paolo74
25.10.09, 08:57
Wiele razy słyszeliśmy kłamliwy argument "że sprzedać można za tyle ile ktoś daje" i to miało być argumentem za prywatyzacją zakładów nierzadko poniżej wartości terenów, często za mniejsze pieniądze niż roczny zysk danego przedsiębiorstwa, albo na zasadzie, że nabywca spłacał firmę z jej zysków. Sztandarowym przykładem niech będzie prywatyzacja FSM Bielsko Biała, najpierw antyprotekcjonistyczna polityka celna, gdy zakład znajduje się w kłopotach słyszy od ministra, że jest komunistycznym molochem, w końcu przejmują go Włosi za symboliczną złotówkę, w tajnej części umowy dostają gwarancje protekcjonizmu celnego takie jakich odmówiono wcześniej polskiemu kierownictwu zakładu. Przez kilka lat Włosi nie inwestują ani grosza w zakładzie, osiągają zyski drenując rynek. Tak prywatyzowano za rządów kumpli Tuska Jana Krzysztofa Bieleckiego i nowego "lewicowca" Andrzeja Olechowskiego. Teraz pan Bielecki prezesuje w banku ukradzionym za jego rządów za 5 baniek miesięcznie.
Mogli zalegalizować to złodziejstwo płacąc wysokie podatki i siedząć cicho, ale oni nie chcą nawet płacić podatków od tego co ukradli. Więc niebawem oddadzą majątki i pójdą do kamieniołomów albo zawisną na latarni, oni, albo ich dzieci bez znaczenia.