olga_w_ogrodzie
18.09.10, 19:34
Sobota na Starym Mieście. Piękny, słoneczny dzień. Dużo ludzi, głównie turyści zagraniczni.
W drodze na Rynek mijamy Pałac Namiestnikowski.
Barierki, zaledwie kilku policjantów.
Pod Ministerstwem Kultury pięcioro „obrońców krzyża” , jedno krzesełko turystyczne na którym siedzi pani z karteczką ze znakiem Polski Walczącej.
A idąc dalej masa atrakcji : wystawa fotograficzna pod Ministerstwem, szklane sześciany ze zdjęciami obrazów Canaletta przedstawiającymi widoki dawnej Starówki ustawione tak, by można porównać z tym, co dzisiaj,
nieopodal Zamku Królewskiego akcja promocyjna jednego z banków – masa nagich manekinów z imionami,
jeszcze jakiś bieg uliczny, stary czołg i militaria z okresu Powstania, ale najwięcej turystów przystaje na Rynku wokół słynnego kataryniarza z papugą.
Ok. 30 osób patrzy i fotografuje : papuga kłania się, podnosi łapkę na powitanie, mówi „dzień dobry” albo „Hello”, śmieje się głośno, przekrzywia główkę słuchając co do niej mówią ludzie, a po zakończeniu melodii nakręcanej przez kataryniarza znów się kłania i woła „dobranoc”.
Turyści, głównie anglojęzyczni, zagadują do papugi, śmieją się z jej reakcji, bo widać, że papuga rządzi, jest bardzo aktywna i nie do przegadania.
Wracamy. A pod Pałacem już 10 osób zgromadzonych wokół magnetofonu z którego płyną religijne pieśni. Staję na chwilę, by przyjrzeć się zdjęciom rozwieszanym przez panią w wieku około 68-70 lat. Ufarbowane na kasztanowo włosy ma splecione w dwie kitki. A na rozwieszanych fotkach ona sama w uścisku dłoni z Anną Walentynowicz.
Inna pani trzyma w rękach figurę Matki Boskiej pomalowaną na złoto. Modli się razem z trzema kobietami.
Mężczyzna, ok. 50.letni w dżinsowej kurtce, ciemnych okularach mówi do mnie :
- No niech pani powie, to jest miejsce na modły ?
Słysząc to, pani z warkoczykami krzyczy w naszą stronę :
- To jest przestrzeń publiczna. Możemy się modlić, gdzie chcemy.
- No widzi pani – zwraca się do mnie 50 . latek – krzyczy, ale, gdy ja chciałem jej wytłumaczyć swoje racje, to zatkała uszy. A ja przedtem wysłuchałem spokojnie wszystkiego, co ona ma do powiedzenia …
W tym momencie rudowłosa 70. latka odwraca się w naszą stronę, chwyta dwoma rękoma swoje warkoczyki i podskakując parę razy na obu nogach pokazuje nam język.
Podchodzi jeszcze jeden pan, mocno już starszy.
- Nareszcie jest tu porządek – mówi do nas – Miejsce krzyża jest w kościele.
Ja jestem wierzący, ale Dziwisz w tym wszystkim zachował się tak, że powinien zrezygnować ze stanowiska. Biskup Pieronek to jest prawdziwy biskup.
A „obrońca krzyża” - wiekowy mężczyzna w czapce z daszkiem, który roznosi ulotki z okolicznościowymi wierszykami, słysząc naszą rozmowę, podbiega i krzyczy :
- Tuska i Bronka powiesić we Wronkach !
- A za co ? – interesuje się pan w dżinsie.
- Bo jeden to Żyd, a drugi to pół- Niemiec ! – odwrzaskuje mu pan z wierszykami.
Elegancki pan w średnim wieku, Słowak zatrzymuje się i pyta o co tu chodzi, bo słyszał coś o krzyżu, a krzyża nie ma.
Moi towarzysze skwapliwie mu tłumaczą. Słowak kiwa głową, ale widać, że nie bardzo rozumie w czym rzecz.
- Ale o co oni się modlą ? – pyta
- Nie wiemy. To polityka – wyjaśnia jeden z panów.
- Polityka ?! – Słowak kiwa z niedowierzaniem głową – Na schledano – mówi i odchodzi.
Zresztą i inni turyści zatrzymują się jedynie na chwilę, by zrobić zdjęcia ludziom od krzyża, a idąc dalej nawzajem sobie próbują wyjaśnić w czym rzecz.
Tylko ci zagraniczni. Polacy, na ogół, nawet się nie zatrzymują.
- Wreszcie spokój. Przecież to, co się tu działo, to była komedia – mówi do chłopaka młoda dziewczyna.
- A ja to nawet nie wiedziałem o co im chodziło. Ty mi dopiero dziś powiedziałaś – zwierza się chłopak.
Od strony Zamku nadchodzi grupa w strojach z dawnej epoki – piękne, długie suknie i tablice z napisami reklamującymi spektakle Teatru Studio.
- Kto to ? Co oni za transparenty niosą ? – niepokoi się jedna z „obrończyń krzyża.”
Słysząc to, niosący reklamy teatru przystają i odwracają swe tablice tak, by modlący się mogli przeczytać, że nie ma na nich wrogich treści.
Panowie stojący ze mną dyskutują o zasadności stawiania pomnika.
- Co takiego dla Polski zrobił Lech Kaczyński ? – pyta 50. latek w dżinsie – Ja doceniam, co zrobił dla Warszawy jako jej prezydent. Dzięki niemu jest Muzeum Powstania Warszawskiego, tego warszawiacy oczekiwali i ja jestem mu za to wdzięczny. Ale co on dla Polski takiego wielkiego zrobił ?
A drugi pan dodaje : - Jego brat najchętniej zrobiłby z Pałacu świątynię dla swego brata bliźniaka, a wybranego prezydenta nie uznaje. Rozumiem jego tragedię po stracie bliźniaka, ale to się trzeba wycofać z polityki i w spokoju przeżywać, a nie szczuć tych ludzi – wskazuje na modlących się.
Jedna z tych osób, pani w długim płaszczu z drewnianym różańcem w rękach podchodzi do nas.
- Chodźcie pomodlić się z nami – zaprasza.
- Ale o co mamy się modlić ? O to, o czym krzyczał ten pan z ulotkami ?! O śmierć dla premiera i prezydenta ?! Ja się modlę w kościele albo w domu, a nie na ulicy, a modlić się z kimś, kto nawołuje do zamordowania prezydenta Komorowskiego i premiera Tuska nie będę - odpowiada starszy z mężczyzn.
- To nawoływanie do popełnienia przestępstwa – dorzuca jakiś przechodzień.
- A wy jak wyzywaliście tamtego prezydenta ?! – włącza się staruszka w kapeluszu.
- Niech pani z nimi nie rozmawia ! Niech pani ich nie słucha ! Wiadomo kim oni są ! – krzyczy do niej inna „obrończyni krzyża.”
Odchodzę spod Pałacu.
Papuga była ciekawsza.
I grzeczniejsza.
Mówiła, ale także starała się słuchać.
Choćby troszkę tylko.