Mam do was pytanie,
otóż, tu gdzie teraz mieszkam (od marca 08 - pod Krakowem - wioska) słyszę
często o przypadkach ukąszeń przez kleszcze.
Chcę siać wiedzę

i "nawracać", informować gdzie, co i jak.
Ale...
W jaki sposób to robić? W jaki sposób Wy to robicie?
Żeby nie wydać się fanatyczką, nawiedzoną, żeby nie zrazić ludzi do siebie i
do metody leczenia.
Przykład:
Przychodnia, ok. południa. Przychodzi mama z 13 letnim chłopcem i szuka
lekarza, bo właśnie wyciągnęła synowi 13 kleszczy.
Ja mało nie zemdlałam (po przejściach z córeczką mam fobię brrrr).
grzecznie przeprosiłam i powiedziałam, ze jeśli potrzebowała by jakiejś
informacji na temat badań chętnie podam jej telefon. Ze nie można tego
bagatelizować, że ja wiele przeszłam przez kleszcza (tzn. moje dziecko).
Babka prawie popukała się w głowę, no nie dosłownie, ale popatrzyła na mnie
dziwnie i nawet nic nie powiedziała.
Mąż mnie w domu oświecił, ze metoda musi być inna i że powinnam mieć jakieś
materiały, bo zrażę ludzi i będzie jeszcze gorzej.
Obserwuję, że tutaj kleszcz (ugryzienie) jest czymś zupełnie normalnym, nikt
się tym nie przejmuje (rekordzista zlała w tym sezonie ok. 56 kleszczy).
Leczenie zalecone przez lekarzy 2 tyg. antybiotyku oczywiście uznaje się za
odpowiednie i jakieś tam dyrdymały, że jest inaczej nikogo nie obchodzą.
Co robić?