                                    tych wspomnień, pomagają mi nawet i teraz w codzienności".
                                                    Na co następuje seria oburzonych postów, że niby okazuję tym osobom współczucie,
                                                    bo nie były w Paryżu, że się nad nie wywyższam itp.

                                                    A wszystko za sprawą słowa "szkoda". :(
                                                    A więc ja naprawdę użyłam go tylko w tym kontekście, że szkoda, bo to było fajne. :(

                                                    I dlatego nie mogę przepraszać za wywyższanie się, bo go nie było.
                                                    Przepraszam natomiast za wypowiedź, która dla mnie była jasna, ale widocznie
                                                    jasna nie była, skoro tyle osób doznało urazy. A więc macie rację, nie była
                                                    jasna, przepraszam.

                                                    Mam nadzieję jednak, że to wyjaśniłam i już nikt nie ma wątpliwości.

                                                    Druga rzecz, to taka, że na forum bardzo często odwołujemy się do doświadczeń i
                                                    na przykład bywało, że ktoś pisał, że wydaje mu się nieprawdopodobne to czy
                                                    tamto, co opisała pani MM, a ktoś drugi się odzywał: "wiesz, a mnie się to
                                                    wydaje właśnie prawdopodobne, bo ja też tak czasem mam jak ten bohater" (na
                                                    przykład, dajmy na to, "ja też czasami tak jak Bebe nie wiem co powiedzieć i
                                                    milczę").

                                                    A więc ja też w tym wątku to zrobiłam: napisałam, że mnie się to co czuła Róża
                                                    wydaje być prawdopodobne, bo ja też czułam podobnie i dla opisania tego mogłabym
                                                    użyć podobnych słów, co ona.

                                                    A więc naprawdę nie wyzłośliwiałam się, nie wzięłam czyjejś wypowiedzi na
                                                    tapetę, żeby ją krytykować, ale po prostu napisałam jak ja sama widzę tę scenę.

                                                    Naprawdę, bardzo proszę osoby, które czują się urażone przeze mnie, żeby
                                                    pomyślały o tym, co teraz napisałam i zrozumiały, że nie chciałam nic złego
                                                    nikomu zrobić.

                                                    Pozdrawiam!
                                                  • ginestra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 19:52
                                                    O współczuciu (tak ogólnie, bo ja nie okazywałam nikomu współczucia w omawianych
                                                    tu wypowiedziach):

                                                    Współczucie jest symetryczne. Jest to współodczuwanie z kimś i wiara, że tak jak
                                                    ja, tak i ten ktoś ma zasoby, żeby z przeżywanych trudności wyjść lub jakoś
                                                    sobie z nimi poradzić. Jest taki jak ja, a ja po prostu z nim solidarnie
                                                    współodczuwam. Współczucie jest dobrym, ludzkim uczuciem.

                                                    Natomiast uczuciem niesymetrycznym jest litość.
                                                    Litość jest oparta na nieprawdziwym poczuciu, że ten ktoś jest gorszy, że mu
                                                    czegoś brakuje bezpowrotnie, że sobie z czymś nie poradzi. Litość nie jest
                                                    dobra, jest upokarzająca.

                                                    W inkryminowanych wypowiedziach ja nie czułam ani współczucia, ani litości.

                                                    Wszystko wyjaśniłam powyżej.
                                                    Pozdrawiam raz jeszcze!
                                                  • verdana Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 19:56
                                                    Ależ nie, Ginestro. To tak, jakbys komus, kto wykonuje dokladnie te
                                                    sama pracę co Ty powiedziała "Cóż, bylam w Paryżu i to bylo dla mnie
                                                    mistyczne przezycie. Dzięki temu moge znacznie lepiej wykonywac
                                                    swoja pracę. Szkoda, ze Ty bedac w Paryżu nie miales tak pięknych
                                                    przezyć i nie możeesz ich wykorzystac do stania się lepszym
                                                    pracownikiem.
                                                    Rozumiesz różnicę? jest chyba oczywiste, ze dzieki tym przezyciom
                                                    uwazasz się za potencjalnie lepszego pracownika niz kolega, ktory
                                                    nieczulyw Paryżu widzial przed wszystkim knajpy i kabarety.
                                                  • ginestra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 20:14
                                                    Verdano, za pozwoleniem, nie powiedziałam tego w taki sposób, jak Ty to
                                                    przytoczyłaś.

                                                    W mojej ilustracji jest tak, że tym Paryżem jest tylko i wyłącznie to mistyczne
                                                    przeżycie, w którym ja przypadkiem "byłam", a ktoś mi mówi, że nie był i cóż ja
                                                    mogę na to poradzić.

                                                    Natomiast w Twoim przykładzie Paryżem jest macierzyństwo jako całość, a tego
                                                    ja nie miałam na myśli
                                                    !

                                                    Czyli tak:

                                                    Ja napisałam, że byłam w Paryżu (= w mistycznym uczuciu), a Ty na to, że Ty nie
                                                    byłaś. I niczyjej w tym nie ma winy.
                                                    Ja jestem OK i Ty jesteś OK. Cóż ja mogę poradzić, że ktoś nie był? Mogę tylko
                                                    powiedzieć: szkoda, no cóż, taki los.

                                                    Na swoją obronę powiem tylko tyle, że ja na początku swojej wypowiedzi NAPRAWDĘ
                                                    WIERZYŁAM, że to jest udziałem każdej matki. To tak jakbym naiwnie wierzyła, że
                                                    każda matka była w Paryżu.

                                                    Po fakcie widzę, że strzeliłam gafę, bo zakładałam, że każda matka, a tu okazuje
                                                    się, że na forum żadna matka nie, a ja jedna tak.
                                                    No cóż, na drugi raz nie będę się wychylać z naiwnymi założeniami.

                                                    Pozdrawiam ciepło!
                                                  • szprota Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 19:59
                                                    Olalala, znów się narobiło.

                                                    To, co teraz napiszę, będzie absolutnym offtopem, nie odnoszącym się do pustych
                                                    ramion Pyzuni, jej beztroski, jej atrakcyjności, jej cyklu menstruacyjnego, jak
                                                    również w żaden sposób nie skomentuję metafizycznego cudu macierzyństwa (gdyż
                                                    jestem jeszcze bardziej godna współczucia niż forumowe mamy i macierzyństwa nie
                                                    zaznałam; bardzo prawdopodobne, że nie zaznam go nigdy, i, o zgrozo, nie spędza
                                                    mi to snu z powiek).

                                                    Podzielę się z Wami obserwacją i od razu zastrzegam, że nie chcę nikogo urazić,
                                                    więc jeśli komuś będzie przykro, to sam sobie winien :P

                                                    Gdy na wątku pojawia się Ginestra, natychmiast mamy ze sprzeczką, przy czym
                                                    wygląda to tak, że Ginestra dzieli się jakimś odczuciem czy doświadczeniem, zaś
                                                    najbardziej pyskate dyskutantki twierdzą, że nie jest ono uniwersalne, a
                                                    niektóre sformułowania są krzywdzące dla tych, którzy nie odczuli czy nie
                                                    doświadczyli. Następnie mamy do czynienia z oblężeniem, czyli Ginestra w
                                                    kolejnych postach tłumaczy, co chciała powiedzieć, zaś jej oponentki tłumaczą,
                                                    czemu ją zrozumiały tak, a nie inaczej.

                                                    Przyznam, że i ja bywam tym zmęczona.

                                                    Powody, dla których dyskusje ostatnio rozwijają się według nakreślonego przeze
                                                    mnie schematu mogą być następujące:

                                                    1. Pyskate dyskutantki nie lubią sposobu pisania Ginestry i reagują
                                                    zniecierpliwieniem oraz stanięciem okoniem wobec wszystkiego, co Ginestra
                                                    napisze, wrednie polując na sformułowania niejasne celem ich równie wrednej
                                                    interpretacji udowadniającej, że Ginestra, na przykład, kocha i rozumie
                                                    absolutnie wszystkich wyłącznie w sferze deklaratywnej.

                                                    Zwracam uwagę na to, że nie określam tego wniosku "nie lubią Ginestry", gdyż
                                                    osobista sympatia ze stosunkiem do sposobu ujmowania myśli przez daną osobę nie
                                                    musi iść w parze. To tylko forum, nie realne życie.

                                                    2. Sposób pisania Ginestry jest na tyle nieprecyzyjny, że łatwo o
                                                    nadinterpretację. Zadziwia mnie cały czas, że to ciągle Ginestra tłumaczy się z
                                                    tego, co napisała. Albo dyskutantki mają złą wolę i przeinaczają (ale, szkruca
                                                    bania, wszystkie?! no - ale może wszystkie nie lubią jej sposobu pisania, patrz
                                                    p.1), albo jednak brakuje troski o jasny i klarowny dobór słów, który by
                                                    rzeczoną naditerpretację wykluczył.

                                                    3. (zazębiony z drugim) Posty Ginestry są długie i niejednokrotnie pojawiał się
                                                    apel, by starała się je skrócić. Kończyło się na solennych obietnicach. Dodam z
                                                    własnego doświadczenia, że świetną szkołą lapidarności jest pisanie na czas,
                                                    aczkolwiek mam świadomość, że ostatnie moje posty nie dowodzą, że przeszłam tę
                                                    szkołę celująco ;P Jak pisałam już na wątku o Gabie i cioci Wiesi, oznacza to,
                                                    że osoba chcąca podjąć polemikę musi spróbować streścić sobie posta Ginestry, co
                                                    może prowadzić do spłycenia lub nadmiernego uproszczenia jej słów, a stąd bliska
                                                    droga do wspomnianej już nadinterpretacji bądź opacznego zrozumienia.
                                                  • verdana Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 20:04
                                                    Fakt, o nadinterpretacje przy takim slowotoku latwo (OT - ostatnio
                                                    prof.Tazbir oswiadczył, ze nie powinno się dopuszczać do obrony 700
                                                    stronicowych prac, bo to oznacza, ze ktos nie umie jasno się
                                                    wyrazać).
                                                    Problem raczej w tym, ze Ginestra ma tendencję do uznawania swoich
                                                    prawd za uniwersalne, a to prowokuje...
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 20:10
                                                    Cos w tym jest, zdecydowanie:). Jak dobrze, ze na moim wydziale minimum przy
                                                    magisterce to bylo 60 czy 80 stron:)

                                                    A co do prawd, to owszem, uznawanie swoich wlasnych przekonan za prawdy
                                                    uniwersalne i ogolnie fakty musi prowokowac. Nie ma co ich projektowac na innych
                                                    i caly swiat, bo nie wokol jednej osoby sie on kreci.
                                                  • ginestra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 20:55
                                                    Dziewczyny,
                                                    co do prawd uniwersalnych to może przydatne będą dwie informacje ode mnie z
                                                    pierwszej ręki. Otóż:

                                                    1. nie odzywam się na tematy, co do których nie jestem przekonana; jeśli więc
                                                    cokolwiek piszę, to z przekonaniem i z odpowiedzialnością za słowa. Wynika to z
                                                    szacunku dla rozmówców. To może sprawiać, że brzmię jak osoba bardzo przekonana
                                                    do tego, co mówi. I tak w istocie jest, ale naprawdę nie ponoszę
                                                    odpowiedzialności za to, czy ktoś lubi takie pełne przekonania i przemyślane
                                                    wypowiedzi czy nie.

                                                    2. mam taką zasadę, że dzielę się tym, co mam i nikomu tego nie narzucam.
                                                    Zawsze podkreślam, że to tylko moje zdanie i nikomu nie piszę, że tak ma myśleć
                                                    i odczuwać, albo, że przekazuję prawdy absolutne! Jeśli piszę o sprawach
                                                    egzystencjalnych, to zawsze w takim duchu, że np. ja też rozważałam taki a taki
                                                    temat i wychodzi mi na to, że na świecie jest tak a tak, a z uczuciami to jest
                                                    tak, i ja osobiście wierzę, że tak jest". Jeśli mówię o psychologii, że są
                                                    jakieś mechanizmy itp., to też piszę, że moim zdaniem, z mojego doświadczenia
                                                    itp. Albo podaję bibliografię, linki itp. Mówię, że ta wiedza jest do
                                                    zweryfikowania. Oczywiście nie zmuszam nikogo, żeby w to wierzył, co ja, tylko
                                                    się dzielę. To jest taka moja propozycja.
                                                    Pamiętam, że w wątkach na temat na przykład związków, gdzie czułam, że inni mają
                                                    więcej doświadczenia, to chętnie przyjmowałam zdanie innych i okazywałam uznanie
                                                    dla ich przeżyć i rozmyślałam nad nimi. A więc nie jest tak, że nie przyjmuję od
                                                    innych ich dzielenia. Jedynie nie mogę czasem przyjąć od kogoś za swoje ich
                                                    poglądów, bo ja mam już swoje, w które wierzę. Ale co za problem pozostać wtedy
                                                    każdy przy swoim zdaniu? Ja jestem bardzo za!


                                                    Wychodząc z tych założeń, które konsekwentnie stosuję, dziwię się bardzo, że
                                                    inni odbierają to niekiedy tak, że ja coś narzucam. Ale ja nikomu naprawdę nic
                                                    nie narzucam! Nie piszę nikomu: "nie masz racji, źle myślisz" albo nie wykpiwam
                                                    go "Hę???? To i to mówisz? To niby Arystoteles był stoikiem?"; Nie oskarżam też
                                                    nikogo poprzez wnioskowanie, że jak napisał na przykład, że podoba mu się coś,
                                                    co mnie się nie podoba, to znaczy, że chciał mnie obrazić: "Co?? To znaczy, że
                                                    ja się nie znam, tak?". Nic z tych rzeczy.

                                                    Wypowiedzi innych dyskutantów na omawiany temat traktuję w tym samym duchu, co
                                                    swoje: że ktoś się po prostu podzielił swoim zdaniem. A więc nie piszę mu: "nie
                                                    masz racji", tylko piszę: "wiesz, ja myślę, że tu jest trochę inaczej, bo ja to
                                                    widzę tak". A więc szanuję daną osobę i szanuję kontekst dzielenia się swoimi
                                                    odczuciami, gustami, poglądami. Szanuję to, że ktoś ma inne poglądy czy inną
                                                    historię niż ja, czy inny gust. Nie wchodzę na czyjeś terytorium, a piszę
                                                    wyłącznie ze swojego, nawet jeśli z kimś się nie zgadzam ("po mojemu jest
                                                    inaczej, ale to tylko moje zdanie").

                                                    Nie wiem co w tym, co powyżej jest złe i budzi taką irytację.

                                                    Kontekst dzielenia się zostaje jednak zaburzony kiedy ktoś nie dzieli się
                                                    odczuciami na dany temat (na przykład Jeżycjady), a kieruje do mnie jakieś
                                                    złośliwości albo przypisuje mi coś, co nie było moją intencją. Wówczas nie
                                                    traktuję tego tak, że on się podzielił swoim odczuciem, tylko widzę, że wszedł
                                                    na moje terytorium i mi dokucza. Ale nawet wtedy ja bronię się, tłumacząc co
                                                    miałam na myśli, nadal wyłącznie ze swojego terytorium. Nie piszę tej osobie
                                                    złośliwości, nawet jeśli ona była złośliwa. Nie piszę jej, że się nie zna, nie
                                                    robię wycieczek personalnych i nie krytykuję jej.

                                                    Posty piszę długie, owszem, próbuję niekiedy je skracać, zawsze dzielę na
                                                    akapity, ale taki mam po prostu styl, że wychodzi długo. Natomiast widzę, że nie
                                                    ja jedna na forum piszę długie posty i jest naprawdę MASA ludzi, bardzo
                                                    lubianych tutaj, którzy piszą też długie posty albo cytują czyjś długi post i
                                                    też odpowiadają nań długo. I ich słowa są dobrze przyjmowane, a moje nie.

                                                    Co do precyzji wypowiedzi to powiem tak: staram się precyzyjnie pisać. Nie wiem
                                                    w czym rzecz, że innym wydaje się, że nieprecyzyjnie i przypisują mi czasem nie
                                                    moje intencje. Na to nie poradzę.

                                                    A więc ja nie wiem dlaczego jest tak, jak jest, a ocenę pozostawiam Wam.

                                                    Dziękuję jednakże za próbę jakiegoś przyjrzenia się problemowi.

                                                    Pozdrawiam!
                                                  • ding_yun Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 20:23
                                                    A ja sobie jednakowoż jeszcze popyskuję, po prostu nie wytrzymam. Osobiście w
                                                    poście Ginestry nie dostrzegłam niczego obraźliwego. Moim zdaniem nastąpiła tu
                                                    nadinterpretacja czy też zła interpretacja jej słów, intencje zostały
                                                    przeinaczone, a następnie wszystkie dyskutantki utwierdziły się wzajemnie w
                                                    przekonaniu, że one już dobrze wiedzą co ginestra chciała napisać i żadne płacze
                                                    ani krzyki nie przekonają ich, że jest inaczej. Nawet jak Ginestra zaczęła się
                                                    ze swojego sformułowania gęsto tłumaczyć to i tak nikt tego nie chciał słuchać,
                                                    bo przecież niefortunny dobór słów absolutnie dyskwalifikuje kogoś jako
                                                    dyskutanta. Zresztą co ja mówię, niefortunny dobór. Na pewno chciała was
                                                    obrazić, a teraz się wypiera bezczelnie. Ja słowa Ginestry zrozumiałam tak:
                                                    "posiadanie dziecka było dla mnie metafizycznym przeżyciem, ten metafizyczny
                                                    wymiar ujawnił się w jednej szczególnej chwili. Dla mnie ten moment był właśnie
                                                    rzeczą, która niejednokrotnie pomogła mi później w zmaganiu się z trudnymi
                                                    chwilami w macierzyństwie. Cieszę się, że było to moim udziałem." Nie ma tam
                                                    dalej absolutnie nic na temat tego, że inne nie-metafizyczne podejście do
                                                    posiadania dziecka jest gorsze. Ginestra miała takie szczęśliwe momenty, które
                                                    jej pomogły, wy - rozsądne i pragmatyczne, przyjmujące dziecko jako coś
                                                    naturalnego - macie zapewne inne rzeczy, które pomagają wam w trudnych chwilach.
                                                    Naprawdę nie widzę tu napiętnowania jakiegolwiek sposobu na macierzyństwo. Co
                                                    widzę to niestety irytację, złośliwość i argumenty ad personam, wielokrotnie na
                                                    tym forum przez różne osoby potępiane i uznawane za najniższe.

                                                    Co do opozycji rzeczy intymne - rzeczy powszechne przytoczonej przez Verdanę, to
                                                    imho nie jest ona słuszna. Poród i dolegliwości z nim związane są na przykład
                                                    udziałem większości kobiet, ale i większość kobiet nie opowiada publicznie
                                                    szczegółów o nacinaniu krocza czy problemach ze współżyciem po porodzie, uznając
                                                    te szczegóły za zbyt intymne.
                                                  • ginestra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 21:11
                                                    Ding-yun,
                                                    bardzo Ci dziękuję za Twoją wypowiedź! :)

                                                    Jeśli chodzi o Twoją parafrazę tego, co napisałam o tym szczególnym momencie
                                                    metafizycznym, to jest ona dokładnie taka, jak chciałam powiedzieć. :)))
                                                    Podpisuję się pod nią, bo tak to właśnie chciałam napisać, że dla mnie to było
                                                    takie właśnie doznanie i dlatego w słowach pani MM o tej chwili, którą
                                                    przeżywała Róża, to doznanie odczytałam.

                                                    Bardzo dziękuję raz jeszcze za Twoje słowa. :)

                                                    Ja myślę, że coś jest na rzeczy z odbiorem mnie jako osoby, bo wydaje mi się, że
                                                    doszło do tego, że jak się odzywam, to tak jakby pojawił się Smerf Ważniak i
                                                    cokolwiek nie powie, to jest odbierane jakby prawił kazania - niezależnie od
                                                    intencji.

                                                    Nie wiem dlaczego tak się stało, ale logiczne jest, że nie stało się to bez
                                                    mojego udziału. Na pewno jakoś się przyczyniłam do tego i na pewno będę
                                                    rozkminiać w czym rzecz i korygować swoje wypowiedzi, aby nie były zbyt
                                                    "przemądrzałe". Jednakże, to jest działanie trochę na ślepo, bo nie wiem co
                                                    dokładnie korygować. Również myślę sobie, że może też ten odbiór moich
                                                    wypowiedzi jest teraz inny, bo inna jest dynamika forum. Nie wiem, ale będę o
                                                    tym myśleć.
                                                    Pozdrawiam!
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 21:18
                                                    No ale kto tak po tobie jedzi, Ginestro? Kto prawi ci kazania? Oprocz mnie,
                                                    rzecz jasna, ale tu sie sytuacja nie zmienila. Bo mnie wydaje, ze to pierwszy
                                                    watek, w ktorym tyle osob naraz ci sie przeciwstawilo. Szczerze mowiac nie
                                                    pamietam zadnych zmasowanych atakow na twoja osobe, ktora dawno awansowala na
                                                    forumowam Ciocie Dobra Rada i odpowiedniczke Jezycjadowej Swietej Gabrieli.
                                                    Znaczy Ginestra zawsze ma racje, zawsze chce dobrze i zawsze jest mila i
                                                    dzielna? Nawet jesli hojnie udziela rad o nieurazaniu uczuc innych, i sama ich
                                                    nie stosuje?
                                                  • ginestra Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 21:38
                                                    Dakoto,

                                                    z mojej perspektywy jest tak, że mnie nic nie wiadomo o tym, że awansowałam na
                                                    Ciocię Dobrą Radę lub Świętą Gabrielę.

                                                    Jeśli tak mnie nazywasz, to po prostu sama mnie tymi określeniami obdarzasz, a
                                                    ja nie mam z tym nic wspólnego.

                                                    Jak napisałam w poprzednich dwóch wpisach powyżej, staram się pisać zawsze
                                                    według pewnych założeń i naprawdę nie można chyba mi zarzucić, że ich nie
                                                    stosuję oraz, że urażam świadomie czyjeś uczucia, bo nie urażam. A jeśli
                                                    nieświadomie, a ktoś mi mówi, że go uraziłam, to wówczas przepraszam.

                                                    Ja się nie skarżę, a to Szprota napisała powyżej wpis analizujący dyskusje z
                                                    moim udziałem, za co jestem jej wdzięczna, bo może dzięki temu zrozumiem coś ja
                                                    i zrozumieją coś osoby, które mają jakiś problem z moimi wypowiedziami.
                                                    Natomiast Twoje pierwsze zdania z tego postu brzmią dziwnie:
                                                    "No ale kto tak po tobie jeździ Ginestro? Kto ci prawi kazania?" (cytuję z
                                                    zachowaniem pisowni oryginalnej; tj. zaimki małą literą)

                                                    Dakoto, czy chodzi Ci o to, że mam teraz wymienić listę nicków?

                                                    Nie będę tego robić, bo każdy może przeczytać sobie chociażby ten wątek, a także
                                                    i inne i sam wyrobić sobie zdanie na ten temat.

                                                    Dla ścisłości to nie jest absolutnie pierwszy wątek, w którym wiele osób na raz
                                                    mi coś zarzuca, a ja się bronię. Ci, którzy są długo na forum wiedzą o co
                                                    chodzi, ale ja nie żywię urazy i zawsze każda dyskusja jest dla mnie nowa i
                                                    świeża i jest czystą, niezapisaną kartą, którą na bieżąco zapisujemy. :)

                                                    Ja się nie skarżę i jeśli o mnie chodzi, to wszystko jest bez zmian.
                                                    Nadal będę pisać z szacunkiem do rozmówców i dzielić się swoimi odczuciami na
                                                    tematy omawiane na forum. Oczywiście, jeśli czas pozwoli, bo z tym jest trudno.

                                                    Pozdrawiam!
                                                  • rozdzial43 Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 21:47
                                                    ding_yun napisała:

                                                    > intencje zostały
                                                    > przeinaczone, a następnie wszystkie dyskutantki utwierdziły się wzajemnie w
                                                    > przekonaniu, że one już dobrze wiedzą co ginestra chciała napisać i żadne płacz
                                                    > e
                                                    > ani krzyki nie przekonają ich, że jest inaczej. Nawet jak Ginestra zaczęła się
                                                    > ze swojego sformułowania gęsto tłumaczyć to i tak nikt tego nie chciał słuchać,

                                                    Tu mi się przypomina pewna anegdota. Zapytano pewnego człowieka: proszę pana,
                                                    jak pan myśli, co jest większym problemem na świecie, niewiedza czy obojętność?
                                                    Nie wiem i nie obchodzi mnie to - odpowiedział zapytany.

                                                    Z góry chcę powiedzieć, że nie chcę nikogo urazić, ale wiem, że moja ocena tej
                                                    sytuacji może kogoś urazić, bo będzie krytyczna. Z góry też przepraszam, jeśli
                                                    ktoś poczuje się urażony, ale nie ma porozumienia bez szczerego przedstawienia
                                                    swego zdania.

                                                    Ginestra - moim zdaniem - spotkała się z takim murem zamkniętym na jej próby
                                                    porozumienia się, dlatego m.in., że skrytykowała w wątku Gaba a ciocia Wiesia
                                                    sposób prowadzenia dyskusji przez oponentki Andrzeja. Naruszyła tym samym
                                                    terytorium członków TWA, zagrażając ich pozycji ustalania standardów zachowania.
                                                    Dotąd pouczający zostali przez nią pouczeni i napomniani i byli tym wyraźnie
                                                    dotknięci. Nie są na razie zdolni wznieść się ponad tę urazę i sama jestem
                                                    ciekawa, jak to się skończy i czy Ginestrze zostanie wybaczone. Pewnie nie
                                                    zrobię tym Ginestrze przysługi, ale żeby już zupełnie szczerze opisać swoją
                                                    opinię w tej sprawie muszę dodać, że z lektury postów Ginestry, odzewu wśród
                                                    większości forumowiczów wynika, że Ginestra ma dar bycia pewnego rodzaju
                                                    naturalnym autorytetem, wynikającym może z tego, że emanuje z niej aura
                                                    pozwalająca jej rozmówcom poczuć się bezpiecznie i spokojnie. To też jej nie
                                                    ułatwi zycia na tym forum, a to wobec wyraźnych prób członków TWA narzucenia
                                                    zasady elitaryzmu na forum, stojącego w wyraźnej opozycji do proponowanej przez
                                                    Ginestrę zasady egalitaryzmu i myśli demokratycznej.

                                                    Naprawdę mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam, ale nie dało się tych myśli
                                                    wyrazić inaczej.
                                                    Z szacunkiem
                                                  • lezbobimbo Re: Wyśmiewanie? o_0 20.07.09, 23:15
                                                    Rozdzial, moze zachowaj swoje sensacyjne teorie spiskowe dla siebie?
                                                    Ginestra pisala w tym watku i o to, co tutaj napisala, oburzyly
                                                    sie inne matki, bo napisala cos pochopnego, co je, owe matki, najwyrazniej
                                                    uderzylo.
                                                    Najwidoczniej nie wszyscy rozmowcy czuja sie bezpiecznie i spokojnie czytajac
                                                    wypowiedzi Ginestry - wiec moze mow przede wszystkim za siebie, miast
                                                    generalizowac w przestrzen.
                                                  • black-apple Re: Wyśmiewanie? o_0 21.07.09, 03:20
                                                    Jako neutralny forumowicz, nie związany z żadnym ruchem, grupą czy
                                                    stowarzyszeniem na forum (TWA? Cóż to za nowy twór?) pozwolę sobie na wydanie
                                                    własnej opinii. W sprawie zamieszania w związku z postem Ginestry moje zdanie
                                                    jest zbliżone do zdania Kotuli, zatem śmiało możecie mnie zaliczyć do grona
                                                    osób, których nadinterpretacja szczególnie kuje was w oczy.

                                                    Natomiast zdecydowanie sprzeciwiam się nowemu postępowaniu, które już zdążyłam
                                                    zauważyć w poście rozdziała43. Pod fasadą miłego tonu, szczerych zapewnień o
                                                    kulturze i pokojowym nastawieniu, asekurując się wczesnymi przeprosinami,
                                                    autorka otwarcie atakuje część użytkowniczek, przy tym sporo wykraczając poza
                                                    granice przyzwoitości. Z premedytacją bezczelny, a przede wszystkim stawiający w
                                                    złym świetle przyszłe przyrzeczenia o dobrych intencjach, nie mówiąc o
                                                    tłumaczeniach po fakcie. Jasno wynika, że nie służy to dyskusji ani forum, a
                                                    jest zarzewiem konfliktu, co więcej z niesprawiedliwymi zasadami dla jednej ze
                                                    stron (reprezentowanej przez Lezibombo, Dakote, Dzidkę i Kotulę z tego, co
                                                    zauważyłam), ponieważ to jej odpowiedzi są z góry traktowane jako napaść i
                                                    dowody agresji. Dopóki ta parada hipokryzji, awanturnictwa i bezczelności się
                                                    nie zakończy, nie będzie mowy o żadnym zdrowym podejściu do wypowiedzi
                                                    użytkowników. Z prostej przyczyny - braku bezpieczeństwa.
                                                  • paszczakowna1 Re: Wyśmiewanie? o_0 21.07.09, 08:18
                                                    Nie to żebym komuś chciała usta zamykać i wolność słowa ograniczać, ale czy ja
                                                    bym mogła zaproponować, coby uznać, że temat już zdechł, i nie dziobać więcej
                                                    ścierwa?
                                                  • rozdzial43 Re: Wyśmiewanie? o_0 21.07.09, 17:54
                                                    black-apple napisała:

                                                    > Dopóki ta parada hipokryzji, awanturnictwa i bezczelności się
                                                    > nie zakończy, nie będzie mowy o żadnym zdrowym podejściu do wypowiedzi
                                                    > użytkowników. Z prostej przyczyny - braku bezpieczeństwa.

                                                    Przeczytałam post Black apple i pierwszym odczuciem było znudzenie, zmęczenie, a
                                                    pierwszą myślą "a, właściwie po co mi to".

                                                    Ale po klikunastu minutach przyszła taka myśl, że no tak, ja widzę pewne sprawy
                                                    i osoby krytycznie i muszę liczyć się z tym,że też zostanę skrytykowana. Krytyka
                                                    bywa bolesna, ale powinnam może się wczytać i czegoś się nauczyć.

                                                    No to podeszłam do sprawy bez emocji i ponowiłam - tym razem wnikliwiej -
                                                    lekturę postu Black apple. Chłodno i logicznie, żeby zrozumieć, co autorka miała
                                                    na myśli i co mi zarzuca.
                                                    No i tu się zacukałam. Najpierw czytam, że ukrywam pod fasadą prawdziwe
                                                    intencje. Znaczy się jakąś hipokryzję mam. Ale zaraz potem jednym tchem pada
                                                    zarzut otwartego i bezczelnego zachowania, polegającego na ataku. No to nie
                                                    wiem, czy zarzuca mi się skrytość czy otwartość? Nie wyciągnęłam więc wniosków z
                                                    tej części postu.

                                                    Dalej czytam, że jasno wynika (z czego?), że powyższe (chyba) jest zarzewiem
                                                    konfliktu pomiędzy moją pojedynczą (chyba) osobą, a wymienioną przez autorkę
                                                    postu grupą forowiczek (zaznaczam, że nie ja wymieniłam skład). I tu następna
                                                    konsternacja: czy spostrzeżenie o paradzie hipokryzji i awanturnictwa odnosi się
                                                    do mnie? Chyba tak, myślę sobie, ale z drugiej strony parada to z założenia
                                                    zdarzenie z udziałem wielu osób. To jak ja sama na tej paradzie, no jak?
                                                    No to może chodzi o paradę wymienionej drugiej strony? Ale tej nadinterpretacji
                                                    sprzeciwia się cel postu.
                                                    I znów nie wyciagnęłam wniosków, a zarzuty uważam za niepoważne.

                                                    Kończę ten przydługi post zwracając się do Jottki. Jottko, niniejszym
                                                    odszczekuję swoją krytykę Twojego stanowiska, mówiącego, że należy stosować w
                                                    dyskusji pewną dyscyplinę, a bałagan myślowy nie przynosi fantastycznych
                                                    rezultatów. Miałaś rację. Naprawdę :))
                                                  • the_dzidka Re: Rozdział 22.07.09, 08:53
                                                    Czy możesz wreszcie przestać?
                                                    Tu już wszyscy sa znudzeni i zmęczeni twoim obsesyjnym wałkowaniem
                                                    OFF TOPICU!
                                                  • rozdzial43 Re: Dzidka 22.07.09, 20:32
                                                    the_dzidka napisała:

                                                    > Czy możesz wreszcie przestać?
                                                    >
                                                    Tak, owszem przestanę, bardzo to już nudne. Dzidko, czy mogę Ci za pozwoleniem
                                                    zadać jedno pytanie? Tak w kwestii jedynie formalnej?
                                                  • the_dzidka Re: Dzidka 23.07.09, 09:28
                                                    > Tak, owszem przestanę, bardzo to już nudne. Dzidko, czy mogę Ci za
                                                    pozwoleniem
                                                    > zadać jedno pytanie? Tak w kwestii jedynie formalnej?

                                                    Zadać pytanie można zawsze.
                                                  • anutek115 Re: Wyśmiewanie? o_0 24.07.09, 23:07
                                                    Ding_yun napisała:

                                                    >Osobiście w poście Ginestry nie dostrzegłam niczego obraźliwego.

                                                    Pewnie nie powinnam podgrzewać atmosfery, a już zwłaszcza przerywac urlopu od
                                                    forum, aby się w tym akurat watku wypowiedzieć, ale co mi tam, ja też sobie
                                                    popyskuję.

                                                    Osobiście nie widzisz, Ding_yun? A pare osób, i to - co za zbieg okoliczności! _
                                                    matek, jednak zobaczyło. Skoro dziesięć osób mówi, że sie zataczam, a mnie się
                                                    wydaje, że idę prosto, moze jednak warto rozwazyc, czy te dziesięć osób nie ma
                                                    racji?

                                                    > Moim zdaniem nastąpiła tu
                                                    > nadinterpretacja czy też zła interpretacja jej słów, intencje zostały
                                                    przeinaczone, a następnie wszystkie dyskutantki utwierdziły się wzajemnie w
                                                    przekonaniu, że one już dobrze wiedzą co ginestra chciała napisać i żadne płacz e
                                                    > ani krzyki nie przekonają ich, że jest inaczej.

                                                    Nie zauważyłam ani krzyków, ani płaczu. Zauwazyłam przeprosiny, przyjmuję, że
                                                    były szczere, mój post nie jest do Ginestry, ale do ciebie. Zauważę tylko, że
                                                    jak widzę, jeśli my, te wredne dyskutantki, się w czymś zgadzamy, to oznacza, że
                                                    się nawzajem utwierdzamy w przekonaniu. Bo nie możemy się zgadzać, prawda? Nie,
                                                    musimy się nakręcać.

                                                    > Ja słowa Ginestry zrozumiałam tak:
                                                    > "posiadanie dziecka było dla mnie metafizycznym przeżyciem, ten metafizyczny
                                                    > wymiar ujawnił się w jednej szczególnej chwili. Dla mnie ten moment był właśnie
                                                    > rzeczą, która niejednokrotnie pomogła mi później w zmaganiu się z trudnymi
                                                    > chwilami w macierzyństwie. Cieszę się, że było to moim udziałem."

                                                    I skoro Ginestra to miała na myśli, to należało tak własnie napisać. Nikt by się
                                                    wtedy nie nakręcał i nawzajem utwierdzał w niczym.

                                                    > Naprawdę nie widzę tu napiętnowania jakiegolwiek sposobu na macierzyństwo.

                                                    Nie zyczę ci tego, nikomu nie zyczę, ale uprzedzam - może cię spotkać taki
                                                    początek macierzyństwa, jak mnie. Możesz urodzic dziecko, które przez lekarzy
                                                    zostanie skazane na smierć, które pierwsze 10 dni życia spędzi na OIOM-ie,
                                                    którego nie bedziesz mogła nawet dotknąć. I jak cie to już spotka to pogadamy na
                                                    temat wpisów typu "jaka szkoda, że nie doznałaś tego mistycznego uczucia, ja
                                                    widocznie mam takie predyspozycje, poprawiło mi to humor" i tego, że musisz się
                                                    nakręcać, by przeciw nim zaprotestować, oraz popodziwiamy twój stoicyzm wobec
                                                    takich wpisów. Od razu dodam, że ja to teraz pisze spokojnie i bez emocji, bo
                                                    minęło parę lat i zdołałam się z tej traumy podleczyć. Ale pamiętam bardzo
                                                    dokładnie, co poczułam czytając kilka lat temu inny wpis Ginestry - o tym, jak
                                                    ważne jest dla dziecka spędzić pierwsze godziny z matką, patrzec jej w oczy, i
                                                    jak to fatalnie wpływa na życie dziecka, jeśli ono inaczej to zycie zaczyna.
                                                    Więc rozumiem świetnie Lacitadelle, dla której wypowiedź Ginestry przypada na
                                                    początek macierzyństwa.

                                                    Wracając do twojego przyszłego dziecka, możesz miec depresję poporodową. Możesz
                                                    (i prawie na pewno będziesz) niewyspana, wykończona, przerażona, możesz żałować,
                                                    że twoje znane, oswojone, szczęśliwe życie dobiegło na zawsze końca. I wierz mi,
                                                    naokoło spotkasz NA PEWNO osoby, które bedą ci uświadamiać, że jestes fatalną
                                                    matką, bo się od rana do wieczora nie cieszysz, bo jest ci czasem smutno i źle,
                                                    będą cię karmiły mądrościami typu "matka zawsze wie, czego chce jej dziecko", a
                                                    jak nie wie, to zła matka jest. I powtórzę - jak się z tego wyplączesz i
                                                    przeczytasz wpis o metafizycznych uczuciach, których przecież doświadczają
                                                    wszystkie matki, wtedy pogadamy.

                                                    Co
                                                    > widzę to niestety irytację, złośliwość i argumenty ad personam, wielokrotnie na
                                                    > tym forum przez różne osoby potępiane i uznawane za najniższe.

                                                    No. Ponieważ - niewiarygodne! _ ale Ginestra zirytowała parę osób, nawet jej się
                                                    to zdarza. Domyślam się też, że nie chciała zrobić nikomu przykrości - ale
                                                    zrobiła, a potem za to nieudolnie (nie chcę napisać "nieszczerze", chociaż nie
                                                    ukrywałam już wcześniej, co myślę o formie jej przeprosin. Ale niech będzie, że
                                                    znów użyła niewłaściwych słów) przeprosiła. I wybacz, ale jeśli nie mogę
                                                    napisać, że nie podobało mi się to, co napisała i to, jak przeprosiła, i jeśli
                                                    muszę cenzurować swoje wypowiedzi (jak to ostatnio robiłam), jeśli nie moge
                                                    wyrazic swojej dezaprobaty BEZ WZGLĘDU NA TO KOGO DOTYCZY, bo się zaraz dowiem,
                                                    że złośliwie nadinterpretuję i się nakręcam, to jednak urlop, długi, jest
                                                    bardzo, bardzo dobrym wyjściem.
                                                  • ding_yun Re: Wyśmiewanie? o_0 25.07.09, 15:47
                                                    Zostałam wywołana do tablicy więc się pod nią pojawiam. Robię to wyłącznie celem
                                                    podsumowania i mam szczerą nadzieję, że wątek wreszcie się skończy.

                                                    Anutku, mogłabym kontynuować tą dyskusję, ale jestem niemal pewna, że
                                                    przerodziłaby się ona w zwyczajną przepychankę. Ciebie post Ginestry dotknął,
                                                    mnie nie. Ty twierdzisz, że post był obraźliwy, skoro kilka osób podobnie go
                                                    odebrało, ja będę mimo wszystko uważać inaczej. Ty mówisz, że Ginestra mogła go
                                                    napisać w inny sposób, ja uważam, że rzeczywiście mogła, ale nie lubię takiego
                                                    gdybania, w ten sposób można skrytykowac bardzo wiele postów. Ogólnie każda z
                                                    nas zostałaby zapewne przy swoim zdaniu i nie ma to większego sensu. Chciałabym
                                                    się odnieść do tylko dwóch rzeczy.

                                                    Po pierwsze w dużej części swojego posta odniosłaś się bezpośrednio do mnie, a
                                                    nie tego, co mówię, dając do zrozumienia, że skoro nie jestem matką to nie mam
                                                    pojęcia o czym mówię i zapewne dlatego post Ginestry mnie nie dotknął. Założyłaś
                                                    też, że moje podejście do bycia matką jest na tyle niedojrzałe, że nie zdaję
                                                    sobie do końca sprawy z tego, że moje dziecko może urodzić się chore, że mogę
                                                    mieć depresję poporodową, że będę zmęczona, niewyspana i targana mnóstwem
                                                    wątpliwości. Proszę, abyś nie odnosiła się do tego w sposób tak bezpośredni bo
                                                    nie wiesz niestety jakie jest moje podejście do dzieci i jakie są moje
                                                    przemyślenia i obawy związane z macierzyństwem, a także świadomość jego trudów.
                                                    Nie doświadczyłam ich wprawdzie bezpośrednio, ale zapewniam Cię, że jest duża i
                                                    jestem jak najdalsza od traktowania porodu i opieki nad noworodkiem jako
                                                    przeżycia wyłącznie metafizycznego. Poza tym w tym wątku wypowiadały się chyba
                                                    również osoby, o których wiem, że nie są matkami i ich wypowiedzi nie zostały
                                                    zbagatelizowane jako gadanie smarkuli, która niczym nie ma pojęcia. Znam
                                                    historię Twojego młodszego dziecka, kiedy przeczytałam ją po raz pierwszy byłam
                                                    naprawdę bardzo poruszona. Pamiętam, że wtedy również pisałaś o swoich
                                                    psychicznych doświadczeniach związanych ze strachem i z afirmacją życia, kiedy
                                                    wszystko ułożyło się już dobrze. Naprawdę po prostu nie widziałam bezpośredniego
                                                    ataku w poście Ginestry na czyjekolwiek podejście do posiadanie dziecka i tym
                                                    odczuciem się dzielę, to wszytsko.

                                                    Po drugie, powtórzę po raz kolejny - ta dyskusja pokazała, że nie każdą wymianę
                                                    zdań da się potraktować bezosobowo i że walka na arguementy niepostrzeżenie może
                                                    się przerodzić w walkę między dwoma konkretnymi osobami. W tym wypadku o to, kto
                                                    jest lepszą matką. Mam nadzieję, że wszyscy potraktują to jako przestrogę i będą
                                                    bardziej uważni pisząc swoje posty i wygłaszając radykalne sądy.

                                                    Tyle ode mnie, pozdrawiam.
                                                  • anutek115 Re: Wyśmiewanie? o_0 25.07.09, 19:20
                                                    ding_yun napisała:
                                                    >
                                                    > Po pierwsze w dużej części swojego posta odniosłaś się bezpośrednio do mnie, a
                                                    > nie tego, co mówię, dając do zrozumienia, że skoro nie jestem matką to nie mam
                                                    > pojęcia o czym mówię i zapewne dlatego post Ginestry mnie nie dotknął. Założyła
                                                    > ś
                                                    > też, że moje podejście do bycia matką jest na tyle niedojrzałe

                                                    Nie, Ding_yun, naprawde nie chciałam dawać ci do zrozumienia, że twoje podejscie
                                                    do macierzyństwa jest niedojrzałe, czy odbierac wage twoim przemysleniom.
                                                    Chciałam tylko napisać - i pewnie bardzo niedokładnie się wyraziłam - że bez
                                                    względu na ilość przemyśleń, rzeczywistość może nas walnąć obuchem po głowie. Ja
                                                    też dużo myślałam o macierzyństwie, zawsze jak najdalej od reklamowo-rozkosznych
                                                    wizji, wydawało mi się, że jestem przygotowana na krew, pot i łzy, i co? Nie
                                                    byłam. Zanim to się stało, nie miałam pojęcia, co i jak się wtedy czuje, jak
                                                    można reagować na luźne i niezłośliwe uwagi bliźnich i na próby pomocy czy
                                                    pocieszenia. Bo tego się po prostu nie wie. Na szczęście chyba...
                                                    > Znam historię Twojego młodszego dziecka,

                                                    To oczywiscie uwaga sciśle techniczna, ale to było moje starsze dziecko :-).
                                                    Między innymi dlatego, że młodsze urodziło się lekko, łatwo, przyjemnie, zdrowo
                                                    i ze słuszną wagą 4500 (oraz dlatego, że starsze jest zywe, zdrowe i pyskate)
                                                    moge obecnie o tym w ogóle mówić.

                                                    Naprawdę po prostu nie widziałam bezpośrednieg
                                                    > o
                                                    > ataku w poście Ginestry na czyjekolwiek podejście do posiadanie dziecka i tym
                                                    > odczuciem się dzielę, to wszytsko.

                                                    Ja tez nie widziałam - i nie widzę - bezposredniego ataku. Ale widziałam dość
                                                    bezmyślną uwagę, z której Ginestra nie potrafiła się wycofać, choć kilka osób
                                                    zareagowało na jej wpis z przykrością. No, nie tyle nie umiała się wycofać, co
                                                    uznać, że jej wpis był faktycznie... no, bezmyślny jednak. I tymi odczuciami ja
                                                    się podzieliłam.

                                                    >
                                                    > Po drugie, powtórzę po raz kolejny - ta dyskusja pokazała, że nie każdą wymianę
                                                    > zdań da się potraktować bezosobowo i że walka na arguementy niepostrzeżenie moż
                                                    > e
                                                    > się przerodzić w walkę między dwoma konkretnymi osobami.

                                                    Możesz mi wierzyć lub nie, ale mi nie chodziło o walkę z Ginestrą, ale TYLKO I
                                                    WYŁĄCZNIE O TEN WPIS>

                                                    W tym wypadku o to, kto
                                                    > jest lepszą matką.

                                                    I na pewno nie o to, kto jest lepszą matką!!! Bo ja jestem co najwyżej poprawną.
                                                    I na pewno jestem ostatnią osoba, która ma chęć oceniac jakość macierzyństwa
                                                    innych osób. Tu o co innego szło, ale masz rację - wszystko na ten temat juz
                                                    powiedziano. Ja, podobnie jak ty, mam nadzieję, że wątek sam oklapnie. I nie
                                                    czuję się dobrze z tym, że go podniosłam - przepraszam. Pewnie to źle zabrzmi,
                                                    albo znów nie będę umiała się poprawnie wyrazić, ale miałam wybór - ocenzurować
                                                    się i nie podnosić, albo jednak nie popaść w poprawność polityczną i podnieść. I
                                                    przyznam, że miałam dość politycznej poprawności, która sobie sama narzuciłam na
                                                    skutek ostatnio tu toczonych dyskusji...
                                                  • andrzej585858 Re: Wyśmiewanie? o_0 25.07.09, 19:35
                                                    anutek115 napisała:

                                                    > I
                                                    > przyznam, że miałam dość politycznej poprawności, która sobie sama narzuciłam n
                                                    > a
                                                    > skutek ostatnio tu toczonych dyskusji...

                                                    Bardzo słusznie - wtrącę się jednym zdaniem komentarza - ludzi należy szanować
                                                    ale niekoniecznie poglądy przez nich głoszone - a to według mnie da się odróżnić.
                                                    >
                                                  • lacitadelle Re: Wyśmiewanie? o_0 27.07.09, 15:21
                                                    > Chciałam tylko napisać - i pewnie bardzo niedokładnie się wyraziłam - że bez
                                                    > względu na ilość przemyśleń, rzeczywistość może nas walnąć obuchem po głowie. J
                                                    > a
                                                    > też dużo myślałam o macierzyństwie, zawsze jak najdalej od reklamowo-rozkosznyc
                                                    > h
                                                    > wizji, wydawało mi się, że jestem przygotowana na krew, pot i łzy, i co? Nie
                                                    > byłam. Zanim to się stało, nie miałam pojęcia, co i jak się wtedy czuje, jak
                                                    > można reagować na luźne i niezłośliwe uwagi bliźnich i na próby pomocy czy
                                                    > pocieszenia. Bo tego się po prostu nie wie. Na szczęście chyba...

                                                    Otóż to. Lepiej bym tego nie ujęła, ale to rzeczywiście można zrozumieć dopiero
                                                    po. Gdybym wiedziała przed - tak szybko bym się na dziecko nie zdecydowała na
                                                    pewno.
                                                  • lacitadelle Re: Wyśmiewanie? o_0 21.07.09, 16:36
                                                    > Jeśli chodzi o to, co podniosła Lacittadelle czyli o to, że nie powinnam
                                                    >
                                                    rozpisywać się o doznaniach metafizycznych po urodzeniu dziecka, to na swoj
                                                    > ą
                                                    > obronę powiem tak:

                                                    Ginestro, nie przeczytałaś uważnie mojej wypowiedzi, nic takiego nie pisałam.
                                                    Bardzo się cieszę, że napisałaś tu o swoich odczuciach, rozumiem, że mogłaś
                                                    wierzyć, że każda kobieta tak ma i gdyby na tym stanęło, chętnie rozwinęłabym
                                                    temat, bo ostatnio rozmyślam właśnie nad kwestią, od czego zależy to, że różne
                                                    kobiety tak różnie przeżywają swoje macierzyństwo. Bo to jest bardzo ciekawy temat.

                                                    Jednak Ty na tym nie poprzestałaś, kiedy dowiedziałaś się, że dziewczyny z forum
                                                    tak nie miały, użyłaś tego fatalnego słowa "szkoda" i oznajmiłaś, że
                                                    uświadomieniem, że żadna z nas podobnych mistycznych przeżyć nie miała,
                                                    poprawiłaś sobie humor. A nam albo szkoda nie jest, bo takich przeżyć nie
                                                    potrzebujemy, albo wręcz przeciwnie - bardzo ich pragniemy i jest nam zwyczajnie
                                                    przykro, że ktoś nam to niejako wypomina.

                                                    Znów posłużę się przykładem, może prostszym: ktoś w jakimś wątku na forum mówi,
                                                    że jest bardzo zamożny. No i fajnie, cieszymy się razem z nim. Część osób pisze,
                                                    że one takie zamożne nie są, ale bardzo dobrze sobie w życiu radzą bez tego. A
                                                    wtedy ten ktoś pisze, o przepraszam, myślałem naiwnie, że wszyscy są tacy
                                                    zamożni jak ja, ale szkoda bardzo, że nie są, bo to jest takie piękne i pomaga w
                                                    życiu.

                                                    No i co wtedy, osoby, którym nie szkoda, mają tłumaczyć się, że nie dla
                                                    wszystkich to jest takie istotne? A te, którym szkoda i nie mogą związać końca z
                                                    końcem, jak się poczują, kiedy ten ktoś dopisze jeszcze: "Może mam jakieś
                                                    predyspozycje ku doświadczaniu
                                                    tego typu spraw (zarabianiu pieniędzy), a nie wiedziałam o tym, bo myślałam, że
                                                    każdy tak ma.
                                                    Powiem Wam, że nawet to mi poprawiło humor przy poniedziałku."

                                                    Wybacz, Ginestro, ja wierzę, że nie było Twoją intencją wywyższanie się, jednak
                                                    naprawdę tak można te słowa zinterpretować.

                                                    > Jednakże, jeśli cokolwiek złego Wam zrobiłam (czego nikt właściwie nie
                                                    > powiedział wprost, co konkretnie złego Wam zrobiłam), to raz jeszcze
                                                    > przepraszam. Za nieświadome wyrządzenie czegoś złego.

                                                    Uuugh, zwyczaj, który udało mi się wytępić u mojego męża - nigdy nie
                                                    przepraszaj, jeżeli nie czujesz, za co przepraszasz, bo to jest obraźliwe dla
                                                    osoby przepraszanej.
                                                  • doratos Re: Wyśmiewanie? o_0 22.07.09, 20:51
                                                    Po przeczytaniu tego wątka zastanowił mnie fakt dlaczego nie
                                                    wierzycie ginestrze kiedy mówi,że nie chciała nikogo urazić!
                                                    Czy gdyby przeprosiła na przykład lezbobimbo to też byście nie
                                                    uwierzyły że to było niechcąco i nie zawierało podtekstów?!
                                                    Czy nie wierzycie jej bo ma inne poglądy?
                                                    Owóż ja jak i ona podobne odczucia miałam przy pierwszym dziecku!
                                                    Czułam tak niebotyczne szczęście,nie mogłam uwierzyć że to moje
                                                    dziecko,takie doskonałe i śliczne!
                                                    Myślałam wtedy że nic więcej mi do szczęscia nie potrzeba,że chyba
                                                    oto posiadłam tajemnicę wszechświata!
                                                    Przy następnych porodach moje uczucia były już trochę inne,czułam i
                                                    ulgę że mam to za sobą,i zdziwienie że znów chłopiec,a za 3-im razem
                                                    że bezwłosy,ale radość i szczęscie też były za każdym razem!
                                                    A co złego w tym że niektóre kobiety nie mają większych ambicji niż
                                                    być matką?
                                                    Mają do tego prawo,mają też prawo kobiety robić karierę,oprócz tego
                                                    że są matkami,no mamy w końcu to uprawnienie,ale to nie znaczy że
                                                    wszystkie chcą pracować i wychowywać dzieci.
                                                    Niech każdy robi to co uważa za słuszne-bo ma do tego prawo!
                                                    A bycie matką to bardzo ciężki zawód,nigdy nie ma wolnego,niewiadomo
                                                    kto szefem,i tylko zapłata godna-miłość dziecka.
                                                    Może Pyza dojdzie potem do wniosku że samo macierzyństwo jej nie
                                                    wystarczy,ale na razie jest młoda,jeszcze nie bardzo wie czego chce.
                                                    Ja ją rozumiem,co czuła trzymając po raz pierwszy,zrozumiała to
                                                    ginestra a że nie każdy to rozumie to takie jego prawo,i nikt nie
                                                    powinien się z tego tłumaczyć,niezależnie co ktoś poczuł czytając
                                                    tamto zdanie o Pyzie i dziecku,miał prawo to poczuć!
                                                    Ile ludzi tyle uczuć,poglądów,wrażeń,chyba nie ma dwóch takich
                                                    samych ludzi.
                                                  • dakota77 Re: Wyśmiewanie? o_0 22.07.09, 21:01
                                                    1. Akapity, prosze.
                                                    2.Spacje.
                                                    3. Czytanie ze zrozumieniem, naprawde.
                                                  • verdana Re: Wyśmiewanie? o_0 22.07.09, 21:11
                                                    Wierze w kazde szczere przeprosiny. Bez żadnych podtekstów.
                                                    I wybacz, ja wiem, że się czepiam - ale primo - nikt nie kazał tu
                                                    nikomu przpraszać, ze czuje to co czuje. Absolutnie wierzę, ze i Ty
                                                    i Ginestra miałyscie metafizyczne odczucia po porodzie. To w ogole
                                                    nie jest pogląd, to fakt. Poglądem może być jedynie to, ze kobiety,
                                                    ktore takich odczuc nie maja są biedne - i o to toczy się spór.
                                                    Secundo - nikt nie wypowiadał się o tym, czy można być jedynie
                                                    matką. Dyskusja byla o tym, czy można byc matką, która uznaje, że
                                                    sama nie ma obowiazku troszczyć się o przyszłość dziecka, bo ktoś
                                                    inny utrzyma i dziecko i ją samą. Mlodość nie zwalnia z poczucia
                                                    odpowiedzialności.
                                                    Tertio - z trudem znoszę na tym konkretnym forum błędy składniowe i
                                                    gramatyczne (typu po przeczytaniu wątka", "było
                                                    niechcąco" ,"niewiadomo". Radzę wiec czytac post przed wysłaniem.
                                    • anutek115 Re: Pyzunia 20.07.09, 12:30
                                      andrzej585858 napisał:

                                      > Trochę więcej moja żona twierdzi że też miała podobne odczucia.- tylko kto
                                      > powiedział że brak takowych jest tożsamy z byciem złą matką ?
                                      >
                                      Andrzeju. Tam był emotikion. O, taki: ;-D. Znaczy, szeroki usmiech z puszczeniem
                                      oka.
                                      • verdana Re: Pyzunia 20.07.09, 21:50
                                        Mam wrazenie, ze Ginestra po prostu nie bardzo zrozumiała, co
                                        naprawde napisała i tyle. A jesli chodzi o wymieniony watek - teoria
                                        o tyle naciągana, ze w ogóle go nie czytalam...
                                  • paszczakowna1 Re: Pyzunia 20.07.09, 12:33
                                    > To jest nas trzy (z Verdaną).

                                    Więcej. Ja też nic takiego nie czułam. Chociaż się starałam. Takiego mam pecha.

                                    Pierwsza myśl była - 'Ale to duże! Ale to żywe!' (nie byłam przygotowana na to,
                                    że przy cesarce wyjmują z ciebie wyrywającego i kopiącego wrzaskuna), a
                                    następnie 'To moje młode, oddawać, pospieszyć się z tym szyciem, nie zawracać
                                    głowy, won mi stąd wszyscy bo pogryzę, oddajcie mi młode!' Nowe uczucie, nawet
                                    przyjemne, ale jakieś strasznie metafizyczne to nie było, w pewnym sensie wręcz
                                    przeciwnie.
                                    • ginestra Re: Pyzunia 20.07.09, 12:52
                                      Paszczakówno,

                                      ja tylko może dopowiem, tak od siebie, że to uczucie metafizyczne, które
                                      opisałam wyżej u mnie akurat miało miejsce w jakiś czas po porodzie, kiedy dzień
                                      po dniu coś do mnie z tej wielkiej tajemnicy docierało, a potem nagle ogarnęło
                                      mnie z wielką siłą. A więc to nie było po samym porodzie.

                                      Natomiast po porodach to było trochę inaczej. :) U mnie tak się złożyło, że oba
                                      porody miałam naturalne i położono mi od razu dziecko na brzuchu, jak tylko
                                      ustalono, że oddycha prawidłowo i wszystko jest OK, jeszcze z tętniącą pępowiną
                                      i te chwile po samym porodzie, to przytulenie dziecka, były dla mnie też
                                      niebiańsko piękne, ale miały inny smak niż ta wyżej opisana "kosmiczna scena".
                                      Te chwile po porodzie też sobie staram przypominać często i tak realnie jak się
                                      da, ZAWSZE w urodziny dzieci, a także czasami, gdy mnie takie wspomnienie
                                      najdzie, bo zawsze bałam się, że mi się zatrą w pamięci. Rodziłam w zwykłym
                                      szpitalu i wówczas nie było nas stać na poród z udziałem męża, a więc byłam w
                                      takiej chwili sama i to położenie dziecka na brzuchu, przytulenie go było dla
                                      mnie też taką bardzo intymną chwilą, bo nikt mnie w niej nie rozpraszał i mogłam
                                      się tą chwilą nacieszyć i dobrze ją zapamiętać. A więc te momenty z porodu też
                                      przechowuję w sercu. :)

                                      Pozdrawiam!
                                      • verdana Re: Pyzunia 20.07.09, 13:56
                                        Wiesz, ja rodzilam dokladnie tak samo, w takich samych warunkach. I
                                        nie ma co żalować, ze nie mialam - podobnie jak inne matki - tak
                                        pieknych metafizycznych przezyć jak Ty. Rozumiem, ze to nie bylo
                                        Twoja intencją, ale jest to trochę obraźliwe - to współczucie dla
                                        nas, przyziemnych matek, ktore nie przeżyły niebiańsko pieknych
                                        chwil, które później pomogą im w zyciu.
                                    • kai_30 Re: Pyzunia 20.07.09, 17:46
                                      paszczakowna1 napisała:

                                      > > To jest nas trzy (z Verdaną).
                                      >
                                      > Więcej.

                                      Więcej, więcej - ja też. :) Mam trzech synów, najmłodszy ma dwa miesiące, i nie
                                      tylko nie czułam nigdy pustki w ramionach, ale i metafizyki zero. Chociaż w
                                      sumie moment wydania na świat najmłodszego (poród naturalny, dziecię o słusznej
                                      wadze 4690) otarł się o metafizykę i magię, wyrażającą się zdziwieniem: "O
                                      cholera, i on się tam zmieścił?? Niemożliwe!" :)

                                      A ponadto, chociaż kocham moich synów, a najmłodszego rozpieszczam bez pamięci,
                                      to jednak macierzyństwo to w dużej mierze "krew, pot i łzy", zwłaszcza na
                                      początku. A u MM? Pomijając SK, zero problemów z bolącymi brodawkami, kolkami,
                                      płaczem bez powodu, same idealne niemowlęta, którymi może zająć się byle kto.
                                      No, Ziutek ulewa jak fontanna, ale nikt się tym specjalnie nie przejmuje.

                                      Gdzieś zniknął realizm Szóstej Klepki i wrzeszczącej Irenki, zastąpiony przez
                                      metafizykę wypełnionych wreszcie ramion i bezproblemowe, grzecznie gaworzące i
                                      machające odnóżami niemowlęta. Szkoda.
                                  • miau78 Re: Pyzunia 20.07.09, 18:51
                                    anutek115 napisała:

                                    > To jest nas trzy (z Verdaną). Tych złych matek bez wyższych uczuć ;-D.

                                    Proszę i mnie dopisać do tej listy!
                                    • truscaveczka Re: Pyzunia 21.07.09, 08:48
                                      Oraz mięęęęę :) Jak już mi oddali dziecinkę, ponacieszałam się nią, fajna była,
                                      taka ładna i niepłaksiwa, a potem bałam się zasnąć przy niej i marzyłam, żeby
                                      się ktoś nią zajął inny ;)
                                      A cała ta debata o wyższości metafizyki nad biochemią to jak z emamy albo
                                      Niemowlęcia wzięta. Jeszcze mi brakuje "wspułczuje twoim dziecią" ;) Kotula wie,
                                      o co kaman, stałe bywalczynie w.wym forów pewnie też.
                                      Tylko myślałam, że forum MM jest impregnowane na pychę, chełpliwość i jatki. A
                                      tu zaskoczenie. Inminus nieprawdaż.
                                      • mama_kotula Re: Pyzunia 21.07.09, 09:28
                                        CytatTylko myślałam, że forum MM jest impregnowane na pychę, chełpliwość i jatki. A tu zaskoczenie. Inminus nieprawdaż.

                                        Trus droga - forum MM z definicji jest FORUM. I choćby było to cudowne, idealne, odmienne od innych, naprawdę wyjątkowe forum, to nadal będzie forum. I jak na każdym forum będzie działać - samoistnie - większość mechanizmów typowych dla forum. Taki lajf, tego nie sposób zmienić.
                                        Ja po ostatnich dniach na tym forum mam uczucie wielokrotnego deżawi :).
                                        • miau78 Re: Pyzunia 21.07.09, 10:23
                                          Po głębszym namyśle doszłam do wniosku, że Pyza nie miała jaj, tak samo jak i
                                          Frycek. Ich życiem rządzili inni- czyli Borejkowie- jak można być tak bezwolnym
                                          i poddawać się tyranii?
                                          Przypomniała mi się sytuacja, kiedy to moja własna Babcia nasłała na mnie swoją
                                          siostrę, nobliwą starszą panią, która próbowała mi wmówić, że _powinnam_ wyjść
                                          za ojca Potomka. Nie znając oczywiście powodów, dla których go porzuciłam.
                                          O, wióry leciały, taka była awantura, kiedy jasno i wyraźnie dałam do
                                          zrozumienia Babci i cioci, żeby się się wpieprzały w moje życie.
                                          Dlaczego Róża tak nie zrobiła?
                                        • truscaveczka Re: Pyzunia 21.07.09, 14:38
                                          Masz rację.
                                          Na szczęście w przeważającej większości uczestnicy czują się zobligowani do
                                          trzymania szeroko pojętego "poziomu" i to jest bardzo fajne, mam nadzieję, że
                                          się obecna sytuacja troszkę wyciszy i wszystko wróci do jaksze pożądanej normy :)
                                          • noida Re: Pyzunia 21.07.09, 15:38
                                            Na szczęście trzymają poziom! (mniej więcej na tej samej zasadzie, co wieża w
                                            Pizie trzyma pion - za pomocą wielkich odważników, hihi)
                                          • skrzydlate.bobry Re: Pyzunia 22.07.09, 15:03
                                            Przepraszamy, dawno nas nie było i w ogóle ani trochę nie na temat, ale urzekł
                                            nas tekst sygnatury Truscaveczki i do nóg upadamy, łasząc się o pozwolenie na
                                            powieszenie sobie tekstu na ścianie (jako humaniści, nieprawdaż, szczerze
                                            marzący o byciu umysłami ścisłymi). Też mamy taką tablicę jak Borejki z co
                                            przyjemniejszymi bonmotami
                                            • lezbobimbo Re: Pyzunia 22.07.09, 15:11
                                              I Bobry nawet wrocily! Do kompleta z czarnem jabluszkiem i algod i
                                              wierszykiem-Leara!
                                              Ach, forum musi odzywa, skoro nawet tak marynotrawne córy wracaja z oddali :)

                                              skrzydlate.bobry napisała:
                                              > Przepraszamy, dawno nas nie było i w ogóle ani trochę nie na temat, ale
                                              urzekł> nas tekst sygnatury Truscaveczki i do nóg upadamy, łasząc się o
                                              pozwolenie na> powieszenie sobie tekstu na ścianie (jako humaniści, nieprawdaż,
                                              szczerze> marzący o byciu umysłami ścisłymi).

                                              Mie takoz urzeka juz od dawna! Bonmota sobie powtarzam, a znajomym zlosliwie,
                                              zaleznie od tego, do ktorej etykietki sie zaliczajom :P

                                              > A co do tematu, żeby podkręcić atmosferę. Może to niezupełnie ten przypadek,
                                              ale jakoś też nie bardzo
                                              > widzimy, jak można było zrozumieć zapalny fragment wypowiedzi Ginestry inaczej,
                                              > niż go zrozumiała większość matek wypowiadających się w tym wątku.

                                              A to tylko jedno slowo takie zapalne - slynne szkoda :) Jakby Ginestra napisala
                                              po prostu "myslalam, ze wszystkie matki przezywaja cos podobnego" to by bylo
                                              wszystko w porzadku, ze tak sie wpiernicze miedzy ciaze a zakaske (metafizyki).
                                              No myslala sobie i miala prawo, a tymczasem okazalo sie, ze nie da sie tego
                                              uczucia generalizowac na wszystkie macierze.

                                              Zas szkoda niestety oznacza zal, litosc czy jak to by Ginestra sama ujela,
                                              uczucie niesymetryczne :)
                                              No i przez to jedno slowko wyszlo, ze zal Ginestrze tych, co nie odczuly tego
                                              samego..
                                              • skrzydlate.bobry Re: Pyzunia 22.07.09, 19:37
                                                lezbobimbo napisała:

                                                > I Bobry nawet wrocily! Do kompleta z czarnem jabluszkiem i algod i
                                                > wierszykiem-Leara!
                                                > Ach, forum musi odzywa, skoro nawet tak marynotrawne córy wracaja z oddali :)
                                                >

                                                My tylko przelotem ;) Jak się po dłuższej nieobecności zagląda, to zanim się
                                                przeczyta, co tam TWA w tym czasie natworzyło, to ono zdąży natworzyć nowego i
                                                tylko się nadrabia zaległości, a pisać to już pary nie starcza. Ale czyta się
                                                przyjemnie, nie powiem, szczególnie jeśli co bardziej skomplikowane i podnoszące
                                                ciśnienie fragmenty tylko przelecieć...
                                                • aganoreg Re: Pyzunia 22.07.09, 19:49
                                                  skrzydlate.bobry napisała:

                                                  Ale czyta się
                                                  > przyjemnie, nie powiem, szczególnie jeśli co bardziej skomplikowane i podnosząc
                                                  > e
                                                  > ciśnienie fragmenty tylko przelecieć...

                                                  Ja sie po cichu przyznam, ze co niektore fragmenty potraktowalam jak opisy
                                                  przyrody <wstydzi sie bardzo>
                                                  • onion68 Re: Pyzunia 22.07.09, 19:54
                                                    Zmniejszę rozmiar Twojego wstydu przez współprzyznanie :-)
                                                  • skrzydlate.bobry Re: Pyzunia 22.07.09, 19:54
                                                    aganoreg napisała:

                                                    > Ja sie po cichu przyznam, ze co niektore fragmenty potraktowalam jak opisy
                                                    > przyrody <wstydzi sie bardzo>

                                                    A to w Twojej szkole nie wymagali czytania opisów? <chichocik słabo maskowany
                                                    udawanym zdziwieniem>
                                                  • aganoreg Re: Pyzunia 22.07.09, 20:02
                                                    Onion, dzieki ;)

                                                    Wymagali, wymagali, ale w szkole juz dawno nie jestem i jak natrafiam na takie
                                                    dluzyzny, to omijam.

                                                    I jakos watku nie trace :P
                      • aganoreg Re: Pyzunia 19.07.09, 22:24
                        mama_kotula napisała:

                        > Cytatw Imieninach Różyczka nam wyrasta i chudnie, co
                        > zauważa Natalia powrócona z Cypru

                        >
                        > Za pozwoleniem, to nie tak. Natalia po prostu stwierdziła, że taki komplement s
                        > prawi Pyzuni największą przyjemność, więc go nim obdarza, a faktycznie niewiado
                        > mo, czy Pyzunia schudła, czy nie.
                        >
                        Zmuszacie mnie dzisiaj do poszukiwan :)

                        W Imieninach Pyza nazywana jest "dorodna, rumiana". A wspomniany cytat brzmi:

                        - Ależ ty wyładniałaś! A jak schudłaś! - powiedziała z podziwem ciocia Natalia,
                        jakby czuła, że tym właśnie może zrobić największą przyjemność siostrzenicy,
                        która walczyła o linię za pomocą diety owocowo-warzywnej i mlecznej.

                        Nie wiem, czy akurat taka dieta jest najlepsza dla szesnastolatki...
                        • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 23:02
                          To by wyjaśniało, czemu nam Różyczka zemdlała.

                          BTW: rozwałkujecie mi tu uwagę Bernarda o hormonach? Skoro z Różyczki była taka
                          dorodna rzepka, możemy śmiało założyć, że w wieku szesnastu lat była już
                          dojrzałą kobietką z regularnym cyklem hormonalnym, a co więcej, że nie pojawiały
                          się związane z nim żadne większe dolegliwości. Skąd zatem pomysł, że omdlała ze
                          względu na hormony? Która zdrowa kobieta mdleje przy menstruacji?

                          Cytat- Ależ ty wyładniałaś! A jak schudłaś! - powiedziała z podziwem ciocia
                          Natalia, jakby czuła, że tym właśnie może zrobić największą przyjemność
                          siostrzenicy, która walczyła o linię za pomocą diety owocowo-warzywnej i
                          mlecznej.


                          No i popatrz, tak naprawdę to jest potwierdzenie i moich, i Twoich słów. Bo z
                          jednej strony Natalia mówi to Pyzie wiedząc, że jej sprawi przyjemność, zaś z
                          drugiej dowiadujemy się, że Pyza walczyła (mnie to brzmi jak present perfect,
                          zaczęła w przeszłości i trwa to do dziś) o linię, zaś późniejszy opis posiłków
                          Pyzy każe mniemać, że dieta cechowała się skutecznością.
                          A dorodność mogła raczej odnosić się do wzrostu.
                          • ding_yun Re: Pyzunia 19.07.09, 23:14
                            szprota napisała:
                            >
                            > BTW: rozwałkujecie mi tu uwagę Bernarda o hormonach? Skoro z Różyczki była taka
                            > dorodna rzepka, możemy śmiało założyć, że w wieku szesnastu lat była już
                            > dojrzałą kobietką z regularnym cyklem hormonalnym, a co więcej, że nie pojawiał
                            > y
                            > się związane z nim żadne większe dolegliwości. Skąd zatem pomysł, że omdlała ze
                            > względu na hormony? Która zdrowa kobieta mdleje przy menstruacji?
                            >
                            Oj bernard jak zwykle gadał żeby gadać :) Ale swoją drogą przecież nie tylko
                            zwiewne blade lilije mogą źle znosić menstruację, kobietki na oko zdrowe, o
                            bujnych biustach i biodrach, też mogą we wnętrzu skrywać różne cierpienia.
                            • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 23:21
                              ding_yun napisała: Cytat Ale swoją drogą przecież nie tylko zwiewne blade
                              lilije mogą źle znosić menstruację, kobietki na oko zdrowe, o bujnych biustach i
                              biodrach, też mogą we wnętrzu skrywać różne cierpienia.

                              W sumie fakt. Mniej chodziło mi o sylwetkę Róży, a bardziej o to, że jednak jest
                              opisywana jako hoże, zdrowe dziewczę. No ale przecież nie można się spodziewać,
                              że M.M. opisze, jak to z pozoru zdrowa Różyczka łyka w tych dniach ketonal, by
                              móc pójść do szkoły.
                              • lacitadelle Re: Pyzunia 20.07.09, 14:22
                                > W sumie fakt. Mniej chodziło mi o sylwetkę Róży, a bardziej o to, że jednak jes
                                > t
                                > opisywana jako hoże, zdrowe dziewczę. No ale przecież nie można się spodziewać,
                                > że M.M. opisze, jak to z pozoru zdrowa Różyczka łyka w tych dniach ketonal, by
                                > móc pójść do szkoły.

                                Szproto, nie ma żadnego związku pomiędzy ogólna "hożością" a dolegliwościami w
                                czasie miesiączki, znam dwie dziewczyny, które wtedy mdleją i obie są krzepkimi
                                okazami zdrowia.
                                • szprota Re: Pyzunia 20.07.09, 19:06
                                  lacitadelle napisała: > Szproto, nie ma żadnego związku pomiędzy ogólna
                                  "hożością" a dolegliwościami w czasie miesiączki, znam dwie dziewczyny, które
                                  wtedy mdleją i obie są krzepkimi okazami zdrowia.

                                  Ok, najwyraźniej dałam się ponieść stereotypowi (i czepialstwu przy okazji) :)
                            • anutek115 Re: Pyzunia 20.07.09, 09:26
                              Ding_yun napisała:
                              Ale swoją drogą przecież nie tylko
                              > zwiewne blade lilije mogą źle znosić menstruację, kobietki na oko zdrowe, o
                              > bujnych biustach i biodrach, też mogą we wnętrzu skrywać różne cierpienia.
                              >

                              Co więcej, moim zdaniem odwrotnie jest ;-). Ja jestem lelija, chuda, długa i jak
                              smierć blada - menstruacji nie zauważam i nie zauważałam nigdy (no, poza
                              konieczną miarę). Moja siostra, hoże dziewczę o wybitnym biuscie, w czasie
                              menstruacji zamieniała się w chlipiace, obolałe nieszczęście. Nie ma reguł,
                              panie ja kogo...
                          • aganoreg Re: Pyzunia 19.07.09, 23:17
                            Majac na koncie spora ilosc diet, trudno mi, doprawdy, przypuszczac, ze na
                            takiej diecie da sie schudnac trwale. Owszem, ta dieta tlumaczy omdlenia (bo nie
                            dotarcza wszystkich niezbednych skladnikow - zwlaszcza bialka malo, szczegolnie
                            ze brak wzmianek o roslinach straczkowych, soi itd, suplementacji zelaza - chyba
                            ze z tych jablek, co w nich zelaza jak naplute :D), ale przy niekonsekwencji
                            Pyzy (kurczak z ryzem a pelny obiad u Lelujkow) trudno o brak efektu jojo.
                            • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 23:23
                              OK, przekonałaś mnie. Zatem Pyzunia nie zwalczyła nadwagi i w Imieninach jest
                              nadal krągła i rumiana, a tabuny adoratorów mają w głębokim poważaniu jej linię.
                              Zasadniczo sympatyczny wniosek w dobie rozmiaru zero.
                              • mama_kotula Re: Pyzunia 19.07.09, 23:33
                                Cytat OK, przekonałaś mnie. Zatem Pyzunia nie zwalczyła nadwagi i w Imieninach jest nadal krągła i rumiana, a tabuny adoratorów mają w głębokim poważaniu jej linię. Zasadniczo sympatyczny wniosek w dobie rozmiaru zero.

                                Zasadniczo sympatyczny i zasadniczo mało realny w przypadku chłopców lat 16 czy ileśtam niach niach niach :>

                                Ale może to miało dowodzić o tym, że Różyczka miała uroczy charakter i po prostu to z niej emanowało że ach i och! a zło emanujące z jej siostry przyćmiewało nawet jej niewątpliwą urodę, sprawiając, że w oczach braci Lelujków była zimną jaszczurką w pięknej, ale jednak gadziej powłoce.

                                No ale imo większość chłopców lat 15-16-17 jednakowoż będzie się skłaniać ku jaszczurkom ;) - oczywiście absolutnie nie szlachetni duchem bracia Lelujkowie.
                                • verdana Re: Pyzunia 19.07.09, 23:39
                                  Wcale nie malo.
                                  Mój syn, gimnazjalista przyjaźni się z pewną mloda dama, lat 15,
                                  slusznej postury. Dama owa może przebierac w chłopakach jak w
                                  ulęgałkach, w stopniu nieporownanie wiekszym niż jej przyjaciółki o
                                  wadze przyzwoitych anorektyczek. Co wiecej moj syn (lat 14) nie
                                  zauwazył, ze dziewczę ma nadwagę, albowiem nadwage dostrzegaja
                                  przede wszystkim dziewczyny.
                                  Dlatego tez nie rozumie, dlaczego przyjaciółka stale się odchudza,
                                  zresztą znana metoda "od jutra".
                                  • mama_kotula Re: Pyzunia 19.07.09, 23:46
                                    Verdanko, w szkole średniej przebierałam w adoratorach przy 15-20 kilo nadwagi. Ale bezczelnie powiem, że to ja przebierałam, a nie Pyzunia szanowna, która to Pyzunia jest poczciwą mamejką o zaniżonym poczuciu własnej wartości, uważająca że jest głupsza/brzydsza/grubsza od innych, w przeciwieństwie do mojego wyjątkowego zawyżonego poczucia własnej wartości i poczucia, że świat powinien mi padać do stóp :P


                                    No i umówmy się - twój syn, gimnazjalista, to jest twój syn, i nie powiesz mi, że jest tak do końca przeciętnym statystycznym nastolatkiem ;).
                                    • aadrianka Re: Pyzunia 20.07.09, 21:22
                                      Pyzunia nie tylko nie przebiera, ona w ogóle w kwestiach kontaktów
                                      damsko-męskich jest abuliczką totalną. I może lepiej, skoro jedyny
                                      przejaw inicjatywy zaowocował nieoczekiwaną ciążą. A może też i
                                      gorzej, może inicjatywa przejawiona kilka lat wcześniej skróciłaby
                                      te lata oczekiwania na wypełnienie pustych ramion.
                                      Mam w ogóle wrażenie, że MM pomieszała się tabelka z cechami
                                      bohaterów (są notatki na temat gumowego lokalu zamieszkanego przez
                                      Borejków, jest rozpisane drzewo genealogiczne, to może i tabelka
                                      istnieje). Pyza, ta rozsądna, praktyczna, dzielna i miła dziewoja
                                      jest absolutnie bierna wobec wszelkich swoich absztyfikantów. Mówiąc
                                      mniej oględnie, który się akurat zakrzątnie, ten ma.
                                      Natalia natomiast, ta poetyczna niedojda z głową w chmurach, od
                                      dwóch amantów uciekła, trzeciego dogoniła łamiąc cały kodeks
                                      drogowy. I to dogoniła skutecznie. To kto tu jest dzielny, a kto
                                      niedojda?
                                • szprota Re: Pyzunia 19.07.09, 23:41
                                  Co, dodam z moich obserwacji, stoi w niejakiej sprzeczności z tym, co widzę na
                                  co dzień. Ci szlachetni duchem, dobrzy, poczciwi raczej bowiem lecą na kapryśne
                                  jaszczurki ;) I to raczej niezależnie od wieku.
              • dacard Malutki off-topik na dzien dobry 20.07.09, 00:12
                Czesc dziewczyny - pierwszy raz sie do was odzywam, ale ja zawsze
                wole sie dopytywac niz komentowac. Mam taka refleksje odnosnie
                jednego zdania ding_yun:

                > [..] w książkach dla młodych dziewcząt (to wszak główny
                > target). MM, zwłaszcza ostatnimi czasy, postawiła sobie za cel
                wychowanie
                > młodych pokoleń w duchu [...]

                Oczywiscie ze targetem powinny byc nowe pokolenia, ale czy naprawde
                są? Czy nie ma teraz ciekawszej oferty na rynku? Czy Jezycjady de
                facto nie czyta sie juz tylko z sentymentu?

                Innymi slowy kim jestescie? Bo ja juz jestem po 30-tce, nie znam
                zadnych nastolatek, wiec nie moge zrewidowac tezy o targecie
                czytelniczym MM bez Waszej pomocy...
                • dakota77 Re: Malutki off-topik na dzien dobry 20.07.09, 00:16
                  Przeciez to nie my decydujemy o targecie ksiazek MM, tylko ona i wydawnictwo.
                  To, ze wiekszosc chyba jej czytelniczek to kobiety dorosle to juz inna rzecz.
                  • dacard Re: Malutki off-topik na dzien dobry 20.07.09, 21:18
                    Target decyduje czyim jest targetem :) Wydawca ma podpowiadac
                    autorowi, a autor ma wyczuwac. I w tym wlasnie fragmnecie mi
                    zgrzyta...
                    • dakota77 Re: Malutki off-topik na dzien dobry 20.07.09, 21:20
                      Nam tez zgrzyta, bo to my jestesmy glownymi czytelniczkami MM, nie male
                      dziewczynki. Ale jaki mamy wplyw na to, do kogo kieruje swoje ksiazki? NBasze
                      zdanie jej nie interesuje, kazal nam sie kiedys przeciec zajac powazniejszymi
                      sprawami i powazniejszymi ksiazkiami...
                • alitzja Re: Malutki off-topik na dzien dobry 20.07.09, 11:16
                  dacard napisała:
                  > Oczywiscie ze targetem powinny byc nowe pokolenia, ale czy
                  naprawde są? Czy nie ma teraz ciekawszej oferty na rynku? Czy
                  Jezycjady de facto nie czyta sie juz tylko z sentymentu?

                  Ja akurat uczę w gimnazjum. W podręczniku mamy fragment "Noelki" i
                  na moje pytanie, czy ktoś zna Jeżycjadę, czy w ogóle coś mu mówi
                  nazwisko MM, na ogół widzę w oczach dziatek bezdenne zdumienie i
                  totalny brak zrozumienia. Na ogół - nie oznacza "zawsze". Znam
                  jedną
                  , 17-letnią obecnie, miłośniczkę Jeżycjady (acz nadawałby
                  się na nasze forum, bo nie jest bezkrytyczna - np. CP słusznie ją
                  nudziła). Kilka innych dziewcząt czytało, ale nie popadło w zachwyty.
                  Zachwycają się "Zmierzchem", "Harrym P.", a tak naprawdę mało co
                  czytają. Chociaż miałam też w klasie dziewczę, które czytywało pod
                  ławką Susan Sontag... Nie ma reguł:-)
                  • algod jeszcze o pustych ramionach 20.07.09, 11:41
                    Jeszcze co do tego zdanka o pustych ramionach... Nie jestem nim
                    zachwycona jak patrzę na nie jako na część powieści, jakiś element
                    wpisanej w nią ideologii - znaczy - macierzyństwo jest ważniejsze w
                    życiu niż wszystko inne.
                    Natomiast nie wstrząsa mną ani nie zdumiewa specjalnie, gdy widzę je
                    po prostu jako sposób myślenia młodej dziewczyny o swoim nowym
                    dziecku. Mam poczucie, że Róża tutaj nie dokonuje głębokiej analizy
                    sensowności czy bezsensowności swojego dotychczasowego życia, ale
                    zwyczajnie wpada w patetyczną i sentymentalną konwencję myślenia i
                    mówienia o macierzyństwie.
                    Pamiętam taki fragment z książki Małgorzaty Szpakowskiej, w której
                    analizowała ona pamiętniki kobiet pisane na jakiś konkurs parę lat
                    temu(książka miała chyba tytuł Chcieć i mieć) i zauważyła, że jak
                    kobiety piszą o rodzeniu to używają tylko dwóch stylów - albo jest
                    koszmar, krwawa łaźnia i naturalizm do kwadratu, albo z kolei -
                    kwiatuszki, serduszka, przeżycia metafizyczne, odkrywanie sensu
                    życia etc. No więc Róża po prostu mieści się w tym drugim nurcie,
                    nic oryginalnego.
                    Swoją drogą, gdyby Anutek z Mamą Kotulą i Verdaną pisały takie
                    pamiętniki (chociaż Verdanie jako socjologowi to nie wiem, czy wolno
                    wytwarzać materiały badawcze:)), to by nam od razu w badaniach
                    wzrosła różnorodność społecznych dyskursów:)
                    • anutek115 Re: jeszcze o pustych ramionach 20.07.09, 12:33
                      algod napisała:

                      > Swoją drogą, gdyby Anutek z Mamą Kotulą i Verdaną pisały takie
                      > pamiętniki (chociaż Verdanie jako socjologowi to nie wiem, czy wolno
                      > wytwarzać materiały badawcze:)), to by nam od razu w badaniach
                      > wzrosła różnorodność społecznych dyskursów:)

                      Ja pisałam, przy pierwszym dziecku. Faktycznie, różnorodność by wzrosła, ale czy
                      by moje przemyslenia zachwyt wzbudziły, mocno wątpię ;-).

                      Mama_Kotula pisała bloga (nawiasem mówiąc, dopiero do mnie dotarło, że już nie
                      pisze - szkoda, ja też byłam z tych zachwyconych czytających!), ale nie
                      pamiętam, czy tam już początki były uwzględnione. W każdym razie, - o! O ileż
                      szersze spektrum, istotnie :-D!!!!
                • ding_yun Re: Malutki off-topik na dzien dobry 20.07.09, 14:47
                  dacard napisała:

                  > Czesc dziewczyny - pierwszy raz sie do was odzywam, ale ja zawsze
                  > wole sie dopytywac niz komentowac. Mam taka refleksje odnosnie
                  > jednego zdania ding_yun:
                  >
                  > > [..] w książkach dla młodych dziewcząt (to wszak główny
                  > > target). MM, zwłaszcza ostatnimi czasy, postawiła sobie za cel
                  > wychowanie
                  > > młodych pokoleń w duchu [...]
                  >
                  > Oczywiscie ze targetem powinny byc nowe pokolenia, ale czy naprawde
                  > są? Czy nie ma teraz ciekawszej oferty na rynku? Czy Jezycjady de
                  > facto nie czyta sie juz tylko z sentymentu?

                  Moje zdanie było takim odniesieniem do słów samej MM z jakiegoś wywiadu - dość
                  ostro odniosła się ona do zarzutów "starych" czytelników Jeżycjady, że nie
                  powinni oni mieć pretensji o brak pewnych treści i sformułowań w jej książkach
                  bo ona zawsze pisała i pisać będzie dla młodych osób. Jej słowa były bezsensowne
                  i krzywdzące z kilku względów: po pierwsze odczuliśmy, że MM odnosi się do
                  zarzutów na naszym forum, a jako żywo nikt tu nie domagał się w Jeżycjadzie
                  treści dozwolonych od lat 18, a jedynie poważniejszego opisywania poważnych
                  tematów. Po drugie MM czuje się na tyle pewnie jako pisarka, że chyba nie
                  zauważa, że to właśnie my marudy jesteśmy jej najwierniejszymi fanami, a nie
                  egzaltowane dziewięciolatki, które teraz są panią Małgosią zachwycone, a jak
                  tylko wkroczą w prawdziwe młodzieżowe życie, to kopną jej nowe książki w kąt, bo
                  te książki są zupełnie oderwane od rzeczywistości. A my pamiętamy, co w starych
                  książkach było dobrego i niestrudzenie czekamy na lepsze czasy. Podsumowując: MM
                  sama nie wie, jaki jest jej target, a moje sformułowanie było trochę ironiczne :)
                  • dacard Re: Malutki off-topik na dzien dobry 20.07.09, 21:20
                    Czyli czujemytak samo :) Nie znalam tego wywiadu z MM i nie
                    zalapalam ironii...
            • marajka Re: Pyzunia 20.07.09, 17:16
              Sporo racji w tym co piszesz. Ale jakoś ciężko mi przyjąć ten argument ze
              studiami. Sama zmieniłam studia po 4 semestrze, przeniosłam się do innego
              miasta, na inną uczelnię. Dla dziewczyny z Poznania to chyba mniejszy problem,
              kiedy ma choćby UAM pod nosem?

              Druga sprawa- MM ma jak najbardziej prawo przekazywać w książkach swój system
              wartości. Tylko robi to nieumiejętnie! Moim zdaniem Pyza powinna mieć dylemat-
              urodzić czy usunąć? Wychować czy oddać do adopcji? I wtedy zdecydować się na
              urodzenie i wychowanie dziecka i być z tego powodu szczęśliwą. Bo tak nie jest
              żadnym przykładem. Jakaś nastolatka zajdzie w ciążę i nie znajdzie oparcia w
              przypadku Pyzy, bo Pyzy ta ciąża nie martwi! Nie martwi jej brak pracy,
              mieszkanie na kupie z całą rodziną, zawalone studia i tatulek dziecka w USA. To
              jest po prostu nienaturalne!
              • kai_30 Re: Pyzunia 20.07.09, 17:55
                Nawet nie: urodzić czy usunąć, bo to by MM przez pióro (czy tam klawiaturę) nie
                przeszło, i można się z tym pogodzić, ale chociażby normalny, nie tylko w młodym
                wieku, niepokój: jak ja sobie poradzę?

                Kurna, to ja, stara baba, będąc w ciąży z trzecim dzieckiem, martwiłam się, jak
                to będzie, jak sobie dam radę, a Pyzunia nic? Zupełna bezrefleksyjność? Pójdzie
                sprzedawać kurczaki najwyżej, luz blues, co tam...

                Uch, jak mnie to denerwuje, no!
                • alitzja Re: Pyzunia 20.07.09, 18:24
                  kai_30 napisała:
                  > Kurna, to ja, stara baba, będąc w ciąży z trzecim dzieckiem,
                  martwiłam się, jak to będzie, jak sobie dam radę, a Pyzunia nic?
                  Zupełna bezrefleksyjność? Pójdzie sprzedawać kurczaki najwyżej, luz
                  blues, co tam...

                  Wydaje mi się, że może właśnie fakt, że Pyza jest w pierwszej ciąży,
                  jakoś może uprawniać ją do takiej bezrefleksyjności. Kobieta, która
                  już ma dwójkę dzieci i wie, że macierzyństwo to nie tylko gaworzące
                  słodko dzieciątko, podchodzi z dużą większą odpowiedzialnością do
                  perspektywy wydania na świat kolejnego dziecka. I nie mam tu na
                  myśli bynajmniej tego, że każda pierworódka tak durnie myśli jak
                  Pyza - nie, wręcz przeciwnie: staram się jedynie znaleźć jakieś
                  usprawiedliwienie, uzasadnienie tej bezmyślności. Jako istota
                  otoczona całe życie gromadą ludzi, licząca - jak wiemy - na pomoc
                  babci / mamy / ciotek itp., Pyza może się nie przejmować
                  przyszłością, bo KTOŚ jej pomoże, jakoś to będzie itp. A przy tym
                  nie zna realiów życia z niemowlęciem, więc może sobie roić, że to
                  takie łatwe i słodkie będzie. A kobieta w trzeciej ciąży już co
                  nieco wie na ten temat.
                  Ale mówiąc szczerze, i tak mi się to wydaje naciąganą mocną teorią;-)
                  • verdana Re: Pyzunia 20.07.09, 18:37
                    Ależ nie - do bezrefleksyjnosci nastaraj Pyzę rodzina, ktora jak
                    wiadomo na 100% wyzywi kolejne dziecko. I może bedzie się krzywila
                    na ciążę (bo nieslubna), ale na to, ze matka nie ma zamiaru
                    utrzymywac dziecka - już nie. Bo przy czymś tak wznioslym jak
                    macierzyństwo mowic o pieniądzach wrecz nie wypada.
                    Dzieckiem zajmie sie oczywiscie prababcia. Bo od tego jest.
                    • miau78 Re: Pyzunia 20.07.09, 18:58
                      Byłam w podobnej sytuacji jak Pyza- też miałam nieślubne dziecko. Mojej rodzinie
                      nie przeszkadzało to, że Potomek jest z nieprawego łoża (może tylko Babcia
                      przeżywała i na siłę mnie swatała;-)). Martwili się raczej o to, że straciłam
                      pracę i nie mam widoków na inną i że ciężko nam będzie wychować dziecko bez
                      pieniędzy.
                      • mamapodziomka Re: Pyzunia 24.07.09, 10:21
                        No, ale skoro prace stracilas to musialas ja byla wczesniej miec - ergo bylas na
                        swoim utrzymaniu.

                        Rozyczka zas nigdy w zyciu nie skalala sie praca, przekonana byla, ze rodzina
                        musi ja po prostu utrzymywac, a wynika to z samego faktu, ze ona istnieje. Ona
                        tak naprawde nigdy nawet nie zblizyla sie do doroslosci, a dziecko jeszcze ja od
                        tego oddalilo, bo dostarczylo powodu, zeby w majestacie prawa osiasc na laurach.
                        Wbrew pozorom taka postawa zyciowa zdarza sie dosc czesto i czasami dorosniecie
                        trwa latami... Tyle, ze ja rodzinka jeszcze w tych zapedach utwierdzala.
                  • onion68 Re: Pyzunia 20.07.09, 20:17
                    > Wydaje mi się, że może właśnie fakt, że Pyza jest w pierwszej ciąży,
                    > jakoś może uprawniać ją do takiej bezrefleksyjności. Kobieta, która
                    > już ma dwójkę dzieci i wie, że macierzyństwo to nie tylko gaworzące
                    > słodko dzieciątko, podchodzi z dużą większą odpowiedzialnością do
                    > perspektywy wydania na świat kolejnego dziecka. I nie mam tu na
                    > myśli bynajmniej tego, że każda pierworódka tak durnie myśli jak
                    > Pyza - nie, wręcz przeciwnie:

                    Dobrze prawisz, Alitzjo :-) I choć zdaję sobie sprawę, że zaraz przedstawię się
                    w niekorzystnym, pyzowatym świetle, to muszę przyznać, że ja miałam tak właśnie
                    - myślałam sobie, że nawet jeśli inne kobiety mają kłopoty (ale chyba nawet tak
                    nie myślałam; miałam dwadzieścia dwa lata, nie znałam zbyt wiele matek w swoim
                    wieku), to mnie się to na pewno nie przytrafi, bo moja miłość do dziecka i
                    zaangażowanie wszystko przemogą. Oczywiście, rzeczywistość okazała się brutalna
                    i moją reakcją na drugą ciążę był płacz.
                    Co zaś do zapełniania się pustki w ramionach, to po każdym porodzie czułam
                    pierwotną euforię, ale miała raczej związek ze mną... czułam, jakbym to ja skądś
                    wróciła i narodziła się na nowo. Dzieci swoje uczyłam się kochać stopniowo i
                    choć teraz kocham je bardzo, je jako je, nie zmienia to faktu, że czasami mówię
                    coś pochopnie, co chciałabym cofnąć, albo mówimy do siebie, a te słowa nie są
                    rozumiane zgodnie z intencją... niczym u Gaby. Obiecywałam sobie, że nie
                    popełnię błędów moich rodziców - popełniałam i popełniam inne ;-)
              • truscaveczka Re: Pyzunia 21.07.09, 09:02
                marajka napisała:

                > Moim zdaniem Pyza powinna mieć dylemat-
                > urodzić czy usunąć? Wychować czy oddać do adopcji? I wtedy zdecydować się na
                > urodzenie i wychowanie dziecka i być z tego powodu szczęśliwą. Bo tak nie jest
                > żadnym przykładem. Jakaś nastolatka zajdzie w ciążę i nie znajdzie oparcia w
                > przypadku Pyzy, bo Pyzy ta ciąża nie martwi! Nie martwi jej brak pracy,
                > mieszkanie na kupie z całą rodziną, zawalone studia i tatulek dziecka w USA. To
                > jest po prostu nienaturalne!
                Nie jest nienaturalne, no nie przesadzajmy, ja w wieku 21 lat to bym się z ciąży
                cieszyła ;) Taka zbączona jestem :)
                Ale fakt - mnie by ciąża zwolniła z toksycznego gniazdka, może by mnie nawet z
                domu wyrzucili ;) A tu - to gniecenie się zusammen do kupy i chłop w oddali nie
                wyglądają optymistycznie. Dla mnie cała ta kwestia jest propagandą antyaborcyjną
                z jednej strony, ale z drugiej - może taką podpowiedzią, że Gaba z wpadką
                pospieszyła się ze ślubem i nie wyszło, a Róża upewniła się, że schwytany w
                pułapkę biologiczną ojciec jednak ja kocha? Tak sobie kombinuję, żeby nie popaść
                w otchłań zwątpienia w bystrość umysłu MM ;) W końcu PO COŚ to napisała i
                ciekawa mogłaby być próba odgadnięcia jej intencji.
                • kadanka Re: Pyzunia 21.07.09, 19:33
                  mnie tez bardzo wkurza ze musierowiczowa robi teraz takie totalnie
                  papierowe postacie ktore sluza do wyrazania jej, coraz bardzoejn
                  chyba radykalnych i konserwatywnych pogladow. to zdanie ze wRESZCIE
                  Puste miejsce sie wypelnilo tez mnie rozsmieszylo. ale z giEj
                  strony, nie dajmy sie zwariowac 22latka to nie 15latka i moze chciec
                  zostac matka jest dorosla osoba i moze decydowac o sobie.
                  ludzie zastanowcie sie jak wygladaly akademiki w polsce w latach
                  80tych. chyba polowa mieszkancow to byly malzenztwa czy zwiazki z
                  dzieckiem. jeszcze 20lat temu kobiety rodzily dzieci wczesniej. i
                  nie tylko niewyksztalcone nastolatki z malych miast, jaki stereotyp
                  pokutuje, ale i studentki z dobrych domow. zaloze sie ze jakby mnie
                  wrucili na uczelnie w polowie lat 80tych to zobaczylabym sporo
                  brzuchow. dzis juz tak nie jest bo tyle mamy zmartwien - mieszkanie,
                  samodzielnosc, praca! ale nie lubie tego gledzenia ze 22latka w
                  ciazy to nieodpowiedzialnosc, ze nic jeszcze nie przezyla - nie
                  dajmy sie zwariowac. 22latka to dorosla kobieta ktora fizycznie na
                  pewno, a i psychicznie jest gotowa zeby zostac matka. poza tym
                  wczesne maciezynstwo ma zalete ktora NAPRAWDE sie docenia jak ma sie
                  40pare lat - dzieci odchowane, zaczynaja swoje zycie a ty masz
                  prawdziwą drugą mlodosc:D:D a dzieciaki - sa dorosle niech sie soba
                  zajmuja:)
                  • miau78 Re: Pyzunia 21.07.09, 22:34
                    Kadanko, dobry wieczór!
                    Zapewniam, że nie każda 22-latka jest psychicznie gotowa do posiadania dziecka.
                    Nie generalizuj.
                    Poza tym jakoś wcześniej Pyza nie wspominała o tym, że chciałaby mieć dziecko.
                    Zalet wczesnego macierzyństwa na pewno jest sporo, ale zdecydowanie więcej jest
                    wad, zwłaszcza, kiedy młodzi nie mają- jak Pyza- mieszkania, pieniędzy i pracy.
                    • kadanka Re: Pyzunia 22.07.09, 19:41
                      miau, ja nie mowie ze kazda 22latka. absolutnie nie. ale tak samo
                      nie mozna mowic ze zadna 22latka nie ejst gotowa na dziecko - to tez
                      generalizowanie.
                      nie mowilam o pyzuni konkretnie - bo jej odwyrtka na dziecko
                      faktycznie jest totalnie papierowa i sztuczna - zawsze pyza byla
                      lekko zakompleksionym dzieciuchem, i takim dobrym serduszkiem - i
                      nagle ja wzielo na dziecko. to jest totalnie papierowe i
                      nieprzekonujace, zgadzam sie.
                      ale gdzies chyba dakota napisala rzecz w tonie ze 22 latka to za
                      wczesnie na dziecko - i moj post to byla odpowiedz do niej. ze nie
                      mozna generalizowac - mozemy znalesc totalnie niedojrzale do
                      maciezynstwa i generalnie do zycia 40 latki, i dojrzale 20latki
                      ktore wiedza czego chcą i są odpowiedzialne.
                      jesli chodzi o te przyslowiowe braki warunkow do posiadania dziecka
                      to powtorze to co napisalam - pamietacie lata 80te? ja pamietam:)
                      wtedy mlode malzenstwa czesto lądowaly z dziecmi albo w akademiku,
                      albo u tesciow w malym m2 - nie bylo lekko.
                      mam wrazenie ze dzis ludzie ZA BARDZO boja sie rodzicielstwa, za
                      bardzo uzalezniaja je od warunkow zewnetrznych. ja wiem ze trzeba
                      miec pieniadze i perspektywy, zeby decydowac sie na dziecko. ale
                      mysle ze w zadna strone nie mozna przeginac. tzn nie mozna
                      bezmyslnie robic dzieci(jak gimnazjalistki z wózkami -zgroza!!!) ale
                      i nie powinno sie histeryzowac za bardzo w stylu "teraz nie,
                      pozniej, chcialabym ale sie boje" - nie mozna sie cale zycie bac.
                      jak chcesz miec dziecko to je miej. wydaje mi sie (podkreslam-wydaje
                      mi sie:) ze jest sporo 20, 30parolatek ktore chca miec dziecko. po
                      prostu. ale tlumia w sobie te potrzebe, bo sie boją. i teraz pytanie
                      czy dobrze na tym wyjdą czy nie
                      • skrzydlate.bobry Re: Pyzunia 22.07.09, 19:52
                        kadanka napisała:
                        > wydaje mi sie (podkreslam-wydaje
                        > mi sie:) ze jest sporo 20, 30parolatek ktore chca miec dziecko. po
                        > prostu. ale tlumia w sobie te potrzebe, bo sie boją. i teraz pytanie
                        > czy dobrze na tym wyjdą czy nie

                        Czy dobrze na tym wyjdą, czy nie, to nie sposób powiedzieć. Też nie znamy
                        odpowiedzi, a chciałybyśmy. Ale nie o tym
                      • dakota77 Re: Pyzunia 22.07.09, 20:38
                        Ee, naprawde nie przypominam sobie, zebym napisala, ze 22 lata to za wczesnie na
                        dziecko:). U Pyzy moze tak, bo jest lelum polelum zyciowo niepozbierane. Ale
                        moja mama miala niecale 20 lat jak mnie urodzila. Tylko ze ona w odroznieniu od
                        Pyzy zdobyla wyksztalcenie, pracowala i nie opowiadala glodnych kawalkow o
                        wypelnionych ramionach:)
                        • kadanka Re: Pyzunia 22.07.09, 23:19
                          nie bede sie upierac ze napisalas bo nie chce mi sie przekopywac
                          przez caly temat:D straszne ze na tym forum kazdy watek rozrasta sie
                          do min.200 wypowiedzi:D
                          co do Pyzy zgadzam sie ze ta jej ciaza jest jak kwiatek do kozucha.
                          w ogole przykro patrzec jak Musierowiczowa swoje poczucie humoru jak
                          sreberko zamienila w totalne moralizatorstwo a swietne postacie,
                          charatkety w papierowe figurki deklamujace przekonania autorki. to
                          parcie pyziakowien na zamazpojscie... laura ktora w kazdej ksiazce
                          ma nowego totalnie przypadkowego absztyfikanta i oczywiscie kazdego
                          odstrasza swoim gadaniem o malzenstwie.
                          dziewczyny, pyza na pewno zdobedzie wyszksztalcenie przeciez nie ma
                          niewyksztalconej borejkowny. przeciez nie moze byc gorsza od swojej
                          matki ktora jak wiemy jest jednoczesnie opoką całej rodziny, polowy
                          poznania, przyjaciolką zoną matką i jednoczesnie doktorem
                          habilitowanym filologii klasycznej. gaba po prostu ma czas na
                          wszystko:D dziwne ze nie gra w kosza nadal, przeciez grala
                          wyczynowo! szkoda ze ten watek nie zostal pociagniety przez autorke:D
                  • dakota77 Re: Pyzunia 21.07.09, 23:00
                    Napisal ktos, ze Pyza jest za mloda na dziecko? Bo chyba cos przegapilam. Nie
                    uwazam, zeby byla za mloda. Choc uwazam, ze glupia i bezwolna;-)
                    • sir.vimes Re: Pyzunia 22.07.09, 08:13
                      Akurat Pyza indywidualnie chyba faktycznie była za młoda na dziecko, mimo, że
                      wiele kobiet w tym wieku i młodszych za młode nie jest.

                      Nawet te fazy z budkami kurczakowymi - to są zachowania 16 latki, 22 latka ma za
                      sobą zazwyczaj jakiś epizod pracy (i najczęściej właśnie fizycznej w barze czy z
                      ulotkami) i nie odgraża się budką tylko rozważa realne opcje normalnej pracy lub
                      - na cięższych studiach czy z małym dzieckiem - dorobienia sobie czy
                      zapracowania na stypendium (czy jedno i drugie). Osoba w tym wieku zazwyczaj wie
                      już coś o sobie - co lubi, co choć troszkę umie. Czy Pyza coś umie?

                      Poza tym - IMO matka, szczególnie młoda, musi zakończyć (lub od biedy choćby
                      rozpocząć) fazę pewnego buntu, patrzenia własnymi oczami - Pyza patrzy oczami
                      części rodziny, cały czas. Przechodzi płynnie spod kurateli rodu pod kuratelę
                      Fryca (w Sprężynie) w ogóle pomijając etap samodzielnego rozwoju, mówienia nie,
                      decydowania co się naprawdę chce itp itd.

                      Niektóre kobiety przechodzą to wcześnie i wieku 22 lat są kobietami, a niektóre,
                      jak Pyza, dziewczynkami. Dziewczynka, ile lat by nie miała, matką być jeszcze
                      nie powinna.
                      • lacitadelle Re: Pyzunia 22.07.09, 11:41
                        > Niektóre kobiety przechodzą to wcześnie i wieku 22 lat są kobietami, a niektóre
                        > ,
                        > jak Pyza, dziewczynkami. Dziewczynka, ile lat by nie miała, matką być jeszcze
                        > nie powinna.

                        Wiesz, to jest ciekawy problem, bo ja znam jedną 50letnią dziewczynkę, która ma
                        dorosłe dzieci, jest obecnie w trakcie rozwodu i wygląda na to, że płynnie
                        przejdzie spod kurateli męża pod kuratelę tychże dzieci, nigdy nie doroślejąc.
                        Studia owszem skończyła, ale nigdy nie pracowała, prowadzenie domu też nie jest
                        jej mocną stroną, jej najbardziej rzucającą się w oczy cechą jest organiczny
                        wręcz brak pewności siebie.

                        Zastanawiam się, czy można było coś zrobić, żeby jej życie potoczyło się
                        inaczej, czy to jest kwestia wychowania czy jakaś predyspozycja osobnicza, z
                        którą trudno tak całkowicie sobie poradzić?
                        • lacitadelle Re: Pyzunia 22.07.09, 12:10
                          hmm, właściwie nie dokończyłam myśli :)

                          Chciałam jeszcze napisać, że w pierwszym odruchu bardzo łatwo ocenić taką osobę,
                          ale później przychodzi refleksja, że ona jest nieszczęśliwa (często też
                          przenosząc to na otoczenie) i rodzi się pytanie, czy takiej osobie można jakoś
                          pomóc?

                          No na przykład co zrobiłybyście z taką Pyzą? Zachodzi w ciążę i gada o
                          kurczakach, zdajecie sobie sprawę, że gdzieś musiał zostać popełniony duży błąd
                          wychowawczy i co? Wywalacie ją w tej ciąży z domu, niech ma twardą szkołę życia?
                          Zostawiacie w domu pod warunkiem, że znajdzie sobie jakiś pomysł na życie, ona
                          mówi, że ok, przegląda gazety ble ble ble, a jak pytacie, jak jej idzie, to
                          mówi, że nikt nie odpowiada na jej aplikacje, że była na jedynym spotkaniu, ale
                          się nie odezwali, a w ogóle to źle się czuje i nogi jej puchną...

                          A takiej 50letniej osobie po rozwodzie można jakoś pomóc? Jak macie jakieś
                          pomysły, to się podzielcie, bo to dla mnie ważny temat.
                          • andrzej585858 Re: Pyzunia 22.07.09, 13:19
                            lacitadelle napisała: .
                            >
                            > A takiej 50letniej osobie po rozwodzie można jakoś pomóc? Jak macie jakieś
                            > pomysły, to się podzielcie, bo to dla mnie ważny temat.

                            50-letniej osobie będzie bardzo trudno pomóc tym bardziej że jednak jest to juz
                            jakos ukształtowana osoba - trochę tak jak ja bym teraz miał zmienić swój sposób
                            podejscia do ludzi - podobno tez nie wydoroślałem bo ciągle wierzę ludziom choc
                            juz tyle razy oberwałem.
                            Słusznie podnoszony jest tutaj problem nadopiekuńczości Borejków co związane
                            jest z pewnego rodzaju psychicznym więzieniem - niemozność zerwania tej pepowiny.
                            Bardzo lubię Borejków - ale książkowych, przenoszenie pdobnych wzorców w
                            zycie to pewna katastrofa.
                            Własciwie dopiero teraz przyszło mi do głowy że mam inny odbiór tych książek
                            głównie chyba przez to że zacząłem je czytać jako osoba dorosła - nie
                            utożsamiałem się tak bardzo ani z bohaterami ani z ich problemami - to była
                            lektura łatwa, przyjemna i bez tych takich zyciowych konfliktów - nawet rozwód
                            Gaby trąci bajkowością.
                            Dlatego też nie wyobrażam sobie aby ktoś wychowany w takiej rodzinie znajdując
                            się w takiej sytuacji jak Pyza potrafił samodzielnie myśleć co dalej, jakoś nie
                            za bardzo widzę w ogóle mozliwość takiej refleksji - pozostawienie więc jej
                            samej sobie to totalna katastrofa.
                            Trzeba w okresie dojrzewania czasem dostać od zycia kilka dobrych kopów żeby w
                            momencie gdy popełni się jakiś błąd umieć sobie poradzić.
                            Wracając zaś do tematu - kobieta która nigdy nie pracowała i ciągle była zdana
                            na opiekę rodziny przez właściwie całe swoje dorosłe życie będzie miała problem
                            - i albo wezmie się sama za siebie w co nie bardzo wierzę albo po prostu znowu z
                            kims się zwiąże no i wtedy w zalezności jaki będzie ten facet będzie chciała dla
                            nego się zmienić albo zostanie zachowane status quo czyli nadal życie pod
                            parasolem ochronnym.
                            Jednak w wieku 20 lat powinno już powoli wychodzić się spod parasola
                            ochronnego rodziny mój syn wyprowadził się w wieku 22 mieszka z dziewczyną,
                            pracuje - co prawda samodzielność trochę uderzyła mu do głowy bo przerwał studia
                            ale obiecał że w tym roku wróci - grosza nie dostaje ale wie że jak bedzie
                            sytuacja podbramkowa to bedzie mógł liczyć na rodziców.
                            Czemu o tym piszę - bo akurat mam wrażenie że to że w wieku 17 lat oberwał od
                            życia a nie od rodziców pomogło mu się wziąść w garść - bo wiadomo rodzice a co
                            tam starzy wiedzą - a tak jak za naprawdę szczeniacki wygłup oberwał tak że
                            musiał stawać przed sądem - to pomogło mu to szybko zrozumieć że za czyny ponosi
                            się odpowiedzialność prędzej czy póżniej - i to jest też niezmienna reguła :-)))
                            Trudno jest coś radzić obcej osobie w dodatku juz ukształtowanej -
                            najwazniejsze zeby miała wokół siebie zyczliwych ludzi .
                            Natomiast - nigdy nie bierzcie wzorca pedagogicznego z Borejków - mimo całej
                            sympatii do postaci książkowych piszę takie zdanie.
                            Uff znowu mało na temat i bałaganiarsko.
                            • lezbobimbo Re: Pyzunia 22.07.09, 13:32
                              andrzej585858 napisał:

                              > Natomiast - nigdy nie bierzcie wzorca pedagogicznego z Borejków - mimo całej>
                              sympatii do postaci książkowych piszę takie zdanie.
                              > Uff znowu mało na temat i bałaganiarsko.

                              Alez bardzo na temat - o Pyzie i samodzielnosci przeciez - i wcale nie
                              balaganiarsko :)
                              Podoba mi sie bardzo Twoj post i sie zgadzam z Toba, ze Borejki to tylko bajka,
                              w zadnym wypadku wzorzec realny :) aczkolczyk pewnie to trudno wyczuc od razu..

                              Zreszta czy w starej Jezycjadzie (przed 1990 rokiem) dziewczyny w Jezycjadzie
                              nie moglyby jednak sluzyc troche za wzorzec rowiesniczkom? Wtedy i samodzielne
                              byly i niesmiale zarazem i nie byly tak chronione przed wlasnym zyciem jak
                              Pyzunia nieszczesna :)
                              • andrzej585858 Re: Pyzunia 22.07.09, 14:03
                                Zgadzam się w zupełności. Swoją drogą odnoszę dziwne wrażenie że to usztywnienie
                                formy u MM i odrealnienie postaci miało jednak związek z przemianami
                                zachodzącymi w kraju po 89 roku.
                                Chciałbym zwrócic uwagę na wiek autorki - wcałe swoje zycie spędziła w
                                kompletnie innym systemie i w jakiś sposón Jezycjada była w jej mniemaniu czyms
                                jak rodzaj wkładu w działalność opozycyjną wobec systemu.
                                Przesłanie było czytelne i bohaterowie bardziej realistyczni - natomiast po
                                okresie zmian kiedy okazało się że społeczeństwo a tym bardziej młodzież ma w
                                nosie patriotyzm i wszelkie misje a zaczyna zachłannie chłonąć konsumpcyjny tryb
                                zycia mogło to zaowocować bardziej dobitnego ukazania tego wzorca moralnego
                                jakim miała stać sie rodzina Borejków.
                                Stąd może ta zmiana sposobu opisywania postaci i podkreślanie wsyzstkich
                                pozotywnych zalet a jednocześnie spychanie na drugi plan tendencji ktore moglyby
                                miec cokolwiek wspólnego z realnym zyciem.
                                Tak macie żyć - bo to jest dobre.
                                No cóż moze to moja fantasmagoria - ale widziałem osoby którym zycie załamało
                                sie właśnie po tych zmianach na ktore tak czekali - do dzisiaj nie mogą sie
                                pozbierać - może i w pewien sposób autorka psychicznie też to odczuła?
                                • lezbobimbo Re: Pyzunia 22.07.09, 14:44
                                  andrzej585858 napisał:
                                  > No cóż moze to moja fantasmagoria - ale widziałem osoby którym zycie załamało>
                                  sie właśnie po tych zmianach na ktore tak czekali - do dzisiaj nie mogą sie>
                                  pozbierać - może i w pewien sposób autorka psychicznie też to odczuła?

                                  Byc moze.. ale czy to na pewno przelom po komunizmie sprawia, ze dzisiejsza
                                  Pyzunia jest bezwolna i ma w planach zycie na garnuszku rodziny?
                                  W epoce perelowskiej MM jest tez dosc apolityczna, poza drobniutkimi aluzjami o
                                  tym, gdzie podziewaja sie brakujace misie z Misia, albo o zlym miesie zlego
                                  dyrektora w piwnicy w przeciwienstwie do etycznego glodowania, ale jej
                                  bohaterki, jej dziewczyny raczej sie zmagaja ze swym zyciem prywatnym, wlasna
                                  niesmialoscia czy romansami, a nie walka ze systemem, strajkowaniem czy
                                  roznoszeniem bibulek.. No i aluzyjne jest cale OwR stanu wojennego, ale Kreska
                                  bynajmniej nie chce zyc z dzieckiem bezrefleksyjnie, bez wyksztalcenia ni pracy.

                                  Odnosze zreszta wrazenie, ze MM zaczela miec depresje juz przed przemianami,
                                  konkretnie w roku 88, kiedy pisala Brulion. Jakos wtedy nie opisuje coraz
                                  bardziej prawdopodobnego upadku gnijacego systemu, nie zauwaza wzmozonej
                                  ruchliwosci rodakow, tylko narzeka na kryzys oraz narzeka, ze ludzie emigruja z
                                  rozpaczy i poczucia beznadziei i jakie to wszystko ponure i nadzarte korozja. No
                                  jest jeden Bernard z akcja alternatywna, ale zostaje on sprzatniety po wystepie
                                  i tyle z jego radosci.
                                  W Noelce z roku 1990 depresja jakby ciagnie sie dalej, MM opisuje zmiany
                                  przykre, czyli ubostwo ludzi starszych (Terpentula), bezrobocie w Radomiu,
                                  zebrajacych Rumunow i tego typu smuteczki. MM jakos nie opisuje radosci z
                                  obalenia muru berlinskiego, pierwszych wolnych wyborow czy euforii po
                                  przywroceniu korony orlowi, co przez chwile przynajmniej trwalo :)
                                  Z rzeczy radosnych po przemianie zauwaza mimochodem czekolade wielkosci zeszytu :)
                                  • verdana Re: Pyzunia 22.07.09, 15:32
                                    Alez nie - ta czekolada jest nostaligiczna, bo stanowi marzenie
                                    chorej sierotki, ktorej na taka czekolade nie stać.
                                    • lezbobimbo Re: Pyzunia 22.07.09, 18:12
                                      verdana napisała:
                                      > Alez nie - ta czekolada jest nostaligiczna, bo stanowi marzenie
                                      > chorej sierotki, ktorej na taka czekolade nie stać.

                                      A prawda, jeszcze jeden sierotek.
                                      I sama Elka polsierota. I Metody wdowiec.
                                      I Lelujka osierocialy z ojca...
                                      Wniosek: nie nalezy wystepowac w ksiazkach MM jako bohater, zwlaszcza poboczny,
                                      bo jak nic MM usmierci rodzicow.
                              • verdana Re: Pyzunia 22.07.09, 20:38
                                Miedzy wyrzucaniem z domu a pozwalaniem przyszłej matce na kompletne
                                nieróbstwo - jest tochę wolnej przestrzeni. Chocby na pytanie, jak
                                wyobraza sobie przyszle życie, jakie ma plany, jak widzi sprawe
                                utrzymywania dziecka i opieki nad nim i kwestie alimentow.
                                Wesprzec mozna konkretny plan, wspieranie bezrefleksyjnosci jest
                                fatalne.
                                • dakota77 Re: Pyzunia 22.07.09, 20:40
                                  O, dokladnie. Nikt nie mowi, ze taka Pyze trzeba wyrzucic z domu. Ale pogadac o
                                  przyszlosci wypadaloby. No i nie wiem, jak Borejkowie, ktorzy szalu dostawali,
                                  jak Pulpa nie uczyla sie do matury i w rezultacie jej nie zdala, moga teraz tak
                                  spokojnie przyjmowac fakt, ze Pyza porzucila studia. Bo ja jakos nie wierze, ze
                                  ona na ten kierunek wroci, ani ze pojdzie na cos innego. Nie, mysle, ze ona
                                  teraz bedzie sie realizowac jako matka, li i jedynie.
                                  • onion68 Re: Pyzunia 22.07.09, 20:45
                                    > ona na ten kierunek wroci, ani ze pojdzie na cos innego. Nie, mysle, ze ona
                                    > teraz bedzie sie realizowac jako matka, li i jedynie.

                                    A ja sądzę, że magicznym oczywiście sposobem, wyjdzie na prostą. I w następnym
                                    tomie będzie już spełnioną matką, żoną, przy tym pracownikiem także (tylko, jak
                                    większość bohaterek, nie poświęci tej pracy ani myśli, ani minuty).
                                  • sir.vimes Dakota 22.07.09, 20:53
                                    ale na jaki kierunek ma Pyza iść? Co ona umie? Czym się interesuje? Co ją pociąga?

                                    IMO - nic.
                                    • jottka Re: Dakota 22.07.09, 20:57
                                      no jak to, na ekonomię! tam wystarczy tylko nosić żakiet w pepitkę i białe bluzki:)
                                    • dakota77 Re: Dakota 22.07.09, 20:59
                                      Oczywiscie, ze nic nie umie i nic jej nie interesuje. Takich jak ona jest wiele
                                      a jednak cos ze swoim zyciem usiluja zrobic. U niej nawet usilowania nie widac.
                                      • sir.vimes Re: Dakota 22.07.09, 21:10
                                        Czy ja wiem czy takich jest wiele? Kurczę, każdy kogo znam czymś się interesuje
                                        i interesował. Może nie z każdego zainteresowania da się zrobić zawód ale to
                                        inna sprawa. Może ta nasza Pyza powinna klub malucha założyć - dzieci lubi i
                                        opiekować się nimi dobrze pewnie jest w stanie.

                                        > Oczywiscie, ze nic nie umie i nic jej nie interesuje. Takich jak ona jest wiele
                                      • verdana Re: Dakota 22.07.09, 22:53
                                        tak mi przyszło na myśl. Moze Pyza niczym się nie interesuje, bo to,
                                        co sobie wybrala (ekonomia) najwyraźniej spotkało się z pogardą -
                                        chyba nie ma o tym mowy wprost, ale mozna to wyraźnie wywnioskowac z
                                        opisu. (Nie wiem dlaczego ekonomia dla Mili byla OK, a dla Pyzy -
                                        nie). O ile pamiętam - tu moge sie mylic- do anglistyki tez ja
                                        zniechecono. Bo miaa być oryginalna, jak to Borejkowna, a nie
                                        wybierac modny kierunek, po ktorym jeszcze da się zarobic, jak jakas
                                        nieborejkowska holota.
                                        To moze zniechecić kazdego.
                                        • kadanka Re: Dakota 22.07.09, 23:24
                                          a moze bedzie zoną przy mezu i jeszcze bedzie z tym szczesliwa?:)
                                          zalozmy ze frycek zrobi szalona kariere w astrofizyce na oxfordzie a
                                          pyzunia bedzie szczesliwa zona i matka:) czemu nie jesli takie ma
                                          zyczenie a malzonek zgodzi sie utrzymywac zone-nieroba:D
                                          • verdana Re: Dakota 22.07.09, 23:28
                                            Taa...
                                            A jak maż zachoruje/wpadnie pod samochod/ wyprowadzi się, to
                                            zostanie bez środkow do zycia, wykształcenia i emerytury, a
                                            utrzymywac ją będa wraz z dziećmi stada Borejków.
                                            • andrzej585858 Re: Dakota 22.07.09, 23:40
                                              Tak jak się zastanowiłem to znam na pewno 4 dziewczyny - które dostały się na
                                              studia, po 1 ewentualnie 2 roku poznały chłopaków, za pół roku ciąża, po kilku
                                              następnych miesiącach szybki ślub - oczywiście przerwane studia. W chwili
                                              obecnej niektóre maja juz wnuki na studia nie wróciły 2 chyba pracowały jakiś
                                              czas - główne zajęcie bycie przy mężu i nie sprawiają wrażenia niezadowolonych z
                                              życia.
                                              Oczywiście przez kilka lub czasem kilkanascie lat nie obywało się bez pomocy
                                              rodziny.
                                              Różnica jest jedna to były dziewczyny z małej miejscowości i do niej wróciły
                                              więc w pewien sposób trudno porównać z Pyzą pochodzącą z rodziny inteligenckiej
                                              i w dodatku wielkomiejskiej no ale różne są drogi do szczęścia.
                                            • kadanka Re: Dakota 22.07.09, 23:50
                                              no nie wiem, moze cos wymysli musierowiczowa dla tej pyzy zeby
                                              dziewczynina nie musiala sie biedzic jakie cholerne studia
                                              skonczyc:D moze trafi szostke w totka. oczywiscie polowe da na
                                              kosciol(zaprzyjaznionych dominikanow) ale moze reszte odlozy na
                                              przyszlosc jakby frycek wpadl pod samochod. ale on nie wpadnie.
                                              przeciez borejkowie jak wpadaja pod samochody to co najwyzej nogi
                                              lamia
                                        • nikadaw1 Re: Dakota 23.07.09, 01:24
                                          eeee??? nie mylisz czasem Pyzy z Pulpą? Pyza mialaby iść na ekonomię? o ile
                                          pamiętam w Zabie powiedziała swojej niedoszłej teściowej, że myśli o zmianie
                                          kierunku. na polonistykę. i tam by sobie poradziła z palcem w nosie, ale znowuż
                                          trudno mówić, że polonistyka to taki przyszłościowy kierunek, po którym z
                                          definicji się zarabia kokosy.
                                          • onion68 Re: Dakota 23.07.09, 06:34
                                            Tak , Pyza studiowała astronomię.
                                            Natomiast po polonistyce chyba niekoniecznie zaraz trzeba uczyć. Ja bym widziała
                                            absolwenta polonistyki w reklamie chociażby.
                                            Z drugiej strony, nie każdy musi zaraz robić karierę. Wystarczy, że jest w
                                            stanie zaspokoić swoje potrzeby materialne, które także nie muszą być jednakowe
                                            dla każdego i w ogóle wybujałe.
                                            • kaliope3 Re: Dakota 23.07.09, 07:36
                                              > Z drugiej strony, nie każdy musi zaraz robić karierę. Wystarczy,
                                              że jest w
                                              > stanie zaspokoić swoje potrzeby materialne, które także nie muszą
                                              być jednakowe
                                              > dla każdego i w ogóle wybujałe.
                                              O, też tak myślę. W ogóle słowo "kariera" brzmi dziś jakoś
                                              przerażająco zobowiązująco
                                          • verdana Re: Dakota 23.07.09, 14:27
                                            Źle sie wyrazilam - chodzi mi raczej o to, ze u Borejkow nie ma
                                            mozliwosci swobdnego wyboru studiow, sa studia "godne" i "niegodne".
                                            majac takie rodzinne przyklady (czyli zamiast ekonomii lesnictwo -
                                            bo idzie się za swoim facetem) nie ma możliwosci nad zastanowieniem
                                            się, co naprawde czlowieka interesuje. Nie wszystko bowiem ma prawo
                                            interesować, za to calkiem niewlasciwe motywacje wyboru sa
                                            akceptowane.
                                            • sowca Re: Dakota 28.07.09, 22:54
                                              verdana napisała:

                                              > Źle sie wyrazilam - chodzi mi raczej o to, ze u Borejkow nie ma
                                              > mozliwosci swobdnego wyboru studiow, sa studia "godne"
                                              i "niegodne".
                                              > majac takie rodzinne przyklady (czyli zamiast ekonomii lesnictwo -
                                              > bo idzie się za swoim facetem) nie ma możliwosci nad
                                              zastanowieniem
                                              > się, co naprawde czlowieka interesuje. Nie wszystko bowiem ma
                                              prawo
                                              > interesować, za to calkiem niewlasciwe motywacje wyboru sa
                                              > akceptowane.

                                              Ee, czy taka niegodna była ta ekonomia? W końcu nikt poza Nutrią
                                              żadnych uwag nie czynił na ten temat. A Nutria - przynajmniej tak to
                                              odebrałam - autentycznie troszczy się o siostrę, bo czuje, że a)
                                              wybrany przez Pulpę kierunek niespecjalnie wiąże się z jej
                                              zainteresowaniami i umiejętnościami (zwłaszcza, że Patrycja się
                                              przyznaje, że wybrała kierunek pod wpływem znajomych!!!) i b) że
                                              Pulpa w ogóle się do matury nie uczy, a skoro planuje dostać się na
                                              tak oblegany i trudny kierunek, to powinna solidnie się przyłożyć do
                                              nauki. Więć doprawdy nie przesadzajmy znowu z tą krytyką studiów,
                                              poza tym jednym momentem nie przypominam sobie, że kiedykolwiek i
                                              ktokolwiek nie pozwalał na swobodny wybór studiów. Naprawdę, nie
                                              budujmy wielkich teorii na podstawie jednego fragmentu, który może
                                              być różnorodnie zinterpretowany.
                                              • verdana Re: Dakota 29.07.09, 12:23
                                                Nie mialam nawet na mysli Nutrii, ale opis rozwazań samej Pulpecji -
                                                z opisu jej przemyslen widać, jaką głupota jest zostanie
                                                bizneswoman.
                          • kindzie Re: Pyzunia 22.07.09, 21:46
                            lacitadelle napisała:


                            > No na przykład co zrobiłybyście z taką Pyzą? Zachodzi w ciążę i gada o
                            > kurczakach, zdajecie sobie sprawę, że gdzieś musiał zostać popełniony duży błąd
                            > wychowawczy i co? Wywalacie ją w tej ciąży z domu, niech ma twardą szkołę życia
                            > ?
                            > Zostawiacie w domu pod warunkiem, że znajdzie sobie jakiś pomysł na życie, ona
                            > mówi, że ok, przegląda gazety ble ble ble, a jak pytacie, jak jej idzie, to
                            > mówi, że nikt nie odpowiada na jej aplikacje, że była na jedynym spotkaniu, ale
                            > się nie odezwali, a w ogóle to źle się czuje i nogi jej puchną...

                            Hmm, żeby wywalić z domu dziewczynę w ciąży, której partner w dodatku zmył się nie wiadomo gdzie, toż trzeba być zdegenerowanym psychopatą (jak organiścina z "Chłopów", nie przymierzając).
                            Natomiast aplikowanie w ciąży o pracę raczej mija się z celem. Już nie mówiąc o tym, że wiele kobiet _naprawdę_ bardzo źle czuje się w ciąży, zwłaszcza w pierwszym i trzecim trymestrze (wiem co mówię, sama jestem w dziewiątym miesiącu, a i wiem jak wyglądają oraz jak się czują moje liczne znajome, która właśnie pozachodziły w ciążę jak na komendę). Często też się zdarza, że choć sama kobieta czuje się nieźle, to lekarz kategorycznie odradza jej pracę ze względu na zagrożenie donoszenia ciąży.
                            Gdybym miała taki problem wychowawczy jak Borejkowie z Pyzunią, to z podjęciem jakichś radykalniejszych działań wychowawczych odczekałabym przynajmniej do końca połogu.
                            • verdana Re: Pyzunia 22.07.09, 21:54
                              Ale mysleć w ciąży mozna?
                              W dodatku nie ma slowa, ze Pyza się źle czuje - ostatecznie chyba
                              studia , nawet nielubiane, warto w tej sytuacji kontynuować.
                              • kindzie Re: Pyzunia 22.07.09, 21:58
                                verdana napisała:

                                > Ale mysleć w ciąży mozna?
                                > W dodatku nie ma slowa, ze Pyza się źle czuje - ostatecznie chyba
                                > studia , nawet nielubiane, warto w tej sytuacji kontynuować.
                                >
                                No, ale ona właśnie pomyślała w tej ciąży i doszła do wniosku, że nie widzi swojej przyszłości w astronomii. Nie zgadzam się z tym, że nielubiane studia warto kontynuować. Nielubiane studia warto rzucić jak najprędzej - Pyza długo zwlekała, ale lepiej późno niż wcale.
                                • verdana Re: Pyzunia 22.07.09, 22:01
                                  Nielubiane studia mozna rzucić wtedy, gdy nie ma się nikogo na
                                  utrzymaniu i nie ciąży na studencie odpowiedzialność za cudze zycie.
                                  W wypadku, gdy trzeba będzie utrzymac dziecko - człowiek zaciska
                                  zęby i konczy studia (Pyza nie byla przeciez na pierwszym czy drugim
                                  roku, tylko chyba na przedostatnim).
                                  • kindzie Re: Pyzunia 22.07.09, 22:07
                                    verdana napisała:

                                    > Nielubiane studia mozna rzucić wtedy, gdy nie ma się nikogo na
                                    > utrzymaniu i nie ciąży na studencie odpowiedzialność za cudze zycie.
                                    > W wypadku, gdy trzeba będzie utrzymac dziecko - człowiek zaciska
                                    > zęby i konczy studia (Pyza nie byla przeciez na pierwszym czy drugim
                                    > roku, tylko chyba na przedostatnim).

                                    Po co Pyza ma kończyć nielubiane studia, po których marne są szanse na pracę? Tym mniejsze, że skoro nie interesują ją, to raczej odpada taka możliwość jak doktorat i praca na uczelni?
                                    • verdana Re: Pyzunia 22.07.09, 22:15
                                      Dlaczego marne? Dobre szanse na prace sapo obróbce skrawaniem.
                                      Nie da sie ukryc - sznse na jakakolwiek prace bardzo podwyższa bycie
                                      magistrem, a nie absolwentem LO.
                                      • dakota77 Re: Pyzunia 22.07.09, 22:18
                                        No i za sam dyplom mozna dostac wyzsze zaszeregowanie w niektorych firmach. Sa
                                        firmy, ktore nie zatrudniaja ludzi bez dyplomu. No i wreszcie czas studiow liczy
                                        sie do stazu pracy, wiec chocby dlatego tez warto miec ten dyplom. A z jakies
                                        dzialki, to juz inna sprawa.
                                        • aganoreg Re: Pyzunia 22.07.09, 22:29
                                          Poza tym dochodzi tak prozaiczna sprawa, jak ubezpieczenie zdrowotne (Pyza miala
                                          chyba dziekanke? ale co potem?) czy zalapanie sie na jakas prace (studenci -
                                          przynajmniej za moich czasow - chetnie byli zatrudniani ze wzgledu na brak
                                          koniecznosci placenia ZUSu).
                                          • verdana Re: Pyzunia 22.07.09, 22:37
                                            Słusznie!
                                            moj syn nieopatrznie skonczyl studia i zalapał się nawet na niezłą
                                            prace - ino nieetatową.
                                            Drań, ktory był zdrowy przez 25 lat oczywiscie wlaśnie wtedy
                                            zachorował i to, jak się wydawało, bardzo powaznie. Konieczna byla
                                            szybka operacja w Instytucie Onkologii - nie liczac nerwow
                                            związanych z operacją, ilez nerwów kosztowało go zdążenie z
                                            ubezpieczeniem.
                                            Choroba okazała się zamiast wyjatkowo ciężkiej- wyjątkowo błaha. Ale
                                            te 300 zł co miesiac sa ciezkie nadal:)
                                            • kadanka Re: Pyzunia 22.07.09, 23:29
                                              a moze musierowiczowa zrobi tak ze nie posle pyzuni na zadne studia?
                                              i bedzie to wyrazem jej buntu wobec czasow w ktorych niejeden
                                              magister nawet niby dobrej uczelni jest glupszy od robotnika z jej
                                              powiesci. no a juz o niebo glupszy i z bez porownania mniejszym
                                              zapleczem erudycyjnym(drujcie mi taki slowotwor) wyniesionym z domu
                                              niz panny borejko. przeciez pyziakowny juz jako dziesieciolatki
                                              sypia lacina jak z rekawa. wiec pyza w ramach buntu nie bedzie
                                              robila magisterki w czasach w ktorych byle knypek i dresiarz ma
                                              magistra w kieszeni.
                                      • kindzie Re: Pyzunia 22.07.09, 22:28
                                        verdana napisała:

                                        > Nie da sie ukryc - sznse na jakakolwiek prace bardzo podwyższa bycie
                                        > magistrem, a nie absolwentem LO.

                                        Ok, tu zgoda. Choć może bardziej sensownie w przypadku Pyzy byłoby przeznaczyć ten rok np. na opanowanie nowego języka.

                                        Mnie też drażni jej somnambuliczne snucie się po domu w szlafroku. I też uważam, że matka oraz dziadkowie powinni na nią naciskać, żeby zastanowiła się nad dalszym życiem i opracowała jakiś realistyczny plan.
                                        Ale środki wychowawcze opisane przez lacitadelle były jednak zbytnio radykalne :-)
                                        • lacitadelle Re: Pyzunia 23.07.09, 11:45
                                          > Ale środki wychowawcze opisane przez lacitadelle były jednak zbytnio radykalne
                                          > :-)

                                          :) widać ja też nie za bardzo potrafię się wysłowić, bo nie chodziło mi o to, że
                                          należy pyzę z domu wyrzucić.

                                          Ja po prostu - jak się nad tym mocniej zastanowię - to naprawdę nie wiem, co
                                          można z taką pyzą zrobić. Dziewczyna zakompleksiona, ma wybitnie niskie poczucie
                                          wartości, nigdy się niczym nie interesowała, rzuciła się na pierwszego chłopaka,
                                          co ją był wziął nieomal siłą, i jeszcze - dla mnie prawdziwa zgroza - poszła za
                                          nim na studia. To już bez ciąży by był ogromny problem, żeby ją wyprowadzić na
                                          ludzi - ja tu widzę konieczność przynajmniej kilku miesięcy regularnych spotkań
                                          z psychologiem i grupą wsparcia, naprawdę nie wydaje mi się, żeby rozmowy z
                                          rodziną coś tu mogły pomóc (co oczywiście nie znaczy, że należy nie rozmawiać i
                                          że pochwalam postawę borejków, po prostu myślę, że samo to nie wystarczy).
                                  • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 14:09
                                    Dyplom magisterski specjalnie nie otwiera zawodowych drzwi. Mam całe masy znajomych, którzy jakoś od lat pracują, awansują nawet, a nie mają papierka ukończenia uczelni. I to wcale nie w budkach z kurczakami.
                                    Kończenie studiów na siłę, bo ma się dziecko, wydaje mi się nieco bez sensu - i co z tego, że będzie dalej studiować? Co będzie z tego miała? Pieniądze? Nie. Emeryturę? Do emerytury to jej naprawdę jeszcze trochę czasu zostało. Zdąży 10 razy skończyć kierunek, który lubi. Ubezpieczenie? To samo - pójdzie na studia, które lubi i tak samo będzie ubezpieczona.

                                    Pyza rodzi w wieku 22 lat, czyli jest na 3 roku studiów. Naprawdę musi się męczyć jeszcze 2 lata, a potem zostać bez pracy, bo po astrologii raczej nie znajdzie niczego, co by ją interesowało?

                                    A poza tym - czemu wy się jej tak czepiacie, że ona się niczym nie interesuje? Interesuje się tym samym, co wszyscy humaniści w jej wieku - czyta książki, ogląda filmy, gra w scrabble i inne takie. Naprawdę trzeba w wieku 22 lat mieć jakieś mierzalne hobby - szydełkować, malować na jedwabiu albo jeździć konno - żeby zostać uznanym za człowieka z zainteresowaniami? Ja w wieku Pyzy też się niczym nie interesowałam. To znaczy interesowałam się tym, czym wszyscy moi znajomi - czytałam, chodziłam do kina, do teatru i na piwo. I jakoś nie skazałam się tym samym na bezrobocie oraz niebyt intelektualny. A gdybym zaszła w tym wieku w ciążę, rodzice też pewnie mówiliby mi "dziecko, damy radę, jakoś to będzie", a nie wyrzucili z domu na rozmowę kwalifikacyjną, bo nie mam zainteresowań.
                                    • lacitadelle Re: Pyzunia 23.07.09, 14:15
                                      > A poza tym - czemu wy się jej tak czepiacie, że ona się niczym nie interesuje?
                                      > Interesuje się tym samym, co wszyscy humaniści w jej wieku - czyta książki, ogl
                                      > ąda filmy, gra w scrabble i inne takie. Naprawdę trzeba w wieku 22 lat mieć jak
                                      > ieś mierzalne hobby - szydełkować, malować na jedwabiu albo jeździć konno - żeb
                                      > y zostać uznanym za człowieka z zainteresowaniami? Ja w wieku Pyzy też się nicz
                                      > ym nie interesowałam. To znaczy interesowałam się tym, czym wszyscy moi znajomi
                                      > - czytałam, chodziłam do kina, do teatru i na piwo. I jakoś nie skazałam się t
                                      > ym samym na bezrobocie oraz niebyt intelektualny. A gdybym zaszła w tym wieku w
                                      > ciążę, rodzice też pewnie mówiliby mi "dziecko, damy radę, jakoś to będzie", a
                                      > nie wyrzucili z domu na rozmowę kwalifikacyjną, bo nie mam zainteresowań.

                                      ja jestem raczej pragmatyczna, ale moim zdaniem w wieku 22 lat trzeba albo
                                      studiować (coś, co się lubi i/lub coś, w czym chce się pracować), albo pracować.
                                      Wiem, możliwe jest wiele innych wariantów, które wcale nie oznaczają, że do
                                      końca życia pozostanie się bezrobotnym ciężarem dla rodziny, ale jednak jest już
                                      się wtedy do czego przyczepić. Albowiem człowiek 22 jest już dorosły, co moim
                                      zdaniem pociąga za sobą branie odpowiedzialności za własne życie.
                                      • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 15:17
                                        No to przecież studiuje i chciałaby zmienić kierunek studiów na taki, który by ją bardziej interesował. Powiedziałabym, że to się mieści w kategorii studia/praca. Przecież ona jest w połogu, kiedy to mówi. Ma latać na zajęcia czy na rozmowy kwalifikacyjne z dzieckiem u piersi? To chyba nieco bez sensu.

                                        Myślę, że moment urodzenia dziecka dał też Pyzie do myślenia i być może stał się właśnie motorem zmian. W tym zmiany kierunku studiów.

                                        Oczywiście, że 22-letni człowiek z dzieckiem u piersi jest dorosły i musi przeorganizować swoje życie, ale potrzebuje na to trochę czasu, zwłaszcza, jeśli nie jest dziarski i przebojowy. Nigdzie nie jest powiedziane, że Pyza by nie przeorganizowała w wypadku, gdyby Fryderyk nie powrócił.

                                        A w ogóle to ja się was trochę zaczynam bać. Naprawdę w wieku 22 lat nie miałyście żadnych wątpliwości, że to, co studiujecie, jest właśnie waszym jedynym słusznym wyborem? Ja niestety 22 lata mam już dawno za sobą, a wciąż się zastanawiam - czy to jest właśnie mój wymarzony zawód? Czy nie powinnam czegoś zmienić? Kiedy miałam 22 lata studiowałam coś, co owszem, lubiłam, ale po pierwsze, był to kierunek całkowicie nieżyciowy, a po drugie, trafiłam na niego zupełnie przypadkiem. I bynajmniej nie uważałam siebie ani nikogo ze swoich znajomych ze studiów za nieudaczników. Tylko część z nas teraz pracuje w zawodzie, reszta robi z mniejszym lub większym powodzeniem coś zupełnie innego, ale czy to nas skreśla jako ludzi? Bo w wieku 22 lat nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić?
                                        • verdana Re: Pyzunia 23.07.09, 15:57
                                          Mając lat 23 (rok chyba nie robi róznicy) i bojac się,że zaszłam w
                                          ciążę, w ciągu tygodnia zdążyłam wpaść w panikę, omówic ewentualne
                                          pojawienie się wnuka ze swoimi rodzicami oraz ze swoim chłopakiem,
                                          oraz stworzyc plan na najblizsze trzy lata:)
                                          Zanim pojawila się miesiączka mialam już plan, kiedy dziekanka, kto
                                          się zajmie dzieckiem i jak przemeblowac mieszkanie.
                                          • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 16:08
                                            Ale ludzie są różni. Pyzuni widocznie ogarnięcie się zajęło więcej czasu
                                            (chociaż też przemeblowała mieszkanie, wzięła dziekankę, a w dodatku miała
                                            faceta na obczyźnie i to takiego, co mógł nie powrócić). Czy to ją skreśla jako
                                            człowieka? (pomijając fakt, że jest postacią literacką)
                                            Czy żeby być wiarygodni, wszyscy ludzie muszą zachowywać się identycznie?
                                        • lacitadelle Re: Pyzunia 23.07.09, 16:37
                                          > A w ogóle to ja się was trochę zaczynam bać. Naprawdę w wieku 22 lat nie miałyś
                                          > cie żadnych wątpliwości, że to, co studiujecie, jest właśnie waszym jedynym słu
                                          > sznym wyborem? Ja niestety 22 lata mam już dawno za sobą, a wciąż się zastanawi
                                          > am - czy to jest właśnie mój wymarzony zawód? Czy nie powinnam czegoś zmienić?
                                          > Kiedy miałam 22 lata studiowałam coś, co owszem, lubiłam, ale po pierwsze, był
                                          > to kierunek całkowicie nieżyciowy, a po drugie, trafiłam na niego zupełnie przy
                                          > padkiem. I bynajmniej nie uważałam siebie ani nikogo ze swoich znajomych ze stu
                                          > diów za nieudaczników. Tylko część z nas teraz pracuje w zawodzie, reszta robi
                                          > z mniejszym lub większym powodzeniem coś zupełnie innego, ale czy to nas skreśl
                                          > a jako ludzi? Bo w wieku 22 lat nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić?

                                          Pyza nie miała wątpliwości, Pyza nie poszukiwała, Pyzy jedynym pomysłem była
                                          budka z kurczakami, a właściwie to było hasło obrazujące brak jakiegokolwiek
                                          pomysłu.

                                          Oczywiście, że każdy ma wątpliwości co do tego, czy wybrał dobrą drogę zawodową,
                                          co więcej, ludzie mają takie wątpliwości przez całe życie, niektórzy
                                          przekwalifikowują się po kilka razy nawet. To zupełnie naturalne. Ale ludzie Ci
                                          w międzyczasie coś jednak robią.

                                          Mnie się możesz bać, ja w wieku 22 lat studiowałam dziennie i pracowałam od 2
                                          lat, w tym momencie zarabiając całkiem spore pieniądze (choć zaczynałam od call
                                          center), plan na to, co zrobię w razie wpadki, miałam w momencie, gdy
                                          podejmowałam współżycie. Nie miałam szczęścia mieć zamożnych rodziców i chciałam
                                          ich jak najszybciej odciążyć. W wieku 23 lat pisałam pracę magisterską i
                                          zostałam prezesem małej, ale dobrze prosperującej firmy. Potem skończyłam
                                          jeszcze podyplomówkę, mam w perspektywie cholernie trudne egzaminy zawodowe,
                                          cały czas rozmyślam nad moimi perspektywami zawodowymi oraz nad tym, czy nie
                                          wyprowadzić się w Bieszczady i nie zacząć paść owiec :)

                                          Tak, jestem dziwna, nie wymagam, by inni byli dokładnie tacy jak ja, ale jednak
                                          sądzę, że dorosły człowiek powinien brać odpowiedzialność za swoje życie.
                                    • andrzej585858 Re: Pyzunia 23.07.09, 14:24
                                      Moja Mama często powtarza takie powiedzenie - "Jakim ześ mnie stworzył Panie
                                      Boże, takim masz" - mam silne podejrzenie że tak radosnego podejścia do życia
                                      jakie prezentuje tutaj Pyza na dłuższą metę nie byłoby dla niej do przyjęcia -
                                      choć z domu by nie wyrzuciła .
                                      Radosna beztroska jest dobra w pewnym okresie ale akurat w moim ulubionym
                                      serialu "Dom" padła taka kwestia wypowiedziana przez Bizanca - "Młodzież która
                                      nie buntuje się przeciwko zastanemu światu jest martwa za życia" - cos w tym stylu.
                                      Pyza po prostu jest i tyle.
                                      • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 15:19
                                        Na dłuższą metę nie, ale ona dopiero co urodziła dziecko! Musi sobie całe życie
                                        na nowo poukładać. A do tego widocznie macierzyństwo okazało się czymś, co jej
                                        odpowiadało. Powinna się z tego powodu zabić, bo zamiast siedzieć od rana do
                                        wieczora i się zamartwiać, że nie ma pracy, cieszy się nowo narodzonym dzieckiem?
                                        • dakota77 Re: Pyzunia 23.07.09, 15:25
                                          Oczywiscie, ze radosc z dziecka moze byc uczuciem dominujacym. Ale mysle, ze
                                          gdyby nie byla ososba calkowicie bezrefleksyjna, bylaby jednak podszyta
                                          niepokojem o przyszlosc. Mielibyscmy przynajmniej mala scene z Pyza, nie mogaca
                                          zasnac z niepokoju. Tym bardziej ze teraz musi troszczyc sie nie tylko o siebie,
                                          ma zobowiazania wobec dziecka. Ale nie, Pyza nie przejmuje sie, ze ojciec
                                          dziecka wyjechal i ze nie wiadomo, czy ojcem w ogole chce byc, nie mysli za co
                                          utrzyma dziecko.
                                          • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 15:39
                                            No ale "Czarna polewka" jest książką o Laurze i Wolfim przede wszystkim, a tylko
                                            pobocznie ma wstawki o Pyzuni. Może było odwrotnie - Pyza o tym myślała, a pani
                                            Musierowicz tylko tego nie opisała? :)
                                          • sowca Re: Pyzunia 28.07.09, 23:05
                                            dakota77 napisała:

                                            > Oczywiscie, ze radosc z dziecka moze byc uczuciem dominujacym. Ale
                                            mysle, ze
                                            > gdyby nie byla ososba calkowicie bezrefleksyjna, bylaby jednak
                                            podszyta
                                            > niepokojem o przyszlosc. Mielibyscmy przynajmniej mala scene z
                                            Pyza, nie mogaca
                                            > zasnac z niepokoju. Tym bardziej ze teraz musi troszczyc sie nie
                                            tylko o siebie
                                            > ,
                                            > ma zobowiazania wobec dziecka. Ale nie, Pyza nie przejmuje sie, ze
                                            ojciec
                                            > dziecka wyjechal i ze nie wiadomo, czy ojcem w ogole chce byc, nie
                                            mysli za co
                                            > utrzyma dziecko.

                                            Przypominam sobie rozmowę Róży z Laurą, kiedy Pyza wyznaje, że
                                            zwyczajnie się boi. ("To jest temat moich nocnych lęków"). A więc
                                            mamy między słowami wizję tych bezsennych z niepokoju nocy.
                                            A że dziewczyna nie ma pomysłu? Jednak ma, chociażby ta decyzja o
                                            przerwaniu studiów (moim zdaniem niegłupia decyzja, skoro i tak Pyza
                                            nie była w stanie skończyć tej nieszczęsnej astronomii, męczyła się
                                            tam i nudziła, a była dopiero na w połowie 3 roku) i przemyślenia na
                                            temat podjęcia studiów na polonistyce.
                                    • dakota77 Re: Pyzunia 23.07.09, 14:39
                                      Zalezy w jakiej firmie. Ja tez znam mase ludzi, co pracuja bez dyplomu, ale i ja
                                      i maz pracowalismy w firmach, gdzie nie bylo mowy o zatrudnieniu osoby bez
                                      wyzszego wyksztalcenia.
                                    • dakota77 Re: Pyzunia 23.07.09, 14:40
                                      Astrologii? Zartujesz, prawda?:P
                                      • andrzej585858 Re: Pyzunia 23.07.09, 15:10
                                        dakota77 napisała:

                                        > Astrologii? Zartujesz, prawda?:P

                                        Mam takie dziwne przeczucie że astrologia finansowo plasuje się wyżej od
                                        astronomii jeżeli chodzi o zarobki, sądząc po ilości reklam dotyczących wróżenia
                                        - więc kto to wie?
                                        Moze odkryje swoje powołanie wpatrując się w szklaną kulę?
                                      • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 15:20
                                        Nie, nie żartuję. Pomyliłam się po prostu. Mogłam?
    • weronika753 Re: Pyzunia 20.07.09, 18:55
      "...Nareszcie, po tylu bezsensownych latach, to puste miejsce w jej ramionach
      się wypełniło"


      Po tylu latach, czyli po ilu? Czyżby po dziesięciu? Po piętnastu latach
      czekania na dziecko?

      Nie. Przecież Róża zachodzi w ciążę jako 21 letnia, a więc bardzo młoda kobieta,
      można nawet powiedzieć "młoda dziewczyna".

      No, chyba że "sensowne" jest zajście w ciążę tuż po pierwszej menstruacji, a
      więc w wieku 14-16 lat... Rzeczywiście - to daje Róży pięć lat straszliwej
      bezdzietności.


      Co mają powiedzieć niektóre kobiety, które dziecko mają około trzydziestki?
      • verdana Re: Pyzunia 20.07.09, 19:26
        Ależ nie. Bezsensowne byly lata 0-22 czyli bezsensowne bylo cale
        życie bez dziecka. Albowiem tylko dziecko nadaje kazdemu zyciu
        jakikolwiek sens. reszta sie w ogole nie liczy, szczególnie w
        wypadku kobiety. Sensem zycia kobiety jest stać się matka. Kropka.
        • weronika753 Re: Pyzunia 20.07.09, 20:08
          A tfu! tfu! Verdano - nie propaguj pedofilii!

          ;D

      • jadwiga1350 Re: Pyzunia 20.07.09, 19:38

        > "...Nareszcie, po tylu bezsensownych latach, to puste miejsce w
        jej ramionach
        > się wypełniło"

        Myślę, że tego zdania nie ma co traktować z taką śmiertelną powagą.
        Mnie te refleksje Róży przypominają jak żywo Sagę o Ludziach Lodu.
        Tam PIETNASTOLETNI Christer po spotkaniu Magdaleny mówi:Nareszcie po
        tych wszystkich latach znalazłem właściwą osobę!
        • weronika753 Re: Pyzunia 20.07.09, 19:59
          Tja... Saga o Ludziach Lodu wyjątkowo przystaje do realiów Polski lat '90.

          Chyba, że niedokończona astrofizyczka Róża P. woli takie właśnie lektury. I tak
          sobie kształtuje wyobraźnię o swoim życiu.
          • jadwiga1350 Re: Pyzunia 22.07.09, 12:32
            weronika753 napisała:

            > Tja... Saga o Ludziach Lodu wyjątkowo przystaje do realiów Polski
            lat '90.
            >
            > Chyba, że niedokończona astrofizyczka Róża P. woli takie właśnie
            lektury. I tak
            > sobie kształtuje wyobraźnię o swoim życiu.


            Nic nie rozumiez!
            Nie chodzi o realia tylko o poziom książek. Obie te pozycje to
            książki łatwe, lekkie i przyjemne.Miło poczytać, ale nie ma co w
            nich szukać prawd i realiów na miarę Lalki czy Chłopów.
            • lezbobimbo Re: Pyzunia 22.07.09, 12:59
              jadwiga1350 napisała:
              > Nie chodzi o realia tylko o poziom książek. Obie te pozycje to
              > książki łatwe, lekkie i przyjemne.Miło poczytać, ale nie ma co w
              > nich szukać prawd i realiów na miarę Lalki czy Chłopów.

              A co poczac, jak lektura operowo-mydlana nagle stwierdza jakies takie dziwne
              rzeczy jak: zycie do 22 roku zycia ni mo zadnego sensu bez urodzenia wlasnego
              dziecka?
              MM z zalozenia zazebia te swoja Sage Kostuchny Rodu o konkretna codziennosc i
              realia poznanskie dzisiejsze.. wiec trudno sie polapac, gdzie ona pisze bajeczna
              opere mydlana, a gdzie o twardych realiach. Zreszta wychodzi to tak, ze MM
              twarde realia przedstawia coraz bardziej w opisach bajkowych (n.p. Borejkowa
              rodzina dzisiaj nie ma w ogole zmartwienia, ze bezrobotna laska rzuca studia i
              zachodzi wpadkowo, bo wszyscy beda ja oczywiscie karmic i utrzymywac razem z
              bezproblemowym, darmowym dziecieciem).
              Kiedys MM przedstawiala te twarde realia bardziej realistycznie (klotnie u
              Zaczkow o przygarniecie Krystyny, wrzaski Irenki, niechcace psoty Bobcia,
              Mamerciatek i Geniusi) ale jednakowoz z wielkim poczuciem humoru - bajka byla
              zjadliwa i przyjemna i mozna bylo uwierzyc i w realia i w te happy endy :)
              A dzisiaj jakies misje, sytuacje idealne i same superlatywy, panie ja tego..
              • doratos Re: Pyzunia 23.07.09, 12:46
                Przeczytałam ten wątek i nasunęło mi się kilka myśli.
                Mnie też jak ginestrze przytrafiło się takie przeżycie przy
                pierwszym dziecku,kiedy mi je położyli na brzuchu,patrzyłam na
                córeczkę i płakałam,myślałam sobie-czy to naprawdę moje?
                Czy to śliczne maleństwo,takie doskonałe i skończone naprawdę
                wyskoczyło ze mnie i już jest takim odrębnym człowiekiem?
                Czułam takie niewiarygodne szczęście,o mało serce mi nie wyskoczyło
                z piersi,i naprawdę czułam że moje życie się dopełniło!
                Tak jak bym do tamtej chwili nie żyła naprawdę!
                Nie da się tego dosłownie opisać,czy można wyrazić uczucia za pomocą
                słów?
                I to miała na myśli ginestra,a przez jedno głupie słówko musiała
                przepraszać i w dodatku nie uwieżyliście jej na słowo że nie chciała
                nikogo urazić!
                Gdyby to na przykład przeprosiła lezbobimbo,zaraz by się spotkała z
                apelami,że skąd nikt nie wierzy żeby chciała kogoś urazić!
                Ginestrze wałkowaliście to kilka razy zupełnie niepotrzebnie bo jak
                zaczniemy przepraszać za to co czujemy i myślimy,to się
                zakałapućkamy na amen!
                Wracając do Pyzy to czemu nie miałaby poprzestać na
                macierzyństwie,czy jest w tym coś złego?
                Sama znam kobiety które poświęciły się wyłącznie macierzyństwu,mają
                do tego prawo,w końcu mamy demokrację,wolnoć Tomku w swoim sposobie
                życia!
                Znam też koleżanki które po wychowie dzieci wróciły do pracy i też
                są szczęśliwe,jak ktoś chce może też podzielić życie między karierę
                i macierzyństwo,dla chcącego nic trudnego.
                Pyza jest młodą kobietą i jeszcze nie wie czego tak naprawdę od
                życia chce,nie zakładajmy z góry że poprzestanie na byciu matką!
                Poczytamy i zobaczymy co z niej wyrośnie!
                Kłaniam się przedmówczyniom,jak kogoś uraziłam to ten teges-co złego
                to niechcąco.....
                • dakota77 Re: Pyzunia 23.07.09, 12:54
                  Doratos, blagam, zpstaw juz te sprawe i przestan tlumaczyc nam, co miala na
                  mysli Ginestra, jakbys siedziala w jej glowie. Naprawde nie warto juz ciagnac
                  tego tematu.

                  Po drugie, po raz kolejny prosze, dziel swoje posty na akapity i stosuj stosowne
                  spacje, bo naprawde ciezko przebrac przez twoj strumeni swiadomosci.

                  I nie, nie ma nic zlego, jesli kobieta decyduje, ze bedzie wylacznie matka. Ale
                  wiesz, nikt nie wie, jak jego zycie bedzie kiedys wygladalo. Nie mozna byc wciaz
                  zaleznym od innych. A co, jak Pyzy maz nie bedzie mogl jej utrzymac? Jak sie z
                  nia rozwiedzie? Kto ja wtedy, bez wyksztalcenia i doswiadczenia wezmie do
                  jakiejkolwiek pracy, z ktorej bedzie mogla utrzymac siebie i dziecko?

                  Nie o wyzszosci kariery nad macierzynstwem tu dyskutujemy.
                  • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 13:54
                    > Po drugie, po raz kolejny prosze, dziel swoje posty na akapity i stosuj stosown
                    > e
                    > spacje, bo naprawde ciezko przebrac przez twoj strumeni swiadomosci.

                    Ależ jej post jest bardzo ładnie podzielony na akapity. I zdania. Może
                    gdzieniegdzie brakuje spacji, ale któż z nas nie popełnia błędów? Niektórzy
                    zapominają o spacjach, inni nie wstawiają polskiej czcionki albo robią
                    literówki... W obu wypadkach naprawdę nie potrzeba translatora, żeby zrozumieć,
                    co napisała druga osoba.
                    • the_dzidka Re: Pyzunia 23.07.09, 13:58
                      Ja też ją prosiłam, żeby stosowała spacje za znakami
                      interpunkcyjnymi (nie gdzieniegdzie jej brakuje spacji, najwyżej
                      gdzieniegdzie jest!), bo muszę czytac na głos, żeby się przez to
                      przebić. A naprawdę, skoro czytam już cały wątek,m to chciałabym
                      znac wszystkie opinie na dany temat.
                      • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 14:15
                        Niektórzy piszą z zagranicy i nie mają polskiej czcionki. Inni nie stosują
                        wielkich liter. Też trochę to utrudnia czytanie, ale nie uniemożliwia
                        zrozumienia. Może wystarczy trochę wyrozumiałości.
                        • the_dzidka Re: Pyzunia 23.07.09, 14:32
                          > Niektórzy piszą z zagranicy i nie mają polskiej czcionki. Inni nie
                          stosują
                          > wielkich liter. Też trochę to utrudnia czytanie, ale nie
                          uniemożliwia
                          > zrozumienia. Może wystarczy trochę wyrozumiałości.

                          Noido,
                          którego słowa w zdaniu:

                          "Ja też ją prosiłam, żeby stosowała spacje za znakami
                          interpunkcyjnymi [bo ich brak utrudnia zrozumienie tekstu]"

                          nie rozumiesz?

                          na forum MM często podkreśla się nacisk na "chlujność" :) pisowni.
                          Jako stała, choć do niedawna ukryta czytelniczka powinnaś o tym
                          wiedzieć.
                          • nioszka Re: Pyzunia 23.07.09, 14:38
                            Aha, to pewnie następny do odstrzału będzie Andrzej, bo u niego z interpunkcją
                            to już całkiem fatalnie jest.
                            Dziw, że mu jeszcze tego nikt nie wypomniał :P
                            • andrzej585858 Re: Pyzunia 23.07.09, 14:41
                              Mój odwieczny problem - zupełnie z tym zarzutem się zgadzam ale poprawy hmm nie
                              obiecuję niestety.
                              • nioszka Re: Pyzunia 23.07.09, 14:44
                                Nie ważne JAK się pisze ale CO się pisze, że się podeprę MM :)
                                Andrzeju, ja Twoje posty mimo braku przecinków rozumiem. Sama zwracam uwagę na
                                to, jak piszę, ale nie lubię wytykania tego innym.
                                To było tak trochę ironicznie, bez urazy :)
                                • mama_kotula Re: Pyzunia 23.07.09, 14:54
                                  CytatNie ważne JAK się pisze ale CO się pisze, że się podeprę MM :)

                                  Nieważne, że w brudnej i popękanej szklance, ważne, że to dobra, markowa kawa, prawda? :P:P

                                  Przyznaję się z pełną premedytacją, że postów długich - nie podzielonych na akapity i z luźnym podejściem do interpunkcji zwyczajnie nie czytam. Jakoś mnie przestaje interesować treść, kiedy jej odczytanie i poprawna interpretacja jest diablo męcząca. Jakbym to lubiła, to bym została polonistką i sprawdzała dla przyjemności tony wypracowań.
                                  • verdana Re: Pyzunia 23.07.09, 14:58
                                    Jako matka pisarki z dysleksją złą interpunkcję moge przełknąć, bo u
                                    nic się nie da zrobic - programy sprawdzajace pisownie żądają
                                    wstawiania przecinkow w dosyć dowolnych miejscach.
                                    Nie jestem jednak w stanie na tym forum - i tylko na tym - czytac
                                    postow napisanych fatalna polszczyzną, z błedami skladniowymi i
                                    gramatycznymi.
                                    • mama_kotula Re: Pyzunia 23.07.09, 15:06
                                      Verdano droga, ale mi nie chodzi o kilka(naście) przecinków postawionych nie tam, gdzie trzeba, głównie chodzi mi o posty typu strumień świadomości, gdzie interpunkcji nie ma prawie wcale, oraz - o te nieszczęsne spacje po przecinkach i kropkach.

                                      Do tego lubię - ale to moje prywatne już zboczenie - kiedy akapity oddzielone są pustym wierszem, tak mi jest czytelniej.

                                      PS, prywata - Verdano, moje dzieci są wielkimi miłośnikami opowiadań Twojej Mamy, to niesamowite - mamy zbiorek różnych autorów, i dzieci jakoś instynktownie na wyczucie wybierają niemal wyłącznie jej opowiadania, nie patrząc na autora (a potem zdziwione, że to znowu ta pani napisała :))) - ostatnio faworytem jest "Łóżeczko" o Mary i Marysi. Podziękowania wielkie i gorące :):)
                                    • nioszka Re: Pyzunia 23.07.09, 16:23
                                      Yhym, a jak ktoś pisze z końcówkami -om zamiast -ą to ma po prostu taki styl,
                                      żeby był łatwiej rozpoznawalny, tak?
                                      I jak się stosuje dziwne neologizmy zamiast zwyczajnych polskich wyrazów, to też
                                      jest poprawnie?
                                      • mama_kotula Re: Pyzunia 23.07.09, 16:29
                                        CytatYhym, a jak ktoś pisze z końcówkami -om zamiast -ą to ma po prostu taki styl, żeby był łatwiej rozpoznawalny, tak?

                                        Myślę, że celowe "-om" (czyli oznakę stylu, czy chwilowego kaprysu - celowego pisania fonetycznego, typu "chcem tem paniom!!!") bardzo łatwo jest odróżnić od robienia ortografów :).
                                        • nioszka Re: Pyzunia 23.07.09, 16:40
                                          Oczywiście, że jest łatwo. Chodzi mi o to, że to jakoś nikogo nie razi, no bo
                                          właśnie "ktoś ma taki styl", ale że jest to niezgodne z zasadami ortografii, to
                                          nie ma kompletnie znaczenia?
                                          • mama_kotula Re: Pyzunia 23.07.09, 16:54
                                            Cytat Oczywiście, że jest łatwo. Chodzi mi o to, że to jakoś nikogo nie razi, no bo właśnie "ktoś ma taki styl", ale że jest to niezgodne z zasadami ortografii, to nie ma kompletnie znaczenia?

                                            Mnie osobiście by raziło, jakby ktoś tak pisał notorycznie, również w poważnych dyskusjach światopoglądowych czy generalnie w dyskusjach, nazwijmy je umownie: poważnych - natomiast przyznam, że z takim "stylem" przeważnie ma się do czynienia w wątkach luźnych, rozrywkowych, offtopowych, o doopie przysłowiowej maryni.
                                            Tak, jak jeden ortograf czy literówka w poście mnie nie rusza, tak nagminne walenie byków czy zupełnie dowolna interpunkcja owszem. Takie posty i osoby po prostu omijam. Na forum jestem dla przyjemności, a nie w celu dokonywania analizy treściowo-składniowo-ortograficznej tekstu. I tak, jak mnie męczą zbyt długie i zawiłe posty Ginestry oraz Andrzeja, tak męczą mnie czasem wybryki słowno-stylowe Lezbobimbo - posty wtedy omijam, niezależnie od autora.

                                            W poezji też często nie używa się znaków interpunkcyjnych/wielkich liter, i nikogo to nie razi, zgadza się? To jest przykład "oznaki stylu", charakterystycznego. Który to styl można lubić bądź nie - bo ktoś może woleć czytać wiersze Jana Brzechwy, z zachowaną interpunkcją, standardową składnią i wielkimi literami. Zatem ja też korzystam z tego wyboru i na forum nie czytam postów, których czytanie mnie męczy (tyczy się to również postów zbyt długich dla mnie i poruszających w piętnastu akapitach odniesienia do wcześniejszych 100 postów dyskusji).

                                            Natomiast - uważam, że jeśli ktoś chce być właściwie zrozumiany, to powinien zrobić wszystko, aby tak się stało. I tyczy się to również warstwy wizualnej wypowiedzi. Ze zwykłego szacunku dla potencjalnego czytelnika.
                                            • lezbobimbo Re: OT dreczenia stylowo kotuli :P 25.07.09, 15:53
                                              mama_kotula:
                                              <tak męczą mnie czasem wybryki słowno-stylowe Lezbobimbo - posty <wtedy omijam,
                                              niezależnie od autora.

                                              Orzeszku! Nosz Ty zmijo na mymlonie!! To ja tancze na lingwistycznych rzesach,
                                              wygibuje sie i staram sie Cie rozbawic, a Tobie sie nie chce tego czytac *foch!*
                                              *szloch* Zemsta bedzie okrutna jak manga!! Ostatni raz Cie smyram po jajeczkach! :PP

                                              P.S. oczywiscie pisze powyzsze dla jaj, niechaj reszta forum nie mysli, ze ja
                                              naprawde sie obrazam :D
                                              Nadmieniam tez, ze czasem pisze fonetycznie OM czy EM nie w celu stylizacji,
                                              tylko przez to, ze mnie meczy niemanie polskiej klawiatury, a zwlaszcza
                                              dyftongow. Niestety ponad me sily i chucie wklejanie pracowite polskich znakow
                                              do mych postow, a czasem wydaje mi sie, ze musze niektore dyftongi jednak zaznaczyc.
                                              Stylizacje poza tym uprawiam ze szczerych nudow, nudzi mnie wlasne pisanie i
                                              stosowanie wciaz tych samych oklepanych slow, wiec czasem musze sobie okrasic bo
                                              nie strzymam. Jednoczesnie pragne pisac smiesznie i ekspresyjnie. Co nie zawsze
                                              mi wychodzi i swiadomam, ze nigdy nie zadowolnie wszystkich, zwlaszcza tej hydry
                                              Kotuli :P

                                              Zas powiem tez, ze czytam WSZYSTKIE posty Wasze (nawet najdluzsze albo
                                              najnieortograficzniej napisane), ma perwersja nie zna bowiem granic. Nie nadaje
                                              sie przez to na nazistke ortograficznom :)
                                • nioszka Re: Pyzunia 23.07.09, 14:58
                                  heh i jeszcze se sama strzeliłam w nogę strzelając orta, przepraszam :)
                          • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 15:35
                            > Noido,
                            > którego słowa w zdaniu:
                            >
                            > "Ja też ją prosiłam, żeby stosowała spacje za znakami
                            > interpunkcyjnymi [bo ich brak utrudnia zrozumienie tekstu]"
                            >
                            > nie rozumiesz?

                            Zrozumiałam wszystkie. Nie uznałam tylko ich zasadności. Jest tutaj przynajmniej
                            kilka innych osób, które piszą posty długie i na skraju strumienia świadomości,
                            nie używają wielkich liter albo zapominają o przecinkach, ale nikt im nie zwraca
                            uwagi. Może po prostu warto nie być drobiazgowym i czepiać się braku spacji?
                            Zwyczajnie szkoda nerwów.
                            • mama_kotula Re: Pyzunia 23.07.09, 16:25
                              CytatMoże po prostu warto nie być drobiazgowym i czepiać się braku spacji?Zwyczajnie szkoda nerwów.Ja też się zgadzam,w zupełności się zgadzam,że spacje po znakach interpunkcyjnych nie są konieczne.Bo po co?Nie utrudnia to wcale czytelności-przynajmniej,jak dla mnie,nie utrudnia w jakimś dużym stopniu,nieprawdaż-bo tekst jest nadal zrozumiały i nie trzeba się jakoś specjalnie wysilać.Uważam również,jak napisała to Nioszka,że nieważne jest,jak się pisze,ale co się pisze.I naprawdę nie wiem po co to czepianie,dla zasady?To bardzo niefajne jest.Przecież nie każdy musi być polonistą to raz,i nie musi mieć opanowanych wszystkich tajników pisania na komputerze,to dwa.Prawda?No więc w zupełności zgadzam się z Noidą(cokolwiek by nie powiedziała,prawda)i piszę teraz-nie warto,dla zasady się czepiać o takie szczegóły które wcale,wg mnie,nie wpływają na komfort czytania.Bo,jak już napisałam,nie jest ważna szklanka,tylko kawa.Jak ktoś naprawdę chce wypić kawę,to nie będzie zwracał uwagi na to,w jakiej szklance jest podana.Przecież nie liczy się to,jak się wygląda tylko to,co się ma w głowie,liczy sie bogate wnętrze,uczucia,emocje,metafizyka,to,jakim sie jest człowiekiem.A nie to,że ktoś nie robi spacji po znakach przestankowych,bo to niczemu nie przeszkadza,tylko tym czepialskim przeszkadza.A wogóle to Ameyrkńaski Inystut Bdaań Rowzoojywch udwodwonił,że nromlany czołiewk,czyjątac,nie zrwaca ugwai na klojeność lteir.Mgooą one być dwoloie pomaszeniane.Wżane jset tlyko to,żbey pirewsza i osatinta lteira były na siwom mjisecu.Węic od diziisaj poprnouję żbey piasć jak cehemy,bo to tkżae nie jset njawanżieszje.Kchoajmy się,a nie jtązrmy.O.
                              • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 16:49
                                Tak, tylko doratos zdarza się zapomnieć spacji od czasu do czasu, nie pisze w
                                ten sposób jak ty powyżej. Czy w związku z tym ma przestać pisać? Czy naprawdę
                                zapomnienie spacji od czasu do czasu to tak niewybaczalny błąd, że trzeba go
                                napiętnować na wszelkie sposoby w 20 postach?
                                • mama_kotula Re: Pyzunia 23.07.09, 17:01
                                  Od czasu do czasu?

                                  W tym poście:
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,25788,98019775,98159438,Re_Wysmiewanie_o_0.html
                                  nie ma ani jednej spacji po przecinku. Nie ma również, wbrew pozorom, wyodrębnionych jednostek treściowych czyli akapitów - po prostu każde zdanie jest pisane od nowej linii.

                                  I nikt nie postulował aby osoba, która pisze w ten sposób, przestała pisać, za pozwoleniem. Absolutnie. Co najwyżej osoba taka straci czytelników, którzy po trzech zdaniach będą mieli dość tak jak ja.

                                  Nie mówiąc już o dbałości o poziom ogólny forum - to materiał na inną dyskusję, zresztą ty, Noido, uważasz, że ta dbałość należy do zasiedziałych bywalców, a nie do nowych - co więcej, że zasiedziali powinni się dostosować ;), więc uważam, że nie ma o czym mówić.
                                  • noida Re: Pyzunia 23.07.09, 17:24
                                    Dobrze, rozumiem, że wam przeszkadza ten brak spacji, chociaż nie rozumiem,
                                    dlaczego aż tak bardzo. Ale przyjmuję to do wiadomości.

                                    Nie rozumiem tylko, czemu nie można jej po prostu poprosić o to, żeby trochę
                                    bardziej uważała, zamiast przywoływać ją do porządku jak sierżant swoich
                                    podopiecznych (czyli przy pomocy rozkazów i złośliwości), zwłaszcza, jeśli chce
                                    się podobno dbać o ogólny poziom forum.

                                    (Off topik - Nie uważam, że zasiedziali powinni się dostosować. Nigdzie tego nie
                                    napisałam. Ja tylko poddałam pod rozwagę pewną propozycję. Jej odrzucenie
                                    naprawdę przyjęłam do wiadomości w wiadomym wątku i uważam temat za zakończony.
                                    Nie musisz próbować mnie prowokować, sugerując, że lepiej wiesz, co ja uważam,
                                    niż ja sama.)
                                • dakota77 Re: Pyzunia 23.07.09, 17:06
                                  A kto postuluje, zeby przestala pisac?
                                  Gdyby Doratos podjela najmniejsza probe uczynienia swoich postow czytelnymi (
                                  nie czytelniejszymi) nie trzeba byloby tego w kolko powtarzac. Pisanie
                                  poprawnie, zrozumiale i czytelnie wiaze sie z z minimalnym szacunkiem dla innych
                                  uzytkownikow forum.
                              • szprota Re: Pyzunia 25.07.09, 14:15
                                mama_kotula napisała:

                                Ja też się zgadzam,w zupełności się zgadzam,że spacje po znakach
                                interpunkcyjnych nie są konieczne.Bo po co?Nie utrudnia to wcale
                                czytelności-przynajmniej,jak dla mnie,nie utrudnia w jakimś dużym
                                stopniu,nieprawdaż-bo tekst jest nadal zrozumiały i nie trzeba się jakoś
                                specjalnie wysilać.Uważam również,jak napisała to Nioszka,że nieważne jest,jak
                                się pisze,ale co się pisze.I naprawdę nie wiem po co to czepianie,dla zasady?To
                                bardzo niefajne jest.Przecież nie każdy musi być polonistą to raz,i nie musi
                                mieć opanowanych wszystkich tajników pisania na komputerze,to dwa.Prawda?No więc
                                w zupełności zgadzam się z Noidą(cokolwiek by nie powiedziała,prawda)i piszę
                                teraz-nie warto,dla zasady się czepiać o takie szczegóły które wcale,wg mnie,nie
                                wpływają na komfort czytania.Bo,jak już napisałam,nie jest ważna szklanka,tylko
                                kawa.Jak ktoś naprawdę chce wypić kawę,to nie będzie zwracał uwagi na to,w
                                jakiej szklance jest podana.Przecież nie liczy się to,jak się wygląda tylko
                                to,co się ma w głowie, liczy sie bogate
                                wnętrze,uczucia,emocje,metafizyka,to,jakim sie jest człowiekiem.A nie to,że ktoś
                                nie robi spacji po znakach przestankowych,bo to niczemu nie przeszkadza,tylko
                                tym czepialskim przeszkadza.A wogóle to Ameyrkńaski Inystut Bdaań Rowzoojywch
                                udwodwonił,że nromlany czołiewk,czyjątac,nie zrwaca ugwai na klojeność
                                lteir.Mgooą one być dwoloie pomaszeniane.Wżane jset tlyko to,żbey pirewsza i
                                osatinta lteira były na siwom mjisecu.Węic od diziisaj poprnouję żbey piasć jak
                                cehemy,bo to tkżae nie jset njawanżieszje.Kchoajmy się,a nie jtązrmy.O.


                                No i Kotula zepsuła całkiem dobrą Szprotę :D
                                Dodam od siebie, że lubię, gdy post jest przejrzysty. Zdania bez przerw pod
                                postacią znaków przestankowych, w formie lania ciepłym strumieniem robią na mnie
                                wrażenie, jakby stał przede mną człowiek, co owego posta popełnił, i tak, jak
                                napisał, tak mówi: szybko, niewyraźnie, trajkocząco i chaotycznie. Może po
                                prostu ma taki styl, nieprawda. Ale osobiście lubię rozmawiać z osobą, która
                                zadba o to, by ją było dobrze słychać i która daje do zrozumienia, że zależy jej
                                na dialogu, nie monologu.
                                • mama_kotula Re: Pyzunia 25.07.09, 14:23
                                  CytatNo i Kotula zepsuła całkiem dobrą Szprotę :D

                                  Ja już dawno Szprotę popsułam :>
                                  Zresztą Szprota już widziała, ale dla przypomnienia...


                                  https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/mg/bd/q4ws/yTjzPMby1WxmpVLHvB.jpg



                                  No!
                                  • szprota Re: Pyzunia 25.07.09, 15:27
                                    mama_kotula napisała:

                                    CytatNo i Kotula zepsuła całkiem dobrą Szprotę :D

                                    Ja już dawno Szprotę popsułam :>
                                    Zresztą Szprota już widziała, ale dla przypomnienia...


                                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/mg/bd/q4ws/yTjzPMby1WxmpVLHvB.jpg



                                    No!




                                    Szprota widziała, ale wełniane ości nie zbrzydły od tego i nadal budzą mój szaleńczy zachwyt :D
                                    • doratos Re: Pyzunia 27.07.09, 15:03
                                      Dziewczyny kochane jak pisałam w innym wątku ja od kilku miesięcy
                                      dopiero mam internet(od trzech prawie).
                                      Nie wiedziałam,że po każdym przecinku czy kropce trzeba używać
                                      spacji!
                                      Jest taka zasada?
                                      Tak się chyba nie da,przy tych wszystkich staraniach o przejrzystość
                                      postów,i o to żeby nikogo nie urazić,
                                      zniknie człowiekowi sens wypowiedzi!

                                      I faktycznie np.kadanka też pisała podobnie i nikt jej tego nie
                                      wypominał!

                                      Błędów ortograficznych też wiele nie popełniam,już raczej
                                      stylistyczne!
                                      Ale nie bój żaby nie obrażę się.Nie zrozumiem tego jako ataku na
                                      moją osobę.
                                      Sama nie miałam kłopotów ze zrozumieniem przydługich postów.
                                      Może dlatego,że chciwie wczytywałam się w ich treść i było mi
                                      obojętne ile jest spacji,ile akapitów,a ile błędów językowych.

                                      Myślę,że wśród ludzi,,znających Józefa"nie trzeba tłumaczyć co się
                                      miało na myśli,
                                      chyba tu wszyscy w lot chwytają i ironizmy,i wszelkie niuanse
                                      językowe,i styl osób piszących na tym forum!

                                      Zauważyłam że emocje trochę opadły,ja też nie będę dłużej męczyć
                                      ginestry.
                                      Zrobiłam te posty,a raczej popełniłam bo podoba mi się jej styl,sama
                                      nie potrafię się bronić z taką kulturą jak ona.
                                      Pozdrawiam czule i chyba dziś nie macie zastrzeżeń co do
                                      przejrzystości!
                                      • dakota77 Re: Pyzunia 27.07.09, 15:32
                                        Tak, jest taka zasada, i to przeciez nie istniejaca wylacznie w interecie.
                                      • ananke666 Re: Pyzunia 28.07.09, 01:34
                                        > Nie wiedziałam,że po każdym przecinku czy kropce trzeba używać
                                        > spacji!
                                        > Jest taka zasada?

                                        Fascynujące. Pierwszy raz natykam się na osobę, która nie widziała nigdy
                                        wcześniej na oczy słowa pisanego - ni gazetki, ni książeczki, ni nawet
                                        elementarzyka albo zgoła zeznania podatkowego. Naprawdę niesamowite.


                                        (żartowałam, ale nie mogłam się powstrzymać...)
                                        • lezbobimbo Re: Pyzunia 28.07.09, 15:22
                                          ananke666 napisała:
                                          > > Nie wiedziałam,że po każdym przecinku czy kropce trzeba używać
                                          > > spacji!> > Jest taka zasada?

                                          > Fascynujące. Pierwszy raz natykam się na osobę,

                                          :) Moze to nawyk utrwalony czestym pisaniem smsow? Tam kazda spacja
                                          to jedna spacja za duzo, nieprawdaz.

                                        • limotini Re: Pyzunia 29.07.09, 10:23
                                          A mnie nie dziwi. Bo wbrew pozorom to nie jest wcale oczywiste, że po przecinku
                                          trzeba wcisnąć jeszcze ten długi klawisz. Po co? Przecież zawsze trzeba, to nie
                                          mógłby się odstęp wstawiać samoczynnie razem z przecinkiem/kropką/pytajnikiem?
                                          Po co oni nam to tak utrudnili?
                                          • onion68 Re: Pyzunia 29.07.09, 10:49
                                            Bo nie można by było zrobić trzykropka?
                                            • limotini Re: Pyzunia 29.07.09, 11:05
                                              A tam, to tylko wymówka. Moglibyśmy mieć osobny klawisz, który wstawiałby
                                              pojedynczy znaczek wielokropka, tak jak przy składzie książki.

                                              O taki: …, w odróżnieniu od ...
                                      • mmaupa Re: Pyzunia 28.07.09, 13:57
                                        Widzisz, Doratos, dowiedziałaś się czegoś nowego :) Fajnie, że się nie obrażasz,
                                        bo chodzi wyłącznie o ułatwienie komunikacji forumowej.
                                        A ataków nie rozumiem, bo - dziwnym trafem - nie mam problemu z przeczytaniem
                                        tekstów Doratos. Bardziej niż brak spacji po przecinku irytują mnie
                                        kolorowe/migające sygnaturki, albo nieużywanie wielkich liter.

                                        Co do Pyzuni, mam pomysł na kolejny wątek :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka