maymonides
19.04.06, 00:50
W wydaniu świątecznym tygodnika "Najwyższy Czas!" (nr 15-16 [830-831], 15-26
kwietnia 2006r.) ukazała się skrócona treść mojego listu, wraz z komentarzem
Janusza Korwina-Mikke:
"To ja też mam dwa pytania: "A gdyby z badań wyszło, że znaczna większość
banków, w których III RP jest zadłużona, ma większość kapitału żydowskiego -
to by to coś znaczyło?". "A dlaczego nie ma Dni Prawosławia czy Dni
Germanizmu?". Tylko pytam..."
Moja odpowiedź wysłana do Redakcji "Ncz!" dnia dzisiejszego:
Panie Januszu!
Był mi Pan łaskaw zadać dwa pytania w związku z moim ostatnim listem do Sz.
Grona Redakcyjnego "Ncz!", w którym opisałem dość specyficzną wizję
rzeczywistości gospodarczej, zademonstrowaną w felietonie p. Michalkiewicza
zatytułowanym "Potrójny wymiar IV Rzeczypospolitej", gdzie padła sugestia,
jakoby Polska była ekonomicznym niewolnikiem ciemiężonym rzekomo przez
żydowskich bankierów (?).
Pierwsze z Pańskich pytań brzmiało następująco: "a gdyby z badań wyszło, że
znaczna większość banków, w których III RP jest zadłużona, ma większość
kapitału żydowskiego - to co by to znaczyło?". Szczerze mówiąc, nie miem.
Wydaje mi się, że byłoby mi dalece łatwiej udzielić odpowiedzi, gdybym
wiedział, co rozumiem Pan pod pojęciem "kapitału żydowskiego". Czy kapitałem
żydowskim jest kapitał należący do osoby wyznającej judaizm? Czy może religia
jest tu sprawą drugorzędną, a liczą się przede wszystkim unormowania
halachiczne? A co jeśli właścielem kapitału jest osoba, która jest ateistą i
nie jest Żydem w świetle prawa halachicznego, a z takich czy innych względów
uważana jest za Żyda, przykładowo przez paranoidalnych antysemitów? Komu
według Pana służy ten mityczny "kapitał żydowski"? - tylko Żydom, czy może
także ludziom innej narodowości? Czy objęcie stanowiska prezesa banku przez
Żyda sprawia, że cały zawarty w nim kapitał staje się żydowski? Jakie
kryteria musi spełnić bank, by zyskać miano banku żydowskiego? Czy Bank
Centralny jest żydowski dlatego, że na jego czele stoi obecnie p. Wolfowitz?
A co jeśli zostałby on zastąpiony przez urugwajskiego adwentystę? - czy wtedy
kapitał Banku Centralnego przestalby być żydowski i czy na dobrą sprawę
rzeczywiście był żydowski? W końcu czy żydowski kapital był wypracowywany
przez wiele pokoleń Żydów, czy - jak stwierdziłby zapewne p. Bubel - został
ukradziony innym narodom? A jeśli został ukradziony, to jak potraktować
niedawny casus Banku Izraela - instytucji siłą rzeczy żydowskiej - z którego
żydowscy bankierzy bezprawnie podbierali żydowski kapitał? Czy w wyniku tej
afery powstał "kapitał antyżydowski"?
Sam Pan widzi, że Pański pytanie rodzi dziesiątki kolejnych, a to znaczy
tylko tyle, że jest zbyt ogólne, toteż prosiłbym uprzejmie o jego
doprecyzowanie.
I jeszcze jedna rzecz odnośnie banków - a propos Pańskiej odpowiedzi na
korespondencję p. Dariusza Lebiodowicza ("Ncz!", nr 14 (829), 8.IV.2006 -
dział pt. "Listy"). Pisał Pan tam, że niemiecki kapitał bankowy obecny w
Polsce "musi spełniać wolę klienta, bo jak nie, to zbankrutuje", a banki
państwowe oparte wyłącznie na kapitale polskim nie muszą tego robić, "bo w
razie czego III RP (z naszych pieniędzy) "dokapitalizuje". Czyli jak rozumiem
ta zasada nie ma już zastosowania do banków żydowskich działających w Polsce
(a w ogóle są takie?). Jest więc Pan lobbystą niemieckich banków w Polsce,
czy po prostu dyskryminuje Pan ludzi pochodzenia żydowskiego? Jeżeli prawdą
jest to drugie przypuszczenie, to jak to się ma do Pańskich liberalnych
poglądów w sferze gospodarki? Z tego wynikałoby, że jest Pan mniej liberalny
od Jankesów owłądniętych strachem przed islamskim terroryzmem, którzy mimo
wszystko zgodzili się na przejęcie amerykańskich portów przez arabską firmę.
No i nareszcie dochodzimy do sedna sprawy - mianowicie, nawet gdyby okazało
się, że Polska jest dłużnikiem żydowskiego kapitału, to kogo właściwie
należałoby obwiniać za taki stan rzeczy? Czy wina polegałaby na dopuszczeniu
do nadmiernego zadłużenia, czy na dopuszczeniu do nadmiernego zadłużenia w
bankach żydowskich? Koniec końców łatwo można dociec, kto jest odpowiedzialny
za gargantuiczne zadłużenie III RP (nazwiska tych osób przewijają się także
w "NCz!"). Dlaczego po prostu nie wymierzyć tym ludziom sprawiedliwości,
zamiast wyładowywać złość i frustrację na Żydach? Może jest Pan zwolennikiem
niezwykle ostatnio popularnej tezy, jakoby politycy odpowiedzialni za ogromny
dług publiczny mieli pochodzenie żydowskie? Cóż, na razie nie uciekają masowo
do Izraela z walizkami wypełnionymi pieniędzmi i raczej się na to nie zanosi,
bo - może mi Pan w tej kwesti wierzyć - nie dostaliby oni ani obywatelstwa,
ani prawa stałego pobytu. Nic więc prostszego, jak wytoczyć im sprawę karną,
jeśli istnieją niezbite dowody ich winy, a jeśli takich dowodów wciąż brak,
to może czas najwyższy je znaleźć? Co za różnica: Żyd czy Polak? Ważne, że
zlodziej i jako taki powinien oglądać świat zza krat, czyż nie mam racji?
Kończąc powyższe wywody warto też moim zdaniem zwrócić uwagę społeczeństwa,
kto faktycznie czerpał i czerpie korzyści z rosnącego długu: bliżej
nieokreśleni "zagraniczni lichwiarze" czy największe w Europie masa rencistów-
symulantów na spółkę z uprzywilejowanymi grupami społecznymi (górnicy,
rolnicy i - dla kontrastu - emerytowani esbecy).
Pańskie drugie pytanie brzmiało: "A dlaczego nie ma Dni Prawosławia czy Dni
Germanizmu" obok Dnia Judaizmu? Panie Januszu... Żyjemy w wolnym,
demokratycznym (niestety?) kraju. Każdy może sobie obchodzić Dni Germanizmu i
Prawosławia kiedy chce i jak chce, byle w granicach prawa. Jeśli zdecyduje
się Pan na obchody tychże dni np. na łamach Pańskiego tygodnika, to
zapewniam, że wezmę w nich udział - i to bynajmniej nie z miłości do
germanizmu i prawosławia, ale z szacunku do ludzi, dla których one wiele
znaczą.
Z uszanowaniem
Szymon Inkowski