W karnawale można jeść faworki, można jeść pączki, ale na Litwie dominują
kołduny.
Najlepszym mięsem na nie jest polędwica, ale można też z ładnego, miękkiego
kawałka (takiego na zrazy zawijane). Mozna łączyć z baraniną, ale lepiej z
mięsem jagnięcym. My robimy z samego wołu. Mięso powinno się siekać. Ponoć z
siekanego mięsa, (w przeciwieństwie do mielonego), nie wyciekają wartościowe
soki komórkowe. Oprócz mięsa należy dodać tłuszcz - najlepszy jest łój od
tzw. nerkówki. Jeżeli nie mamy znajomego rzeźnika, to dodajemy łój wołowy,
który czasami bywa przyrośnięty do mięsa. Z racji wrodzonego (i
dziedzicznego) lenistwa mięsa nie siekamy, a tylko mielimy dwa razy.
Dodajemy cebulę, czarny pieprz, majeranek i trochę posiekanego (odrobinkę)
czosnku. Do mięsnej masy koniecznie trzeba dodać spirytus (na 1/2 kg mięsa
dodajemy ok. 5 łyżek tego trunku) i trochę wody. Spirytus powoduje
obkurczenie się mięsa i wypłynięcie do wnętrza pierogów soku. Robimy ciasto
na pierogi (tylko mąka i bardzo gorąca woda), nadziewamy i krótko gotujemy w
osolonej wodzie. Po wyjęciu podajemy z cebulką zeszkloną na oliwie. Kołduny
należy jeść łyżką, by wytworzony sos (spirytus + sos mięsny) nie wylewał się
na talerz. Jest to chyba jedyna potrawa, którą można "siorbać" - po
nadgryzieniu pieroga można wyssać sok, uważając, by nie poparzyć języka