Trzeci znany mi test to PCR - badanie wykrywające bezpośrednio
obecność bakterii, a właściwie jej DNA we krwi lub moczu metodą
namnażania.
Wydaje się, że jest to badanie dokładniejsze niż Western blot (mniej
wyników fałszywych), jednak na razie jest mniej znane lekarzom i
mogą się odnosić nieufnie do wyników. Dlatego wykonuje się je, gdy
trudno udowodnić boreliozę Western blotem. Ta metoda ma dwa etapy,
dlatego jest droższa. Podobno, jeżeli zrobić wcześniej kilkudniową
kurację *amoxycyliną* i *metronidazolem*, to u osoby chorej szansa
na pozytywny wynik wyniesie ok. 70%.
Oczywiście badanie można powtarzać. Niestety, nie może być ono
traktowane do monitorowania leczenia, gdyż wykazuje DNA bakterii
żywych i martwych - oczywiście bez zróżnicowania.
PCR można wykonać w PZH w Warszawie i w laboratorium w Poznaniu.
Teoretycznie. Latem 2006 r. bowiem PZH zaczął odmawiać wykonania
nawet płatnych testów bez skierowania lekarskiego oraz dodatniego
wyniku testu ELISA. Wiem, że to bzdura, ale samo życie.
To jeszcze nie jest największa bzdura. Otóż temu zakładowi jest
absolutnie wszystko jedno, czy szuka krętków w próbce ludzkiej, czy
w zwierzęcej. Co zaskakujące, weterynarze są o wiele lepiej
zaznajomieni ze skutkami ukąszeń kleszczy. Wystarczy więc mieć
zaprzyjaźnionego weterynarza, aby udać zwierzątko i zbadać sobie
obecność krętków Borrelii

Najrzetelniejszy wydaje się obecnie (lato 2007) test PCR Real Time,
wykonywany w poznańskim laboratoriom. Jego wykonanie kosztuje około
200 zł - nie trzeba jechać do Poznania, można dostać od nich pocztą
zestaw do pobrania krwi, która odsyła się poczta kurierską.