12.01.04, 22:00
Hugo Wiktor Strona 59/496

Nędznicy, T.II

wiki, a chód starej kobiety łudząco jest podobny do chodu mężczyzny. Jednakże
Jan Valjean zdmuchnął świecę.
Kazał Kozecie pójść do łóżka, szepnąwszy:
„Kładź się cichutko", a gdy całował ją w czoło, kroki zatrzymały się.
Jan Valjean trwał w milczeniu, bez ruchu na krześle, odwrócony tyłem do
drzwi, wstrzymując oddech w ciemnościach. Po dłuższym czasie, nie słysząc
żadnego szmeru, odwrócił się ostrożnie: spojrzał na drzwi swego pokoju i
zobaczył światło, sączące się przez dziurkę od klucza. Wśród ciemności to
światło odbijało od czarnych drzwi i ścian jak złowroga gwiazda. Nie ulegało
wątpliwości, że ktoś tam stał ze świecą w ręku i podsłuchiwał.
Upłynęło parę minut, światło znikło. Nie słychać było jednak kroków, co
dowodziło, że człowiek, który podsłuchiwał pod drzwiami, zdjął buty.
Jan Valjean rzucił się w ubraniu na łóżko i przez całą noc nie zmrużył oka.
Nad ranem zdrzemnął się ze zmęczenia; obudził go skrzyp drzwi, otwierających
się z jakiejś izby w głębi korytarza, potem usłyszał kroki, te same męskie
kroki, które wczoraj słyszał na schodach. Kroki zbliżały się. Zeskoczył z
łóżka i przywarł okiem do dziurki od klucza; była dość duża, miał więc
nadzieję, że zobaczy w przejściu tego, kto wczoraj wtargnął do domu i
podsłuchiwał pod jego drzwiami. Koło pokoju Jana Val-jean przeszedł istotnie
mężczyzna, tym razem nie zatrzymując się wcale. Na korytarzu było zbyt
ciemno, by mógł dostrzec jego twarz; ale gdy doszedł do schodów, promień
światła z zewnątrz wyraźnie oświetlił jego sylwetkę i Jan Valjean mógł go
dokładnie zobaczyć z tyłu. Było to wysoki mężczyzna, ubrany w długi
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka