madziaifilip
25.02.12, 15:51
Witam,
Hm..nie wiem od czego zacząć. 17 sierpnia 2011r. urodziłam cudowną kochaną córeczkę-Madzię. Jest-byla ona bardzo wyczekiwanym drugim naszym dzieckiem.Syn ma 11 lat. Urodziłam Madzię przez cc, dostała 10pkt, ważyła 3300-ale od początku nie podobała mi się. intuicja podpowiadala mi ze coś jest nie tak. Cały czas wymiotowała buzią i noskiem, była bólowa, chora. W 4 dobie przewieziono Madzię do CSK na patologię noworodka, następnego dnia na OIOM. Diagnoza: SEPSA wywołana przez zakażenie wewnątrzmaciczne bakterią Esherihia Coli.Po 10 dniach przeogromnego cierpienia, 31.08.2011 nasz ukochana córeczka odeszła. Była z nami 14 dni. Cierpimy bardzo, wie jak bardzo ktoś kto jest mamą czy tatą po stracie. Nie mieliśmy jej w domu, nie przewijałam Madzi nie kąpałam. Jej pokój, wózek, ubranka dla dziewczynki, białe łóżeczko w naszej sypialni-pozostało. I rana w sercu do końca życia. Dziś minęło już ponad pół roku a tęsknię tak bardzo. Umieram ze smutku. Odkąd Madzia odeszła, czułam się bardzo źle, tak bardzo że nie byłam w stanie wstać z łóżka, infekcja pęcherz (E.Coli), rana, piersi pełne mleka, mój krzyk:chcę moje dziecko teraz zaraz, bóle nóg, rąk, pleców, nadgarstków, drętwienie palców, przeoooogromne zmęczenie, wypadanie prawie wszytskich włosów, znaczne pogorszenie widzenia, szumy w uszach, dreszcze non stop, uczucie wysokiej gorączki a po zmierzeniu 35 lub 35,4, płaczliwosc, złość, agresja, zaburzenia koncentracji, zaniki pamięci, wyczerpanie, poczucie ze jestem bardzo stara. Byłam u wielu lekarzy.Diagnoza: strata dziecka. Ale ja wiedziałam że Madzia umarła, gdyby nie wiara nie dałabym rady żyć dalej. Wiedziałam ze to nie ten powód. Wszyscy kierowali mnie do psychiatry. Ale tego typu leki nie niwelowały mojego cierpienia. Tak bardzo chcieliśmy odczekać i znowu starać się o dziecko. Odliczaliśmy dni, brałam witaminy, suplementy a jednocześnie walczyłam z bakterią E.coli. W grudniu spędziłam dwa tygodnie w Klinice, zrobili badania-nic nie wiedzą dlaczego mój stan taki jest. Zalecenie:konsultacja psychiatryczna. Raz wpadł lekarz prowadzący i rzucił: a nie ugryzł panią kleszcz, odpowiedziałam :nie ugryzł, a co?. A nic. Wyszłam ze szpitala z niczym w pakiecie z bakterią szpitalną. Szukałam, czytałam, szperałam. Krzyczałam: ja nie udaję, boli mnie ......wszystko. Zrobiłam wszystkie mozliwe badania, od testu na Hiv po rezonans głowy i posiew krwi. NIC. Pewnego dnia przeczytałam o boreliozie. Pojechałam zrobić test WB, wynik miał być 12 stycznia 2012r. W tym dniu mieliśmy wizytę u ginekologa. Powiedział: daje wam zielone swiatło, mozecie starać się o dzieciątko. Myślałam ze umrę z posmutniałej radości, ze już. I w tym dniu odebrałam wynik: Igg dodatnie, Igm ujemne. Zapytaliśmy gin co teraz, nic na ten temat nie wiedział. Odesłał nas do doktora K. ale głupia łudziłam się ze najpierw zajdę w ciążę, jak Bóg pozwoli urodzę dizecko a potem zacznę leczenie. Wizyta u lekarza pozbawiła mnie złudzeń, spadł na mnie taki ciężar, ze przez kilka dni nie mówiliśmy nic do siebie, nie mogłam uwierzyć że w tym momencie moje plany, pragnienia, marzenia wszystko sie skończyło. Żadnej ciąży, absolutnie, może za 2 lata....może. Dodam że nie jestem nastolatką. Płakałam, rozpaczałam, modliłam się, szukałam alternatywy. Nie znalazłam. Zrobiłam panel chorób odkleszczowych u dr W, wynik: babesja, bartonella Igg dodatnie, Igm ujemne, wirus kleszczowego zapalenia mózgu-wynik wątpliwy, graniczny. Wykonałam badanie CD57, wynik "50". Myślałam ze to pomyłka, przecież normy są 60-360. Ale nie pomyłka. To mój wynik. Kiedy minął pierwszy szok, szukałam nadziei. Dużo dały mi wpisy na tym właśnie forum. Dziekuję Wam, że jesteście. Brutalną prawdę ale i nadzieję dała mi moja pani doktor. Że moze się udać, że mogę wyzdrowieć, budzić się i nie patrzec na zycie przez pryzmat bólu, że mogę zostać jeszcze mamą.Że mam szansę. Boję się o mojego syna. Ma bardzo duże problemy z pamięcią, męczy się bardzo szybko i inne objawy-pani doktor zaleciła panel, bo WB wyszedł ujemny w dwóch klasach. Nie wiem kiedy to się stało. Ale nie chcę o tym myśleć. Wierzę że mi się uda, wierzę że Pan Bóg mnie z tym nie zostawi. Będę walczyć i się nie poddam. A jeśli kiedyś stracę wiarę, pomóżcie mi, otrząśnijcie mnie, ze warto.
13 lutego rozpoczęłam leczenie.
2x200 doxy
1x1 azitrox co drugi dzień
nystatyna, flucofast
suplementy