Dodaj do ulubionych

Zabawy i rozrywki (staro) - malzenskie :)

28.03.06, 12:10
codziennosc od juz "niepamietnych" lat malzenstwa u 40+ to... obowiazki sad.
Dzieci lub praca zawodowa albo najczesciej jedno i drugie.
Po latach kierata takiej codziennosci przerywanego tylko, sila rzeczy,
planowanego na miesiace przed - urlopu, jasne ze, w przypadku gdy w domu sa
(jeszcze) dzieci to w terminach ferii lub wakacji szkolnychsad
Ze powyzsza sytuacja, z czasem, powoduje niezadowolenie (szczegolnie u Pan!)
hmmm.... nawet ja (he, he) sie nie dziwie.
Mialo byc tak pieknie: MY - Ona i on, wzajemne (ciagle) zrozumienie,
przyjemnie, milo, zgodnie i.....
A jest: obowiazki i brak czasu na wszystko a gdzie to:"MY" ?

Obserwuj wątek
    • popaye Re: weekend "tylko dla Ciebie" a.... co mnie tam! 28.03.06, 13:17
      W zeszlym tygodniu niespodziewany telefon do popayowEj od jednej z kolezanek
      i jednoczesnie zony zaprzyjaznionego z nami malzenstwa z ktorymi... nie
      bylo "okazji" od lat by sie spotkac....

      Reakcja popayowEj: "jasne TY (ja-popajE) nie mam na NIC czasu i mam "wszystko"
      w nosie!, jak rozrywki czy towarzystwo to... tylko takie na jakie TY masz
      ochote sad
      - Yyyyy? - he, he, a mnie sie wydawalo, ze jest akurat odwrotnie! smile))

      Ale, hmmm...., zaskocze Ja! - niech bedzie tak jak Ona chce! smile
      Biore dzien urlopu (na poniedzialek) i... jazda do Warszawy, a co mnie tam!.
      niech bedzie "weekend dla zony" - robimy to co Ona chce - wylacznie! - niech
      dzwoni do kolezanki i zaprosi Ja z mezem na kolacje w sobotni wieczor, reszta
      czasu do JEJ dyspozycji rowniez!.
      Ja to wszystko zorganizuje - toc to tylko ca.: 1200 km smile))
      Zaskoczenie (moje!) hotele w Warszawie maja cenowe super-weekendowe promocje.
      Znizki 50% (a nawet wyzsze!) na weekendowe pobyty: wow! klick w internetowej
      rezerwacji i "zaoszczedzam" ca.: 150€! (za dwie noce) i... w ten sposob kolacja
      "za darmo"! smile)))
      Dobry humor Zony jest mnie wart kazde pieniadze - tylko jeszcze ta podroz sad

      Dostac bilety (lotnicze) w ... piatek na sobote z powrotem w poniedzialek:
      marzenie scietej glowy, a jeszcze jak sie chce z konktetnego lotniska ( w moim
      przypadku Düsseldorf lub Köln) - desperacja , trzeba jechac samochodem czyli
      ca 12 godz jazdy ( w jedna strone) sad
      Ale... czego sie nie robi dla dobrego humoru malzonki!.
      Nalezy sie Jej, wszak jest "zawsze" jak ja chce! (he, he) - niech bedzie "raz"
      jak chce ONA smile
      Wyjechalismy o 5°° rano - o 16°° jestesmy w Wa-wie, auto na hotelowy parking
      i idziemy "w miasto".
      Fryzjer i kosmetyczka (he, he) w Izisie na Marszalkowskiej - akurat zamkneli
      bo to sobota - czynnne do 17°° (he, he) - moja wina! smile))
      Na szczescie, ksiegarnia w MPiK-u na Scianie Wschodniej - czynna do 20°°
      - wiec ja zadowolony - kupilismy dwie siatki ksiazek-nowosci, troche sie
      popay`owEj humor poprawil (+ dla mnie!).
      Mile spotkanie ze Znajomymi wieczorem w hotelowej restauracji, oryginalna
      (japonska) kuchnia, dobre wino - spac poszlismy o 2-giej, zona zadowolona!
      - jak narazie wszystko OK smile

      Niedziela: NIE odwiedzamy zadnej rodziny! - to ma byc NASZ weekend a nie
      rodzinne obowiazki - pozne sniadanie, popay´owa: rajd po sklepach, ja - wypad
      na gielde (Wolumen), wieczorem: Ona na plotki do serdecznej Kolezanki (jeszcze
      ze studiow), ja - w hotelowym barze, kilka drinkow i spotkanie z nie widzianym
      od miesiecy Kolega (zeglarzem).
      Poniedzialek: powrot.
      Dzieki Opatrznosci nie polecielismy samolotem bo lotnisko na Okeciu przez
      godziny zamkniete (awaria oswietlenia) i totalny haos w odlotach.
      Makabryczna droga we mgle przez Polske do zach. granicy - wypadek za wypadkiem.
      Od granicy - piekna pogoda, ale ostatnie 200 km (za Hannover-em) - pierwsza
      wiosenna burza z piorunami i ulewa z gatunku "niesamowitych" - efekt: 14 godz
      jazdy i.... popsuty humor wykonczonej (droga) malzonki ktora dzisiaj juz
      o 9°°-tej miala jakis zawodowy termin sad

      Efekt - dzis rano sie dowiedzialem iz jak JA cos "zorganizuje" to rece
      opadaja sad.
      Moglismy spedzic spokojny weekend w... domu! - nie byloby calego zamieszania,
      zmeczenia, porannego bolu glowy i stress-u! bo ... nawet na to by zobaczyc
      wnukow nie bylo czasu sad

      I... dogodz czlowieku kobiecie (zonie)! sad
      Chciales "dobrze" to... masz w nagrode "ocene staran"! smile))
      • alfredka1 Re: weekend "tylko dla Ciebie" a.... co mnie tam! 28.03.06, 15:50
        Popaye, przeczytałam i po pierwsze zadziwiłam, po drugie pomyślałam, że
        napisałeś felietonik "jak to widzi Stefania Grodzieńska", a po trzecie zaczęłam
        się zastanawiać i takie wnioski wyciągnęłam:-
        - jest to od zawsze u Pani stosowany scenariusz - ja chcę, ty chcesz, potem ty
        jestes wszystkiemu winien
        - Pani ma jakieś zadawnione, sprzed parudziesięciu lat urazy, żale i "musi" dać
        im wyraz przy jakiejkolwiek okazji.
        -może są sprawy o których nigdy ale to przenigdy ze sobą nie romawialiście ale
        one tkwią w Was jak zadry i każda okazja dobra aby to okazać,-
        - może to być sygnał, że Pani już nie jest pewna Twojej miłości, a chce abyś ją
        o tym przekonał /oczywiście sama nie wie jak ,ale cierpi/,
        - ostatni wniosek jaki mi sę nasunął to taki,że Wy się jednak bardzo kochacie,
        naprawdę.
        A o Wodnikostwie /po ponad 50 latach/ napiszę......
      • gaja_1 Re: weekend "tylko dla Ciebie" a.... co mnie tam! 28.03.06, 16:13
        Drogi Popaye, MY ponownie istniejemy jak nasze pociechy wyfruną z gniazda,
        najczęściej na emeryturze.
        Inaczej się nie da, bynajmniej w naszym kręgu kulturowym.
        Od urodzenia wciskają nam ciemnotę, że żyjemy dla podtrzymania gatunku.
        Dlatego tak wychodzi, że pociechy są zawsze na pierwszym miejscu.
        I faktycznie od chwili narodzin wszystko jest podporzadkowane wychowaniu
        a zawiesza się na bliżej nie okreslony czas, radość bycia we dwoje.
        Znam to z autopsji, chociaz dzielnie walczyłam o swoją niezalezność np. moje
        dziecię od urodzenia wiedziało, że o 19.30 ma być w łóżku, bo to jest czas dla
        rodziców i nie było odstępstw do ukończenia podstawówki.
        Dopiero teraz po 26 latach wszystko wraca do normy. Jestesmy znowu MY, we dwoje
        i mam wrażenie, że na nowo się poznajemy, chociaż w niktórych sprawach już się
        nie nadrobi czasuwink
        Nie wiem dlaczego czytając post o weekendzie, bardzo sie utożsamiam z Waszą
        sytuacjąsmile
        Ale stwierdzam oczywiście subiektywnie, że masz zołzęsmile
        Jak można nie docenić takiego poświęcenia?
        Jakby mnie moje szczęscie zafundowało taki weekend, to żeby nawet nie wiem jak
        był nieudany, ugryzłabym się w język, najwyżej przejmując pałeczkę przy
        organizacji nastepnego (pewnie za nastepne 20 lat), kiedy mój pan znowu będzie
        miał gestsmile
        A tak wogóle to jesteś wiśnia,a za co, to pewnie wieszsmile
        • kanoka Re: weekend "tylko dla Ciebie" a.... co mnie tam! 28.03.06, 17:00
          Podpisuje się pod Gają,z wyjątkiem tej wiśni, bo nie wiem, o co chodzi.
          MY RAZEM, to my przed dziećmi, lub ponownie, na emeryturze i kiedy dzieci, już
          odchowane, zajmują się organizowaniem własnego życia.
          Oczywiście, że teraz jest inaczej i pewnych spraw się nie nadrobi. Jak to
          śpiewała Irena Santor?(Nie lubiłam jej jako piosenkarki, ale muzykę i teksty
          zawsze miała dobre)
          "Tych lat nie odda nikt
          Tych lat nie odda nikt
          Gdy swoją drogą ja chodziłam
          Swoją drogą ty
          Gdy słowa tłumił żal
          Gdy oczy ściemniał gniew
          Gdy drażnił muzyki dźwięk
          I nocnych ptaków śpiew

          Tych lat straconych lat
          Już nam nie odda nikt
          Nikt nam nie odda pięknych
          Nocy ani dni
          Tych zmierzchów pełnych barw
          I tych wiosennych burz
          Gdy wiatr zgina drzewa
          Gdy wiruje złoty kurz
          Najcichszych kilku chwil
          Nim ptaki zbudził świt
          I gwiazd które spadły w dół
          Nie odda nam już nikt

          Tych lat nie odda nikt
          Tych lat nie odda nikt
          Nie powracajmy już do tamtych nocy ani dni
          Uciszmy w sercu żal
          Wyrzućmy nagły gniew
          Witajmy muzyki dźwięk
          I nocnych ptaków śpiew
          Tych lat idących lat
          Już nam nie weźmie nikt
          Nikt nie zabierze pięknych nocy ani dni
          Tych zmierzchów pełnych barw
          I tych wiosennych burz
          Gdy wiatr zgina drzewa
          Gdy wiruje złoty kurz"

          W ramach wiosennych burz ( na emeryturze ;D), byliśmy dzisiaj na działce,
          łaziliśmy po lesie, patrząc jak psica tarza się w resztkach śniegu. Potem
          poszliśmy nad rzekę mocząc nogi w topniejącym śniegu i ciesząc się, że jesteśmy
          razem. Teraz, po obiedzie, on czyta, a ja klikam smile). Psica zmęczona śpi. Jest
          dobrze.

          Ile razem dróg przebytych?
          Ile ścieżek przedeptanych?
          Ile deszczów, ile śniegów
          wiszących nad latarniami?

          Ile listów, ile rozstań,
          ciężkich godzin w miastach wielu?
          I znów upór, żeby powstać
          i znów iść, i dojść do celu.

          Ile w trudzie nieustannym
          wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
          Ile chlebów rozkrajanych?
          Pocałunków? Schodów? Książek?

          Ile lat nad strof stworzeniem?
          Ile krzyku w poematy?
          Ile chwil przy Beethovenie?
          Przy Corellim? Przy Scarlattim?

          Twe oczy jak piękne świece,
          a w sercu źródło promienia.
          Więc ja chciałbym twoje serce
          ocalić od zapomnienia.

          To chyba wiosna tak na mnie poetycznie wpływa smile)
    • popaye Re:Alfredko, Gaju, KNK 28.03.06, 20:13
      Z dzieckiem "w domu" juz dawno nie mamy "problemu" smile
      Napisalem tak bo.. dla innych (tych ledwo 40+) to jest najczesciej jeszcze
      powod determinujacy organizacje domowego zycia.
      Ale...
      Przyzwyczailismy sie juz tak do swobody indywidualnego organizowania wolnego
      czasu, ze (sam przyznaje) moze... zapominamy juz o oczekiwaniach partnera na
      okolicznosc iz jestesmy przeciez (ciagle) we dwoje! smile.
      Jak wiekszosc mezczyzn (podobno) nie wysilam sie na pamietanie o towarzyskich
      kontaktach, terminach i datach uroczystosci
      imieninowo/urodzinowo/jubileuszowych okazji - fakt!.
      Ze dla naszych partnerek jest to "wazne" - wiem dobrze bo.... popayowa jakos
      nie omieszkuje mnie o tym (ciagle) przypominac smile.
      Boleje nad tym, ale nie przepadam gdy takie "terminy i obowiazki" determinuja
      organizacje mojego czasu WOLNEGO (od pracy zawodowej).
      Z drugiej strony... jestesmy (ciagle) we DWOJE i jak wiem od tych ktorzy, w
      odroznieniu ode mnie, sa uwazani za przykladnych partnerow - dla Pan
      (partnerek) jest to wazne!.
      "Glupi" jestem bo, na przykladzie tego weekendu, - przedobrzylem sad

      Za te same pieniadze, bez zmeczenia i klopotow (1 - 1,5 godz. lotu i zadnych
      problemow z biletami!) moglismy poleciec do Rzymu lub Paryza i... zona
      bylaby "wniebowzieta" a i ja bym mial swiety spokoj (przynajmniej na 2-3
      tygodnie) smile)

      Ja, tylko "raz" chcialem zrobic jak ONA chce i sobie zyczy!.
      Wszak... zony ZAWSZE maja racje! smile))

      pozdrawiam,-
      pE
      • kanoka Re:Alfredko, Gaju, KNK 28.03.06, 22:29
        popaye napisał:
        > Jak wiekszosc mezczyzn (podobno) nie wysilam sie na pamietanie o towarzyskich
        > kontaktach, terminach i datach uroczystosci
        > imieninowo/urodzinowo/jubileuszowych okazji - fakt!.
        > Ze dla naszych partnerek jest to "wazne" - wiem dobrze bo.... popayowa jakos
        > nie omieszkuje mnie o tym (ciagle) przypominac smile.

        Tutaj masz rację - zapominacie. Przynajmniej(z tego , co wiem) wiekszość z Was.
        Przez jakiś czas mnie to denerwowało. Potem przyjęłam jako fakt oczywisty. JA
        pamiętam, przypominam. Bo już wiem - ten typ tak ma. I takiego sobie wybrałam. I
        nie ma to nic wspólnego z kocha/nie kocha. Bo wiem, że tak.
        Ale czasem pomimo to się wkurzęwink)
        > "Glupi" jestem bo, na przykladzie tego weekendu, - przedobrzylem sad
        >
        > Za te same pieniadze, bez zmeczenia i klopotow (1 - 1,5 godz. lotu i zadnych
        > problemow z biletami!) moglismy poleciec do Rzymu lub Paryza i... zona
        > bylaby "wniebowzieta" a i ja bym mial swiety spokoj (przynajmniej na 2-3
        > tygodnie) smile)
        >
        > Ja, tylko "raz" chcialem zrobic jak ONA chce i sobie zyczy!.
        > Wszak... zony ZAWSZE maja racje! smile))

        Najgorzej kiedy dajesz to, czego ta druga/ten drugi oczekuje. Podobno najgorsze
        jest spełnianie pragnień.
        I oczywiście, żony mają zawsze rację. Od tego są. Wiem, bo sama nią jestem smile)
        • mantra1 Re:Alfredko, Gaju, KNK 28.03.06, 23:00
          Co prawda nie zalapuje sie w "target" tego watku, bo staromałzonką juz nie
          jestem, nowożoną jeszcze nie, a dzieci brak, jednak podpisze sie obiema recyma
          pod ostatnim (a nawet dwoma ostatnimiwink stwierdzeniem Kanoki. Rutyna i nuda w
          zwiazku zaczyna sie od momentu, gdy stajemy sie dla siebie calkiem
          przewidywalni. I nie ma to nic wspolnego ani z dziecmi, ani ze spelnianiem
          oczekiwan typu "ona zrobi obiad", "on pobawi sie z odkurzaczem", ani z
          pamietaniem o rocznicach (co do tego ostatniego nie jestem pewna, bo nigdy nie
          bylo z tym problemu).
          Badzmy wiec dla siebie zaskakujacy, nieprzewidywalni i pelni fantazji nawet w
          drobnych sprawach. Oczywiscie nie mam na mysli nieprzewidywalnosci w rodzaju
          "wroci prosto z pracy, czy nad ranem z mocnym chuchem", albo "kogo tez dzisiaj
          zastane w szafie mojej zony" wink)
          • popaye Re:Alfredko, Gaju, KNK 29.03.06, 00:02
            ladnie Mantro!
            brawo! i jak madrze i szlachetnie!
            Partnerowi (kolejnemu) zazdroszcze!

            Tylko.. to najprostsze "rozwiazanie" - przyznaje, mozna je ubrac w eleganckie
            i przemawiajace do innych niepodwazalne argumenty na metode: "pakuje swoje
            zabawki i (elegancko i cywilizowanie -oczywiscie!) rozejdzmy sie!.

            Jestem konserwatysta i w moim postepowaniu staralem sie byc uczciwy, nawet
            wobec siebie samego i wlasnych zyciowych wyborow.
            Rowniez tych dokonanych w wieku 20-tu czy dwudziestukilku i... do dzisiaj!.

            Moglbym sobie, pewnie bym z glodu nie zginal i wygodniej byloby w kazdym
            przypadku, wybrac "nowa" partnerke zyciowa z poprzednia "malowyrozumiala"
            rozwiazujac (elegancko - a jakze!) zwiazek i z wyzszoscia takiego spryciarza
            powiedziec: "... "ona zrobi obiad", "on pobawi sie z odkurzaczem" ".
            Tylko dla mnie, subiektywnie "sztuka" ( i uczciwosc partnerska) to jest
            konsekwentnie a i odpowiedzialnie, trwac w zwiazku na ktory sie RAZ
            zdecydowalismy i w ktorym nie ma zadnych "przymusowych" zaleznosci.
            Ani nieletnich dzieci, ani zaleznosci finansowej i bytowej, religijnych zasad
            ani problemu "gotowania dla meza obiadow" - bo.... ja mam (mialem i bede mial)
            to w... serdecznym powazaniu i umiem sobie ugotowac sam (lepiej chyba jak
            Popayowa).

            Moja malzonka (na powaznie) nie "krzywdzi" mnie ani ja nie staram sie celowo
            dokuczac Jej.
            Ponad 30-ci lat malzenstwa, w tym wszelkie zaszlosci, rowniez te mniej
            przyjemne, sila rzeczy prowadzi do rutyny (w tym tej wygodnickiej) i... trudno
            jest, nawet szczerze sie starajac - bezkrytycznie zadowolic ta druga strone
            wspolnoty.
            Mnie juz nie trzeba "wychowywac" (malzensko), co na szczescie rozumie Popayowa
            i stara sie to robic maloupierdliwie.
            Fakt iz "wychodzi" z Niej zawsze BABA, ze wszystkimi Waszymi cechami, mnie
            bardziej bawi i rozczula niz mialoby to jakiekolwiek negatywne znaczenie dla
            trwalosci naszego zwiazku.
            Partnera dobiera sie "z dobrodziejstwem inwentarza" - moim zdaniem i w tym
            jestem do bolu konsekwentny choc w d.... mam "moralna" wykladnie nauk
            koscielnych w tym przedmiocie.
            Z opisanego (sorry, ostatni raz) mojego "weekendu z malzonka" wylacznie wg. JEJ
            upragnionego scenariusza - ja jestem zadowowolony bo.... byl dokladnie taki
            jaki sobie wyobrazalem.
            Niezadowolenie okazala (+ bol glowy)- "pomyslodawczyni", co mnie tylko bawi
            i utwierdza w przekonaniu iz mimo, ze jestem "najgorszy z mezow" - jeszcze ten
            zwiazek bedzie trwal, choc mogli bysmy (obie strony) ulatwic i uprzyjemnic
            (moze) sobie nawzajem zycie mowiac: bye, bye i... pojdzmy sobie wygodniejszymi
            drogami smile)

            pozdrawiam,-
            pE

            ps. prosze nie przyjmij tego wpisu jako krytyki indywidualnych przypadkow
            postepowania tych ktorzy rozwiazuja swoje zyciowe problemy inaczej.
            To nie moja sprawa i wara mnie od tego.
            Chcialem tylko zasygnalizowac co dla mnie (osobiscie) jest zelazna zyciowa
            zasada i wylacznie na wlasny uzytek.
            • mantra1 Re:Popayu, 29.03.06, 23:01
              popaye napisał:
              (...)
              > Tylko.. to najprostsze "rozwiazanie" - przyznaje, mozna je ubrac w eleganckie
              > i przemawiajace do innych niepodwazalne argumenty na metode: "pakuje swoje
              > zabawki i (elegancko i cywilizowanie -oczywiscie!) rozejdzmy sie!.
              ****
              Niestety, nie zawsze jest to najprostsze rozwiazanie, a rozstac sie
              "cywilizowanie i elegancko" tez jest niemala sztuka. Mnie akurat sie to udalo,
              ale wierz mi, ze decyzja nie byla ani latwa, ani lekka ani przyjemna i nie
              otwierala ona zbyt zachecajacych perspektyw na przyszlosc ani dla mnie, ani dla
              eksia. Ale musialam ja podjac, miedzy innymi wlasnie dlatego, zeby wreszcie moc
              przestac lamac swoje wlasne zasady i zachowac uczciwosc wobec samej siebie.
              Jestem dosc nietypowa rozwodka, bo do dzis jestesmy z eksem bardzo
              zaprzyjaznieni i gotowi do niesienia sobie pomocy niemal w kazdej sytuacji,
              chyba nawet bardziej, niz podczas trwania naszego malzenstwa.
              Ten (kolejny) partner, ktoremu zazdroscisz nastal sporo pozniej smile)
              ****
              > Tylko dla mnie, subiektywnie "sztuka" ( i uczciwosc partnerska) to jest
              > konsekwentnie a i odpowiedzialnie, trwac w zwiazku na ktory sie RAZ
              > zdecydowalismy i w ktorym nie ma zadnych "przymusowych" zaleznosci.
              > Ani nieletnich dzieci, ani zaleznosci finansowej i bytowej, religijnych zasad
              > ani problemu "gotowania dla meza obiadow" - bo.... ja mam (mialem i bede mial)
              > to w... serdecznym powazaniu i umiem sobie ugotowac sam (lepiej chyba jak
              > Popayowa).
              ****
              Gadaj sobie, co chcesz, ale niemal z kazdego zdania Twoich postow w tym watku
              przebija, ubrana oczywiscie w klasyczna Popayowa autoironie i sarkazm
              zwyczajna...nie bojmy sie tego nazwac po imieniu...milosc do malzonki i wielkie
              do niej przywiazanie. Oczywiscie, ze Ci wierze, iz nie masz zadnych
              "przymusowych" zaleznosci, bo z Twoich wypowiedzi wynika dla mnie calkiem jasno,
              ze jedyne zaleznosci, jakie macie sa stricte uczuciowe smile)
              ****
              > Partnera dobiera sie "z dobrodziejstwem inwentarza" - moim zdaniem i w tym
              > jestem do bolu konsekwentny choc w d.... mam "moralna" wykladnie nauk
              > koscielnych w tym przedmiocie.
              ****
              Niestety, jak sam powiedziales, laczymy sie w pary zwykle gdy mamy ok. 20 i nie
              zawsze ten "inwentarz" po kilkunastu, czy kilkudziesieciu latach wspolnego zycia
              pozostaje w stanie niezmienionym. Czasami zaczyna wystepowac w nim nadmiar
              jednych pozycji, albo deficyt innych. Na przyklad tolerancji, odpowiedzialnosci,
              uczciwosci, czy okazywania uczuc wzajemnych. I wtedy bilans nie wychodzi juz na
              zero, mimo wieloletnich prob jego "łatania".

              > Niezadowolenie okazala (+ bol glowy)- "pomyslodawczyni", co mnie tylko bawi
              > i utwierdza w przekonaniu iz mimo, ze jestem "najgorszy z mezow" - jeszcze ten
              > zwiazek bedzie trwal, choc mogli bysmy (obie strony) ulatwic i uprzyjemnic
              > (moze) sobie nawzajem zycie mowiac: bye, bye i... pojdzmy sobie wygodniejszymi
              > drogami smile)
              ****
              Pewnie, ze bedzie trwal, bo niby dlaczego mialby sie rozpasc? Dopoki jestes w
              stanie w ten sposob pisac o sobie i o fochach pani Popayowej wszystko jest ok.
              Kochasz te swoja Babe i tyle wink)
              A swoja droga, Twoj post "natchnal mnie" do zastanowienia sie nad tym, co
              okresliles jako zelazne zasady zyciowe i nad oklicznosciami, w ktorych musimy,
              badz chcemy je zlamac, albo stajemy przed wyborem miedzy nimi a tzw. "szesciem
              osobistym".
              Moze jakis watek osobny na ten temat popelnimy? wink

              > ps. prosze nie przyjmij tego wpisu jako krytyki indywidualnych przypadkow
              > postepowania tych ktorzy rozwiazuja swoje zyciowe problemy inaczej.
              > To nie moja sprawa i wara mnie od tego.
              > Chcialem tylko zasygnalizowac co dla mnie (osobiscie) jest zelazna zyciowa
              > zasada i wylacznie na wlasny uzytek.
              ****
              Oczywiscie, ze portaktowalam Twoj post wylacznie w kategoriach poznawczych. Ale
              nawet, gdyby jego intencja byla krytyka moich poczynan, to czemu nie, jestem
              otwarta na kazda, byle konstruktywna i pozbawiona moralizatorstwa (ale chyba to
              nam nie grozi?wink dyskusje.
              Pozdrawiam Cie serdecznie
              M.
              • warum Re:Popayu, Niech ten watek pozostanie autorski 29.03.06, 23:14
                "A swoja droga, Twoj post "natchnal mnie" do zastanowienia sie nad tym, co
                okresliles jako zelazne zasady zyciowe i nad oklicznosciami, w ktorych musimy,
                badz chcemy je zlamac, albo stajemy przed wyborem miedzy nimi a tzw. "szesciem
                osobistym".
                Moze jakis watek osobny na ten temat popelnimy? wink"
                Mantro, zakladaj.Dzis juz nie dopisze ale tak po ludzku zaczal Popaye,ze moze
                warto przedyskutowac te warunki, kiedy lamie sie zasady, ktore mialy byc na cale
                zycie...
    • skrzydlate cześć, jestem tu pierwszy raz 30.03.06, 08:11
      i nie znam sie na malzenskich rozrywkach, albo slabo
      • jan.kran Re: cześć, jestem tu pierwszy raz 30.03.06, 08:37
        Witaj Skrzydlate , ja podobnie jak Tysmile)))

        Kran
    • banitka51 Zabawy i rozrywki także małżeńskie 30.03.06, 13:12
      Wątek wydaje się prywatny, ale skoro na forum, to można się włączyć...
      Wydaje mi się, że partner w życiu to bardzo ważna osoba, która może nas wspierać
      i pomagać się rozwijać (oczywiście z wzajemnością) albo ciągnąć w dół.
      Wszystkim, którym udało się za młodu (20+) trafić na taką pasującą,
      współfunkcjonującą połowkę, gratuluję sukcesu.
      Tym, którzy trafili na dołującą - współczuję i rostanie uważam za jedyne zdrowe
      rozwiązanie. Na nic przysięgi, kiedy związek trujący.
      • maryna04 Re: Zabawy i rozrywki także małżeńskie 30.03.06, 14:49
        Z przyczyn niezaleznych nie wlaczam sie do dyskusji, ale:
        1. bardzo mi sie podoba jak mowi o swojej zonie Pp Popayowa - to brzmi
        cieplo, tak samo zapamietalam, ze byl dumny z jej wygladu, podoba mu sie jej
        wiez z corka i chyba inne rzeczy tez, czesto podkresla, ze jednak ta Popayowa
        to swieta kobieta, ze tyle lt wytrzymuje z nim....wiec po prostu czasem
        slonce , czasem deszcz....
        2. jak powyzsze wydarzenie opisalaby wlasnie P. Popayowa, gdyz jak powiadacie
        kazda prawda ma.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka