mp84
15.08.05, 00:02
U nas walka z bezrobociem wygląda mniej więcej tak:
tworzy się stanowisko jakiegoś urzędnika, potem stanowisko jego nadzorcy,
następnego nadzorcy, następnego itd. Od razu kilka miejsc "pracy". Statystyki
się zmieniają, SLD się cieszy.
Inny przyklad. Niech jeden wybija szyby, drugi będzie wstawiał nowe. Od razu
2 miejsca pracy a jeszcze nowe zamówienia dla hut. Tylko że za to płaci
sektor prywatny. Ci ludzie na utrzymaniu państwa (nas wszystkich) są de facto
bezrobotni. Tak 3/4 z 50% pracujących w sektorze państwowym jest nie
potrzebnych. Niezbędna jest policja, sądy to oczywiste. Ale jak przychodzę do
urzędu i widzę jak jakiś urzędas wcina ciastko zamiast pracować to znaczy że
nie jest potrzebny bo nie ma co do roboty. Płacą mu za nic. Dlatego po 1989
wzrosło bezrobocie bo wyrzucono nierobów z fabryk. Ludzie ochoczo ruszyli do
pracy. Kramy z kiełbasą i jednoosobowe firmy dobrze wróżyły. Jednak lewica
swoimi reformami skutecznie ugasiła zapał. Mamy co mamy. Dopóki nie zaczną
powstawać nowe firmy bezrobocie nie spadnie, i nie wzrosną dochody.
Ludzie powinni to wreszcie zrozumieć.