W skrócie sytuacja wygląda tak. W zeszłym roku w wakacje córka miała kleszcza. Potem żadnych objawów ale zrobiłam jej na wszelki wypadek test Elisa. Wyszedł pozytywnie. Zrobiłam Western Blot i też wyszedł pozytywnie. Żadnych typowych objawów nie było ale zdarzały się jakby napady mdłości. Podczas zabawy nagle córka zaczynała się pokładać i mówiła, że jest jej niedobrze. To przechodziło dość szybko i dalej wracała jakby nigdy nic do zabawy i to się powtarzało. Poszłam z nią do lekarza ILADS w Warszawie (gdzie mieszkamy).To był doktor P.K., chyba wspominany tutaj na forum. Przepisał dwa antybiotyki (córka brała go na zmianę - jednego dnia jeden, potem drugi) i Citrosept + dieta. Kuracja trwała 5 tygodni i potem zrobiłyśmy test "antygeny krętkowe w moczu". Wyszedł negatywnie i lekarz powiedziała, że to koniec leczenia.
Kilka miesięcy później córka znów zaczęła narzekać na różne rzeczy: a to bolał ją brzuch, a to ręka, i znów robiło jej się nagle niedobrze. Zrobiłam test Westen Blot i wyszedł dodatni. Znów poszłam do doktora P.K., który powiedział, że nie jest pewien, czy to nawrót boreliozy, czy też wynik ten świadczy o przebytej boreliozie. Przepisał 2 antybiotyki (córka brała je obydwa codziennie) - to były inne leki niż poprzednio. I znów po 5 tygodniach robiłyśmy test z moczu. Ciekawe, że przy tych antybiotykach córce od razu przeszły te mdłości, jak ręką odjął. Test wyszedł negatywnie i pan doktor powiedział mi, że mam się już nie dopatrywać w córce boreliozy i nie dzwonić do niego.

Minęło jakieś 8 miesięcy od antybiotykoterapii, a córka od jakichś dwóch miesięcy znów ma różne dolegliwości. Miała silne bóle głowy, mdłości, dodatkowo skarży się nieraz na chwilowy ból brzucha, czy bóle rąk albo nóg. Byłam z nią nawet u okulisty (ból był nad lewym okiem) i neurologa i miała robiony rezonans. Lekarka ostatecznie powiedziała, że to jest migrena dziecięca. Jednak w rezonansie (mimo, że wynik określony jest przez lekarza jako prawidłowy) są zmiany - ognisko podwyższonego sygnału, niespecyficzny, ok. 2,5 mm. I dowiedziałam się z netu, że takie zmiany mogą występować u osób z boreliozą. Pytałam o to lekarki ale ona powiedziała, że nic jej o tym nie wiadomo, że nie spotkała się z takimi objawami boreliozy, ale że nie jest do końca kompetentna, żeby wypowiadać się o tej chorobie.
I teraz nie wiem, czy mam córkę dalej badać pod kątem tych bóli niewiadomego pochodzenia (robić USG brzucha, morfologię itp.), czy też znów podejrzewać boreliozę i iść w tym kierunku? Nie chcę wyjść na wariatkę, która faktycznie upatruje w dziecku chorobę. Ale znam swoje dziecko i wiem, że nie zmyśla i nie będę udawać, że nie słyszę, że ma te dolegliwości, ani tym bardziej tego lekceważyć. Myślałam o tej znanej pani lekarce z Katowic, bo już jestem zdesperowana. Osobiście nie mogę jechać bo mam w domu jeszcze dwójkę małych dzieci. Ale babcia mogłabym pojechać z nią pociągiem... Nie wiem co robić. Co Wy o tym myślicie?
Dodam, że córka rozpoczęła to pierwsze leczenie dość szybko po ugryzieniu przez kleszcza - ok. 6 tyg. po ugryzieniu.