Dodaj do ulubionych

macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy

14.08.09, 13:11
bedac na wakacjach dorwalam sie do calej Jezycjady i coz.
przyznaje Wam racje. jest cos w tym ze jedna czesc jest Jezycjada, a druga
Neojezycjada,
i ze ta starsza jest lepsza. (to bylo tak na marginesie)

bo czytajac szosta klepke, podziwialam doslownosc i realizm macierzynskich
rozterek Krystyny. Zarazki, nocne placze (spowodowane ksiazkowym zakazem
karmienia w nocy, kolki, lek przed kapiela noworodka) a Pyza coz. stoi w oknie
z zawiniatkiem i sie cieszy sensownoscia istnienia swoich ramion, radosnie
czekajac na Frycka. I jeszcze mowi cos mniej wiecej takiego: nie usypiaj Milu,
tata zaraz przyjdize. nosz kurcze. chcialabym zobaczyc mloda matke ktora tak mowi
Obserwuj wątek
    • jamniczysko Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 14.08.09, 13:21
      Tak, to prawda.

      Uwielbiam, jak Krystyna mówi tak spod serca: "Idźcie wy sobie
      wszyscy najlepiej." czy jakoś tak. Łagodna depresja poporodowa, co
      podobno trafia co drugą kobietę, normalne klimaty...

      I Pyzuchna, co już nie może się doczekać, jak oko wszystkim
      zbieleje, kiedy zobaczą, "jakie maniery będzie miała mała Mila"
      (!!!!!!!)

      Ech, ech, ech.
      • kindzie Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 14.08.09, 13:41
        jamniczysko napisała:


        > Uwielbiam, jak Krystyna mówi tak spod serca: "Idźcie wy sobie
        > wszyscy najlepiej." czy jakoś tak. Łagodna depresja poporodowa, co
        > podobno trafia co drugą kobietę, normalne klimaty...

        E, to chyba nie była depresja, raczej strach, że jej dziecku zarazków naniosą :-)

        A poza tym to zgadzam się całkowicie z Tobą i z grimmą. Też mi się ogromnie podobał obraz początków macierzyństwa Krystyny: i życiowy, i wzruszający, i pełen dobrodusznego pokpiwania z przewrażliwienia młodej matki. A już obrazek Krystyny szczerzącej bezgłośnie zęby i trzęsącej rudą głową na znak, żeby nikt zakłócał długo wyczekiwanego snu córeczki - perełka!
        Nie mogę się nadziwić, że ta sama pisarka stworzyła coś tak kiczowatego, jak te Pyzowe nareszcie napełnione ramiona i jej nieustanne słodkie pogruchiwania do noworodka, który nie sprawia absolutnie żadnych problemów.

        A czy zwróciłyście uwagę, jak to Krystyna, wiedziona zdrowym rozsądkiem, buntuje się przeciwko książkowym zaleceniom o przerwie nocnej? Swoją drogą, jak te książkowe zalecenia przechylają się to w jedną, to w drugą stronę - teraz by mogła przeczytać, że ma karmić ile razy noworodek sobie zażyczy, choćby i co pół godziny, czy to dzień czy noc.
        • ateh7 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 14.08.09, 16:13
          W tych scenkach z Krystyną i małą Irenką fajny był brak ckliwych
          monologów i rozważań Krystyny o tym, że nagle wypełniła się pustka w
          jej ramionach, pojawił się sens życia, które do tej pory było bez
          sensu itp.

          Jak straszliwie drażnią mnie te rozmyślania Pyzuni!




          • lutecja4 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 11:33
            i jeszcze tak różna reakcja Krystyny i Pyzy na niechciana ciążę-tzn nie wiadomo
            do końca(chyba), czy ciąża Krystyny jest niechciana, ale w Szóstej Klepce
            opisane jest, że Julia przyprowadziła zapłakaną Krystynę do rodziców
            a Pyza, no niby płacze, ale bardziej z powodu Frycka, zupełnie nie martwi się,co
            będzie dalej-przecież to nienormalne
            normalne byłoby to, że młoda dziewczyna w trakcie studiów zastanawia się, jak
            sobie poradzi, co będzie dalej, bo nawet jeśli uważa,że żadna praca nie hańbi
            (skądinąd mimo górnolotnie głoszonych haseł MM jakoś nie może powstrzymać się od
            wyrażania wyższości nad zwykłymi sprzedawczyniami, nauczycielami pracy techniki
            czy innymi prostymi ludźmi-godni szacunku są tylko filolodzy,niektórzy
            nauczyciele i niektórzy lekarze,bo tacy,co dobrze zarabiają, już nie), to jednak
            pensja pracownika budki z kurczakami raczej nie wystarczy do zaspokojenia
            podstawowych potrzeb mamy i dziecka
            no i ten tekst(przytaczam z pamięci)-to tylko małe dziecko-czego ono
            potrzebuje(czy zje-nie pamiętam dokładnie)-no kurcze-małe dziecko naprawdę
            trochę rzeczy potrzebuje, nie tylko ramion mamusi, a z upływem czasu tych rzeczy
            jest coraz więcej
            • dakota77 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 11:52
              Mysle, ze spokojnie mozna przyjac, ze ciaza Krystyny nie byla
              planowana. Ciezko planowac ciaze, jak sie ma takie warunki zyciowe jak
              ona i jej maz.
              • soova Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 11:56
                dakota77 napisała:

                > Mysle, ze spokojnie mozna przyjac, ze ciaza Krystyny nie byla
                > planowana. Ciezko planowac ciaze, jak sie ma takie warunki zyciowe jak
                > ona i jej maz.

                Nigdy dla mnie nie ulegało wątpliwości, że ciąża Krystyny była wpadką. W czasach SK studentek ASP marzących o wypełnieniu dzieckiem pustki w ramionach naprawdę nie było.
              • croyance Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 00:36
                No ale nieplanowana, a niechciana to dwie rozne rzeczy :-)
            • soova Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 11:55
              lutecja4 napisała:

              > no i ten tekst(przytaczam z pamięci)-to tylko małe dziecko-czego ono
              potrzebuje(czy zje-nie pamiętam dokładnie)>

              Z drugiej jednak strony nie ma co się tak oburzać na Pyzę, która jest
              dziewczątkiem kompletnie niedoświadczonym życiowo, stąd gada takie rzeczy, jakie
              gada. To raczej wszechstronnie akurat doświadczona w wychowywaniu dzieci rodzina
              powinna ją nieco wyprowadzić z błędu i nakierunkować myślenie.
              • ateh7 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:05
                No OK, może i jest niedoświadczona. Ale ma już te dwadzieścia kilka
                lat, jest, w założeniach autorki inteligentną dziewczyną, wie, że
                ludzie czasem zachodzą w ciążę i rodzą dzieci. I co, tak całkiem bez
                najmniejszej nawet myśli o tym, że niekoniecznie wszystko będzie
                idealnie? Moim zdaniem mało prawdopodobne w prawdziwym życiu, za to
                dość podobne do miłej dzielnej Pyzuni :)
                • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:09
                  Ależ nie jest niedoświadczona! ma wiecej doswiadczenia niz
                  przeciętne dziewczyny, bo ma dużą rodzinę, młodszego brata - i WIE
                  co to znaczy niemowlę.
                  Moje dorosle dzieci, ktore tak jak Pyza maja brata o wiele mlodszego
                  doskonale pamietają, co oznacza w domu noworodek i male dziecko.
                  • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:12
                    ależ zapomniałyście, że każde kolejne niemowlę tylko usprawnia rodzinną machinę :)
              • jamniczysko Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 16:18
                "Co ono zje..." mówiła akurat doświadczona w hodowli dzieci Ida...
            • ateh7 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 11:56
              Poza tym MM chyba zakłada (a razem z nią i Pyzunia) że to zawsze tak
              jest , że male dziecko tylko jest słodkie, kwili i niewiele
              potrzebuje. A co jak dziecko zachoruje, na przykład? I jeśli jest to
              choroba wymagająca drogiego leczenia? Albo jeśli zdarzy się jakaś
              sytuacja losowa, w której pieniądze będą pilnie potrzebne? Jakoś nie
              zauważyłam by Pyza o tym pomyślala choć przez chwilę.
              • soova Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:00
                ateh7 napisała:

                > Poza tym MM chyba zakłada (a razem z nią i Pyzunia) że to zawsze tak jest , że male dziecko tylko jest słodkie, kwili i niewiele potrzebuje.>

                Pyzie mimo wszystko trochę więcej wolno - nie wygląda ona na osobę obdarzoną jakąś wielką wyobraźnią, poza tym, jak wspomniałam, doświadczenia życiowego ma praktycznie zero. Pomijając oczywiście chwilę namiętności z Frycem w obserwatorium :), ale to dopiero raczej preludium do nabycia takiego doświadczenia.


                >A co jak dziecko zachoruje, na przykład? I jeśli jest to choroba wymagająca drogiego leczenia? Albo jeśli zdarzy się jakaś sytuacja losowa, w której pieniądze będą pilnie potrzebne? Jakoś nie zauważyłam by Pyza o tym pomyślala choć przez chwilę.>

                Po co ma myśleć? Skoro ciotki dają na mieszkanie, to nie ma wątpliwości, że w razie nieszczęścia zrzuci się już cała borejkowska rodzina.
                • jeriomina Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:25
                  Też zauważyłam że MM opisuje małe dzieci i niemowlęta tylko jako rozkosznie
                  gaworzące, najgorsze z możliwych jest ulewanie ziutka i ewentualne ząbkowanie
                  gdzieś poza sceną (córki pulpy i idy).
                  A co z zapaleniami ucha, z antybiotykami, z grypami żołądkowymi,
                  pneumokokami...mój Boże, przecież ile ja się tego nasłucham od rodziców uczniów
                  (sama jeszcze nie posiadam) czy znajomych - wozenie płaczących dzieci do
                  szpitala, długie choroby - tego u MM nigdy nie ma, w żadnych rozważaniach czy
                  też w praktyce.
                  Ja czasem ze względu na takie rzeczy poważnie się zastanawiam nad powiększeniem
                  rodziny...:) po prostu nie wiem, czy dam radę...
                  • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:45
                    > Ja czasem ze względu na takie rzeczy poważnie się zastanawiam nad powiększeniem
                    > rodziny...:) po prostu nie wiem, czy dam radę...

                    i sama sobie odpowiedziałaś na pytanie, dlaczego takich rzeczy u pani MM nie ma
                    :) przecież ona wychowuje czytelniczki na matki-polki, więc ich straszyć nie będzie
                    • kooreczka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 21:30
                      Nie żeby zaraz pneumokoki, ale taka porządna kolka przez kilka nocy IMHO
                      wystarczyłaby by uleczyć Pyziunię z wizji idealnego dziecięcia.
                      • jeriomina Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 21:54
                        A taka kolka to przecież pikuś w porównaniu z innymi rzeczami. I to normalnymi
                        rzeczami, które są elementem dzieciństwa:)
                        • jamniczysko Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 22:08
                          Chyba, że jest to dziecko kosmiczne, co ma MANIERY, panie tego. :)
                          • kajaanna Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 17.08.09, 15:57
                            To oczywite, że dziecko jest kosmiczne - nie na darmo zostało poczęte pod
                            teleskopem.
                • the_dzidka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.10, 13:02
                  > Pomijając oczywiście chwilę namiętności z Frycem w obserwatoriu
                  > m :),

                  Przez to idowe "i uwiódł cię wśród lunet i teleskopów" mam ciągle
                  wrażenie, że oni naprawdę się pitigrillili na wiezy obserwatorium.
                  Tymczasem bardziej jednak prawdopodobne jest, że to było na
                  kwaterze :)
              • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:04
                Pyza mająć małe dzieci w rodzinie powinna bardzo dobrze orientować
                sie, ile pracy jest przy małym dziecku. jej naiwność byłaby na
                miejscu, gdyby chodzilo o 17-letnią jedynaczkę, nie posiadającą
                zadnych dalszych krewnych. W dodatku przeciez widziała Gabę, ktora
                chorowała po urodzeniu dziecka, wiec na zdrowy rozsadek powinna i z
                tym sie liczyć.
                Kiedy MM opisywała Krystyne najwyraxniej pamietała jeszcze, co
                oznacza opieka nad dzieckiem. I niestety - zapomniała.
                Dla mnie jedna z najbardziej charakterystycznych róznic jest to, ze
                Krystyna potrzebuje pomocy i ta pomoc dostaje. Tymczasem Pyza jest
                pozostawiona sama sobie. Babcia dziecka najwyraźniej palcem w bucie
                nie kiwnie, aby wspomóc młoda matkę.
                Bardzo złosliwie zastanawiam się, czy przypadkiem dzieci MM nie
                udaja, ze ich dzieci są bezproblemowe i idealne, aby tylko uniknąć
                pomocy babci w ich wychowaniu - bo nie wyglada na to, aby MM
                ostatnio miała bliższy kontakt z niemowleciem i mloda matką.
                • soova Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 12:35
                  verdana napisała:

                  > Pyza mająć małe dzieci w rodzinie powinna bardzo dobrze orientować
                  > sie, ile pracy jest przy małym dziecku. jej naiwność byłaby na
                  > miejscu, gdyby chodzilo o 17-letnią jedynaczkę, nie posiadającą
                  > zadnych dalszych krewnych. W dodatku przeciez widziała Gabę, ktora
                  > chorowała po urodzeniu dziecka, wiec na zdrowy rozsadek powinna i z
                  > tym sie liczyć.
                  > Kiedy MM opisywała Krystyne najwyraxniej pamietała jeszcze, co
                  > oznacza opieka nad dzieckiem. I niestety - zapomniała.

                  Cały czas kołacze mi się po głowie taki fragmencik z jednej z książek Neojeżycjady, gdy któraś Pyziakówna (Laura?) przychodzi do kuchni, bo chciałaby sobie coś przekąsić i... nic. To znaczy w kuchni nikogo akurat nie ma, a dzieciom (mowa oczywiście nie o dwulatkach uczących się właśnie odróżniać nóż od widelca :)) u Borejków zawsze ktoś jedzenie szykował, więc nie miały okazji wyrobić sobie umiejętności samodzielnego przygotowywania jakiegoś drobnego posiłku typu kanapka. I tak sobie myślę, czy przypadkiem sytuacja nie wyglądała analogicznie, czyli że młode Pyziakówny właściwie nie miały wielkiej styczności ze sferą posiadania i wychowywania małego dziecka, bo było duże grono osób dorosłych, które się tym zajmowały. Po przyjściu na świat brata zostały skierowane do osobnego pokoju, poza tym chodziły do szkoły, być może też (choć wątpliwe) na jakieś pozaszkolne zajęcia. Spokojnie mogło tak być, że obowiązkami przy Ignasiu nikt ich specjalnie nie obciążał, stąd idealistyczne poglądy Róży na macierzyństwo.
                  • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 18:36
                    Nie, chyba nie - Pyza wychodziła z bratem na spacery.
                    • jeriomina Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 16.08.09, 11:07
                      Nie tylko - w NiN jest mowa, że Pyza "huśtała tłuściocha", przyrządzała sto razy
                      dziennie lemoniadę z lodem i biegała po zakupy w największy upał.
                  • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 15.08.09, 20:25
                    > Cały czas kołacze mi się po głowie taki fragmencik z jednej z książek Neojeżycj
                    > ady, gdy któraś Pyziakówna (Laura?) przychodzi do kuchni, bo chciałaby sobie co
                    > ś przekąsić i... nic. To znaczy w kuchni nikogo akurat nie ma, a dzieciom (mowa
                    > oczywiście nie o dwulatkach uczących się właśnie odróżniać nóż od widelca :))
                    > u Borejków zawsze ktoś jedzenie szykował, więc nie miały okazji wyrobić sobie u
                    > miejętności samodzielnego przygotowywania jakiegoś drobnego posiłku


                    a to nie jest przypadkiem scena mająca udowodnić pasożytnictwo laury i gdyby na
                    jej miejscu była jej siostra, to by przekąsiła? tak tylko pytam
              • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 02:44
                CytatPoza tym MM chyba zakłada (a razem z nią i Pyzunia) że to zawsze tak jest , że male dziecko tylko jest słodkie, kwili i niewiele potrzebuje. A co jak dziecko zachoruje, na przykład? I jeśli jest to choroba wymagająca drogiego leczenia? Albo jeśli zdarzy się jakaś sytuacja losowa, w której pieniądze będą pilnie potrzebne? Jakoś nie zauważyłam by Pyza o tym pomyślala choć przez chwilę.

                Iii tam, co od razu tak drastycznie. Wystarczy że mała Milusia będzie ulewać chlustająco i że trzeba będzie mleko AR panience kupować, bagatela, jakieś 30PLN za puszkę 600g.

                Ale co ja piszę, Ziutek z refluksem był nieleczony do 8 miesiąca :/

                Zresztą tu już była omawiana kwestia kosztów niemowlaka, też w kontekście "co ona tam zje, wykarmimy ją kaszką na mleku".
                Choć w sumie niemowlak i tak jest przeważnie tani w porównaniu z przedszkolakiem :P, co nie oznacza, że kaszka na mleku i wózek po 3 pokoleniach wystarczą. Chyba, że cała reszta typu płatne szczepienia, porządne pieluchy, lepsze jedzenie (dla matki - która karmi, albo dla dziecka - mleko modyfikowane, potem te wszystkie słoiki, soki itepe.), i ach i och zabawki (po cóż nam zabawki, mamy ramkę blaszaną do gryzienia, niemowlę nie potrzebuje zabawek) tudzież fanaberie okropne typu wyjście na basen to już przesada, snobizm, i tak postępują tylko zgnili materialiści, którzy nie dają dziecku miłości, tylko zabierają na basen i kupują fiszer prajsa.
                • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 13:19
                  > i że trzeba będzie mleko AR panience kupować, bagatela, jakieś 30PLN
                  > za puszkę 600g.

                  Iii tam zaraz AR. Zwykły Bebilon kosztuje w markecie ok. 45 zł za 800g.
                  • mama_kotula Pomyłka 19.08.09, 13:43
                    No to się machnęłam w takim razie :D, siostry właśnie wypytałam.
                    400g AR kosztuje w markecie 30-32zł, w aptece 35 do 40.
                    I starcza średnio na 2-3 dni, w zależności od wieku dziecka.
                • tygrys2112 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 12:03
                  No ale przecież są jeszcze ubranka. A dzieci szybko rosną. Choć
                  fakt, że skoro jest relatywnie młoda Łusia, to może ubranek po niej
                  nie powyrzucali i dla Mili też coś się ostało.
                  • iwoniaw Ubranka, które przeleżały kilka (8?) lat 20.08.09, 12:25
                    to naprawdę żadna wyprawka. Może pojedyncze sztuki się zachowały, reszta jeśli
                    się nie zniszczyła przy tylu dzieciach w rodzinie poprzez uzytkowanie (chłopcy
                    Nutrii chyba jakieś śpiochy amerykańskie po dzieciętach Idy zniszczyli?), to z
                    pewnością się zaczęła rozpadać ze starości.
                    No ale o finansowych aspektach wychowywania dziecka już było - i tak, są
                    szmateksy, można mieć 30-letni wózek po własnej ciotce, karmienie piersią nie
                    jest kosztowne (no ale matkę by wypadało wówczas przyzwoicie żywić), jednak
                    pranie tetry kosztuje nie mniej niż pampersy, jeśli dziecko zachoruje leki
                    jednak należałoby mu podać, no i po paru miesiącach jednak "coś tam to dziecko
                    zje" oprócz matczynego mleka - i to zje kosztownie, bo chyba nie pasztet z
                    Biedronki?
                    • ananke666 Re: Ubranka, które przeleżały kilka (8?) lat 20.08.09, 13:32
                      Chciałabym zobaczyć te ubranka po kilkuset praniach...
                    • senseeko Re: Ubranka, które przeleżały kilka (8?) lat 25.08.09, 15:26
                      iwoniaw napisała:

                      > to naprawdę żadna wyprawka. Może pojedyncze sztuki się zachowały, reszta jeśli
                      > się nie zniszczyła przy tylu dzieciach w rodzinie poprzez uzytkowanie (chłopcy
                      > Nutrii chyba jakieś śpiochy amerykańskie po dzieciętach Idy zniszczyli?), to z
                      > pewnością się zaczęła rozpadać ze starości.

                      taka mała dygresja - moje dziecko używa koszulek, które szyła i obrębiała szydełkiem moja babcia, a jego prababcia. Zachowałam je, bo były śliczne i teraz służą wprawdzie nie jako strój wierzchni, bo fason trochę niemodny, ale jako piżamka to i owszem. A mają duuuuuuuuuuuuzo więcej lat niż osiem.
                      • ananke666 Re: Ubranka, które przeleżały kilka (8?) lat 26.08.09, 11:56
                        > taka mała dygresja - moje dziecko używa koszulek, które szyła i obrębiała szyde
                        > łkiem moja babcia, a jego prababcia. Zachowałam je, bo były śliczne i teraz słu
                        > żą wprawdzie nie jako strój wierzchni, bo fason trochę niemodny, ale jako piżam
                        > ka to i owszem. A mają duuuuuuuuuuuuzo więcej lat niż osiem.

                        Ale jakość, panie, inna niż sklepowe śpiochy. Prababcia pewnie z byle szmatki
                        nie uszyła, wykończyła starannie...
            • senseeko Co do reakcji Pyzy... 25.08.09, 15:22
              lutecja4 napisała:

              > i jeszcze tak różna reakcja Krystyny i Pyzy na niechciana ciążę-tzn nie wiadomo
              > do końca(chyba), czy ciąża Krystyny jest niechciana, ale w Szóstej Klepce
              > opisane jest, że Julia przyprowadziła zapłakaną Krystynę do rodziców
              > a Pyza, no niby płacze, ale bardziej z powodu Frycka, zupełnie nie martwi się,c
              > o
              > będzie dalej-przecież to nienormalne

              Generalnie zgadzam się z "myślą przewodnią" tego wątku (tak mi się przynajmniej
              wydaje, bo nie doczytałam jeszcze do końca), ale w tym miejscu pozwolę sobie
              zauważyć, że akurat w przypadku Pyzy takie zachowanie JEST normalne.
              Tam ciągle się jakeiś ulewające dzieci przelewają przez dom i Pyza może być
              typem, który obok żadnego wózka nie przejdzie obojętnie.
              Są na forum psiary? Albo kociary? Ale takie, co się za każdym psem/kotem obejrzą
              i do każdego próbuja zagadać i znają imię każdego psa w okolicy.
              No to teraz wyobraźcie sobie, że Wasz facet nie tylko puszcza Was w trąbę, ale
              jeszcze zanim się ulotni zostawia wam pod drzwiamu "prezent" w postaci
              bezpańskiego psa/kota z karteczką "znalazłem po drodze, pomyslałem, że Ty się
              nim zajmiesz lepiej niż ja" albo wręcz: "kupiłem, bo mi pasował do garnituru,
              ale wyjeżdzam na stypendium. Chciałem wyrzucić, ale nie miałem czasu iść do
              śmietnika"
              No wobec odkrycia, że nasz ukochany okazał sie bezdusznym draniem i co tylko z
              pewnością każda wpadłaby w mniejszą czy większą rozpacz. Ale pies/kot? Co to
              biedactwo winne? Ile taki piesek/kotek zje?
              I nie ważne, że piesek/kotek jest wielkości bernardyna, ma parchy, robaki,
              nużycę i inne dolegliwości, których leczenie będzie wymagać czasu i pieniędzy.
              Pierwsza reakcja będize chyba właśnie taka, prawda?

              No to wyobraźcie sobie, że Pyza nie jest psiarą ani kociarą, ale ma coś takiego
              na punkcie niemowląt. Wtedy wszystko widać z innej perspektywy.
              Dlatego uważam, ze reakcja Pyzy została opisana dobrze. Realia okołourodzeniowe
              - to już inna sprawa. Ale może Mila Pyzy wysysając Plutarcha z mlekiem matki
              była po prostu wyjątkowa?

              > normalne byłoby to, że młoda dziewczyna w trakcie studiów zastanawia się, jak
              > sobie poradzi, co będzie dalej, bo nawet jeśli uważa,że żadna praca nie hańbi

              A czy ktoś gdzieś w ksiażkach MM twierdził, ze Borejkowie są normalni?

              (Tak na dobrą sprawę nie ma ludzi normalnych. Są tylko tacy, którzy robią to co
              większość i tacy, którzy nie robią tego co większość.
              A to co powinna robić większośc zmienia się na przestrzeni epoki
    • zaisa Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 16.08.09, 13:31
      Takie skojarzenie przyszło mi do głowy:
      macierzyństwo Krystyny jest opisywane jeszcze z perspektywy matki, macierzyństwo
      Pyzy - z punktu widzenia babki, która nie za często ma do czynienia z wnukami -
      przy okazji odwiedzin dostaje do potrzymania oporządzone, najedzone dziecko, do
      którego należy jeszcze tylko trochę pogruchać, by się nie nudziło. No i Pyza ma
      w objęciach noworodka, który może wciąż odsypiać przeżycia porodowe i jeszcze
      nie mieć kolek.

      Ps. Zawsze mnie dreszcze przechodziły, jak Róża mówiła do Fryderyka
      "Pogimnastykuj jej nóżki". Noworodkowi! Podobno zdrowemu. Po co???
      • ding_yun Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 16.08.09, 13:38
        zeby frycek byl swiadomym tatusiem :P
      • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 02:35
        CytatZawsze mnie dreszcze przechodziły, jak Róża mówiła do Fryderyka
        "Pogimnastykuj jej nóżki". Noworodkowi! Podobno zdrowemu. Po co???


        A tak o, dla masażu brzuszka dzieciny (choćby i profilaktycznie, jeśli kolek póki co nie ma - masowania nigdy za wiele, zwłaszcza że przy pierwszym dziecku ma się na to sporo czasu :P:P). Tu nie chodzi o to, żeby tenże noworodek robił przysiady, nieprawda, albo by mu nogi naciągać i mięśnie ćwiczyć ;). No i noworodek nie jest ze szkła, kryształu czy z czegoś tam, nie popsuje się jak mu się wykona "rowerek" odnóżami.

        Nota bene z obchodzenia się z noworodkiem jak ze zgniłym jajcem wyleczyła mnie już na trzeci dzień pielęgniarka, która zręcznie wykąpała moje sweet dziecię pod kranem, przewieszone przez jej dłoń w małpim zwisie. I potem moja przyrodnia siostra do 2 miesiąca nosiła córkę w usztywnianym rożku bo się bała że ją uszkodzi, a ja teges... panie dzieju... gimnastykowałam nóżki ;).
        • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 13:16
          mama_kotula napisała:

          > Nota bene z obchodzenia się z noworodkiem jak ze zgniłym jajcem wyleczyła mnie
          > już na trzeci dzień pielęgniarka, która zręcznie wykąpała moje sweet dziecię pod
          > kranem, przewieszone przez jej dłoń w małpim zwisie.

          Ciebie też to zadziwiło? Gapiłam się jak żaba na piorun, jak toto nie zleciało
          ani się nie uszkodziło??? W końcu spytałam nabożnie: "jak pani to robi?..." Na
          co babka pobłażliwie odrzekła: "Piętnaście lat praktyki, proszę pani..." Sama na
          takie sztuki jednak się nie porywałam.
          • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 13:18
            ja byłam przerażona - tak robiły położne w szpitalu, a ja się
            musiałam trzymać, żeby sie nie rzucić i nie wyrwać mojej dzieciny z
            rąk okrutnej oprawczyni :) :)
            sama się nie odważyłam, rzecz jasna
            • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 13:48
              Mnie mało co było w stanie zadziwić prawdę mówiąc - po tym jak zobaczyłam syna
              wyciąganego z mojego brzucha centralnie za łeb :P. W sumie wszystko przyjmowałam
              potem z lekkim uniesieniem brwi, konfrontując w myślach z treściami w branżowych
              gazetkach typu "Dziecko" i rechocząc radośnie. Wtedy też zaczęłam krucjatę w
              kierunku wyrodności :P:P, wyłapując sztuczne tworzenie potrzeb marketingowych
              takich jak np. kokosowe usztywnienie do rożka dla noworodka :P

              Zresztą moja mać pediatra obracała wnukiem na prawo i lewo do góry i na dół
              niemal od pierwszej chwili po jego urodzeniu ;).
              • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 13:58
                Głupie usztywnienie to ma być sztuczne tworzenie potrzeb? To co powiedzieć o
                podgrzewaczach i sterylizatorach za półtorej stówy, to jest dopiero sztuczne
                tworzenie potrzeb. Jak ja dziecka nie otrułam, przecież piersi sobie nie
                wyparzałam, a do butelek wystarczył mi kran, płyn do naczyń i czajnik.
                Termostatu ani żadnych termometrów do pokarmu też nie miałam, jak ostatni
                prymityw do butelki przykładałam usta.
                • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 14:33
                  O tym usztywnieniu pisałam w kontekście tego obchodzenia się z noworodkiem jak z jajem, bo się popsuje jak nie będzie usztywniony.

                  Masz rację, mnóstwo jest rzeczy, o których się wmawia, że sa NIEZBĘDNE i bez nich twoje dziecko żyje w nędzy i ma źleee.

                  Tyle, że w drugą stronę ("co takie dziecko zje, wózek jest...") też nie ma co przeginać, bo sobie można zrobić wielkie kuku.
                  Bo jeszcze bardziej niż wymyślanie potrzeb wkurza mnie umniejszanie potrzeb ("a po co ci blender? przecież możesz rozgnieść widelcem i łyżką przez sitko przetrzeć" - "a po co kupujesz chustę za 400? przecież możesz sobie uszyć z zasłonki prawie za darmo") - jeśli uważam, że czegoś potrzebuję, to potrzebuję i nikomu nic do tego.

                  I konkluzja jest taka, że niezależnie od strategii wydatkowej rodzica niemowlę kosztuje, i to sporo kosztuje i nie ma co mydlić oczu, że macierzyństwo to jedynie metafizyka, dzieciątko potrzebuje tylko ramion mamusi, a reszta to nieistotne szczegóły (które zamykają się w jakimś 500-1000 miesięcznie - TAK, wiem, można mniej, jeśli trzeba :P).
                  • ding_yun Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 15:41
                    mama_kotula napisała:


                    > Bo jeszcze bardziej niż wymyślanie potrzeb wkurza mnie umniejszanie potrzeb ("a
                    > po co ci blender? przecież możesz rozgnieść widelcem i łyżką przez sitko przet
                    > rzeć" - "a po co kupujesz chustę za 400? przecież możesz sobie uszyć z zasłonki
                    > prawie za darmo") - jeśli uważam, że czegoś potrzebuję, to potrzebuję i nikomu
                    > nic do tego.

                    Takie umniejszanie potrzeb jest ogólnie denerwujące, nie tylko w kontekście
                    macierzyństwa. I takie przekonanie, że jak człowiek nie urobi się po łokcie to
                    się nie liczy, że upraszczanie sobie pewnych spraw jest lenistwem, że nie można
                    odpoczywać, jak jest coś do zrobienia na przykład w domu, że przecież można żyć
                    bez czegoś tam, ktoś tak całe życie żył i było dobrze, to ja też mogę. Przoduje
                    w tym moja babcia, która krzywo patrzy za każdym razem, jak wyrzucam
                    podziurawione rajstopy ("możesz je jeszcze nosić pod spodnie") i gdy myję sobie
                    twarz jakimś nowym cudownym specyfikiem ("ja całe życie myłam wodą z mydłem i
                    popatrz, jaką mam dobrą cerę"). Ech.
                    • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 16:46
                      CytatTakie umniejszanie potrzeb jest ogólnie denerwujące, nie tylko w kontekście macierzyństwa. (...) bez czegoś tam, ktoś tak całe życie żył i było dobrze, to ja też mogę

                      Nie mówiąc o tym, że baardzo często jest to zwyczajne dorabianie ideologii do biedy ;-). Chociaż u ludzi starszych jest to też pewna forma lęku przed nowością (plus punkt pierwszy).
                      Ja jeszcze jednej rzeczy powiązanej nie lubię - tzw. "hartowania", które często pojawia się w kontekście wychowywania dzieci. "Niedoczekanie, aby moje nastoletnie dziecko miało własny komputer i dostęp do Internetu. Do szkoły potrzebuje? Panie, ja magisterkę pisałem na radzieckiej maszynie do pisania, przepisując po kilka razy jedną stronę, niech gnojek nie ma za wygodnie - zahartuje się i zobaczy, że życie nie jest różami usłane. Do kafejki internetowej może pójśc, albo do biblioteki.".

                      No i ja tak właśnie pytam, w imię czego to "hartowanie" i w imię czego tenże rodzony gnojek nie ma mieć za wygodnie. Jestem
                      przekonana, że jakby szanowny tatuś/mamusia w czasach pisania magisterki miał dostęp do netu oraz komputera, to maszynę do pisania momentalnie by wywalił długim łukiem za okno.

                      A moim ostatnim hitem w kategorii umniejszania było "Po co ci taka duża choinka?" (w kontekście: mniejsza jest tańsza, potrzeba na nią mniej bombek itp.). No właśnie. Po co mi taka duża choinka :P:P:P.
                    • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 17:58
                      Wstyd się przyznać, ale kiedyś moja własna rodzona siostra porzucała mi takimi
                      tekstami, nie pamiętam już przy jakiej okazji. Wstyd polega na tym, że pierwsze
                      zdanie, które wymknęło się z ust mych różanych brzmiało "Chyba cię poje..."

                      Podobna, acz nie taka sama sprawa ma się z wyrzucaniem żywności. Mnóstwo osób
                      jest wychowanych tak, że wyrzucą wszystko, ale nie chleb. Ja też to zresztą
                      miałam wpojone, że "chleba się nie wyrzuca". Bunt podniosłam po przeprowadzce do
                      Wrocławia, ja nie wiem, co jest winne, czy moja kuchnia, wentylacja, ustawienie
                      w kuchni czy tutejszy chleb, grunt, że szybko pleśnieje. Błyskawicznie nauczyłam
                      się więc wyrzucać.
                      • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 19:01
                        O tak. Jedną z najprzykrzejszych rzeczy, jaka corka pamieta z
                        wakacji z dziadkami było wyjatkowo nieprzyjemne skarcenie jej, że
                        wyrzucila do kosza na smieci (zreszta odruchowo, bez namyslu) skorke
                        od chleba. zego tam nie bylo - i religia, i brak szacunku dla pracy
                        i "rozpuszczenie" i głód na świecie.
                        Ale ta sama babcia w domu nie ma oporow przed wyrzuceniem do smieci
                        makaronu, ktory zostal na talerzach niedojedzony.
                        • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 19:40
                          Cytatczego tam nie bylo - i religia, i brak szacunku dla pracy
                          i "rozpuszczenie" i głód na świecie.


                          A nie było "tyś chyba nigdy w życiu głodu nie zaznała!" ;-)?
                          U nas owszem ;P
                          • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 20:29
                            W tym względzie tesciowa nie ma co konkurowac z moją matką, ktora
                            posiedziala sobie w parę lat gettach i w obozie, a jedzenie do kosza
                            wyrzuca z niekłamaną satysfakcją - że NIE jest głodna i moze
                            jedzenie wyrzucić. Wobec tego wysunięcie tego argumentu wobec
                            córki, ktora z moją mama czesto przebywała, byłoby zaiste
                            samobójcze.
                            • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 20:57
                              Chciałabym to zobaczyć. Z bezpiecznej odległości.

                              Poza tym, co sensownego można zrobić z resztkami jedzenia? Albo pójdzie do
                              śmieci, albo do kibla, w najlepszym razie zjedzą je zwierzęta, a ja np. świń nie
                              hoduję. Nikt przecież nie przestanie być głodny dlatego, że NIE wyrzucę kawałka
                              chleba.
                              • andrzej585858 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 21:26
                                Oj - niesłychanie drażliwy temat - wyrzucanie chleba. Odkąd pamiętam, chleb dla
                                moich rodziców był świętością - jeszcze chyba do końca lat 70-tych zawsze był u
                                mnie w domu lniany worek wypełniony suszonym chlebem. Na nich odbiła się
                                gehenna stalinizmu, do dzisiaj nie mógłbym przyznać się że wyrzuciłem chleb.
                                Mimo wszystko nie mam aż tak nabożnego stosunku choć staram się w miarę
                                możliwości nie dopuszczać do takich sytuacji. Na szczęście mam pod domem jezioro
                                no i najczęściej dokarmiam kaczki i łabędzie.
                                Ostatni raz rodzice suszyli chleb w czasie Praskiej Wiosny no ale jak dzien i
                                noc pod oknami dudnią radzieckie czołgi to naprawdę nie wie się co myśleć.
                                Nie jest nasza historia usłana płatkami i różnie na jej zawiłości ludzie reagowali.
                                Czasem myślę że nie wiem jak bym się zachowywał gdybym przeżył to co oni.
                                • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 09:50
                                  Nie wyrzucanie chleba nie jest zwiazane w zaden sposób z historia
                                  najnowszą. To relikt z dawnych czasów, gdy chleb pieczono w domu, i
                                  bylo to zajęcie niezwykle pracochlonne - a chcleb dal się jeść przez
                                  bardzo długi czas.
                                  Dlatego też nie ma w tradycji zadnych oporów przed wyrzuceniem
                                  klusek - praca przy ich wyrobie byla nieporownywalnie mniejsza.
                                  szacunek dla chleba to raczej szacunek dla pracy, nie dla żywnosci.
                                  • kaliope3 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 09:55
                                    Zdaje się że chleb był traktowany jak rodzaj świętości zwłaszcza na
                                    wsi, gdzie, jak córka była wydawana za mąż dostawała od matki miskę
                                    w której była część zakwasu na którym matka normalnie piekła chleb.
                                    Od tej chwili córka miała kontynuować tę tradycję, a tej miski w
                                    ogóle nie można było tknąć czy użyć jej do czegoś innego.
                                    • the_dzidka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 10:18
                                      Ech, ja do dzisiaj mam opory przy wyrzucaniu chleba. Robię to, bo
                                      koty podwórzowe nie jedzą, a świń w okolicy jakos brak, ale zawsze
                                      jakoś mi tak dziwnie. No tak mnie nauczono i tak mi zostało.
                                      Chociaż jakby sie tak zastanowić - czy podtykanie świętości pod ryj
                                      świni nie jest także jakimś tej świętości szarganiem?
                                      • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 11:23
                                        Moim zdaniem nie - lepiej, żeby świnia się pożywiła, niż gdyby miał się marnować :)
                                        Moja mama wspominała, że dziadek w wigilijny wieczór chodził i dawał specjalnie
                                        przygotowane opłatki zwierzakom gospodarskim. Wie ktoś, czy ten zwyczaj jest
                                        jeszcze zachowany?
                                        • iwoniaw opłatki dla zwierząt - jak najbardziej 20.08.09, 12:31
                                          są zanoszone w wigilię przez gospodarza. No w każdym razie gdzieniegdzie na
                                          Podkarpaciu to wiem na pewno.
                                          • ananke666 Re: opłatki dla zwierząt - jak najbardziej 20.08.09, 13:31
                                            I dalej są kolorowe? Tamte były w odróżnieniu od "ludzkich" białych barwione na
                                            różowo i zielono.
                                            • iwoniaw tak tak 20.08.09, 15:43
                                              Różowe barwione (przed wypiekiem oczywiście) sokiem z buraka, a zielone to nie
                                              wiem czym ale mniemam że też jakimś organicznym i jadalnym specyfikiem.
                                              BTW - w carrefourze przed świętami kiedyś widziałam różowe sprzedawane przez
                                              "aniołka" i panią zachwycającą się wraz z dziecięciem, jakie to sobie oryginalne
                                              kupią (białe też były) i jakoś nie miałam serca jej uświadamiać, że to dla
                                              bydlątek. Mam nadzieję, że jej jakaś teściowa czy szwagierka na wigilii nie
                                              uświadomiła ;-)
                                              • ananke666 Re: tak tak 20.08.09, 15:55
                                                Zgadza się, różowe były barwione burakiem, a zielone chyba sokiem ze szpinaku,
                                                ale mogę się mylić.
                                            • lezbobimbo Re: opłatki dla zwierząt - jak najbardziej 21.08.09, 06:20
                                              Moja babcia robila dla swych psow i kotow prezenty na wigilie z kosci i miecha
                                              nadobnie opakowanych w woreczki (tzn ona sama im z namaszczeniem odpakowywala:)
                                              Oplatkow im nie dawala, bo nie umialy sie z nia przelamac, zreszta by wypluly :D
                                              ale jak bylysmy z siostra male, to bardzo nas nakrecala, ze zwierza beda mowily
                                              o polnocy :)))))) Do dzisiaj czuje pewne podniecenie z ta godzina zwiazane :)

                                              ananke666 napisała:
                                              > I dalej są kolorowe? Tamte były w odróżnieniu od "ludzkich" białych barwione na
                                              > różowo i zielono.

                                              Czytalam wspomnienia z dziecinstwa Marii Dabrowskiej, gdzie pisala, ze te 120
                                              lat temu czy kiedy ona tam sie raczyla urodzic, oplatki byly kolorowane i
                                              ozdabiane gremialnie, czyli dla ludzi i jeszcze oblepiane jakimis zlotymi
                                              gwiazdkami i opakowane wstegami :) Wiec to, ze dzisiaj koloruje sie tylko dla
                                              bydlatek, to ubogie echa kuzynko-bietkowe po tamtych wystawnych czasach :)
                                              • yowah76 Re: opłatki dla zwierząt - jak najbardziej 21.08.09, 19:21
                                                Ja sie oplatkiem dzielilam z Klucha, ale jej smakowal ;) za to nie
                                                robilam i nie robie zwierzontkom prezentow na swieta/urodziny/dzien
                                                kota itp. I tak nie rozumieja, a wieksza ucieche maja np. jak trawy
                                                do gryzienia przyniose.
                                                Kolorowe oplatki to kiedys sluzyly do wyrobu dekoracji swiatecznych,
                                                tzw. swiatow, i chyba nie byly swiecone z zwiazku z tym?
                                                swiat:
                                                archiwum.wiz.pl/images/duze/1997/12/97124804.JPG

                                                i gwiazdy:
                                                archiwum.wiz.pl/images/duze/1997/12/97124806.JPG
                                                archiwum.wiz.pl/images/duze/1997/12/97124803.JPG

                                                ----------------*----------------
                                                A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
                                                A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
                                      • lezbobimbo Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 05:50
                                        the_dzidka napisała:
                                        > Chociaż jakby sie tak zastanowić - czy podtykanie świętości pod ryj
                                        > świni nie jest także jakimś tej świętości szarganiem?

                                        Alez to swinia jest swietoscia i jej sie nalezy :) Zwierzatku bys zarla
                                        odmowila? :)))

                                        Lepiej zeby swinka zjadla czerstwe wspomnienie po chlebie, a nie jakies plesnie
                                        w smietniku, do wtoru z muszymi potomkami, n'escafe? :)
                                • mmaupa Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 16:49
                                  Andrzeju, nie jestem pewna, czy karmienie ptaków chlebem jest dla nich zdrowe...
                                  Podobno mokry chleb pęcznieje ptakom w żoładkach i prowadzi do problemów
                                  gastrycznych. Może lepiej przerabiać na bułkę tartą?
                                  • lezbobimbo Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 06:07
                                    mmaupa napisała:
                                    > Andrzeju, nie jestem pewna, czy karmienie ptaków chlebem jest dla nich zdrowe.
                                    Podobno mokry chleb pęcznieje ptakom w żoładkach i prowadzi do problemów>
                                    gastrycznych. Może lepiej przerabiać na bułkę tartą?

                                    A to nie ryz? Przed ryzem ostrzegaja niegotowanym, ze jak ptaki sie najedza, to
                                    potem pekaja jak ptaszyna w Shreku :( Na Zachodzie ostrzegaja wiec przed tym
                                    przy slubach, gdzie sie obrzuca ryzem.
                                    Co do chleba, to mnie z kolei troszczy czy ptaki dostaja chleb z pelnego ziarna
                                    czy niezdrowa, biala, watowana bule na cukrze i cukrach :)
                              • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 13:57
                                Ale głupotę napisałam. Verdano, powaliły mi się członkinie Twojej rodziny,
                                zdawało mi się, że chodzi o możliwe starcie dwóch babć, eeeeee, to znaczy matek.
                                Twojej i teściowej. Nie, nie tak, nie matki teściowej, tylko Twojej teściowej,
                                chyba. Babci Twojej córki, która nie jest Twoją matką. Zaraz, nie... Twoja córka
                                nie jest Twoją matką, tylko babcia Twojej córki nie jest Twoją matką... Czytanie
                                ze zrozumieniem mi się wyłączyło wśród matek, babć i córek...
                                • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 14:02
                                  Tak mi sie wydawalo, ze to jasne nie bedzie.
                                  Czyli pokolenie najstarsze - moja matka, tesciowa, ojciec, teść - w
                                  odniesieniu do corki dziadkowie, par dwie.
                                  srodek - ja i mąż, czyli dzieci powyższych
                                  -najmłodsze pokolenie - moja trojka, czyli moi dwaj synowie+sórka
                                  sztuk jeden, wnuki pokolenia najstarszgo.
                                  Starcie nastapilo momiedzy (w odniesieniu do mnie) corka a tesciową.
                                  W ododzie ( w odniesieniu do ie) moja corka miała moja matkę,
                                  marnotrwwczynię zywnosci.
                                  Lepiej?
                                  • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 14:20
                                    Pojęłam sama po drugim, uważniejszym, przeczytaniu Twojego pierwszego postu.
                                    Przy pierwszym tylko mi się poplątało, pijana nie byłam, zmęczona ciut i owszem.
                  • rurzowa-norka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 15:46
                    > I konkluzja jest taka, że niezależnie od strategii wydatkowej rodzica niemowlę
                    > kosztuje, i to sporo kosztuje i nie ma co mydlić oczu, że macierzyństwo to jedy
                    > nie metafizyka, dzieciątko potrzebuje tylko ramion mamusi, a reszta to nieistot
                    > ne szczegóły (które zamykają się w jakimś 500-1000 miesięcznie - TAK, wiem, moż
                    > na mniej, jeśli trzeba :P).

                    No i chyba tu pies jest pogrzebany, bo MM - dzisiejsza babcia jest osobą bardzo
                    zamożną w przeciwieństwie do niegdysiejszej MM - młodej matki. I moim zdaniem
                    odbiło się to na tak cenionym przez nas realizmie jej książek.

                    Nawiasem mówiąc znajoma opowiadała, że jak kilkanaście lat temu urodziło się jej
                    dziecko, to zaprzyjaźniona z nią MM radziła smoczek miodem posmarować, żeby nie
                    wypluwało. Hłe hłe. Ale myślę, że wtedy jeszcze pamiętała jak to jest. :D:D:D
                  • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 18:10
                    > O tym usztywnieniu pisałam w kontekście tego obchodzenia się z noworodkiem jak
                    > z jajem, bo się popsuje jak nie będzie usztywniony.

                    A ja o sterylizatorze w kontekście tego, że jak go nie kupię, to wyhoduję
                    kolonię zjadliwych bakterii, drobnoustrojów i ogólną bombę biologiczną, i
                    oczywiście też popsuję swoje dziecko, wrednie je zatruwając. W myśl paniki na
                    tle bakterii powinnam naprawdę wyparzać piersi, nie mówiąc o rączkach dziecka,
                    które ono sobie do buzi pakowało.
                    Bez termometru je poparzę albo zamrożę, bo dam za zimne, albo za gorące...

                    > Tyle, że w drugą stronę ("co takie dziecko zje, wózek jest...") też nie ma co p
                    > rzeginać, bo sobie można zrobić wielkie kuku.

                    Wyjdzie w praniu, bez obaw, po czym nadejdzie wielkie otrzeźwienie.


                    > Bo jeszcze bardziej niż wymyślanie potrzeb wkurza mnie umniejszanie potrzeb ("a
                    > po co ci blender? przecież możesz rozgnieść widelcem i łyżką przez sitko przet
                    > rzeć" - "a po co kupujesz chustę za 400? przecież możesz sobie uszyć z zasłonki
                    > prawie za darmo") - jeśli uważam, że czegoś potrzebuję, to potrzebuję i nikomu
                    > nic do tego.

                    Ja akurat uważam blender za rzecz niesłychanie przydatną i nawet bez dziecka
                    kupiłabym go na pewno. Choćby po to, żeby już nigdy, przenigdy nie musieć trzeć
                    cebuli na tarce, ni użerać się z przerabianiem czerwonej fasoli na pastę. Można
                    też naturalnie twierdzić "po co ci odkurzacz, można pozamiatać i przetrzeć
                    szmatą" - tylko po jaką cholerę, pytam ja się?
                    • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 19:04
                      Można
                      > też naturalnie twierdzić "po co ci odkurzacz, można pozamiatać i przetrzeć
                      > szmatą" - tylko po jaką cholerę, pytam ja się?
                      >

                      i w ten naturalny sposób wróciłyśmy po raz x do zmywarki :)
                      • ding_yun Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 19:22
                        A wiecie, że ja się jakoś do zmywarki nie mogę przyzwyczaić? Na pewno jest
                        wybawieniem w dużych domach, gdzie brudzi się przy jednym posiłku sporo naczyń,
                        ale jak razem mieszkają 2-3 osoby to mnie wkurza takie chomikowanie naczyń, żeby
                        cała zmywarka była napełniona.
                        • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 19:25
                          pierwsi z moich znajomych, którzy się szarpnęli na zmywarkę, gdy jeszcze nie
                          były tak powszechne, motywowali jej zakup tym, ze już mają dosyć kłócenia się o
                          to, kto pozmywa. potem kłócili się o to, kto załaduje, włączy i rozładuje
                          zmywarkę...

                          a ja po prostu lubię zmywać naczynia i na pewno zmywarki mieć nie będę :)
                          • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 22:08
                            > a ja po prostu lubię zmywać naczynia i na pewno zmywarki mieć nie będę :)

                            Jest to zaiste najdziwaczniejsze hobby o jakim w życiu słyszałam. Ileż wymaga
                            dzielności i poświęcenia :(
                            • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 22:25
                              CytatJest to zaiste najdziwaczniejsze hobby o jakim w życiu słyszałam. Ileż
                              wymaga dzielności i poświęcenia :(


                              A ja lubię prasować, uwielbiam prasować, kocham prasować miłością dziką, do tego
                              stopnia, że prasuję dziecięce rajstopy oraz kalesony, jestem bliska prasowania
                              majtek. Gdzie się to hobby kwalifikuje? :P:P
                              • jottka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 22:37
                                mama_kotula napisała:


                                > Gdzie się to hobby kwalifikuje? :P:P


                                jeśli lubisz prasować również rzeczy spozarodzinne, to na pewno do grona
                                ulubionych znajomych:)
                              • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 22:39
                                Nienawidzę prasowania. Lubię czyścić buty. Stworzyłam także głęboką, intymną
                                więź z moim odkurzaczem.
                                • andrzej585858 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 23:05
                                  Ja zaś mam być może jak na faceta nietypowego hopla - lubię ścierać kurze,
                                  zwłaszcza z książek. Jest to czynność która mogę wykonywać bardzo długo i
                                  perfekcyjnie.
                                  Żeby zaś nie było za słodko - to nie robię tego oczywiście codziennie :-)))
                                  • kaliope3 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 07:55
                                    Mój Boże Andrzeju, jesteś prawdziwym błogosławieństwem! Jak mi by
                                    się przydała taka pomoc:)
                                • mankencja Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 23:52
                                  ja lubie prać, układać naczynia w zmywarce (jak ignac, hehe) i czyscic blaty w
                                  kuchni (blatu w lazience juz nie)
                                • jhbsk Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 11:08
                                  ananke666 napisała:

                                  > Nienawidzę prasowania.

                                  To tak ja ja. A w domu mam świetnie - ja nie dotykam się żelazka, moja druga
                                  połowa nie myje okien (a to akurat lubię).
                                • tygrys2112 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 12:21
                                  Och, a ja nie znoszę sprzątania i odkurzania. Za to kocham gotować i
                                  piec, zwłaszcza to ostatnie. Chyba dlatego, że to zajęcia kreatywne.
                                  I myć naczynia też nawet - czasami można sobie podumać nad
                                  zmywakiem :P ;)
                              • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 22:55
                                mamo kotula, to możemy się wymienić - ja ci pozmywam, ty mi poprasujesz :):)
                                nienawidzę tej czynności chyba najbardziej na świecie. 31 sierpnia i
                                przedostatni dzień roku szkolengo, gdy trzeba dziecku uprasować koszulę do
                                szkoły, to dla mnie apokalipsa, armagedon, dzień siedmiu plag egipskich i
                                depresja rowu mariańskiego...
                                • jeriomina Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 23:50
                                  a to ja mam do d...
                                  Nie lubię i zmywać i prasować.
                                  Zmywać nie lubiła też Agatha Christie, która twierdziła, że podczas zmywania
                                  wymyśla kryminały, bo to tak obrzydliwe zajęcie, że do głowy lęgną się jej same
                                  zbrodnicze myśli. Nie wykluczam, że ona miała gorzej, mogła nie miec do tego
                                  zmywania bieżącej wody, na przykład;-)
                              • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 19:22
                                mama_kotula napisała:

                                > A ja lubię prasować, uwielbiam prasować, kocham prasować miłością dziką, do teg
                                > o
                                > stopnia, że prasuję dziecięce rajstopy oraz kalesony, jestem bliska prasowania
                                > majtek. Gdzie się to hobby kwalifikuje? :P:P
                                >

                                Tak, masz rację, to dopiero jest najdziwaczniejsze hobby. U nas prasuje mój mąż,
                                gdyby nie to, to nieraz pewnie wolałabym pójść w pogniecionym.
                                • k_linka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 23:09
                                  Ja chodze w pogniecionym...
                                  • tygrys2112 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 11:52
                                    A ja znalazłam na o sposób i kupuję tylko rzeczy niegnietliwe bądź
                                    takie, które prostują się po wypraniu na wieszaku :P
                            • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 23:02
                              rozdzial43 napisała:

                              > > a ja po prostu lubię zmywać naczynia i na pewno zmywarki mieć nie będę :)
                              >
                              > Jest to zaiste najdziwaczniejsze hobby o jakim w życiu słyszałam. Ileż wymaga
                              > dzielności i poświęcenia :(

                              he he, lubię też obierać ziemniaki :)
                              a teraz wyobraź sobie, że jedziemy na wakacje i na dzień dobry mówię, że ja tu
                              zmywam. i NIC, słownie NIC poza tym robić nie muszę, bo wszyscy są tak
                              wdzięczni, że z poświęceniem dzielnie wzięłam na siebie tę parszywą czynność :)
                              leżę do góry brzuchem, gdy oni sprzątają, obierają fasolkę szparagową (np. na
                              pięć osób), sprzątają, gotują, sprzątają, dymają półtora kilometra po chleb,
                              sprzątają, pielą (jeśli rzecz się dzieje na działce znajomych i trzeba się
                              odwdzięczyć za gościnę)... no sielanka, panie :) a potem wstaję i oddaję się
                              mojej ulubionej czynności, a oni mi współczują :)
                              • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 19:10
                                kkokos napisała:

                                > a teraz wyobraź sobie, że jedziemy na wakacje i na dzień dobry mówię, że ja tu
                                > zmywam.
                                > leżę do góry brzuchem, gdy oni sprzątają, obierają fasolkę szparagową (np. na
                                > pięć osób), sprzątają, gotują, sprzątają, dymają półtora kilometra po chleb,

                                Na Jowisza...Gotować i zmywać ...na wakacjach...?? Dla mnie to gorszące wprost.

                                Umówmy się, na wakacjach, panie tego, na wakacjach to się jada w restauracjach,
                                wczasowych stołówkach, przy drewnianych ławach pod daszkiem z chrustu, będąc
                                owiewanym dymem z grilla, na którym smaży się tłusta kiełbasa nie pierwszej
                                świeżości albo pod reklamującym piwo parasolem, będąc potrącanym przez rzesze
                                innych zgłodniałych, w akompaniamencie wrzasku "numerek 32 poproszę".

                                Następnie ociera się usta papierową serwetką, uiszcza rachunek (albo zleca
                                uiszczenie mężowi), po czym wstając od zastawionego pozostałościami po posiłku
                                stołu, leniwym krokiem oddala się w kierunku drzemki albo innych turystycznych
                                szaleństw.

                                Tak ja widzę wakacje. Gotować i myć naczyń na wakacjach po prostu nie należy.
                                • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 20:33
                                  > Tak ja widzę wakacje. Gotować i myć naczyń na wakacjach po prostu nie należy.

                                  nie ma bata - tydzień smażonej ryby (zapas na cały rok, najchętniej dwa razy
                                  dziennie, choć rodzina wyśmiewa), frytek, pizzy, tzw. domowych obiadów (broń
                                  boże we wczasowych stołówkach - a kysz! może jeszcze z kompotem?!?!?!) MUSI
                                  zaowocować tym, że w drugim tygodniu jadamy głównie góry fasolki sz i innych
                                  warzyw, dzikie misy sałat zielonych z różnościami oraz ryż, ryż i ryż (bo
                                  wszędzie głównie fryty i fryty), najchętniej z gulaszem warzywnym - no i trzeba
                                  to niestety samemu, tymi rączkami...
                        • dakota77 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 19:45
                          W domu mam dwie osoby ze mna liczac, a nie mamy problemu z zapelnieniem
                          zmywarki:). Jestem tak przyzwczajona do zmywarki, ze ciezko byloby mi
                          sie bez niej obejsc.
                          • rurzowa-norka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 19.08.09, 20:13
                            A mój mąż ma do zmywarki podejście takie jak tata Borejko - zrobił się głównym
                            od niej specjalistą i nikt inny nie jest godzien jej załadowywać i rozładowywać.
                            A dla mnie zajmującej się cały dzień niemowlakiem jest to bardzo wygodne :-D
                        • croyance Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 00:04
                          Nas jest dwoje, a zmywarka chodzi i po dwa razy dziennie. Nie wiem, jak
                          to jest mozliwe, ze dwie osoby sa w stanie wyprodukowac tyle brudnych
                          naczyn; powinny, na logike, byc to dwa talerzyki, dwa kubeczki i dwa
                          widelce, a u nas miski, lyzki, rondle, kieliszki, 7 duzych talerzy, 4
                          male, jakim cudem ..? :-O
                          • sowca Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 00:27
                            Nienawidzę zmywania! Kupiona przed miesiącem, lśniąca i czyściutka
                            zmywareczka jest w związku z tym moim ulubionem przedmiotem w domu i
                            otaczam ją czcią, z pasją ładując do niej naczynia, a następnie
                            wyjmując je, już czyste i pachnące.
                            Natomiast też lubię prasować. szczegolnie moje własne, ulubione
                            kiecki.
                            • yowah76 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 01:09
                              Zmywac ostatecznie moge, a zmywarki nie kupie bo szkoda mi miejsca w
                              kuchni, ktora i bez tego beznadziejnie nieustawna jest. Jakby byla
                              wieksza to wstawilabym do niej pralke a w lazience bym postawila
                              akwarium, zeby w kapieli patrzec na rybki.
                              Nie prasuje, nie mam zelazka od czasow wyemigrowania (2005) i chyba
                              od tej pory wyprasowalam sobie ciuchy raz? Na rozmowe kwalifikacyjna
                              badz tez interwiu. I moze jeszcze na jakis slub, bo cos tam sie
                              chyba przewinelo... I w ogole nie lubie sprzatac. A juz odkurzania
                              nie znosze... ewentualnie moge umyc podloge i okna ;) I raz chlopu
                              posprzatalam powierzchownie bo sie zapuscil w sposob przekraczajacy
                              nawet moje luzne standarty (np pajaki moga byc o ile nie wsadzam rak
                              w pajeczyne i o ile nie wlaza w moje ciuchy - kiedys jeden katnik
                              zrobil mi pajeczyne w majtkach lezacych na krzesle w celu
                              doschniecia i wylazl jak te majtki zalozylam. Ale przezyl, bo bylam
                              spiaca nieco ;))); zreszta, jak sie ma zolwie i przynosi im sie
                              zielsko to przewaznie z jakims inwentarzem i przynajmniej koty maja
                              zajecie )
                              A juz porzadki w szafie... yyy... wywalam wszystko na srodek, rece
                              mi opadaja i chodze kolo tego pol dnia ;)
                          • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 00:31
                            Croyance, wierz mi - jedna osoba lat 25+ jest w stanie wyprodukować dziennie 4 kubki, 3 szklanki, 3-6 talerzy (w zależności od tego, czy obiad czy kanapki), kilka miseczek (oliwki, pestki, łupki od pestek, dip do paluszków, kolejne pestki, bo poprzednia miska jest pełna łupek... :P), ze dwie deski do krojenia... ratunku. Nie mam zmywarki ;).
                            • ewaty Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 13:45
                              He, he! ale fajna, szczęśliwa rodzinka mogłaby powstać z Forum, każdy mógłby
                              robić tylko to, co lubi, wymieniając się na czynność nielubianą:))Ja
                              uszczęśliwiłabym wszystkich kochających sprzątać- bo bałagan generuję
                              błyskawicznie, w zamian nakarmię i napoję. Tylko biorąc pod uwagę liczbę osób w
                              takim układzie, szybko zaczęlibyśmy pretendować do miana rodzinki
                              patologicznej....albo przypominać haremik ze ścierającym kurze andrzejem w centrum:)
                              • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 14:05
                                Uwielbiam gotowac i prać, wszystkich pozostalych prac gospodarczych
                                nienawidzę.
                                Pod wplywem forum poszłam poogladac zmywarki i niemal już wybrałam.
                                • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 14:06
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,49213,98965622,98965622,Zmywarka_garsc_dobrych_rad_od_WDPD_dla_nowicjuszek.html
                                • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 19:29
                                  verdana napisała:

                                  >
                                  > Pod wplywem forum poszłam poogladac zmywarki i niemal już wybrałam.

                                  Idea bezwzględnie słuszna. Ja kocham naszą zmywarkę, to nie jest żaden tam
                                  konsumpcyjny towar i sprzęt domowy, tylko najukochańszy domownik. Candusia
                                  kochana, cmok. Czasem myślę, że chroni od rozwodów.

                                  Jak będziesz wybierała, to patrz, czy ma opcję szybkiego mycia, żeby się
                                  talerzyki z okruszkami po kolacji i szklanki po herbacie nie musiały tłuc 120
                                  minut, skoro na takie to wystarczy 30 minut.
                                • onion68 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 09:06
                                  Ze zdumieniem stwierdzam, że nie jestem taka zła ;-) Lubię prasować (nawet się
                                  przy tym relaksuję) i sprzątać cały dom w sobotę, nie przeszkadza mi zmywanie
                                  (oprócz garów po zupie i naczyń po zapiekankach), lubię ładować i rozwieszać
                                  pranie, nie pójdę spać, gdy są naczynia do pozmywania. Gotować też lubię...
                                  tyle że nie codziennie, i o to pewnie się rozchodzi ;-)
                            • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 19:25
                              mama_kotula napisała:

                              > , ze dwie deski do krojenia... ra
                              > tunku. Nie mam zmywarki ;).
                              >

                              Jeśli te deski są drewniane, to zmywarka Cię nie uratuje. NIe można drewnianych
                              desek do krojenia prać w zmywarce.
                              • k_linka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 23:13
                                rozdzial43 napisała:

                                > mama_kotula napisała:
                                >
                                > > , ze dwie deski do krojenia... ra
                                > > tunku. Nie mam zmywarki ;).
                                > >
                                >
                                > Jeśli te deski są drewniane, to zmywarka Cię nie uratuje. NIe można drewnianych
                                > desek do krojenia prać w zmywarce.



                                Alez mozna. Drewniane luzki troche sie krzywia ale 2 lata mycia drewnianej deski
                                nie spowodowaly widocznych szkod.
                          • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.09, 19:24
                            croyance napisała:

                            > a u nas miski, lyzki, rondle, kieliszki, 7 duzych talerzy, 4
                            > male, jakim cudem ..? :-O

                            Zaniepokoiły mnie zwłaszcza te rondle. Ile rondli? :))))
                            • croyance Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 00:00
                              Zeby nie rzucac slow na wiatr, poszlam do kuchni i policzylam: obecnie
                              stoja w niej 3 brudne garnki (jeden maly, dwa duze), co jest o tyle
                              dziwne, ze nikt nic nie gotowal.
                              • ewaty Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 00:14
                                Babcia moja była wykształconą przedwojennie farmacutką. Tam była
                                wdrożona taka zasada, że gdy się warzy truciznę, to po mieszaniu,
                                mieszadło ma lądować do mycia (by nie zamieszać tym samym czegoś
                                neutralnego).Gdy babcia gotowała zupę cały zlew był pełen łyżek,
                                którymi mieszała tylko raz...Ciekawe w dziedziczeniu jest to, że ja
                                robię dokładnie to samo, choć próbowałam zdroworozsądoych rozwiązań,
                                typu kubek na łyżki obok kuchenki. Ni chu, chu.Zlew zawalony. Kocham
                                zmywarki. Rodzina jeszcze protestuje. Ja ich złamię.
                                • lezbobimbo Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 06:03
                                  ewaty napisała:
                                  > Babcia moja była wykształconą przedwojennie farmacutką. Tam była
                                  > wdrożona taka zasada, że gdy się warzy truciznę, to po mieszaniu,
                                  > mieszadło ma lądować do mycia. Gdy babcia gotowała zupę cały zlew był pełen łyżek,> którymi mieszała tylko raz...

                                  Ach, te zawodowe skrzywienia :)
                                  Moja Lepsza Polowica ma wyksztalcenie i zawod cateringowo-restauracyjno-dietetyczny wiec i takiez narowy :) Co sie objawia tym, ze jak cos obierze ze skorki albo robi jedzenie, to wio, wszystkie obierki i odpadki wrzuca prosto do zlewu zamiast otworzyc pod zlewem drzwiczki i do kosza - w restauracjach kazda sekunda sie liczy przy zapie.. fertycznej produkcji jadla, a w dodatku maja tam nie dosc, ze specjalne kubly otwarte na takie odpadki, to jeszcze zatrudnionych zmywaczy i sie kucharze nie musza tym trudzic. Wszystko cacy, tylko ze jak widze zlew pelen obierkow, pestek i lupin zalotnie czasem juz waniajacych to mnie trafia wyqu... siarczysty szlag, chociaz jestem nawet z tych, co lubieja zmywac* :)
                                  Z kolei ja mam zboczenie po jednej z mych lubych edukacji - na laborantke - i przy zmywaniu marze o wyparzarkach, sterylizatorach i zelu spirytusowym 80% - cudowny do dezynfekcji wszystkiego i nie niszczy skory dloni :))
                              • lezbobimbo Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 06:36
                                croyance napisała:
                                > Zeby nie rzucac slow na wiatr, poszlam do kuchni i policzylam: obecnie> stoja
                                w niej 3 brudne garnki (jeden maly, dwa duze), co jest o tyle> dziwne, ze nikt
                                nic nie gotowal.

                                Podziwiam Wasz dziki household :)
                                Ja odwrotnie, uparcie recykluje aby miec jak najmniej do zmywania (chociaz lubie
                                owa czynnosc i nie uciekam z krzykiem), zwlaszcza filizane caly dzien (i tak ta
                                sama siorbata), lyzeczki i takie tam drobnosci - oraz gdym sama w domu, rowniez
                                talerzyki sniadaniowo-przekaskowe (nie piernicze sie z nienawidzonym gotowaniem,
                                wiec wystarczy, ze odkurze z okruszkow :)
                                • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 09:28
                                  A to tutaj czytałam, czy może na innym forum...? Że czyjaś szanowna babcia szykując kilkudaniowy ekskluzywny obiad na 12 osób miała na czystym bez jednego okrucha blacie i w zlewie łącznie 1 deskę i jeden nóż czy tam łyżkę, całą resztę myjąc/wyrzucając/utylizując na bieżąco. IMHO niewykonalne.
                                  • lezbobimbo Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 09:42
                                    mama_kotula napisała:
                                    > A to tutaj czytałam, czy może na innym forum...?

                                    Pewnie na Ce i Pe? :D

                                    Że czyjaś szanowna babcia szyk
                                    > ując kilkudaniowy ekskluzywny obiad na 12 osób miała na czystym bez jednego
                                    okr> ucha blacie i w zlewie łącznie 1 deskę i jeden nóż czy tam łyżkę, całą
                                    resztę m> yjąc/wyrzucając/utylizując na bieżąco. IMHO niewykonalne.

                                    To chyba legenda miejska - albo zamowila na wynos albo przygotowala na kilka dni
                                    wczesniej partiami i rozmrazala :PPP
                                  • kai_30 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 09:57
                                    mama_kotula napisała:

                                    > A to tutaj czytałam, czy może na innym forum...? Że czyjaś szanowna babcia szyk
                                    > ując kilkudaniowy ekskluzywny obiad na 12 osób miała na czystym bez jednego okr
                                    > ucha blacie i w zlewie łącznie 1 deskę i jeden nóż czy tam łyżkę, całą resztę m
                                    > yjąc/wyrzucając/utylizując na bieżąco. IMHO niewykonalne.

                                    To Chmielewska pisała o swojej teściowej :)
                                  • the_dzidka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 13:15
                                    Tak, to była Chmielewska o teściowej, i jest to jak najbardziej
                                    wykonalne. Mnie się udało juz kilka razy w ten sposób przyrządzać
                                    posiłki, no może nie dla 12 osób, ale jednak. Więc gdybym sie
                                    bardziej skoncentrowała, to kto wie? :)
                                    • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 14:23
                                      na 12 osób to co najwyżej na szwedzki stół coś robiłam, a nie na
                                      posiłek zasiadany - ale ja właśnie tak czysto gotuję,
                                      utylizuję/zmywam/wyrzucam na bieżąco. nie umiem inaczej, bo mi
                                      przeszkadza. a tak w ogóle to ja bałaganiara jestem, tylko przy
                                      gotowaniu mu się tak włącza :)
                                      • kai_30 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 15:07
                                        Podziwiam szczerze. Ja mam malutką kuchnię, mało blatów roboczych, więc czasem
                                        wykorzystuję kuchenkę w charakterze przestrzeni roboczej, i po większym
                                        gotowaniu kuchnia wygląda jak pobojowisko. Mimo posiadania zmywarki - bo niby
                                        owszem, można na bieżąco wkładać do niej brudne naczynia, ale najpierw trzeba by
                                        wyjąć czyste ;)
                                        • kkokos Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 15:14
                                          kai_30 napisała:

                                          > Podziwiam szczerze. Ja mam malutką kuchnię, mało blatów roboczych

                                          ależ ja to właśnie dlatego, że mam maleńką kuchnię i mało miejsca :)
                                          inaczej to już nic bym nie była w stanie zrobić :)
                                          • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 19:03
                                            Kiedy mój mąż przygotowywał chińszczyznę (znaczy się były to kawałki mięsa w
                                            różnych tam warzywach, grzybach) i kolorowy jakiś ryż, w kuchni zabrudzone zostało:
                                            - 7 garnków (1 wielki sagan do bigosu, 2 zwykłe duże do zupy i 4 garnki małe)
                                            - 5 dużych talerzy głębokich
                                            - 6 dużych talerzy płytkich
                                            - 2 duże łyżki do nalewania zupy (tylko tyle mamy)
                                            - pozostałe wielkie sztuće co to są do kompletu
                                            - kilka kubków i szklanek
                                            - wszystkie 4 deski do krojenia
                                            - patelnia
                                            - z 8 widelców, 4 noże do krojenia mięsa i warzyw, 8 łyżeczek
                                            - miskę do sałatki
                                            - brudne też były końcówki takie plastikowe do maszynki do mielenia i metalowa
                                            trzepaczka do ubijania jajek(po co??, jak?!?!?!)
                                            -wszystkie drewniane łyżki i mieszadła
                                            - blaty pokryte były mazią, okruchami, strzępkami mięsa i warzyw, takoż podłoga
                                            (w tym w przedpokoju).

                                            Obiad zawierał skromne porcje dla 2 osób.

                                            Oczywiście skoro on gotował, no to rozumie się, że sprzątać miałam ja, po
                                            sprawiedliwości.
                                            Kiedy z pianą na uściech i obłędem w prawym oku (lewe we wściekłości mryga mi w
                                            złowieszczym tiku) zaznaczyłam, że nie opłaca mi się skóra za wyprawkę,
                                            stwierdził, że nie można mi dogodzić.

                                            No bo rzeczywiście, przecież zrobił obiad i tyle się natrudził, żeby mi zrobić
                                            przyjemność i żeby było mi lżej...
                                            • croyance Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 20:15
                                              O, to zupelnie jak moj, zawsze, kurcze, zostawia po sobie pobojowisko
                                              plus zlew pelen wody, w ktorej plywaja rozne odpadki.
                                              • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 20:17
                                                U nas jest inny problem. Zmywa jedynie mąż (marnie). Od lat
                                                sprzeciwia się zakupowi zmywarki, twierdząc, ze po nabyciu
                                                tejzebędzie w domu juz absolutnie zbędny.
                                                • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 20:22
                                                  verdana napisała:

                                                  > twierdząc, ze po nabyciu
                                                  > tejzebędzie w domu juz absolutnie zbędny.

                                                  Własnościowy mąż może mieć też inne zastosowania. Sugeruję uderzyć w strunę
                                                  czułego i kompetentnego opiekuna np. samochodu.
                                                  • andrzej585858 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 20:28
                                                    No pięknie :-))) Jeszcze trochę a okaże się że mąż to jedynie lokata kapitału
                                                    przynosząca lichy procent - i nawet zmywać naczyń nam się nie pozwoli - koniec
                                                    świata jak mawiał nieodżałowany Popiołek :-))
                                                  • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 22:19
                                                    Takiego urządzenia nie posiadamy.
                                          • kai_30 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 22:15
                                            kkokos napisała:

                                            > kai_30 napisała:
                                            >
                                            > > Podziwiam szczerze. Ja mam malutką kuchnię, mało blatów roboczych
                                            >
                                            > ależ ja to właśnie dlatego, że mam maleńką kuchnię i mało miejsca :)
                                            > inaczej to już nic bym nie była w stanie zrobić :)

                                            No widzisz. A ja zajmuję płytę kuchenki, jak mi się miejsce na blatach kończy :)
                                            A takie tam różne aktualne brudy (łyżki od mieszania, miski, mieszadła od
                                            miksera) na bieżąco wkładam do zlewu, owszem, ale nie myję, tylko tworzę
                                            trójwymiarowe konstrukcje (zlew jednokomorowy). I dopiero po ugotowaniu potrawy
                                            zabieram się za porządki, zgrzytając zębami ;)
                                  • turzyca Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 20.08.10, 23:15
                                    Że czyjaś szanowna babcia szyk
                                    > ując kilkudaniowy ekskluzywny obiad na 12 osób miała na czystym bez jednego okr
                                    > ucha blacie i w zlewie łącznie 1 deskę i jeden nóż czy tam łyżkę, całą resztę m
                                    > yjąc/wyrzucając/utylizując na bieżąco. IMHO niewykonalne.


                                    Standard mojej wlasnej osobistej Babci. Wykonalny jesli nie zabiera sie do
                                    kuchni ksiazki do poczytania w miedzyczasie. Bo w tym systemie ten rozkoszny
                                    czas, gdy wszystko sobie bulgoce i mozna sie zaglebic w smacznej lekturze,
                                    trzeba zuzyc na podle prace kuchenne. Jak sie skupie, to umiem, a ze zmywarka to
                                    w ogole banal.
                              • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 20:28
                                croyance napisała:

                                >
                                > stoja w niej 3 brudne garnki (jeden maly, dwa duze), co jest o tyle
                                > dziwne, ze nikt nic nie gotowal.

                                Cóż...wyjaśnienie może być tylko jedno.
                                Otóż najprawdopodobniej...niestety...niewykluczone a nawet na pewno, otóż jest
                                możliwość, że w Waszym domu, niepostrzeżenie, nieznacznie, nieumiejętnie i
                                niezwykle skutecznie zalągł się...HEFALUMP!!!
                                • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 21.08.09, 22:47
                                  Ja nie wiem, co u mnie sie zalungło, ale po kolacji, na którą była pizza (z mrożonki), kanapki z dżemem i orzeszkami ziemnymi oraz oliwki jedzone prosto ze słoika i napoje różnej maści, nie mam ani jednej czystej szklanki (szklanek w domu 10 sztuk), 4 brudne kubki na biurku #hide, w zlewie jest dosłownie - góra naczyń (garnki??), o blacie nie wspominając.

                                  A dziś 3 osoby tylko jadły, taaak.
                                  • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 22.08.09, 15:38
                                    Pytanie nieco nie na temat - gdzie w moim domu znikło ok. 240
                                    łyzeczek?????
                                    Mniej wiecej dwa razy do roku kupuje sześć łyżeczek, mieszkam tu 24
                                    lata, a znowu nie mam czym nasypać kawy do kubka.
                                    • jottka Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 22.08.09, 16:45
                                      verdana napisała:

                                      > Pytanie nieco nie na temat - gdzie w moim domu znikło ok. 240
                                      > łyzeczek?????


                                      masz łyżeczkojada w domu, proste:) jak nie znasz, to poczytaj "hogfather"
                                      ("wiedźmikołaj") pratchetta, tamże szczegółowe wyjaśnienia, gdzie i dlaczego
                                      giną skarpetki, długopisy, łyżeczki i inne takie.
                                      • alitzja Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 22.08.09, 17:27
                                        jottka napisała:

                                        > verdana napisała:
                                        >
                                        > > Pytanie nieco nie na temat - gdzie w moim domu znikło ok. 240
                                        > > łyzeczek?????

                                        Proste, Pożyczalscy pożyczyli:-)
                                    • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 22.08.09, 21:04
                                      verdana napisała:

                                      > Pytanie nieco nie na temat - gdzie w moim domu znikło ok. 240
                                      > łyzeczek?????
                                      > Mniej wiecej dwa razy do roku kupuje sześć łyżeczek, mieszkam tu 24
                                      > lata, a znowu nie mam czym nasypać kawy do kubka.
                                      >

                                      Ha! A ja uważam, że w przypadku Twoich łyżeczek Verdano prawdziwy problem jest
                                      gdzie indziej i inne pytanie trzeba zadać:dlaczego do nasypania kawy do kubka
                                      nie wystarczy Ci 48 łyzeczek????:)))

                                      Jeśli bowiem kupowałas po 6 łyżeczek 2 razy w roku to znaczy, że kupowałaś
                                      rocznie 12 łyżeczek. Jeśli pomnożyć to przez Twoje 24 zamieszkanych lat, to Twój
                                      życiowy rezultat łyżeczkowy wynosi 288. Jeśli zatem zaginęło ich 240, jak
                                      twierdzisz, to pozostało 48. I to ma być niby mało? A może nie lubisz żadnej z
                                      nich? Ja mam 3 znienawidzone, takie z "platerów" z nalotem i uzywam ich tylko w
                                      sytuacjach zagrożenia życia. Ale żeby 48?):-)))

                                      • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 22.08.09, 23:29
                                        20 nie 24 lata mieszkam, drobna pomylka. Zgadza się zatem i
                                        łyzeczki do kawy brak.
                                        Na szczęście lyzki do zupy sa obecne, tylko kawa jakaś mocna.
                                        • ananke666 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 00:28
                                          Zaopatrz się w plastikową miarkę do mleka modyfikowanego. Jest to tak ohydne, że
                                          nawet desperat tego nie ukradnie.
                                    • yowah76 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 03:03
                                      Kiedys w przyszlosci otworzysz jakas szafke i te wszystkie lyzeczki
                                      zleca Ci na glowe ;) Na wszelki wypadek nos jakis stroj ochronny
                                      moze...
                                      • lutecja4 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 11:06
                                        przy 240 bym się już chyba przyzwyczaiła ;)
                                        mnie zginęła jedna, od kompletu, jest mi jej bardzo szkoda :))
                                        zginęły mi też(nie jednocześnie)-sukienka, stringi i koszulka-wszystko w kolorze
                                        czarnym
                                        jak na 9,5 roku mieszkania tu to chyba niedużo :)))
                                        • mim_bla13 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 21:21
                                          i od razu mi stanęły przed oczyma te wszystkie świętej
                                          pamięci 'łyżeczki od kompletu' wynoszone do piaskownicy na podwórku
                                          ładnych parenaście lat temu;) może warto poszukać gdzieś po osiedlu;D
                                      • croyance Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 13:16
                                        Ja podczas przeprowadzki znalazlam kilka zaginionych widelcow i noz w
                                        ksiazkach; ot, taka zakladka :-O
                                • croyance Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 13:12
                                  Rozdzial, Ty mozesz miec racje. Dzisiaj nie moglam znalezc w domu ani
                                  jednego czystego kubeczka, ani chybi Hefalump podejmowal gosci herbata,
                                  lump jeden :-)
                                  • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 13:28
                                    croyance napisała:

                                    > ani chybi Hefalump podejmowal gosci herbata,
                                    > lump jeden :-)

                                    Sama widzisz, one tak robią.
                                    U mnie w domu wczoraj wyżarł duże pudełko ptasiego mleczka. Żaden z domowników,
                                    jak twierdzą, nie maczał tam pyska. Więc kto?
                                    • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 14:26
                                      Ten sam, co u nas zezarł spodnie od wyjsciowej piżamy męża!
                                      Mąż nie przyznaje się do romansu w pracy (zresztą piżamę by
                                      brał???), więc to prawdopodobne, ze i u nas grasuje.
                                      • yowah76 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 15:58
                                        • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 20:41
                                          I teraz dzięki szlachetności niczego nie podejrzewającej Verdany, podstępna
                                          hetera może wydawać przyjęcia na 240 osób, tak ekskluzywne, że każdy gość ma do
                                          dyspozycji własną łyżeczkę, które z triumfem we zdzirowatym oku wytrząsa z
                                          nogawek wyjsciowej piżamy lekkomyślnego męża.
                                    • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 20:51
                                      CytatŻaden z domowników,
                                      jak twierdzą, nie maczał tam pyska. Więc kto?


                                      Lucyper!! *przewraca oczami*
                                      • andrzej585858 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 23.08.09, 21:12
                                        W takim aspekcie to się wcale nie dziwię że w średniowieczu modne były różnego
                                        typu gargulce i maszkarony:-)) Teraz widać też by się przydały.

                                      • skrzydlate.bobry Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 15:02
                                        Popłakałam się rzewnymi łzami poczytawszy sobie wątek o łyżeczkach w spodniach
                                        od piżamy... Wyjściowej piżamy, podkreślmy. Problem znikających skarpetek i
                                        łyżeczek znam, oczywiście, ale znam też wyjaśnienie - ten ów, kto je w jednym
                                        miejscu znika, w innym je pojawia. Skąd np. w mieszkaniu zajmowanym przez dwie
                                        wegetarianki skórka od kiełbasy skrzętnie ukryta w łazience? Lub też obcy stanik
                                        koloru czarnego pod fotelem? W domu, w którym aktualnie brak mężczyzn, których
                                        by można podejrzewać o romans. Niby wszystkie te fakty prędzej czy później
                                        człowiek jakoś sobie racjonalizuje i znajduje dla nich logiczne wytłumaczenia,
                                        ale czyni to tylko po to, by sam siebie nie uznał za wariata :) A prawda jest
                                        taka, że gdzieś tam w świecie ktoś się zastanawia, wyjmując ze spiżarni dawno
                                        nieużywany garnek, skąd się w nim wzięły spodnie od piżamy... Całkiem ładne
                                        spodnie, wyjściowe, można powiedzieć.
                                        • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 15:16
                                          Dobra, rozumiem kochanke ze spodniami i lyżeczkami. Ale po co był
                                          jej sloń pluszowy w koleorze rózowym????
                                          Slon miał ok. 1 metra wysokosci i nie mogł po prostu ukryć się w
                                          mieszkaniu 57 m. Fetyszystka słoni?
                                          Przyznać sie, komu sloń sie pojawił? No?
                                          • mama_kotula Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 16:42
                                            CytatDobra, rozumiem kochanke ze spodniami i lyżeczkami. Ale po co był jej sloń pluszowy w koleorze rózowym???? Slon miał ok. 1 metra wysokosci i nie mogł po prostu ukryć się w mieszkaniu 57 m.

                                            A - to bym dziecięcia któregoś zapytała. Prawdopodobnie kiedyś przyszła koleżanka/kolega, zachwyciła się słoniem i dziecię powiedzialo, że sobie może wziąć. Słonia. A potem zapomniało :D

                                            Ja tak rozdałam mnóstwo rzeczy, jak byłam młoda ;).
                                            • skrzydlate.bobry Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 16:59
                                              > CytatDobra, rozumiem kochanke ze spodniami i lyżeczkami. Ale po co był jej
                                              sloń pluszowy w koleorze rózowym???? Slon miał ok. 1 metra wysokosci i nie mogł
                                              po prostu ukryć się w mieszkaniu 57 m.

                                              U nas był! Różowy słoń, tylko trochę mniejszy, tak z pół metra. Tyle że z 15 lat
                                              temu się pojawił, więc nie wiem, czy to ten sam. A sztućców niewiadomego
                                              pochodzenia też mam całkiem sporo. Ostatnio odkryłam, że kupiłam właśnie czwarty
                                              komplet widelczyków do ciasta, bo żyłam w błogiej nieświadomości zalegania na
                                              dnie szuflady dwóch innych kompletów. Może w intencji tych łyżeczek zanieś
                                              jakieś modły do Anoi? Nie wiem tylko, co ze spodniami.
                                              • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 21:18
                                                Ten sam!!!!!!!
                                                Co zrobilas z naszym słoniem?
                                                • skrzydlate.bobry Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 21:30
                                                  verdana napisała:

                                                  > Ten sam!!!!!!!
                                                  > Co zrobilas z naszym słoniem?

                                                  Nic! Ja nic! Klnę się na jelitko, że nie wiem, co się teraz z nim dzieje. Bo on
                                                  tak jakby bardziej był brata niż mój. Ale się dowiem. Zaraz jutro. Jeśli nie
                                                  zniknął ponownie, to do Ciebie wróci, aczkolwiek obawiam się, czy takie
                                                  postępowanie nie zachwieje podstawami Wszechświata. W końcu te wszystkie rzeczy
                                                  nie przemieszczają się tak zupełnie bez celu, nie?
                                            • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 19:26
                                              mama_kotula napisała:

                                              Ja tak rozdałam mnóstwo rzeczy, jak byłam młoda ;).
                                              >

                                              Taaa, no właśnie, szalało się, rozdawało się z marnotrawnym gestem słonie i
                                              mnóstwo towarów konsumpcyjnych.

                                              A teraz na starość przyszło jeść oliwki prosto ze słoika :)

                                              I jaki z tego morał? Logiczne-kto rozdaje słonie musi jeść oliwki na starość :)
                                            • lezbobimbo Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 26.08.09, 02:54
                                              mama_kotula napisała:
                                              > A - to bym dziecięcia któregoś zapytała. Prawdopodobnie kiedyś przyszła
                                              koleżanka/kolega, zachwyciła się słoniem i dziecię powiedzialo, że sobie może
                                              wziąć. Słonia. A potem zapomniało :D

                                              Ja rowniez przychylam sie do zdania Kotuli, ze w zniknieciu calego, sporego
                                              slonia maczalo pewnikiem trabke i ciosy ktores z progenitury :)

                                              (osobiscie za cielectwa wlasnego mlodocianego zabawki swe drobne zrzucalam
                                              dziewczynkom na podworko z okna 4-ego pietra, zeby bylo szybciej:) Czulam sie
                                              jak hojna demiurga, bo adresatki nie widzialy, skad te dobra przybywaja :D
                                              • verdana Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 26.08.09, 14:16
                                                Wyjasnienie proste niby, ale nieprawdziwe. Z powodu ekstremalnej
                                                ciasnoty nie jest możliwe zapraszanie tabunów dzieci, w momencie
                                                znikniecia slonia zapraszalismy li i edynie zdrowe, znajome dzieci z
                                                rodzicami (mielismy niemowlę na skladzie). Nie wierze w to, ze nie
                                                zobaczylabym wynoszonego z domu słonia.
                                                • skrzydlate.bobry Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 26.08.09, 22:20
                                                  Ja w sprawie słonia. Udało się ustalić, że pojawił się u nas nie lat temu
                                                  piętnaście, ale zaledwie dziewięć. Dokładniej dziewięć i pół. No, niezupełnie
                                                  pół, bo w marcu. W drugiej połowie marca. Tak około osiemnastego. Czy to nadal
                                                  może być ten?
                                                  Jeszcze przed rokiem był (podobno) widziany w Płocku. Mamy nadzieję, że do końca
                                                  tygodnia uda nam się ustalić, czy znowu gdzieś zniknął. Jednakowoż nadal nie
                                                  jesteśmy przekonani, czy zwrócenie różowego pluszowego słonia wzrostu niespełna
                                                  metra Verdanie będzie czynem słusznym, gdyż może to zachwiać delikatną równowagą
                                                  przyczynowo-skutkową we Wszechświecie. Przecież te wszystkie zniknięcia i
                                                  pojawienia się mają na celu utrzymanie zdrowego poziomu szaleństwa w społeczeństwie.
                                                  PS. Ostatnio znalazłam też łopatkę do tortu. Oczywiście nieznanego pochodzenia.
                                                  Chyba z relatywistycznie nastawionej agnostyczki zrobię się anoianką. Na
                                                  przykład te takie trzepaczki (nie sprężynki, tylko te, co ni cholery nie wiem,
                                                  do czego w ogóle mogą być potrzebne) mam już trzy :D Chętnie obdaruję
                                                  potrzebujących.
                                          • szprota Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 25.08.09, 21:03
                                            verdana napisała:

                                            Dobra, rozumiem kochanke ze spodniami i lyżeczkami. Ale po co był jej sloń pluszowy w koleorze rózowym???? Slon miał ok. 1 metra wysokosci i nie mogł po prostu ukryć się w mieszkaniu 57 m. Fetyszystka słoni?
                                            Przyznać sie, komu sloń sie pojawił? No?


                                            Nie ma słonia! Nie ma! Ukradli!
                                      • rozdzial43 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 26.08.09, 19:26
                                        mama_kotula napisała:

                                        > Lucyper!! *przewraca oczami*
                                        >

                                        Absolutnie wykluczone. Skąd niby taki wziąłby pieniądze na bilet z Poznania do
                                        mnie? Przecież ani pan Karolek (sknera, pamiętasz, jak długo Idusi nie płacił),
                                        ani tym bardziej uboga emerytka pani Basia, nie szarpnęliby się na bilet dla pieska.
                                        • natalkka1 Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 27.08.09, 13:36
                                          ja przynajmniej wiem kto w moim domu jest odpowiedzialny za znikanie
                                          przedmiotow: majtki, skarpety, pudelka po jogurtach, noze (!),
                                          zegarki, okulary i mydlo w kostce, wszystko to mozna znalezc na
                                          poduszce mojego psa albo pochowane po katach.
                                          resztek po zarciu nalezy pozbywac sie w ekspresowym tempie
                                          spuszczajac je do toalety, lawirujac z wielkim garem, wygarniajac z
                                          niego resztki i starajc sie zeby nie dostaly sie one do psiej geby,
                                          natychmiast nalezy zamknac klape i spuscic wode inaczej mozna zastac
                                          psa Terese z glowa zanurzona az po szyje jeszcze 10 minut potem
                                          delektujacego sie tymi smakowitosciami.
                                          uwaga! nigdy nie nalezy wyrzucac nic do smietnika stojacego w kuchni
                                          bo inaczej pies opetany szalem probujac sie dostac do srodka skonczy
                                          chodzac z klapa od smietnika zawieszona na szyi niczym winiec
    • minerwamcg Re: macierzynstwo Krystyny-macierzynstwo Pyzy 22.08.10, 00:47
      Dzięki Dzidce za wyciągnięcie tematu!
      Prawdać to, że przy Krystynie Pyza to smętna firana z wypełnionymi
      ramionami - przypomina mi się, co Chmielewska pisała o powieściowych
      damach, które powiwszy dziecię giną dla świata i wpatrują się w
      kruszynkę spowitą w kaszmirowe szale nie śpiąc i nie jedząc, zapewne
      również się nie myjąc, bo jak się umyć z niemowlęciem w ramionach.

      Krystynę nieraz czule wspominałam wstając o czwartej rano na
      karmienie albo trzęsąc (nie rudą bynajmniej) głową, żeby sobie
      najdroższa rodzinka poszła w czorty i nie zbudziła śpiącego
      berbecia.
      Nawiasem mówiąc, Krystyna jest ofiarą swoich czasów. Po pierwsze
      ogólnej biedy i zaczynającego się powoli kryzysu, po drugie
      zacofania technologicznego (wynalazcy pampersów należy się Nobel i
      dziwne, że jeszcze go nie dostał!), po trzecie idiotycznych
      przekonań na temat hodowli noworodka (o naszych też się będzie tak
      mówić za trzydzieści lat!).
      I nie powiem złego słowa, że angażuje do pomocy Bogu ducha winną
      rodzinę Żaków. Gdyby nie chcieli, toby nie pomagali, a w pojedynkę
      naprawdę trudno jest dać sobie radę. I jestem w stanie uwierzyć, że
      mama Żakowa ciężko zakochała się w swojej małej imienniczce. Taki
      brzdąc, nawet obcy, potrafi człowieka rozbroić. Nawet jeżeli
      wychowało się dwa własne.
      Protestuję jedynie przeciwko nazywaniu małej Irenki "mikroskopijnym
      stworzonkiem", bo nawet mała, mikroskopijna ona nie była. Li i
      jedynie :)
      • minerwamcg P.S. 22.08.10, 00:55
        Wynalazca pampersa (1961), Victor Mills z firmy Procter&Gamble, co
        prawda nie dostał Nobla, ale go Bozia i tak wynagrodziła: zmarł
        zadowolony z życia w wieku stu lat :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka