l_zaraza_l
09.12.13, 13:53
Czyli o polskiej policji w służbie prawdziwych polaków katolików.
Całkiem niedawno, przy okazji tradycyjnych już zajść związanych ze świętowaniem 11 listopada pozwoliłam sobie wyrazić zaniepokojenie, obawę, że policja, której funkcjonariusze donoszą na komendanta, za to, że ten chciał usunąć z komendy święte obrazki i zakazał pielgrzymowania w w czasie pracy, może nie być bezstronna i w różny sposób chronić obywateli (forum.gazeta.pl/forum/w,28,148084468,148108906,Re_Twoj_Ruch_kijem_golfowym_w_zuchwe_.html).
Takich niepokojących sygnałów było sporo ale dzień 11 listopada br. był dla mnie przełomowy. Policja wiedziała, że mieszkańcy skłotu są zagrożeni ale swoją pomoc i ochronę ograniczyła jedynie do zaproponowania mieszkańcom opuszczenia domu. I wciąż nie daje mi spokoju myśl, że tak samo jak prawdziwi uniemożliwili strażakom ugaszenie tęczy, podobnie mogłoby być w przypadku skłotu.
Wielokrotnie mieliśmy do czynienia z zakłócaniem przez prawdziwych wykładów prowadzonych przez wzgardzanych przez ten zdrowy korzeń naszej młodzieży, lewaków. Nie było policji bo niby autonomia uczelni i takie tam. Ale kilka dni temu okazało się, że autonomia autonomią a policja w cywilkach i z paralizatorami (których oficjalnie nie posiada na wyposażeniu) jednak może być na miejscu i działać. Działać z "całą stanowczością" wobec anarchistów. Policja i uczelnia potrafią przewidzieć, że anarchiści zakłócą wykład księdza ale nigdy nie potrafią przewidzieć, że prawdziwi zakłócą wykład Środy, Biedronia, Baumana, itd.
Szkoda, że takiej skuteczności zabrakło na plaży w Gdyni.
Od dawna twierdzę, że nie ma proporcji. Dzisiaj pisze o tym także prof. Hartman, który dostrzega problem w tym samym miejscu, co ja czyli "ureligijnieniu" policji (co nie dziwi w państwie wyznaniowym):
"Powodem jest powiązanie skrajnej prawicy, faszystów z Kościołem, jako że deklarują się oni jako bojownicy Polski katolickiej. Dlatego państwo staje się wobec nich bezbronne. Paraliżuje je „tabu krzyża” i lęk przed gniewem Boga i ludu. W Polsce jeśli w jednej dłoni ma się krzyż, w drugiej można mieć pałkę i bezkarnie jej używać. Kto bowiem pobije niosącego krzyż, ten jakby samego Chrystusa bił. To działa na poziomie podświadomym. Żałosna słabość, cynicznie wykorzystywana przez bojówkarzy.
Wszyscy funkcjonariusze zachowują się tak, bo taki jest nastrój, taka jest tendencja. Po prostu tak się robi. Pobicie anarchisty jest dla władzy łatwiejsze, bo on sam się wyłamuje z porządku państwa – nikt za nim nie stoi. Niepotrzebne są tu żadne ministerialne decyzje. Ale to dowód, jaki jest zasób ukrytej agresji w państwie. "
natemat.pl/84709,jan-hartman-instytucje-panstwa-wobec-faszystow-sa-ogledne-za-to-wobec-anarchistow-stosuje-sie-cala-brutalnosc