W zasadzie to czuję się kiepsko, tak jak przed, ale i tak jak i po
wczesniejszych antybiotykowych kuracjach.
Choć kołacze mi się mysl, że może nie byłem wystarczajaco zdeterminowany, ze
nie wytrzymałem wystarczajaco długo, ze moze jeszcze z tydzień i by mi
przeszło, ze bym zwalczył chorobę.
Ale z drugiej strony, przed rozpoczęciem kuracji powstrzymują mnie dwie
rzeczy:
1. to banalna, choć może i nie. Jeszcze nikt na tym forum nie napisał, że
wzdrowiał po długotrwałej kuracji antybiotykowej. Sa tacy co czują się
lepiej, jak i tacu co gorzej. A zdrowych nie widać. Hmm..,
2. rozmawiałem ostatnio z lekarzem, do którego mam zaufanie. Może to i lekarz
starej daty, ale z drugiej strony ma juz spore doswiadczenie. Doswiadczenie z
życia, a nie tylko książek i studiów.
Wg. niego źle dobrany antybiotyk, nie niszczy, a wręcz wzmacnia chorobę.
Poprzez swoje działanie dokonuje naturalnej selekcji w bakteriach, niszcząc
słabe, a pozostawiając przy "życiu" i ułatwiając rozmnazanie silniejszym
bakteriom. Dzieki takiemu leczeniu, hodujemy sobie najlepsze bakterie, które
dopiero zaczynaja się w nas namnarzać, bo nie traca sił na rozpychanie się w
naszym organiźmie ze słabszymi bracmi.
Napisałem to po"chłopsku" bo lekarzem nie jestem i słow mi medycznych
brakuje. Po chłopsku, ale moze i z sensem. Zreszta zaraz się tu po mnie tak
przejedziecie, ze się okarze jak duzy w mych słowach był sens

Pozdrawiam
Nowy 0071