Gość: Magdalena
IP: *.171.9.10.static.crowley.pl
15.04.09, 15:36
Tytułem wstępu: ja jako ta sierota życiowa zaczynam nowy wątek bo standardowo
nie potrafię odpisać na ten główny... he he ;) kobietą być ;)
a teraz przejdę do konkretów...
Miałam zamiar przebrnąć przez wszystkie posty dotyczące efectu, ale w pewnym
momencie zwątpiłam. W życiu się chyba tyle nie śmiałam ile przy czytaniu
licznych, jakże fantastycznych opinii. Nazwę to po imieniu BUZZMARKETING!
Pracuje w PR'e i wiem jak taka maszynka działa ;) nie ważne co mówią byle by
mówili dużo, a każdy wyłowi w tych treściach to co będzie chciał.
Nie mam zamiaru ani atakować ani pisać jaki to efekt jest cudowny. Chcę tylko
osobom odwiedzającym to forum uzmysłowić kilka ważnych i raczej oczywistych
(ale jak widać nie do końca i nie dla wszystkich) rzeczy.
Na początku już wyjaśnię, bo zapewne zaraz padły by jakieś pytania czy
zarzuty, nie pracuje w tej firmie (chociaż nie wykluczam tej opcji), jeśli
chodzi o kwestie zarządzania moją kasą to jak na razie nie mieliby czym
zarządzać, bo co zarobię to zainwestuję w siebie ;) zapewne pojawi się więc
pytanie o moje powiązania z tą firmą… ok. przyznam się bez bicia – sypiam z
doradcą efektu! To grzech? Myślicie teraz, że w związku z tym będę ich bronić?
Nie! A bynajmniej jak już to nie przez to bym ich broniła. Bo sypiam z tym kim
sypiam nie dlatego, że pracuje tam gdzie pracuje, nie dlatego, ze jeździ
ładnym audi, nie dlatego, że ładnie pachnie czy nosi dobrze skrojone garnitury
(i tu przytyk do osób, które wypowiadały się na temat ubiorów doradców – to
nie ważne czy garnitur jest oryginalny czy jest po prostu tanią podróbką –
ważne, żeby dobrze leżał!!!), ale dlatego, że jest świetnym człowiekiem!!!!!!
Świat ma różnych lokatorów! Są ludzie i ludzie. Każdy z nas jest inny i w
oczach każdego człowieka my jesteśmy inni! Dla jednych jestem miłą, małą,
lokowaną dziewczynką, dla innych jestem wredną, zimną suczą. Dlatego więc
spójrzcie na doradców efektu jak na ludzi!!! Pracują tam różne persony – są
małe, nieopierzone kurczątka żeby nie powiedzieć szczypiorki podające dłoń na
tzw. „zwiędłą rybę” (tak ku przestrodze waszej,drodzy Panowie z efektu –
zapewne ten, który mi podał taką rybkę ostatnio teraz ma niezłe wypieki na
policzkach, nawet nie brzydkich tych policzkach, ale to kolejna moja
dygresja), którzy przyszli po prostu spróbować, bo kolega przyszedł, bo mama
namawiała, bo obiecywali fajną kasę, itd. itp. Są życiowe sieroty, które na
pierwszym spotkaniu po rekrutacji siedzą, jak te myszki w kącie i zastanawiają
się jak tu zwiać, albo już, ale po tygodniu. Są też cwaniaki co filozofują jak
mogą, ale zazwyczaj krowa, któro dużo muczy mało mleka daje. Są wałkarze, no
bo tacy wszędzie są! Tu przytoczę przykład np. przedstawiciele operatorów
komórkowych. Wściekają się tu na forum ludzie, że doradcy wciskają im to czy
tamto, że operują wyuczonymi sloganami (mój ulubiony to ten z serii o
giełdzie, która musiałaby robić fikołka hi hi zapewne słyszeliście go na
spotkaniu z doradcą, przy okazji rozmów na temat funduszy emerytalnych), ale
czy u operatorów telefonii nie jest tak samo? „Dzień dobry, nazywam się
Magdalena XXX, reprezentuję firmę orange/ era/ plus/ play. Czy mogę Pani/Panu
zająć chwileczkę? Zauważyłam w systemie, że kończy się Pani/ Panu umowa,
dlatego też pozwoliłam sobie przeanalizować Pani/ Pana dotychczasową ofertę.
Po zapoznaniu się z Pani/ Pana potrzebami chciałam zaproponować specjalnie
przygotowaną, dostosowaną do indywidualnych potrzeb ofertę przedłużenia
umowy.” itd. itp. Słyszeliście już to gdzieś? he he może do was też dzwoniłam
i produkowałam się kiedyś w mojej dwuletniej karierze u jednego z operatorów.
A tak naprawdę tych abonamentów jest kilka, które można „dopasować
indywidualnie” do potrzeb klienta. Tak jak dany operator to ludzie tak i efekt
to ludzie. Jak trafi się na odpowiednią osobę to naprawdę dobrze doradzi i
pomorze. Kwestia też dobrego czy złego dnia. Wszędzie się żongluje klientami
jak się chce. Generalnie w każdej firmie to klient jest dla nas, a nie my dla
klienta. I nie mówcie, że nie bo na codzień zajmuje się PR’em (dla
niewtajemniczonych Public Relations = kreowanie wizerunku, ujmując delikatnie)
i sama szkolę ludzi jak zarządzać klientami. Takie np. programy lojalnościowe,
zastanawialiście się kiedyś ile macie jakiś różnych karnetów/kuponów/kart
partnerskich? Lojalnościówka już nie czyni klienta wyjątkowym ;P a to ból! No
ale widzę, ze odchodzę od tematu. A więc (nie zaczyna się zdania od „a więc”
ale Magdalenie wszystko wolno- ach ta moja wrodzona wredota) efekt to ludzie!!
Tak jak jednym będzie pasował dany dentysta, malarz, ginekolog czy też ksiądz
(ksiądz to super przykład, ale o tym za chwilkę) albo doradca, tak innym ten
sam osobnik nie będzie leżał. Teraz dygresja odnośnie księży. Płaczą ludzie,
że doradcy ich naciągają i że żyją na koszt swoich klientów, a księża co?
Zastanawiał się ktoś ile zbierają kasy podczas jednej mszy? Płaczą ludzie, że
doradca jest taki czy siaki, że rozmawia tak czy ta, a księżą co? Odszedł ktoś
z was kiedyś od konfesjonału podczas spowiedzi bo ksiądz gadał farmazony?
Płaczą ludzie, że doradcy jeżdżą porsche czy audi (no niektórzy jeżdżą też
citroenami C5 ;) he he nie mogłam się powstrzymać, ale to taki żart dla
wtajemniczonych), a księża co? Zaglądaliście kiedyś do kościelnych garaży?
Płaczą ludzie, że doradcy mają wypas garnitury, telefony, sprzęty, a księża
co? Czy ktoś wie ile kosztuje sutanna czy też ornat mszalny? Czy był ktoś w
mieszkaniu księdza i widział ile tam ma sprzętów? Rażą was masywne zegarki
doradców, ale nie rażą was złote kielichy w kościele? No ale może zakończę,
już ten temat bo zaraz zostanę okrzyknięta antychrystem i mi ekskomunikę
narzucą jeszcze, aż strach się bać. Podkreślam to raz jeszcze efekt to
ludzie!!! Pracują tam też tacą, którzy coś wiedzą, chcą się nauczyć i naprawdę
gdzieś tam sensownie doradzić innym!!!!!!!
Opowiem może w skrócie jeszcze o moim pierwszym spotkaniu z doradcą efektu
(zapewne po moim wstępie na temat moich relacji łóżkowych niektórzy zaczynają
zacierać rączki myśląc, że napiszę jaki to doradca jest w łóżku – a kuku
niespodzianka! Nie o takie pierwsze spotkanie mi chodzi). Moja mamunia (że
niby rekin finansjery) od wielu, wielu lat sprowadzała do domu masę różnych
doradców i tym podobnych specjalistów, więc ja już się gdzieś tam na nich
uodporniłam. Pewnego pięknego dnia mamula ogłosiła, że przybędzie do nas
doradca. Ja z całą moją jadliwością ogłosiłam jej, że mam już dość tych
„bucusiów pie...cych trzy po trzy na tematy o których nie mają zielonego
pojęcia”, użyłam jeszcze kilku innych niezbyt miłych epitetów, bo jak wiadomo
jestem wredną suką ;) Jak się mamula umówiła no to dobra, niech sobie już
przyjdzie, a ja mu zrobię koło pióra. No i jak zaplanowałam tak się też stało.
Byłam wredna i paskudna. Wtrącałam się w każde zdanie!! Pomyślicie, że taka
„przemądrzała z gównami” jak to się mówi…ale nie! To było konstruktywne
wtrącanie się. Magdalena już tak ma, że jest wygadana, inteligentna, lubi
wszystko wiedzieć, a poza tym po tatusiu jest mistrzynią ciętej riposty.
Patrzył na mnie spode łba, bo co mu się tu ktoś będzie wcinał i zaburzał
schemat rozmowy. Byłam nie do przerobienia ;) a moment, w którym
opowiedziałam o zmiennym oprocentowaniu obligacji skarbowych, (o której nie
zawsze i nie każdy wie, no bo po co się interesować takimi głupstwami, jak
mówią że mogę mieć do 7% w stosunku rocznym to biorę, ale nie interesuje się
już tym DO i pomijam w swej świadomości kwestie że do 7% to jest też np. 4%),
zasiał chyba dosyć spore ziarno niepewności u doradcy. Jaki wiosek z tego
mojego bezczelnego zachowania? Skarżycie się ludzie, że was doradcy
przerabiają jak chcą, a to wy po prostu dajecie pociągać za te wasze sznurki i
sami jecie im z ręki!