robuchnek
04.08.09, 11:26
Witam!
Kilka tygodni temu w niewytłumaczalny dla siebie sposób znalazłem
się na stronie Stowarzyszenia. A stamtąd już było blisko do tego
Forum. Zacząłem czytać wasze historie i oczy robiły mi się coraz
szersze. Miałem wrażenie, że czytam o sobie.
Historia mojej udręki zaczęła się wiosną 1997 roku. Najpierw przez
kilka dni czułem niesamowicie silne podenerwowanie, tak bez powodu.
Aż skręcało mnie coś w środku z nerwów. Po pewnym czasie któregoś
ranka poczułem silny ból w okolicach lewej łopatki. Pomyślałem o
sercu, bo momentalnie ono przyspieszyło. Później doszły lekkie
drętwienia lewej ręki i nogi. Liczne badania wykazały nieznaczną
nadczynność tarczycy. Przepisano mi jakieś leki, po krotkim czasie
hormony były wzorcowe , ale moje samopoczucie się nie zmieniało.
Doszły jeszcze dziwne objawy z oddawaniem moczu. Mimo sporych ilości
wypijanych płynów, praktycznie całymi dniami nie czułem potrzeby
oddawania tego moczu. Badania niczego nie wykazały. Stwierdzono, że
to na tle nerwowym.
Odtąd co jakiś czas występowały problemy ze sercem. Głównie była to
tachykardia lub skurcze dodatkowe. od 2001 roku łykałem concor 2,5
mg dziennie. Inne badania serca były zawsze w normie. A ja
przynajmniej raz na rok trafiałem na szpitalną izbę przyjęć z powodu
takich właśnie zaburzeń rytmu serca.
Wcześniej nie przypominam sobie, abym miał kleszcza. Jednak w końcu
dopadł mnie w lecie 2004. Rumienia żadnego nie było. Rok później
wiosną zaczęły się bóle głowy, bezsenność, nocne bezdechy. W końcu
zdrętwiała mi lewa strona ciała. Trafiłem na neurologię. Tam
stwierdzono podwyższony poziom białka w płynie m/r. Tomografia i
rezonans głowy w porządku. Test na boreliozę negatywny. Stwierdzono
neuroinfekcję. Przeleczono Metypredem, po którym nie czułem się
wcale lepiej.
Od tego czasu często zdarzało mi się uczucie sztywnego karku,
zawroty głowy, bezsenność.
Zimą 2008 roku dopadło mnie przeziębienie, które wlokło się 3
miesiące. Bardzo często dopadało mnie niczym nie wytłumaczalne
zmęczenie. Albo było to zmęczenie nieadekwatne do wysiłku. Wciąż
mocno się pociłem. Każdego ranka zaraz po wstaniu bolą mnie stopy,
chodzenie sprawia ból ( na szczęście tylko pierwsze minuty).W lipcu
nasiliły się skurcze dodatkowe serca. W końcu trafiłem na
kardiologię. Wynik badań był porażający. Konieczne by passy. Poza
zaburzeniami rytmu i potliwością nigdy nie miałem żadnych objawów
choroby wieńcowej.
Operację przeszedłem w sierpniu ubiegłego roku. W tej chwili
kardiologicznie jestem bez zarzutu zdaniem lekarzy. Tylko ja wciąż
czuję się nieciekawie. Wciąż mam bóle pleców w obrębie klatki
piersiowej, kłucia łydek, jakby bóle żył w nogach, często grypowe
samopoczucie przy temperaturze zaledwie 36,0. pobolewania brzucha.
Jestem pod opieką psychiatry ze względu na obniżony nastrój. Mimo
fatalnego samopoczucia przestałem już chodzić po lekarzach, bo to mi
nic nie daje.
Ostatnio zrobiłem badanie w Poznaniu pcr RT wynik okazał się
pozytywny ( 1000 kopii dna)
Udałem się z tym do Szpitala zakaźnego w Poznaniu. Tam okazało się,
że ów wynik jest nic nie warty. Zrobili mi swoje badanie (ELISA) –
wynik okazał się negatywny.
Po tak zwanej znajomości dostałem się do lekarza na oddziale chorób
tropikalnych w Poznaniu. Ten o dziwo wynik uznał, zlecił jednak
badanie Western Blot u siebie w szpitalu i po wykonaniu badania
zapisał doxy 2x100mg + probiotyk na 12 tygodni.
Czekam teraz na wynik WB.
Co o tym sądzicie?