Dodaj do ulubionych

Co wolno mediom?

22.07.04, 00:14
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040721/publicystyka/publicystyka_a_2.html

Fragment:

W społeczeństwach, które właśnie osiągają lub kiedyś osiągną odpowiedni
poziom "wyzwolenia" od wszystkiego z wyjątkiem nakazu "tolerancji", ostatnimi
bastionami uzasadniającymi zachowanie tabu pedofilii będą już tylko karalność
takich praktyk z mocy prawa oraz lęk rodziców o własne dzieci, bo
zainteresowanie cudzymi też zostanie im wybite z głowy. A ponieważ inną ważną
cechą tak kształtującej się kultury politycznej poprawności jest tendencja
pajdokratyczna, polegająca na przyznawaniu osobom nieletnim coraz większej
swobody decyzji we własnych sprawach kosztem ograniczania (także ustawowego)
zakresu władzy rodzicielskiej, te ostatnie bastiony być może też padną przed
pedofilami - jawnymi, dobrotliwymi i obdarzonymi kwalifikacjami do
czynienia "złego dotyku" wręcz dobroczynnym.

Psychoterapeuci rodzinni będą mieli zapewne specjalne fory, a pionierem w tym
eksperymencie zostanie być może Szwecja, gdzie obowiązujące szkolne programy
wychowania seksualnego już teraz sprzyjają i wczesnej inicjacji, i równie
wczesnej swobodzie wyboru orientacji seksualnej. Dziennikarzom pozostaną jako
wrogowie publiczni do demaskowania i potępiania już tylko pokątni pedofile-
gwałciciele i pedofile-mordercy. Zgryźliwa ironia powyższych hipotez nikogo
nie powinna zmylić. Nie chodzi tu o czarny humor. Media idące bezkrytycznie z
prądem narzucanego przez wpływowe mniejszości dogmatu "tolerancji" oraz
współkreujące modę na swobodę poszukiwań i pluralizm seksualny, granice
między tym, co należy tolerować, a tym, co trzeba potępiać, stawiają na
ruchomych piaskach. I same również sieją wiatr, który nimi porusza.
-----------------------------------------------------------------------------

Założyłam ten wątek, ponieważ od paru dni coś mi nie daje spokoju
a powyższy artykuł z rzepy może być jakimś tropem. Usiłuję zdobyć
(by go tutaj upowszechnić) na portalu Przekroju artykuł na ten sam
temat ale mi się nie udaje i to mnie denerwuje:( Właściwie chodzi
o dwa artykuły z numery 28, który ukryto (nie ma nawet okładki)
a jest już numer 29! Na okładce Nr 28 jest zgrabny damski tyłek,
na całą stronę a u góry napis: "Gra w pedofilię. Polska to eldorado
terapeutów i psychologów!" Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo
tyłek ilustruje artykuł o Uklańskim (ten od wystawy "Faszyści", co
to Olbrychski z tą szablą zaatakował fotosy). Może ten tyłek kogoś
aż tak oburzył? Chyba nie. Chodzi zapewne o inne artykuły a w tym
numerze są dwa zainspirowane sprawą Samsona (wstrząsające), wywiad z Rokitą
na temat kś do sprawy Orlenu (mówi, że sprawa jest jeszcze trudniejsza
niż sprawa Rywina a efekt może być w skutkach katastrofalny dla elit
politycznych) oraz felieton Najsztuba, który dowodzi, że przyszedł
czas, by rozwiązać SLD jako organizację przestępczą.

Podejrzewam, że tego numeru Przekroju nie ma z jakiegoś konkretnego
powodu i chciałabym go znać.
Obserwuj wątek
    • basia.basia Moje podejrzenie ... 22.07.04, 00:26
      oparte jest również na tym, że jak się pstryknie "archiwum" (z lewej u dołu)
      to, poza tym, że się pojawiają okładki - bez tej jednej - to można uruchomić
      archiwum wyszukujące konkretny numer, i jak się wskaże nr 29 to się pokazuje
      okno z napisem "File not found" oraz inne, z napisem "Alert zabezpieczeń"
      - czyli do tego numeru dostęp jest utrudniony. Mało tego, próbowałam zrobić
      co chcą (zainstalować certyfikat) - nic z tego! Sami sprawdźcie.

      www.przekroj.pl/
    • Gość: uciekająca wiedźma Re: Co wolno mendom :))) IP: *.crowley.pl 22.07.04, 00:54
      basia.basia napisała:

      > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040721/publicystyka/publicystyka_a_2.html
      >
      > Fragment:
      >
      > W społeczeństwach, które właśnie osiągają lub kiedyś osiągną odpowiedni
      > poziom "wyzwolenia" od wszystkiego z wyjątkiem nakazu "tolerancji", ostatnimi
      > bastionami uzasadniającymi zachowanie tabu pedofilii będą już tylko karalność
      > takich praktyk z mocy prawa oraz lęk rodziców o własne dzieci, bo
      > zainteresowanie cudzymi też zostanie im wybite z głowy. A ponieważ inną ważną
      > cechą tak kształtującej się kultury politycznej poprawności jest tendencja
      > pajdokratyczna, polegająca na przyznawaniu osobom nieletnim coraz większej
      > swobody decyzji we własnych sprawach kosztem ograniczania (także ustawowego)
      > zakresu władzy rodzicielskiej, te ostatnie bastiony być może też padną przed
      > pedofilami - jawnymi, dobrotliwymi i obdarzonymi kwalifikacjami do
      > czynienia "złego dotyku" wręcz dobroczynnym.
      >
      > Psychoterapeuci rodzinni będą mieli zapewne specjalne fory, a pionierem w tym
      > eksperymencie zostanie być może Szwecja, gdzie obowiązujące szkolne programy
      > wychowania seksualnego już teraz sprzyjają i wczesnej inicjacji, i równie
      > wczesnej swobodzie wyboru orientacji seksualnej. Dziennikarzom pozostaną jako
      > wrogowie publiczni do demaskowania i potępiania już tylko pokątni pedofile-
      > gwałciciele i pedofile-mordercy. Zgryźliwa ironia powyższych hipotez nikogo
      > nie powinna zmylić. Nie chodzi tu o czarny humor. Media idące bezkrytycznie z
      > prądem narzucanego przez wpływowe mniejszości dogmatu "tolerancji" oraz
      > współkreujące modę na swobodę poszukiwań i pluralizm seksualny, granice
      > między tym, co należy tolerować, a tym, co trzeba potępiać, stawiają na
      > ruchomych piaskach. I same również sieją wiatr, który nimi porusza.
      > -----------------------------------------------------------------------------
      >
      > Założyłam ten wątek, ponieważ od paru dni coś mi nie daje spokoju
      > a powyższy artykuł z rzepy może być jakimś tropem. Usiłuję zdobyć
      > (by go tutaj upowszechnić) na portalu Przekroju artykuł na ten sam
      > temat ale mi się nie udaje i to mnie denerwuje:( Właściwie chodzi
      > o dwa artykuły z numery 28, który ukryto (nie ma nawet okładki)
      > a jest już numer 29! Na okładce Nr 28 jest zgrabny damski tyłek,
      > na całą stronę a u góry napis: "Gra w pedofilię. Polska to eldorado
      > terapeutów i psychologów!" Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo
      > tyłek ilustruje artykuł o Uklańskim (ten od wystawy "Faszyści", co
      > to Olbrychski z tą szablą zaatakował fotosy). Może ten tyłek kogoś
      > aż tak oburzył? Chyba nie. Chodzi zapewne o inne artykuły a w tym
      > numerze są dwa zainspirowane sprawą Samsona (wstrząsające), wywiad z Rokitą
      > na temat kś do sprawy Orlenu (mówi, że sprawa jest jeszcze trudniejsza
      > niż sprawa Rywina a efekt może być w skutkach katastrofalny dla elit
      > politycznych) oraz felieton Najsztuba, który dowodzi, że przyszedł
      > czas, by rozwiązać SLD jako organizację przestępczą.
      >
      > Podejrzewam, że tego numeru Przekroju nie ma z jakiegoś konkretnego
      > powodu i chciałabym go znać.
      Rokita podobno przyznał się do noszenia medalika ze zdjęciem pani Dulskiej,jak
      równiez do zabaw sado -maso z Nelly :)))
      Platforma pociagneła za sznurki i..... nikt nic nie wie :)))
    • Gość: wartburg Re: Co wolno mediom? IP: *.pool.mediaWays.net 22.07.04, 01:33
      Tak na marginesie. Dzisiaj "Bild Zeitung" ujawnił, że Guido Westerwelle, szef
      FDP, jest pedałem. Brukowiec zamieścił jego zdjęcie na pierwszej stronie.
      Widać na nim Westerwelle w towarzystwie przystojnego bruneta "ze szczęką
      Michaela Schumachera". Obok informacja - "tego mężczyznę kocha przewodniczący
      FDP Guido Westerwelle".

      Jak się okazuje, outing polityka nie był przypadkowy. Z brunetem, znanym
      biznesmenem z Kolonii, pojawił się na urodzinach przewodniczącej CDU Angeli
      Merkel przedstawiając go między innymi przewodniczącemu CSU Stoiberowi jako
      swojego oficjalnego towarzysza życia.

      W pierwszych komentarzach na temat publikacji w "Bild - Zeitung" mówi się, że
      Westerwelle celowo ujawnił swoją tajemnicę, aby w przyszłości, kiedy będzie
      ubiegał się o fotel ministra w rządzie koalicyjnym z CDU, nikt nie postawił mu
      zarzutu, że tego nie uczynił.

      Guidos inszenierte Enthüllung


      Seit Mittwoch ist Deutschland klüger. Per "Bild"-Beweis erfuhr die Nation, dass
      FDP-Chef Guido Westerwelle schwul ist. Dem Politiker kommt die Enthüllung
      seines offenen Geheimnisses ganz recht auf dem Weg zum möglichen
      Ministersessel. Deshalb arbeitete er am eigenen Outing auch kräftig mit.



      "Bild"-Schlagzeile: "Offiziell als Lebensgefährte des FDP-Vorsitzenden
      eingeführt"
      Berlin - Gast auf der ersten Seite der "Bild" zu sein, ist nicht immer ein
      Vergnügen. In den vergangenen Tagen, mitten im nachrichtenleeren Sommerloch,
      fand Nationaltorwart Oliver Kahn hier ärgerliche Details aus seinem Ehevertrag
      wieder. Vorher wurde über das Geschacher um Inge Meysels Erbe und vermeintliche
      Botschaften aus dem Jenseits geschrieben und noch davor schlachtete die
      Boulevardgazette jedes Detail über den Tod der Schauspielerin Jennifer Nitsch
      aus.

      Auch am Mittwoch hatte die "Bild" einen echten Sommer-Coup: "FDP-Chef Guido
      Westerwelle liebt diesen Mann." Unter der Zeile sah man Westerwelle und einen
      Mann "mit Michael-Schumacher-Kinn". Auf Seite zwei erklärte Ex-"FAZ"-
      Herausgeber Hugo Müller-Vogg, wie Westerwelle "sein größtes Geheimnis" lüftete.
      Er brachte seinen Lebensgefährten auf die Geburtstagsparty von CDU-Chefin
      Angela Merkel mit und drängte sich mit ihm neben CSU-Chef Edmund Stoiber in die
      erste Reihe. Quasi als Protokollchef konstatierte Müller-Vogg, dass der Mann
      auf dem Foto "nun offiziell als Lebensgefährte des FDP-Vorsitzenden eingeführt"
      sei.

      Eigentlich müsste Westerwelle außer sich sein. Ganz entgegen der
      ungeschriebenen Regeln hatte eine Zeitung sein nicht nur unter Journalisten
      bekanntes Geheimnis enthüllt und dann noch mit einem Foto belegt. Normalerweise
      gilt unter den Hauptstadtschreibern die Maxime, so lange das Privatleben eines
      Politikers nicht die praktische Arbeit betrifft, ist sie für die
      Berichterstattung irrelevant. Dass über Affären, Ehestreits und andere Dinge
      trotzdem viel getratscht wird, versteht sich von selbst.

      "Ein Stein vom Herzen gefallen"

      Medienprofi Westerwelle: In Privatsachen ganz leise
      Doch Westerwelle empört sich nicht. Schon am frühen Morgen joggte er erstmal
      wie gewohnt. Gut gelaunt spazierte er später zu einem Termin in der britischen
      Botschaft. "Ich lebe mein Leben und mehr sage ich dazu nicht", rief er lächelnd
      den wartenden Journalisten zu. Über seine Pressestelle ließ er ein etwas
      förmlicheres Zitat absetzen: "Privatleben ist Privatsache." Ganz ähnlich auch
      der nun als Westerwelle-Freund geoutete Kölner Manager: "Ich habe mich bisher
      nicht zu meinem Privatleben geäußert und werde dies auch in Zukunft nicht tun."
      Wirkliche Empörung kann man aus diesen Äußerungen nicht heraushören.

      In der FDP-Parteizentrale sagt einer, dem Chef sei "ein Stein vom Herzen
      gefallen", als er die Schlagzeile gesehen hat. Seit Jahren hatte sich
      Westerwelle zwar nie zu seinem Privatleben geäußert, es aber auch nie
      versteckt. "Nun aber ist die Sache endlich und mit einem Schlag auf dem Tisch
      und auch bald wieder vergessen", sagt ein Parteifreund. Ganz ähnlich soll es
      der Chef selber auch sehen und nun gelassen in die Sommerferien gehen, so der
      FDP-Mann weiter.

      Ein wirkliches Geheimnis war Westerwelles private Seite nie. Sowohl in schwulen
      Zeitungen, Büchern und in Internetforen wurde immer wieder über ihn geschrieben
      und diskutiert. Im Gegensatz zu anderen ging Westerwelle nie gerichtlich gegen
      solche Beiträge vor - den Machern einer Liste prominenter Schwuler schickte er
      sogar freiwillig ein Foto zu. Offen besuchte er auch häufiger Veranstaltungen
      schwuler Vereine oder Straßenumzüge. Auch vor Journalisten ging er stets locker
      mit dem Thema um. "Outen Sie mich doch", scherzte er schon vor Jahren auf einem
      Parteikonvent.

      Schon vorher hatte er sich einmal für das Magazin der "SZ" in Venedig mit
      weißem Anzug und Hut ablichten lassen - für viele in der FDP damals ein
      bisschen viel vom morbiden Charme des Thomas-Mann-Klassikers "Tod in Venedig".
      Westerwelle reagierte schnell und zog die Fotos vom Markt zurück.

      Outing à la Wowereit

      Schwarz-gelbe Regierung in spe: Outing für den konservativen Partner
      Trotzdem wusste der Parteichef, dass er um ein mehr oder minder offizielles
      Outing - in welcher Form auch immer - nicht herumkommen würde. Irgendwie musste
      er es schaffen, dies wie der Berliner Bürgermeister Klaus Wowereit ("Ich bin
      schwul, und das ist auch gut so!") oder der Hamburger Regierungschef Ole von
      Beust hinzubekommen. Beide hatten durch die Eröffnung der vorher ebenfalls
      bekannten und doch nie offiziell verkündeten Details aus dem Privaten eher
      gewonnen als verloren.

      Für Westerwelle stand aber noch mehr auf dem Spiel. Auf der einen Seite wusste
      er um die in dieser Frage noch immer sehr konservative Union, deren
      Parteigänger und so manche Führungsmitglieder vor der Bundestagswahl auf die
      Überraschung vorbereitet werden wollten. Auf der anderen Seite weiß
      Westerwelle, dass er als möglicher Außenminister im schwarz-gelben Kabinett
      sein bisher diskretes Privatleben zumindest etwas mehr an die Oberfläche
      bringen musste. An keinem anderen als dem aktuellen Minister Joschka Fischer
      mit seinem bewegten Eheleben konnte er sehen, wie sehr allein schon das
      Protokoll den Lebenspartner ins öffentliche Licht rückt.

      Aus diesem Grunde hatte Westerwelle in den letzten Wochen geschickt gepokert
      und abgewartet, wer zuerst auf den Zug aufspringt. Mehrmals war er in den
      vergangenen Wochen bei mehr oder weniger offiziellen Terminen mit seinem
      Lebenspartner erschienen. Zuerst bei einem internen Abendessen für die
      Fraktionsvorsitzenden am Abend der Bundespräsidentenwahl in Berlin. Damals
      schaffte es die Tatsache, dass Westerwelle seinen Lebenspartner mit an den
      Tisch holte, als Randnotiz in einen SPIEGEL-Beitrag, der über ein "stilles
      Outing" berichtete. Damit, so sagt ein Medien-Insider, sei die "Bombe quasi
      scharf gestellt" gewesen.

      Pokern bis zum ersten Foto-Beweis

      Bütten-Redner Westerwelle: "Angemessen"
      Nach dem Beitrag legte es Westerwelle geradezu darauf an, dass Fotos von ihm
      und seinem Partner irgendwo erscheinen. In Köln tingelte er mit ihm über ein
      Schiff, dass zum "Kölner Lichter"-Fest über den Rhein schipperte, oder feierte
      mit ihm bei Deutschlands bekanntestem Event-Manager und Westerwelle-Freund
      Manfred Schmidt auf seinem medienwirksamen Promi-Treff im Schokomuseum. In der
      Kölner Lokalpresse wurde daraufhin schon leise spekuliert, was denn da los sei.
      Der erste deutliche Bericht erschien jedoch erst im "Kölner Express" am selben
      Tag, als das Foto auf der "Bild" prangte.

      Der große Auftritt aber sollte am Montag zur Geburtstagsfeier der CDU-Chefin
      stattfinden. Westerwelle zögerte zwei Tage, bevor er auf die Einladung von
      Angela Merkel antwortete und schließlich gemeinsam mit seinem Freund zusagte.
      Spätestens zu diesem Zeitpunkt musste ihm klar sein, dass er fotografiert wird
      und genauso kam es ja auch. Nur Stunden nach der Vera
    • Gość: 00 Re: Co wolno mediom? IP: 66.53.84.* 22.07.04, 08:23
      Chodzi zapewne o inne artykuły a w tym
      numerze są dwa zainspirowane sprawą Samsona (wstrząsające), wywiad z Rokitą
      na temat kś do sprawy Orlenu (mówi, że sprawa jest jeszcze trudniejsza
      niż sprawa Rywina a efekt może być w skutkach katastrofalny dla elit
      politycznych) oraz felieton Najsztuba, który dowodzi, że przyszedł
      czas, by rozwiązać SLD jako organizację przestępczą.

      Podejrzewam, że tego numeru Przekroju nie ma z jakiegoś konkretnego
      powodu i chciałabym go znać.

      I ty jeszcze sie dziwisz?
      • basia.basia SZARA STREFA UMYSŁU - cz. I 23.07.04, 01:24
        Gość portalu: 00 napisał(a):

        >
        > I ty jeszcze sie dziwisz?

        Lobby pedofilskie zadziałało ale ... okładka się dzisiaj pokazała i jest jeden
        z tych artykułów. Tego o pedofilstwie nie ma ale ja się nie poddam i wklepię
        najważniejsze rzeczy:)

        A teraz ten o terapeutach i psychologach:

        SZARA STREFA UMYSŁU
        Bitwa o zdrowie psychiczne Polaków toczy siê w prywatnych gabinetach, a tam nie
        obowi¹zuj¹ ¿adne regu³y. Skandal musia³ w koñcu wybuchn¹æ

        MARCIN FABJAムSKI

        Podejrzany o pedofilię Andrzej S. nie jest amatorem, ale jednym z najlepszych
        polskich terapeutów. Leczył dzieci, pisał książki, zwalczał ksenofobię, nosił
        kolczyk w uchu. Brukowce nie mogły sobie wymarzyć lepszego pedofila. Ma idealny
        profil psychologiczny bohatera nagonki prasowej. Lepszy byłby tylko prymas
        Glemp.
        Po paru dniach chłeptania ciepłej krwi nawet brukowce postawiły ważne pytanie,
        które wyłania się z tej historii: Jak to możliwe, by psycholog z wieloletnią
        praktyką mógł ukryć przed kolegami, że jest pedofilem? Podlegał przecież
        superwizji, czyli nadzorowi innego psychologa, sam poddał się drobiazgowej
        terapii. I co? Nikt nie zauważył jego zboczenia?
        W przedziwnej historii geniusza psychologii, który wynosi na śmietnik dowód
        własnego przestępstwa, a potem ląduje w więzieniu (być może na 10 lat), jest
        więcej pytań niż stwierdzonych faktów. Ale uderza jedno: koledzy psychologowie -
        nawet tacy, którzy znają Andrzeja S. od wielu lat, jak Zbigniew Lew-Starowicz -
        dopuszczają możliwość, że jest on winny. Tym samym dopuszczają możliwość, że
        praktykowanie psychoterapii w Polsce nie podlega żadnej sensownej kontroli. I
        wiedzą, co mówią - sami tkwią przecież w środowisku od lat.

        SZKOLENIE
        W Polsce każdy może zarejestrować gabinet psychoterapii i leczyć psychikę
        klientów. Ktoś, kto nazwał się terapeutą (gabinety otwierają nawet studenci
        zaoczni pierwszego roku psychologii), nie musi wstępować do Polskiego
        Towarzystwa Psychologicznego, podlegać jego kodeksom oraz sądowi koleżeńskiemu.
        Prawo nie chroni psychiki Polaków. Nie ma sztywnych kryteriów oceny wiedzy
        terapeuty. Ani ustalenia momentu, kiedy kończy się pomoc, a zaczyna
        manipulacja.
        Profesjonalne szkolenie psychoterapeuty trwa około pięciu lat po ukończeniu
        studiów; żeby dostać certyfikat PTP terapeuta musi przejść własną terapię (100
        do 200 godzin). I oprócz tego 150 godzin superwizji, czyli konsultacji własnej
        pracy z pacjentami pod opieką doświadczonego kolegi.
        - Prawdopodobieństwo rozpoznania w trakcie tak długiej terapii, że ktoś jest
        pedofilem, jest duże - mówi kierujący Profesjonalną Szkołą Psychoterapii w SWPS
        profesor Jerzy Mellibruda, który od 20 lat prowadzi superwizje terapeutyczne i
        nigdy jeszcze nie natknął się na psychologa o skłonnościach pedofilskich.
        Gdyby tak się stało, nie jest pewien, co by zrobił: - To zależy, czy miałyby
        miejsce praktyki pedofilskie, czy byłyby to tylko hamowane skłonności. Na pewno
        zająłbym się bardzo intensywnie jego terapią, a może także czymś więcej.
        Jerzego Mellibrudę martwi prasowe podkręcanie paniki wokół incydentów z
        pedofilami.
        - Każdy rozpoznany przypadek powinien być przedmiotem interwencji prawnej i
        moralnej. Dobrze, że się o tym otwarcie mówi oraz że sprawcy są karani, ale
        nadmierne uogólnienia wyolbrzymiają rozmiary zagrożeń, a potęgowanie
        podejrzliwości wobec całej populacji wychowawców, księży czy psychologów
        powoduje więcej szkód niż pożytku. W ciągu 30 lat praktyki trzy razy
        podejmowałem zdecydowane interwencje wobec psychoterapeutów, którzy naruszali
        zasady etyczne poprzez nawiązywanie kontaktów erotycznych z dorosłymi
        pacjentami. Jeden z nich ożenił się potem z pacjentką, ale ten związek się
        rozpadł.
        Mógł ich tylko namawiać do porzucenia zawodu, bo w Polsce nie ma mechanizmu,
        żeby z niego wykluczyć. Napaleni na klientki psychologowie leczą pacjentów do
        dzisiaj.
        Tylko w dwóch europejskich krajach - Austrii i Niemczech - istnieją ustawy o
        zawodzie psychologa, dzięki którym hydraulik nie może otworzyć gabinetu
        psychoterapii, a za wykorzystywanie pacjenta odbiera się prawo wykonywania
        zawodu. W krajach o długiej tradycji terapeutycznej (Wielka Brytania,
        Hiszpania) działają z kolei potężne stowarzyszenia psychologów, które dbają o
        wysokie standardy. Leczenie psychologiczne jest objęte ubezpieczeniem, klientów
        chronią związki konsumenckie. Polska jest daleko w tyle.
        Profesor Czesław Czabała z Instytutu Psychiatrii i Neurologii: - Nie chcę, żeby
        to brzmiało jak nawoływanie do gospodarki sterowanej, ale rynek usług
        psychologicznych w Polsce powinien być bardziej uregulowany.
        Polskie towarzystwa Psychiatryczne i Psychologiczne, zanim wydadzą certyfikat,
        wymagają długiego kształcenia, ale nie mają żadnej władzy nad psychologami i
        pseudoterapeutami, którzy do nich nie należą.

        • basia.basia SZARA STREFA UMYSŁU - cz. II 23.07.04, 01:25
          PRAWO
          Polskie Towarzystwo Psychologiczne zawiesiło certyfikat psychologowi
          oskarżonemu o pedofilię i oświadczyło, że "zdecydowane reakcje odbierające
          prawo wykonywania zawodu psychologa będą możliwe dopiero po wejściu w życie
          ustawy o tym zawodzie, nad którą prace - wbrew protestom środowiska - zostały
          zawieszone do 2006 roku".
          Ustawę środowisko psychologów tworzyło przez 20 lat. W końcu uchwalił ją Sejm w
          marcu roku 2001. Na nic.
          Wszystko przez SLD. Psycholog i poseł Adam Biela z AWS, który przedstawiał
          projekt w izbie, działał na posłów Sojuszu jak szok elektryczny na psy Pawłowa.
          Pięć minut po uchwaleniu ustawy zapowiedzieli, że ją ukrócą. Wietrzyli już
          wtedy zwycięstwo w następnych wyborach. Obietnicy dotrzymali - zaraz po
          przejęciu władzy w Sejmie zawiesili wejście nowego prawa w życie do roku 2006.
          Przy okazji wsparli związaną wtedy z partią łódzką Europejską Akademię
          Psychologii Integracyjnej "Jupiter", która zarabiała na wydawaniu szemranych
          certyfikatów psychologów. Jej studenci zdobywali świadectwa, studiując zaocznie
          na egzotycznych uczelniach, takich jak Instytut Lotnictwa w Moskwie. Gdyby
          ustawa weszła w życie, certyfikaty Jupitera, który ma już placówki w dziewięciu
          miastach Polski, trafiłyby prosto do kosza.
          Jupiter wydaje pismo "Forum Psychologiczne", ale wbrew nazwie najważniejsza w
          nim jest polityka - na okładce pojawiał się między innymi Leszek Miller, a
          teraz, gdy szkoła przeorientowała się na Samoobronę, "Forum..." staje w obronie
          commandante Leppera przed brukowcami. Oskarża "Super Express", że podrzucił w
          ich redakcji 15 tysięcy dolarów, żeby tylko nie pisali dobrze o wodzu
          Samoobrony.
          Wokół ustawy o zawodzie psychologa wciąż toczą się wojny podjazdowe między
          psychologami a politykami. Wygrywają politycy. Ostatnio wykreślili
          słowo "psycholog" z projektu ustawy o "zawodach mających zastosowanie w służbie
          zdrowia".

          MORALNOŚĆ
          Inna sprawa, inny psycholog, też z półki wielkich guru polskiej terapii. Pewien
          mężczyzna oskarża go przed sądem koleżeńskim Polskiego Towarzystwa
          Psychologicznego o to, że w trakcie terapii wykorzystał seksualnie jego żonę.
          Psycholog wyjaśnia, że to wcale nie była terapia. Sąd koleżeński od miesięcy
          jakoś nie może nic uradzić. Środowisko warszawskich psychologów wie o
          oskarżeniach. Ale nie wie, co o nich myśleć. Psychoterapeuta przecież też może
          się stać ofiarą pacjenta.
          Doktor Dariusz Wasilewski, dyrektor Centrum Psychoprofilaktyki i Terapii: -
          Mnie też kiedyś pacjentka oskarżyła o gwałt. Cała historia oczywiście była
          wyssana z palca. W psychoterapii pacjentki z fantazjami na temat wykorzystania
          seksualnego przez terapeutę to zjawisko powszechne, wliczone w proces leczenia.
          Standardy etyczne zależą od szkół. Najostrzejsze są w psychoanalizie i terapii
          psychoanalitycznej.
          - Jesteśmy szczególnie ostrożni - tłumaczy terapeuta psychoanalityczny
          Krzysztof Srebrny. - Terapeuta musi sam przejść psychoanalizę lub psychoterapię
          tak głęboką, jak tylko się da. A relacja z pacjentem powinna być ograniczona
          wyłącznie do gabinetu, nawet po zakończeniu leczenia.
          - Czy to znaczy, że jeśli spotka pan byłą klientkę w parku, to będzie pan
          uciekał w krzaki? - pytam.
          - Powiem jej "dzień dobry", ale na pewno nie pójdę z nią na kawę - wyjaśnia.
          Magdalena Środa, filozof: - W sytuacji terapeutycznej klient dobrowolnie
          zawiesza swoje prawo do intymności. Tym bardziej cel terapeuty musi być
          nieskazitelny. Wyłącznie psychoterapeutyczny.
          Wszyscy psycholodzy, z którymi rozmawiałem, powtarzają to samo: pacjent może
          wszystko, terapeuta musi się ograniczać. A pokusy czają się na niego liczne:
          seks, interesy z klientem.
          Przekonał się o tym znany psychoterapeuta, dziś psycholog biznesu, Jacek
          Santorski:
          - Jednym z powodów mojego rozstania z zawodem psychoterapeuty w roku 1998 była
          chęć uwolnienia się od paraliżujących terapeutę zasad. Gdybym kilka lat później
          jako terapeuta zaangażował się w kontrowersyjny projekt pierwszej edycji "Big
          Brothera", mógłbym zostać oskarżony o rozczarowanie moich pacjentów. Wiele
          światowych autorytetów uważa, że nie sposób pogodzić roli medialnego guru z
          neutralną pozycją psychoterapeuty.
          Psychiatra Dariusz Wasilewski leczył kilka pacjentek po jednym z wielkich
          polskiej psychoterapii: - Prowadził je nieprawidłowo. Nie wiem dlaczego. Chcę
          wierzyć, że to była zwykła pazerność na pieniądze, a nie głupota ani świadome
          krzywdzenie, bo to jednak znany terapeuta, pomógł wielu ludziom. Ostatnia
          pacjentka, którą po nim odziedziczyłem, jest całkowicie od niego uzależniona.
          Przyszła do niego z problemami, a on je tylko utrwalił. Żyła dokładnie, jak
          kazał, stał się jej guru.

        • basia.basia Re: SZARA STREFA UMYSŁU - cz. III 23.07.04, 01:26
          HISTORIA
          Kiedy Dariusz Wasilewski zaczynał karierę, był wpatrzony w wielkich, którzy
          zdobyli sławę w latach 70., jak w obrazki świętych. Ale teraz mu przeszło.
          - Czasami spotykamy się z kolegami i czytamy prasowe wypowiedzi pewnej sławy.
          Pękamy ze śmiechu, bo prezentuje archaiczne poglądy, zatrzymał się na latach
          70. Ma wizję, ale marne pojęcie, na czym polega choroba.
          Magdalena Środa: - Lata 70. to był początek polskiej psychoterapii. Terapeuci
          czytali wtedy światową literaturę, pracowali nad sobą, wprowadzali nowe metody.
          Byli nowatorscy. Teraz spijają śmietankę z dawnej pracy, ale nie rozwijają się,
          nie czytają, zostali wyroczniami. Mają teraz władzę, ale nie wiedzę.
          Profesor Czabała określa szalone warsztaty z lat 70., na których rozwiercano
          psychikę uczestników, a potem zostawiano ich z rozgrzebanymi umysłami, znacznie
          mocniej: - To było chore. Na szczęście w Polsce to już nie jest popularne.
          Profesor pamięta, że jeszcze 20 lat temu pewien krakowski terapeuta kazał
          młodym pacjentkom rozbierać się do naga na sesjach.
          - To niedobrze, że u nas właściwie nie istnieje rozgraniczenie między
          psychoterapią a doradztwem psychologicznym, nazwanym z angielska counselingiem.
          Psychoterapeuta to ktoś gruntownie wykształcony, po studiach medycznych,
          psychologicznych lub pokrewnych wzmocnionych dodatkowym treningiem. A counselor
          to ktoś, kto opanował jedną metodę pomagania ludzkiej psychice. Dlatego na
          przykład hipnoza i rebirthing nie są psychoterapią - mówi profesor Czabała.
          Jerzy Mellibruda, sam z pokolenia wielkich: - We współczesnej psychoterapii
          rozwija się nurt poszukiwania integracji istniejących poprzednio oddzielnie
          szkół psychoterapeutycznych. Nadal jednak wielu terapeutów zamyka się w
          dogmatach swoich szkół. Każda z nich wniosła coś wartościowego intelektualnie i
          praktycznie, i coraz więcej terapeutów pragnie korzystać z tego całego dorobku
          oraz uczy się łączyć różne perspektywy w zależności od potrzeb pacjenta. W
          Polsce pojawia się coraz więcej dobrze wyszkolonych psychoterapeutów. Ale
          certyfikowanych psychoterapeutów jest kilkuset na kilka tysięcy praktykujących.
          Mellibruda martwi się, że psychoterapia zniknęła z publicznej służby zdrowia i
          przeniosła się niemal wyłącznie do gabinetów prywatnych. - Po pierwsze, na
          psychoterapię stać tylko bogatych, po drugie, żadne instytucje nie czuwają nad
          standardami zawodowymi.
          Profesor Czesław Czabała: - W publicznej służbie zdrowia prowadzi się
          dokumentacje, pisze sprawozdania. A nikt nie kontroluje tego, co się dzieje w
          gabinetach prywatnych.
          Profesor nakreśla fazy typowego leczenia psychoterapeutycznego, których pacjent
          powinien być świadomy.
          - Po pierwszych sesjach pojawia się osłabienie objawów za sprawą efektu
          placebo. Pacjent ufa wtedy terapeucie bezgranicznie. Ale potem przychodzi
          mówienie o trudnych doświadczeniach i uzyskiwanie wglądu, że sami jesteśmy
          sprawcami swoich nieszczęść. Pacjenci zaczynają wtedy nienawidzić terapeuty,
          chcą przerwać leczenie. Po wglądzie i odreagowaniu objawy choroby powinny
          ustąpić.

          PRAKTYKA
          Opowiada pacjentka, 30 lat: - Nie mogłam się pozbierać po śmierci ojca, więc
          poszłam do pani psycholog. Odezwała się tylko raz, szorstkim głosem. Żeby
          powiedzieć, że czas wizyty się skończył, i umówić się na następny raz. Wyszłam
          od niej jeszcze bardziej rozbita. Na szczęście zaraz potem miałam wizytę u
          starszej pani laryngolog. Ona mnie wysłuchała, powiedziała kilka ciepłych słów
          i to mnie uratowało.
          Jedna z pacjentek Dariusza Wasilewskiego, którą zdradzał mąż, usłyszała od
          swojej poprzedniej pani psycholog: - Znajdź sobie jakiegoś hydraulika. Niech
          cię przeleci. Poczujesz się lepiej.
          Niewyrobiony polski pacjent nie wie, jak odróżnić kompetentnego psychoterapeutę
          od nadętego guru, który karmi klientów wyświechtanymi banałami w poetyce New
          Age, bo w psychoterapii łatwo zatracić zdolność krytyki.
          Jerzy Mellibruda: - Pacjent korzystający z psychoterapii nie jest typowym
          konsumentem usług. Jest głęboko zaangażowany w emocjonalny związek z terapeutą,
          darzy go na ogół ogromnym zaufaniem i otwiera się na jego wpływ. Ma więc
          ograniczone możliwości racjonalnego ocenienia skuteczności swojej terapii w
          trakcie jej trwania. Terapeuta dźwiga ciężar odpowiedzialności za czuwanie nad
          skutkami terapii, choć nie jest w stanie kontrolować końcowego efektu.
          - Pacjent przychodzi do fachowca, którego kwalifikacji nie zna - mówi Magdalena
          Środa. - Nie zna swoich praw, bo polska psychoterapia, a także świadomość
          pacjentów wciąż są w moralnych powijakach. Kodeks Polskiego Towarzystwa
          Psychologicznego jest fikcją stworzoną raczej dla ochrony środowiska niż do
          podnoszenia standardów moralnych. Podobny chyba charakter ma komisja etyczna, o
          ile takowa istnieje, słyszę bowiem o różnych nadużyciach, ale nic mi nie
          wiadomo, żeby jakiś psychoterapeuta podlegał jakiejkolwiek ocenie ze względu na
          nadużycia, których dokonał.

          MARCIN FABJAŃSKI

        • basia.basia SZARA STREFA UMYSŁU - cz. IV 23.07.04, 01:27
          779 WYKWALIFIKOWANYCH
          W Polsce uznane certyfikaty ma 452 psychoterapeutów: 351 z Polskiego
          Towarzystwa Psychiatrycznego, 101 z Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. W
          publicznej służbie zdrowia pracuje dodatkowo 327 specjalistów psychoterapii
          uzależnień. Ponieważ leczenie odbywa się głównie w gabinetach prywatnych, nie
          wiadomo, ilu Polaków korzysta z pomocy psychoterapeutów.
          W każdym z krajów Zachodu istnieje wiele towarzystw, które wydają terapeutom
          własne certyfikaty. Liczby psychoterapeutów nie da się ustalić. Profesor Jerzy
          Mellibruda nie ma wątpliwości, że w takich krajach jak Wielka Brytania, Francja
          i Hiszpania jest ich wielokrotnie więcej niż w Polsce.


          ZBADAJ SWOJEGO TERAPEUTĘ

          JAK POZNAĆ, CZY TERAPEUTA LECZY CIĘ PRAWIDŁOWO? JEST TO PRAWIE NIEMOŻLIWE, ALE
          ISTNIEJE KILKA OBJAWÓW - DZWONKÓW ALARMOWYCH, KTÓRE POWINNY CIĘ SKŁONIĆ DO
          ROZWAŻENIA ZMIANY PSYCHOLOGA.
          OTO ONE:

          1. TERAPEUTA NIE CHCE POKAZAĆ CI SWOJEGO CERTYFIKATU. MASZ PRAWO GO ZOBACZYĆ I
          SPRAWDZIĆ - NA PRZYKŁAD W INTERNECIE - INSTYTUCJĘ, KTÓRA GO WYDAŁA. A TAKŻE
          SPRAWDZIĆ, CZY JEGO NAZWISKO WIDNIEJE W REJESTRZE CERTYFIKOWANYCH PSYCHOLOGÓW W
          POLSCE.

          2. PACJENT MUSI WIEDZIEĆ, CO ZAWIERA KONTRAKT TERAPEUTYCZNY. TERAPEUTA POWINIEN
          ZOBOWIĄZAĆ SIĘ W NIM DO ZMNIEJSZENIA NASILENIA LUB ZLIKWIDOWANIA OBJAWÓW
          CHOROBY. JEŚLI TERAPEUTA MÓWI, ŻE CIĘ NIE WYLECZY, ALE ZA TO UDOSKONALI, JEST
          SZARLATANEM. KONTRAKT POWINIEN BYĆ ZAWARTY NA OKREŚLONY CZAS, NA PRZYKŁAD PÓŁ
          ROKU. POTEM TERAPEUTA I KLIENT WSPÓLNIE DECYDUJĄ, CZY GO PRZEDŁUŻYĆ. SESJA
          POWINNA TRWAĆ OKREŚLONY Z GÓRY CZAS. JEŚLI TERAPEUTA JĄ PRZEDŁUŻA, TO MOŻE BYĆ
          ZNAK, ŻE NAPAWA SIĘ SWOJĄ WŁADZĄ.

          3. TERAPEUTA NARZUCA SWOJĄ IDEOLOGIĘ ŻYCIA ALBO ŚCIEŻKĘ DUCHOWĄ, Z KTÓRĄ
          CZUJESZ SIĘ NIEWYGODNIE. NIE MA DO TEGO ŻADNEGO PRAWA.

          4. ZACHOWANIA AGRESYWNE, ODRZUCAJĄCE LUB LEKCEWAŻĄCE. WSZYSTKIE POWAŻNE SZKOŁY
          PSYCHOTERAPII ZGADZAJĄ SIĘ OBECNIE, ŻE TERAPEUTA NIE MOŻE OŚMIESZAĆ KLIENTA,
          SZYDZIĆ Z NIEGO, TĘPIĆ GO ALBO PONIŻAĆ W IMIĘ PRZYŚPIESZENIA PROCESU LECZENIA.

          5. BRAK POCZUCIA, ŻE TERAPEUTA POMÓGŁ W JAKIMŚ STOPNIU ROZWIĄZAĆ NASZE
          PROBLEMY. JEŚLI NIE UCZYNI TEGO W CIĄGU PÓŁ ROKU, NIE JEST DOBRYM LEKARZEM DLA
          TWOJEJ DUSZY.
          • Gość: uciekająca wiedźma CZARNA STREFA UMYSŁU - cz. XXXV IP: *.crowley.pl 23.07.04, 01:43
            basia.basia napisała:
            5. BRAK POCZUCIA, ŻE TERAPEUTA POMÓGŁ W JAKIMŚ STOPNIU ROZWIĄZAĆ NASZE
            > PROBLEMY. JEŚLI NIE UCZYNI TEGO W CIĄGU PÓŁ ROKU, NIE JEST DOBRYM LEKARZEM
            DLA
            > TWOJEJ DUSZY.
            Basiabasia jest bardzo dobrym lekarzem dla mej duszy. Dzięki Niej ,moja dusza
            czuje ,że żyje.
            Chyba się w Tobie zakochałem,moja Ty Konserwatywna Terapeutko
            :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
            • Gość: 00 Re: CZARNA STREFA UMYSŁU - cz. XXXV IP: 66.53.80.* 23.07.04, 07:13
              Gość portalu: uciekająca wiedźma napisał(a):

              > basia.basia napisała:
              > 5. BRAK POCZUCIA, ŻE TERAPEUTA POMÓGŁ W JAKIMŚ STOPNIU ROZWIĄZAĆ NASZE
              > > PROBLEMY. JEŚLI NIE UCZYNI TEGO W CIĄGU PÓŁ ROKU, NIE JEST DOBRYM LEKARZE
              > M
              > DLA
              > > TWOJEJ DUSZY.
              > Basiabasia jest bardzo dobrym lekarzem dla mej duszy. Dzięki Niej ,moja dusza
              > czuje ,że żyje.
              > Chyba się w Tobie zakochałem,moja Ty Konserwatywna Terapeutko
              >

              nie,to tylko nowa fobia...po tych kruchcianych...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka